krzys52
23.01.03, 05:37
Świętych faktur obcowanie cd.
Należące do Archidiecezji Gdańskiej Wydawnictwo Stella Maris, które
zamieszane jest w wystawianie "pustych faktur" oraz legalizo-wanie pieniędzy
niewiadomego pochodzenia, arcybiskup Gocłowski podarował spółce z o.o.
O Stelli Maris piszemy od dwóch tygodni ("NIE" nr 1 i 2/2003). Wydawnictwo,
powołane dekretem biskupa Tadeusza Gocłowskiego do prowadzenia działalności
gospodarczej w archidiecezji i będące integralną częścią kurii, trudniło się
m.in. wystawianiem "pustych faktur", które innym podmiotom gospodarczym
pozwalały na wyłudzanie od skarbu państwa podatku VAT. Wyłudzone kwoty szły w
miliony. Podczas przeprowadzonej w wydawnictwie kontroli okazało się, że
wielu faktur w ogóle nie ujmowano w rozliczeniach księgowych, a wiele było
wystawianych przez nieistniejące firmy. Prowadząca dochodzenie prokuratura
podejrzewa, że kościelne wydawnictwo brało udział w legalizowaniu olbrzymich
pieniędzy z niewiadomych źródeł.
Po ukazaniu się naszej pierwszej publikacji ks. Zbigniew Bryk, który z
ramienia archidiecezji sprawował nadzór nad wydawnictwem, złożył na ręce
abepe Gocłowskiego rezygnację z probostwa w kościele św. Bernarda w Sopocie
oraz z funkcji dyrektora Radia Plus. Dymisja została przyjęta.
Pisząc jednak, że Wydawnictwo Stella Maris jest częścią kurii arcybiskupiej,
a zatem odpowiedzialność za to, co się w nim dzieje, spada również na
arcypasterza Gocłowskiego, mieliśmy tylko w połowie rację. Arcypasterz, jak
się okazuje, już dawno zdecydował się od wydawnictwa zdystansować.
Zajrzeć w zęby darowanemu koniowi
10 maja 2002 r. ks. Wiesław Zygmunt Lauer, wikariusz generalny arcybiskupa
metropolity gdańskiego, i ks. Zbigniew Jan Bryk, proboszcz parafii św.
Bernarda w Sopocie, nie tyle zjawili się przed notariuszem Zbigniewem Kundo,
ile notariusz zjawił się przed nimi, w siedzibie archidiecezji przy ul.
Cystersów 15 w Gdańsku Oliwie. Notariusz został poproszony przez obu księży o
sporządzenie aktu darowizny. Ks. Lauer zechciał bowiem darować w imieniu
Archidiecezji Gdańskiej, a więc w imieniu ks. arcybiskupa Tadeusza
Gocłowskiego, będące częścią kurii diecezjalne Wydawnictwo Stella Maris.
Obdarowywanym była spółka z ograniczoną odpowiedzialnością o nazwie
Wydawnictwo Archidiecezji Gdańskiej Stella Maris, spółka z o.o. będąca w
całości własnością parafii rzymskokatolickiej pod wezwaniem św. Bernarda w
Sopocie. Czyli parafii ks. Bryka.
Według rejestru przedsiębiorstw Krajowego Rejestru Sądowego spółka o kapitale
założycielskim 50 tys. zł została powołana do życia 30 lipca, a do rejestru
wpisana pod koniec sierpnia 2001 r. W przedmiocie działalności zgłosiła nie
tylko działal-ność wydawniczą i poligraficzną, ale i działania chroniące
zdrowie, prowadzenie hoteli i restauracji czy pośrednictwo finansowe.
Wikariusz generalny darował więc ks. Brykowi, co następuje: działeczkę o
powierzchni trochę ponad 2 ha w miejscowości Boże Pole koło Wejherowa z
rozpoczętą budową czteropiętrowego budynku; niezabudowaną 23-hektarową
działeczkę w gminie Kolbudy; parcelę wielkości 3,7 ha z domkami letniskowymi
w urokliwej miejscowości nadmorskiej, jaką jest Władysławowo; oraz 17 ha wraz
z budynkami produkcyjnymi i magazynowymi w centrum Gdańska przy ul.
Rzeźnickiej, czyli diecezjalną drukarnię Stelli Maris.
Z wydawnictwa do kopalni
Tu drobna dygresja – grunt w Kolbudach, a dokładnie w miejscowości Buszkowy
Górne, gmina Kolbudy Górne, to ziemia, którą Archidiecezja Gdańska otrzymała
bezpłatnie w połowie lat 90. od Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa
jako "grunt zamienny" za nieruchomości skonfiskowane Kościołowi w 1953 r.
Ustawa o stosunku Państwa do Kościoła kat. z 1989 r. mówi, że każda nowo
powstała parafia na tzw. ziemiach zachodnich i północnych ma prawo dostać od
państwa do 15 ha gruntów rolniczych na założenie gospodarstwa rolnego.
Parafie w województwie pomorskim otrzymywały w latach 90. atrakcyjne grunty,
następnie przekazywały je bezpłatnie kurii. Ta odsprzedawała ziemię dalej,
ale już po cenie rynkowej. Wielokrotnie urzędnicy agencji przekazywali
parafiom ziemię o innym przeznaczeniu niż rolnicze narażając skarb państwa na
straty. W tej sprawie Prokuratura Okręgowa w Gdańsku prowadzi śledztwo. O
procederze tym też już pisaliśmy ("NIE" nr 48/2002).
I właśnie taki grunt, otrzymany wcześniej od Agencji Własności Rolnej Skarbu
Państwa, ks. Lauer darował teraz spółce Wydawnictwo Archidiecezji Gdańskiej
Stella Maris. Czemu o tym warto w ogóle wspominać? Otóż spółka ks. Bryka
oprócz wymienionych wyżej różnorodnych przedmiotów działalności wpisała
także "górnictwo i kopalnictwo". A wspomniana działeczka to miejsce, w którym
można urządzić kopalnię żwiru, bo to kruszywo właśnie tam zalega. Kościół już
prowadził tam prace badawcze. I choć przeciwko wydobywaniu w tym miejscu
czegokolwiek protestują ekolodzy, bo w pobliżu jest jezioro, siedliska
czapli, perkozów, można się spodziewać, że kopalnia tam powstanie. Kolejny
skandal z udziałem kuriewnych i ks. Bryka z Gdańska.
Kościół robi cwane myki
Ale wróćmy do głównego tematu, czyli obdarowania ks. Bryka Wydawnictwem
Stella Maris przez abepe Gocłowskiego. Oprócz rzeczy materialnych, takich jak
grunty, nieruchomości, maszyny i urządzenia (wyceniono je na prawie 11 mln
zł), kuria przekazała Brykowi również znak towarowy i wzory zdobnicze.
Przekazała też rzecz trzecią: zobowiązania i obciążenia związane z
prowadzeniem wydawnictwa.
Ks. Zbigniew Bryk oświadczył przed notariuszem, że darowiznę przyjmuje i
zobowiązuje się do zaspokojenia wszystkich wierzycieli otrzymanego
przedsiębiorstwa, tym samym zwalniając od takich zobowiązań swojego
darczyńcę, czyli Archidiecezję Gdańską.
Tak więc, drodzy wierzyciele, banki, prokuratorzy itp. – firmy Stella Maris
nie należy utożsamiać z gdańską kurią ani z gdańskim biskupem. To już od
dawna jest odrębna spółeczka. Choć z drugiej strony na swojej stronie
internetowej (www. stellamaris. pl) ma napisane jak wół (tak przynajmniej
było 6 stycznia 2003 r.), że jest podmiotem gospodarczym Archidiecezji
Gdańskiej działającym na rynku od 1989 roku. Ale to pewnie przez
zapomnienie...
Operacja z darowaniem parafii ks. Bryka "jednostki organizacyjnej Kościoła –
Wydawnictwa Diecezji Gdańskiej Stella Maris" to całkiem cwany myk.
Po pierwsze, wierzyciele nie mogą się teraz domagać zwrotu długów od biskupa,
ale będą się musieli zwrócić do parafii. A w przypadku jej
niewypłacalności... do komornika, aby zlicytował kościół. Chyba że wierni z
całej parafii zrzucą się na tacę. Nic nie ujmując sopockim parafianom nie
bardzo chce się wierzyć w taką ich hojność, a licytację budynku kościoła też
trudno sobie wyobrazić. Wierzyciele wydawnictwa mogą więc zostać – jak to się
mówi – niezaspokojeni.
Po drugie, przekazując w maju 2002 r. część majątku kurii Brykowi abepe
Gocłowski pozbył się kłopotów ze śledztwem w sprawie wystawiania "pustych
faktur" i legalizowania pieniędzy niewiadomego pochodzenia, w które
zamieszane jest wydawnictwo. Abepe umył ręce niczym Poncjusz Piłat. I od
listopada, kiedy to wybrzeżowy "Dziennik Bałtycki" podał, że komornicy z
Gdańska i Słupska prowadzą egzekucję długów zaciągniętych przez Wydawnictwo
Stella Maris, aż do tej pory nikt z kościelnych nie ujawnił, że już ponad rok
wcześniej kuria dokonała takiego zabiegu. Mało tego – wikariusz generalny,
ks. Wiesław Lauer, ten sam, który podpisywał w maju 2002 r. akt darowizny
wydawnictwa dla parafii św. Bernarda, wydał w grudniu 2002 r. oświadczenie, w
którym uspokajał, że sytuacja jest trudna, ale pod kontrolą i nikt nie ma
powodu do obaw. Wystarczy cierpliwie czekać.
Ciekawe, jak w tej chwili potoczą się losy Wydawnictwa Stella Maris,
własności parafii św. Bernarda, kiedy ks. Zbigniew Bryk przestał być jej
proboszczem. No i dalsze losy samego