Dodaj do ulubionych

Bobry zjadły wierzbę do połowy...:((

06.11.06, 08:50
Nadżarły poważnie młodą, ale już pięknie rozłożystą, moją pieszczoszkę zacieniającą taras nad rzeką. Wierzba ma ok.3m wysokości, pień grubości średniej ludzkiej łydki. Wygryzienie jest głębokie, sięga prawdopodobnie do rdzenia pnia. Długie na jakieś 70 cm. Na razie owinęłam ranę workami tkanymi plastikowymi i obwiązałam drutem, bo podobno tak zabezpieczonych pni (te mendy) nie ruszają. Co robić dalej? Zasmarować ranę pastą ogrodniczą? Mieć nadzieję, że drzewo przeżyje, czy raczej powoli godzić się ze stratą?

zrozpaczona - proszę o rady.
Obserwuj wątek
    • horpyna4 Re: Bobry zjadły wierzbę do połowy...:(( 06.11.06, 09:05
      No, nie wiem. Ja bym chyba im odpuściła, niech już tę dokończą, zamiast brać się
      za następne drzewa.
    • ignorant11 Coś za cos:))) 06.11.06, 11:37
      Sława!

      Przepraszam za pusty, ale jakoś uciekło.

      No to masz dylemat wierzba czy żeremia.

      Było nie było, to zamiast współczuć raczej Ci zadzroszcze...

      Ja bym chciał jeszcze rysia w pgrodzie, ale bobry tez moga byc:)))



      Forum Słowiańskie
      gg 1728585
      • horpyna4 Re: Coś za cos:))) 06.11.06, 11:47
        Ja też bym chciała... jak na razie to trafiają się tylko bardzo dzikie koty,
        prawdopodobnie krzyżówki ze żbikami.
    • morgana_le_fay Moi kochani: 06.11.06, 11:58
      Po pierwsze: nie ma czego zazdrościć. Bobry to nie są milusie zwierzątka z bajki. To są na prawdę istniejące i stale "działające" sztuki wielkości dużego psa, z zębami jak siekiery. Chłopy w mojej okolicy złapały zimą boberka ca. 64kg... Tu nie chodzi o odpuszczenie JEDNEJ wierzby. One zżarły już tylko na mojej działce ponad 20 drzew (w większości starodrzewu)i zeżrą każde następne o ile tych drzew nie zabezpieczę.
      Bobry zostały sztucznie zaprowadzone w tę okolicę jakieś 10 lat temu. Przez ten czas przeszły ponad 15km w górę rzeki, rozmnożyły się znacznie, pozostawiając po sobie krajobraz księżycowy. Wyparły inne gatunki jak wydry i piżmaki. Przegoniły ptactwo gnieżdżące się w łęgu (sowy, dudki, słowiki)- bo ten łęg nieomal zlikwidowały.

      Czy nadal uważacie, że bobry na działce mogą być obiektem zazdrości?

      :/
      • horpyna4 Re: Moi kochani: 06.11.06, 12:06
        To rzeczywiście przydałyby się drapieżniki, jakaś równowaga przecież musi być.
        A drapieżniki przez wiele lat wybijano, bo były konkurencją dla człowieka. Teraz
        zaczyna się myśleć o ponownym wprowadzaniu na różne tereny, ale jak widać, za
        wolno. A sztuczne wprowadzanie roślinożerców na tereny, gdzie nie mają
        naturalnych wrogów, jest po prostu głupotą.
        • morgana_le_fay Re: Moi kochani: 06.11.06, 16:54
          horpyna4 napisała:
          > To rzeczywiście przydałyby się drapieżniki,(...)
          A sztuczne wprowadzanie roślinożerców na tereny, gdzie nie mają
          > naturalnych wrogów, jest po prostu głupotą.

          Ta głupota ma imię i nazwisko. Jest wójtem, jak również drapieżnikiem.

          ;))
          • qubraq Re: Moi kochani: 06.11.06, 19:27
            morgana_le_fay napisała:

            > horpyna4 napisała:
            > > To rzeczywiście przydałyby się drapieżniki,(...)
            > A sztuczne wprowadzanie roślinożerców na tereny, gdzie nie mają
            > > naturalnych wrogów, jest po prostu głupotą.
            >
            > Ta głupota ma imię i nazwisko. Jest wójtem, jak również drapieżnikiem.
            > ;))

            Wiesz że w tamtym roku u kumpla w Supraślu te cholery rozebrały stodołę
            wolnostojącą nad rzeka pod samym lasem! ludzie klną ale ruszyc nie wolno!
            Takie słodkie boberki... no ale tam - w Puszczy Knyszyńskiej - to one są u
            siebie...
            Andrzej
            • horpyna4 Re: Moi kochani: 06.11.06, 20:30
              No to chyba trzeba w takich okolicach zabezpieczać budynki drewniane jakimś
              najbardziej śmierdzącym ksylamitem... a może są jakieś preparaty zapachowe,
              którymi można spryskać pnie drzew? To byłoby jakieś rozwiązanie.
      • wami41 Re: Moi kochani: 06.11.06, 20:42
        morgana_le_fay napisała:

        > Po pierwsze: nie ma czego zazdrościć. Bobry to nie są milusie zwierzątka z
        baj
        > ki. To są na prawdę istniejące i stale "działające" sztuki wielkości dużego
        ps
        > a, z zębami jak siekiery. Chłopy w mojej okolicy złapały zimą boberka ca.
        64kg
        > ... Tu nie chodzi o odpuszczenie JEDNEJ wierzby. One zżarły już tylko na
        moje
        > j działce ponad 20 drzew (w większości starodrzewu)i zeżrą każde następne o
        ile
        > tych drzew nie zabezpieczę.
        > Bobry zostały sztucznie zaprowadzone w tę okolicę jakieś 10 lat temu. Przez
        te
        > n czas przeszły ponad 15km w górę rzeki, rozmnożyły się znacznie,
        pozostawiając
        > po sobie krajobraz księżycowy. Wyparły inne gatunki jak wydry i piżmaki.
        Prz
        > egoniły ptactwo gnieżdżące się w łęgu (sowy, dudki, słowiki)- bo ten łęg
        nieoma
        > l zlikwidowały.
        >
        > Czy nadal uważacie, że bobry na działce mogą być obiektem zazdrości?
        >
        > :/


        Tak, ciagle uwazam iz sa to piekne zwierzeta choc wspolczuje z powodu straty
        drzew. Ale w zyciu zawsze jest tak, ze cos za cos.
    • tadeusz48 Re: Bobry zjadły wierzbę do połowy...:(( 06.11.06, 20:20
      Współczuję Ci morgana le fay takiego sąsiedztwa.Znam ten ból gdyż bobry ścięły
      mi połowę drzew wzdłuż 200m. brzegu rzeki, ponadto wydry wyjadły wszystkie ryby
      ze stawu. W reakcji obronnej rozciągnąłem wzdłuż rzeki na granicy wody lądu
      siatkę wysokości 0,5m. i od tej pory mam spokój z bobrami.Staw zabezpieczyłem
      przed wydrami poprzez ogrodzenie siatką wysokości 1m. + 30 cm zakopałem w
      ziemi. W wygrzebane przez wydry dołki przy zakopanej siatce sypię drobiny szkła-
      nie kopią w tym samym miejscu bo się kaleczą, tylko obok i tak mam przekopane
      wzdłuż siatki i zasypane szkłem i ziemią. Górą powyżej 1m nie zdołają przejść .
      Odwiedzają mnie prawie co noc lecz nie próbują przedostania się do stawu. Nie
      życzę Ignorantowi 11 takich lokatorów gdyż mimo że są to piękne zwierzęta czynią
      spustoszenie w stawie czy w drzewostanie.Tadeusz48
    • jerzy.wozniak Re: Bobry zjadły wierzbę do połowy...:(( 07.11.06, 07:59
      I znów powraca temat bobrów. Jak pisałem tu dość dawno tam gdzie człowiek
      wpie.... się do przyrody jedyne co zrobi to popsuje. Tak też jest z bobrem.
      Objęty ochroną, a całkowicie pozbawiony wrogów naturalnych rozmnożył się
      lawinowo i obecnie nawet moi zapatrzeni w przyrodę leśnicy przymykają oczy gdy
      chłopi zimą widłami polują na nie dla mięsa. Wyrządzają bowiem niebywałe szkody
      w drzewostanie, a oprócz tego zakłócają na duża skalę stosunki wodne. Sam byłem
      świadkiem jak w tym roku zbudowały wielką tamę na rzeczce łączącej dwa jeziora
      co spowodowało, że w jednym poziom wody wyraźnie opadł, zaś w drugim się
      podniósł zalewając okoliczne łąki. Bobrom bowiem nie zawsze się udaje tamowanie
      wody. Obecnie są już nawet na Narwi w okolicach zalewu zegrzyńskiego gdzie nie
      robią tam, ale koszą dosłownie wszystko co rośnie w pobliżu rzeki. Ponieważ jak
      to gryzonie są dość plenne dalsze czekanie na cud nie ma już sensu i za dwa
      trzy lata może dojść do poważnych szkód wyrządzonych przez te sympatyczne
      gryzonie.
      Co do okaleczonego drzewa to możesz zasmarować to miejsce maścią ogrodnicza.
      Wierzba powinna to przeżyć. Natomiast nie uchronisz innych drzew przed tym
      szkodnikiem szczególnie, że idzie zima a jeść muszą. Na dodatek są wybredne i
      lubią głownie brzozy, topole wierzby i inne drzewa o smacznej korze, a takie
      jak olchy omijają, no przynajmniej do tej pory. Mojemu sąsiadowi który ma
      działkę nad wodą, wywaliły kilka drzew owocowych oraz liczne drzewa ozdobne.
      Działo się to zeszłej zimy, bo zimą wędrują w poszukiwaniu pokarmu nawet dość
      daleko od wody. Psów się cholery nie boją. Zresztą, jak ktoś ma takie zęby...
      Jurek
      • morgana_le_fay Re: Bobry zjadły wierzbę do połowy...:(( 07.11.06, 17:09
        Dziękuję za rady. Wierzbę zasmaruję najszybciej jak to będzie możliwe.
        Zaczynam się poważnie bać o swoje stare jabłonie (pisałam o nich na forum 50 siedemdziesięcioletnich już prawie drzew - same rodzime odmiany), tym bardziej, że bobry chodzą po całym sadzie, o czym świadczą wyzbierane co roku spadłe owoce i "ulizana" ogonami trawa na trasie ich wędrówek.
        Spróbowałabym metody z odgrodzeniem się siatką, ale siatkę to u nas kradną szkodniki dwunożne o nazwie homo, choć niekoniecznie sapiens...

        Jestem już nieźle wkurzona na te bobry i przykro mi to mówić, ale na zasłyszane informacje o lokalnych "polowaniach na kiełbasy" wcale już nie reaguję oburzeniem. Coś za coś.
        • armeria Re: Bobry zjadły wierzbę do połowy...:(( 07.11.06, 22:03
          Obserwowałam pewne miejsce w lesie gdzie pojawiły się (zostały wprowadzone przez
          człowieka?) bobry. Po kolejnych drzewach różnej wielkości rosnących nad stawkiem
          zostawały pieńki. Ale bobry zasmakowały też w bukowej korze i dobrały się do
          starych stu - stupięćdziesięcioletnich buków (w pobliżu jest rezerwat bukowy).
          Nie wiem jak one to zrobiły, ale poobjadały korę na wysokość niemal metra. Teraz
          ich już tam nie ma, przypuszczam, że zostały wyproszone przez leśników z powody
          tych szkód.
    • ignorant11 I pewnie nadal sa pod ochrona? 08.11.06, 02:46
      Sława!

      Nie znam sie,ale moze juz czas wprowadzać odstrzał bobra.

      Lub drapiezniki na tereny bobrze.

      Wydry nie poluja na bobry?

      Mozna tez wywozić na inne tereny.

      Forum Słowiańskie
      gg 1728585
      • morgana_le_fay Re: I pewnie nadal sa pod ochrona? 08.11.06, 10:18
        Ignorancie, obawiam się, że tylko odstrzał, ale zanim do tego dojdzie dla wielu miejsc będzie już za późno.

        Bobry nie mają naturalnych wrogów. Wydry na nie nie polują, mniej więcej na takiej zasadze, na jakiej średni kot nie poluje na dużego psa... Wywozić... a kto je będzie łapał? One są bardzo czujne i płochliwe, a zagrożone szarżują i potrafią być niezwykle niebezpieczne.
        • szadoka Re: I pewnie nadal sa pod ochrona? 08.11.06, 12:40
          Morgano, normalnie jestem za ochrona zwierzactwa dzikiego ale po Twoich opisach
          przestaje Ci sie dziwic.
          Nie wiem jaki masz stosunek do prawdziwych futer ale moze warto pomyslec o
          ladnym bobrowym kolniezu.
          Albo moze zasypac pana wojta skargami i zadaniami odszkodowania. Skoro tak
          niebacznie wroga na swoj teren sprowadzil.
        • wcyrku1 Re: I pewnie nadal sa pod ochrona? 09.11.06, 09:36
          morgana_le_fay napisała:

          >
          >
          > Bobry nie mają naturalnych wrogów. ...

          > One są bardzo czujne i płochliwe, a zagrożone szarżują i po
          > trafią być niezwykle niebezpieczne.
          >
          >

          Może sprawdzi się instalacja "elektryczny pastuch" odpowiednio przystosowana
          -przez znawcę - do zwyczajów bobrów Na pojedyńcze drzewa chyba tylko " nogawki"
          z blachy?
          Ze starych sposobow to jeszcze mogą być niedzwiedzie :{

          Jak u Ciebie się nie pożywią pójdą do wójtowego ogródka :}

          Chyba podobny problem mają z kormoranami na stawach hodowlanych.
          • morgana_le_fay Re: I pewnie nadal sa pod ochrona? 09.11.06, 16:45
            No... już sama nie wiem. Najgorsze jest to, że w tym roku nie uda mi się już pewnie przedsięwziąć żadnych środków. Całą zimę będę drżeć o tę swoją wieś i dostanę depresji...

            Najbardziej przemawia do mnie niska siatka (musi być przyspawana do słupków żeby nie ukradli), chociaż bobry mają nory pod częścią terenu przy rzece, to siatka musiałaby być chyba w dwóch pasach. Jeden przy samej rzece, drugi na końcu polderu. Poza tym rzeka co wiosnę podnosi się bardzo wysoko, nanosi różne badyle, nie wiem więc co by zostało z tego ogrodzenia po pierwszej powodzi. A wogóle to płakać mi się chce, bo nie chciałam żadnych ogrodzeń od strony wody! Tam tak cudnie jest (było?) nad brzegiem! Buuuuu!

            No i niestety. Wszystkim napotkanym sąsiadom zasugeruję, że kiełbasa z bobra smaczna i zdrowa...

            Z wójtem jeszcze nikt nie wygrał. A jak próbował podskakiwać to szybko przestawał.
            • ignorant11 A dobry pies?/nt 09.11.06, 18:37

    • mjot1 Hm... 09.11.06, 20:16
      Rozumiem szarpiące Morganą rozpacz bezradność złość... (No tak mi się
      przynajmniej wydaje)
      Fakt. Tam gdzie zwierz ten raczył zamieszkiwać tam spustoszenie jeno.
      A jednak coś ciągnie mnie tam gdzie bobrze jest królestwo...
      Gdy tylko uda mi się z szarej codzienności wyrwać w las to najczęściej kroki
      swe tam właśnie kieruję.
      Pasjami lubię gapić się na owo „dzieło zniszczenia”... I w chaosie tym nawet o
      zgrozo! dostrzegam jakieś piękno...
      Tam ciągle coś się dzieje. Tam trwa walka prawdziwa. Tam widać nie tylko
      śmierć, lecz i życie bujne.
      Bo czy bóbr naprawdę tylko dewastuje nie dając nic w zamian?
      Czy my aby nie patrzymy na świat zbyt krótkowzrocznie, samolubnie?
      Tak sobie dumam cóż działo się w czasach mrocznych, gdy człowiek nie zachwycał
      się jeszcze szubą z jego futerka i nie wykombinował sobie genialnie, że pieczeń
      zeń to ryba?
      Cóż działo się w czasach owych barbarzyńskich gdyśmy nie chronili jeszcze
      natury przed nią samą?
      Toż wówczas chyba całe knieje padały pod siekaczami tych bestii rozplenionych
      do granic niemożliwości.
      Bo trudno mi wskazać naturalnego wroga bobra (poza człowiekiem oczywiście).
      Cóż... Jednak niechybniem zdrowo jest walnięty?

      Najniższe ukłony!
      Cieszący się bobra widokiem M.J.
      • ignorant11 Re: Hm... 10.11.06, 01:27

        Sława!

        POruszasz ciekawy temat równowagi biologicznej.

        Rzeczywiscie trudno sobie wyobrazic aby bobry zaszkodziły duzej puszczy.

        Ale na terenach zamieszkałych chyba nie nalezy ich introdukowac lub tez
        kontrolowac liczebnosc.


        pamietacie ksiazke Szara wilczyca?

        czytałem w latach przed 1szą wojna punicka, ale pamietam,że ona walczyła z
        bobrami.

        No to moze wilki i rysie?


        Forum Słowiańskie
        gg 1728585
        • horpyna4 Re: Hm... 10.11.06, 09:35
          Co do wilków, do wiadomo, że zaraz byłyby pretensje. Przecież tam, gdzie są,
          stają się znów wrogiem numer jeden (oszczędność się na psach pasterskich).
          A rysie... piękne koty i chowające się przed człowiekiem. Tyle, że wprowadzenie
          ich nie jest takie łatwe. Doświadczenia z Puszczy Kampinoskiej pokazują, że
          zwierzaki lubią iść na łatwiznę. Kiedyś pewien dorodny samiec o imieniu Spencer
          uznał, że nie warto ganiać saren, skoro można dusić kury. No i biedaczek
          powędrował z powrotem do klatki. Takie wprowadzenie rysia na jakiś teren wymaga
          kilkuletniego monitorowania, żeby było wiadomo, jak się to sprawdza w praktyce.
          A to są niestety koszty. Inaczej rozsierdzone chłopy przerobią rysie na futra,
          no bo skoro taki "szkudnik" zakrada się i wyżera kury...
        • lukaszkozub Re: Hm... 13.11.06, 09:43
          Można sobie wyobrazić, ze kiedyś gdy całą Europępokrywały puszcze, to właśnie
          bobry prowadziły do powstawania bezleśnych powierzchni wzdłóż rzek i jezior,
          gdzie mogłą funkjonować roślinnośc zwana dziś "łąkową", która iaczej nie miałby
          wtedy szans na przetrwanie.
          Co do naturalnych wrogów to na młode moga pewnie polować wydry i lisy (ale lisy
          nie mają szansy, bo te właściwe nie wychodzą z wody), a na dorosłe może wilki,
          choć to nie jest ulubione srodowisko wilkoó i myslę, ze wilki musiałby najpierw
          wyjeść wszystkie sarny, jelenie i dziki, żeby zechcieć polowac na bobry. Rys
          jest zato drapieznikiem wyspecjalizowanym w polowaniu na sarny i zające i nie
          sądzę, zey chciał pływać. Jedynym drapieżnikiem, który dobrze poluje w wodzie
          jest niedźwiedź brunatny, ale na ten temat jakieś dane to mają może na Alasce...

          Pozdr

          Łukasz
          • mirzan Re: Hm... 13.11.06, 12:12
            Rosomak pomoże. A mpoże zje nawet tego kto go przywiezie.
    • morgana_le_fay Zjadły i jabłonkę...:(( 15.11.06, 09:06
      Byłam zasmarować maścią i zabezpieczyć rzeczoną wierzbę. Niestety są dalsze zniszczenia. Młoda krąselka, która w tym roku pierwszy raz obficie obrodziła nadżarta. Potwór wyłaził z wody, zostawiając po sobie błotnistą wydeptaną łapskami i ulizaną ogonem drogę, później usadawiał się dupskiem przy drzewku (wydeptane i uciapciane wokół), obemował je łapskami i dawaj zażerać. Niesmaczne, przeżute kawałki odpluwał przez prawe ramię na kupkę. Widok byłby nawet wzruszający gdyby człowieka krew nie zalewała. Zasmarowałam, owinęłam workami kartoflanymi i drutem i ... zobaczymy.

      Swoją drogą... niedźwiedzi nie sprowadzę, bo za bardzo sobie cenię ich brak w okolicy. Rosomaki poza wszystkim chyba śmierdzą niemiłosiernie. A co myślicie o posmarowaniu kory drzew jakimś czymś, co nie smakowałoby bobrom, a nie szkodziło drzewom? Coś jak pieprz, chilli, no nie wiem, może istnieje coś takiego? Worki im podobno nie smakują, ale nie owinę przecież wszystkich drzew workami! Owinęłam 10 i na sam widok zęby mnie bolą! Obrzydlistwo!
      • horpyna4 Re: Zjadły i jabłonkę...:(( 15.11.06, 09:51
        No właśnie o czymś takim napisałam. Najlepiej, jakby to był środek w aerozolu do
        opsiukania pni drzew, szanowni ewentualni producenci niech wezmą pod uwagę, że
        problem będzie narastał w związku z brakiem niedźwiedzi i rosomaków. A na razie
        trzeba czymś ręcznie korę smarować. Pomogliby jacyś fachowcy - zoolodzy, żeby
        wiedzieć, jakiego zapachu nie znoszą bobry. A na razie pozostaje eksperymentować
        z różnymi chemikaliami.
      • wcyrku1 Re: Zjadły i jabłonkę...:(( 15.11.06, 10:03
        a może zadziała jakiś odstraszacz ultradzwiękowy podobny do takich na krety, o
        ile to w ogóle działa.
        lub z siatki ogrodzeniowej taki rodzaj kolczugi na pień
    • tadeusz48 Re: Bobry zjadły wierzbę do połowy...:(( 15.11.06, 19:32
      Wyrazy współczucia z powodu ostatnich odwiedzin pięknych lecz bezwzględnych w
      niszczeniu drzew zwierząt. Jak już podawałem na tym forum zabezpieczyłem się
      przed odwiedzinami tych zwierzątek i już od ponad roku nie stwierdziłem
      uszkodzeń dokonanych przez bobry. Zabezpieczeniem jest wysokości 0,5 m siatka z
      drutu ustawiona na granicy wody i gruntu z nachyleniem w kierunku wody około
      60-70 stopni.Siatkę zamocowałem do wbitych co 1,5-2 m drewnianych słupków.
      Wydaje mi się że bobry nie mogą wydostać się z wody na brzeg mimo niewysokiej
      przeszkody, ustawienie takiej zapory na gruncie może być zbyt niskie. Na wiosnę
      moje "ogrodzenie" było około 2 m. pod wodą lecz przetrwało bez większych napraw
      (profilaktycznie w kilku miejscach siatkę przywiązałem do dużych drzew by nie
      popłyneła). Latem "ogrodzenie" zarosło roślinnością i praktycznie nie jest
      widoczne. Na ogrodzenie użyłem starej (z rozbiórki) siatki 1,5 wys. dzieląc ją
      na 3 części i koszt nie był duży mimo 200 m. brzegu rzeki. Przed wyżej opisanym
      zabezpieczeniem eksperymentowałem smarując w niewielkich ilościach pień drzewa
      na wysokości "ścinki" przez bobry smarem towot oraz przepracowanym olejem. Muszę
      przyznać że te drzewa bobry omijały,lecz z pewnością bardziej ekologiczna jest
      siatka.tadeusz48
      • morgana_le_fay Re: Bobry zjadły wierzbę do połowy...:(( 16.11.06, 00:18
        Dziękuję Tadeuszu!
        Prawdopodobnie ustawimy siatkę wzdłuż brzegu (będzie trudno, bo teren mamy malowniczy, nierówny z wądołami i parowami) ale dopiero na wiosnę. Poza tym, bobry mają jamy pod brzegiem na szerokość ok 20m wgłąb lądu i tamtędy też mogą wychodzić, więc dodatkowo interesuje mnie to smarowanie. Czy ten olej nie spowodował zniszczenia drzew? Czy one to przeżyły?
        • pieskuba Re: Bobry zjadły wierzbę do połowy...:(( 16.11.06, 08:14
          Morgano - tak mi się wydaje, że połączenie smaru czy oleju i drzew to
          nienajlepszy pomysł. W końcu nawet jeśli będzie tego niewiele, to będziesz
          musiała powtarzać malowanie i zatrujesz wszystko wokół. Na Twoim miejscu
          próbowałabym jednak zabezpieczać drzewa inaczej - blachą (wiem, wiem, ohydne),
          może drutem (kolczastym, brrr? - byłby mniej widoczny niż blacha) no i siatką
          od strony wody.

          Po raz pierwszy cieszę się, że moja działka jest w suchym lesie, do najbliższej
          rzeki mam ze 3 km...
          • horpyna4 Re: Bobry zjadły wierzbę do połowy...:(( 16.11.06, 10:26
            Myślę, że nie żadną blachą, ani drutem kolczastym, tylko mocną siatką z jak
            najgrubszego drutu. Zrób drzewom takie walcowate osłony, początkowo niech brzegi
            siatki zachodzą na siebie, a w miarę upływu lat i grubienia pni będziesz
            popuszczać "zakładki w ubrankach". Jak jeszcze pomalujesz siatkę w kolorze pni,
            to z pewnej (niewielkiej) odległości będzie praktycznie niewidoczna.
            • pieskuba Re: Bobry zjadły wierzbę do połowy...:(( 16.11.06, 13:17
              O właśnie, jak Horpyna powie to roztropnie :o)
              • mjot1 Re: Bobry ... 16.11.06, 20:09
                Drzewo, las, woda to królestwo bobra.
                Z drzewem bóbr jest związany jest nierozerwalnie. Jest drwalem doskonałym.
                Obala drzewa, bo są dlań i pożywieniem i budulcem. Cóż taki już jego żywot.
                Ścina, buduje tamy, zalewa pewien obszar. Nadal ścina i je. A gdy już spustoszy
                okolice porzuca ją i wędruje dalej. Kiedyś niechybnie tu powróci.
                Obecność bobra to zagrożenie bez i pośrednie.
                Potrafimy też wytłumaczyć sobie, gdy widzimy drzewo podcięte i pozostawione. Ot
                niechybnie coś go spłoszyło i nie dokończył dzieła.
                Lecz jakiż jest sens w obaleniu drzewa i porzuceniu niewykorzystanego?
                Czemuż ma służyć obgryzienie kory wokół pnia tylko po to by śmiertelnie je
                uszkodzić?
                Ponoć w naturze nic nie dzieje się bez powodu.
                Może idzie tu o nasłonecznienie by roślinna młodzież szybciej wzrastała...
                Obalając poszczególne drzewa inne rosnące dotychczas w zwarciu wystawia na atak
                wichury.
                Drążenie podziemnych korytarzy narusza stabilność systemu korzeniowego (stopy
                drzewa).
                Tam gdzie bóbr tam następują gwałtowne i drastyczne zmiany wód gruntowych
                prowadzące często do obumierania całych połaci leśnych.

                Tak jak już wielu powyżej wspomniało: w celu uchronienia drzew, które są cenne
                ich pnie owijane są metalową siatką ogrodzeniową na wysokość ok. 1 m.
                Metoda to (jak dotąd) skuteczna.

                Fakt. Siatka wokół drzewa to nie jest widok estetyczny. To zgrzyt bolesny.
                Lecz nie jest to winą bobra. „Zgrzyta” tam jedynie gdzie pojawił się człowiek.
                Wskażcie mi gdzież u licha ten bóbr ma się niby podziać? Skoro nawet ścisły
                rezerwat jest dlań zakazany, bo przecie weźmie paskuda i go nam zniszczy.
                Czy by ochronić gdzieś jakąś roślinkę to należy wybić wokół wszystkich
                roślinożerców?
                Czy by chronić jakieś zwierzę to należy wymordować drapieżniki?
                Czyż doprawdy mam uwierzyć, że kurczące się lasy na naszym globie to wina bobra
                właśnie?
                Że gdyby nie my dzielni obrońcy natury to wszystko już dawno trafiłby jasny
                szlak?
                Czy mam uwierzyć, że przyroda jeszcze istnieje (jako tako), bo to my ludzie o
                nią zadbaliśmy?
                Czy my nie spoglądamy na świat nie tylko samolubnie, lecz nazbyt
                krótkowzrocznie?
                Sto lat dla natury to przecie mgnienie jeno...
                Czy tak trudno sobie wyobrazić, że nawet bóbr tak bardzo, bardzo chciałby żyć.

                Najniższe ukłony! M.J.
                • tadeusz48 Re: Bobry ... 16.11.06, 22:20
                  To co pisze mjot 1 to czysta poezja i to wysokich lotów,pisze pięknie z sensem
                  i to co napisał jest prawdą ujętą w piękne słowa, natomiast bobry i ich
                  działalność to czysta proza. Daleki jestem od pomstowania na bobry czy
                  podejmowania prób czychania na ich życie. Ja im poprostu uniemożliwiam czynienia
                  mnie krzywdy, niech czynią krzywdę innym jeżeli nie próbują się bronić. Drzew
                  dookoła pełno i to samosiejki.Ciekawi mnie tylko czy mjot pisałby tak pięknie o
                  bobrach gdyby posiadał działkę nad ciekiem wodnym i te piękne zwierzątka
                  wyciełyby mu w pień co drugie posadzone i pielęgnowane dorodne drzewo(nieważne
                  jakiej odmiany).Co do smarów to nie polecam gdyż ,pierwszy dobry deszcz to zmywa
                  i wsiąka w ziemię. Otaczanie drzew metalowym płotkiem (jak drzew na ulicach
                  miast) może być skuteczne jeżeli zagrożonych jest niewiele drzew , ochrona
                  większej ilości jest zbyt kosztowna.Wejście do nory bobrów można przykryć siatką
                  by mogły do niej wchodzić tylko od strony wody. Z wyrazami szacunku tadeusz48
                  • mjot1 Cóż... 24.11.06, 19:07
                    Prawdę rzekłeś Tadeuszu. Nie mieszkam nad rzeką.
                    Hm... Rzeka... To jest to, czego mi do pełni szczęścia brakuje.
                    Ech. Gdybyż tak można było przypiąć ją do ciągnika i przyciągnąć tuż pod
                    chałupinkę mą meander jej jeden...
                    Nie jakiś tam staw, nie jezioro za płotem mi się marzy, lecz rzeka właśnie. Bo
                    rzeka żyje.
                    Rzeka ma swój urok, powab. Jest piękna pięknem zmiennym, innym o każdej porze i
                    dnia i roku.
                    Potrafi szeptać cichutko, kojąco... Zmysły wszystkie delikatnie pieścić potrafi
                    niczym kochanka najczulsza...
                    Jest znana a jednocześnie tajemna, bywa kapryśna, nieprzewidywalna i krnąbrna.
                    Potrafi być groźna, nieobliczalna, szalona. A gdy już wybuchnie gniewem to w
                    skutkach straszliwym.
                    Wiem, że sąsiedztwo rzeki to nie tylko plusy. Zdaję sobie sprawę z minusów z
                    bobrami włącznie (toż prawda prastara powiada, iż kij każdy dwa końce posiada).
                    Więc gdybym miał ją wymarzoną tuż obok czy bym miast zachwytów pomstował
                    wówczas? Dalibóg nie wiem.
                    Piszę to, co myślę i czuję teraz (krową nie jestem, więc wszystko być może)...
                    A w chwili obecnej rzekę z bobrami chcę mieć. Buka, króla naszej polanki
                    opasałbym siatką i wiem, że on buk rozumiejąc zniósłby to ze spokojem.
                    Myślę że bóbr nie zeżarłby mi mej starusieńkiej, skrzypiącej chałupinki bo tego
                    jednego chyba bym nie zdzierżył.

                    Najniższe ukłony! M.J.
                    • wcyrku1 Re: Cóż... 24.11.06, 21:31
                      mjot1 napisał:

                      >
                      > dnia i roku.
                      > Potrafi szeptać cichutko, kojąco... Zmysły wszystkie delikatnie pieścić potrafi
                      >
                      >
                      > Myślę że bóbr nie zeżarłby mi mej starusieńkiej, skrzypiącej chałupinki bo tego
                      >
                      > jednego chyba bym nie zdzierżył.
                      >
                      >

                      Łoj, a co to stryszku nie masz? :)

                      • mjot1 Re: Cóż... 25.11.06, 10:00
                        „Łoj, a co to stryszku nie masz? :)”
                        Mam. Lecz poddasze i niezagospodarowane. No i już zasiedlone.
                        fotoforum.gazeta.pl/72,2,638,14404744,14410415.html
                        Nie zaglądam tam. No bo jakżesz bym mógł wleźć im do alkowy „z kopytami”?

                        Hm... Więc chyba jednak nie mam...:-)

                        Najniższe ukłony!
                        Ceniący sobie (nie tylko swą) intymność M.J.
                    • morgana_le_fay Chałupinki... 25.11.06, 12:00
                      ...chałupinki mi nie zeżrą, bo murowana, szopę jedynie napocząć mogą z bali dwustuletnich... i niechby im kością w gardle stanęła. Żebym to ja miała buczek jedyny do opasania, a nie 50 przedwojennych jabłoni staruszek i setki innych starowinek lip, jesionów, wierzb, leszczyn i olch... Niechby one co jeść nie miały po drugiej stronie rzeki - ale tam chaszcze i zagajniki dzikie, gdzie nikt tygodniami nie zagląda...

                      Problem w tym, że chłopy z drugigo brzegu się wściekły i nie chcąc oddać bobrom swojego rżną co popadnie w myśl zasady "lepiej spalić w swoim piecu niż oddać na zatracenie". U mnie bobry pod ochroną to żrą co popadnie. A najchętniej to, co najładniejsze. Bobry widać też gust swój mają... A malowniczość rzeczki niedługo będzie wspomnieniem.
                      • horpyna4 Re: Chałupinki... 25.11.06, 15:45
                        A swoją drogą, jakby te chłopy były praktyczne, to by nie rżnęły jak popadnie,
                        tylko najpierw poczekały, aż bóbr wykona przynajmniej jakieś 70% roboty. Byłoby
                        to bardziej ekonomiczne...
    • jerzy.wozniak Re: Bobry zjadły wierzbę do połowy...:(( 28.11.06, 19:54
      Tak, nasmarowaliście tu pięknie i poetycko, ale nikt nie napisał ze to wina
      człowieka i za ten stan właśnie on ponosi odpowiedzialność. Na bobry polowało
      kiedyś wiele zwierząt, ale teraz można je oglądać raczej w zoo, albo w
      telewizji jak pokazują program o naszej cudownej ochronie przyrody (szkoda ze
      za rysiem widać drut który trzyma go przy drzewie). Siatka niewiele daje chyba,
      że na metalowych słupkach. Leśnicy w miejscu które wam opisałem walczą z nimi
      rozwieszając szmaty nasączone olejem (brudnym – wiadomo że szkodliwym dla
      środowiska) albo malują drzewa różnymi świństwami o nieustalonym składzie. Moi
      znajomi płynęli kiedyś rzeczką łączącą dwa jeziora gdzie leśnicy starając się
      powstrzymać ich (czyli bobrów) ekspansje porozwieszali worki z wojłoku w
      których znajdował się stary olej i inne świństwa wlane do cienkich
      plastikowych toreb. Nie musze mówić co było gdy to wylało się na głowy moim
      znajomym podróżnikom. Niestety bobry mają gdzieś smrody i oleje, a szmaty
      doskonale im się nadają do umacniania tam!!!! Jak je wypłoszyć, chłopi jak
      pisałem mają doskonała metodę w nocy z latarką w jednej ręce, a z widłami w
      drugiej i czekać na pochylonym nad woda drzewem. Zakładają też pułapki
      wypełnione smakowitymi liśćmi osiki. I tak chłopski pomyślunek powoli ogranicza
      ich ekspansję przynajmniej na mazurach gdzie jest bieda i o żarcie trudno
      podobnie jak o pracę. Tak czy inaczej tylko patrzeć jak pojawi się słuszny
      przepis o redukowaniu ich populacji. Mój przyjacie zaś na ten post przytacza
      swe stare porzekadło „Gdy w przyrodę wmiesza się człowiek zawsze coś spieprzy.”
      Jurek
      • wcyrku1 Powódz 06.02.07, 14:35
        Na Dolnym Śląsku tez sobie nagrabiły !

        serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,3895774.html
        To bobry, nie powódź
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka