m-a-r-s
18.03.09, 23:11
Mieszkam na parterze i od 15 lat społecznie opiekuję się wspólnotowym
kawałkiem gruntu. Zasadziłem sporo krzewów, w tym również wdzięczne pnącze
milin amerykański (campsis radicans). Wszystko było dobrze do momentu kiedy od
2 lat aktualny prezes naszej wspólnoty mieszkaniowej rozpoczął batalię na
rzecz pozbycia się wszelkich pnączy (sic!) wokół dość dużego budynku.
Widocznie w dzieciństwie miał może jakieś przykrości ze strony pnączy... Na
jego polecenie pracownicy firmy sprzątającej wycięli akebię, bo przeszkadzała
sprzątaczce w myciu okna... Oczywiście, próbowałem edukować zarząd. Cytowałem
im opinie uczonych, przykłady z cywilizowanej Europy, a także z naszego
miasta. Bezskutecznie. Zdobył w końcu opinię "eksperta budowlanego" i ochrona
środowiska dzielnicy Bemowo wydała decyzję na tej podstawie o wycięciu, co też
zrobiono. A był to okaz zdrowy, sięgał 2 piętra ubarwiając swoimi
pomarańczowo-czerwonymi kwiatami przez kilka miesięcy letnich monotonię
elewacji. O sprawie dowiedziałem się po fakcie, bo przecież stroną jest zarząd
wspólnoty, a nie ja. Żal swój rozlałem też na stołeczny ratusz, ale cóż, oni
też patrzą na to biurokratycznym okiem; jest papier, to wycinka uzasadniona.
C'est la vie... Pozdrawiam kochających pnącza i krzewy! Marek