Dodaj do ulubionych

Pielgrzymi z przymusu

IP: *.acn.waw.pl 04.01.02, 11:45
Nie wiem czy to dobre miejsce na przedstawienie tej historii (jak narazie
najciekawszej w moim życiu), ale muszę się nią podzielić ze wszystkimi... Kto
wie, może napiszą o niej w gazecie?

Środa 2.01.2002, godzina 7 rano

Trzy klasy XVII L.O. w Warszawie wyjeżdżają na obóz narciarski do Gliczarowa.
Dwa autokary "Mazurkas Travel" są już na miejscu. Uczniowie pakują bagaże o ok.
7.30 ruszają w trasę. Wszyscy są zadowoleni, z prostej zresztą przyczyny - nie
będzie szkoły, a przy okazji pojeżdżą sobie na nartach.

Z początku nic nie zapowiadało tego, co już za kilka godzin miało się stać.
warunki pogodowe, jak i drogowe były dobre. Uczniowie, wśród których byłem i
ja, poprosili o postój. Po 10 minotach ruszyliśmy dalej.
Obejrzeliśmy "Bezsenność w Seattle", rozmawialiśmy, słuchaliśmy muzyki. Już
wtedy sytuacja na drodze ulegała zmianom. Prędkość autokaru spadła, zaczął
padać śńieg. Kilka razy stawaliśmy w korku na niedłużej niz 20 minut.
Katastrofa nastąpiła dopiero przed godzinią 13, wtedy stanęliśmy na dobre. Do
Częstochowy było ok. 30 kilometrów. Krajobraz wokoło nas przypominał pustynię
snieżną. Zdąrzyliśmy obejrzeć dwa filmy, w międzyczasie przesuwając się o,
bagatela, jakieś 100 metrów. Zaczęło sie robić ciemno. Wiał okropny wiatr. Nam,
w tym zamknięciu, wcale się nie podobało. Po jakichś dwu godzinach i
długotrwałych "negocjacjach" nasza wychowawczyni pozwoliła nam opuścić autokar
na 5 minut. Nareszcie. Mogliśmy odetchnąc świeżym powietrzem, bo kierowcy nie
włączali klimatyzacji, aby starczyło nam benzyny. To było to... Mróz, śnieg i
młodzież. Nasze nastroje się poprawiły! Ale już za chwilę siedzieliśmy
w "kursku" - tak nazwaliśmy nasz autokar. Słuchaliśmy radia RMF FM, a tam
mówiono tylko o sytuacji na drogach. My znajdowaliśmy sie w samym środku tych
wydarzeń. Autokar ruszył. Po ponad dziewięciu godzinach, przez które
posunęliśmy sie o jakieś półtora kilometra, powoli jechaliśmy do tyłu.
Przejechaliśmy na pas dla samochodów jadących do Warszawy i już myśleliśmy, że
nasze męczarnie dobiegły końca. Musieliśmy tylko zmieścić się, aby powrócić na
właściwy pas. Dzięki pomocy pługu i zręczności naszego kierowcy, po niecałych
10 minutach udało się! Do Częstochowy dojechaliśmy po dwóch godzinach,
zatrzymawszy się w McDonaldzie.

Częstochowa przywitała nas pustymi ulicami, nic dziwnego było w końcu grubo po
północy. Pierwszy raz tam byłem. Dojechaliśmy do domu pielgrzyma. Wzięliśmy
klucze od pokoi i zmęczeni poszliśmy spać.

Jak póżniej wyliczyłem, średnia prędkość z jaką sie poruszliśmy, wyniosła
troche ponad 13 km/h.

Czwartek 3.01.2002, godzina 7.45 rano
Pobódka. Szybko, szybko. . . CZyżbyśmy mieli ruszać do Gliczarowa? Poszliśmy na
śniadanko. Nic specjalnego, ale od środowego ranka nic porządnego żeśmy nie
jedli. I wtedy nastąpiło, to czego sie spodziewaliśmy, ale mieliśmy głęboką
nadzieję, że nie nadejdzie. Wracamy. Dyrekror podjął decyzję (ale on jest w
Warszawie, my tu i zupełnie nie chcemy wracać do szkoły!). Decyzja była
nieodwołalna...

Po zrobieniu zakupów w Tesco i przeczytaniu w GAzecie Wyborczej, że Gliczarów
zasypany (a tam był już jeden z naszych kolegów) ruszyliśmy do Warszawy.
Jechaliśmy dużo krócej niż w śodę, ale też jakieś 8 godzin. Po drodze
widzieliśmy sznur samochodów, głównie tirów, jadących (stojących!) na drodze do
Częstochowy. Korek miał chyba pona 15 kilometrów. Zaspy śniezne były ogromne,
droga - sam lód!!! Stanęliśmy na godzinę, bo drogę zastawiła ciężarówka. Ale
podróż minęła dużo szybciej. Już o 17 byliśmy w Warszawie. Zmęczeni, znudzeni i
niestety, ale zawiedzeni byliśmy na miejscu.

Zwolniono nas z piatkowych zajęć, ale od poniedziałku już do szkoły.
Niewiadomo, czy nas obóz sie kiedykolwiek odbędzie. A miało byc tak pieknie...
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka