Dodaj do ulubionych

Mam dość...

27.04.08, 09:04
Kiełkujące drugi raz rzodkiewki zjadły (?) nie wiem ptaki? Zaraz dobiorą się
do sałaty.Potem koper i pietruszkę zaatakuje jak co roku bawełnica, albo
mszyce.Potem truskawki zacznie gryźć jakiś robal, który nagryza pąki
kwiatowe.W międzyczasie wczesne czereśnie zjedzą ptaki.Dawno zrezygnowałam z
marchewki, po tym jak co roku zjadły ją nornice.Ja nie nadążam...Kończę swoją
przygodę z warzywniakiem raz na zawsze, plewię, podlewam i nic z tego :-(
tylko jak to wytłumaczyć rodzinie, że w ogrodzie nie będzie rosło prawie nic
do zjedzenia?Już i tak są źli, że u mnie ogród botaniczny...
Obserwuj wątek
    • gabula777 Re: Mam dość... 27.04.08, 09:15
      Z szybko wysłałam, miałam spytać jak sobie radzicie z tymi plagami? Widzę dużo
      pozakładanych warzywników, sporo ludzi kupuje sadzonki pomidorów.Czy ma się
      potem jakieś "sensowne" owoce, ja dawno już ich nie uprawiam, bo albo połamią mi
      je wiatry podczas burz, albo strawią choroby grzybowe.Może ja nie umiem sobie
      radzić?
      pozdrawiam serdecznie
    • horpyna4 Re: Mam dość... 27.04.08, 10:16
      I tak trzymaj. Ogród botaniczny to jest to.
      Ja mam tylko ogródek przydomowy na osiedlu, więc siłą rzeczy musi być
      wyłącznie ozdobny. Ale moi rodzice mieli działkę pracowniczą, było to
      dosyć dawno zresztą. No i metodą prób i błędów doszli do tego, że nie
      warto uprawiać warzyw. A z owoców najbardziej niezawodne były te na
      krzakach (porzeczki, agrest). Truskawki też uprawiali, ale były to
      ananasówki i murzynki... mniam...
      Właściwie uprawiali trochę warzyw nietypowych w tamtych czasach i to
      było warto (raczej trudno było na przełomie lat 50/60 kupić np.
      bakłażany), ale te do kupienia za grosze na każym targu, czy w
      sklepie, to strata miejsca.
      • effi007 Re: Mam dość... 27.04.08, 10:45
        moja przygoda warzywno - owocowa rozwija się z stopniowo z roku na
        rok.
        Najpierw jedyna opcja ogrodowa ćwiczona to ogród botaniczny, ale
        stopniowo... warzywka i owocki pojawiają się i tu i tam.
        z sałat najlepiej udaje sie niezawodnie rukola - jakoś robactwo jej
        nie lubi, wręcz przeciwnie niz z ja
        szpinak również udaje sie niezawodnie.
        buraki liściowy na sałatki - też
        natka pietruszki - też
        pomidory raczej 'koraliki' - bo te duże to się łamią
        ogórki - nie narzekam
        maliny - nie sa to ilości przemysłowe, ale do skubnięcia jak
        najbardziej
        rzodkiewka rośnie - przykryta metalową siatką

        w tym roku czekają na zimną zośkę, wysiane z nasion pomidorki,
        bakłażany i papryka


        gabulo, nie zniechęcaj się. a zmianowanie, uprawę współrzędną i
        wzbogacanie kompostem gabula stosuje?
        • gabula777 Re: Mam dość... 27.04.08, 12:56
          Chyba jednak albo warzywa i duży porządny warzywnik + dużo czasu, albo inne
          rośliny, przy których można robić, ale nie trzeba.Kiedyś stosowałam uprawę
          współrzędną, siałam marchew z cebulą, efekt był taki, że pod wybujałą nacią
          marchwi gniła mi cebula, trzeba by więcej miejsca przeznaczyć, a u mnie
          krucho.Zrezygnowałam więc, zamiast cebuli jest szczypiorek (ładnie
          kwitnie).Najgorsze ,że szkodniki, ptaki i choroby są szybsze ode mnie.Nie chcę
          pryskać chemią, bo mogę źle to zrobić, już wolę pryskane ze sklepu, bo
          przynajmniej mam nadzieję, że robi to ktoś kto się na tym zna .Warzywnik mam
          malutki, więc zmianowanie odpada, zresztą chciałam tylko na wczesne warzywa,
          przyprawowe, zioła i ogórki i 3 rządki truskawek.Teraz się okazuje i to być bez
          sensu, bo rzodkiewkę od kilku tygodni kupuję w sklepie,a sałatę pewnie też
          niedługo, bo w zeszłym roku tego co ptaki nie oskubały to zgniło.Truskawki
          zdziesiątkuje kwieciak malinowiec, a resztę objedzą ślimaki.
          • deerzet przygoda z warzywnikiem - zdrowo się poschylać... 27.04.08, 14:32
            Ptaki [czereśnie, wiśnie i TRUSKAWKI] --> siatki [maks 10x10 m z
            lekkiej SIATKI ZIELONEJ BARWY];

            ślimaki - ściółkowanie STAŁE matą lub okresowa podsypka TROCIN plus
            zanęcanie piwem i wywożenie precz;

            nornice - był wątek - radzę zajrzeć - SZYBKI ZBIÓR JESIENIĄ;

            truskawki - wykaszanie "naci" po sezonie; mini chrząszczyki
            atakujące skrycie [spadają przy mocnym tupnięciu, MĄDRALE] -
            niestety CHEMIA, DO SKUTKU, u sąsiadów też - potem spokój;

            cebula - zaprawianie fungicydami, sąsiedztwo z korzeniowymi zawsze
            mi się sprawdza;

            Pomidory - PALIKUJEMY i przerzedzamy odrosty [bez tego ani rusz,
            spadają - dziwne, że {Gabula} tego nie stosuje??... ;) ], oprysk vel
            pryskanie miedzianem na przemian z Bravo - JUŻ PROFILAKTYCZNIE, tuż
            po posadzeniu [dobry producent rozsady U SIEBIE je spryskuje vel
            pryska], gruntowe - w suche lato bez chemii, w mokre- nie ma rady;

            Ale:
            ZMIANOWANIE,
            ROTACJA,
            PŁODOZMIAN!

            Niektóre chorują siane, sadzone na ŚWIEŻYM oborniku.


            * * *
            Warto się poschylać nie tylko do wąchania kwiatków - kręgosłup się
            wzmacnia, śpimy zdrowiej...
            • gabula777 Re: przygoda z warzywnikiem - zdrowo się poschyla 27.04.08, 14:53
              Dziękuję Deerzet, ale myślałam żeby tak jakąś pietruszkę,koperek, kilka
              krzaczków truskawek, jakąś rzodkiewkę wyhodować na jakimś małym kawałeczku
              gruntu, między innymi roślinami ozdobnymi i zbytnio się nie narobić.Teraz wiem,
              że potrzeba z sercem i zaangażowaniem do tego podejść, inaczej się nie da.Bez
              warzywniaka też sporo się poschylam, oj sporo...
                • minniemouse Re: przygoda z warzywnikiem - zdrowo się poschyla 27.04.08, 23:18
                  U mnie to samo - rzepe zzarly jakies robale, urosly owszem wielkie
                  ale kazda jedna poryta tunelami w ktorys cos sie rusza bleee.
                  pomidory a i owszem wybujaly ale coz tego jak maja ohydny smak i
                  ciemne plamy - mamy tu za duzo wilgoci.

                  Kupilismy karlowata czeresnie, kwitnie owszem pieknie ale ma tez
                  jakas chorobe - mlode paki i liscie wkrotce sa jakby spopielale, jej
                  galezie kochaja slimaki, a jak tylko tych kilka czeresni z tysiaca
                  pakow lekko dojrzeje to i ptaki i slimaki je zaraz zezra.

                  z kolei gruszka ma jakas rdze regularnie co roku na lisciach,
                  gruszek tyle co kot naplakal o niespecjalnym smaku..
                  wszelkie marchewki, buraki, pietruszki, koperki nawet nie pala sie
                  zeby wschodzic a jak juz wzejda to sa strasznie cherlawe i tez
                  poryte robalami. tylko truskawki musze przyznac nawet rosly ale i te
                  czasem byly nadzarte przez slimaki bez skorupek.

                  w zwiazku z czym nawet nie zamierzam wiecej marnowac czasu i miejsca
                  na takie te. u mnie rosna ziola i wyjatkowo pietruszka naciowa.
                  i wystarczy.

                  z mojego doswiadczenia z dziecinstwa aby miec warzywnik to trzeba
                  miec porzadny warzywnik - duze grzedy, duzo warzyw to wtedy z tego
                  cos bedzie. takie pole uprawne prawie. inaczej trzeba miec
                  szczescie ..

                  Minnie
                  • shiva772 Re: przygoda z warzywnikiem - zdrowo się poschyla 02.05.08, 23:35
                    Moi rodzice od zawsze mieli na ziemii wyłącznie warzywa. Od dwóch
                    lat ja anektuję kolejne partie działki i wypieram warzywa...swoimi
                    krzaczkami, kwiatkami, skalniakami...
                    Ale...jak mi starszych zbraknie...mają już sporo lat (rocznik 1940,
                    1941) to co dam dzieciom jeść??? Pomidory jem tylko swoje
                    (malinówki), marchwi, buraków, cebuli, pietruszki, czosnku, papryki
                    jeszcze NIGDY nie kupywałam, truskawek też nigdy nie kupiłam...
                    Folia jest od zawsze na działce. Grządki też. Coraz ich mniej.
                    1) Truskawki od lat rosną sobie - tylko że trzeba je pielić i
                    zbierać. Jesienią dosadzać. Jak jest susza to trudno sezon
                    truskawkowy trwa 2 tygodnie. Kiedyś mioeliśmy takie urodzaje, ze
                    trzeba było sprzedawać na ryneczku ten nadmiar. Dawno to było :)
                    2) Pomidory rosną wyłącznie w folii(które kocham i bez nich żyć nie
                    mogę) sadzimy i palikujemy no i oczywiście kilka-kilkanaście razy
                    obłamujemy bo zarastają niemiłosiernie. I oczywiście się ja
                    zaprawia...Ale czym? Nie wiem, macza się je w jakimś płynie...Mamy
                    zapytam jak trzeba...
                    3) Ogórki mamy i gruntowe i z folii, jak do tej pory rosły super.
                    Ninawidzę zbierać bo kłują cholery. Wiem, że starzy nie kupują
                    żadnych nowomodnych odmian a tylko "POLAN".
                    4) W zeszłym roku był nieurodzaj na cebulę. Truskawki zgniły bo
                    okrutnie padało.
                    Szczerze mówiąc co roku mama narzeka że coś nie wzeszło, zgniło,
                    pleśnieje, nie rośnie...Jednak całe ich życie kręci się wokół
                    uprawy. A ja z całego serca tego nie rozumiem i nie chcę
                    rozumieć...Tylko pomidory mogę robić...choć łapy potem po łokcie
                    zielone....
          • smutas13 Re: Mam dość... 07.05.08, 15:51
            gabula777 napisał(a):

            >Zrezygnowałam więc, zamiast cebuli jest szczypiorek (ładnie
            > kwitnie).

            :)))
            Może raczej,"masz rękę i serce do kwiatów"?:)
            Zdarzyło mi się skorzystałać z Twoich rad i podpowiedzi.
    • piotrazona Re: Mam dość... 03.05.08, 13:59
      Kochani moi, nic na siłę! Warzywniak to nie rośliny dzikie
      zaprawione w bojach z amatorami ich walorów ale uprawne, które nie
      dadzą rady bez pomocy człowieka. Wymagają więc stałej i czułej
      opieki. A poza tym klimat nasz stracił surowe zimy, w czasie których
      wymierała część szkodników i chorób. Niestety, albo stosujemy ściśle
      wszystkie zasady ekologii i wtedy może się udać, albo włączamy
      chemię.
      • effi007 Re: Mam dość... 04.05.08, 09:19
        chemię do warzyw i owoców? toć świecić pewnie można na takiej diecie.

        żarty żartami, ale przytoczę przykład i zadam pytanie 'czy takie
        jabłka są zdrowe?'

        czasami przejeżdżam obok niedużego sadu - trudno na oko ocenić, ale
        może to jest 2.000 m2 - który prowadzony jest w celach zarobkowych.
        jabłonie są ładnie co roku przycinane, nieduże - moze na 2 m wysokie
        kazde drzewko.
        mam tylko dwa ale do tego sadu:

        1. przylega do bardzo ruchliwej drogi przy jednej wylotówek z
        Warszawy, gdzie ruch jest niemiłosierny

        2. dwa razy w roku podstawa drzew jest pryskana herbicydem - cała
        roślinność jest popalona, zbrązowiała

        Poza tym niepisany zwyczaj wśród osób sprzedających warzywa i owoce
        nie koniecznie w ilościach przemysłowych, jest taki: na sprzedaż się
        pryska, a dla siebie nie.
        • piotrazona Re: Mam dość... 05.05.08, 10:46
          Czy lepsze jest jabłko z parchem (mykotoksyny, szkodliwe dla
          organizmów ludzkich) czy opryskiwane zgodnie z zasadami ustawy o
          ochronie roślin,z zachowaniem okresów karencji?
            • gabula777 Re: Mam dość... 05.05.08, 12:37
              Ja myślę, że tak zupełnie ekologicznie się już nie da z prostej przyczyny, że
              chorobom sprzyja przekształcanie ogrodów w 'oazy' zróżnicowanej gatunkowo i
              odmianowo roślinności ozdobnej, liściastych i iglastych drzew i krzewów
              ozdobnych.To stanowić może zagrożenie chorobowe, wcześniej nie znane w warunkach
              głównie ogrodów sadowniczo - warzywnych.Pięknie wygląda czereśnia obok świerka,
              albo jałowiec obok gruszy, podobnie z warzywami, ale dla zdrowia jednych i
              drugich trzeba masę chemii.
              • gabriela177 Re: Mam dość... 05.05.08, 13:33
                Hmmm..tak sobie czytam i na myśl mi przychodzi działka moich
                rodziców.Znajduje się nie daleko wylotówki z W-wy na Gdańsk więc
                miejsce nie za ciekawe raczek.Upawiane sa tam różnego rodzaju
                warzywa i owoce.Wszystko rośnie jak oszalałe,..robali nie ma w
                nadmarze... co roku mamy piękną marchew,ogromne pory,selery,ogórki
                pomidory,jabłak,poziomki,truskawy!,..czego dusza za
                pragnie.Najlepsze jest to że moi rodzice zaglądaja tam około raz na
                2tyg.Wielkie zielicho które zdążyło wyrosnąć wypielą,podleją,zbiorą
                plony i do domu.Jak większa susza to wiadomo mniej ogórków i
                żółte..ale powodem jest tylko i wyłącznie nie polewanie.
                Jedyne co to chyba trochę nawożą przed zasianiem.
                Może niech pan ekspert się w tej sprawie wypowie??? Zada kilka pytań
                to będzie wiadomo.Może ziemia nie taka jak trzeba...
                • minniemouse Re: Mam dość... 07.05.08, 23:03
                  Ekologicznie sie nie da???????????????

                  gdyby sie nie dalo to juz dawno wymarlibysmy z glodu.
                  oczywscie ze sie da tylko takie zniszczenia w niszach ekolog. jakie
                  zostaly czynione latami rowniez latami beda wracac do rownowagi.
                  cierpliwosc i to wielka jest potrzebna a nie kazdemu sie chce czekac.

                  Minnie
                  • effi007 Re: Mam dość... 08.05.08, 07:06
                    oczywiście, że się da
                    tylko jeżeli ogrodniczki i ogrodnicy tak łatwo bedą ulegac namowom
                    koncernów chemicznych, a nie będzie propagowana wiedza na temat jak
                    uprawiać ekologicznie, tak długo jedynym sposobem będzie chemia.

                    w zaprzyjaźnionym ogrodzie w Holandii, znanej z bardzo wysokiej
                    kultury upraw zgodnych z prawami natury, pięknie rosną sobie warzywa
                    i owoce wymieszane z roślinami ozdobnymi i zbiory już dzisiaj są
                    piekne: rzodkiewki, sałaty różne, pomidory, bakłazany, agrest,
                    truskawki i in.
    • naretka Re: Mam dość... 08.05.08, 09:17
      Ja już dawno doszłam do wniosku,po całkiem podobnych
      doświadczeniach,że jak mam sie stresować robaczywą rzodkiewką albo
      gorzką sałatą to po co mi to.Do ogrodu chodzę po relaks.Warzywka
      systematycznie zostały wyparte przez krzaczki i kwiatuszi dwa oczka
      wodne i wyszło na to,że na w ogrodzie 20 arów to sa głównie trawniki
      i krzaczki.Jak już wlizę w te swoje piękności to jestem taka
      szczęśliwa chociaż tak się narobię,do bólu.Chemi nie żałuje,cóż
      takie życie,póżniej siedzę sobie pod czereśnią,którą i tak podzielę
      się ze szpakami i podziwiam.Po marchewkę na zupe latam do sklepu po
      drugiej stronie ulicy.
      • gabula777 Re: Mam dość... 24.05.08, 14:19
        No i sałata gnije...może są jakieś sposoby żeby tego uniknąć? Lubię taką
        kędzierzawą, której w sprzedaży nie widuję (Lolo Bionda)i gnije mi prawie co
        roku u podstawy.Koper poskręcał się od mszyc, idę pryskać, no bo jakie wyjście
        inne.Podobno(słyszałam), że jak sieje się później to rośnie zdrowo.
        • kein_engel Re: Mam dość... 24.05.08, 22:46
          sałata lolo w obu wersjach kolorystycznych to wystepuje w lidlu [przynajmneij w
          Poznaniu], ale jak by przez spektrograf masowy przepuscic to mogloby byc ciekawie
        • olsza_czarna Re: Mam dość... 24.05.08, 23:24
          Mnie też wytęskniony koper obsiadły maszyce. Jestem bardzo
          rozczarowana, bo bardzo lubię koper, a w mojej miejscowości nie
          można go kupić w żadnym z kilku sklepów. Pietruszka w ogóle nie
          wzeszła. Kiełkujące słoneczniki wydziobały ptaki. Ślimaki się
          czają...
          Ale za to wymyśliłam sposób na ptaki, kradnące mi kiełkujące kwiatki
          z doniczek i wielodoniczek. Stawiam na straży... pluszowego misia.
          Zwykłego, brązowego misia. Chyba się go boją, złodziejaszki, bo
          przestały bezczelnie polatywać nad doniczkami.


            • krynia58 Re: Mam dość... 25.05.08, 12:09
              A napewno nie boją się szeleszczących woreczków foliowych.
              Kosy obdziobały mi prawie całą kalarepę.
              Ja zasadzałam się na ślimaki, których też skolko ugodno,
              a tu wczoraj przyłapałam zbója.
              Nie odszedł daleko. Trzy grządki dalej - do fasolki szparagowej.
              I trzeba było poprzykrywać włókniną. Groch to chyba też on mi
              wydziobał. Ale ma już podpory, to nie ma jak przykryć.
              A... pogwiżdżę sobie...
    • luiza-w-ogrodzie Nie narzekajcie, inni maja gorzej :o) 27.05.08, 02:09
      Nie narzekajcie, inni maja gorzej :o)
      Na wybrzezach Australii, w strefach od klimatu umiarkowanego do
      tropikalnego nie ma zimy. Chwasty, owady, ptaki oraz przerozne
      choroby szaleja przez caly rok. Ogrodnik nie ma zimowego odpoczynku,
      walka trwa bez chwili wytchnienia!

      Luiza-w-Ogrodzie
      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
      Australia-uzyteczne linki
      • anna.2007 Re: Nie narzekajcie, inni maja gorzej :o) 27.05.08, 08:06
        Coś mi w tym roku wydziobało cały zielony groszek. Szpaki siedzą na
        płocie i ostrzą dzioby na czereśnie, które po raz pierwszy(hura!)
        będę miała. Też słyszałam o płytach cd i obwieszę nimi całe drzewko.
        Siatki chyba nie założę bo czasami ptaki się w nie zaplątują, a ja
        bardzo lubię ptaki oglądać, ale nie lubię dotykać. Kiedyś musiałam
        uwolnić zaplątanego gołębia.
        Koper udaje mi się gdy go dosieję do innych roślin, sam nigdy.
        Dosiany do rzodkiewki jest już gotowy do zerwania, wysiany
        samodzielnie ma 2 cm i żółty kolorek.
            • luiza-w-ogrodzie Re: Nie narzekajcie, inni maja gorzej :o) 28.05.08, 02:26
              deerzet napisał:

              > Odpoczynek? Pod moskitierą?
              > Muchy cmok-cmok?

              Eee, zaraz pod moskitiera... uzywam jej tylko jesli chce sie
              przespac na hamaku w ogrodzie wieczorempod duzym drzewem.

              > Oj, człek uciekając z Afryki nie mógł się tak mylić...

              Oj, nie mylil sie i dlatego uciekl do Australii :o)

              > Choć te owoce tropikalne ... gulp.

              Mniam. Wlasnie zaczely owocowac cytrusy. Objedlismy juz wszystkie
              longany i persymony.

              > Czas na śniadanie.

              Smacznego. U mnie teraz czas na drugie sniadanie.

              Luiza-w-Ogrodzie
              .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
              Australia-uzyteczne linki
        • deerzet Ależ siatkujmy przeciwszpaczo! 27.05.08, 10:43
          Ten sposób jako jedyny nam sie sprawdził [30 lat doświadczeń!]
          A były stosowane już wszystkie prócz: terapii hukiem, wieszania kota
          i martwego szpaka w koronach czereśni, prócz wieszania głośników z
          muzyką "polka polka diskopolo" etc.
          To wszystko z porad sąsiadów, cotorozumnaszpakachzjadł...

          Siatki dziś wybrać można ze splotem kolistym, pończochopodobnym,
          antywplątującym. Lekkie toto jak muślin - aż obciążniki wieszać
          musimy.
          Kupić jak największe - tyczkami zespołowo unieść - przerzucić przez
          koronę i ... zapomnieć.

          Kiedyś typowy widok: Tata z procą w dłoni [ależ Taaato - cicho
          bąku!] - szpaki od świtu na drutach elektrycznych; Mama w oknie ze
          sznurkiem od pęczka puszek w koronie wiśni...
          No heca!! - szkoda że nie mogłem tego sfilmować!

          A tych wysłodzonych czereśni i wiśni, długo scukrzających się pod
          siatką na drzewie nie zapomnicie, {Anno}.

          Szpaki są tak mądre - że popatrzą z wysoka, siatkę zielonopodobną do
          liści, ledwo dostrzeganą nam, widzą - i fruuu! Do sąsiada.
          Może nawet do ... właśnie {Anny}?

          Nigdy - w nowym typie siatek - nam się szpaczy niedorostek nie
          wplątuje w pułapkę. Ale kiedyś - jak sieć rybacką i postmilitarną
          siatkę maskującą testowaliśmy - zdarzały się takie przypadki.

          Od dawna zaleca się szpaki trzymać zdala od produkcyjnych i
          przydomowych czereśniaków i wiśniaków nasadzeniami innych
          smakowitości - szczególnie MORWĄ. Termin jej owocowania podobny i
          sprawdzono to przez wieki!

          Antoni Czechow nie mógł się aż tak mylić...

          No to jak - sadzimy morwę?

          • luiza-w-ogrodzie Re: Ależ siatkujmy przeciwszpaczo! 28.05.08, 02:43
            Zgadzam sie z deerzetem; sa specjalne siatki nie wplatujace ptakow.
            I tu znowu widze przewage europejskich ogrodnikow nad tymi z
            antypodow: na papugi kakadu zadna siatka nie jest dostatecznie
            mocna, chyba ze metalowa. I tak wlasnie ogradzam miejsce na ogrod
            warzywny.

            Luiza-w-Ogrodzie
            .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
            Australia-uzyteczne linki
            • kocia_noga Re: Ależ siatkujmy przeciwszpaczo! 28.05.08, 08:59
              Boszzsz! Papugi kakadu! Raz to widziałam na jakims filmie
              przyrodniczym, te bajkowe stwory maszerujące sobie po podwórku
              pzrydomowym i aż mi się coś takiego zamarzyło.Ale z drugiwej
              strony.. takie ptaszysko to wydzióbie nie tylko marne groszki.
              A z tą morwą, to ma ona jedną wadę, mianowicie owocki spadaja i
              fermentują wydzielając cuch.
              • anna.2007 Re: Ależ siatkujmy przeciwszpaczo! 28.05.08, 09:43
                Po pierwsze napisałam, że oddam odpoczynek zimowy, nic nie
                napisałam, że przyjmę muchy i komary. Stanowcze nie!
                No to może założę siatkę bo szkoda tych czereśni. Jak się ptak
                wplączę napiszę na forum ornitologia "ratunku szpak się wplątał",
                ale wierzę, że nie dojdzie do tego.
                Morwy nie posadzę bo nie mam gdzie. Musiałabym za płotem ale
                niestety każdy kawałek ziemi jest czyjś i nie wypada uprawiać
                partyzantki drzewnej ,chociaż mam ochotę.
                Z kakadu białym rozmawiałam ostatnio w Warszawskim zoo. Mówi haloo!
                Nie można tylko jednocześnie dawać herbatników bo ma dziób zajęty i
                milczy.
                    • deerzet Koty w klatce ... 28.05.08, 23:19
                      Żywe koty w klatce, wieszane w koronie drzew miały [wedle porad
                      sąsiadów antyszpaczo imprintingowanych] właśnie odstraszać ptaszęta
                      swym żałosnym miaukiem.
                      Nie testowane przez nas.

                      Ubity szpak, wieszany dla postrachu w koronie wiśnioczereśniowej -
                      też to cytat z sąsiedzkich "porad".
                      Nie testowane przez nas.

                      Ojczulka mego metoda na szpaki: wiśnioczereśnie ... wyciąć.

                      Kiedy na dłużej z matecznika wyjeżdżałem wycięto [przez lata] z
                      przydomowego sadu:
                      czereśni sztuk 2;
                      wiśni szt. 2;
                      jabłoni szt. 1;
                      renklody szt. 1;
                      klapsy szt. 2;
                      Śliwy szt. 4.
                      Z komentarzem: "Nie wtrącaj się, nie ty sadziłeś"...

                      No to ja ... posadziłem na nowo szt. 17.
                      Remis?
                      Nie! - ojczulek owoców nie jada.
                      Jada m i ę s o.

                  • kocia_noga Re: Ależ siatkujmy przeciwszpaczo! 30.05.08, 15:56
                    minniemouse napisała:

                    > "" wieszania kota
                    >
                    > !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


                    Pamiętam pewnych gospodarzy ze wsi, gdzie spędzaliśmy wakacje;
                    powiesili kota w klatce na czereśni. Wieczorem zdjęli klatkę, ale
                    odbył się exodus - wszystkie ich koty opuściły ten dom na zawsze.
                • deerzet Ależ morwujmy przeciwszpaczo! 28.05.08, 23:22
                  Owocodajne drzewa i krzewy, w tym właśnie morwy, sadzi się DALEKO
                  poza sadami - dla odciągnięcia stad do NATURALNYCH stołówek.

                  A podszyty w lasach, owocodajne, leśnicy wreszcie uczą się NIE
                  WYCINAĆ...
              • piotrazona Re: Ależ siatkujmy przeciwszpaczo! 28.05.08, 10:16
                A poza tym (mądry cytat z mądrego artykułu mądrego autora)"Pomimo
                tych szkód nie należy zapominać, że ptaki są także pożyteczne. Nawet
                szpaki, które są uznawane za największe szkodniki wśród ptaków w
                okresie wychowywania piskląt żywią się głównie owadami. Znane są z
                tego, że potrafią oczyścić nawet duże połacie terenu z uciążliwych
                szkodników np.: brudnicy mniszki, zwójek, miernikowców czy
                chrabąszczy. Ograniczają też w pewnym stopniu liczebność stonki
                ziemniaczanej, o czym świadczy obecność pokryw stonki w gniazdach
                szpaków". Hi, hi



              • anna.2007 Re: Ależ siatkujmy przeciwszpaczo! 28.05.08, 10:20
                Szpaki zrobiły sobie domki pod blachą dachu sąsiada. Chyba 3
                rodziny. Około6 metrów od mojej czereśni. Wiesz jak grupka malutkich
                ptaszków potrafi odpędzać myszołowa. Atakują i zwiewają,
                wielokrotnie aż do skutku. Taki drapieżnik też prubuje atakować ale
                trafia w pustkę. Prawie codziennie widzę próby myszołowa i jego
                odganianie. Nie wiem tylko co to są te małe.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka