verbavolant
19.04.10, 12:55
Uroczystości pogrzebowe pary prezydenckiej mamy już za sobą. Bez
wątpienia odbyły się godnie i z należnym ceremoniałem. Było wszystko
to, co nam w polskiej duszy gra. Armatnie lawety i ułani, kościelna
celebra i godne zachowanie wczorajszych przeciwników politycznych.
Nie umniejszając jakości i sprawności organizacji ceremonii
zauważyłem kilka drobiazgów, które mi nie pasowały do całości.
Drobne niezręczności, potknięcia i trochę kiczu.
1. Podczas przejścia konduktu z Pałacu Prezydenckiego do
katedry, rodzina prezydenta została umieszczona za grupą ułanów.
Uważam, że powinna iść bezpośrednio za lawetami z ciałami Zmarłych a
nie być zmuszana do oglądania końskich zadów, nie wspominając o
doznaniach zapachowych.
2. Nie wiem co to za flaga była na trumnie prezydenta. Być może
był to proporzec głowy państwa. Faktem jest, że był to zwykły
dwustronny (niestety!) nadruk na płótnie nieco rażący tandetą
wykonania. Do tego jeszcze, podczas przejazdu do katedry św. Jana
był położony na lewej stronie (orzeł „patrzył” w prawo). Widać, że
zabrakło szefa protokołu, który też zginął w katastrofie. Wiem, że
czasu było mało i nikt by nie zdążył wyhaftować czegoś
stosowniejszego. Myślę, że w tej sytuacji lepsza byłaby biało-
czerwona flaga wykonana z płótna w dobrym gatunku (nie taka jak na
trumnie Marii Kaczyńskiej).
3. Podpórki pod trumny osób przywożonych zbiorowo na Okęcie
były zbyt siermiężne i trąciły prowizorką. Można je było chociaż
pomalować. Do tego wydawały się mało stabilne i bałem się, że któraś
ze starszych osób potknie się podczas powitania, potrąci trumnę i
zacznie się jakaś makabra. Na szczęście nic takiego się nie stało.
4. Co było przyczyną wstrzymywania konduktu w drodze na Wawel?
Piszę o tym w innym wątku na tym forum („kondukt-stop”).
5. Kolejne faux-pas to składanie kondolencji na dziedzińcu
Wawelu. W czasie, kiedy rodzina zajęta była obrzędami w krypcie,
przedstawiciele rządu i marszałek sejmu zaczęli przyjmować
kondolencje od delegacji zagranicznych. To oczywisty nietakt. Wiem,
że trzeba było czymś wypełnić niezręczną lukę, ale efekt był taki,
że kiedy pojawiła się rodzina to delegacje, które już złożyły
kondolencje znów ustawiły się w kolejkę. Wydaje mi się również, że
przyjmowanie kondolencji przez Radosława Sikorskiego, któremu
niektórzy pamiętają co najmniej niezręczne stwierdzenie,
że „prezydent może być niski, ale nie powinien być mały” w tej
sytuacji było nie na miejscu. I jeszcze w tym wszystkim Jarosław
Kaczyński bezsensownie cmokający wszystkie panie (te z krajów
arabskich chyba też) w rączkę. To jednak można wybaczyć i zrzucić na
karb stresu pourazowego.
Zauważyliście coś jeszcze?