Dodaj do ulubionych

A moze tak o ekologii

08.02.03, 09:15
Witam wszystkich!
Tak przy okazji wtrącenia swego grosika do dyskusji o drzewku pomyślałem, że
bardzo chętnie poznam wasze zdanie na temat ekologii. Czekam na wasze opinie -
tylko błagam bez emocji!
Jurek
Obserwuj wątek
    • dorkasz1 Re: A moze tak o ekologii 11.02.03, 21:10
      Panie Jurku,
      wiem, że ekologia to bardzo szerokie pojęcie ocierające się o najróżniejsze
      dziedziny naszego życia. Mnie jednakże kojarzy się nieodparcie z moją
      naiwnością. Jakieś 10 lat temu, gdy pojawiły sie pierwsze pojemniki na tzw.
      odpady wtórne postanowiłam być bardzo ekologicznie poprawna. W oddzielnym
      worku zbierałam to, co można było do tych pojemników wrzucić i stojąc przy
      pojemniku pracowicie rozdzielałam - szkło kolorowe- do tej dziurki, szkło
      białe do innej, a plastik i puszki do jeszcze innej. Trwało to czas jakiś,
      omal nie zamęczyłam mojej rodziny opowieściami o zaśmiecaniu planety Ziemia
      itd. Pewnego dnia zobaczyłam proces wywozu tychże pojemników. Przyjechali
      panowie, podnieśli pojemniki i elegancko wytrząsnęli ich zawartość do jednej
      ciężarówki. Stałam i nie wiedziałam czy się śmiać, wściec czy płakać. To po co
      ja stałam przy tych pojemnikach i katowałam swoje małoletnie dzieci w celach
      wychowawczych? Nigdy im tego nie powiedziałam, bo po raz kolejny okazało się
      żem naiwna jak dziecko. Dalej wynoszę plastiki i szkło do oddzielnych
      pojemników, ale teraz jak mi się dziurki pomylą już nie grzebię i nie
      przekładam do właściwej. A może teraz już inaczej wywożą? Czy ktoś wie jak to
      jest?
      • jack_ Re: A moze tak o ekologii 13.02.03, 08:31
        Zarząd Oczyszczania Miasta w Warszawie twierdzi ze jeżeli odpady wrzucane są ze
        wszystkich pojemników do jednej ciężarówki to jest ona podzielona wewnątrz na 3
        komory - następnie smieci trafiają do "przetwórni" gdzie poddawane są dalszej
        szczegółowej segregacji. Myśle że mimo iż nie do końca profesjonalna jest
        obsługa segregowanych smieci watro to robić poniewaz te odpady z pojemników nie
        trafjają na ogólne wysypisko lecz są w większości wykorzystywane - nie
        powiększają góry śmieci. A dalsza segregacja jest konieczna bo ciągle niska
        jest świadomośc dotycząca segregowania śmieci i ciągle zdarza się ze w
        pojemnikach na papier lądują kartoniki po sokach i mleku. Czyli jak zwykle
        naważniejsza jest edukacja...
    • jerzy.wozniak Re: A moze tak o ekologii 17.02.03, 21:16
      Witam na forum Gazety!
      Ekologia to oczywiście nie segregacja śmieci, lecz ich nieszkodliwa utylizacja,
      no ale jak już jesteśmy przy śmieciach to niestety w wielu krajach w tym i u
      nas tak właśnie się postępuje. Wynika to stąd że jak słusznie zaważył jack
      świadomość społeczeństwa jest niska ( ja bym obniżył to o dwa stopnie) i firmom
      po prostu obecnie nie opłaca się dokładnie ich segregować. Robią jednak dobrą
      robotę bo może przyszłe pokolenie będzie segregowało śmieci jak należy. Z
      punktu widzenia przetwórcy takich odpadów, wrzucenie szklanych butelek do
      pojemnika z plastikiem to katastrofa. Bowiem nie mogą się one dostać pod prasy
      czyli ktoś je musi usunąć ręcznie - dalej już możecie sobie tylko dopowiedzieć
      ile to kłopotu! Gdy naukowo pracowałem w Niemczech w wolnym czasie, a tego
      miałem dużo, obserwowałem np. problem zbierania śmieci i utylizacji odpadów,
      jako że wiedzy nigdy za mało. Czasem tez zwiedzałem mini przetwórnie znajdujące
      się przy nazwijmy to dzielnicach lub nawet większych osiedlach. Jak zbierana
      jest np. makulatura. Wystawiana ona była w paczkach na ulicę i zabierana przez
      specjalne ekipy. Jednak pod warunkiem, że jest to tylko papier przewiązany
      papierowym sznurkiem. Jeśli więc sznurek był plastikowy paczka była zostawiana
      na ulicy. Nie przez złośliwość lecz właśnie ze względów przetwórczych - do
      papieru nie mógł się dostać plastik. Szkoda tylko że tego u nas się ludziom nie
      tłumaczy że jak napisane szkło to tylko szkło, bo inaczej całe przedsięwzięcie
      bierze w łeb!
      Czekam na dalsze ekologiczne uwagi!!
      Jurek
    • mjot1 Ekologia Naiwna 19.02.03, 21:15
      Ekologia. Słowo to jeszcze kilkanaście lat temu nieznanym było zupełnie w
      naszej mowie potocznej. I proszę jakąż zrobiło karierę oszałamiającą! A w mym
      przekonaniu zostało wręcz „skundlone”. Obecnie wszystko (no może wszystko) jest
      lub może być ekologiczne. Od upraw przez artykuły spożywcze, odzież po paliwa.
      My zwykli deptacze przypominamy sobie o ekologii podczas spektakularnych akcji
      przeprowadzanych gdzieś na morzu lub lądzie przez dziwnych zapaleńców. Śledzimy
      jakieś blokady, ratowanie jakichś ssaków morskich i lądowych, jakieś protesty
      mniej lub bardziej sensowne czy sprzątanie świata...
      Z częścią tych akcji się solidaryzujemy, na część patrzymy z przymrużeniem oka
      czy z lekceważącym wzruszeniem ramion a część wręcz odbieramy z dezaprobatą.

      Ja jako człek prosty i wierzący przede wszystkim sobie i siebie mający za
      autorytet największy; cóż za skromność niezwyczajna nieprawdaż?:-) Otóż ja
      jestem wyznawcą tego nurtu odłamu pewnego. Pewnej jakby herezji czy sekty. Jest
      to jak ktoś słusznie określił „ekologia naiwna”. (Bardzo to określenie mi
      odpowiada.)
      Dobrowolny członek tej „sekty” po okresie wtajemniczenia przeprowadzanego bez
      pomocy kapłanów czy guru jakiegoś czy wielkiego mistrza (poszczególne
      określenia nie mają tu oczywiście żadnego znaczenia) dochodzi do prawdy
      szczególnej. Olśniewa go mianowicie myśl nagła, że człowiek w każdej sytuacji
      jest intruzem w przyrodzie. Wierzyć zaczyna również w sprawczą moc Matki Natury
      i może nie nieomylność, ale słuszność jej poczynań. Raptem dostrzega też wokół
      życie i piękno.
      Wyznawcą może zostać każdy bez względu na wiek, płeć, kolor i bez względu na
      sposób odżywiania się i ubierania. Może nim być wegetarianin i mięsożerca!
      Ważne jest jedynie by zdając sobie sprawę z tego, że będąc tym intruzem,
      zaborcą, najeźdźcą nie być jednocześnie bezmyślnym eksterminatorem.
      Bo jakżesz łatwo przecie siedząc w fotelu i przyklaskując ludziom ratującym
      walenie gdzieś w Australii czy goryle w Afryce jednocześnie trzepnąć packom
      pająka?
      Jakżesz łatwo uniesieni słusznym oburzeniem na wycinających amazońską dżunglę
      we własnym ogrodzie wyrywamy bezmyślnie przepiękne często roślinki?
      Jak łatwo dziwiąc się komunikatowi o problemie budowy obiektu olimpijskiego
      spowodowanego koniecznością przeniesienia jakiegoś bagienka w inne miejsce ze
      względu na obecność w nim jakiegoś płaza jednocześnie ślizgać się naszym
      automobilem po biednych żabach pędzonych przez jezdnię przez odwieczny
      obowiązek prokreacji?
      Myślę, że nie trzeba przykładów mnożyć... Ci, co powinni zrozumieć już
      zrozumieli.

      Po to właśnie pisuję tu czasami wystawiając swoje myśli i uczucia (czyli to, co
      mam najintymniejszego) na pokaz publiczny.
      Piszę, bo mam cichutką nadzieję, że może ktoś gdzieś kiedyś pod wpływem słów
      mych zatrzyma się na chwilkę, pochyli, posłucha, rozejrzy i... pomyśli. A jeśli
      już to uczyni to na pewno dostrzeże, usłyszy i poczuje, że wokół jest i życie i
      niezwykłe piękno!
      Wtedy zanim wykona bezmyślny odruch wyrwania czy rozdeptania pozwoliwszy swym
      szarym komorom, na jakżesz mozolny trud odkryje raptem prostą alternatywę:
      ominąć, otworzyć okno i wypuścić zauważy też brak jakiegokolwiek zagrożenia czy
      szkodliwości ze strony tego maleństwa...

      Bywa tu oczywiście jak i wszędzie fundamentalizm.
      Ja już chyba ten stan osiągnąłem?
      Nie mam „kwiatków i rabatków” w myśl zasady, że „leżącego kopać nie wypada”!:-)
      A tak naprawdę to przecie w lesie i na piachu plon i tak żaden.
      Dla mnie też porażającym jest zwyczaj wręczania ciętych kwiatów! Bo kimże
      trzeba być by z miłym uśmiechem na twarzy wręczać zarżniętą właśnie i będącą w
      agonii piękna roślinkę?

      Ale chyba już dość przynudzania...

      Najniższe ukłony!
      Zdziczały już chyba bez reszty... M.J.
      • jack_ Re: Ekologia Naiwna 20.02.03, 09:05
        Zgadzam się z mjotem że słowo Ekologia rozumiane jest przedziwnie czy też
        zostało "skundlone" - sam o tym co stoi za definicją tego słowa przekonałem się
        zreszta dopiero na studiach - na zajęciach z ...
        Nie zgadzam sie natomiast z tym "że człowiek w każdej sytuacji
        jest intruzem w przyrodzie" - jest faktycznie zwierzakiem który miał
        najwiekszy ze wszystkich zwierząt wpływ na kształt środowiska ale ciągle jest
        jego częścia - i chyba jeszcze dość długo jego częścią pozostanie.
        Co do wręczania "zarżniętych właśnie i będących w
        agonii pięknych roślinek" - tez mnie to nie przeraża - bo jakie jest
        ekologiczne funkcjonowanie, jaki wpływ na środowisko ( produkcja tlenu)
        gerberów i goździków rosnacych w hydroponice w szklarni ?
      • jerzy.wozniak Re: Ekologia Naiwna 20.02.03, 09:55

        Witam moich ekologów!
        Nieoceniony mjot wlał mnóstwo wody na mój młyn służący do obnażania głupoty i
        zakłamania. Nie wiem tylko, co nazywa ekologią naiwną to o czym pisze na
        wstępie czy to z końca. Bo jeśli ocenia tak siebie to jest w największym
        błędzie. Natomiast to z początku to traf nie tylko w dziesiątkę, ale w otwór po
        kuli w dziesiątce. Ekologia bowiem to słowo szmata, wycierają nim sobie gęby
        wszyscy począwszy od prezydentów, a skończywszy na dziennikarzach. Niestety
        ponieważ nie maja pojęcia o mechanizmach działania życia na ziemi utrwalają
        tylko głupoty. Szczególnie należy obić mordki dziennikarzom, którzy z racji
        braku podstawowych wiadomości o przyrodzie powielają i propagują działania nie
        mające z jej ochroną nic wspólnego. Tak naprawdę bowiem działania ekologiczne
        powinny zacząć się już w przedszkolu. Człowiek powinien być bowiem świadomy, że
        nie żyje sam i nie jest tu panem, oraz co najważniejsze, że jest całkowicie
        zależny od otaczającego go życia. Tu większa część się uhaha, jak zależny ! A
        no tak, że jak wytnie wszystkie lasy, a tak naprawdę większą ich cześć, to
        padnie on, a otaczające go życie tak czy inaczej przetrwa tak jak przetrwało
        już kilka kataklizmów przy których zdetonowanie wszystkich materiałów
        wybuchowych łącznie z bombami atomowym w jednym miejscu i o jednym czasie - to
        mały pikuś. Wystarczy powiedzieć że takie potworne – nie wyobrażalne dla umysłu
        człowieka katastrofy, zdarzyły się już kilka razy w historii naszej planety.
        Dziwnym trafem i jakby ku przestrodze wyginęły wówczas najwyżej rozwinięte
        stworzenia, a pozostały inne żyjące w ich cieniu. Co tu dużo gadać wybuch
        Krakatau który był tylko małym pyknięciem w porównaniu z prawdziwymi
        kataklizmami miał silę eksplozji równą wybuchowi 1000 bomb atomowych.
        Oczywiście człowiek w swej obrzydliwej nieskromności myśli, że to wszystko
        przetrwa, ale tu się myli, życie przetrwa na pewno, natomiast człowiek jak
        jego mikro element tej układanki wcale nie musi. Życie bowiem nie typuje
        faworytów do przetrwania! Szczególnie podczas sytuacji kataklizmu a tym sie
        skończy prędzej czy późniaj nasza działalność.
        No ale przejdźmy do wypowiedzi mjota. Nie tylko on uważa postępowanie
        wielu ekologicznych organizacji za wręcz śmieszne, tak uważa większość
        inteligentnych i oczytanych ludzi. Są one wyrywkowe, napuszone i na pokaz, a
        życie to toczące się obok nas należy chronić na co dzień i mogą to robić
        jedynie ci którzy są wyedukowani na tyle, że rozumieją jego zależności i
        kochają nie tylko to własne życie ale każde które nas otacza.
        Prawda, że wszystko co modne jest obecnie ekologiczne, ale większość
        tych ekologicznych produktów i poczynań nie ma z ekologią nic wspólnego! I to
        jest całe nieszczęście tych przedsięwzięć. Wynika ono z miernoty i nieuctwa. W
        pismach spotykamy dodatki o ekologicznym ogrodzie, samochodzie, otoczeniu
        cholera wie co jeszcze, ale niestety większość proponowanych tam poczynań jest
        wręcz a ekologiczna i szkodliwa dla otaczającego nas środowiska. Podam i
        opowiem tu o jaskrawym przykładzie takich pierdół.
        Elektrownie wiatrowe – ile się to o nich nie nasłuchamy, a tak naprawdę to
        najbardziej idiotyczne i a ekologiczne przedsięwzięcie. Tu gromy na moja głowę
        i opluwanie, ale poczekajcie i doczytajcie do końca. Ochrona środowiska to
        takie poczynania, które przy włożonym trudzie, materiałach i zniszczeniu
        jakiejś części środowiska - X dadzą w efekcie zysk w ochronie przyrody - Y.
        Otóż elektrownia wiatrowa ma zysk ujemny czyli więcej szkody niż pożytku. Mało
        tylko w kilku miejscach na ziemi jej koszt po wielu latach się zwraca w postaci
        wyprodukowanego i sprzedanego prądu. Ale koszt nas nic, a nic nie interesuje
        ponieważ jako ekolodzy mamy go gdzieś, nas interesuje zysk dla przyrody. Otóż
        jest on ujemny – tu krzyki i obrażania – bowiem aby taki wiatrak wykonać należy
        przetopić ogromne ilości metali, rozwalić kawał góry, aby przerobić wapienie na
        cement, wyrwać ziemi rudę, w tym najbardziej toksyczne dla środowiska z powodu
        przeróbki i odpadów, rudy metali takich jak aluminium do tego dodać smrody ze
        wszystkich plastików przetworzonych dla wykonania wielu elementów wyposażenia.
        I teraz co nic, taką ilość energii jaka produkuje wiatrak zwykła nowoczesna
        elektrownia opalana węglem lub pochodnymi ropy produkuje w nieskończenie
        krótszym czasie przy czym trucie środowiska jest o wiele mniejsze! Liczymy tu
        bowiem wszystkie elementy niszczące otoczenie na jednostkę otrzymanej energii.
        Bo co z tego jak wiatrak się kreci to wiadomo nie truje, ale do cholery
        najpierw należało go zrobić! Nie mówię tu specjalnie o energii elektrycznej
        pozyskiwanej w elektrowniach wodnych bo tu nawet nie ma co porownywać.
        Elektrownia na Paranie największa budowla na świecie ( oprócz muru chińskiego)
        zwróciła się podobno po kilku latach. Zaraz powiedzą ekolodzy, ale jak
        zniszczyła środowisko ja odpowiem, ale jak zniszczone zostało by środowisko
        gdyby zamiast jej postawić elektrownie wiatrowe o podobnej mocy!!!!, jak gdy
        konwencjonalne, jak gdy atomowe? Tu wskaźnik szkodliwości jest wiadomy ilość
        produkowanej przez jeden zakichany bardzo kosztowny wiatrak, jest w porównaniu
        do energii włożonej w jego wytworzenie znikoma!! Tak na koniec uwaga dla
        dziennikarzy jak chcecie wiedzieć, o czym piszecie to wpadnijcie choćby tam
        gdzie takie wiatraki są montowane. Je tak zrobiłem bo najpierw trzeba wiedzieć
        o czym się pisze, a następnie pisać i mówić. Niestety mój artykuł, ponieważ
        mówił prawdę nigdy nie będzie opublikowany, wasze wyssane z palca są. Żałuję
        tylko przyrody. Nie rozmawiamy tu o wiatraczkach, które ktoś sobie stawia na
        podwórku, ale o wiatrowniach dostarczających prąd użytkowy dla aglomeracji.
        Otóż sam mechanizm napędzany przez śmigło ma wielkość renault scienic, zaś
        łopaty śmigieł długość autobusu. Mam zdjęcia kiedy stoję przy takim monstrum
        leżącym jeszcze w kawałkach na ziemi - ledwo mnie widać.
        No to tak na początek, co do wypowiedzi mjota to cieszę się, że są
        ludzie którzy pojmują zdrowo ekologię tak jak ją należy pojmować - czyli my
        jesteśmy częścią wielkiego mechanizmu i nasza działalność powinna wrzucać w
        jego trybiki jak najmniej piachu. jeśli przesadzimy to mechanizm zacznie się
        zacierać, a to grozi nam trudnymi do przewidzenia skutkami.
        Dla mnie ekologia naiwna to właśnie głupawe działania mające na celu
        ochronę jakiegoś stworzenia lub biocenozy bez patrzenia na to co się dzieje
        wokół. Piszesz że człowiek to najeźdźca itd. Owszem bo dzięki technice posiadł
        umiejętność podporządkowania sobie otaczającego świata na skalę niespotykana do
        tej pory na ziemi. Jednak to bardzo niebezpieczna umiejętność, powoli
        wychodząca nam bokiem. Mało ze względu na uwarunkowania przyrodniczo genetyczne
        jest to bardzo silne dążenie i właściwie niemożliwe do zatrzymania. Stąd jasny
        wniosek, że najlepiej tak kształcić młode pokolenie, aby ekologicznie odnosili
        się do swego najbliższego otoczenia. I tu kolejny problem – te same pisma które
        bredzą o ekologii prezentują ogrody jak z bajki ( chyba horroru) obsadzone
        roślinami pośród których nie może egzystować właściwie każde zwierze żyjące w
        najbliższej okolicy. I nikt tu nie mówi o postępowaniu antyekologicznym. Ogrody
        takie są prezentowane powszechnie, a ich napuszeni snobistyczni właściciele
        prężą swe wdzięki do obiektywu. A czy ktoś z nich zastanawiał się ile zwierząt
        ochroni i wyżywi pokrzywa, którą dawno usunęli herbicydami ze swego wymuskanego
        horrorowego ogrodu? To właśnie dlatego nie lubię iglaków na terenach nizinnych,
        drzewostany takie kiedyś były rzadkością a jeśli były to składały się z innych
        gatunków. Dla ptaka jest różnicą czy zakłada gniazdo w porzeczce czy w jodełce
        koreańskiej. Różnica taka, że w dzikiej porzeczce się gnieździ w koreance nie
        założy gniazda nigdy. No i tu mamy właśnie mjotowy przykład ekologicz
        • jerzy.wozniak Re: Ekologia Naiwna 20.02.03, 09:59
          Znów moje zrzędzenie przekroczyło ramy skrojone dla małomównych - przepraszam!
          No i tu mamy właśnie mjotowy przykład ekologiczny. Mjot, to właśnie tacy jak ty
          są ekologami, bo doceniają życie obok, niby mało ważne z naszego okropnego
          ludzkiego punktu widzenia, ale na dłuższą metę mogące zwarzyć o naszej
          egzystencji na ziemi. Tu dodatkowe oszustwo – człowiek nigdy nie opanuje
          kosmosu, mogą to zrobić jedynie roboty lub cyborgi przez nas wytworzone i
          żyjące własnym życiem. My jeśli opanujemy Marsa to i tak będzie wielki sukces.
          Dlatego, ponieważ jesteśmy skazani na Ziemię musimy o nią dbać, a nie zmieniać
          według własnego widzimisię.
          Tak na koniec bo zbliża się magiczna liczba 7000 znaków która oznacza
          podział tego co napisałem i podział moich myśli. Mjot nie jesteś
          fundamentalistą żyjesz wokół przyrody i powoli naturalnie stajesz się jej
          częścią. Wszyscy moi znajomi którzy uciekli na wieś (co za słowo) powoli mimo
          że byli okropnymi materialistami zaczynają przesiąkać tym co być powinno w
          każdym z nas - umiłowaniu i szanowaniu życia w około. Fundamentaliści to ci od
          zbierania papierów i robienia mysich dziur w pancernej podmurówce płotu w
          nadziei, że przejdzie do nich żaba.
          Problemy o których piszemy to oczywiście niezwykle złożone i
          skomplikowane sprawy. Dlatego powstał właśnie ten wątek. Ale nie po to abyśmy
          darli na sobie szaty i wyrywali klapy od marynarek kogo na wierzchu, ale po to
          aby pisać to o tym co uważamy w tej sprawie za słuszne. O ekologii napisałem
          kilkanaście artykułów dziwnym trafem tylko kilka opublikowano w polskiej prasie
          i to nie tej zajmującej się ogrodami. Wydawało mi się kiedyś że to tylko mój,
          może wypaczony leśnym życiem, punkt widzenia. Zmieniłem zdanie, gdy w jednym z
          artykułów dla międzynarodowego pisma ukazującego się w trzech językach
          opublikowałem bardzo krytyczny artykuł o konwencji waszyngtońskiej (CITES). Ku
          mojemu zdziwieniu otrzymałem około 100 emilków z całego świata w których bardzo
          poważni ludzie podobnie jak ja i mieli podobne argumenty. Od tamtego czasu nie
          uważam, że mam jakiś wypaczony punkt widzenia. Ot na tę sama sprawę można
          popatrzeć na kilka sposobów. W tym zgodny z prawdą jest tylko jeden. Napuszone
          akcje sprzątanie świata to krzyczenie że wygraliśmy walkę z rakiem bo
          odcięliśmy zaatakowaną wątrobę i płuca, znacznie lepiej (i o wiele trudniej,
          oraz ciszej bez zbierania laurów) jest zrobić tak aby rak się nie pojawiał, a
          ludzie nie śmiecili wokół w tak upiorny i nieobliczalny sposób. Znacznie lepiej
          też wprowadzić przepisy które zakażą produkcji takich opakowań które w
          naturalny sposób nie rozłożą się po roku. Zapytajcie siebie dlaczego kiedyś
          mogliśmy pakować wszystko w papier, a teraz wciska się nam na każdym kroku
          kolorowy plastik?? To właśnie jest wynik propagowania zakłamanej ekologii.
          Czekam na inne równie ciekawe wypowiedzi!
          Jurek
    • mjot1 Słów kilka jeszcze... 22.02.03, 08:24
      Ja przecie doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że najlepiej dla środowiska, w
      którym przyszło mi żyć byłoby gdybym nie istniał. Ale niestety jestem... A
      żyjąc niszczyć muszę by żyć właśnie!
      Więc jadam mięso pasjami! Uwielbiam dziczyznę! Te pasztety, combry, polędwice,
      szynki... Czemuż nie ma tego, na co dzień? Ech!
      Natomiast potrawy czysto roślinne wywołują zdecydowany protest mego układu
      pokarmowego.
      Uważam, że w naszym klimacie produkty odzwierzęce są nieodzowne i basta!
      A spożywanie jakichś kiełków?
      Czyż nie jest to pożeranie embrionów?! (Przepraszam natychmiast amatorów
      kiełków za drastyczność.)

      A w całym tym mym dywagowaniu chodzi jedynie o to byśmy zdali sobie sprawę, że
      można przeżyć na tym padole skromnie. Bez tej buty należnej nam gatunkowi
      panującemu.
      I to jest właśnie me „nieludzkie” podejście. A przynajmniej bardzo niepopularne.
      Przecież nam od dziecka wmawia się by zaistnieć, by dokonać, by zapisać się w
      historii...
      Więc staramy się „zapisywać” jak tylko umiemy i możemy.
      Zdając sobie sprawę z tego, że nie wszyscy mogą „stać strojni w brązy i
      marmury” odbijamy swój ostry ślad stopą odzianą bynajmniej nie w mokasyn!
      Radosna twórczość nad pomnikiem naszej głupoty odbywa się bez „przerw
      śniadaniowych” na akord i w systemie trzyzmianowym!
      W ostateczności zaznaczamy swą obecność choćby kozikiem na pniu drzewa! Tak
      bardzo pragniemy trwać...

      Zaś, co do „kwiatków (ś)ciętych”? To... prowokuję dalej.
      Przecież ceremoniał ten nie ma najmniejszego logicznego uzasadnienia! Zresztą
      jak i wiele innych...

      Najniższe ukłony!
      Naiwny M.J.
      • dorkasz1 Re: Słów kilka jeszcze... 01.03.03, 20:22
        > Zaś, co do „kwiatków (ś)ciętych”? To... prowokuję dalej.
        > Przecież ceremoniał ten nie ma najmniejszego logicznego uzasadnienia! Zresztą
        > jak i wiele innych...
        >
        MJocie, odpowiadam na Twoja prowokacje:
        A ja owszem scinam bezlitosnie kwiaty, ktore mi rozkwitaja w ogrodku, przenosze
        je do domu, gdzie dekoruja moje "salony". W ten sposob przedluzam sobie
        przyjemnosc kilkudniowego podziwiania ich kwiecistej urody. Naleze do tej grupy
        ludzkosci, ktora pracuje co najmniej 8 godzin dziennie i nie ma przyjemnosci
        mieszkania w domu, jeno w bloku. Tak wiec, nie moge wachac kwiatkow wychylajac
        sie z okna, a poniewaz do swoich hektarow musze kawalek sie przespacerowac, to
        nie kazdego dnia mam na to czas. Ale gdy juz zblaknie uroda scietych kwiatow,
        to pakuje je do torby i zanosze na kompostownik, gdzie laduja rowniez te, ktore
        przekwitaja na dzialce. Ja wiem, ze z tych, ktore zabiore do domu nie
        skorzystaja pszczolki, ale trudno...taka ze mnie niszczycielka-egoistka.
        Uwielbiam kwiaty.
        Co do jedzenia lub niejedzenia kotletow...
        No, moze i jest tak, ze aby sie najesc kotletami trzeba 5 razy wiecej ziemi,
        ale ciekawa jestem, czy przeciwnicy jedzenia miesa mieli do wykarmienia 2
        nastolatkow plci meskiej oraz 1 meza (rowniez plci meskiej :)))
        Nie wiem czy cos by im sie nie pozmienialo, gdyby uslyszeli w 2 godziny po
        pracochlonnym roslinnym obiedzie, "Mamciu, a co moznaby zjesc?"
        Wiekszosc facetow to miesozercy i gdyby go nie jedli, to caly czas byliby
        glodni. Jak zjedza kawal miesiwa, to na dluzej jest spokoj.
        U mnie wiosny nie widac i jest mi smutno
        Pozdrawiam
    • jerzy.wozniak Re: A moze tak o ekologii 26.02.03, 07:37
      Mjot chyba nieco przesadzasz i wpadasz w nerwicę. Jedzenie warzyw i innego
      rodzaju wegetarianizm ja osobiście uważam za lekkie skrzywienie podobnie coś do
      arachofobii. Ale z ekologia nie ma to nic wspólnego! A może i ma jak się tak
      rozpędzimy to właściwie prawie wszystko ma. Zboża tez maja bo nie wiem czy
      wiecie że człowiek upodobał sobie zaledwie kilka (chyba 8) gatunków roślin
      które zajmują przeszło ¾ zajmowanej przez uprawy powierzchni! Czytaj wywaliły
      istniejące dawniej środowisko i pysznią się szerokimi łanami. Co do diety to
      oczywiście każdy je co chce, ale wmawianie że dzięki temu że ktoś je tylko
      zielone jest się lepszym i mądrzejszym od mięsnej reszty to lekka przesada. Tu
      Mjot ma całkowitą rację, to co jemy jest wynikiem tego gdzie mieszkamy, a
      upraszczając to nasze zapotrzebowanie na kalorie zapotrzebowanie na kalorie.
      Sam jak jestem w Afryce to na kotleta schabowego z kapusta nie chciał bym nawet
      popatrzeć, ale trudno tez żywic Eskimosa sałatą. Oczywiście nie będę tutaj
      propagował golonki i piwa jako codziennej diety dla zapracowanych, bo umiar we
      wszystkim jest wskazany, ale też nie sadzę żeby wegetarianizm miał jakikolwiek
      pozytywny skutek na otaczające nas środowisko
      Jurek
      • jack_ Re: A moze tak o ekologii 26.02.03, 08:30
        Wegetarianizm a ekologia - to bardzo ciekawe...
        Sam nie jestem wegetarianinem ale wiem jak ten związek tłumacza wrogowie
        kotletów...Powierzchnia upraw potrzebna do wykarmienia zwierzęcia ( krowa =
        ileś tam kilogramów kotletów ) jest 5 razy większa niż powierzchnia zajmowana
        przez uprawy potrzebne do wykarmienia człowieka ( przy założeniu że je
        wyłacznie rośliny z tej właśnie uprawy) Czyli wegetarianin "zużywa" 5 razy
        mniej gruntów rolnych ...
        Jak to się ma do dzisiejszych problemów rolnictwa i tysięcy hektarów leżących
        ogłogiem....
        • mjot1 Ba! 01.03.03, 11:29
          Argument konkretny i logiczny aż do bólu. Przemawia jak nic bym przestał
          oglądać się za pieczystym!

          Ale jeśli zmusiłbym się do odżywiania kotletami z jakiejś soji czy z suchego
          chleba to nie doczekałbym chwili by stwierdzić naocznie słuszność założenia.
          Zszedłbym po prostu cichutko gdzieś w kąciku... A przecie nadmieniłem
          uprzednio, że tylko sobie wiarę daję... Ja muszę dotknąć J

          Najniższe ukłony!
          Dźwigający wątek w górę M.J.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka