asiek25
02.08.13, 13:11
Parę lat temu kupiłam sadzonkę floksów. Miały trochę uschnięte pędy i liście od dołu, ale pani w sklepie powiedziała, że się po prostu trochę zasuszyły, a jak je wsadzę w glebę, to odżyją. Jak kupowałam, to one były ostatnie, a bardzo mi zależało na tym kolorze, dlatego pani uwierzyłam i je wzięłam.
Nie odżyły. Co prawda zakwitły, ale liście dalej żółkły, brązowiały, schły, pojawił się białawo-szary nalot na nich. Pryskałam na grzyby, nie pomogło.
Zostawiłam je, myśląc że następnego roku bardziej o nie zadbam, to będzie ok. Nie było. Kwitły, ale z liśćmi robiło się to samo. Opryski nie pomagały - ani profilaktyczne, ani już w trakcie choroby.
No i tak co roku było, w tym też.
Co im jest? Czy to się da jakoś wyleczyć, czy może to jakaś choroba "genetyczna" i powinnam je wyrzucić? Dodam, że nigdy mi nie zaraziły żadnych roślin obok, dopiero w tym roku jedną lilię, która rośnie w pobliżu dopadło to samo.
A parę metrów dalej mam inne floksy (kupowane z innego źródła) - piękne, wielkie giganty, których NIGDY nic nie dopadło.