Gość: **
IP: *.ipt.aol.com
16.01.03, 17:52
DOŚĆ, RZECZPOSPOLITEJ KATOLICKIEJ !
Wysłano dnia 08-11-2002 o godz. 06:53:25
Temat: Polityka
W okresie II RP, Kościół rzymskokatolicki za pośrednictwem kapelanów
wojskowych zaprawiając mózgi żołnierzy, korzystał z "usług" armii i niszczył
jej rękoma świątynie prawosławne na wschodnich rubieżach Polski.
Wysadzano dynamitem cerkwie lub je po prostu palono, a jeszcze
inne "przechrzczono" na katolickie kościoły.
Odzyskaliśmy wprawdzie polityczną niezależność od Wschodu, w zamian zyskując
tę Zachodnią wersję, bardziej subtelną i wyrafinowaną, ale mózg oraz wolę
Narodu uchwyciły szpony Watykanu.
Dlatego też potrzebą chwili jest stworzenie w Polsce silnej partii
antyklerykalnej, która będzie miała za zadanie neutralizować wpływy
rzymskiego kleru, tworzącego państwo w państwie,
Larum! Oto zbliżał się koniec XX stulecia, a polski parlament marnotrawił
czas nad średniowiecznymi "umowami".
Stenogramy sejmowe będą zawierały zapisy z debat nad ratyfikacją konkordatu.
Będzie się dokumentowało w nich sprawę wpędzenia Narodu Polskiego w
watykańską niewolę, narzuconą przez papieża-Polaka, który jak się okazało,
postawił dobro Watykanu nad dobro swojej Ojczyzny!
Na mocy porozumień zawartych w konkordacie z roku 1925, ordynariusze przed
objęciem swoich obowiązków składali przysięgę na ręce prezydenta RP.
"Przed Bogiem i na święte Ewangelie przysięgam i obiecuję, jak przystoi
biskupowi, wierność Rzeczypospolitej Polskiej..."
Obecny konkordat do czegoś podobnego nie zobowiązuje żadnego funkcjonariusza
Kościoła.
Niech Polska będzie wreszcie sobą, po polsku, a nie żyje i myśli pod dyktando
i wytyczne czarnego ducha, który buszując po naszym kraju, sieje zatrute
słowa ewangelii.
Polska to nie rzymski folwark lub parafia, w której każdy kaprys byle klechy,
musi stać się prawem, nakazem i obowiązkiem.
Kościołowi nie przysługuje moralne prawo do obchodzenia rocznicy święta
niepodległości! Jaką rolę w Polsce odegrała rzymska hierarchia kościelna oraz
Watykan, przyczyniając się do utraty przez nasz kraj niepodległości,
powszechnie wiadomo.
Wiadomo również o zakulisowych działaniach podstępnej dyplomacji Stolicy
Apostolskiej, aby semper fidelis Polska wymarzonej niepodległości jednak nie
odzyskała.
I dzisiaj, w kolejną rocznicę odzyskania niepodległości, rzymska obecność
okazuje się nieodzowna.
Wystrojony w złoto i koronki kler katolicki, odprawiał msze, kropił i pouczał
Naród, jak ma myśleć.
Rzymscy grabarze Polski śpiewali na jej pogrzebie z taki samym
namaszczeniem, "Requiem", z jakim witali prawosławnego cara rosyjskiego
wesołym "Alleluja", odprawiając w jego intencji katolickie msze święte.
Gdy Polacy walczyli o wolność i niepodległość, rzymski kler wyklinał ich z
ambon, a carom i kajzerom słał cichaczem służalcze hołdy z zapewnieniem
wiernopoddańczych uczuć oraz oddania.
I jeżeli wybiliśmy się na niepodległość, to wbrew woli oraz życzeniom
Watykanu!
Dzisiaj, neutralność światopoglądowa państwa jest fikcją, która stoi w
sprzeczności z Konstytucją. W wielu miastach z okazji 11 listopada, oficjalny
program obchodów niepodległości zawierał na pierwszym miejscu punkt, którym
była uroczysta (w intencji czegoś tam) msza święta, z udziałem lewicowych
przedstawicieli lokalnych władz.
Nie wiadomo, czy reprezentanci polskiego rządu uczestniczą w tych świętych
pokazach prywatnie czy służbowo?
Panująca nam miłościwie z woli ludu, lewica, nie ma dość sił, odwagi, oraz
ochoty przeciwstawiać się politykierstwu kleru, ograniczając jego rolę do
spraw przynależnych religii.
A zatem społeczeństwo musi samo te działania inicjować.
Państwo nie może być mafią kilkunastu tysięcy "sług bożych" przeciwko
milionom obywateli. Tego rodzaju organizacji klerykalnej, o jakże
nadszarpniętej reputacji, rząd nie powinien wspierać, a tym bardziej w
jakiejkolwiek formie, finansować.
A, że taka jest Polska, to nie wina jej obywateli, ale polityków, którzy
zawsze wiedząc najlepiej co potrzeba społeczeństwu i służy krajowi, wepchnęli
naszą Ojczyznę w niewolę Kościoła.
Katolicyzm a polskość nigdy nie były jednym i tym samym. Pierwsze jest
chorobą drugiego i jego śmiertelną zarazą, która po cichu, bez widocznych
zrazu objawów, przyczynia się do intelektualnej i moralnej mizerii Narodu
Polskiego.
Przywołajmy z mroków przeszłości upiory najwyższych dostojników w sutannach,
sprzedających za gotówkę lub sobole futro, Polskę przyszłym zaborcom; którzy
wstrząsnęli ostatnim królewskim tronem Rzeczypospolitej, przyczyniając się do
jej upadku...
Oto niektórzy prymasi, arcybiskupi i biskupi zdrajcy: Massalski, Podoski,
Skarszewski, Prażmowski, Radziejowski, Łubieński, Poniatowski (brat króla),
Młodziejowski, Kossakowski, Ostrowski, Rybiński... Inwentarz kościelnych
zdrajców państwa i narodu jest liczny... Kościołowi nie przysługuje moralne
prawo do obchodzenia rocznicy święta niepodległości! Jaką rolę w Polsce
odegrała rzymska hierarchia kościelna oraz Watykan, przyczyniając się do
utraty przez nasz kraj niepodległości, powszechnie wiadomo.
Papieże łasząc się do zaborców Polski, nakazywali Polakom uległość i
posłuszeństwo wobec nich. Namiestnikom Chrystusa było obojętne kto nad kim
panuje, byle oni sami panowali nad panującymi.
Potępiali i wyklinali zrywy niepodległościowe Polaków, bo taki był polityczny
interes Watykanu, a samą Polskę papieże traktowali niczym nałożnicę, z której
korzystali kiedy i jak chcieli.
Papież Klemens XIV (1768-1774) w liście do cesarzowej Marii Teresy, pisze:
"Zajęcie i podział Polski było nie tylko koniecznością polityczną, ale także
leżało w interesie religii."
Żaden z Namiestników Chrystusa nie kiwnął palcem w obronie semper fidelis
Polski, kiedy zmazywano ją z mapy Europy.
Biskupi posłuszni poleceniom kurii rzymskiej, odprawiali dziękczynne i
wiernopoddańcze modły w intencji nowych panów i monarchów "miłościwie z łaski
bożej, nam panujących."
Abp Bilczewski wydaje 4 sierpnia 1914 roku odezwę w czasie, kiedy Józef
Piłsudski szedł na czele swojej brygady bić się o wolność Polski:
"Należy bić się o Austrię, bo żołnierze opuścili swoje domy z ofiarną
gotowością i w poczuciu, że sprawiedliwa jest wojna, podjęta przez katolickie
państwa w obronie kultury i chrześcijańskich zasad. (...) Żołnierze nasi
spełnią swój obowiązek i zaświadczą zarazem, że umiemy być wdzięczni
ukochanemu i sprawiedliwemu monarsze, (austriackiemu - BM) za to, że nam
pozwolił być Polakami."
W sierpniu 1914 roku abp Likowski ogłasza w Poznaniu list pasterski:
"Mężowie, bracia! Synowie Wasi wezwani pod broń walczyć będą przeciwko
sprzymierzonym wrogom cesarstwa niemieckiego i austriackiego, a w
szczególności wobec Rosji. W tej walce niejeden z nich złoży swe życie w
ofierze. Niech Wam to jednak będzie pociechą, że jakkolwiek Wam przyjdzie
ponieść większe, czy mniejsze ofiary, złożycie je za sprawiedliwą sprawę.
(...) Wiem, że nigdy nie wymarło w nim (społeczeństwie - BM) poczucie
obowiązku posłuszeństwa wobec władzy z woli Bożej nad nim postanowionej."
Abp Kakowski na przekór innym dostojnikom Kościoła rzymskokatolickiego, darzy
szczególną sympatią właśnie Rosję!
Modli się do tego samego Boga o pomyślność rosyjskiego władcy. Odprawiwszy
uroczyste nabożeństwo dziękczynne w intencji zwycięstwa, 23 października 1914
roku posyła carowi depeszę:
"Odprawiwszy nabożeństwo dziękczynne, ośmielam się złożyć u stóp Waszej
cesarskiej Mości, w imieniu swoim i swojej owczarni, uczucia najgłębszej
wdzięczności i wiernopoddańczego oddania."
Mniej więcej w tym samym czasie w Krakowie, konkurencyjne nabożeństwo
odprawia bp Sapieha, prosząc Wszechmocnego o klęskę Rosji, nie bacząc na
pobożne życzenia abpa Kakowskiego.
Tenże Sapieha jest później członkiem "deputacji", która 9 stycznia 1915 roku
w Schonbrunn składa cesarzowi Franciszkowi Józefowi, "najgorętsze