tajer
24.01.02, 06:30
Rozmawialem wczoraj ze znajomym anestezjologiem,o tym "procederze" wszyscy ,(a
zwlaszcza zwiazani z udzielaniem pierwszej pomocy)w sluzbie zdrowia dobrze
wiedzieli od 8 - 9 lat.Opowiadal o przypadkach wstrzymywania wyjazdu karetek do
tzw.ciezkich stanow lub reanimacji ,o wysylaniu zwyklych karetek a nie
reanimacyjnych ( w zwyklej jest lekarz i sanitariusz w reanimacyjnej zwykle 4
osoby-dwoje wezmie wiecej niz czworo),celowym rozsylaniu karetek z jednej
stacji pogotowia po calym terenie ,wlacznie z tzw. falszywymi wezwaniami
aby "znajomy" zespol mogl dobrac sie do skory.
Uczestnicy takiego postepowania to:
1.dyspozytorzy pogotowia
2.lekarze pogotowia
3.policja
4.ksieza - tez !!!!!!!
5.i oczywiscie zaklady pogrzebowe.
Ci z decydentow sluzby zdrowia ,ktorzy mowia,ze nic o tym nie wiedzieli;klamia
albo sa durniami i mysla ,ze wszelki kit ktory wtykaja, prostaczkowie przyjma.