wolnypolak
01.03.03, 19:02
Przewodnicząca Rady Etyki Mediów wypowiada się "prywatnie" o mediach
Kampania złośliwości i pomówień przeciwko Radiu Maryja i "Naszemu
Dziennikowi" nie spełniła oczekiwań jej organizatorów i została wyciszona.
Apogeum osiągnęła w głośnym paszkwilu przeciwko ojcu Tadeuszowi Rydzykowi -
artykule i filmie dziennikarza "Rzeczpospolitej" Jerzego Morawskiego. Na
placu boju pozostali już tylko najbardziej zawzięci jej uczestnicy. Do nich
należy Magdalena Bajer - jak na ironię przewodnicząca... Rady Etyki Mediów!
Od razu wyjaśnijmy, że Rada Etyki Mediów to taka kanapa, powołana do
zabierania "słusznego" głosu (czyli głosu o barwie "Gazety Wyborczej"
i "Tygodnika Powszechnego") przy zachowaniu wszelkich pozorów bezstronności -
dlatego taka szumna nazwa. Połowę kanapy zajmuje pani Bajer. Druga połowa
jest bliżej nieznana, ponieważ się nie odzywa. Kanapa miałaby nawet szansę
odegrać pożyteczną rolę, bo nieetycznych, napastliwych tekstów nie brakuje w
wydawanych w Polsce gazetach. Aby tak się stało, pani Bajer musiałaby jednak
udowodnić nam swoją bezstronność, a na to się nie zanosi. "Tekst niniejszy
jest moją własną wypowiedzią, nie mającą związku z pełnioną przeze mnie
funkcją przewodniczącej Rady Etyki Mediów" - pisze z
rozbrajającą "chytrością" w artykule "Bezsilność, na której można skorzystać"
("Rzeczpospolita", 18.02.2003 r.). Problem w tym, droga pani, że w sprawach
etyki nie ma rozdwojenia. Pani zgoda na przewodniczenie gremium o tak
zobowiązującej nazwie to kwestia wyboru pewnej roli społecznej, z którą wiążą
się konkretne obowiązki i zasady - z zasadą bezstronności na czele. Proszę o
to zapytać socjologa.
W cytowanym artykule pani Bajer wymyśliła nowy problem, związany z Radiem
Maryja i telewizją "Trwam" (jeszcze jej nie ma, a już jest atakowana!),
który "z troską" przedstawia czytelnikowi. Nawiązuje do śpiewki dobrze nam
znanej: "Nikt [podkreślenie Sz.S.] nie może zaprzeczyć, że 'katolicki głos w
naszym domu' brzmi czasami nienawistnie, antysemicko, agresywnie,
obraźliwie". Ponieważ rzeczywiście "nikt" nie może zaprzeczyć pani Bajer
(może wypisywać, co jej się podoba), posuwa się ona w swym wywodzie do
słownej nikczemności: "Kontekst nienawiści, ciężkich oskarżeń [w Radiu
Maryja - przyp. Sz.S.] bardzo psuje modlitwę, często wręcz ją uniemożliwia,
katechezę zaś czyni nieskuteczną". Jak widać, sławetny film Morawskiego nawet
się nie umywa do "bezkompromisowości", z jaką pani Bajer obraża rozmodloną
społeczność Radia Maryja.
Ponieważ amunicja do wcześniej wytoczonych przez przeciwników Radia Maryja
armat okazała się niewypałem, Magdalena Bajer wykoncypowała nowy zarzut:
Radio Maryja wykorzystuje zagubienie ludzi "w rzeczywistości budowania
demokracji" [?], by zawładnąć ich duszami: "Znam parę przypadków owładnięcia
ludzkimi duszami przez Radio Maryja. Ci ludzie słuchając programu z Torunia -
coraz częściej, coraz dłużej - coraz mniej sięgają do innych źródeł wiedzy o
świecie, stają się zgorzkniali, nieufni, podejrzliwi...".
Ja też znam "kilka" przypadków takiego "owładnięcia" [okropne słowo!], tylko
zupełnie nie przypominają mi one przykładów pani Bajer. Znani mi słuchacze
Radia Maryja to ludzie, którzy odnajdują w sobie nadzieję i optymizm - często
wbrew temu, co się wokół nich dzieje. To ludzie, którzy odbudowali hierarchię
wartości w swoim życiu. To ludzie, na których mogę liczyć; którzy dzielą się
ze mną swą odzyskaną ufnością i nadzieją.
Starym sposobem uprawiania demagogii jest wmawianie ludziom jakichś
absurdalnych sądów, które demagog z łatwością utrąca, stwarzając wrażenie, że
we wszystkim ma rację. Pisze więc pani Bajer: "Szkodliwym nieporozumieniem
jest pogląd, że Radio Maryja, stając się jedynym orędownikiem wszystkich
zagubionych, pełni tę rolę właśnie". Gdyby pani Bajer rzeczywiście słuchała
od czasu do czasu Radia Maryja (jak to deklaruje w swoim artykule), to
wiedziałaby dobrze, że nikt w tym radiu nie rości sobie pretensji do
roli "jedynego orędownika wszystkich zagubionych". Wręcz przeciwnie,
nieustannie słyszę w Radiu Maryja, że to ja, że my wszyscy mamy być pociechą
dla tych spośród nas, którzy są w biedzie, którzy zatracili nadzieję i wiarę.
To dlatego między innymi modlimy się wspólnie, organizujemy zbiórki z pomocą
materialną itp. Polemizuje pani ze "szkodliwymi nieporozumieniami", które
wylęgły się wyłącznie w pani głowie.
Nie wiem, skąd wziął się pomysł pani Bajer zaatakowania raz jeszcze Radia
Maryja - po tym całym niesmaku, jaki wywołały film i artykuł Morawskiego.
Mogę się tylko domyślać, że jest to urażona ambicja. Jakiś czas temu, podczas
debaty w Otwartym Studio Telewizji Puls, rozmawiano na temat etyki
dziennikarskiej - w kontekście napastliwego filmu Morawskiego. Zaproszono też
panią Bajer - niejako "z urzędu". Skoro reprezentuje Radę Etyki Mediów, niech
się wypowie na temat etyki dziennikarskiej w tym konkretnym przypadku.
Zamiast tego pani Bajer poczęła rozstawiać po kątach autorów piszących
w "Naszym Dzienniku" i występujących w studiu Radia Maryja. Zaczęła od
profesora doktora habilitowanego, którego wymieniła z imienia i nazwiska i
nazwała "chwastem". Tego już było jednak za wiele uczestniczącemu w dyskusji
prof. Wolniewiczowi - filozofowi i etykowi - który w sposób zdecydowany
przywołał panią Bajer do porządku. Zamilkła i rzadko już w tej dyskusji
zabierała głos. Jednak obraza pozostała, bo i w swym artykule nawiązuje do
tamtej sytuacji, niestety kłamiąc: "[dyskusja] toczyła się wokół
przedstawionych w filmie sytuacji mijania się z prawem dyrektora tego radia".
Nic podobnego. Dyskusja toczyła się wokół problemu etyki dziennikarskiej i
granic tego, na co dziennikarz może sobie pozwolić. Uczestnicy dyskusji, poza
panią Bajer, nie mieli wątpliwości, że te granice zostały w filmie
Morawskiego przekroczone.
Nie ośmieliłbym się nazwać kogokolwiek publicznie "chwastem" - tak jak to
uczyniła pani Bajer wobec zasłużonego profesora, historyka, publicysty z
dużym dorobkiem naukowym. To znak czegoś więcej niż tylko lekceważenia. Nie
mam natomiast wątpliwości, że obecny artykuł pani Bajer jest ewidentnym
chwastem w ogródku "Rzeczpospolitej". Pozostaje nadzieja, że pani Bajer
potrafi jako dziennikarka wyhodować też szlachetniejsze owoce swego umysłu -
czego jej szczerze życzę.
Napastliwy monolog Magdaleny Bajer zilustrował w "Rzeczpospolitej" Mirosław
Owczarek. Jestem pełen uznania dla jego inteligencji. Narysował wielką
piramidę w formie zakręconego paska, przypominającego taśmę z maszyny do
pisania. W końcu tej piramidy tkwi pióro, wycelowane gdzieś w powietrze.
Sięgam do "Słownika frazeologicznego języka polskiego" prof. Skorupki i
czytam: "piramidalny, piramidalne - głupstwo, kłamstwo (wielkie)...".