Dodaj do ulubionych

Gombrowicz w Wenecji

IP: *.pppool.de 31.08.03, 22:23
www1.gazeta.pl/kultura/1,34169,1643657.html
Nie wiem, czy "Pornografia" Kolskiego jest udana ekranizacja, czy
nie. Z tego, co wyczytalem miedzy wierszami z korespondencji
zamieszczonej w "GW", wynikaloby, ze film jest raczej slaby. Z
pewnoscia natomiast, stwierdzam to z cala stanowczoscia, nie
udala sie korespondencja jej autorowi. Jest wyjatkowo nieudolnie
napisana. Opinie jego rzymskich znajomych, ktorzy w pociagu
do Wenecji oddaja sie lekturze Gombrowicza sa zbyteczne.
Niczego nie wnosza. Dlaczego u licha rozwazania o powiesci
Gombrowicza Sobolewski prezentuje w kontekscie ocen przypadkowych
osob, ktore na dodatek nie maja nic do powiedzenia?


Czy wrazenia i odczucia staja sie znaczace tylko dlatego, ze
wypowiadane sa ustami cudzoziemcow i odnosza sie do polskiego
pisarza, wzglednie rezysera? To jak Sobolewski wsluchuje sie
w kazde chrzakniecie i czkniecie wloskich autorytetow filmowych
(czy rzeczywiscie autorytetow?) ma w sobie cos zenujacego,
ustawia go w pozycji lokaja. Czy wyslannika najwiekszej
gazety w Polsce nie stac na wyrazenie wlasnej opinii?

Gombrowicz przez cale zycie kpil sobie wlasnie z takiej postawy.
Na polskie ustawianie sie w roli ubogiego krewnego wobec kultury
Zachodu reagowal alergicznie. Dla niego byly to jakies chore
rytualy, przejawy polskich kompleksow nizszosci, nieuleczalnego
niedowartosciowania.

Jest w tym chyba ironia losu, ze wlasnie relacja z weneckiego
pokazu ekranizacji jego powiesci napisana zostala w stylu do
tego stopnia grafomanskim. Chyba jeszcze nie zdarzylo mi sie
czytac tak nieporecznych interpretacji prozy Gombrowicza. Panie
Sobolewski, odsylam pana do "Dziennikow". Niech sie pan uczy
jasnosci wywodu od mistrza. I prosze zapamietac - Gombrowicz
nigdy nie byl bezczelny. Opisywal jedynie z wyjatkowa
sumiennoscia i precyzja swiat oraz ludzi, ktorzy go otaczali.
Najczesciej takich jak pan.

Panska korespondencja miala jednak pewna zalete. Uswiadomila
mi, jak aktualne sa obserwacje Gombrowicza do tej pory.


Obserwuj wątek
    • Gość: bratek Re: Gombrowicz w Wenecji IP: *.biaman.pl 31.08.03, 22:48
      Ot tak sobie?
    • Gość: b Re: Gombrowicz w Wenecji IP: *.biaman.pl 31.08.03, 23:46
      Najbardziej lubię to:
      "Wszelkie sytuacje w świecie są szyfrem. "

      oraz:

      "wielkim skrócie można powiedzieć, że to "Pornografia" po Jedwabnem"

      obowiązkowe nawiazanie do terazniejszosci. Widzisz, on tez uważa, że Gombrowicz
      jest aktualny:)


      • Gość: bratek spojrzenie z oddali IP: *.biaman.pl 01.09.03, 02:00
        Wartburg, tośmy se pogadali.
        • Gość: wartburg Re: spojrzenie z oddali IP: *.arcor-ip.net 01.09.03, 13:13
          Gość portalu: bratek napisał(a):

          > Wartburg, tośmy se pogadali.

          Czesc, Bratku...

          Sorry, wczoraj poszedlem wczesniej spac. Bylem wiec
          out off computer. Zdenerwowal mnie ten "filmoznawca"
          Sobolewski. Zawsze ilekroc siegam po Gombrowicza, to
          mam wrazenie, ze on tylko o jednym pisal. O polskich
          salonowych kompleksach nizszosci wobec "wyzszej" kultury
          Zachodu. To, ze pod tym wzgledem nic sie nie zmienilo,
          wcale nie jest jego zasluga. Chociaz moze sie myle...
          Jakby nie bylo, Gombrowicz trafil w dziesiatke. Dotknal
          wrazliwego miejsca. Jego tworczosc byla wariacka proba
          uwolnienia sie od charakterystycznego dla polskich elit
          przekonania o wlasnej nizszosci wobec Paryza, Wiednia i
          Londynu. Oburzal sie, kpil, demaskowal, mimo ze w gruncie
          rzeczy sam ulegal temu mechanizmowi. Marzyl o tym, zeby
          zaistniec w Paryzu. Ale jednoczesnie udalo mu sie wniesc
          cos bardzo cennego. Mial odwage (dla Sobolewskiego byla
          to bezczelnosc) pogrzebac w polskiej duszy.

          Pod tym wzgledem byl mistrzem i Don Kichotem w jednej
          osobie. Troche to przykre, ze tak niewiele ludzi w Polsce
          rozumie jego przeslanie. Sobolewski niewiele rozni sie od
          opisanych przez Ciebie dwoch krow nauczycielek, ktore
          uznaly, ze nie warto kupowac Gombrowicza, bo taki nudny...

          To jest w ogole skandal, jakie miernoty zatrudnia sie w
          "GW". Michnika chyba za to najbardziej nie szanuje.
          Ze kierowana przez niego redakcja przypomina niekiedy
          obore pelna bezmyslnych krow.

          pozdrawiam
          • Gość: b Re: spojrzenie z oddali IP: *.biaman.pl 01.09.03, 14:16
            Szkoda się robi tego Sobolewskiego, gdy się czyta Twoją recenzję. A to taki
            poczciwy gościu. Zauważ tylko, że o tej bezczelności to mówił Kolski - z tym
            większymi obawami należy czekać na film..
            Cały jego tekst jest jak pisany na kolanie - szybki raport do natychmiatowego
            druku. Próboiwał zrobic impresję złożoną z banalnych wypowiedzi przypadkowych
            osób i opinii "specjalistów". A przy tym chciał błysnąć i coś na gorąco
            zinterpretować, aby pokazać, że i on WIE. Więc walnąl o tych szyfrach,
            Jedwabnem (przypomniało mi to "myśl" Wajdy, że Tarkowski filmem "Stalker"
            przewidział Czarnobyl). Masz rację.
            Żałuję, że nie udało mi sie naciągnąć Cie na dyskusję o "Unforgiven" w innym
            wątku. Byłem tym filmem zachwycony.
            • Gość: wartburg Re: spojrzenie z oddali IP: *.arcor-ip.net 01.09.03, 16:47
              Gość portalu: b napisał(a):

              > Szkoda się robi tego Sobolewskiego, gdy się czyta Twoją recenzję. A to taki
              > poczciwy gościu. Zauważ tylko, że o tej bezczelności to mówił Kolski - z tym
              > większymi obawami należy czekać na film..
              > Cały jego tekst jest jak pisany na kolanie - szybki raport do natychmiatowego
              > druku. Próboiwał zrobic impresję złożoną z banalnych wypowiedzi przypadkowych
              > osób i opinii "specjalistów". A przy tym chciał błysnąć i coś na gorąco
              > zinterpretować, aby pokazać, że i on WIE. Więc walnąl o tych szyfrach,
              > Jedwabnem (przypomniało mi to "myśl" Wajdy, że Tarkowski filmem "Stalker"
              > przewidział Czarnobyl). Masz rację.
              > Żałuję, że nie udało mi sie naciągnąć Cie na dyskusję o "Unforgiven" w innym
              > wątku. Byłem tym filmem zachwycony.

              Pojecia nie mam, kim jest Sobolewski. Wystarczylo, ze przeczytalem
              to, co wysmazyl. Pytam sie tylko, dlaczego na jeden z wazniejszych
              festiwali filmowych wysyla sie czlowieka, ktory belkocze. Przeciez
              to straszne. Nawet raport pisany na kolanie do natychmiastowego
              druku nie usprawiedliwia takiego nasilenia bredni. Dlaczego ludzie
              o zainteresowaniach kulturalnych sa obslugiwani przez ktos, kto nie
              potrafi sformulowac w miare skladnie nawet jednej mysli? Festiwal
              w Wenecji przepuszczony przez filtr takiej umyslowosci...

              Smieszy mnie reakcja Lupusa na krowe. Uderz w stol, a nozyce sie
              odezwa. Celowo uzylem tego porownania, zeby przypomniec, skad
              sie wziely te krowy w innym watku. Pamietasz?

              "Unforgiven" nic mi nie mowi, ale brzmi dobrze. Moze powiesz,
              o co chodzi?

              pozdrawiam
              • Gość: bratek Re: spojrzenie z oddali IP: *.biaman.pl 01.09.03, 16:56
                No hej!
                Idzie mi o film z Eastwoodem i Hackmanem (reżyserował Eastwood). Pochwała
                westernu. Eastwood przygląda się starym westernowym motywom (np. a) zimny
                bandyta-rewolwerowiec, b) nawrócony stróż prawa o złej przeszłości),
                przedstawia je w skrzywionym zwierciadle ( a) okazuje się np. krótkowidzem,
                który nie widzi z odległości 50 metrów, a gdy wreszcie kogoś zabija, upija się
                z rozpaczy i porzuca bandyckie rzemiosło, b) szeryf okazuje się nikczemnym
                draniem, okrutniejszym niż którykolwiek z rewolwerowców - Hackman dostał za tę
                rolę Oscara) po to, by na koniec dokonać absolutnej pochwały mitu, choć tak
                bardzo odbrązowionego. W telegraficznym skrócie. Eastwood wydobył western po
                latach zapaści na wyżyny sztuki filmowej. Niestety, potem chyba nic w tej
                dziedzinie choćby zblizonego klasą nie powstało.

                To o krowach pamiętam, a jakże. To już pozostanie ze mną do końca życia.
                • Gość: wartburg Re: spojrzenie z oddali IP: *.arcor-ip.net 01.09.03, 17:51
                  Gość portalu: bratek napisał(a):

                  > No hej!
                  > Idzie mi o film z Eastwoodem i Hackmanem (reżyserował Eastwood). Pochwała
                  > westernu. Eastwood przygląda się starym westernowym motywom (np. a) zimny
                  > bandyta-rewolwerowiec, b) nawrócony stróż prawa o złej przeszłości),
                  > przedstawia je w skrzywionym zwierciadle ( a) okazuje się np. krótkowidzem,
                  > który nie widzi z odległości 50 metrów, a gdy wreszcie kogoś zabija, upija
                  się
                  > z rozpaczy i porzuca bandyckie rzemiosło, b) szeryf okazuje się nikczemnym
                  > draniem, okrutniejszym niż którykolwiek z rewolwerowców - Hackman dostał za

                  > rolę Oscara) po to, by na koniec dokonać absolutnej pochwały mitu, choć tak
                  > bardzo odbrązowionego. W telegraficznym skrócie. Eastwood wydobył western po
                  > latach zapaści na wyżyny sztuki filmowej. Niestety, potem chyba nic w tej
                  > dziedzinie choćby zblizonego klasą nie powstało.
                  >
                  > To o krowach pamiętam, a jakże. To już pozostanie ze mną do końca życia.


                  Czy w tym filmie chodzilo o zemste dziwek, ktore postanowily
                  wynajac rewolwerowca? Jesli tak, to widzialem jego fragment.
                  Z pewnoscia za malo, zeby moc ocenic calosc. Nie przypominam
                  sobie, zeby zrobil na mnie jakies wieksze wrazenie. Ale jak
                  juz powiedzialem - to byl tylko fragment.

                  Lista tych naprawde dobrych westernow jest krotka. Gatunek,
                  ktory za szybko zadlawil sie tym, co mial do pokazania.
                  Stal sie zbyt monotematyczny. Kiedys widzialem stary
                  western nakrecony jeszcze w latach trzydziestych. Niestety
                  nie zapamietalem tytulu. Gral tam zdaje sie mlody Gary
                  Cooper, ale nie jestem pewien.

                  W fabule tego filmu bylo miejsce tylko dla jednego zabojstwa.
                  Ale ilez grozy w nim bylo. To byla smierc na serio. Meczaca,
                  osaczajaca - jak u Kieslowskiego w "Krotkim filmie o zabijaniu".
                  Po obejrzeniu tego westernu nie moglem sie uspokoic. Naprawde.
                  To bylo tak, jakby zabito kogos w mojej obecnosci. Przerazal
                  swoja surowoscia. Smierc w tym filmie nie byla jeszcze bez konca
                  powielanym efektem akustycznym, co stalo sie norma w latach 50-tych.
                  Powodzenie westernu jako gatunku sprawilo, ze spowszednial, stal
                  sie szybko nudny, trywialny, zanadto przewidywalny. Zapewne
                  padl ofiara Hollywoodu, ktory potrafi wyssac soki zywotne
                  ze wszystkiego, na czym da sie zrobic pieniadze.

                  A czy widziales kolego, "Noc lowcy", po niemiecku "Die Nacht
                  des Jägers", po angielsku musialo byc pewnie "The Night of
                  the Hunter". Nakrecony w 1955 z Robertem Mitchumem. Jedyny
                  film wyrezyserowany przez genialnego aktora Charlesa Laughtona
                  (gral z Marlena Dietrich w "Swiadku 0skarzenia" Billy Wildera).
                  To bylo prawdziwe arcydzielo sztuki filmowej. Dziwie sie, ze
                  nikt do tej pory nie zrobil z tego remake'u. Mitchum gral tam
                  psychopatycznego kaznodzieje, ktory zeni sie z wlascicielka
                  farmy po to tylko, zeby zabic ja, jej dzieci i odziedziczyc
                  majatek. Tam jest absolutnie genialna kamera. Moze tylko
                  Orson Wells potrafil wyczyniac takie sztuczki z czarno-bialym
                  materialem filmowym jak Laughton w "Nocy lowcy". Widziales?
                  • Gość: bratek Re: spojrzenie z oddali IP: *.biaman.pl 01.09.03, 17:59
                    Gość portalu: wartburg napisał(a):
                    >
                    > Czy w tym filmie chodzilo o zemste dziwek, ktore postanowily
                    > wynajac rewolwerowca?

                    Tak.

                    Jesli tak, to widzialem jego fragment.
                    > Z pewnoscia za malo, zeby moc ocenic calosc. Nie przypominam
                    > sobie, zeby zrobil na mnie jakies wieksze wrazenie. Ale jak
                    > juz powiedzialem - to byl tylko fragment.

                    Ja za pierwszym razem też nie zrozumiałem tego filmu :). Za drugim było już
                    zupełnie inaczej.

                    > Lista tych naprawde dobrych westernow jest krotka.

                    Nie zgadzam się. Ale nie będę wyliczał, bo bym nie skończył przed północą.
                    Warto choć wspomnieć świetne schyłkowe filmy, które owszem, dobiły western, ale
                    też same stając się nieśmiertelne, jakoś temu gatunkowi pomogły. Myślę
                    oczywiście o Peckinpahu i Arthurze Pennie. A i wcześniej też były świetne
                    dzieła.

                    Gatunek,
                    > ktory za szybko zadlawil sie tym, co mial do pokazania.
                    > Stal sie zbyt monotematyczny. Kiedys widzialem stary
                    > western nakrecony jeszcze w latach trzydziestych. Niestety
                    > nie zapamietalem tytulu. Gral tam zdaje sie mlody Gary
                    > Cooper, ale nie jestem pewien.
                    >
                    > W fabule tego filmu bylo miejsce tylko dla jednego zabojstwa.
                    > Ale ilez grozy w nim bylo. To byla smierc na serio. Meczaca,
                    > osaczajaca - jak u Kieslowskiego w "Krotkim filmie o zabijaniu".
                    > Po obejrzeniu tego westernu nie moglem sie uspokoic. Naprawde.
                    > To bylo tak, jakby zabito kogos w mojej obecnosci. Przerazal
                    > swoja surowoscia. Smierc w tym filmie nie byla jeszcze bez konca
                    > powielanym efektem akustycznym, co stalo sie norma w latach 50-tych.

                    A może myslisz o "Zdarzeniu w Ox-Bow"? Jeśli tak, to było to z młodym H. Fondą.

                    > Powodzenie westernu jako gatunku sprawilo, ze spowszednial, stal
                    > sie szybko nudny, trywialny, zanadto przewidywalny. Zapewne
                    > padl ofiara Hollywoodu, ktory potrafi wyssac soki zywotne
                    > ze wszystkiego, na czym da sie zrobic pieniadze.
                    >
                    > A czy widziales kolego, "Noc lowcy", po niemiecku "Die Nacht
                    > des Jägers", po angielsku musialo byc pewnie "The Night of
                    > the Hunter". Nakrecony w 1955 z Robertem Mitchumem. Jedyny
                    > film wyrezyserowany przez genialnego aktora Charlesa Laughtona
                    > (gral z Marlena Dietrich w "Swiadku 0skarzenia" Billy Wildera).
                    > To bylo prawdziwe arcydzielo sztuki filmowej. Dziwie sie, ze
                    > nikt do tej pory nie zrobil z tego remake'u. Mitchum gral tam
                    > psychopatycznego kaznodzieje, ktory zeni sie z wlascicielka
                    > farmy po to tylko, zeby zabic ja, jej dzieci i odziedziczyc
                    > majatek. Tam jest absolutnie genialna kamera. Moze tylko
                    > Orson Wells potrafil wyczyniac takie sztuczki z czarno-bialym
                    > materialem filmowym jak Laughton w "Nocy lowcy". Widziales?

                    Nie widziałem, niestety. Widziałem za to, oczywiście, "Świadka oskarżenia".
                    Obiecaj, że jak "Unforgiven" wpadnie w Twe ręce, to z uwagą mu się przyjrzysz,
                    bo nie wypada, żebyś pozostał z taką luką w swej wiedzy westernowej:). Ja będę
                    polował na "The Night of the Hunter".
                    Na razie,
                    b.
                    • Gość: wartburg Re: spojrzenie z oddali IP: *.pppool.de 01.09.03, 18:37
                      Gość portalu: bratek napisał(a):

                      > A może myslisz o "Zdarzeniu w Ox-Bow"? Jeśli tak, to było to z młodym H.
                      Fondą.

                      Bardzo mozliwe, ze wlasnie ten film widzialem. To zdaje sie
                      byl Henry Fonda...

                      > Widziałem za to, oczywiście, "Świadka oskarżenia".
                      > Obiecaj, że jak "Unforgiven" wpadnie w Twe ręce, to z uwagą mu się
                      przyjrzysz,
                      > bo nie wypada, żebyś pozostał z taką luką w swej wiedzy westernowej:)

                      Obiecuje.

                      > Ja będę
                      > polował na "The Night of the Hunter".

                      Goraco zachecam.

                      • bratek4 Re: spojrzenie z oddali 01.09.03, 18:41
                        Gość portalu: wartburg napisał(a):

                        > > Ja będę
                        > > polował na "The Night of the Hunter".
                        >
                        > Goraco zachecam.

                        Nie musisz, bo jak pewnie zauważyłeś, przepadam za westernami :). Musi tylko
                        toto się pojawić w tv.

                        Henry Fonda był przez długi czas moim ulubionym aktorem. A pamiętasz "Dwa złote
                        colty"? Po ang. to było "Warlock" - tak się nazywało miasteczko, w którym
                        grasowała banda zbójów i mieszkańcy postanowili zatrudnić rewolwerowca, by
                        zrobił porządek. Fonda był tym rewolwerowcem, a jego kompana grał Anthony Quinn.
                        Był tam też młody Richard Widmarck.
              • Gość: bratek brak kadr IP: *.biaman.pl 01.09.03, 17:05
                Gość portalu: wartburg napisał(a):

                > Gość portalu: b napisał(a):
                >
                > > Szkoda się robi tego Sobolewskiego, gdy się czyta Twoją recenzję. A to tak
                > i
                > > poczciwy gościu. Zauważ tylko, że o tej bezczelności to mówił Kolski - z t
                > ym
                > > większymi obawami należy czekać na film..
                > > Cały jego tekst jest jak pisany na kolanie - szybki raport do natychmiatow
                > ego
                > > druku. Próboiwał zrobic impresję złożoną z banalnych wypowiedzi przypadkow
                > ych
                > > osób i opinii "specjalistów". A przy tym chciał błysnąć i coś na gorąco
                > > zinterpretować, aby pokazać, że i on WIE. Więc walnąl o tych szyfrach,
                > > Jedwabnem (przypomniało mi to "myśl" Wajdy, że Tarkowski filmem "Stalker"
                > > przewidział Czarnobyl). Masz rację.
                > > Żałuję, że nie udało mi sie naciągnąć Cie na dyskusję o "Unforgiven" w inn
                > ym
                > > wątku. Byłem tym filmem zachwycony.
                >
                > Pojecia nie mam, kim jest Sobolewski.

                Jest, zdaje sie, szefem Kultury w GW, ale mogę się mylić. Pisze dla GW od 100
                lat i czasem dobrze pisze - uważam. A czasem mędzi. Jest inny Tadeusz, o którym
                Ci kiedyś wspominałem, Lubelski, ale on, niestety, w Wyborczej nie "robi". Ten
                nie dałby plamy.
                Ale jak poczytasz np. innego speca od filmów z GW - Mossakowskiego, to dopiero
                zrozumiesz, dlaczego do Wenecji posyłają Sobolewskiego. O filmach pisywał też
                Bartosz Węglarczyk, który teraz "koresponduje" z Ameryki. Cieniiiiutki.
                Cieniiiiutko.

                • Gość: wartburg Re: brak kadr IP: *.pppool.de 01.09.03, 18:15
                  Gość portalu: bratek napisał(a):

                  > Jest, zdaje sie, szefem Kultury w GW, ale mogę się mylić. Pisze dla GW od
                  100
                  > lat i czasem dobrze pisze - uważam. A czasem mędzi. Jest inny Tadeusz, o
                  którym
                  >
                  > Ci kiedyś wspominałem, Lubelski, ale on, niestety, w Wyborczej nie "robi".
                  Ten
                  > nie dałby plamy.
                  > Ale jak poczytasz np. innego speca od filmów z GW - Mossakowskiego, to
                  dopiero
                  > zrozumiesz, dlaczego do Wenecji posyłają Sobolewskiego. O filmach pisywał
                  też
                  > Bartosz Węglarczyk, który teraz "koresponduje" z Ameryki. Cieniiiiutki.
                  > Cieniiiiutko.

                  Dzieki za uzupelniajace informacje. Dobrze wiedziec, o kim sie pisze.
                  Smutne to co prawda i przygnebiajace, ale tak mniej wiecej to sobie
                  wyobrazalem. Czy nie wkurza Cie czasem, ze pismo o takich mozliwosciach
                  finansowych jak GW zadawala sie takimi miernotami?

                  Dlaczego nie dadza szansy jakiemus pisarzowi? Z pewnoscia znalazloby
                  sie wystarczajaco duzo chetnych - obojetne, mlodych czy starych, ale
                  przynajmniej cos soba reprezentujacych, a przynajmniej poczuwajacych
                  sie do odpowiedzialnosci za to, co pisza.

                  Redakcja kierowana przez intelektualiste Michnika, ktory przyznaje
                  wlasne nagrody literackie i taki marny dzial kultury? Wstyd.
                  • bratek4 Re: brak kadr 01.09.03, 18:38
                    Gość portalu: wartburg napisał(a):

                    > Gość portalu: bratek napisał(a):
                    >
                    > > Jest, zdaje sie, szefem Kultury w GW, ale mogę się mylić. Pisze dla GW od
                    >
                    > 100
                    > > lat i czasem dobrze pisze - uważam. A czasem mędzi. Jest inny Tadeusz, o
                    > którym
                    > >
                    > > Ci kiedyś wspominałem, Lubelski, ale on, niestety, w Wyborczej nie "robi".
                    >
                    > Ten
                    > > nie dałby plamy.
                    > > Ale jak poczytasz np. innego speca od filmów z GW - Mossakowskiego, to
                    > dopiero
                    > > zrozumiesz, dlaczego do Wenecji posyłają Sobolewskiego. O filmach pisywał
                    >
                    > też
                    > > Bartosz Węglarczyk, który teraz "koresponduje" z Ameryki. Cieniiiiutki.
                    > > Cieniiiiutko.
                    >
                    > Dzieki za uzupelniajace informacje. Dobrze wiedziec, o kim sie pisze.
                    > Smutne to co prawda i przygnebiajace, ale tak mniej wiecej to sobie
                    > wyobrazalem. Czy nie wkurza Cie czasem, ze pismo o takich mozliwosciach
                    > finansowych jak GW zadawala sie takimi miernotami?
                    >
                    > Dlaczego nie dadza szansy jakiemus pisarzowi? Z pewnoscia znalazloby
                    > sie wystarczajaco duzo chetnych - obojetne, mlodych czy starych, ale
                    > przynajmniej cos soba reprezentujacych, a przynajmniej poczuwajacych
                    > sie do odpowiedzialnosci za to, co pisza.
                    >
                    > Redakcja kierowana przez intelektualiste Michnika, ktory przyznaje
                    > wlasne nagrody literackie i taki marny dzial kultury? Wstyd.

                    Cóż, złości mnie to. Cóż więcej można powiedzieć?

          • lupus.lupus Re: spojrzenie z oddali 01.09.03, 14:19
            Gość portalu: wartburg napisał(a):

            > To jest w ogole skandal, jakie miernoty zatrudnia sie w
            > "GW". Michnika chyba za to najbardziej nie szanuje.
            > Ze kierowana przez niego redakcja przypomina niekiedy
            > obore pelna bezmyslnych krow.
            >

            Widzę,że te słowa (krowa i obora) robią zawrotną karierę.Jestem pełen podziwu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka