Forum Sport Sport
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Odprawa przed Derbami w Toruń uczyniona-Reggie

    26.06.02, 14:43

    OSOBY DRAMATU:
    kobieta Sobecka,
    zawodnicy,
    trener,
    Ojciec Dyrektor,
    baby na dziedzińcu,
    wojaki,
    chór,
    woznica.

    CZAS: - połowa czerwca Roku Pańskiego 2002.

    MIEJSCE: - Plac św. Katarzyny,
    Pałac Namiestnika Rydzyka.


    Trener uprzednio swoją dziatwę zgromadziwszy w czarną karocę pośpieszanie
    wkroczył. Zbierało się na burzę. Na gościńcu opustoszało, jakby noc jaka
    nastała, ludziska miast ptactwa doglądać trwożnie się w chatach pozamykali.
    -Wio! - Trener zakrzyknie - przeca li tylko czasu do zmierzchu mamy, natenczas
    bowiem asfalt zwijają, lampy gaszą, a trza nam jeszcze do domów zdążyć!.
    -Dokąd to zacne pany? - woźnica zapyta.
    -Tam. Prosto do Namiestnika Rydzyka.
    Konie ruszyły z kopyta. Na trakt Dedala i Ikara wjechali. -Niedaleczko już,
    pałac tam, w oddali...
    -Pprrrrr...... Trakt zakończył się już, mnie nie wolno dalej wielmożni panowie.
    Wysiadają. Patrzą - zdewociałych niewiast prawdziwe pogłowie. Baby miejscowe
    grube i przaśne, lamentują czemuś mocno i wyją ku baszcie.
    Na baszcie wojaki dwa se siedzą, odrzwia stalowe przymknięte, wstępu dla bab
    nie ma, -Zara, powi Trener, my do Ojca Gospodina!
    Na to baby zesromotane wyraźnie, miejsce wnet zrobiły i cofły się dalej.
    Takie wrażenie na babach zrobiło imię pasterza ludu miejscowego.
    Weszli w sień.
    -Zara, czyście wy li do Niego?- gruby wojak stanie, -Pochwalona Maryja, juści,
    w ważny przyślim sprawie.
    -A wy te żużlowce, no tak, kurzyta ino i hałasujeta, pospać człowiek nie może
    po dyżurze w Pałacu, a nie mogę przecież tu spać, bo...
    Naszym bohaterom jednak nie było po drodze słuchać wynurzń wojaka, poszli więc
    pierwej do największych odrzwi, komnaty Ojca Dyrektora.
    -Tera cicho... Nic nie gadać, stać spokojnie i na wszystko się zgadzać, dać
    mnie mówić, nie bekać, O Matko Boska, jeszcze stracę pracę...
    Puk, puk, puk.
    -A ktu tam sie dobija?! - głos mocny zapyta.
    -To my... Zuzlowcy... Do Ojca Rydzyka...
    -Na kolana chamy, jak do mnie mówita, odrzwia dębowe stają otworem. Wchodzą.
    W komnacie nieład jakiś, na tronie siedzi On, obok stoi cośkolwiek
    skonfundowana kobieta tuszy zacnej. Przyrumieniona jakaś, Atiec Gospodin
    wyciąga jakieś papiury, udaje, ze czyta, poprawia wektora pod ornatem, wreszcie
    łagodnie powi:
    -Nu, i z czym żeśta przyśli? Nieroby wy...
    -Z ostatnim przykazaniem, derby w niedziela... Ukradkiem wskazuje podopiecznym
    ziemię. Padają na kolana.

    CDN
    Obserwuj wątek
      • reggie Re: Odprawa przed Derbami w Toruń uczyniona-Reggie 26.06.02, 15:00
        -...Wybacz nam taka jazdę, wybacz, Inżynierze Naszych Marzeń, Ojcze Natchniony,
        przepraszamy my Ciebie, Nieśmiertelny Koryfeuszu Wiary...
        -Hehehe... - Gospodarz Pałacu wyraźnie w lepszym humorze - lubie tego o tu,
        zobacz Ania, on zawsze se tak do mnie gada, zupełnie jak jaki prawy minister
        czy poseł, no, sabaka jeden...
        Kobieta przysuwa się bliżej tronu, boć i tam jasny płomień z pochodni na
        podmurowanej ścianie lśni się, przygląda się postaciom na ziemi. Trener
        zachęcony względnie dobrym przyjęciem kontynuuje:
        -... przyślim my po błogosławieństwo na Derby, Wielki Sterniku Ludzkich
        Pragnień, Wodzu Międzynarodowego Ludu Bożego, Niestrudzony Działaczu...
        -HIIHIIHIIHII !!!! - Kobieta Sobecka zaniosła się wysokim i perlistym, choć
        cokolwiek nagłym śmiechem, zmieszało to Trenera. Podniósł wzrok na tron.
        Zobaczył rękę Ojca Dyrektora szybko wysuwającą się spod chałatu Kobiety, która
        uspokoiła się już i zaczęła rozcierać sobie uszczypnięty pośladek.
        -Nu, to co wy chcieli? - Ojciec Dyrektor zapytał niespecjalnie skrepowany
        sytuacyją.
        Pośturchnął jeszcze przyjaźnie Kobietę, ta wyraźnie zadowolona aż pokraśniała
        na licach - A nu, błogosławiństwo chceta. Tak, ja jako osoba duchowna dam go
        wam, cobyście nam tam w tyfusowie wstydu znowu nie przynieśli...Zara, policzę
        tiko, czy nikogu nie brakuje...
        Trener jest, dwa Małe Bracia sum, Robercik o wąsiku dziarskim tysz, drugi
        Adrianek też, widzę tysz Mistrza Wikinga, widzę Musztardka. Zara, zara. Cyba
        jednego brakuje? CO TO MA BYC, A DZIE JEST TYN PIEKNY?! Coś ty mi trener
        przyniósł?!
        -... O Matko, O Jezu, Bóg mi świadkim, był jeszcze w karocy, O Pani
        Jasnogórska, gdzie un jest, gdzie un, a mówiłem, że wszyscy... O Jezu, Jezu,
        Jezu... - Trener w bek.
        -Mówiłem, że wszyscy mają być. Bez żelowej gwiazdy nie ma błogosławieństwa.
        Wtem jeden z klęczącej trzódki szepnął coś na uszko Trenerowi. Ten słucha.
        -...Fryzjera?..., żelu kuniec?...jak to, miał całe wiaderko...
        Nagle, wysłuchawszy relacji do końca podbiegł do uprzednio zamkniętych drzwi.
        Roztworzył je całe. Tam - odmieniony żelowy czempion.
        Włoski jakies nie te, więcej białych pasemek, jakby misternie spiętych złotą
        nicia, sweterek żółty do tego, w nowych onucach, bez gumofilców, ktore jak
        wszyscy przybyli, zostawił przed wejściem. Niepewnie wszedł, rozejrzał się.
        Zobaczył leżących, Ojca i Kobietę. Padł na kolana - Ojcze, wybaczyć mi,
        wybaczyć, niegodny ja nie, niegodny ja...
        Cała sytuacja mocno rozbawiła dwóch Małych Braci, co z kolei nie spotkało się z
        życzliwą reakcja rzeczonego mąciciela. - Z czego się karły cieszycie?!
        Karły nic nie powiedziały, tylko zanim ktokolwiek się zorientował, rzuciły się
        razem na przybysza.
        • reggie Re: Odprawa przed Derbami w Toruń uczyniona-Reggie 26.06.02, 15:04
          Kobieta Sobecka z uciechy popiskiwać zaczęła, a że walczący szamotali się na
          ziemi przy niej, wnet chałat zadarła i niby przypadkiem swoje wdzięki światu
          ukazała.
          -SILENCIO!!! - Ojdyr zakrzyknie - świętego miejsca łachy nie szanujeta?!
          Wszyscy struchleli. Nawet Kobieta nogi chałatem z powrotem zasłoniła, bacznie
          się w Ojca patrząc, czy aby zbyt blisko rozeźlonego pasterza nie stoi.
          Mali Bracia otrzepali swe powiatowe wdzianka, wstali, trochę podrapani, młodszy
          z rozbitym okiem. Gorzej wyglądała sprawa z wyżelowaną gwiazdą. Leżała na ziemi
          z rozbitym nosem, włoski już nie tak lśniące, buzia już nie taka wesoła.
          -Wynieść! - Ojciec Dyrektor wojakom rozkaże.
          -Ojcze zaraz, to nasz kapitan, Ojcze... To kto do Tyfusów pojedzie?...
          -Znam ja was, pokraki, tiko pluć i gadać umieta, co wyście beze mna zrobili, a?
          Pomyślał ja i o tym. -Chwiejącego się Wikinga wprowadzić!
          -Wiking śpi jeszcze...- Kobieta odpowie.
          -Co?! A mówiłem dzbanków mu nie dawać?! Piwniczki nie otwierać?! Co żeś ty
          Kobieto narobiła?!
          -Miły był...O Jezus Maryja, głupia ja, litości Ojcze...Litości... - wykrztusiła
          Kobieta.
          -Cicho być, bo pieskami poszczuję albo wybatożę, niech idzie go obudzić!
          Wyszła. Po chwili prowadzi pod rękę stękającego blondyna, wyraźnie nie mogącego
          utrzymać równowagi. Szamoczą się o dzban mocnego miodu, który ten kurczowo
          ściska w swojej prawicy.
          -Ty, Wiking, do tyfusów pojedziesz... A wstydu nam nie zrób, opoju ty,
          psiekrwie, że też Jeden Bóg obarczył mnie takimi cymbałami...Tak, ehm, więc
          pojedziesz ty do tyfusów. Z buteleczki nie pociągniesz, bo cię paseczkiem
          zwiążemy. Pojedziesz ty na 6 punktów, jesteś wolny, możesz do swoich włości pan
          wracać, nie, z powrotem w dyby, do kazamatów mojego Pałacu, nieszpory odmawiać.
          Piwniczki tez już nie zobaczysz. 6 punktow! Twoja rozumie?!


          CDN
          • Gość: heart Re: Odprawa przed Derbami w Toruń uczyniona-Reggie IP: *.pl / 10.0.1.* 26.06.02, 21:21
            Reggie - kiedy reszta???
            czekam!!!!!
            • reggie Re: Odprawa przed Derbami w Toruń uczyniona-Reggie 26.06.02, 21:43
              OSOBY DRAMATU:
              kobieta Sobecka,
              zawodnicy,
              trener,
              Ojciec Dyrektor,
              baby na dziedzińcu,
              wojaki,
              chór,
              woznica.

              CZAS: - połowa czerwca Roku Pańskiego 2002.

              MIEJSCE: - Plac św. Katarzyny,
              Pałac Namiestnika Rydzyka.


              Trener uprzednio swoją dziatwę zgromadziwszy w czarną karocę pośpieszanie
              wkroczył. Zbierało się na burzę. Na gościńcu opustoszało, jakby noc jaka
              nastała, ludziska miast ptactwa doglądać trwożnie się w chatach pozamykali.
              -Wio! - Trener zakrzyknie - przeca li tylko czasu do zmierzchu mamy, natenczas
              bowiem asfalt zwijają, lampy gaszą, a trza nam jeszcze do domów zdążyć!.
              -Dokąd to zacne pany? - woźnica zapyta.
              -Tam. Prosto do Namiestnika Rydzyka.
              Konie ruszyły z kopyta. Na trakt Dedala i Ikara wjechali. -Niedaleczko już,
              pałac tam, w oddali...
              -Pprrrrr...... Trakt zakończył się już, mnie nie wolno dalej wielmożni panowie.
              Wysiadają. Patrzą - zdewociałych niewiast prawdziwe pogłowie. Baby miejscowe
              grube i przaśne, lamentują czemuś mocno i wyją ku baszcie.
              Na baszcie wojaki dwa se siedzą, odrzwia stalowe przymknięte, wstępu dla bab
              nie ma, -Zara, powi Trener, my do Ojca Gospodina!
              Na to baby zesromotane wyraźnie, miejsce wnet zrobiły i cofły się dalej.
              Takie wrażenie na babach zrobiło imię pasterza ludu miejscowego.
              Weszli w sień.
              -Zara, czyście wy li do Niego?- gruby wojak stanie, -Pochwalona Maryja, juści,
              w ważny przyślim sprawie.
              -A wy te żużlowce, no tak, kurzyta ino i hałasujeta, pospać człowiek nie może
              po dyżurze w Pałacu, a nie mogę przecież tu spać, bo...
              Naszym bohaterom jednak nie było po drodze słuchać wynurzń wojaka, poszli więc
              pierwej do największych odrzwi, komnaty Ojca Dyrektora.
              -Tera cicho... Nic nie gadać, stać spokojnie i na wszystko się zgadzać, dać
              mnie mówić, nie bekać, O Matko Boska, jeszcze stracę pracę...
              Puk, puk, puk.
              -A ktu tam sie dobija?! - głos mocny zapyta.
              -To my... Zuzlowcy... Do Ojca Rydzyka...
              -Na kolana chamy, jak do mnie mówita, odrzwia dębowe stają otworem. Wchodzą.
              W komnacie nieład jakiś, na tronie siedzi On, obok stoi cośkolwiek
              skonfundowana kobieta tuszy zacnej. Przyrumieniona jakaś, Atiec Gospodin
              wyciąga jakieś papiury, udaje, ze czyta, poprawia wektora pod ornatem, wreszcie
              łagodnie powi:
              -Nu, i z czym żeśta przyśli? Nieroby wy...
              -Z ostatnim przykazaniem, derby w niedziela... Ukradkiem wskazuje podopiecznym
              ziemię. Padają na kolana.


              -...Wybacz nam taka jazdę, wybacz, Inżynierze Naszych Marzeń, Ojcze Natchniony,
              przepraszamy my Ciebie, Nieśmiertelny Koryfeuszu Wiary...
              -Hehehe... - Gospodarz Pałacu wyraźnie w lepszym humorze - lubie tego o tu,
              zobacz Ania, on zawsze se tak do mnie gada, zupełnie jak jaki prawy minister
              czy poseł, no, sabaka jeden...
              Kobieta przysuwa się bliżej tronu, boć i tam jasny płomień z pochodni na
              podmurowanej ścianie lśni się, przygląda się postaciom na ziemi. Trener
              zachęcony względnie dobrym przyjęciem kontynuuje:
              -... przyślim my po błogosławieństwo na Derby, Wielki Sterniku Ludzkich
              Pragnień, Wodzu Międzynarodowego Ludu Bożego, Niestrudzony Działaczu...
              -HIIHIIHIIHII !!!! - Kobieta Sobecka zaniosła się wysokim i perlistym, choć
              cokolwiek nagłym śmiechem, zmieszało to Trenera. Podniósł wzrok na tron.
              Zobaczył rękę Ojca Dyrektora szybko wysuwającą się spod chałatu Kobiety, która
              uspokoiła się już i zaczęła rozcierać sobie uszczypnięty pośladek.
              -Nu, to co wy chcieli? - Ojciec Dyrektor zapytał niespecjalnie skrepowany
              sytuacyją.
              Pośturchnął jeszcze przyjaźnie Kobietę, ta wyraźnie zadowolona aż pokraśniała
              na licach - A nu, błogosławiństwo chceta. Tak, ja jako osoba duchowna dam go
              wam, cobyście nam tam w tyfusowie wstydu znowu nie przynieśli...Zara, policzę
              tiko, czy nikogu nie brakuje...
              Trener jest, dwa Małe Bracia sum, Robercik o wąsiku dziarskim tysz, drugi
              Adrianek też, widzę tysz Mistrza Wikinga, widzę Musztardka. Zara, zara. Cyba
              jednego brakuje? CO TO MA BYC, A DZIE JEST TYN PIEKNY?! Coś ty mi trener
              przyniósł?!
              -... O Matko, O Jezu, Bóg mi świadkim, był jeszcze w karocy, O Pani
              Jasnogórska, gdzie un jest, gdzie un, a mówiłem, że wszyscy... O Jezu, Jezu,
              Jezu... - Trener w bek.
              -Mówiłem, że wszyscy mają być. Bez żelowej gwiazdy nie ma błogosławieństwa.
              Wtem jeden z klęczącej trzódki szepnął coś na uszko Trenerowi. Ten słucha.
              -...Fryzjera?..., żelu kuniec?...jak to, miał całe wiaderko...
              Nagle, wysłuchawszy relacji do końca podbiegł do uprzednio zamkniętych drzwi.
              Roztworzył je całe. Tam - odmieniony żelowy czempion.
              Włoski jakies nie te, więcej białych pasemek, jakby misternie spiętych złotą
              nicia, sweterek żółty do tego, w nowych onucach, bez gumofilców, ktore jak
              wszyscy przybyli, zostawił przed wejściem. Niepewnie wszedł, rozejrzał się.
              Zobaczył leżących, Ojca i Kobietę. Padł na kolana - Ojcze, wybaczyć mi,
              wybaczyć, niegodny ja nie, niegodny ja...
              Cała sytuacja mocno rozbawiła dwóch Małych Braci, co z kolei nie spotkało się z
              życzliwą reakcja rzeczonego mąciciela. - Z czego się karły cieszycie?!
              Karły nic nie powiedziały, tylko zanim ktokolwiek się zorientował, rzuciły się
              razem na przybysza.



              Kobieta Sobecka z uciechy popiskiwać zaczęła, a że walczący szamotali się na
              ziemi przy niej, wnet chałat zadarła i niby przypadkiem swoje wdzięki światu
              ukazała.
              -SILENCIO!!! - Ojdyr zakrzyknie - świętego miejsca łachy nie szanujeta?!
              Wszyscy struchleli. Nawet Kobieta nogi chałatem z powrotem zasłoniła, bacznie
              się w Ojca patrząc, czy aby zbyt blisko rozeźlonego pasterza nie stoi.
              Mali Bracia otrzepali swe powiatowe wdzianka, wstali, trochę podrapani, młodszy
              z rozbitym okiem. Gorzej wyglądała sprawa z wyżelowaną gwiazdą. Leżała na ziemi
              z rozbitym nosem, włoski już nie tak lśniące, buzia już nie taka wesoła.
              -Wynieść! - Ojciec Dyrektor wojakom rozkaże.
              -Ojcze zaraz, to nasz kapitan, Ojcze... To kto do Tyfusów pojedzie?...
              -Znam ja was, pokraki, tiko pluć i gadać umieta, co wyście beze mna zrobili, a?
              Pomyślał ja i o tym. -Chwiejącego się Wikinga wprowadzić!
              -Wiking śpi jeszcze...- Kobieta odpowie.
              -Co?! A mówiłem dzbanków mu nie dawać?! Piwniczki nie otwierać?! Co żeś ty
              Kobieto narobiła?!
              -Miły był...O Jezus Maryja, głupia ja, litości Ojcze...Litości... - wykrztusiła
              Kobieta.
              -Cicho być, bo pieskami poszczuję albo wybatożę, niech idzie go obudzić!
              Wyszła. Po chwili prowadzi pod rękę stękającego blondyna, wyraźnie nie mogącego
              utrzymać równowagi. Szamoczą się o dzban mocnego miodu, który ten kurczowo
              ściska w swojej prawicy.
              -Ty, Wiking, do tyfusów pojedziesz... A wstydu nam nie zrób, opoju ty,
              psiekrwie, że też Jeden Bóg obarczył mnie takimi cymbałami...Tak, ehm, więc
              pojedziesz ty do tyfusów. Z buteleczki nie pociągniesz, bo cię paseczkiem
              zwiążemy. Pojedziesz ty na 6 punktów, jesteś wolny, możesz do swoich włości pan
              wracać, nie, z powrotem w dyby, do kazamatów mojego Pałacu, nieszpory odmawiać.
              Piwniczki tez już nie zobaczysz. 6 punktow! Twoja rozumie?!




              -Wy malcziki dwa pewne punkty jezdeśta, ty Musztardek tyko miarkować swe siły
              musisz, rozsądnie, bądź lisem, przeca nie jesteś lwem jeszcze. O adrianków ma
              krwawica jest jakoś spokojna, jechać tak jak zawsze, a będzie nasza ta wojna...
              -Podziękować chcielim...
              -Nu, Atiec jest znużony, kudy me tam z waszemi farmazony, fora ze dwora, wy
              psiekrwie, poznacie mą złość, jak mecz odpuścicie, karczmy wam opoje na sztorc
              pozamykam, wendete na was parchy sprowadzę, wszędy można polec, wszak nie u
              tyfusa... Przegracie - Na Jagody wyślę, na grzyby, będziecie spali w leśnej
              jakiej przyzbie, w głuszy bezkresnej, macie wy sabaki pojechać należnie... Jak
              nie - na jagody...
              CHOR: - na jagody, na jagody...
              "Na jagody, na jagody..." po łbach im wciąż dźwięczy.
              Nagle muzyka jaka w ich uszach popłynie, tak, to głosy jakie w komnacie
              przebyłe.
              O ty polskiej ziemi chwało
              Ty, postaci współmonarsza,
              Ty czcigodna nazbyt mało
              Opiewana Damo starsza
              Ty, co z głębin swej kanapy
              Wychylając kibić tłustą
              Brzy
              • reggie Re: Odprawa przed Derbami w Toruń uczyniona-Reggie 26.06.02, 21:44

                -Wy malcziki dwa pewne punkty jezdeśta, ty Musztardek tyko miarkować swe siły
                musisz, rozsądnie, bądź lisem, przeca nie jesteś lwem jeszcze. O adrianków ma
                krwawica jest jakoś spokojna, jechać tak jak zawsze, a będzie nasza ta wojna...
                -Podziękować chcielim...
                -Nu, Atiec jest znużony, kudy me tam z waszemi farmazony, fora ze dwora, wy
                psiekrwie, poznacie mą złość, jak mecz odpuścicie, karczmy wam opoje na sztorc
                pozamykam, wendete na was parchy sprowadzę, wszędy można polec, wszak nie u
                tyfusa... Przegracie - Na Jagody wyślę, na grzyby, będziecie spali w leśnej
                jakiej przyzbie, w głuszy bezkresnej, macie wy sabaki pojechać należnie... Jak
                nie - na jagody...
                CHOR: - na jagody, na jagody...
                "Na jagody, na jagody..." po łbach im wciąż dźwięczy.
                Nagle muzyka jaka w ich uszach popłynie, tak, to głosy jakie w komnacie
                przebyłe.
                O ty polskiej ziemi chwało
                Ty, postaci współmonarsza,
                Ty czcigodna nazbyt mało
                Opiewana Damo starsza
                Ty, co z głębin swej kanapy
                Wychylając kibić tłustą
                Brzydkie swe nadstawiasz łapy
                Przerażonym naszym ustom
                I ty, uroczysta klępo,
                W swojej wiecznej sukni bordo,
                Ze swą beznadziejnie tepą -
                Powiedzmy otwaqrcie - m...
                Kobieta głosy usłyszawszy, wnet do magnetofonu przypadła, palcem PLAY włączy,
                połyną dzwięki dobrze tu znanej radiomaryjnej pieśni "Ave Marija...".
                Ojciec Dyrektor udaje się w objęcia Kobiety. Ustawiaja się w prawidłowej
                pozycji, czekaja na takt i ryszaja. Kobieta prowadzi. Tańczą. Ojciec Dyrektor
                szpakowaty, dostojny, w czarnym żakiecie, sztuczkowych spodniach na chałacie
                niedbale zarzuconym, z czerwonym goździkiem w butonierce. Kobieta w zbyt
                ciasnym chałacie, w rękawach za krótkich, z których wystają potężne ręce,
                obejmuje Ojca wpół. Tańczą klasycznie, z wszystkimi figurami i przejsciami
                kolędy popisowej. Tańczą, dopóki pątnicy nie wyszli. A potem jeszcze przez
                jakiś czas słychać "Ave Marija..."- nawet kiedy zgaszono już lampy na
                trakcie, "Ave Marija..." płynie po całym Toruń...
                Trener na dziedzińcu pogrąża się w rozmyślaniach. Co robić, co robić, przeca
                tam nie zwyciężymy, nie ma rady, nie ma, nie ma po co tu wracać... Na jagody,
                na jagody przyjdzie nam w poniewierkę iść, na jagody...Ten z Pałacu jeszcze
                jakich asasynów naśle, nie ma co, faktycznie, przyjdzie nam na jagody, na
                jagody...
                Zafrasowani bez słów rozjechali się do swoich obejść. Krówki nakarmić, ptactwo
                zagonić, po miedzy swej w gumiakach przed mrokiem pochodzić. Bez słów.
                Wiedzą, że przed nimi może i decydujące chwile...
                Akt piąty dopisze niedzielny mecz.
                Reggie
                • kardos Re: Odprawa -Reggie 29.06.02, 17:29
                  no Reggie jestes niedowyjebania
                  chyba zglosze cie do
                  pulicera albo nobla
                  bo ta opowiesc jest
                  swietna he he ! /kardos
                  • reggie taaak... 22.12.02, 17:41
                    ...uwielbiam tą historyjkę, pisałem ją słuchając Radia Maryja zdaje się, stąd
                    ten radiomaryjny wydźwięk...
                    Nie powiem, żeby przedstawiało to jakąs wartość merytoryczną, ale dla kogoś,
                    kto się interesuje żużlem, a emocjonalnie zaangazowany był po którejś ze stron
                    konfliktu Bydgoszcz-Toruń, był nawet do przełknięcia.
                    Szczególne emocje wywarł na Forum Toruń, gdzie też go zamieściłem;-)
                    Stare, dobre czasy wojny...
                    • Gość: krzyzak Re: taaak... IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 22.12.02, 18:22
                      reggie napisał:

                      > ...uwielbiam tą historyjkę, pisałem ją słuchając Radia Maryja zdaje się, stąd
                      > ten radiomaryjny wydźwięk...
                      > Nie powiem, żeby przedstawiało to jakąs wartość merytoryczną, ale dla kogoś,
                      > kto się interesuje żużlem, a emocjonalnie zaangazowany był po którejś ze
                      stron
                      > konfliktu Bydgoszcz-Toruń, był nawet do przełknięcia.
                      > Szczególne emocje wywarł na Forum Toruń, gdzie też go zamieściłem;-)
                      > Stare, dobre czasy wojny...
                      qrwa nie zaczynaj bo cie polubiłem .............chyba ,że masz znów amplitudę?
                      • reggie Re: taaak... 22.12.02, 18:35
                        Amplitudę;-))))))))))))
                        Genialne + !
                        Nie, nie mam amlitudy, jeszcze nie, po prostu zebrało mi się na wspominki,
                        traktuje to jako pewna formę ekspiacji, + zobacz na datę tego postu!
                        A co do wojny, przyznaj, nie było kulturalnie, ale jakie emocje;-))
                        Co nie znaczy, że mi się to podobało, wszyscy wtedy przesadzilismy w któryms
                        momencie...
                        Pzdr.
                        • Gość: krzyzak Re: taaak... IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 22.12.02, 23:42
                          i tu sie z tobą zgadzam.Nawet mnie poniosło :)
                          • Gość: SDB Re: taaak... IP: 158.75.197.* 23.12.02, 08:40
                            Jam jest Jacek Soplica... ;)

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka