mjot1
02.12.08, 19:38
Opuszczasz chałupinkę zanurzoną w mroku i wracasz do niej nocą...
Jak automat.
Dni może i piękne, i ciepłe jak na tę porę roku, ale jakieś takie
smętne i tak krótkie, że nawet nie dostrzegasz jak mijają
bezpowrotnie...
Tylko „łykend” rozpala w człeku jakąś skierkę życia i świat dostrzec
pozwala.
Las stracił już swe radosne barwy, posmutniał...
Tylko drzewa iglaste matową ciemną zielenią świat barwią.
Pałętasz się koło chałupinki. Niby coś robisz... coś tam przytniesz,
podgrabisz, sprzątniesz, przeniesiesz z miejsca na miejsce...
dla zabicia czasu...
Wsłuchujesz się w smutny szum lasu, sikor cichutki szczebiot i
smętne kruka krakanie...
Nie czas to jednak by zasiąść pod brzózką z kuflem i bezmyślnie acz
z zachwytem wgapiać się w hipnotyzujące piękno płonącego ogniska...
Nastał czas (prze/wy)trwania. Byle do wiosny!
No żebyż choć przynajmniej zima prawdziwa. Taka bielusieńka z
trzaskającym za oknem mrozem. Może wonczas rozgrzałby krew grzaniec
siorbany przy kominku w miłym towarzystwie...
Nawet na Forum wyraźny dostrzegam marazm...
Najniższe ukłony!
mimochodem M.J.