Jeszcze o Marcu'68

15.03.08, 11:21
Okazuje sie, że ciągle żywa jest pamięć o marcowych emigrantach,
którzy to z wilczymi biletami zajmowali miejsca w pulmanach,
kuszetkach i wagonach pierwszej klasy udając się na tułaczkę niczym
sybiracy. Co prawda nikt nie dawał im 20 minut na spakowanie się i
nie pędził do bydlęcych wagonów, ale sądząc po szumnych obchodach,
martyrologia ich w niczym nie ustępowała ofiarom stalinowskich
wywózek.
Mówi się o przymusie, choć jeśli się nie mylę to wielu jednak
pozostało i jakoś cudem ocaliło życie (np. Michnik - jeden
prowodyrow Marca). Ci, którzy wyjechali mieli czas na sprzedaż
majątku i przemyślenie ważnej decyzji.
Przerwane kariery, stracone wysokie stanowiska i apanaże nie
pozostawiały zbyt dużego wyboru. Dylemat był taki. Pozostać i tkwić
tutaj z perspektywami takimi jak miliony tubylczej ludności czy
jechać tam gdzie dostrzeżona będzie ich wyjątkowość.
Jaki był los tych przymusowych emigrantów? Czy była to ostatnia taka
akcja w PRL?
No, ale na całe szczęście my okryci wstydem i hańbą Polacy powoli
zaczynamy naprawiać wyrządzone krzywdy. Hurtem zwrócimy
obywatelstwo, wręczymy unijne paszporty, a fakt, że wśród
beneficjentów trafią się jacyś potomkowie stalinowskich sędziów,
prokuratorów i ubeków niech nie zaprząta nam głowy. Krzywdy trzeba
wynagrodzić.
Nie ma co zaprzątać sobie dziś głowy jakimiś niedobitkami rodaków
rozsianych gdzieś po stepach Kazachstanu. To ludzie "cisi, nie
gęgacze". Nie stoi za nimi żadne lobby, grupy nacisku i interesu.
Wraca do mnie jednak jak bumerang myśl o emigrantach lat 80-tych. To
oni zapełniali obozy przejściowe, takie jak Traiskirchen w Austrii,
Friedland w RFN, Latina we Włoszech. Pamiętam do dziś płacz matki
wyjeżdżającego przyjaciela. Najpierw zasłynął jako "kryminalista",
który zbiegł brawurowo z więziennego szpitala po symulacji ataku
wyrostka robaczkowego. Zrobił to zaraz po operacji. Pamiętam list
gończy za nim w dzienniku telewizyjnym i obławę milicji
obywatelskiej za "zbrodniarzem". Harcerz, członek KPN spotkany
przeze mnie po wyjściu z więzienia był zaszczutym wrakiem człowieka.
Z pomocną dłonią przyszedł mu Czesław Kiszczak. W styczniu 1982 roku
na jego polecenie zapoczątkowano akcję pozasądowej banicji
opozycjonistów. Tysiące "wrogich elementów" SB "zachęcała" do
wyjazdu z biletem w jedną stronę. Dotyczyło to wyłącznie
niepokornych i ich rodzin.
Pomysłodawcy wyrzucania patriotów z ich ojczyzny w przeciwieństwie
do tych z marca 68 w większości jeszcze żyją. Mianowani na ludzi
honoru i kompromisu nie spotykają się z potępieńczą nagonką. Ci
którzy od 89 roku z determinacją występowali w ich obronie,
potępiają dziś z całą bezwzględnością autorów marcowej antysemickiej
nagonki.
O co w tym wszystkim chodzi? Gdzie choć odrobina przyzwoitości?

Czym gorszy jest polski patriota i antykomunista od "kuszetkowo-
pulmanowskiej" marcowej emigracji?
Pełna wersja