Gość: stary byk
IP: 195.187.86.*
11.08.03, 14:34
do wstydu, zakłopotania, czy do niczego?
W wielu religiach, a szczególnie w katolickiej, dziewictwo kobiet jest
traktowane jako powód do wielkiej chluby. Stąd m.in. pojęcie "niepokalanego
poczęcia", czyli zapłodnienia bez stosunku płciowego.
Rozumując per contrarium, każdy stosunek płciowy należaloby uznać
za "pokalany", czyli brudny, obrzydliwy, wstrętny!
Ale właściwie dlaczego?
Nawet jeśli brać seks tylko do rozmnażania, to jest rzecz zwykła, normalna i
nie ma w niej nic brudnego, ani wstrętnego! A przecież seks to też tworzenie
więzów rodzinnych oraz sól i radość życia. Jak pisał Boy-mędrzec: "to co
ziemię w raj nam zmienia, życia cały wdzięk stanowi ....".
Mogę przypuszczać, że taka koncepcja seksu jest skutkiem patriarchalej
rodziny, gdzie kobieta stanowiła własność męża i jej użycie przez kogoś
obcego (nawet przed ślubem) było traktowane jako pogwałcenie własności. Przy
tym oczywiście mężczyznom było wolno np. korzystać z burdeli.
Ale obecnie, gdy kobieta się wyzwoliła (może nie zupełnie, ale jednak), czy
takie podejście do dziewictwa ma uzasadnienie?
A co o tym sądzą nasze piękne Panie?
Czy dziewictwo to chluba, czy kłopot (np. strach przed bolem podczas
pierwszego zbliżenia)? A może nie ma żadnego znaczenia?
Czy należy spodziewać się, że po pewnym czasie (może dość długim) seks dla
Kościoła Katolickiego przestanie być brudny?