pisdokracja
22.10.06, 14:44
Ujawnienie ich nazwisk, a jeszcze gorzej – teczek, może być dla Kościoła
katastrofą!Co najmniej czterech polskich biskupów, z których jeden jest
obecnie emerytem (por. „Kurtyna w dół” – „FiM” 23/2006, gdzie opisywaliśmy
historię biskupa łowickiego Alojzego Orszulika (fot. 1) alias „Pireus” – dop.
red.), a trzech nadal funkcjonuje w życiu publicznym, kolaborowało niegdyś ze
Służbą Bezpieczeństwa w charakterze tajnych współpracowników.
Jest wśród nich – według ks. Zaleskiego – także biskup z Krakowa, który
współpracę trwającą 6 lat podjął, będąc jeszcze zwykłym księdzem – spotykał
się z prowadzącym go oficerem, dochowując zasad konspiracji. SB ułatwiało mu
awans jak mogło, a po konsekracji biskupiej agent rozmowy kontynuował, choć
został przekwalifikowany na tzw. kontakt operacyjny – mniej zobowiązujący.
A ci trzej z innych diecezji?
Dokumenty przechowywane w Instytucie Pamięci Narodowej są bezlitosne: wszyscy
ci inkryminowani hierarchowie, zanim awansowali, figurowali w rejestrach SB
jako aktywni tajni współpracownicy. Za najbardziej zaś niebezpiecznego dla
idei samooczyszczenia się polskiego Kościoła uważa ks. Zaleski pewnego
biskupa, byłego agenta, który – z racji częstych wyjazdów za granicę –
wykorzystywany był przez peerelowski wywiad.Nazwisko? (..)ów agent „jest
bardzo gorącym przeciwnikiem lustracji w Kościele i mocno atakuje wszystkie
osoby, które mają cokolwiek wspólnego z lustracją”, a to nawet
przeciętnemu „zjadaczowi” gazet zawęża wybór do arcybiskupa Józefa
Życińskiego (fot. 2) lub biskupa Tadeusza Pieronka.(..)Ks. Zaleski
opowiedział o wynikach swoich dociekań twórcom portalu internetowego Tezeusz,
redagowanego przez – krakowskich do niedawna – jezuitów: Andrzeja Miszka,
Krzysztofa Mądela i Dariusza Piórkowskiego.(..)Warto w tym miejscu odnotować,
że reakcja prowincjała zakonu jezuitów – ojca Krzysztofa Dyrka – była szybka:
twórcy Tezeusza zostali szeroko rozrzuceni po klasztorach (odpowiednio:
Wrocław, Kłodzko, Opole), a Miszk i Mądel – pod groźbą wykluczenia z zakonu –
otrzymali kategoryczny zakaz jakichkolwiek kontaktów z dziennikarzami...
(..)Biskup ordynariusz tarnowski Wiktor Skworc (fot. 3) – w latach 1975–1980
sekretarz biskupa katowickiego Herberta Bednorza, później kanclerz miejscowej
kurii – przyznał przed kilku dniami, że kiedyś „chodził po cienkim lodzie”.
Jak bardzo cienkim?
„Do rozmów z SB dochodziło między innymi [podkr. red.] w czasie starań o
paszport dla biskupa Bednorza, co także należało do moich obowiązków. Przy
takiej okazji rozmawialiśmy nie tylko o sprawach paszportowych, ale szerzej,
na temat bieżących problemów w relacjach Kościół–państwo” – ujawnił bp
Skworc „Gościowi Niedzielnemu”.
www.faktyimity.pl/archiwum/index.phtml
FiM nr 41