eszuran
17.09.10, 22:40
(oczywiście z zachętą do dopisywania kolejnych)
Gry od paru lat rozwijają się przede wszystkim graficznie, ale nieszczególnie
mnie to boli. Niektóre, że tak po inżyniersku powiem, schematy rozgrywki są
naprawdę dobre, a ja jestem prostym człowiekiem, co lubi rzeczy, które już
zna, więc nie przeszkadza mi np. to, że nowy Mortal to tak naprawdę stary
Mortal, tylko ładniejszy. Mimo wszystko jest parę rzeczy, które w grach wydają
mi się niezwykle upierdliwe.
1. Kiepskie scenariusze
Tematem zająłem się już tutaj:
polygamia.pl/polygamia_forum/w,3051,116555971,,Do_realizmu_okrezna_droga.html
, więc nie będę się powtarzał.
2. FPSy na PC - gry z perspektywy ręki
FPSy na PC to dla mnie produkcje niegrywalne. Po prostu nie mogę na nie
patrzeć - na swoje czy cudze gameplaye. Gracze starają się wycelować co do
piksela, robiąc bez przerwy minimalne korekty oraz wykonując paniczne, szybkie
ruchy, przez co obraz nieustannie drży i porusza się strasznie chaotycznie.
FPSy na PC to gry, w których świat widzimy nie z perspektywy oczu bohatera,
tylko z perspektywy jego ręki, bo widok rusza się wraz z dłonią, a nie z
położeniem oczu. Wydaje mi się, że lepiej byłoby, gdyby myszka poruszała
celownikiem, ale nie całym ekranem. W każdym razie - tak jak jest teraz, jest
(moim zdaniem) źle.
3. Kretyńsko rozstawnione czekpojnty
Tak, na ciebie patrzę, GTA4. I GTA3. I GTA Vice City. I GTA San Andreas. Nie
ma co ściemniać - obecnie GTA to gatunek sam w sobie, który zagarnął kawał
growego rynku nie bez powodu. Tylko czemu, do jasnej cholery, Rockstar od 15
lat nie może się nauczyć, że w misjach trwających po pół godziny powinny być
checkpointy?! Ich brak lub złe rozstawienie doprowadza mnie do szału
(oczywiście nie tylko w serii GTA). Po tylu latach korzystania z tego
rozwiązania nieudolne checkpointowanie jest gigantycznym grzechem.
4. Cliffhangery
Rozwiązanie sprawdzające się w serialach - które możemy oglądać za darmo -
zastosowane w grach powoduje u mnie wystąpienie na skroni ciemnej, pulsującej
żyłki. Jeśli jeszcze jedna gra, która kończy się po pięciu godzinach, a była
tworzona przez trzy lata, zakończy się nierozwiązanym zwrotem akcji, obawiam
się że ta żyłka pęknie. Cliffhanger to tania, ograna, kiczowata zagrywka,
która świadczy albo o pazerności producenta (głównie właśnie o tym), albo o
zbytniej pewności siebie (to kiedy połatacie te wątki z Darkest of Days, hje
hje), albo o... patrz punkt pierwszy.
5. Bohater-niemowa. Albo bohater-gaduła
Obie opcje tak samo wkurzające. Kierując niemową wcale nie czuję się bardziej
wciągnięty w świat gry. Mam za to wrażenie, że moja postać to człek ułomny,
robiący wszystko co mu powiedzą, nieposiadający charakteru; po prostu
marionetka. Ale jeszcze gorzej jest, jeśli koleś gada - i gada bzdury,
ewentualnie ma głos, którego nie można słuchać. Tak jak Rochelle z L4D2 czy
absolutnie wszystkie postaci z dubbingowanych po angielsku gier jRPG.
6. Polski dubbing
Polscy aktorzy i reżyserzy nie znają takich gatunków jak s-f czy fantasy, nie
zwykli się w nich poruszać, na dodatek najwyraźniej są przekonani, że gry są
dla dzieci, a zatem cokolwiek by nie spolszczyli, wychodzi dobranocka. W ich
głosach albo słychać pogardę dla medium, jakimi są gry, albo zażenowanie z
faktu, że muszą udawać jakąś głupią czarodziejkę mówiącą wymyślonym językiem.
Jeśli gra, którą chcę mieć, pojawia się u nas wyłącznie po polsku - sprowadzam
z magicznego miejsca zwanego HMV.
7. Gałka w PSP (i inne dyskusyjne rozwiązania techniczne)
Co za kretyn umieścił ją tak nisko? Po dwudziestu minutach grania kciuk
odpada. Jaki baran projektował sterowanie w pierwszym Dead Rising? Po tylu
latach nadal nie mogę się do niego przyzwyczaić. Czemu krzyżak na padzie do
X360 zachowuje się gorzej niż w joypadach za 19 zł z Biedronki? Dlaczego na
Viście nie działa mi połowa gier z kolekcji, w tym tytuły mające ledwie parę
lat? Czasami mam wrażenie, że twórcy gier / oprogramowania / sprzętu chcą
celowo utrudnić mi życie.
Dodacie coś jeszcze?