Dodaj do ulubionych

Do Penutki o piołunie

12.09.03, 15:19
Dwa dni temu wpadłam na Twój wątek o piołunie. Przypomniałam sobie, że kiedyś
tworzyłam różne napitki i zaczęłam szukać - absyntu nie znalazłam /ponoć
szkodliwy i jego produkcja jest zakazana /ale znalazłam to:
Wermut domowy.Do 5 litrów jakiegokolwiek wina dodajemy po 2 gramy piołunu,
ziela tysiącznika, kłącza tataraku, korzenie arcydzięgla, tymianku.
Wzmacniamy wino 100 ml czystego spirytusu. Odstawiamy na 24 godz.Często
wstrząsamy, a następnie przecedzamy przez gęste płótno i dosładzamy 0,25-0,5
kg cukru.Możemy spożyć bezpośrednio po przygotowaniu, podany z kostkami lodu,
jest znakomitym aperitifem. Smacznego.WSZYSTKIE ROŚLINKI Z NASZYCH PÓL,
LASÓW, BAGIEN.
Obserwuj wątek
    • palo_ma1 Re: Do Penutki o piołunie 12.09.03, 21:27
      A ja sobie przypomniałem, jak poczęstowałem
      - nie wiedząc, co czynię -
      szwagra naparstkiem koncentratu likworówki
      (kawałek korzenia arcydzięgiela moczony w spirytusie).
      Zgięło chłopa w pół.
      Ostrożnie z ziołami z pól i lasów, pisał o tym też
      Ekxpert.
      Pozdrawiam pm
    • palo_ma1 Re: Do Penutki o piołunie 12.09.03, 21:27
      Choinka, Expert!
      • palo_ma1 Re: Do Penutki o piołunie 12.09.03, 21:29
        No, Ekspert!

        Spamiarz pm
    • penutka Re: Do Penutki o piołunie 14.09.03, 15:43
      Dziękuję Grah za przepis, aczkolwiek nie wiem, czy piołun zostanie przetworzony na ów smaczny trunek, bo pozostałe składniki też nie są proste do
      zdobycia, na przykład ten tysiącznik czy arcydzięgiel. Na razie piołun sobie rośnie, w międzyczasie zakwitł, ale raczej skromnie, tak na szarożółto, no i
      chyba tak jak wszystko szykuje się już do snu zimowego, bo trochę oklapł i zszarzał. Ale przecież to bylina i na pewno w przyszłym roku znów ożyje!
      Pozdrawiam wszystkich miłośników chabazi.
    • puma002 Re: Do Penutki o piołunie 19.09.03, 15:56
      Ha, absynt – ulubiony napój XIX-wiecznych poetów i artystów. Baudelaire,
      Rimbaud, Van Gogh, nawet Oscar Wilde byli fanami tego mocnego szmaragdowego
      trunku...
      Posiadam niezbyt skomplikowany przepis na domową piołunówkę (nie jest to
      wprawdzie absynt, ale ma coś wspólnego:)
      2 łyżeczki suszonego piołunu
      2 łyżki posiekanych liści mięty pieprzowej
      skórka z połowy cytryny (tylko żółta skórka, bez białej „podściółki”)
      0,5 litra wódki
      Zalać piołun wódką i zostawić na 48 godzin. Odcedzić, do płynu dodać miętę i
      skórkę z cytryny. Zostawić na tydzień, następnie odcedzić i przelać do butelki.
      Podawać z cukrem w kostkach i wodą.

      Pozdrawiam:)
      • penutka Re: Do Penutki o piołunie 19.09.03, 17:07
        No, ten przepis chyba ma najprostszy skład i sposób przygotowania. Miętę mam,
        bo mi wyrosła wśród innych chabazi. Wielkim talentem kulinarnym nie jestem, ale
        to mi już chyba wyjdzie. A więc przystępuję do dzieła. Bardzo dziękuję i
        pozdrawiam.
        • mjot1 Ha absynt... 19.09.03, 18:27
          Jednak wrócił?
          Cóż Penutko myślę, że trunek ów uda Ci się znakomicie. Wiem wszak, że dołożysz
          starań wszelkich.
          Oto wirtualnie plączę się już po Twoim kuchennym królestwie... Jeślim zbyt
          natrętny to zdziel mnie kopyścią jakąś!
          Absynt... Że szkodliwy? A cóż nie jest szkodliwe? Najbardziej szkodliwym jest
          fakt przyjścia na ten świat, bo wówczas czeka nas już jedynie powszechnie znany
          cel... A absynt jedynie może dodać kolorów do tej powszechnej szarości.

          Najniższe ukłony!
          Pałętający się po Penutkowej kuchni M.J.
    • jerzy.wozniak Re: Do Penutki o piołunie 22.09.03, 22:14
      Witam na forum Gazety!
      Absynt, no nie byłbym, sobą gdybym czegoś nie wtrącił. Absynt wcale nie był
      wódką, ale raczej używką, silnym wyciągiem alkoholowym z piołunu lub pokrewnych
      gatunków. Później podciągnięto go niesłusznie pod piołunówkę, ale oprócz
      rośliny nie maja wiele wspólnego. Zresztą samo jego działanie było zupełnie
      inne niż alkoholu. Powodował, majaczenia, zwidy, trwałe uszkodzenia percepcji
      itp. Ponieważ sam był nie do wypicia z powodu odrażającego smaku przepuszczano
      go przez cukier. Służyły do tego specjalne powiedzmy łyżki naczynka na które
      wlewano go przepuszczając przez cukier. Jego produkcji zabroniono gdyż z punktu
      widzenia medycznego był raczej trucizną niż używką taka jak alkohole. Ponieważ
      był sławny, zaczęto produkować cierpkie wódki nazwane na jego można powiedzieć
      cześć. Ale nie miały już one szkodliwego działania na organizm innego niż inne
      alkohole.
      Absynt w swej używkowej formie zawierał bowiem znaczne ilości tujonu bardzo
      szkodliwego dla zdrowia związku powodującego najpierw przyjemne pobudzenie
      później halucynacje na skutek zatrucia, a jeszcze później drgawki wywołane
      porażeniem układu nerwowego. Nazwa absynt wzięła się z gorzkiego związku
      zawartego w liściach bylicy piołun - absyntyny.
      Co do znanych w tamtych czasach artystów to ćpali oni co popadło a absynt był
      zawsze pod ręka ale to był jeden z wielu głupich mód jakie nawiedzają każde
      środowisko artystyczne.
      Pozdrowienia,
      Jerzy Woźniak
      • puma002 Re: Do Penutki o piołunie 23.09.03, 09:18
        Piołun nazywa się po francusku "absinthe" (z greckiego "apsinthion"), stąd
        nazwa trunku absynt. Łacińska nazwa piołunu - Artemisia absinthium.

        Szkodliwe działanie absyntu pochodziło nie tylko od samego piołunu, ale też od
        wątpliwej jakości alkoholu używanego do jego produkcji, a w głównej mierze od
        braku umiaru w używaniu tego trunku.

        Piołun zdobył popularność nie tylko wśród bohemy, ale i w fitoterapii jako
        roślina lecznicza.

        Pozdrawiam serdecznie :)))
        Puma Przemądrzała
    • jerzy.wozniak Re: Do Penutki o piołunie 24.09.03, 14:44
      Witam na forum Gazety!
      Jak już niejednokrotnie podkreślałem odpowiedzi dla was nie spisuje z Internetu
      i książek dla dzieci, ale z naukowych uniwersyteckich źródeł. Ze względu na to
      że i tak moje odpowiedzi są tak długie jak 30 na innych forach, nie mam
      możliwości i mocy przerobowych wyjaśniać wszystkiego od początku. Ale jak
      chcecie!
      Oto więc jak francuz Absynt wymyślił i jak odkrył cudowną roślinę zwana z
      czysto-frncuska Absynthium czy jakoś tak.
      Więc było tak:
      Jakieś 20000 lat temu człowiek już wiedział, że jak się naje aromatycznej
      bylicy to przechodzi mu niestrawność i tasiemce już tak bardzo mu nie
      dokuczają. Stąd resztki tych roślin czasem znajdujemy w miejscach pochówku i
      zasiedlania. (Francuzów jeszcze długo nie będzie, a Rana ridibunda którą w
      przyszłości będą żreć jeszcze nie dolazła do Europy.)Latka płyną człowiek jest
      coraz czystszy, a co poniektórzy stając się wioskowymi magami ceniąc sobie
      różne zioła a szczególnie te na trawienie. Jeszcze chłopaki nie widzą że
      zawdzięczają to nie bogom, ale związkom czynnym takim jak absyntyna czy kwasy
      organiczne powodujących że w ich przepastnych zarobaczonych bebechach zwiększa
      się wydzielanie kwasów trawiennych, a trzeba wiedzieć że od niepamiętnych
      czasów ludzie żarli jak oszalali i leki na trawienie były najwyżej cenione
      (stąd magiczne wprost uwielbienie dla alony). Co więcej szybko zobaczyli że
      przedawkowanie wywołuje okres u nieletnich dziewic, co było wówczas bardzo
      pożądane. Na dodatek ta cudowna roślina zerwana po zakwitnięciu wygotowana
      wielokrotnie i odparowana jest ohydna tak ze zabija wszelkie robaki jelitowe i
      tu bierze się początek absyntu. Co prawda były potem drgawki i zwidy ale to w
      tych czasach było całkiem ok. (jak widać nie tylko, bo żabojady ceniły to kilka
      tysięcy lata później). Czas jak rzeka.. i i oto nowoczesna grecka medycyna
      zamiast wymyślać napalm i sposoby zamordowania Husajna zajęła się na serio
      leczeniem ludzi i na wysepce Kos śmiała nawet założyć pierwszą akademię
      medyczną. Wówczas to właśnie zaczęto rozdzielać związki zawarte w roślinach
      ucząc się powali że piołun przed kwitnieniem zawiera w olejku nie tujon –
      truciznę jak cholera (czyli prościej 4-metylo-1izopropylo – bicyklohexagon,
      jakaż piekna i prosta w swej poetyce nazwa!), ale nietrujący tujol, czyli
      roślina ma działanie żołądkowe, ale nie jest toksyczna. Po drugie wyciągi nie
      zawierające tujonu powodowały regulację cyklu miesięcznego u kobiet, co Grecy
      cenili również, ale z innych powodów (szlachetniejszych) niż dawni dworni
      szamani i książęta. Na cześć więc tego błogosławieństwa nazwali roślinę
      Artemisja - na cześć wieczną i chwalę bogini dziewictwa, niewinności i
      czystości zwaną po polsku Artemidą. No i tego tam właśnie nauczali, i jeszcze
      tego że jak zerwiemy kwitnącą bylicę i zrobimy z niej wyciągi to nie zdychają
      co prawda wszystkie robaki, a jedynie te płaskie czyli jak dziś nazywamy
      tasiemce, zaś to okrąglutkie, są za to oszołomione i nie rozmnażają się tak że
      dochodzi do wtórnych połknięć i wymiotów glistami.( Francuzów jeszcze nima, a
      Żabojadzcy protoplasci wówczas robią pierwsze kroki na drodze schwytania Rana
      ridibunda, żrą co popadnie i o Grecji nie słyszeli). A latka lecą, I oto od
      greków przejmują wiedzę rzymianie, a od nich Angole zwąc piołun woormwood od
      jej odrobaczających właściwości. (Francuzi zamiast się uczyć chwytają już Rana
      ridibunda, a łażąc na bosaka depczą też pierwsze winniczki, ale jeszcze ich nie
      żrą). Rzymianie tym czasem destylują już co nieco i powoli otrzymują gorzką
      substancje zwaną absyntyną. Medycyna pogania leniwych i stoi na coraz większym
      poziomie. Leki roślinne zadziwiają swą złożonością, ale nikomu do łba jeszcze
      nie przychodzi co by pić świństwo na robale jak coś smacznego, a już żeby tym
      szpanować tfu!! Czekają na Francuzów ????????. Mądrzy Rzymianie sączą winko, ,
      kapią się i smarują wonnościami, chodzą na igrzyska gdzie oglądają lejąca się
      krew i fruwające flaki, Ryksze mają liczniki opłat zależnie od przebiegu, czyli
      jak my je teraz zwiemy taksometry (i nasi taksówkarze nie chcą mieć nic
      nowszego! Tak ich to fascynuje!) A czas leci. No i dolatuje do niejakiego
      Linneusza, co wpada na pomysł, aby wszystko opisać. Ponieważ leń z niego,
      korzysta z greckich zapisków no i rzymskich. Roślinki zwane z naszego bylicami
      opisuje jako Artemisia na cześć Artemidy gdyż nie widzi powodów aby Nie chylić
      czoła przed kimś kto zachwyca swą mądrością i wiedzą (Do dziś w Polsce czapki
      przed kimś mądrym nie chyli nikt, stąd nawet Kopernik nie był Polakiem bo po
      co?), zaś bylice piołun nazywa Artemisja absynthium bo nie widzi powodu aby nie
      dać ukłonu dla wiedzy starożytnych którzy ten składnik nazwali jako pierwsi.
      (Francuzi żrą już Rana riduibunda i ślimaka winniczka, a jak maja robale to
      chodzą do apteki po wyciągi zwane absyntthium z łaciny i jak się tylko
      dowiadują skąd one pochodzą to roślinę nazywają tak właśnie mimo że słowo nie
      pochodzi z francuskiego lecz z łaciny, a swe korzenie ma w grece. Ponieważ po
      tym świństwie nie tylko im się pięknie beka i zdychają robale, ale jeszcze
      lekko ich telepie zaczynają w nim smakować coraz bardziej) Tak o to w wielkim
      skrócie dochodzimy do czasów gdy absynt nie pito tylko sączono bo jak można
      nazwać piciem wysiorbanie łyżki świństwa. O tym oczywiście wie Polak ze swoja
      matulką, angol z łyskaczykiem (o Cholera! sorry szkoci!!), czy jamajczyk z
      rumem. Francuz pije, ba! zachlewa się nawet, naparstkiem absyntu.
      Ot co cała historia.
      A Internet z jego wiedzą mam gdzieś, szczególnie jak się napatrzyłem na stronę
      podana przez pumę przy mchach wydaloną przez SGGW – chyba mnie wzrok nie mylił?
      (jeśli Tak to poprawcie mnie!) dobrze że podano obok stronę angielskiego
      dziecka po szkole podstawowej bo można zobaczyć jak to powinno wyglądać.
      Juruś
      • puma002 Re: Do Penutki o piołunie 24.09.03, 20:42
        no dobrze nie bedę więcej się odzywać
        • jerzy.wozniak Re: Do Penutki o piołunie 27.09.03, 07:54
          Pumko odzywaj sie jak najczęściej, przytyczki przecież nie do ciebie tylko do
          informacji które dobrego serca wynajdujesz w Internecie aby pomóc innym
          forumowiczom i chwała ci za to! Ale czy już naprawdę musimy podchodzić do tego
          tak syrioznie! Trochę luzu. Cieszę się że piszemy tu z różnych punktów widzenia
          i na pewno wszystkie takie dyskusje są potrzebne i bardzo pouczające dla
          innych, a o to przecież chodzi. Jeśli cię to uraziło to przepraszam, nie miałem
          zamiaru dać ci prztyczka, a jedynie trochę się powyłupiać.
          Pozdrawiam Jurek
          • puma002 Re: Do Penutki o piołunie 29.09.03, 09:51
            Skoro sam ekspert przeprasza, to nie pozostaje nic innego jak zapomnieć o
            śmiertelnych urazach i dalej swoje trzy grosze tu i ówdzie dorzucać :-)

            Wróciłam właśnie z wiejskich posiadłości. Mój tamtejszy piołun także już
            zmizerniał, spuścił z tonu, w jesiennym chłodzie utracił część goryczy, ale
            zachował aromat. Ten urzekający zapach piołunu przyczynia się do tego, że
            ludzie tak chętnie różne napitki z niego produkują, wermuty, absynty. Mimo że
            piołun, gorzki jak piołun, uważany jest za najbardziej gorzkie z ziół. Chociaż
            ja osobiście za bardziej niesmaczną, ba, obrzydliwą wręcz, uważam gorycz liści
            bobrka trójlistkowego - prześlicznej krajowej roślinki chętnie sadzonej w
            oczkach wodnych.

            A jako talizman o ochronnej mocy trzymam w domu (na wszelki słuczaj) akurat
            nie piołun, lecz pęczek spokrewnionej z nim bylicy pospolitej (Artemisia
            vulgaris), tak wszędobylskiej, tak rozpowszechnionej w mieście i na wsi, że aż
            prawie nie zauważanej. Gdy dobrze poszperać w różnych źródłach to historia tej
            niby skromnej bylicy pospolitej okazuje się równie ciekawa jak piołunu.

            Pozdrawiam :)))
      • penutka Re: Do Penutki o piołunie 25.09.03, 16:15
        Panie Jerzy! Ta opowieść jest po prostu no... fascynująca. Jestem pewna, że
        gdyby te historie opublikować, na pewno byłby to bestseller! Na razie wydrukuję
        ją sobie na drukarce. A więc trudno, w obawie przed tujonem nie będę pić
        absyntu. A mój piołun? No cóż, pomyślał już o przyszłym roku i wypuścił od
        korzenia kilka młodych ślicznych gałązek. Ale chyba jego sąsiedztwo nie szkodzi
        rosnącym w pobliżu truskawkom, a zwłaszcza ich konsumentom, czyli mnie i mojej
        rodzinie? Choć podejrzewam, że niestety zaszkodziło zasianemu obok niego
        słonecznikowi, bo miał ok. 5 cm średnicy, gdy rosnące gdzie indziej miały i do
        40 cm. Pozdrawiam serdecznie.
        • jerzy.wozniak Re: Do Penutki o piołunie 28.09.03, 08:31
          Witam jeszcze raz w piołunowym kółku!
          Penutko absynt o którym piszecie to właściwie nie absynt lecz wódka piołunówka,
          ze względu na sposób i ilość używanych składników jest mało szkodliwa, śmiało
          ją więc można pić. Jeśli zaś robisz ją sama to możesz zbierać piołun we
          właściwym okresie gdy tujon występuje naprawdę w niewielkiej dawce. Właśnie nie
          przestrzeganie okresów zbiory powoduje tak wiele kontrowersji wokół piołunówki.
          Zresztą co by nie mówić Wermuty nie są trujące, a tez piołun jest w nich
          obecny - spoko bez paniki.
          Do moich wypocin o absynthium dodam że nazwa ta jest łacińską nazwa
          piołunu, wziętą z greki gdzie tak nazwano tą roślinę.
          Co by tu jeszcze o tej roślinie, napisano o niej tomy gdyż również jest ona
          zielem magicznymi, nawet ja „szkiełko i oko” wożę ją w kąciku mojego samochodu
          tak na wszelki wypadek. Pisano o niej nie tylko w biblii i to wiele razy
          przyrównując jej smak do goryczy grzechu i poźniejszej kary, W obrządkach
          religijnych używali jej na pewno już kapłani Izydy, szeroko o jego
          właściwościach pisze Telofast i Dioskorydes. Pliniusz pisał ze doskonale
          odpędza mole pchły i inne robactwo, ba dodawano go nawet do atramentu gdyż
          odstraszało to szkodniki niszczące stare książki! W Hortus Medicus Camerarius
          pisał, że jest również antidotum na wiele trucizn takich jak te otrzymywane na
          przykład z lulka czy szczwołu. Związana jest z nim niezliczona ilość
          przypowiastek czy magicznych obrządków. Już w XVI wieku Tusser napisał o nim
          taka rymowankę
          „While Wormwoodhath seedget a handful or
          twaine
          To save aganist March, to make flea to
          refraine:
          Where chamber is sweeped and Wormwood
          is strowne,
          What saver is better (if physick be true)
          For places infected than Wormwood and
          Rue?
          It is comfort for hart and the braine,
          And therefore to have it it is no in vaine.”
          W dzień świętego Łukasza przygotowywano taka mieszaninę: nagietek, majeranku,
          tymianku i ziele piołunu wysuszone i starte na proszek i dokładnie przesiana
          przez batyst, a następnie podgrzana z dodatkiem miodu i octu winnego - gdy
          odrobinę jej wypije panna trzykrotnie powtarzając przed snem
          “St.Lucke, St. Lucke, be kind to me ,
          In dreams let me my true-love see”.
          Podobno zawsze się to sprawdza – no to co dziewczęta, kosztujecie?
          Piołun był powszechnie używany do odstraszania szkodników w ulach oraz sadzony
          jako roślina towarzysząca w uprawach warzywnych i tu łączymy się z dalszą
          częścią uwag penutki o tym zielsku.
          Piołun ma w sobie substancje alleopatyczne, które sprawiają że w ich
          sąsiedztwie nie rosną inne konkurujące z nimi rośliny, ale dla niektórych jej
          obecność jest prawdziwym błogosławieństwem gdyż zawiera także takie substancje
          które odstraszają szkodniki. Z tego powodu często jest sadzony jako roślina
          towarzysząca, jeśli źle dobierzemy sadzone bok gatunki to bulba rośliny
          właściwe będą gorzej rosły tak jak w wypadku twego słonecznika. Natomiast
          prawidłowo dobrane będą mniej lub wcale atakowane przez szkodniki i choroby. O
          takich uprawach można by pisać w nieskończoność i są na świcie książki w
          których dokładnie opisano co z czym łączyć i kiedy. Właściwość taką ma bowiem
          wiele roślin i od tysięcy lata były uprawiane jako ochrona wielu warzyw czy
          innych roślin uprawianych w celach konsumpcyjnych. Takie projekty pierwszych
          rabat z przed 3000 lat widzimy już w kryptach grobowców egipskich, pokazują
          plany nasadzeń głównych otoczonych przez nasadzenia towarzyszące. Dzisiaj ta
          szkoła jest rzadko stosowana (z powodów estetycznych) i nawet gdy w popularnym
          piśmie chciałem napisać o tym wyczerpujący artykuł to potraktowano to jako
          dziwoląg, podobnie zresztą jak artykuł o mszakach który upchnąłem w końcu do
          angielskojęzycznego pisma ogrodniczego, bo w Polsce redaktorom wydal się ten
          temat mocna nadęty! Pchi mchy w ogrodzie co za pomysł - to cytat. A głupim
          ludzikom nawet nie tłumaczyłem że mszaki to ważny składnik wielu biocenoz nie
          tylko leśnych.
          No i tak dojechaliśmy do końca moich mocno okrojonych wiadomości o piołunie.
          Jurek
      • sggw Re: Do Penutki o piołunie 27.09.03, 18:38
        Drogi Panie Jurku . Chyle czola przed Pana wiedza niemozliwa do zdobycia przez
        przecietnego czlowieka. Po 2 miesiacach czytania Panskiego Forum poznaje Pana
        milosci i niecheci jest Pan czlowiekiem zyczliwym ludziom , demonstrujacym
        wiedze ale czasami pogardzajacym innymi .Tak jak w tym watku i odpowiedzi o
        uczelni ktora wydalila jakas strone. Poniewaz jest to moja uczelnia ktorej
        bardzo wiele zawdzieczam prosze o umiar w takich ocenach
        A swoja droga czy Panska pogarda dla calej polskiej nauki i naukowcow nie bierze
        sie z faktu ze i Pana kiedys jakas polska udzelnia wydalila pana
        pozdrowienia sggw
        • jerzy.wozniak Re: Do Penutki o piołunie 29.09.03, 10:54
          Witam na forum Gazety!
          No cóż ogólnie się zgadzam, widać że mam dwoistą naturę lub po prostu pisze
          zbyt emocjonalnie. Co do pogardy dla polskiej nauki to mam dla niej również
          duży podziw szczególnie dla takich ludzi jak Profesor Wróblewski czy wielu jemu
          podobnych którzy są naukowcami Światowej klasy! Co wcale nie znaczy że reszta
          też jest! Co do wydalenia mnie z uczelni to nic podobnego nikt minie z nikąd
          nie wydalił, a polskich uczelni nie miałem zamiaru nawet zaczynać jako że
          szybko poznałem że w socjalizmie uczelnie nie jest po to aby kogoś wykształcić,
          tylko po to aby była, bo tak jest w konstytucji. Szybko tez poznałem że wśród
          geniuszy Światowego formatu kręcą się profesorki którzy dostali ten tytuł za
          przepeirdzenie (wytrwałe) iluś tam foteli. Ponieważ z gruntu jestem niezwykle
          uczciwy nie miałem zamiaru się oszukiwać i nauki pobierałem za miedzą, ale po
          zachodniej stronie. Proszę nawet tego listu nie odbierać jako pogardy dla
          polskiej nauki, ale dwa borowiki i tak nie poprawią smaku beczki dziegciu.
          Zresztą podczas pracy w UW (nie na etacie naukowym) poznałem mnóstwo młodych,
          niezwykle zdolnych, uczciwych i bardzo inteligentnych młodych ludzi - wszyscy
          oni – Podkreślam wszyscy uciekli z tego kraju bo nie mogli tu pracować naukowo
          pośród miernoty. Odsyłam Pana do pięknego artykułu o KBN –ach i polskiej nauce,
          zamieszczonego we Wprost. Jak również w Przeglądzie tygodniowym i kilku innych
          poważanych pismach.
          Pozdrowienia i dziękuję za zwrócenie uwagi. Postaram się na przyszłość
          ograniczać się jedynie do merytoryki, no chyba że mnie poniesie!
          Jerzy Woźniak
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka