Gość: mirek
IP: *.zax.pl
07.08.01, 16:37
Z dniem 1 sierpnia br. pary homoseksualne w Niemczech zostały zrównane w
prawach z parami heteroseksualnymi (z wyjątkiem prawa do adopcji - zapewne
chwilowe tylko niedopatrzenie). Tym samym lider UE, Niemcy, dołączyły do grona
innych "oświeconych" 9 państw europejskich, w których kochający inaczej mają
większe lub mniejsze uprawnienia. Wczorajsze wynaturzenia powoli, acz
sukcesywnie, stają się "normą unijną".
Polityczna poprawność, czy "ciekawostka przyrodnicza" legły u podstaw decyzji
zamieszczenia relacji z "zaślubin" niemieckich homoseksualistów w głównych
wydaniach programów informacyjnych, zarówno stacji komercyjnej (TVN), jak i
publicznej (TVP1)? Zaiste, nie wiem. Równie dobrze (albo wcale), mogłoby
się "toto" ukazać w wieczornych emisjach. A tak, w najlepszym czasie antenowym,
zafundowano nam za nasze pieniądze - dorosłym i dzieciom - wielce niesmaczne i
żenujące widowisko, w którym najpierw (Fakty) pokazano dwie czule obdarowujące
się pocałunkami osoby kobietopodobne (po ubiorze - męskim i wyglądzie, nie
sposób było określić płci), a niewiele później (Wiadomości) parę równie czułych
podstarzałych mężczyzn (?), którzy zawarli "związek małżeński".
Zapewne ta tragifarsa miała być "ku pokrzepieniu serc", gdyż wcześniej
przedstawione zostały materiały z dwóch niemal, równie tragicznych w swej
wymowie, wydarzeń: rocznicy Powstania Warszawskiego i skutków powodzi...
Pokrzepieni mogą się czuć na pewno wszelkiej maści odmieńcy, którzy z
niecierpliwością oczekują wstąpienia Polski do unijnego raju, a raczej Sodomy i
Gomory, gdzie niebawem zapewne uprawnienia dla "homo nie wiadomo" i rozmaite
Love Parade będą warunkiem sine qua non, nie tyle może samego akcesu tamże, co
choćby napływu euro.
Przeszło 80 lat temu Józef Piłsudski dla dobra zmartwychwstającej Ojczyzny
wysiadł z socjalistycznego tramwaju na "przystanku Niepodległość". Bierzmy
przykład z lepszych od nas i nie dajmy się otumanić i wpakować do
śliczniutkiego i pachnącego unijnego tramwaju, napędzanego relatywizmem i
degrengoladą, który zmierza donikąd (a wagoniki mogą się nagle okazać
bydlęcymi). Jest jeszcze czas, by wysiąść na przystanku wartości
chrześcijańskich, które od zarania Państwa Polskiego stanowiły o jego potędze i
chwale, albowiem: "Polska będzie albo katolicka, albo nie będzie jej wcale". A
telewizyjnym decydentom radzę mocno puknąć się w głowy i nasłuchiwać: jest tam
kto?