Dodaj do ulubionych

Wolna konkurecja, czyli kto jest najlepszy

12.03.08, 22:57
Ostatnio mam szczęście do ciekawych dyskusji.

Przy okazji Orderu Orła Białego lub jego braku dla Michnika
(forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=76782434&v=2&s=1)
zgadaliśmy się z jaslonem i o PRL-u i wolnej konkurencji zarazem.

W dużym skrócie szło to tak:

jaslon:

Pisząc o konkurencyjności, miałem na myśli bardziej odpowiedzialność
za własny los i konkurencyjność w każdym wymiarze,
przedsiębiorczości, produkcji, usług, nauki...

wariant_b:

Biorąc konkurencyjność "w każdym wymiarze" chyba nie jest jej
więcej niż za PRL-u. Dokładniej mówiąc - konkurencja powinna chyba
wyłaniać najlepszych, a odczuwalna jakość tych najlepszych jakby
się przez ostatnie 18 lat obniżyła. Coś z nią jest nie tak. Co?

jaslon:

W tym co piszesz jest wewnętrzna sprzeczność :)
Każdy zwycięzca konkurencji jest najlepszy, bo konkurencja to
wyłanianie najlepszych. Może miałeś na myśli, że nie wygrywają twoi
faworyci? Bo za komuny to wygrywali wyłącznie faworyci :)))))

wariant_b

Zrobiłem woltę myślową, bo skoro zwycięzcy konkurencji są najlepsi,
do zapewne ci, których uważam za najlepszych musieli jakąś konkurencję
przejść. A potem mały spacerek pamięci po ludziach kultury, nauki,
sportu, polityki, po twarzach, które teraz lub kiedyś coś dla mnie
znaczyły.

Konkluzja przyszła sama i też jej się dziwię.
Kogo właściwie wyłania ta konkurencja?

jaslon:

Konkurencja w przeciwieństwie do "klasowej słuszności" daje równe
szanse w każdej dziedzinie, a nie tylko w ześwinieniu się jak to
drugie za komuchów.

wariant:

No i co z tego, że generalnie pewnie masz rację?
Tylko, czemu przez sito konkurencji za PRL-u przebili się
Santor czy Niemen, a w wolnej Doda i Mandaryna?
Czy Mrożek, Lem albo Herbert blokowali miejsce zdolniejszym,
a nie docenianym przez ówczesne władze i pomijanym?
W czym Czarek Pazura jest lepszy od Tadeusza Łomnickiego?
Twoja teza może jest i słuszna, ale działa potwornie wybiórczo...

---

Kogo właściwie wyłania ta konkurencja?
Czy ktoś na Forum może mi na to odpowiedzieć?


PS
Sorki jaslon za skróty, mam nadzieję, że nie wypaczyły sensu
Twoich wypowiedzi. Z góry przepraszam.
Obserwuj wątek
    • logo.vlad Re: Wolna konkurecja, czyli kto jest najlepszy 12.03.08, 23:31
      Ech, Wariancie, czy to aby nie są narzekania, że kto inny wygrywa
      piłkarski mundial, a kto inny nagrodę Wkrokufellera w picipolo
      podwodnym z przeszkodami?

      P.S.
      Weź mi przypomnij kiedy się przebił Krzysztof Krawczyk... ;)
      • wariant_b Re: Wolna konkurecja, czyli kto jest najlepszy 12.03.08, 23:47
        Kurna, w pucharze Wkrokufellera w picipolo podwodnym z przeszkodami
        też odpadliśmy? Dwa lata nurkowania w gnojówce poszło na marne?
        Co za niefart!

        PS
        pl.wikipedia.org/wiki/Krzysztof_Krawczyk
        Przebił się jeszcze brzed bobytem w Stanach.
        Ale się odbił.
    • wariant_b Re: Wolna konkurecja, czyli kto jest najlepszy 13.03.08, 10:01
      Ułatwijmy sobie zatem zakres poszukiwań wolnej kokurencji
      i "ręki rynku".

      Na początek zatem dwa łatwiejsze podtematy:

      KONKURENCJA W ŻYCIU PUBLICZNYM I POLITYCZNYM

      To, co mnie tknęło w ostatnich wyborach najbardziej i o mało nie
      spowodowało, że wziąwszy sobie kartę na pamiątkę nie wyszedłem
      z lokalu to absolutny brak znanych nazwisk w wyborach do senatu.

      Wyższa Izba powinna być swego rodzaju Radą Mędrców, zbierając
      osoby o najwyższym autorytecie, o powszechnie znanych nazwiskach.
      A tu nic z tego - polityczne przedszkole dla dopiero wchodzących
      do polityki i miejsce zesłania, dla tych, którzy trafili na boczny
      tor swoich ugrupowań. Nic w sumie dziwnego, po z Senatem mało
      kto się w sumie liczy. Wyniki też zgodne z oczekiwaniem - ludzie
      głosują na partie, niezależnie od wystawionych nazwisk.

      Co zatem z mechanizmami wyłaniania najlepszych, co z konkurencją.

      I w drugą stronę niby przykład - kancelaria Kwaśniewskiego.
      Przejęła bez większych czystek ekipę po poprzedniku, dokooptowała
      nowych ludzi z konkursów, niektórzy okazali się lepsi niż norma
      przewiduje i również poza Kancelarią zrobili jakieś kariery:
      Danuta Hübner została komisarzem unijnym, Belka był premierem,
      ostatnio głośniej było o Waldemarze Dubaniowskim, którego
      Prezydent Kaczyński widziałby w roli ambasadora w Madrycie.
      Inni "ludzie Kwaśniewskiego" też jakoś sobie samodzielnie radzą.
      Czyli, jakby się da.
    • wariant_b Re: Wolna konkurecja, czyli kto jest najlepszy 13.03.08, 10:05
      I drugi łatwo narzucający się przykład

      SIECI HANDLOWE

      Te które zaczynały ten wyścig w stronę hipermarketów w Polsce
      wycofały się z naszego rynku, przegrywając konkurencję.

      Ale w czym były gorsze? Dlaczego "ręka rynku" wybrała Tesco
      i "Biedronkę"? Ma ktoś jakiś pomysł?
    • wariant_b Re: Wolna konkurecja, czyli kto jest najlepszy 13.03.08, 10:07
      No i trzecie:

      KULTURA i SZTUKA?

      Czy tu w ogóle działa konkurencja, czy całkiem przeszła do podziemia
      kulturalnego?
      • logo.vlad Re: Wolna konkurecja, czyli kto jest najlepszy 13.03.08, 10:25
        wariant_b napisał:

        > KULTURA i SZTUKA?
        >
        > Czy tu w ogóle działa konkurencja*, czy całkiem przeszła do
        > podziemia* kulturalnego*?

        Zdefiniuj, Wariancie, "konkurencję" w kontekście kultury/sztuki.
        Zdefiniuj "podziemie kulturalne" - i pogadamy.

        Pytanie pomocznicze: czy jazzkluby to "podziemie"?
        • wariant_b Re: Wolna konkurecja, czyli kto jest najlepszy 13.03.08, 10:51
          Tak "jazzkluby" to zwykle "podziemie" kulturalne, nawet jeśli
          grają na strychu. Ta sama kapela w dobrym czasie w TV to już
          "główny nurt". Powiedzmy, dla uproszczenia, że ktoś, kto jest
          identyfikowalny dla powiedzmy 10% społeczeństwa, nie jest już
          w żadnej mierze "podziemiem", niezależnie od tego, co uprawia
          i jak bardzo "niszowy" jest to rodzaj działalności.
          • logo.vlad Re: Wolna konkurecja, czyli kto jest najlepszy 13.03.08, 11:14
            Dziękuję. Czyli kwestię podziemia mamy (prawie) wyjaśnioną.
            Pozostaje jeszcze problem możności zbadania tego zasięgu. I stopnia
            rozpoznawalności. Tak trochę upraszczając: czy "a, to jakieś
            hiphopy!" po usłyszeniu nazwy zespołu jeszcze się łapie w
            identyfikowalność, czy chodzi o "spontaniczne wskazanie" przy
            prośbie o podanie przykładowego hiphopa, czy może trzeba kojarzyć
            konkretny utwór z konkretnym artystą - a w tym sensie to ja np. Dody
            czy Mandaryny nie kojarzę... ;)

            No i pozostaje jeszcze kwestia konkurencji. Konkurencji w obrębie
            gatunkowego/niszowego podziemia, w głównym nurcie i na przejściu
            między jednym a drugim.

            -----

            A najbardziej rozpoznawalnym artystą i tak jest niejaki Kihuj.
            "Kihuj to tu postawił?!"
    • woda.woda Re: Wolna konkurecja, czyli kto jest najlepszy 13.03.08, 10:07
      Ja bym zadała pytanie - co to znaczy "najlepszy"?
      Dla kogo najlepszy?
      Czy ktoś, kto dla mnie jest najlepszy jest najlepszy
      dla "1normalnegoczlowieka"?

      Czy najlepszy to ten, który podoba się większości, czy ten, który
      podoba się wąskiej grupie ludzi bardziej wymagających?



      • wariant_b Re: Wolna konkurecja, czyli kto jest najlepszy 13.03.08, 10:43
        Nie chce mi się już szukać kto, ale ktoś na tym forum przywołał
        chyba miarodajną ideę "peers-ów" - czyli, dla kogo dane osoba
        jest postrzegana jako równorzędny partner. Po prostu "dobrzy"
        uważani są za "dobrych" przez innych "dobrych". Jest to relacja
        porządkująca, z reguły zwrotna, zatem wyznacza jakieś "klasy"
        w każdej z dziedzin. Jest pewna szansa, że jakąś z tych osób znamy,
        więc możemy wyznaczyć jego "peers". Powiedzmy przykładowo, że
        światowej rangi fizycy, to ci, z których poglądami liczył się
        Einstain (a że wszystkich pewnie nie znał, więc i ci, z którymi
        się on liczył itd.).

        Trochę mętnie to tłumaczę, ale taka mniej więcej jest idea.

        Można przyjąć jeszcze inaczej - najlepsi uczeni wykładają na
        najlepszych uczelniach, wygłaszają referaty na najważniejszych
        kongresach naukowych, może jeszcze inaczej - mają najwięcej
        cytowań - w sumie różnice wielkie nie będą.

        Oczywiście, że będziemy się spierać, co to jest "najlepszość"
        i jest to oczywistość oczywista. Ale bynajmniej nie ja z Tobą.
        • woda.woda Re: Wolna konkurecja, czyli kto jest najlepszy 13.03.08, 11:06
          Tak, my nie będziemy się spierać o "najlepszość".
          Ale jeśli piszesz: "konkurencja powinna chyba wyłaniać
          najlepszych" - to ja bym spytała, kto ma tych najlepszych wyłaniać?

          Dla przykładu: społeczeństwo wyłania posłów według tego
          społeczeństwa najlepszych. A dla społeczeństwa "najlepszy" to taki,
          który jest najbardziej podobny do przeciętnego obywatela.

          Czy największy nakład oznacza najlepszą książkę?

          W nauce sprawa jest jasna - ale w innych kwestiach "lepszość" nie
          jest kategorią obiektywną

          • wariant_b Re: Wolna konkurecja, czyli kto jest najlepszy 13.03.08, 12:43
            Retorycznie pytasz, więc nie odpowiem.

            W liceum polonistka katowała nas literaturą współczesną.
            Ale zamiast prozy wczesnego Mrożka, którą uwielbiam, mieliśmy
            głównie poezję Mirona, Herberta czy naszej przyszłej noblistki.
            Pozostała mi do nich gdzieś wkodowana niechęć, ale i świadomość,
            że są to nazwiska z jakichś powodów ważne w naszej kulturze.
            Uznanie dla polonistki przyszło już później. Wtedy mnie nudziła.
        • logo.vlad Re: Wolna konkurecja, czyli kto jest najlepszy 13.03.08, 11:20
          Taka wariacja na temat liczby Erdősa, Wariancie? ;)

          Z grubsza to działa. Ale tylko z grubsza. Co jakiś czas się trafia
          UFOlog o calkiem niskim wskaźniku.
      • 1normalnyczlowiek :)))))))))))))))))) 13.03.08, 15:49
        woda.woda napisała:
        > Ja bym zadała pytanie - co to znaczy "najlepszy"?
        > Dla kogo najlepszy?

        ---> To normalne, że mogą być najlepsi obiektywnie i najlepsi subiektywnie i niekoniecznie muszą to być ci sami.

        > Czy ktoś, kto dla mnie jest najlepszy jest najlepszy
        > dla "1normalnegoczlowieka"?

        ---> Ci "subiektywni" mogą być różni, ale "obiektywni", jeśli kryteria są jasne, będą prawdopodobnie ci sami.

        > Czy najlepszy to ten, który podoba się większości, czy ten, który
        > podoba się wąskiej grupie ludzi bardziej wymagających?

        ---> To są nieporównywalne sprawy. Wąskiej grupie może podobać się człowiek o szerokich horyzontach a większości specjalista z wąskiej dziedziny i odwrotnie. Nie da się powiedzieć, czy w każdej sytuacji super-lekarz internista jest lepszy od super-lekarza chirurga ...

        > ... co to znaczy "najlepszy"? Dla kogo najlepszy?
        ---> ... oraz czas, miejsce, sytuacja ... za każdym razem może być inny wynik.
        A podstawowym warunkiem jest to, czy ta uznaniowość jest sterowana z zewnątrz czy nie.
        Niestety i w PRL-u, ale i po 89 roku nie było wolnej konkurencji, lecz właśnie ta "uznaniowość sterowana". :)
        • wariant_b Re: :)))))))))))))))))) 13.03.08, 16:36
          1normalnyczlowiek napisał:

          Skoro zajrzałeś, to może zamiast prośby o ustosunkowanie się
          do wypowiedzi grzegorza i moich (obaj uważamy, że za PRL-u
          konkurencja w bardzo wielu dziedzinach była wyższa niż obecnie)
          przyjrzysz się Listowi 34 z 1964:
          pl.wikipedia.org/wiki/List_34
          wspomniał o nim berkowicz2 w bezsensownym kontekście prof. Nowaka
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=76799617&a=76801012
          (jakby zapominając, że autorem treści listu był Antoni Słonimski,
          a temu młody Michnik robił kilka lat później za sekretarza).

          Otóż Słonimski dotarł do ówczesnej elity intelektualnej PRL-u,
          żyjącej z władzą lepiej lub gorzej, ale współpracujących z nią.
          Dotarł imiennie, czyli najpierw wytypował najwłaściwsze osoby,
          a potem poprosił o podpis. To też swego rodzaju konkurencja -
          być odpowiednim partnerem dla Słonimskiego.

          Gdyby Tobie dzisiaj przyszło zbierać taką listę, kogo być
          chciał poprosić o podpis?

          A gdyby Premierowi Kaczyńskiemu przyszło coś takiego zrobić?
          Ile osób z tej listy by pozyskał dla poparcia swojej idei?
          Ile pozyskałby Adam Michnik dla swojej?

          Bo widzisz, świat nie jest takim, jakim chcielibyśmy, żeby był.
          On jest taki, jaki jest.
          • wariant_b Re: :)))))))))))))))))) 13.03.08, 23:58
            Zastanawiam się nad tym w wolnych chwilach i też ciągle nie
            skompletowałem "listy 34". Co jest grane?

            Czy przez te 18 lat świat nauki, kultury i sztuki aż tak oddalił się
            od naszej zwyczajności? Za PRL-u nie miałbym żadnych problemów
            ze wskazaniem takiej listy, te nazwiska były w powszechnym użyciu.
            Wszyscy wiedzieli, kto to jest Tatarkiewicz, Kotarbiński, Wyka,
            Gieysztor, Krzyżanowski czy Estreicher a nawet Infeld czy Sierpiński.
            Co jest q.. grane? Nawet nie znam nazwisk najwybitniejszych
            współczesnych Polskich naukowców. Co jest? Pomocy!!!
            • woda.woda Wiesz, 14.03.08, 08:53
              w PRLu nauka, sztuka i kultura były przez państwo wspomagane i z
              rynkiem nie miało to nic wspólnego.
              Natomiast w momencie urynkowienia tych przestrzeni pokazało się, że
              w takim kraju, jak Polska ludzie, którzy te przestrzenie tworzą
              muszą po pierwsze zarobić na chlebek. Czyli sprzedać swoją pracę. I
              tu wracam do tego, co pisałam wyżej: komu ma się podobać? Albo
              inaczej: kto to kupi?

              Jeśli rynek każe traktować obraz jak kiełbasę, obraz zawsze przegra
              z kiełbasą.

              PS. Co to jest, że wszędzie, gdzie Mileyski się pojawi, od razu
              robi się duszno i nieprzyjemnie ...
              • homosovieticus W PRL-u państwo wspomagało tylko te kierunki 14.03.08, 11:18
                kulturowe, które znajdowały aprobatę u partyjnych, komunistycznych
                dygnitarzy i służyły, po moskiewsku, rozumianemu socjalizmowi.

                Marzec68 dowodem,ze tak sprawy sie miały.
                Skutki takiej polityki kulturowej widać doskonale do dzisiaj nie
                tylko w teatrach i kinach ale przede wszystkim w literaturze.
              • wariant_b Re: Wiesz, wodo.wodo 14.03.08, 11:31
                > w PRLu nauka, sztuka i kultura były przez państwo wspomagane i z
                > rynkiem nie miało to nic wspólnego.

                Gdzieś słyszałem :)
                Jednak w wątku trzymałbym się bardziej działania mechanizmów
                konkurencji. Stąd moje wrażenie, przynajmniej w obszarze kultury
                masowej, że kiedyś dostawaliśmy produkt wyselekcjonowany, obecnie
                "produkt adresowany do określonej kategorii odbiorców".
                Z rynku konsumenta przeszliśmy szybciutko do rynku producenta,
                a ten w trymiga się uporządkował i zmonopolizował.

                > Jeśli rynek każe traktować obraz jak kiełbasę, obraz zawsze przegra
                > z kiełbasą.

                Jak sądzę, nie jest to dla Ciebie również stan idealny,
                i dostrzegasz potrzebę innego traktowania sztuki (w tym kulinarnej).
                Zresztą, zetknąłem się z pewną liczbą ludzi gotowych do rezygnacji
                z dodatkowej porcji smacznej kiełbasy na rzecz tych bohomazów.

                > PS. Co to jest, że wszędzie, gdzie Mileyski się pojawi, od razu
                > robi się duszno i nieprzyjemnie ...

                To jest problem!
                • wariant_b Re: Wiesz, wodo.wodo 14.03.08, 11:32
                  PS.

                  I to nie jedyny problem.
                • woda.woda Re: Wiesz, wodo.wodo 14.03.08, 11:46
                  Mnie osobiście podoba się system wspomagania kultury i sztuki, jaki
                  jest we Francji.
                  Polega to z grubsza na tym, że państwo gunduje jakby stypendia
                  twórcom, którzy już jakos tam na rynku sie sprawdzili.
                  Na przykład muzyk jazzowy, który w ciągu pół roku zagra w klubach
                  określoną ilośc koncertów, na drugie pół roku dostaje stypendium,
                  aby mógł myśleć już tylko o swojej muzyce.
                  Albo inny pomysł, trochę kontrowersyjny: inwestor, który buduje w
                  przestrzeni publicznej ma obowiązek pewien niski ale określony
                  procent wartości inwestycji przeznaczyć na sztukę w obrębie tej
                  przestrzeni.

                  Stuka nie poradzi sobie bez silnego mecenatu. A Francuzi mają
                  efekty.
    • grzegorzlubomirski Ale na wielu poziomach ta konkurencyjnosc 13.03.08, 13:32
      za komuny byla duzo bardziej rozwinieta niz na Zachodzie. Gdy w
      szkolach na Zachodzie likwidowano ocenianie w ciagu pierwszych 5
      lat nauczania oraz zasade zostawiania w klasie w ogole, to w Polsce
      i ZSRR byl szal na punkcie olimpiad przedmiotowych, a zostawianie w
      klasie bylo na porzadku dzinnym. Nota bene na Zachodzie olimpiady
      byly praktycznie nieznane do tego stopnie ze kraje socjalistyczne
      calkowicie zdominowaly te sfere.

      W PRLu dostanie sie na studia laczylo sie z powaznymprocesem
      slekcyjnym na Zachodzie moglem studiowac na najlepszych uczelniach
      bez wiekszych selekcji.

      Sam po studiach robilem praktyki nauczycielskie w szkolach w
      Niemczech, w belgii i Francji, nikt tam nie wiedzial co to jest
      olimpiada i traktowana takie poddanie mlodych ludzi konkurencji za
      nieludzkie.

      Pamietam jak w latach 70 i 80 rozgorzalal dyskusja nad dopuszczaniem
      na konkursy pianistyczne (w Brukselii - Elzbiety) ludzi z bloku
      komunistycznego, ktory dominuja wszystkich dzieki "nieludzkiej
      konkurencji i selekcji jaka tam sie stosuje", pytano jak z czyms
      takim mozna konkurowac.

      Trzeba jednoznacznie przyznac pod tym wzgledem idealy rownosci i
      socjalizmu zostaly lepeij wcielone na Zachodzie, i tylko mlodym
      polskich liebertarianom pustoszy sie umysly wszechobecna i
      zyciodajna idea konkurencji. Ludzie sa w tej ideolgii widziani jak
      jakies kroliki kotrymi sie kieruje przy pomocy kija i marchewki lub
      napuszczajac na siebie.

      Co ciekawe nikt nie chce myslec o sobie w takich kateogoraich tylko
      o innych.
      • wariant_b Re: Ale na wielu poziomach ta konkurencyjnosc 13.03.08, 15:22
        Dokładnie, grzegorzulubomirski.

        Chwaliłem Cię już za to, że Twoje trzymanie się znanych sobie
        realiów jest powalające, i nie dasz sobie wmówić, że to co
        obserwowałeś jako prawidłowość, było incydentem i vice versa -
        to, czego nie było widać, nagle udało się odkryć i wszyscy mówią,
        że oni to widzieli. G.. widzieli, prostują sobie życiorys.

        Ale mam jedną prośbę, bo w tym nie siedzę, a ogląd mam taki sobie
        umiarkowany. Jeszcze raz coś więcej o "niewidzialnej ręce"
        i konkurencyjności w sferze gospodarki. Polska poszła inną drogą,
        niż "azjatyckie tygrysy", nie mamy znaczących na świecie firm
        jak ma Japonia, Tajwan, Korea i w coraz większym stopniu Chiny
        i Indie, a nawet Rosja. Co zaszwankowało i w którym momencie?
        • grzegorzlubomirski Bo Polska poszla dorga modnego w 90 latach 13.03.08, 17:05
          Konsensusu Waszyngtonskiego od kotrego teraz wszyscy sie odzegnuja.
          Stiglitz powiedzial o nim "Glosimy go na caly swiat ale u nas samych
          nic z niego nie stosujemy". Samo wsparcie dla sekotra malych i
          srednich przedsiebirostw (subwencje bezposrednie i podatkowe) po
          roku 2000 bylo wieksze 3 krotnie niz to
          samo w Uni Europejskiej. W 2006 jeden komisarz nawet to porownal.
          Teraz w Polsce tego rodzaju programy (MSP) na poziomie regionalnym
          tez wystartowaly i czesto kieruja nimi ludzi z PO ktorzy w tym samym
          czasie krytykuja interwenizm panstwowy. Jakas schzofrenia. Z jednej
          strony przydzielja subwencje, czyli klasyczne picking winners (co
          winno byc zarezerwowane dla rynku), z drugiej krytykuja
          interwencjonizm. Absurd. Ta wiara w rynek jest jak zaklecie, jak
          rytual tego systemu, porownalbym to do zaklec o klasie robotniczej z
          jednoczesnym zduszaniem strajkow przez PZPR.

          To jest troche tak jak z paleniem papierosow w amerykanskich
          filmach, wszedzie tego pelno, im ktos bardziej cool tym wiecej pali,
          a w realnym zyciu w USA papieros jest praktycznie nieobecny a jezeli
          juz to jako ewidentne zlo.

          Problem polega na tym ze kopiujac model amerykanski najczesciej
          kopiowana jest jego mala czasc. Wezmy szkolnictwo. W Polsce czy
          krjach trzeciego swiata mowi sie ze prywatne uczelnie sa najlepsze i
          daje sie przyklad USA. Nic bardziej blednego, najepsze uczelnie typu
          juz przyslowiowego Harvarda sa samorzadowymi korporacjami NON
          PROFIT, czyli nie mogacymi przynosic zyskow z dofinansowanie
          federalnym na poziomie 30% budzetu. Powiedzmy sobie szczerze w
          swojej strukturze sa bardziej podobne do spoldzielni "Samopomoc
          Chlopska" niz do prywatnej firmy.

          Jezeli chodzi o "niewidzialna reke" to jest jedna z najwiekszych
          bzdur jak Smith kiedykolwiek napisal a mysl je motywujaca jest sama
          w sobie absurdalna.
          W skrocie zawiera ona mysl ze ludzie dzialajac z pobudek
          egoistycznych i we wlasnym interesie najlepiej przysluza sie
          wspolnocie jak i samym sobie, bo zadba o to "niewidzialna reka"
          czyli tak naprawde Bog. (Wiara w rynek jest nieodlacznie powiazana z
          wiara w Boga i od niego wychodzi). Warto sie chwilke zastanowic nad
          tym zdaniem (nie o Bogu). Bo wydaje sie ono banalne, skoro wszyscy
          jestesmy egoistami, to chyba nie trzeba nikogo namawiac do tego zeby
          dzialal we wlasnym interesie bo i tak automatycznie to robi. Skoro
          jednak nie jestesmy i nalezy rozumiec je normatywnie, tzn ze musimy
          nauczyc sie dzialac egoistycznie, bo tylko wtedy bedzie dobrze nam
          jak i wszystkim innym, to w takim ujeciu dzialania altruistyczne
          nastawione na dobro innych jest nieporzadane a nawet szkodliwe, i
          tak czyny takiej np: Matki Teresy winny byc oceniane negatywnie
          szczegolnie w zestawieniu z pracodawca ktory wchodzi na hale i
          krzyczy "Moze wyciagnelibyscie ten palec z dupy i zaczeli pracowac"
          (fakt z Lodzi), motywujac pracownikow i zwiekszajac swoje zyski.

          Slowem czysty banal albo totalna bzdura.

          Moze wiecej pozniej, teraz musze leciec ... do Polski.




    • homosovieticus Boże! Czemu nie uczyniłeś ich zdolnymi mówić po 13.03.08, 18:36
      polsku.Oni dźwięczą tylko po polsku. Jak papugi.
      • hrabia.mileyski Re: Boże! Czemu nie uczyniłeś ich zdolnymi mówić 14.03.08, 00:22
        >Oni dźwięczą tylko po polsku. Jak papugi.<


        Celna uwaga.
        Coś odstręcza od czytania niektórych autorów i postów, nawet jesli temat jest
        względnie ciekawy.
        To coś to niestrawny język. Napuszony, bełkotliwy i niekomunikatywny.
        • hrabia.mileyski Przy okazji jedno zdanie w temacie 14.03.08, 01:14
          I mam nadzieję, że czytelne.
          Otóż wydaje się, że panom dyskutantom brakuje wiedzy na temat PRL-u. Z tamtego
          okresu da się wyłonić kilka charakterystycznych cech, które znane były w całym
          bloku sowieckim. Jedna z nich była na tyle ważna, że stała się jednym z
          kluczowych argumentów głoszonych w teorii o wyższości ustroju robotników i
          chłopów nad permanentnie degenerującym się Zachodem.
          Dotyczyła tak zwanej nadbudowy, która wsparta świadomością klasową miała
          przekonać świat o wyższości ustroju socjalistycznego i udziale mas w budowie
          warości wyższego rzędu. Kultura już nie była rozrywką rozpasanych elit, lecz
          wspólnym dziełem świadomych mas. Świadomych, bo odrzucających bezwartościowe i
          służące ogłupianiu klasy robotniczej wybryki tak zwanej kultury Zachodu.
          Dlatego też komuna bardzo dbała, żeby artyści, czy tez sportowcy byli na wysokim
          poziomie. I trzeba przyznać, że ta weryfikacja w bardzo wielu przypadkach była
          jak najbardziej słuszna. Ale o ile artyści i sportowcy robili swoje, zbierając
          często zasłuzone laury, o tyle państwo komunistyczne promowało sukcesy tych
          ludzi jako dowód na wyżej wspomnaną wyższość kulturową i społeczną.
          Artyści byli weryfikowani, sportowcy szprycowani (Laboratorium NRD) i raczej
          niewiele miało to wspólnego z jakąkolwiek wolną konkurencja, tak żarliwie
          opisywaną przez obydwu Panów powyżej.
          Panowie, realia przede wszystkim.
          • grzegorzlubomirski Wisililes sie nima co, az sie spociles 14.03.08, 02:23
            szcegolnie z ta nadbudowa i swiadomoscia. Pewnie na tym sie twoja
            cala wiedza filozoficzna konczy, he he.
            • hrabia.mileyski Re: Wisililes sie nima co, az sie spociles 14.03.08, 02:37
              Pewnie na tym sie twoja
              > cala wiedza filozoficzna konczy, he he.

              To he he - cóz to takiego? Widze, że z człowiekiem na odpowiednim poziomie mam
              przyjemność.

              Dla ciebie komunizm to być może tylko ta szaleńcza filozofia, o ile słowo to nie
              jest przesadnie przewartościowane w stosunku do tego, co piszesz, a i zapewne
              wyznajesz.
              Dla mnie to jednak udręka pamięci i trauma doświadczeń.

              Schowaj więc to swoje he he i apage.
              • taziuta Re: Wisililes sie nima co, az sie spociles 14.03.08, 05:45
                hrabia.mileyski napisał:

                > Pewnie na tym sie twoja
                > > cala wiedza filozoficzna konczy, he he.
                >
                > To he he - cóz to takiego?

                Może coś w rodzaju emotikonu?
                Na to nie wpadłeś? Żółć zaślepiła... :)

                > Dla ciebie komunizm to być może...
                > Dla mnie to jednak udręka pamięci i trauma doświadczeń.

                Nie ma to jak zdrowa genetycznie-patriotyczna egzaltacja!!! :)))
          • wariant_b Re: Przy okazji jedno zdanie w temacie 14.03.08, 08:09
            hrabia.mileyski napisał (i miał nadzieję, że czytelnie):

            > Otóż wydaje się, że panom dyskutantom brakuje wiedzy na temat PRL-u.

            Otóż Panowie żyli w PRL-u w sposób niejako praktyczny, a nie
            teoretyczny i aczkolwiek pewne teorie dotyczące tego okresu
            też są im znane, niemniej wolą pozostawać w sferze doświadczeń.

            Panowie doszli do wniosku, że mechanizmy selekcji najlepszych
            były wówczas w wielu dziedzinach bardziej skuteczne i poszukują
            wyjaśnienia, dlaczego stało się tak, że uległy one degeneracji.

            Panowie nie mają nic przeciwko temu, żeby kultura była "wspólnym
            dziełem świadomych mas", a sport był uprawiany masowo i chętnie.
            Wręcz odwrotnie - chętnie usłyszelibyśmy propozycje, czy i jak
            można ten stan przywrócić. Panowie pochodzą z czasów, kiedy kluby
            wychowywały sportowców "od szczeniaka", a nie kupowały na wolnym
            rynku, którego "niewidzialna ręką" dotknięta jest paraliżem.
            Panów nie obchodzi, kto i w jaki sposób selekcjonował artystów,
            tylko wyrażają zdziwienie, że nie robi się tego współcześnie,
            skutkiem czego nabywamy kiepskiej jakości podróbki, zapewne
            tańsze w produkcji, na pewno zaś lepiej opakowane (i drożej).

            > Panowie, realia przede wszystkim.
            No właśnie, Panowie proszą o realia.
            Czy mógłbyś ich trochę dostarczyć, hrabio?
            Najlepiej pozytywnych, dla zilustrowania swojego stanowiska.
        • grzegorzlubomirski No tak do ciebie trzeba lopatologicznie, jak 14.03.08, 02:17
          ekonom do chlopa. Pogubiles sie biedaku, ale nie musisz zaraz o tym
          trabic.
    • allspice Re: Wolna konkurecja, czyli kto jest najlepszy 14.03.08, 08:12
      Każdy ma takiego idola na jakiego zasługuje:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka