Dodaj do ulubionych

Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek.

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.05, 14:40
Co sadzicie o takiej znajomosci - od poczatku cos poczulam, on tez. Od
pierwszej rozmowy. Minal tydzien i powiedzielismy sobie niesmialo, ze sie
kochamy - bylo to w momencie, gdy widzielismy juz swoje zdjecia. Nie bylo
dnia bez rozmowy. Pozniej przez telefon - codziennie kilka godzin. Po
miesiacu ustalilismy termin spotkania, ale do dzis zwlekamy. Minely 3
miesiace, a my sie boimy. Tak bardzo nam na sobie zalezy, a boimy sie chyba
samych siebie. Czy mozliwe, ze sie nie uda?
Obserwuj wątek
    • Gość: Zen Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. IP: *.thinprint.de / 145.253.119.* 01.02.05, 15:47
      Zalosne jest to, ze ktos po paru rozmowach na gg i zobaczeniu czyjegos zdjecia
      wyznaje milosc. Nie rozumiem, jak mozna kochac kogos, kto nie wiadomo czy
      naprawde istnieje.
      • winogroneczka Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. 01.02.05, 17:29
        wydaje mi sie niektorzy naduzywaja slowa "kocham"
      • Gość: Anka Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.05, 18:07
        Dzieki za wnikliwe obserwacje - tez mysle, ze jestem zalosna.
        Pa
      • Gość: Hubert Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. IP: *.chello.pl 02.02.05, 16:56
        Kochac to mozna nawet jak nikogo nie ma.
        Np. kwiat.
        Wierz mi.

        Pozdrawiam Hubert
    • lutte Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. 01.02.05, 15:53
      Wszystko jest możliwe. Zapewne odkładacie spotkanie z obawy przed niekorzystną
      weryfikacją wyobrażeń o sobie. Myślę, że gdyby to była miłość juz dawno
      bylibyście po spotkaniu. To wygląda na zauroczenie, a w tej fazie znajomości
      chęć wywarcia na kimś jak najlepszego wrażenia jest najsilniejsza.
      Porozmawiajcie o swoich obawach i oczekiwaniach.
    • Gość: nika Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.02.05, 16:53
      hmm..spotkajcie sie jak najszybciej, tak moja rada.
      moje netowe znajomosci(3) polegaly na spotkaniu sie niemal chwile po poznaniu
      sie-wyobraznia jest potega, a rzeczywistosc jest jedna.
    • lutte Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. 01.02.05, 18:17
      Szkoda, że moje "wnikliwe obserwacje" nie zostały przez Ciebie zauważone. Nie
      jestes żałosna (przynajmniej jeśli chodzi o problem w poście), ale czas
      realistycznie spojrzeć na tą znajomość.
    • amelia1 Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. 01.02.05, 18:38
      > Co sadzicie o takiej znajomosci - od poczatku cos poczulam, on tez. Od
      > pierwszej rozmowy. Minal tydzien i powiedzielismy sobie niesmialo, ze sie
      > kochamy


      Tak z ciekawosci zapytam: ile wy macie lat?
      • Gość: Anka Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.05, 20:21
        zawsze racjonalnie podchodzilam do zycia. a tu? nie udaje sie.
        nie wierzycie? wiem, ze to dziwne. nigdy nikomu nie powiedzialam kocham mimo,
        ze troche w zyciu zwiazkow mialam.
      • Gość: Anka Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.05, 20:21
        Masz nick amelia, a nie wierzysz w magie. chyba pora zmienic nick.
        • Gość: Halina Do Anki........................... ... IP: *.ip-pluggen.com 01.02.05, 21:53
          Ktos postawil pytanie: ile macie lat, bo ze zakochaliscie sie ze zdjec, a
          teraz nie mozecie odwazyc sie na spotkanie?
          • Gość: Anka Re: Do Anki........................... ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.05, 23:43
            juz nizej tlumacze, ze to nie kwestia odwagi. Po prostu nie wyobrazamy sobie
            zycia bez siebie, a mieszkamy zupelnie w innych miejscach i kazde z nas ma
            prace, ktora lubi i kocha.
            • amelia1 Re: Do Anki........................... ... 01.02.05, 23:49
              > juz nizej tlumacze, ze to nie kwestia odwagi. Po prostu nie wyobrazamy sobie
              > zycia bez siebie,

              Nawet sie nie widzieliscie, ale nie wyobrazacie sobie zycia bez siebie... Jakie
              to slodkie...

              On tez nie wyobraza sobie zycia bez ciebie? Jesli tak mowi po tygodniu, to
              calkiem powaznie radze uwazac.
              • Gość: Anka Re: Do Anki........................... ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.05, 00:05
                Nie wyobraza sobie zycia beze mnie po 3 miesiacach. Czy mam to napisaj jeszcze
                raz capsem, zeby dotarlo? Boze, coz za wredna istota.
                • camel_3d Re: Do Anki........................... ... 06.02.05, 19:26
                  al ejak moze sobie nie worbazac zycia, skoro sie jeszcze nigdy nie spotkaliscie?
        • amelia1 Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. 01.02.05, 23:00
          Wiesz, wg mnie takie wielkie slowa po tygodniu internetowo-telefonicznej
          znajomosci sa oznaka ogromnej niedojrzalosci emocjonalnej.
          • Gość: Anka Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.05, 23:38
            Dziekuje za wnikliwe obserwacje. Masz w 100% racje - jestem gowniara, ktora
            obcemu facetowi powiedziala, ze go kocha i do tego brnie w to dalej. Gratuluje
            zmyslu obserwacji i nadal proponuje zmienic nicka, bo jest nieadekwatny co
            najmniej.
    • Gość: elissa Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. IP: 81.219.88.* 01.02.05, 22:30
      Ja przeżyłam coś podobnego, ale nie zwlekałam długo z zobaczeniem się w realu.
      Radze i Tobie nie zwlekac, bo gdy będziecie czekac dlużej to albo zauroczenie
      wam przejdzie i samo zgasnie albo jak się w koncu zobaczycie za długi czas to
      będziecie załować bo się rozczarujecie. Ja nie zwlekalam, umówiliśmy termin i
      poszlam, ale bałam się strasznie. Ale warto było, jesteśmy już ze sobą ponad 4
      lata.
      Odwagi!!!
      • Gość: Anka Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.05, 23:42
        mysle, ze spotkanie jest nieuniknione i niedlugo nastapi. Problem stanowi
        odleglosc i zgranie terminu. Ja pracuje dosc intensywnie, on zajety swoja
        firma. i to chyba tego sie boimy - zgrania naszych szarych rzeczywistosci. Ja
        nie wyobrazam sobie rezygnacji z pracy, on podobnie, a chyba nie na tym to
        polega, ze bedziemy kilka dni razem, on wyjedzie, bo beda go gonily terminy w
        pracy. Tu jest najwiekszy problem.
    • Gość: adrienna Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. IP: *.spray.net.pl 01.02.05, 23:47
      a ja tak poznałam swojego męża i co? jesteśmy już razem 5 lat a małżeństwem 3 :-
      ) sposób jak sposób, może lepszy niż w dyskotece poznać podchmielonego
      lovelasika który okazuje się skończonym.... idiota.
      Powodzenia, co ma być to będzie - moze to przeznaczenie? Mój mąż mi po
      pierwszym spotkaniu powiedziął że chce żebym była jego żoną, swoim rodzicom też
      powiedział że żonę sobie znalazł.
      Mam znajomego który też poznał swoją dziewczynę (Ania i Michał - pozdrawiam) na
      gg przez zupwełny przypadek i są razem.
      Więc cóż w tym niemożliwego?
      Spotkajcie się, przecież co ma być to i tak będzie - myślę że się dogadacie :-)
      A co do uczuć... to skoro widzieliście swoje zdjęcia to pewnie że można się
      zakochać - tylko sama wiesz, że jak się spotkasz i poznasz gościa i znowu mu
      powiesz ze go kochasz, to to drugie słowo kocham będzie znaczyo coś innego..
      mocniejszego...prawdziwszego? pomimo że to to same słowo!
      UMÓW SIĘ!!!!
      ładnych buziek jest tysiące -ale znajdź tego jednego...wśród nich . POZDR.
      • Gość: Anka Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.05, 00:11
        wiesz. glupota z mojej strony i "niedojrzaloscia emocjonalna" bylo zakladanie
        tego watku. mysle, ze tylko my sami wiemy co czujemy. pewnie tez tak mialas?
        ktos kto nie byl w takiej sytuacji ma bledne wyobrazenie nas i sugeruje jakies
        gowniarskie zagrywki. tak to juz z ludzmi jest.
        przez moment mi po prostu zaswitalo w glowie, by sie zapytac, doradzic,
        wymienic uwagi i spostrzezenia, bo moze ktos mial podobnie.
        jestes pierwsza osoba, ktora chyba wie o czym tu pisze i to rozumie.
        tylko co my zrobimy z naszymi poukladanymi swiatami. nie wyobrazam sobie, zeby
        on przyjechal do mnie lub ja do niego, a po kilku dniach powrot. tragedia!
        • pauli7 Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. 02.02.05, 01:08
          droga Aniu, nie zlosc sie, ze ktos ci zarzuca niedojrzalosc emocjonalna...
          obiektywnie patrzac nie da sie w tak krotkim czasie i przez dosc specyficzny
          kontakt pokochac czlowieka... jesli swietnie sie dogadujecie to super, ale
          pamietaj, ze spotkanie potrafi wiele zmienic:) wiem co mowie, bo mam za soba
          niejedna netowa randke:) i nie chodzi o to, czy widzialas czyjes zdjecia i ci
          sie spodobaly - milosc to jeszcze to cos, chemia, ktorej jesli nie ma, to nic
          nie pomoze, a te chemie trzeba poczuc w realu, inaczej sie nie da i juz:)
          ale trzymam kciuki:)

          Pauli
        • Gość: Camilla Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.05, 01:18
          Spotkajcie sie jak najszybciej,poniewaz jak zaczniecie brnac w taka wirtualna
          miłosc,to im dłuzej bedzie on trwała, tym bedzie ona trudniejsza.I bedziecie
          nia coraz bardziej zmeczeni i wczesniej czy pózniej jedna strona sie wypali.A
          moze nawet i wy dwoje.Ja to juz przeszłam i teraz sprzatam po takiej miłosci
          moje życie.Poznalismy sie na czacie i od razu przegadalismy cała noc.Potem-
          codzienne rozmowy,czat,GG,doszedł telefon.Po dwóch tygodniach wyznania.teraz
          wiem,ze obydwoje potrzebowalismy kogos,w kim moglibysmy sie zakochac.
          On chciał sie zobaczyc....ja zwlekałam.Wyjechałam poza granice kraju,ale nie
          mielismy siły tego skończyc.Dalej trwało...codzienne,nawet kilka razy w ciagu
          dnia telefony,czat,GG.I co tydzień,ze skonczymy,ze to nie ma sensu...Ale
          brnelismy w nasza wirtualno-telefoniczna miłosc coraz bardziej.Obydwoje bylismy
          jak w amoku.Nie moglismy normalnie funkcjonowac.Nie mówiac o majatku wydawanym
          na codzienne telefony.Oczywiscie znalismy sie ze zdjec.Mimo,ze chciał do mnie
          przyjechac ja nadal nie chciałam.Po prostu tak jak Ty,bałam sie,ze po jego
          wyjeżdzie bedzie trudno,jeszcze trudniej.Pustka,poczucie samotnosci....I co
          daej?Ja nie mogłam,moze nie chciałam zrezygnwac ze swoich planów,on tez nie
          mógł /kwestia pracy,nauki,mieszkania/.Po 6 miesiacach skonczyłam to.Mimo,ze
          nadal mysle o nim i tesknie.Ale ktos musiał to przerwac.Czuje sie teraz
          wypalona...A on?Pisał,dzwonił....Wiem,ze go zawiodłam.Dlatego spotkajcie
          sie,zeby sie dotknac....zobaczyc,popatrzec w swoj oczy.I wtedy to uczucie
          bedzie do końca spełnione.Nam tego zabrakło...
        • Gość: danka Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.02.05, 16:34
          Nie musisz przyjeżdżać do niego a on do ciebie. Może na początek spotkajcie się gdzieś "pośrodku". Nie wiem gdzie i jak daleko od siebie mieszkacie, ale może jest jakies miejsce w połowie drogi, abyście mogli sie spotkac, popatrzyć sobie w oczy, porozmawiac na żywo i zweryfikowac swoje wyobrażenia.
    • Gość: Hubert Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. IP: *.chello.pl 02.02.05, 16:52
      >Czy mozliwe, ze sie nie uda?

      Jak mawiaja jak sie nie spotkacie to sie nie dowiesz.

      Pozdrawiam Hubert
      • dorjana Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. 02.02.05, 21:20
        Spotkajcie sie koniecznie<ja tez cos tkaiego przezyłam..nie spotkalismy sie
        nigdy,a pniewaz obsejsja stawaly sie rozmowy przez gg czy smy-przerwalam to.nie
        chcial sie spotkac..pewnnie sie bał tylko czego?Nekla mnie jeszcze dlugo
        smsami,a potem straszyl,dlatego spotkanie jest wazne i nie am co
        zwlekac,powodzenia zycze
    • Gość: Dooris Re: Do Ani IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.05, 19:04
      Aniu nie gadaj głupot, że odległość, praca i terminy stoją na przeszkodzie
      waszego spotkania się. Bzdura! Dla chcącego nie ma nic trudnego - PRAWDA STARA
      JAK ŚWIAT!!!!
      • pia.ed Re: Do Ani 02.02.05, 19:25
        Przeciez w grudniu (Boze Narodzenie) mieliscie mozliwosc spotkania.
        Czyzby on nie mogl, bo musial je spedzic z zona i dziecmi?
    • adrienna Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. 02.02.05, 22:03
      no nie wiem jak to zorganizujecie- to całe spotkanie, ale oby bezpiecznie, może
      gdzieś na mieście, bo w sumie wielu ładnych facetów siedzi w więzieniu za
      morderstwa i gwałty - to tak ku rzestrodze... jednak uważam, że jest to szansa
      na związek i naprawdę nie ma to znaczenia gdzie się poznaliście, po prostu się
      poznaliście. ludzi epoznają się w agencjach matrymonialnych, autobusie ,
      sklepie czy na siłowni. nigdy nie znasz od razu osoby któą widzisz pierwszy raz.
      nie opowiadaj gdzie mieszkasz, jak zaufasz i uznasz że warto to może będzies
      zmiała męża - ja trafiłam bardzo dobrze ;-) tylko gotowac nie umie.
      a skoro poznawanie ludzi przez internet jest niedojrzałe to czym nazwać
      radzenie komuś przez internet na forum? udawanie doświadczonych psychologów i
      teoretyzowanie? ja mówię Ci na własnym przykłądzie.
      Ale uwierz, ze spotkałam się wcześniej z 3 facetami i oby nigdy więcej ich w
      życiu nie spotkac. Powodzenia.
      • amelia1 Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. 02.02.05, 23:16
        > a skoro poznawanie ludzi przez internet jest niedojrzałe to czym nazwać
        > radzenie komuś przez internet na forum?

        Poznawanie ludzi przez internet nie jest "niedojrzale". Miejsce tak samo dobre
        jak kazde inne. Natomiast wyznawanie sobie milosci po tygodniu rozmow na gg
        jest po prostu smieszne. Podobnie jak glebokie przekonanie, ze nie mozemy zyc
        bez osoby, ktorej jeszcze nawet nie widzielismy na zywo.
    • Gość: Ania Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.05, 22:33
      Też miałam podobną przygodę. Codzienne rozmowy do późna w nocy (na czacie lub
      na gg), po dwóch miesiącach wyznanie miłości przez niego. Ja wolałam być
      ostrożniejsza i poczekać jednak z wyznaniem chociaz powoli też sie w nim
      zakochiwałam. Zapewniał mnie, że nigdy nie zrozygnuje ze znajomości ze mną, ze
      nigdy nie spotkał kogoś takiego. Po czterech miesiącach postanowiliśmy się
      spotkać, nie dzieliła nas duża odległość (ok.40km). Bardzo się bałam i
      jednocześnie bardzo tego chciałam. Było całkiem sympatycznie. Stwierdził, że
      chciałby sie dalej spotykać. Ja tez chciałam. Zaczęliśmy się więc spotykać.
      Trwało to jakieś dwa miesiące. Ale wyznania milości z jego strony były coraz to
      rzadsze, smsy przychodzily jakby wymuszone przeze mnie, to ja musialam się
      pytać kiedy nastepny raz przyjedzie. Tłumaczył się natłokiem pracy i że
      wszystko jest jak dawniej. Ja jednak czyłam że tak nie jest. Po jakimś czasie
      zerwał znajomość, nic nie powiedział, zrobił to "po cichaczu". Po jakimś czasie
      miałam okazję z nim porozmawiać na gg. Powiedział mi, że stwierdził że to nie
      ma sensu. Zapytałam go co z milościa, przecież tyle razy wyznawał mi miłość.
      Stwierdził, że wtedy czuł, że to jest miłość ale to jednak było zauroczenie.
      Ranił mnie strasznie tymi słowami i wszystkim co pisał. Chciałam jeszcze
      ratować te znajomość, ale nie dałam rady. Teraz, chociaż minęło juz kilka
      miesięcy od rozstania to ciągle jest mi żal i tego co bylo i siebie samej, że
      uwierzyłam że cos więcej może być. Gdybym spotkała się z nim wcześniej
      uniknęłabym tego wszystkiego. Pozdrawiam wszystkich i życzę "mądrego klikania".
      • pauli7 Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. 03.02.05, 01:47
        Aniu, nie chodzi mi o bycie zawiedzonym po takim spotkaniu, tylko zwyczajnie
        okazuje sie, ze w rzeczywistosci nie dziala to 'cos', chociaz na pismie tak:)

        decyduj sie szybko na spotkanie... i napisz nam, czy sie udalo:))

        Pauli
      • Gość: adrianna Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. IP: *.spray.net.pl 04.02.05, 00:00
        i co z tego?!!!! przecież jak kogoś się pozna juz na duskotece dajmy na to,
        można powiedzieć że się kocha po tygodniu można coś poczuć pospotykać się i co?
        moze się rozpaść , kto mówi o związku na całe życie!?? to ż eja mam męża z
        komputera to nie musi tak być w każdym przypadku i nie musi być taki dalszy
        ciąg spotkań internetowy - ale może i przesta`ncie gadać że to nierozważne i
        niemożliwe! możliwe!
    • Gość: Dorota Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 02.02.05, 22:39
      Anka boicie sie pewnie zeby czar nie prysl, albo te zdjecia to nie wasze? A
      serio badz ostrozna . Jesli zdecydujesz sie na spotkanie w realu to zrob to w
      srodku dnia w miejscu publicznym.
    • Gość: Anka odpowiadam zbiorowo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.05, 00:52
      paula7 --> ja mam za soba cztery internetowe spotkania i nigdy nie bylam
      zawiedziona, ani nikt nie byl zawiedziony mna. do dzis utrzymuje kontakty z
      trzema osobami. zawsze jednak jasno byly okreslone zasady i spotykalismy sie na
      stopie przyjacielskiej - zeby pogadac. tym razem wpadlam jak sliwka w kompot i
      nie zaluje, bo moje relacje z "moim wybranikiem" od poczatku byly magiczne.
      poznalismy sie przez przypadek na gg. mam dosc nerwowa prace i po meczocym dniu
      czulam potrzebe porozmawiania z kims obcym. chcialam porozmawiac o muzyce,
      ksiazce itp., a nie spotykac sie z kims znajomym, kto ciagle by pytal: co sie
      stalo? co u Ciebie? postapilam prosto - wlaczylam gg i wpisalam do wyszukiwarki
      nazwisko mojego ulubionego kompozytora. ku mojemu zaskoczeniu byla tylko jedna
      osoba z takim nickiem i do tego dostepna. napisalam wiec czy ma ochote na
      rozmowe o muzyce. powiedzial, ze wykorzystuje gg do kontaktow ze znajomymi i
      sluzbowo. dodal, ze juz dawno powinien zastrzec sobie numer tylko dla osob
      znajomych i podziekowal mi. powiedzialam, ze rozumiem, ale zaintrygowalo mnie,
      ze tylko jedna osoba ma nick mojego ulubionego kompozytora. zdziwil sie. kazal
      chwile zaczekac i tak sie zaczelo. w ciagu pierwszego wieczoru rozmawialismy
      wylacznie o muzyce i powiedzial, ze jestem jedyna kobieta, ktora czegos takiego
      slucha. jest to dosc niespotykana tworczosc, wiec nie zdziwilam sie. sama nigdy
      z kims o takim guscie muzycznym sie nie zetknelam. nastepnego dnia bylam w
      pracy nieprzytomna, bo wlasciwie nie spalam. ciagnelo mnie jednak ku niemu. w
      domu juz czekal na mnie mail z zalacznikiem w postaci mp3 i haslem: moze Ci sie
      spodoba? utwor z zalacznika znalam bardzo dobrze - tydzien wczesniej sluchalam
      tej plyty. na gg czekala tez wiadomosc, ze ma duzo pracy, ale chetnie znow
      porozmawia, bo niesamowicie sie poczul po wczorajszych moich przemysleniach,
      ktore sa rowniez jego przemysleniami. umowilismy sie mailowo na nastepny dzien.
      i tak to sie potoczylo. okazalo sie, ze nie tylko gust muzyczny mamy podobny -
      czytamy takie same ksiazki, podobnie patrzymy na zycie i rzeczywistosc.
      podobnie tez podchodzimy do relacji z innymi ludzmi. pracujemy tez w podobnych
      branzach. nasze przemyslenia i w tych dziedzinach pokrywaly sie od poczatku -
      czulam sie jakby siedzial w mojej glowie i czytal, choc on pierwszy powiedzial,
      ze to ja siedze w jego glowce :-) i do dzis tak to wyglada.
      camilla (i dorjana)--> czuje, ze to wlasnie ON. dlatego nigdy nie zamierzam
      rezygnowac. praca, ktora wykonuje, daje mi mnostwo satysfakcji, ale nie jest
      najwazniejsza. musze jednak pewne sprawy uporzadkowac. jesli czulabys do tego
      chlopaka cos niezwyklego to mysle, ze nigdy bys nie zrezygnowala.
      danka --> w polowie drogi? mysle, ze to nie jest zly pomysl. jesli z niego
      skrzystam to powiem Ci jak bylo :-)
      hubert --> chce sie dowiedziec, ale... no wlasnie "ale" to glupie slowo. ale,
      wracajac do ale - musze ogarnac swoje sprawy zawodowe.
      dooris --> powiedz to moim pracownikom :-) nie chce ich zawiesc, bo to fajny i
      zgrany zespol.
      pia.ed --> w swieta to ja bylam zajeta. taka branza. mialam pilny wyjazd do
      Waszyngtonu i wrocilam dopiero po Nowym Roku. dzieci i zony nie ma :-) w moj
      tajemny sposob to zweryfikowalam, choc nie bylo takiej potrzeby. zrobilam tak
      jednak za narada mojej przyjaciolki, ktora sie strasznie o mnie martwi :-)
      adrienna --> mysle, ze niebezpieczenstwo mi nie grozi. osoba, o ktorej pisze ma
      swoja strone tematyczna w internecie i to powazny czlowiek - z wlasnymi
      pasjami, zainteresowaniami, ktore nie sa z pewnoscia zwiazane z seksem w sposob
      bezposredni :-) a w posredni - moga byc :-)
      amelia1 --> nie mam juz ochoty Ci odpowiadac. mnie samej to wydaje sie
      niebywale, ale zycie czasami pisze rozne dziwne scenariusze. moj scenariusz jak
      na razie jest bardzo intrygujacy i czekam na dalszy jego rozwoj :-)
      Dorota --> wiem, ze to nie bylo na serio, ale zdjecia sa nasze. wczoraj tez
      nagralismy i wyslalismy do siebie filmiki. takie malutkie - krecone na
      aparatach cyfrowych. jestem ciekawa jego reakcji, bo moja jest jak najbardziej
      pozytywna :-)

      P.S. do wszystkich - przepraszam za ewentualne bledy i przejezyczenia. spiesze
      sie na rozmowe z moim internauta, a do tego dopiero wrocilam z pracy - poczatek
      miesiaca to koszmar!

      • Gość: zz Re: odpowiadam zbiorowo IP: *.htc.net.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 03.02.05, 17:44
        Aniu! W zyciu najgorsze sa rozczarowania.
        Moze pkazac sie, ze osoba poslugujaca sie netem(tym co pisze)nic nie ma
        wspolnego z osoba w realu.Wszystko moze nie pasowac.
        Spotkanie rozwieje watpliwosci.
        Powodzenia.
        Pa:)
      • renag Re: odpowiadam zbiorowo 03.02.05, 18:43
        Aniu, jak najszybciej sie spotkajcie.
        My poznalismy sie tez przez net - i to 4 lata temu, i ktoś może się z tego
        śmiać ale od pierwszych bardzo długich rozmów wiedzieliśmy że to jest TO.
        Spotkaliśmy sie po miesiącu. Wcześniej nie przesyłaliśmy zdjęć. Ślub i
        dzieciatko były szybciutko, teraz juz drugie maleństwo w drodze. Dodam, że
        dzieliło nas 400 km, mieliśmy oboje bardzo dobre, prestiżowe stanowiska.
        Jeszcze jedno mieliśmy wtedy oboje 33 lata, wcześniejsze przejścia, a do
        momemtu poznania na czacie, bardzo sceptyczne podejście do mozliwości
        znalezienia drugiej połówki. Prawdą jest że to mój drogi okazał sie tak odważny
        że zostawił wszystko i przyfrunął do mnie.
        Pozdrawiam R.
    • Gość: gfgfg Re: Spotkanie w necie - mi się udało IP: *.man.bydgoszcz.pl 03.02.05, 23:41
      i już 4 lata jestesmy ze sobą

      zupełny przypadek, bo nikogo nie szukalismy :)

      i tez sie bałem spotkania pierwszego, ale jak sie jest normalnym :) kolesiem to
      nie powinno byc żle.
      Nie wiem czy poderwanie uchlanej laski na dysce musi być bardziej normalne, niz
      jakiej dziewki przez net :)
    • Gość: inna Ania Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.02.05, 13:39
      Historia jak z filmu :). Napisz, jak sie dalej potoczy. Ustaliliscie juz date
      spotkania? Napisz po spotkaniu, jak bylo. Powodzenia!
      • Gość: Anka Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.05, 13:23
        W pewnym sensie sie udalo juz :-)) Kupilismy bowiem kamerki internetowe i
        rozmawiamy w cztery oczy i jest super fajnie :-)) A spotkanie to tylko
        formalnosc - nastapi za jakies 2 tygodnie - teraz ostro zapieprzam w pracy i
        ustalam wszystko na moje odejscie. Zycie jest piekne!
        • Gość: inna Ania Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.02.05, 14:41
          Przeprowadzasz sie do niego? Zostawiasz prace? Fajnie..Do odwaznych swiat
          nalezy!!!
          • Gość: Anka Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.05, 14:51
            On ma zdecydowanie lepsze warunki "geograficzne" i mysle, ze u niego bede sie
            lepiej czula. Pracy nie zostawiam - awansuje dwie osoby na rownorzedne
            stanowiska, a sama bede przez jakies pol roku kontrolowac
            wszystko "internetowo". Nie chce zatrzaskiwac wszystkich drzwi. Zdaje sobie
            sprawe, ze obcowanie w necie, a bycie razem codziennie, to zupelnie inna
            sprawa. Wtedy widac czyjes wady, pojawiaja sie rozne nawyki, choc juz
            rozmawialismy o tym o okazuje sie, ze mamy tak samo :-) Wiem, ze to
            irracjonalne. Wiem, ze sie jeszcze nie widzielismy, ale przy nim, jak nigdy
            dotad, zaczelam odczuwac sile PRZEZNACZENIA.
            I nie wierze w teorie, ze to przeciwienstwa sie przyciagaja. U mnie jest
            inaczej. Cieszy mnie, ze spotkalam osobe, ktora jest taka jak ja, bo tylko on
            moze mnie zrozumiec. Tylko on wie, co czuje czytajac dana ksiazke, ogladajac
            konkretny film, sluchajac muzyki. Tak jakbysmy czytali sobie w myslach.
            I dla wszystkich racjonalistow lyzka mojej nieroztropnosci: TAK, KOCHAM GO! I
            tak - JESTEM TEGO PEWNA!
    • anula001 Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. 06.02.05, 14:53
      Jezus, jak mogliscie sobie powiedziec ze sie kochacie, po wymianie zdjec i
      maili, choreeee
      • Gość: Anka Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.05, 14:56
        gdybys uwazniej czytala, wiedzialabys, ze nie chodzi o wymiane zdjec i maili.
        Ave dla Twego lenistwa!
        • konrado80 Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. 06.02.05, 15:26
          moim zdaniem nie mozna powiedziec ze sie kogos kocha nie spotkajac sie z ta
          osoba w swiecie realnym, bo niby skad wiadomo czy ta osoba nie dodaje sobie
          kilku cech ktorych tak naprawde nie ma. Powiedzialas ze go kochasz, a jak sie
          spotkacie po tak dlugim czasie oczekiwania i powiesz ze "kto to jest" bo
          calkiem innaczej go sobie wyobrazalas, nie chodzi mi tu o wyglad bo niby masz
          zdjecie ale o np zaczowanie, styl bycia z dziewczyna i takie tam, tak samo i
          wjego przypadku moze byc, ale nie musi. Powinniscie sie jak najszybciej spotkac
          i rozwiac pewne niejasnosci i przestancie gadac ze sie boicie bo to jest jedna
          wielka glupota, albo sie spotkacie i zaczniecie dalej myslec co z tym robic,
          czy pasujecie do siebie i czy bedziecie sie dalej spotykac, albo po prostu
          jestescie przyjaciolmi. Bo moim zdaniem nie ma czegos takiego jak milosc przez
          internet, w necie mozna poznac a zakoczac sie mozna na spotkaniu w realu.
          Pozdrawiam i zycze powodzenia
          • Gość: Anka Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.05, 15:46
            jestes kolejna osoba, ktora nie czyta moich wyjasniajacych postow w tym watku,
            a ocenia mnie. przeczytaj prosze to, co do tej pory napisalam, a pozniej sie
            wypowiadaj. chyba Moj Internauta ma racje twierdzac, ze nikt poza nami samymi
            nie jest w stanie tego pojac i zrozumiec.
            Nie wierzysz w milosc przez internet? Chyba zatem nie mamy o czym gadac. Ja
            wczesniej tez nie wierzylam. Czasami jednak sie okazuje, ze warto medrcze
            szkielko i oko zamienic na serce i czucie.
            • konrado80 Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. 06.02.05, 15:58
              nie jestem kolejna osoba, ktora potepia to w co wierzysz
              po prostu napisalem co sadze na temat zakochania sie przez internet
              zycze Tobie jak najlepiej zeby sie udale, ale na powaznie powinniscie sie jak
              najszybciej spotkac i przestancie sie bac nie wiadomo czego, bo jezeli tak jak
              mowisz ze jest to milosc to wszystko przezwyciezy nawet strach, ale musicie
              sprobowac.
              PS. za szybko oceniasz ludzi ktorzy chca Ci pomoc i od razu ich skreslasz.
              Pozdrawiam
            • Gość: tylko ja.. Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. IP: *.ofm.org / 62.101.102.* 06.02.05, 19:28
              ..Aniu,zycze tobie jak najlepiej i wierze w to co chowasz w swoim serduchu..
              ..wspaniale,ze kochasz..czy moze byc cos wspanialszego..??!!
              ..jednak,chyba cos moze Tobie przemknac przez paluszki,mam wrazenie,ze chyba
              jednak bardzo sie boisz..czego..??..moze tego,ze stracisz to co masz..kochasz
              Swojego kompozytora..cudnie..ale czy nie kochasz bardziej Swojej pracy..
              ..badz roztropna,bo jak "TO" jest prawdziwe..to niech tylko "TO" sie liczy w
              Twoim zyciu..pozostale rzeczy,jak i Praca niech beda tylko dodatkami Twojego
              szczescia..!!
              kochaj jego,prawdziwa miloscia..nie polowicznie..bo,cos tam jest teraz wazne..
              ..NIECH TYLKO ON BEDZIE NAJ.!!!!!
          • Gość: między światami Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.02.05, 13:03
            Kanrado i inni co niewierzą w miłość przez net - przeczytajcie sobie "Samotność
            w sieci" Janusza L. Wiśniewskiego... Polecam... Miłość jest czymś bardzo
            złożonym i może istnieć w bardzo różnych warunkach i w szkolnej ławce i w
            kawiarni i na ławce w parku i w obozie koncentracyjnym i w internecie
            (przepraszam za skrajne zestawienie). Internet jest specyficznym miejscem,
            coprawda technika idzie do przodu i można zobaczyć drugą osobę odbierająć przez
            Internet jej zdjęcie lub obraz z kamerki internetowej, usłyszeć głos poprzez
            Skype, a podstawa to to, że można poznać myśli i poglądy drugiej osoby,
            szczególnie, że przez Internet jakoś łatwiej je wyrażać, gdyż przynajmniej w
            początkowej fazie każdy jest anonimowy. Nie można tylko drugiej osoby dotknąć i
            poczuć jej zapach (choć co do zapachu to w "Samotności w sieci" Wiśniewski
            przedstawia ciekawe rozwiązanie). Ja sam jestem skrajnym przypadkiem miłości
            przez Internet. Nie widziałem tej drugiej osoby nawet na zdjęciu, nie słyszałem
            jej głosu... no właśnie a mimo to jakimś cudem czuję, że kocham... Bardzo
            dziwne, dla mnie przede wszystkim... niestety ja wiem, że prawdopodobieństwo
            spotkania się niezależnie od naszych rozmów zupełnie przypadkiem (na co zdaje
            się liczy ta druga połówka) jest niewielkie. Przebywamy coprawda w tym samym
            mieście, ale miasto to jest całkiem duże... Niedługo walentynki, może tym razem
            na walentynki zgodzi się ze mną spotkać...
            Może któs mi poleci wizytę u psychiatry, no cóż nie przejmę się tym...
            • Gość: kobieta Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.02.05, 15:20
              Twoja znajoma nie chce sie z toba spotkac tak normalnie, tylko liczy na to, ze
              spotkacie sie gdzies przypadkiem, nie wiedzac, ze to wy? Bardzo dziwne
              podejscie.

              Kochasz ja? A jesli jest brzydka, gruba, ma halasliwy smiech, brzydki glos i
              niemily zapach z buzi?
              • Gość: między światami Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.02.05, 17:12
                Co do pierwszej części twojej wypowiedzi: ona wie jak wyglądam, bo widziała
                kilka moich zdjęć... ale fakt jest, że to dziwne że chce żebyśmy spotkali się
                przypadkiem i żebym to ja ją zaczepił, nie wiedząc jak wygląda... chociaż...
                wiem jak wygląda według opisu który mi przedstawiła i ufam, że jest
                prawdziwy... gdyby mnie okłamywała co do tego jak wygląda to pewnie
                zweryfikowałbym swoje uczucia. Ona mi powiedziała jak wygląda i wcale nie jest
                gruba, to ja kiedyś palnąłem, że to ile waży nie ma dla mnie znaczenia bo
                kiedyś podobała mi się dziewczyna która miała trochę nadwag i wiele razy mi
                potem wypominałą że przecież "nie lubię" szczupłych dziewczyn to pewnie nie
                spodoba mi się - co jest absolutnie nie prawdą. Ogólnie ona boi się, że mi się
                nie spodoba taka jaka jest, a odkąd opisała mi swój wygląd sam wyszukuje
                wszędzie w otoczeniu dziewczyn, które najbardziej pasowałyby do podanego opisu.
                Ten opis jest teraz dla mnie obrazem idealnej dziewczyny... Oczywiście barkuje
                w nim paru szczegółów, takich jak np. rysy twarzy... Nie wiem ile mój ideał
                pokrywa się z rzeczywistością, ale jestem pewien, że na pewno nie jest
                tragicznie. Jak mi pisała wygląda normalnie, zwykła dziewczyna, a im bardziej
                zwykła tym dla mnie będzie bardziej niezwykła...
        • south-east Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. 06.02.05, 15:46
          Aniu, nie tak nerwowo:)
          Życzliwie piszemy i w tym samym klimacie życzymy Ci szczęścia. Nie Ty pierwsza
          i nie ostatnia odkrywasz smak przeznaczenia. Poznawanie ludzi przez net staje
          się dość powszechnym, dlatego tak wielu z nas reaguje.
          Myślę, że miałaś w sobie gotowość, oboje mieliście. Stąd tak łatwo przyszła Wam
          wspólna akceptacja, uniesienie, piszesz nawet o miłości.
          Rzeczywistość jest inna. Nie lepsza, czy gorsza, ale INNA. Uwierz mi, wiem o
          czym mówię:)))))

          Powodzenia i szczypty rozsądku w beczce miodu życzę. Przyda się w realu...

          s-e (prawie rok znajomości w necie + kilka spotkań i ciągle zauroczona:)
          • Gość: adrienna Anno! IP: *.spray.net.pl 06.02.05, 16:03
            wiesz dobrze że są różne rodzaje miłości i można powiedzieć że się w kimś
            zakochało od pierwszego wejrzenia... ja ten jej przypadek właśnie tak
            traktuję...
            w różnym wieku innaczej czujesz miłość,zauroczenie czasami też nazywamy miłością
            dajcie już dziewczynie spokój...
            spotkałaś się z nim Ania czy żyjesz nadal w wirtualnym śiwecie fantazji?nie
            trzeba się martwić , bo można znaleźć sobie "osobę na randki" przez i nternet i
            ja nie widze w tym nic złego.
            Ale czasami w realu faktycznie nie jest to ciekawa osoba- dlaczego?
            ponieważ jeśli już nawet podoba Ci się fizycznie itd...
            to wiele osób doskonale radzi sobie w komunikacji internetowej, czy pisząc
            listy , a na żywo nie potrafi sklecić żadnego ciekawego zdania... i czar
            pryska, bo ludzie się nudzą takimi osobmi.
            jednak czasami spotakją się 2 osoby które nie potrafią nic powiedzieć i im to
            odpowiada.... więc?
            Na co Ty wogóle czekasz? ciągniesz ten temat już tydzień i żadnych konkretnych
            działań w tym kierunku nie robisz.
            Przecież nie ma na to złotego środka, nie czekaj aż Ci ktoś powie jak to będzie
            w Twoim konkretnym przypadku, bo niek tego nie zrobi bo niby jak?
            Mówię Ci poraz kolejny - spotkajcie się ale w takim miejscu gdzie jest dużo
            ludzi i łatwo będzie Ci zwiać ;-)
            • Gość: bez_nicka ludzie!!! ratunku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.05, 17:24
              ona ma rację pisząc, że kto nie miał z tym do czynienia tak naprawdę nie będzie
              potrafił odpowiedzieć na jej pytanie...bo wiele osób twierdzi że nie wyobraża
              sobie jak można to czy tamto, ale skąd one to wiedzą skoro tego nie przeżyły,
              no skąd...znamy siebie tylko na tyle na ile życie nas doświadczyło i nikt,
              absolutnie nikt nie jest w stanie przewidzieć jak zachowałby sie w nowej dla
              siebie sytuacji...myślę, że ona szukał potwierdzenie że nie jest to nic złego,
              jeden z wielu możliwych sposobów na poznanie, forma, reszta należy juz do nich.
              Dołożę więc swój mały komentarz, jestem właśnie po takiej pierwszej randce,
              której wstęp był bardzo podobny jak u Anki (najpierw słowne zaczepki, potem
              maile, zdjęcia, telefony, po których oboje wiedzieliśmy że trzeba to przełożyć
              na życie i udało się...i zaczynam zmieniać swoje życie
              • amfenix Re: ludzie!!! ratunku 06.02.05, 19:00
                Anno ja cię także nie pocieszę.Choć w pewnym sensie rozumiem co
                przeżywasz.Założyłam sobie dwa lata temu net.Zamieściłam anons na jednym z
                portali randkowych.Z racji trybu życia nie miałam innej możliwości nawiazania
                nowych znajomości a stary wieloletni zwiazek legł w gruzach.POznałam
                chłopaka.Dośc szybko.Piękne listy.Rozumiał mnei jak niekt na świecie.Myślałąm
                Boże zakochałam się przez net to niemożliwe ale jednak.NIe mogliśmy się
                spotkać.Mieszkał za granicą.POwstał związek telefoniczno netowy.Wymiana tysiecy
                zdjęć tysięcy myśli.Godziny rozmów telefonicznych.Rachunki przekraczajaće
                średnią krajowa wielokrotnie:).I wszyscy wokół którzy mówili dzewczyno
                opamiętaj się.Nie patrzyłąm na nikogo.Odsunęłam się od rodziny,znajomych.Był
                tylko on,czekanie na list,czekanie na telefon.Obsesyjnie.Rodzice wpadali w
                panikę.Zaczęliśmy się ukrywać.Hehe netowi Romeo i Julia niezrozumiani przez
                otoczenie.
                I przyjechał.Po kilku miesiącach zwiazku netowotelefonicznego.Spotkaliśm y
                się.Już po pięciu minutach wiedziałam że to chyba nie to.Piękny usmiech na
                zdjęciach w realu wystudiowany grymas.Rzeczywisty wygląd zupełnie inny niż ten
                na fotografiach.On zachwycony.Nie wiedziałam jak wybrnąć.Zaplanowany i opłacony
                wspólny wyjazd w góry.I ten strach przed zrobieniem mu przykrości.I tyle marzeń
                i planów które zaczeły się powoli rozpływać.POjechałam w te góry.Szukać mojego
                ukochanego w człoweku który przyjechał.Nie mogłam znaleźć.Wychodziły kolejne
                dziwactwa,natręctwa wcześniej ukrywane.Brnęłam dalej.Wyjechałam z nim za
                granice (obejrzec go we własnym środowisku)I to był juz gwóźdź do
                trumny.Koszmar zupełny.Despota,dewiant,brudas, swir,skrajny
                egoista,skąpiec,narcyz,jednostk a aspołeczna,szantażysta,haker,cz łowiek
                nastawiony wyłacznie na branie,wypaczony zupełnie,jakaś mutacja powstała w
                niszy ekologicznej...
                Pomyslicie,że jestem głupią naiwną gęsią,gó..arą nie znająca życia.
                Tez tak bym pomyslała czytając powyższe wynuzenia.
                Hehe.Jestem juz po trzydziestce.Za soba wieloletnie małżeństwo.Spory syn.Firma
                która prowadzę z dużym powodzeniem.
                I nabrałam się.Zaczarował mnie świat internetu.Internetowe złudzenie.
                Wyplątać sie z tego było naprawdę trudno.Szantaże,groźby strach przed
                ośmieszeniem przed znajomymi bo chłopczyk potrafił w perfidny sposób
                wykorzystać wszystko co o mnie wiedział,potrafił włamywać się do mojego
                komputera,potrafił dotrzeć do moich znajomych...
                Ale było minęło.I bardzo dobrze,że dostało mi się na początku.Czar internetu i
                znajomości netowych szybciutko prysł.
                A ja cóż jestem bogatsza o nowe doświadczenie hehe.
                Aniu spotkaj się z tym człowiekiem.Po prostu się spotkaj.Nie planuj
                przyszłości,nie trać czasu.Jedź,dotknij go,poznaj jego rodzinę,znajomych...
    • camel_3d Aniu... 06.02.05, 19:35
      Ty nie wyobrazasz sobie zycia bez niego, on bez ciebie..
      ty nie chcesz zrezygnowac z pracy, on tez kocha swoja firme..Skoro mu ta firma
      tak dobrze idzie, przeprowadz sie do niego. A moze to tylko szczegi na
      straganie?

      Jezu..serio, mam wrazenie, ze sami nie wiecie czego chcecie.
      U mne bylo podobnie, spotkalismy sie w internecie, ktos musias sie rozstac ze
      swoim zyciem i to bylem ja. Po tygodniu znajomosci przeprowadzilem sie do
      Niemiec, a prace w Polsce mialem rewelacyjna... Albo woz, albo przewoz, my juz
      jestesmy 6 rok razem
    • mary_an Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. 06.02.05, 19:44
      Spotkaj sie z nim jak najszybciej sie da, to wszystko wyjasni. I nie ma co
      zwlekac!! Bo z kazda chwila brniesz dalej, a wlasciwie nie wiesz w co tak
      dzielnie brniesz.. No i im dluzej zwlekasz, tym konkretniejszy stwarzasz sobie
      obraz (idealistyczne wyobrazenie) tej osoby, a musisz miec swiadomosc, ze ma
      nie tylko same zalety i ten obraz bedzie musial ulec powaznej zmianie po waszym
      spotkaniu.
      Ja mysle, ze milosc z internetu to troche jak milosc nastolatki to plakatu
      ukochanego aktora na scianie - widzisz same piekne rzeczy, reszte sama sobie
      dopowiadzasz. Bujna wyobraznia potrafi dawac naprawde bardzo zludne efekty,
      wiadomo, ze na pewno sobie Go idealizujesz. Trzeba jak najszybciej stawic czola
      rzeczywistosci i albo bedzie super, albo nic z tego nie bedzie...
    • Gość: MONIA_27 Re: Spotkanie w necie, a w realu - moj przypadek. IP: *.telpol.net.pl / *.telpol.net.pl 06.02.05, 19:49
      ja poznałam już trzeciego faceta przez net,z wszystskimi od razu spotykałam się w realu...mniej wiecej po tygodniu romów na gg,mam
      patent ze pytam o miejsce pracy,dane...a przy spotkaniu ogladałam dowód...3 raz poznałam też fajnego faceta,wbrew pozorom jest w
      sieci duzo ciekawych ludzi,ale JAK JUZ TO NAJPIERW KOLEZĘŃSTWOW REALU,POTEM JAKIEŚ RANDKI!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka