iskraja
06.05.06, 00:26
Jestem fanką ogrodnictwa od kilku ładnych lat. Uwielbiam szczególnie lilie i
irysy i mam ich całą kolekcje...to jest, powinnam raczej powiedezieć - MIAŁAM
ich całą kolekcję. W tamtym roku COŚ zeżarło moje piękne, w pocie czoła
wyhodowane lilie. Załamałam sie. Naprawdę. Miałam taki kryzys i opór
wewnętrzny, że poprostu nie mogłam wejść do ogrodu. Każdy, kto naprawdę kocha
swoje rośliny i dla kogo jest to pasja, wie, o czym mówię...Przełamałam się.
W tym roku wydałam mnóstwo pieniędzy - kupiłam nowe lilie. Dwa tydodnie temu
je posadziałam. Cieszyłam się jak dziecko. Oczami wyobraźni widziałam mój
ogród i kwitnące w nim MOJE lilie. Dziś wyszłam poplewić i wsadzić kolejne
cebule i co zauważyłam? ŻE NIE MA MOICH LILII!!!!!!!!!COS JE ZEŻARŁO!!!!!!!!!
Pozostały jakieś pojedyncze sztuki... Gdzieniegdzie. W akcie desperacji
kupiłam pastę na szczury i inne gryzonie i powtykałam w ogromne korytarze.
Założyłam też łapkę na nornice (w formie rurki z dwiema zaślepkami).
Co to jest? Nie bardzo wygląda to na nornicę, ponieważ ta zwykle po przeryciu
zostawiała spulchniona ziemię na powierzchni. Tu korytarze są grubości
ludzkiej dłoni, głęboko pod powierzchnią i dlatego nic nie wzbudziło moich
podejrzeń. Jak z tym walczyć Jak sie przed tym bronić? Błagam pomóżcie bo nie
mam już siły...Czy ktoś miał podobny problem i sobie poradził?
Zrozpaczona.