Dodaj do ulubionych

A cóż tak jakoś znów zamilkliście?

17.10.03, 17:59
Gdy świtaniem człapię sobie raźno acz niechętnie do pracy to od trzech dni
słyszę lecące skowronki.
Nie wiem na pewno, że to skowronki, bo ze względu na panujące jeszcze
ciemności przecie ich nie widzę, lecz to świergotanie mówi mi, że to właśnie
one.
Lecą dość gęsto, bo co i rusz słychać to ich nawoływanie. Takie cichuteńkie,
jakby nieśmiałe i takie smutne...
Z powodu panujących ciemności nie znam też kierunku przelotu, lecz
przypuszczam, że biedaki uciekają przed nadciągającymi chłodami.
Czy Wy też poodlatywaliście już do krain cieplejszych i odległych od forum?
Bo czymże innym tłumaczyć tę smętną ciszę, która z dniem każdym jakby tu
tężała jak mgła świtaniem gdzieś na polance w zagłębieniu terenu...?

Najniższe ukłony!
Niczym Kasandra jakowaś wieszczący nadciągające chłody M.J.
Obserwuj wątek
    • piasia Re: A cóż tak jakoś znów zamilkliście? 20.10.03, 16:51
      ja zamilkłam, bo oprócz tego, że mam więcej obowiązków, które musze robić
      NARAZ, to mam komputer o znacznie niższym IQ - dość powiedziećć, że reakcja na
      jakiekolwiek polecenie wydane klawiszem trwa u niego od 0,5 do 20 sekund. Do
      tego dodać trzeba czwartkowe problemy z forum i mój piątkowy urlop - ot,
      wszytsko jasne.

      Ale duchem jestem z Wami...

      pozdrowienia
      Pi
      • kropka Re: A cóż tak jakoś znów zamilkliście? 20.10.03, 17:23
        ja mam od diabła roboty. Koniec roku blisko, zmienili mi ustawę i muszę jakieś
        egzaminy zdawać, Mężczyzna Życia wyjechany i cały dom na mojej głowie.
        Ogród leży odłogiem. Nic nie wykopane, nic nie ogacone, a wiosną będę miałczeć,
        że nie wyrosło.
        JA CHCE NA EMERYTUREEEEEEEEEEE!
        Jak mi przesuną wiek emerytalny, to zrobię krwawy przewrót. Ktoś wreszcie musi
        zrobić porządek w tym kraju, do jasnej Anielci!
        Pomożecie?
        • piasia Re: A cóż tak jakoś znów zamilkliście? 20.10.03, 17:47
          kropka napisała:
          > Jak mi przesuną wiek emerytalny, to zrobię krwawy przewrót. Ktoś wreszcie
          musi
          > zrobić porządek w tym kraju, do jasnej Anielci!
          > Pomożecie?

          JASNE !!!!

          Ja marzę o wcześniejszej emeryturze, rosnące bezrobocie dawało mi na to
          nadzieję - nie będą trzymać staruszków na posadach, pozwalniają nas wcześniej,
          żeby zrobić miejsce młodym, a tu - ................ (ocenzurowano).
          Pomogę Ci w tym krwawym przewrocie. Ktoś rzeczywiście musi tu zrobić porządek,
          i to nie ktoś, kogo głównym atutem są kurwiki w oczach.
          • wkrasnicki Re: A cóż tak jakoś znów zamilkliście? 20.10.03, 18:24
            No fakt ciszej tu trochę jako też w ogrodzie. Muszę się jednak pochwalić (muszę
            i już), że wykonałem wszystko co chciałem, chociaż za to czy napewno dobrze,
            niczego sobie uciąć nie dam. Ogród jeszcze nie śpi, raczej drzemie troszkę, więc
            chyba pora, żebyśmy dali mu trochę spokoju nie katując sekatorem, łopatą,
            motyką, czy też innymi narzędziami tortur :-). Ale zaglądać i tak trzeba,
            przecież jednak zawsze się tam coś dzieje.
            • ptasik Re: A cóż tak jakoś znów zamilkliście? 28.10.03, 13:07
              wkrasnicki napisał:

              > No fakt ciszej tu trochę jako też w ogrodzie. Muszę się jednak pochwalić
              (musz
              > ę
              > i już), że wykonałem wszystko co chciałem, chociaż za to czy napewno dobrze,
              > niczego sobie uciąć nie dam.

              I w tym momencie zlecialam ze stolka:-)))) Na szczescie chyba nikt nie
              zauwazyl:-))) Sztuke cichego chichrania opanowalam do perfekcji:-)
              serdecznosci Katulowe



    • jerzy.wozniak Re: A cóż tak jakoś znów zamilkliście? 21.10.03, 08:14
      Witam na forum Gazety!
      Nie martw się mjocie! Rozgadają się jak skowronki będą się szykowały do
      powrotu – sam zobaczysz. Teraz towarzystwo nieco przysnęło i oklapło no cóż
      jesienna depresja. Nie mający czasu na depresję,
      Jurek
      P.S. czy została kupiona lupa!
    • mjot1 Re: A cóż tak jakoś znów zamilkliście? 22.10.03, 19:58
      Oooo jak dobrze „zobaczyć” Was w tych jesiennych mosiężno złotych tonacjach.
      Jednak jesteście. Nie odlecieliście... To miłe.
      Ja również przyłączam się do protestów emerytalnych!
      Z jedną wszakże różnicą otóż chcę przesunięć wieku emerytalnego, chcę
      zrównania, lecz równania w dół!
      Toż to przecie jest chore, paranoja jakowaś, gdy zostawiając przytulną i
      bezpieczną chałupinkę a w niej Moją Zdecydowanie Lepszą Połowę i wbrew sobie i
      zdrowemu rozsądkowi nocą wyruszam do pracy. Lazę jak zmora jakaś patrząc do
      góry gdzie wśród drzew rysuje się jaśniejszy pasek nieba i dzięki tej smudze
      wiem, że idę w dobrym kierunku. Ponoć do licha mamy rozum i wolna wolę...
      Bzdura kompletna! Człek bez reszty zaprzedał się już dawno...

      Re: PS Lupa jest, co prawda nie kilkunastokrotna. Jednak jakaś taka odrobina
      nieśmiałości nie pozwala mi spojrzeć na owada czy inne żyjątko wielkości
      wielbłąda... Mógłbym przeżywszy szok jakowyś zdziczeć jeszcze bardziej.

      Najniższe ukłony!
      Zawsze do dyspozycji w słusznej sprawie M.J.
      • ptasik Re: A cóż tak jakoś znów zamilkliście? 28.10.03, 13:05
        Jestem za przewrotem, a jakze:-)
        Jestem i za M.Jotem, a jakze:-)
        Pomoge i ja, a jakze:-)
        Do jasnej Anielci....

        No i tu jestem, z Wami, a jakze:-)
        Postaram sie uaktywnic ze swoim trzy po trzy nie zawszec ogrodowym, czasem
        kocim np.:-)))
    • kropka Re: no, to sobie pogadałam :-) 29.10.03, 13:30
      Byłam sama. Ponieważ chwile samotności w moim domu zdarzają się rzadziej niż
      zbliżenie Marsa do Ziemi, rozkoszowałam się ciszą i nicnierobieniem. Rozwalałam
      się na kanapie z psem w nogach i kotem nad głową. Na twarzy stygła maseczka
      odżywcza prasując zmarszczki bez namoczenia, na paznokciach sechł lakier, a w
      kolejce czekał kompres z kremu nawilżającego do rąk. Nawet radio wyłączyłam,
      żeby żadna denerwująca wiadomość nie zakłóciła pełnego relaksu.
      Jednym słowem - było bosko.
      Wylazł zza kanapy i zatrzymał się na oparciu.
      - Poszedł w cholerę! wrzasnęłam chisterycznie podrywając się na równe nogi
      Spłaszczył się przerażony i zamarł w bezruchu.
      Stałam na środku pokoju, ręce mi się trzęsły, adrenalina w głowie chlupała
      miarowo. Jestem sama w domu! Nie mogę zemdleć! Co robić?! Uciekać!!!
      Wpadłam do kuchni zamykając drzwi na klucz. Sięgnęłam do lodówki, chlapnęłam
      zdrową porcję Absolutu i usiadłam na podłodze. Jak zemdleję, przynajmniej się
      nie obiję za bardzo.
      Niewtajemniczonym wyjaśniam, że zza kanapy nie wylazł krokodyl ani żaden
      zboczeniec, tylko pająk. Ogromny, włochaty, brązowy, wielonożny, zębaty,
      drapieżny pająk czyhający na moje życie, życie moich dzieci, wnuków i prawnuków
      do siódmego pokolenia w przód. I proszę mnie nie przekonywać, że to niemożliwe.
      Chyba wiem lepiej, co mi zza kanapy wylazło, nie?
      Po chwili wódka zaczęła działać. W głowie już tak nie tupało, ruchy rąk stały
      się na tyle skoordynowane, że mogłam nalać następną lufkę bez rozlewania na
      podłogę. Zaczynałam myśleć w miarę racjonalnie.
      - Pewnie już sobie poszedł... z kanapy, ale w pokoju jest... może kot go
      zeżarł... Boże! W życiu już nie przytulę kota... ale przecież kot zwiał razem
      ze mną... nie wejdę do pracowni... ale muszę się dostać do komputera!!!...
      trudno, nie wyślę dziś artykułu... cholera! rozmazałam lakier!... idiotka!!!
      Drzwi zamknęłam na klucz, ale przecież on szparą wejdzie!!!...
      Złapałam ścierkę i zaczęłam nerwowo upychać pod drzwiami. Powoli docierał do
      mnie głos rozumu.
      - Czyś ty babo oszalała???? krzyczał. Opanuj się! Co ci może zrobić taki pająk?
      Zachowujesz się jak ciemna baba ze wsi
      - Ale on taki obrzydliwy...
      - A czy to jego wina? Przyjrzyj mu się, to podobno fascynujące zwierzę... Idź
      do pokoju... zobacz... odwagi!!!
      - No dobrze, Rozumku, ale na twoją odpowiedzialność...
      - Idź, nie marudź. Weź siekierę na wszelki wypadek.
      Nie będę opowiadać jak powoli uchylałam drzwi, jak wsuwałam i wysuwałam nogę,
      jak znów wpadłam do kuchni po następną lufkę... dla kurażu.
      Siedział nadal na oparciu kanapy. Oparłam się o futrynę gotowa do
      natychmiastowej ucieczki.
      - cześć, powiedziałam nieśmiało
      - uciekaj stąd! krzyknął. Mam homofobię!!!
      - Co masz???
      - Homofobię. Sztywnieję na widok ludzi. Brzydzę się was i nie umiem tego
      opanować. Nie zbliżaj się!!!!!!
      - No to jedziemy na tym samym wózku. Chcesz wódki? Pomaga.
      - Nie chcę. Nogi mi się plączą po alkoholu.
      - No to siedź sobie na kanapie, a ja usiądę przy stole. Musimy się dogadać, bo
      mam robotę, a ty też jakoś nie masz ochoty zniknąć. Pogadamy?
      - Możemy. Ale nie będziesz już wrzeszczeć? Mało nie umarłem.
      - Nie będę. A dlaczego brzydzisz się ludzi? Rozumiałabym, gdybyś się bał, ale
      brzydzić się?
      - Bo wyglądacie obrzydliwie. Macie tylko cztery nogi zupełnie nieowłosione,
      strasznie długi tułów, jakieś dziwaczne oczy... ile wy ich macie właściwie?
      Niby dwa, a to po środku jakieś inne, nieruchome
      - Dwoje mamy. A to po środku to nos. Do oddychania.
      - Dziwactwo. A dlaczego ciągle zmieniacie skórę?
      - Jaką skórę?... Aaa, to ubranie. Żeby nam zimno nie było i żeby na golasa nie
      latać, bo wstyd.
      - Pewnie. Jak bym tak wyglądał, też bym się wstydził. I jakieś świństwa jecie.
      Pod kanapą pełno czegoś białego, twardego, nie do ugryzienia. Żadnej pysznej,
      soczystej muszki nie znalazłem
      - Białe twarde? Może okruchy jakieś? A muchy wyganiam i wytruwam. Wstrętne są i
      roznoszą bakterie.
      - Nie znasz się. Muszę naskarżyć. Wczoraj taka jedna zniszczyła moją śliczną
      pajęczynkę. Znalazłem cichy, fajny kącik, napracowałem się, utkałem równiutko,
      nitka przy nitce, a ona przyszła z wielką gałęzią i jednym zamachem wszystko
      zniszczyła. Ledwie z życiem uszedłem. Co za potwór! I gdzie ja się teraz
      podzieję? Stary już jestem, nie mam siły ciągle pleść nowej pajęczyny, nogi
      mnie bolą, reumatyzm doskwiera, a tu zima nadchodzi, zamarznę, umrę z głodu...
      buuuuuuuuu
      Rozpłakał się tak żałośnie, jak tylko może płakać stary, zrozpaczony,
      niepełnosprawny pająk, pełen najczarniejszych myśli o przyszłości.
      Nie jestem bez serca, a płaczący pająk rozkleił mnie całkiem na miękko.
      - Nie bucz już. Mam pomysł. Wyniosę cię do piwnicy. Tam znajdziesz sobie w
      miarę ciepły kącik i jakoś się umościsz. W piwnicy zawsze są owoce, ziemniaki
      albo coś, do czego zlatują się małe muszki. Z głodu nie umrzesz. Tylko warunek:
      nie wyłaź z tego kąta, bo cię wywalę na mróz. Możesz się zagospodarować koło
      szafki z narzędziami. Ja tam nie zaglądam, a chłopaki też z rzadka. Będzie ci
      dobrze. No jak, pasi?
      - Pasi. Ale jak mnie weźmiesz w te swoje łyse nogi, to umrę na zawał!!!
      - Nie martw się. Też bym umarła. Przeniosę cię w słoiku. Tylko nie ruszaj się!
      Bohatersko podeszłam do pająka, z narażeniem życia przykryłam go słoikiem i
      ostrożnie podsunęłam kartonik, żeby nie uszkodzić jego zreumatyzowanych nóg.
      Widziałam jak zesztywniał i zamknął oczy z obrzydzenia. Świetnie go rozumiałam.
      W piwnicy położyłam słoik na ziemi i szybko uciekłam na górę. Już w drzwiach
      krzyknęłam, że może wychodzić.
      Dwa dni później urwał się wieszak w kuchni. Jasiek zszedł do piwnicy po młotek
      i wrócił z ostrzeżeniem, że nad szafką z narzędziami jest pająk.
      - wiem, odpowiedziałam. Sama zaproponowałam mu to miejsce. Nie będę wchodziła w
      tamten kąt, a wam chyba nie będzie przeszkadzał? Tylko nie hałasujcie, bo ma
      homofobię.
      - Kto??? Co ma???
      - Już nic, skarbie. Przybijaj ten haczyk, bo muszę powiesić ścierkę.
      Dziecko powoli zabrało się za robotę, ale co chwilę spoglądało na mnie
      podejrzliwie. Wolałam się nie odzywać.
    • malinarak Re: A cóż tak jakoś znów zamilkliście? 29.10.03, 13:58
      Wiecie co?? Uwielbiam to forum.
      Zaglądam tu kilka razy dziennie.Korzystam z Waszych cennych porad i uwilbiam
      Wasze pisanie.Czytam z zapartym tchem:mjota1,kropkę,piasię,ptasika,eksperta i
      innych.Tak trzymać.Jesteście słońcem w jesienne dni.
      Pozdrawiam i czytam dalej.Pa.Malina
      • piasia Re: A cóż tak jakoś znów zamilkliście? 30.10.03, 16:09
        Kropeczko, jesteś wielka!

        Coś przypomnę.... był taki wątek "Specjalnie dla Jurka" a potem drugi "Hej
        owadoluby".
        Pisaliśmy tam o poszukiwaniach tygrzyka i krzyżaków, nie odlądając się na
        wstręt i strach przed nimi, jaki mają niektórzy z nas.
        I oto do czego doszło - zdeklarowana arachnofobiczka Kropka łaziła po
        chaszczach, szukając pająka co wygląda jak osa. A teraz doszło do tego, że
        PISZE o pająkach. OPISUJE ich wygląd, WCZUWA się w ich psychikę!
        Czyli nasze maglarskie forum działa tez jako terapia ;)))))
        • kropka Re: A cóż tak jakoś znów zamilkliście? 30.10.03, 16:32
          a żebyś wiedziała, że działa. Najbardziej zadziałał post Jurka, w którym
          napisał, że to się leczy. Ale przecież nie pójdę do lekarza pierwszego kontaktu
          z prośba o pigułki na histerię! Wezwałby pewnie karetkę z kaftanem.
          No i los mi pomógł. Siedziałam w kuchni na podłodze sztywna z przerażenia i
          przypomniałam sobie, ze kiedyś obiecałam wywiad z pająkiem. Zdałam sobie
          sprawę, że to niepowtarzalna okazja :-)
    • danam Witam wszystkich! 30.10.03, 18:10
      Dzień dzisiejszy uznałabym, za smutny, zachlapany i w ogóle kiepski, gdyby nie
      dwa elementy.
      Po pierwsze przeczytałam „rozprawę” Kropki z pająkiem (Kropko! Ubawiłam się
      setnie!!), A po drugie obserwuję roztańczone na gałązkach wiśni moje sikorki,
      którym wywiesiłam słoninkę.
      Co prawda smucą opadające kolorowe liście, które grubym kożuchem przykrywają
      zieloną jeszcze trawę, to po przeczytaniu artykułu w „Polityce” na temat
      zachowania się drzew liściastych w okresie jesieni, cieszę się, że mój buk,
      okoliczne dęby i jawory, mocno pomalowały swoje listowie.
      Mimo mrozu, poczłapałam we wtorek na pole maślakowe. Niby mimo chodem, niby na
      spacer, ale z nadzieją na grzybka!
      Wiedziałam! Wiedziałam! Huraa! Wyobraźcie sobie, że przyniosłam pół koszyczka
      pięknych, młodych „sterczących” maślaków.
      Co Wy na to?
      Piasiu! Jak tam Twoje zbiory „rudzielców”?
      Katulo! Na naszym podwórku jak na razie panoszą się sikorki i sójki. Te
      pierwsze oprócz słoninki, przynoszą orzeszki bukowe i pracowicie, dzióbkami je
      rozbijają, po czym pałaszują wnętrze. Można je godzinami obserwować.
      Serdecznie pozdrawiam.

      Nie smutna Danuta.
      • ptasik Re: Witam wszystkich! 30.10.03, 21:09
        Wiecie dlaczego tak bardzo lubie tu bywac? Bo przy watkach o iście "maglowskich" tytułach ( w maglu bywam, a nie wiem jak to się odmienia:-)))) nigdy nie widaomo co jest w środku i czy aby na pewno skończymy w temacie, od któego zaczęliśmy, czy też może na opowiadaniu a jakie kwiatuszki mamy skarpetki:-)))

        Kropko, Twoja pajęcza opowieść jest świetna jak zwykle, choć poza ubawem, który mi zaserwowałaś po raz kolejny z resztą, po raz kolejny tez sprawilas, ze mój podziw dla Ciebie jest wielki olbrzymi.... a to dlatego, ze i mam swoje fobie i wiem doskonale jak niesamowicie trudno je pokonywac...
        Przyznam Wam sie po cichutku, że ja zimuję pająka w .... sypialni, ale nie jakiegoś zwyklego, tego takiego chudego na dlugich nogach, bo te to chleb powszedni:-), ale zimuje przepikengo wielkiego krzyzaka:-) Zimuje, ale nei wiem dokładnie w którym kącie, bo to było tak:
        Jak na zimę myłam okna w sypialni na framudze jednego znich siedział zwinięty w kłebek pająk. Nie chciałam mu zrobić krzywdy, a tym samym nie chciałam też i wyrzucić go na dwór, no bo skoro on sobie tę moją okienną framugę wybrał na zimowanie to taki wyrzut na zimne powietrze najprawdopodobniej by go zabił... Najpierw z rozdziawioną gębą zamiast myć te okna rozwarte na oscierz gapiłam się i nawet mu fotki robiłam:-) no ale potem, jak zdrowy rozsądek upomniał się o swoje zabrałam go... Nie, o nie nie gołą łapką, poszłam po kawałek kartki deliktanie go na nią nasunełam i połozyłam na parapecie drugiego okna w smudze slońca z nadzieją, ze to coś co zwinęło się w kuleczkę na słoneczku na chwilkę chociaż się rozwinie i będę go mogła w pełnej krasie zobaczyć.... Ale ten gość nic, ani drgnął , próby delikatnego poszturchiwania (jakby kropka napisała swój tekst to bym go nie szturchała, tylko od razu schowała w jakiś bezpieczny kącik)
        sprawiły tylko, że za którymś razem pajęcza kuleczka zleciała bezładnie na ziemię, a ja krzyknęłam - ojej zabiłam pająka, bo na dodatek był zimny jak trup:-))) z drżeniem serca sprawdziłam macając:-))) No ale pozbierałam go delikatnie i położyłam z powrotem na parapecie i zabrałam się za koncznie mycia okna... Zapomniałam o nim, a on chyba na to czekał bo nagle patrze, a on sie rozwinął i rozglądał się swoimi 4 parami oczu gdzie by tu czmychnąć, ale ja tuż przy oknie miałam uszykowany aparat fotograficzny:-)))) Złapałam więc za niego i zaczęłam się zbliżać do mojego potwora a on myk i znowu zrobił z siebie kuleczkę, która przy kolejnej próbie szturchnięcia znowu wylądowała na ziemi z okrzykiem ojej zabiłam pająka, znowu zimnego jak trup pająka delikatnie pozbierałam połozyłam na parapecie i ... zapomniałam o nim.... A jak sobie przypomniałam to parapet był pusty....
        Dreszcz przebiegł mi po plecach, czy on aby sobie na to nowe zimowisko nie wybrał np. mojego łóżka i pogodziłam się z faktem, że jest nas tu czworo - ja, moja druga połowa, pies i on....

        Dana, ja relacje ze swoich ptasich rezydentow zdam w sobote:-) juz sie nie moge doczekac tego podgladania, oj bardzo nie moge:-))) a spadające zmarznięte liście i łyse drzewa rzeczywiście są smutnbe.....

        No to byłoby na tyle:-)))
        • kropka Re: Witam wszystkich! 30.10.03, 21:41
          jak Ci odgryzie kawałek nogi, to będziesz wiedziała, gdzie jest
          • piasia Re: Witam wszystkich! 31.10.03, 14:54
            kropka napisała:

            > jak Ci odgryzie kawałek nogi, to będziesz wiedziała, gdzie jest

            Jaki kawałek nogi? Całą nogę! Z kawałkiem miednicy!
            A potem jeszcze rękę z lewym płucem wyrwie!
            Jejusiu, jak ja Was lubię! :)))))))))

            A Ptasik ma stuprocentową rację, że na tym forum każdy wątek skręca w
            nieoczekiwane strony. I w tym cały urok tego forum. Ono jest jak tajemniczy
            ogród - z początku futrka i ścieżka ot, pod tamto drzewo, i ławeczka, a potem
            zakręt, a za zakrętem nagle...
            I na każdym kroku czeka przygoda. Nagle może się okazać, że przyjaciel całej
            przyrody jest Mjotany wątpliwościami, czy aby jego przyroda jest szczęsliwa,
            nagle ktoś kto boi się pająków, jest w Kropce, co zrobić z pająkiem który boi
            się ludzi, nagle cicho i serdecznie rozćwierkany Ptasik wyskakuje z dziobem i
            pazurami na jakiegoś forumowicza, który ma pretensje do nas, że to forum żyje.

            Nie zmieniajcie się!
            • monikaj1 Re: Witam wszystkich! 31.10.03, 15:18
              :))))
              • piasia Re: Witam wszystkich! 31.10.03, 17:44
                A ja zamilkłam jak zobaczyłam zdjęcia na Forum Ogrody. Chyba się wyprowadzę...
                • danam Za płotem 31.10.03, 19:36
                  Oj! Co ja tu robię?
                  Do drzewa doszłam wytyczoną ścieżką i...?
                  Jesteście Kochane, tak z doskoku, to ja wpadam na to forum, a Wy grzecznie
                  pokazujecie mi właściwą drogę.
                  Króciutko opowiem Wam co spostrzegłam za swoim płotem.
                  Po porannych opadach, niebo nabrało srebrzystego koloru.
                  Od ziemi wolno podnosi się kurtyna utkana z szarej mgły ukazując kolorową
                  scenerię.
                  Główni aktorzy, to roztańczone na wietrze żółte, brązowe i czerwone listki, a
                  za nimi kołyszące się dostojnie zielone sosny.
                  Uroku temu widowisku dodają „dzwoniące” sikorki latające wesoło w różnych
                  kierunkach i imponująco ubarwione skrzekliwe sójki.
                  Obok sceny stoją trzy wielkie modrzewie, wygrywając miękkimi igiełkami subtelne
                  nutki. To zapewne podkład muzyczny tego spektaklu.
                  Nawet bez widoku złotego krążka na błękitnym niebie, jest pięknie!
                  Serdecznie pozdrawiam. Danuta.
                  • ptasik Re: Za płotem 31.10.03, 23:02
                    Dana, jak to co robisz? Chyba powinnam spać, bo zupełnie nie rozumiem Twojego pytania... Jesteś z nami....
                    A swoje widoki jak zwykle opisujesz cidnie. Tobie możliwość wstawiania fot chyba nie potrzebna wcale:-)

                    Pi, a Ty gdzie się niby znowu chcesz wyprowadzać? znowu nic nie rozumiem....
                    Chyba jednak pójdę spać:-))))
                    • mjot1 Re: Za płotem 01.11.03, 15:25
                      No po tym chwilowym marazmie spowodowanym niechybnie jesiennym nastrojem jakoś
                      otrzęśliście się na szczęście.
                      Odżyliście wręcz a energii w Was jak w wiosenną porę. Ten zapał przy tworzeniu
                      forum zdjęciowego aż mnie zadziwił. A i widzę, że świeża krew się tu wlewa i
                      pomaga rozwijać zawiłości wątków...
                      Faaajnie. Forum żyje!
                      Kropko twoja dysputa z pająkiem spowodowała żem stracił „fon” na dłuższą
                      chwilę. Super! I... Jeszcze!
                      A my właśnie wróciliśmy z leśnego spaceru.
                      Pogoda jak na dzień dzisiejszy piękna. Słoneczko co chwila skrywane pędzonymi
                      po niebie chmurami, lecz nie pada.
                      W lesie tam gdzie pałętaliśmy się na tle zieleni przeważają mosiężno złote
                      odcienie buków. W promieniach słońca przeciskających się przez szarpane wiatrem
                      konary tworzy się sceneria fantastyczna. Wszystko się mieni, wszystko drga,
                      wszędzie wiruje deszcz listków i szum wiatru przez który tylko czasem przedrzeć
                      się zdoła dzwoniący głosik sikor. Lecz wiatr z każdą chwilką wzbierał na sile i
                      powoli szum zaczął przeradzać się w huk. Nie było to niemiłe wycie wichru, lecz
                      potężny władczy huk lasu. Zaczęliśmy się wycofywać w kierunku naszej chatynki.
                      Las wyraźnie w ten dzień chce być sam i dając nam do zrozumienia, że jesteśmy
                      intruzami zaczął ciskać w nas pociskami coraz to większego kalibru.
                      Gdyśmy tak „dawali tyły” jak niepyszni Moja Zdecydowanie Lepsza Połowa wlazła
                      na żmiję, która korzystając z ciepełka wygrzewała swe kosteczki na słoneczku.
                      Zobaczyłem w ostatniej chwili jak biedaczka tuż przed nadepnięciem wyprowadziła
                      błyskawiczny atak w but, po czym została tym butem przygwożdżona do ziemi.
                      Chwilkę leżała taka plaskata nieruchomo aż pozbierawszy się jakoś do kupy
                      popełzła w bezpieczniejsze miejsce. Na szczęście nic się jej nie stało!
                      A Moja biedna Zdecydowanie Lepsza Połowa? Cóż mjotana strachem i wyrzutami
                      sumienia, że tak wlazła komuś z butami na organizm zamilkła jakoś i
                      przyspieszywszy kroku „pruła” w kierunku naszej bezpiecznej chałupinki.
                      Pewnie to ostatnia żmijka w tym sezonie? Ładna. Taka stalowa z wyraźnym czarnym
                      wężykiem.

                      Najniższe ukłony!
                      Zadowolony z ożywienia M.J.
                      • ptasik Re: Za płotem 06.11.03, 21:37
                        mjot1 napisał:

                        > Gdyśmy tak ?dawali tyły? jak niepyszni Moja Zdecydowanie Lepsza Poł
                        > owa wlazła
                        > na żmiję, która korzystając z ciepełka wygrzewała swe kosteczki na słoneczku.
                        > Zobaczyłem w ostatniej chwili jak biedaczka tuż przed nadepnięciem wyprowadziła
                        >
                        > błyskawiczny atak w but, po czym została tym butem przygwożdżona do ziemi.
                        > Chwilkę leżała taka plaskata nieruchomo aż pozbierawszy się jakoś do kupy
                        > popełzła w bezpieczniejsze miejsce. Na szczęście nic się jej nie stało!

                        hmmmm, Twojej Zdecydowanie Lepszej Połowie czy zmijce? hmmmmmm bo odnosze wrazenie, zes Wasc bardziej losem zmijki przejety hmmmm :-))))

                        > A Moja biedna Zdecydowanie Lepsza Połowa? Cóż mjotana strachem i wyrzutami
                        > sumienia, że tak wlazła komuś z butami na organizm zamilkła jakoś i
                        > przyspieszywszy kroku ?pruła? w kierunku naszej bezpiecznej chałupi
                        > nki.
    • danam Jesienna droga! 04.11.03, 20:20
      Wracam obładowana torbami z pobliskiego miasta.
      Autobus sapie, prycha i podskakuje na „super” drodze.
      Jednak niedogodności tej jazdy rekompensuje wspaniała przyroda.
      Na rozciągających się po obu stronach drogi ugorach widać pląsające „badylki”,
      których brązy, beże i żółcie nabierają w promieniach słońca czarodziejskiego
      blasku. Pośród nich złociste brzózki w białych sukienkach i małe sosenki z
      rozczochraną zielenią tańczą jak wytrawni soliści uśmiechając się radośnie.
      Wszystko skromne, a takie piękne.
      Warto było dla tego spektaklu jechać właśnie tą drogą.
      „Ląduję” w swoim domku. Tu czekają kochane zwierzaki, na drzewkach śpiewają
      sikorki, a wokół pyszni się w słońcu bogactwo mojego krajobrazu – czerwień
      dębów, miedź buka, seledyn modrzewi i złoto jaworów. Cała paleta barw na tle
      głębokiej zieleni sosen zamyka jesienny obraz.
      Potem tylko smakołyki dla mojej „menażerii” i gotowanie.
      Pozdrawiam. Naładowana pozytywnie Danuta.
      • mjot1 Jesienna... 05.11.03, 19:06
        Porzućcie na chwilkę albumy ze zdjęciami i rozejrzyjcie się wokół. Bo możecie
        przegapić coś naprawdę pięknego!
        Jesień tegoroczna jest naprawdę niezwykła. Ten repertuar, który Natura raczyła
        zaserwować nam w tym sezonie jest niesamowity i wspaniały!

        Obecna jesień jest zdecydowanie pod znakiem brzóz. Czy zauważyliście?
        W tym roku brzozy jakoś nie straciwszy listków (oprócz tych, które z powodu
        suszy uczyniły to jeszcze latem) wszystkie jednocześnie jak na komendę
        przebarwiły się na żółciutko.
        Ta złotożółta barwa jest jakaś taka wyraźna, wybijająca się na pierwszy plan
        jakby... podświetlana? Nawet w dzień pochmurny ma się złudzenie słonecznych
        refleksów. Nawet o zmroku wyraźnie widać tę ich złocistość.
        Wyglądają przepięknie! Te niesamowite smugi zagajników czy też języki jasnych
        płomieni na tle czarnozielonego leśnego horyzontu.
        Brzoza ma jednak w sobie coś...

        Jednocześnie stwierdzam prawie zupełny brak czerwieni. Dęby czerwone zawsze
        bogate całą gamą od jaskrawej krwistości po szlachetną purpurę w tym roku z
        zieleni przeszły od razu w brązy. Fakt, że piękne te brązy takie, lecz jakoś
        czerwieni mi brakuje...
        Czy u Was jest podobnie?

        Najniższe ukłony!
        Z gębą rozdziawioną śledzący niezwykłość widowiska M.J.
    • danam Mysikróliczek 06.11.03, 17:45
      Jak co rano wyszłam na dwór, aby przywitać się z psem i dać mu smakołyk przed
      posiłkiem.
      Moje zdziwienie było wielkie, kiedy zobaczyłam psiaka siedzącego nieruchomo pod
      drzwiami. Stało się coś? Chory? Co jest?
      Przemawiam do niego, a on dalej nieruchomy, tylko oczętami pokazuje coś
      leżącego na progu. To coś, to śliczny mysikrólik. Też siedzi nieruchomo.
      Myślałam, że biedaczek nie żyje, że psisko zrobiło mu krzywdę?
      Wzięłam, więc to biedactwo do ręki, żyje, to dobrze. Dopiero teraz pies, wstał,
      przywitał się i merdając ogonem wraz ze smakołykiem oddalił się na trawę.
      Poczciwe psisko!!
      Ptaszka wzięłam do domu.
      Biedactwo! Miał otwarty dziobek, przerażone „ogroooomne” oczy, a serduszko w
      tej maleńkiej upierzonej piersi waliło jak młot pneumatyczny.
      Dałam troszkę wody do dzióbka, ogrzałam w dłoniach, a kiedy poczułam, ze w
      końcu połyka kropelki i patrzy na mnie sprawdziłam skrzydełka i łapki. Ufff!
      Wszystko w porządku! Musiał w coś uderzyć podążając za jakąś muszką.
      „Wyprowadzam” ptasiego rekonwalescenta na pole i umieszczam delikatnie na
      gałązce w żywopłocie. Patrzymy chwilkę na siebie. Usłyszałam lekki szum suchych
      listków i chyba cichutkie dziękuję. Podopieczny wylądował na pobliskiej
      daglezji.
      Serdecznie pozdrawiam!
      Szczęśliwa Danuta.
      • ptasik Re: Mysikróliczek, jesienna droga i fotoalbumy... 06.11.03, 21:58
        Zaczne od Pań
        Danuto - jestes Wielka
        Pod watpliwosc poddalabym jedynie tylko gonitwe mysikrolika za muszka i uderzenie w cos co spowdowalo to oszolomienie. Postawilabym raczej na szalona ucieczke przed jakims drapieznikiem, najpewniej jastrzebiem, bo tylko te w lesie, wsrod drzew potrafia polowac. Smiem tez twierdzic, ze tylko w strachu, ba przerazeniu przeogromnym te malusienkie istotki traca zdrowy rozsadek i jedyne o czym marza to udana ucieczka przed niechybna smiercia i rozszarpaniem.Ale moge byc w bledzie oczywiscie:-)))

        Jesienna droga Katuli
        Katula trzy dni spedzila w krajobrazie bardzo zurbanizowanym, oj bardzo.
        Powrociwszy tedy w swoje wiejskie klimaty i sielkie krajobrazy lakoma byla ich ogladania i pierwsze co dzis rano zobaczyla jak wyszla ze swojej chalupki to byly zlote brzozy...
        Widok niesamowity zwlaszcza jak to zloto wkomponowane jest w sosnowe, ciemnozielone sciany lasow, zwlaszcza jak gdzieniegdzie na plan pierwszy wybijaja sie czerwone deby , brunatne czeremchy lub inne drzewa od zoltych przez pomaranczowe po roznych odcieni brazy...
        Cala droge do pracy spedzilam na wgapianiu sie w ten ostatni, ale jakzez piekny akt tegorocznej zlotej jesieni, ba jeszcze w miasteczku szlam z geba szeroko rozdziawiona , zwlaszcza, ze wierzby parkowe wygladaly tak jakby im pani jesien zrobila zlocisty balejaz....
        I tak idac z ta geba rozdziawiona, a oczami rozesmianymi pomyslalam, ze jak tylko znajde dluzsza chwilke to sie tym z wami podziele. I o to wlaczam sobie ogrody i czytam o jesiennej drodze Dany, M.Jota i stwierdzam, ze mnie uprzedzili:-))))
        M.Jocie - bez obaw - przyrody nie zdradze dla niczego innego, fotografia bawic sie uwielbiam, ale zawsze powtarzam, ze jest ona dla mnie tylko narzedziem do zatrzymywania zachwytow, a najlepsze zdjecia robie oczyma...
        Z drugiej strony natomiast rozumiem tych, ktorzy zachwytami zatrzymanymi w kadrze chca sie z nami dzielic...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka