a-g
03.07.06, 12:38
Może warto podzielić się doświadczeniami?
Mój typ: szkółka w Żabiencu pod Piasecznem
Od roku mieszkam niedaleko i kilkakrotnie kupowalam tam rośliny. W
zeszłym roku obsługa była fenomenalna. Miła, kompetentna, pomocna.
Nie wiem co się stało (zmiana właściciela?), ale obecnie pracuje
tam taki prymityw, że panowie układający podkłady kolejowe to przy
nich elita kulturalna i intelektualna.
Kontaktu z klientami starają się unikać jak prątków Kocha. Jeśli
już ktoś z kupujących przydybie ich w sytuacji, kiedy nie mogą przed
nim ucieć ani go zignorować ratują się chamstwem. Na pytania
odpowiadają warknięciami, lub próbują chytrze wykazać, że z
treści pytania klienta wynika że jest on idiotą. Ośmieliłam się
zapytać pracującą tam niewiastę o rodgersję i cytryńca. Spojrzała
na mnie jakbym zapytała, czy łuszczy jej się skóra na grzbiecie lub
czy regularnie robi sobie lewatywę. Odparła z godnością, że takich
cudów tu nie ma bo to jest szkółka.
No właśnie, dobra, przyzwoita, prostolinijna szkółka, a nie
siedlisko wynaturzeń takich jak rodgersja (tfu! na psa urok) czy
cytryniec (apage satana!)
Poprosiłam też pracujacą tam Panią o pomoc przy
załadowaniu trzech 20-litrowych worków z ziemią do wózka. Jestem w
ciąży i raczej nie powinnam się w ogóle wybierać na zakupy w takie
miejsca, ale kupiłam kilka kwiatków i potrzebowałam trochę ziemi.
Żeby nie obarczać już tym męża, chciałam to sama załatwić.
Pracownica poinformowała mnie, że obowiązuje samoobsługa.
Finał był taki, ze pomógł mi jeden z klientów. Obsługa (dwie
paniusie) opodal toczyły leniwą pogawędkę i spoglądały na nas życzliwie
jak dwa gekkony fałdoskóre.
Ładowanie umilały nam ryki traktorka, którym po alejkach szalał
jakis psychopatyczny młodzianek. Miał ekstatyczny wyraz twarzy kogoś
kto doświadcza wrażeń ekstremalnych (prędkość 25 km/h!). Żwir
skakał na boki, spod kół jak pasikoniki pierzchali wystraszeni
kupujący a on mknął na swym ognistym rumaku marki Zetor.
Ogólnie rzecz biorąc moja noga już tam więcej nie postanie.
W sumie myślę, że gdybym chciała nawiązać kontakt z główka
kapusty lub pomarańczową kredką to byłoby to przedsięwzięcie
znacznie bardziej satysfakcjonujące i obfitujące w większe emocje
intelektualne, niż kontakty z pracownikami Żabienca.
Jeśli zaś chodzi o ich ogładę kulturalną, to myślę, że są mnniej więcej na
poziomie drugoplanowych bohaterów "Walki o ogień".
Jeśli ktoś z sentymentem wspomina PRL to zachęcam do wycieczki do Żabieńca.