Nocnym do domu

26.09.07, 00:52
Rozpoczela sie 'dobra zabawa' - nawet ktos po swojsku zaklal, uwiarygdniajac
sie u rowniachow (beda juz siedziec do zamkniecia knajpy) a tu rozpoczyna sie
i potrwa do rozpoczecia roku akademickiego 'Konkurs na najbardziej
niewiatygodnego neofite - nie umie (boi sie) przerwac lancuszka Antoinea albo
przerywa i glosno o tym mowi (wyzwanie rzucone swiatu) - nagle wszystko mu sie
zgodzilo i mysli ze wszyscy puszcza w nie pamiec jego wczesniejsze
postepowanie. Adam M rozpoczyna gluchy telefon - na kartce zostawi
sekretarzowi konkursu 'prawidlowa odpowiedz' ale na ucho do wicka powie inna,
a w grze jest tylko jeszcze jelen - albo uciekasz do domu albo rozpocznie sie
proces kto zle uslyszal.
    • stanislaw.internauta Znajomy mechanik albo darmowa ksiazka tepsy 26.09.07, 07:49
      Mozna dostac za darmo ksiazke ale trzeba poswiecic 1.35 za znaczek - ciekawe ile
      osob zrezygnuje z powodu znaczka. Mi na przestrzeni rozwoju internetu
      najbardziej podobaly sie uslugi, ktore pozwalaly mi zaoszczedzic czas w swiecie
      rzeczywisty, a nie podobali mi sie internauci, ktorzy przenoosili do internetu
      rzeczy ktore byly 'glupie' ale w swiecie rzeczywistym wymagaly inwestycji
      finansowych albo nie umieli sie przyznac ze nie mieli zadnych doswiadczen
      (wlasny samochod) wiec nie beda pomagac w znalezieniu mechanika (tu potrzeba
      uczestnictwa polecjajacego zeby usluga naprawy byla 'porzadna') i w ogole nie
      podobaja mie sie ludzie, ktorzy na podstawie internetu modyfikuja swoje
      zachowanie i glosno o tym mowia nie pytani. Coz mamy systemowe kryteria
      lustracji - w pewnym wieku nie mamy obowiazku zajmowac sie tym tematem (koszulka
      z napisem 'Nie czytalem listy Wildsteina') ale poniewaz nasi 'bliscy' sie na
      niej znalezli to niestetymusimy cos powiedziec mimo, ze rocznikowo jestesmy
      zwolnieni i w ogole jak np. pan Olejniczak moze byc wiarygodnym wybieranym skoro
      nie musi sie osobiscie zmierzyc na swoim przykladzie z problemem lustracji.
Pełna wersja