Dodaj do ulubionych

Piękny noworoczny prezent

01.01.04, 10:41
Jest! Oto nareszcie nadciągnęła! I od razu jakoś tak jakby radośniej świat
wygląda.
Matka Natura po już zbyt długiej jesiennej bezczynności wyciągnęła nareszcie
sztalugi, odkurzyła je i oto mamy efekt pierwszych maźnięć pędzlem...
Taka niesamowita oszczędność barw, jedynie biel i odcienie czerni a jaki
świat potrafi być piękny.
Niby nic zwykłe 10 cm śniegu a grymas uśmiechu na twarzy mimowolnie sam się
pojawia... W człeku jednak siedzi coś z dzieciaka...
Na widok tego nieskazitelnego puchu, tych misternych gwiazdeczek lecących z
nieba człek jakby się otrząsnął ze snu, z drętwoty jakowej i jakby wstąpiła
weń jakaś nowa dawka energii.
A nogi same wloką człeka w las by poczuć sypiący się za kołnierz wilgotny
chłód.
Chce się żyć!

Najniższe ukłony!
Zadowolony baaaardzo M.J.
Obserwuj wątek
    • ogniomistrz Re: Piękny noworoczny prezent 01.01.04, 10:59
      No i mnie ubiegłeś mjocie!
      Ale rzeczywiście jest pięknie! ;-)
      A co się dzieje w karmniku!!! Tego nie da się opisać! (zdjęcia też się nie da
      zrobiś bo te cholery uciekają :-)
      Koniec gadania (i pisania)
      Biorę psa i na spacer!
      Pozdrawiam!
      • monikaj1 Re: Piękny noworoczny prezent 01.01.04, 13:33
        Buuuuu.... U mnie cięgle szaro, ciemno i deszczowo!!!!! 10 centymetrów
        śniegu???!!!! Ja też chcę, może być mniej!!!! A tak w ogóle, to skandal, taka
        niesprawiedliwość od razu w Nowy Rok!!!!
    • elaos Re: Piękny noworoczny prezent 01.01.04, 14:51
      Jak ja Wam zazdroszczę tego puchu ispacerów po lesie. U mnie śnieg spadł dwa
      dni temu i zaraz się zaczął topić. Dzisiaj panuje kolor szaro-brudno białawy a
      powietrze też jakoś tak mało przejrzyste. Dobrze, że niemam psa tylko kota, bo
      ciężko by go było na spacer wygonić. Ale jak tylko do nas zawieje Wasz
      bielusieńki puch, to jadę na wieś i też się będę napawać spacerami po lesie.
    • mjot1 I nadal sypie... 03.01.04, 09:00
      Wiem i rozumiem, że marzy się Wam wiosna. Sam nie miałbym nic przeciw temu by
      bez przerwy trwał ten magiczny czas rozbuchanej wszelkimi odcieniami zieleni,
      ale uznając stare proste zasady staram się osadzić siebie i Was na ziemi
      powtarzając jak mantrę „cieszmy się tym, co jest”!
      Przecie zima po tej przydługiej szarości jest niezbędna. Ta gwałtowna zmiana
      otoczenia działa jak wiadro wody na śniętego.
      Jest to niechybnie też najbardziej baśniowy czas...
      Las kreślony białą i ciemną kreską i plamą wygląda fantastycznie!
      I ta nieskazitelna czysta biel podłoża, na której nieśmiało zwierzaki swymi
      łapiętami zaczynają pisać niezwykłe opowieści. Tylko wyjść i czytać, czytać,
      czytać...
      I te mini lawinki z drzew co chwilka zasnuwające świat zwiewną mgiełką...
      I co chwilka ten zimny tusz sypiącego się za kołnierz chłodu rozgrzewający krew
      niczym szklanica godnego trunku...
      I to mrowie sikor za oknem...

      A śnieg sypie nadal... już mamy go ok. 20 cm. A dziś zaczęło podmuchiwać!
      Pewnie zostaniemy odcięci od świata na jakiś czas...?
      I ludność okoliczna obudziła się z marazmu. Wczoraj przeciągnęły trzy kuligi w
      tym jeden nocny z fantazją i ze śpiewem.
      Przypuszczam, że dziś na drodze koło naszej chałupinki ruch będzie spory...?
      Cieszmy się, że sypie!
      To nie wstyd pokazać na zewnątrz że siedzą w nas odruchy dziecięce i szczere.
      Może to przedłuża nam młodość...?

      Najniższe ukłony!
      Przynudzający M.J.
      • ptasik Re: I nadal sypie... 05.01.04, 09:16
        Buuuuuuuu
        A u mnie szaro, smutno i tylko mrozi
        buuuuuuuu
        Za taka zima to ja tez calym sercem jestem
        Ja chce sniegu, no chociaz tych Twoich 10 cm, bo tak jak juz wspomnialam u mnie
        jest 10 cm ale kwadratowych na calym podworzu.....
        no moze juz z 50 :-))))

        Faktem jest, ze w karmniku sie dzieje, o dzieje, a ja dzwoncesie bija, a
        sloninki jakie obwieszone...
        Oj dzieje sie dzieje.....
        Tylko sniegu nie ma
        Buuuuuuuuuu
        • mjot1 Już nie sypie 05.01.04, 20:13
          Chmurki rozpierzchły się gdzieś i na nieboskłonie zawisł księżyc w pełni...
          Za oknem minus 11 stopni a wokół naszej chałupinki rozciąga się fantastyczny
          widok!
          Nieskazitelna biel śniegu odbijając potęguje poświatę księżyca i wszędzie
          rysowane są niesamowite grafiki cieni.
          I ta cisza...
          A człek siedzi sobie w ciepłej chałupince z kończynkami krocznymi wyciągniętymi
          w kierunku trzaskającego w kominku ognia zaś kończynki chwytne ogrzewa
          trzymanym kuflem pełnym grzanego piwa pachnącego korzeniami i miodem.
          Ech! Dla takich właśnie chwil warto żyć!

          Tylko jutro raniusieńko trzeba znów ruszyć przez las w stalową dal...
          No co za ciężki idiota wymyślił pracę!?

          Najniższe ukłony!
          Myślą ostatnią zasępion wielce M.J.
          • jerzy.wozniak Re: Już nie sypie 06.01.04, 22:18
            Ależ mjociku bez pracy czyż docenił byś siedzenie przed chałupką z piwkiem, no
            sam powiedz. Jak zmęczony walnę się na mazury gdzie przesympatyczna Pani
            wynajmuje mi chatkę pod tytułem uroczysko to naprawdę mogę to docenić, czy
            gdybym całe życie w niej siedział to byłbym równie szczęśliwy chwilą - oto
            pytanie?
            Śnieg sypie jutro może będzie szadź, oj zima ma swe uroki jak wszystko. Jutro
            założę narty i mimo zapalenia ucha (tez mi się przytrafiło - stary a głupi)
            pognam przez las na „skóśkę” tak jak lubię i jak to robię od kilkudziesięciu
            lat. Doprawdy powiadam wam nie ma to jak przez puszczę na skóśkę, nie tam
            szlaki, dróżki czy łączki, gnam drużkami zwierząt, co nieco wprawiając ich w
            węchowe osłupienie, ale zawsze mam nadzieje ze nie pachnę tak bardzo co by się
            mną przejęły. A las chyba najbardziej zwodniczy jest zimą, czy wiecie jak
            łatwo wówczas zabłądzić, co prawda dobrze widać ślady, ale dezorientacja jest
            czasem duża.
            W sumie to się cieszę, że wiosna dopiero za cztery miesiące, czas by pomyśleć,
            połazić po śniegu, czasem popatrzeć na czerwone słonce zachodzące nad
            pokrytymi szadzią drzewami taki nierealny bajkowy i jednocześnie martwawy świat
            Łoj, kolejny rok mamy z głowy - cholera że to tak szybko mija, stanowczo za
            szybko,
            Jurek
            • ptasik Dolnoslaski cud zimowy:))) 07.01.04, 08:51
              Sluchajcie!!!
              Wstalam rano i rytualnie wyjzalam przez okno a tam najparwdziwsza w swiecie
              sniezyca!!!!
              Ba, nie dosc, ze sypalo to jeszcze calusienki swiat pokryty byl conajmniej 10
              cm wartswa bialego puchu....
              Jejku jak jest niesamowicie pieknie, a ja cholerka do pracy musialam:( Mozeby
              tak urlop na żadanie? :-)))) Nierealne, no ale pomarzyc mozna:-)))
              Ale bysmy z Byskiem szaleli i z Wirusem:-))))
              I fotek bym sobie na pamiatke narobila, bo mowia ze idzie od razu odwilz to nie
              wiadomo czy do mojego powrotu z pracy ten puch wytrzyma:(
              A na nastepny snieg to nie wiadomo kiedy mozna liczyc:-))))
              I pomyslec, ze w czasie wczorajszego wieczornego spaceru na ten sniezek
              lichutenki z takim smutkiem patrzyla i myslala, ze wyglada jakby ktos bele
              tiulu rozlozyl.

              Apropo spacerow:-)))
              Musze Wam sie pochwalic, ze chodze w bardzo dziwnym zestawie:-)))
              Ja, moj pies Bysior i nasz wspony kot Wirus:-)))))
              Wirus jest wyjatkowy:-))))
              A swoja droga bylo bardzo ciekawie jak Wirus przemykal w bruzdach pod las
              przygtowanych jak szpeig jakis, a Bysior patrzac w ciemna dal co chwila cos
              wystawial...... Troche wlosmi sie na glowie jerzyl:))))

              No i chodzilam na skoske, tak jak Jurek na biegowkach, to rzeczywiscie jest
              najsympatyczniejsze:-))))

              I na koniec wtrace swoje trzy grosze w kwestii niepracowania - ja bym mogla i
              recze, ze jeszcze bardziej by mi to piwona laweczce przed chatynka smakowalo,
              recze:-))))
              • kropka Re: Środkowopolski cud zimowy:))) 07.01.04, 12:39
                ja też mogłabym żyć bez pracy.
                Ciągle powtarzam, że gdybym spotkała tę kretynkę, która wymysliła
                równouprawnienie, wszystkie kłaki bym powyrywała.
                Co komu przeszkadzało, że kobita w domu siedziała, a chłop na życie zarabiał?
                Co komu przeszkadzało, że dom był wyhuchany (jak to się pisze????) i
                wydmuchany, ogródki obsadzone o czasie i wypielone, a dzieci wychowane na ludzi?
                Co komu przeszkadzał zapach pasty do podłogi i świeżego ciasta?
                Mogłabym siedzieć w domu, hołubić wszystko, co żyje, nawet koszule mężowi
                czasem wyprasować.
                Z tego piwka mogłabym zrezygnować.
                Szczególnie teraz, gdy biało za oknem, gdy szron szyby pomalował w takie wzory,
                że żaden człowiek ich nie powtórzy, gdy ogród ożywia się jedynie wtedy, gdy
                wnuk na spacer wychodzi w towarzystwie psa i kotów i cała czwórka ze
                zdziwieniem spogląda na tę zimną biel, sprawdza łapkami i językiem, czy nadaje
                się do jedzenia.
                Jak dobrze jest ulepić wielkiego bałwana z nosem z marchewki, odziać go w stary
                kapelusz i szalik i odtańczyć z dzieckiem dziki taniec indiański tradycyjnie
                zakończony zbiorowym baaaaaaach! w śnieg.
                I jak dobrze wrócić zmarzniętym do ciepłego domu, napić się gorącej herbaty...
                Rozmarzyłam się...
                Cholera! I komu to przeszkadzało?!
                • grau Re: Środkowopolski cud zimowy:))) 07.01.04, 12:53
                  kropka napisała:

                  > ja też mogłabym żyć bez pracy.
                  > Ciągle powtarzam, że gdybym spotkała tę kretynkę, która wymysliła
                  > równouprawnienie, wszystkie kłaki bym powyrywała.
                  > Co komu przeszkadzało, że kobita w domu siedziała, a chłop na życie zarabiał?
                  > Co komu przeszkadzało, że dom był wyhuchany (jak to się pisze????) i

                  chuchnij, kropeczko :)))
                  tez zaluje, chociaz zem chlop
                  co to bylo za babsko, alez to kretynka, przyznaje ...

                  lacze sie w zalu i pozdrawiam

                  sz.
                • ptasik Re: Środkowopolski cud zimowy:))) 07.01.04, 13:05
                  Kropka jak Ty to cudnie napisalas, wszystko co ja bym chciala a slow mi zbraklo
                  Tys napisala, wszystko...
                  Zastrzelilas mnie zapachem pasty do podlog i pieczonych ciast, o prasowaniu
                  meskich koszul nie wspomne, gdybym mogla w domu siedziec to i ja te koszule bym
                  w koncu prasowala...
                  No i ta herbata ciepla po spacerze zimowym i te dziecina ludzi wychowane:-)))))

                  Ja bym tego kto to rownouprawnienie wymyslil nago po sniegu puscila:-) albo w
                  pokrzywy.... (co gorsze?), a moze jakis inny lepszy pomysl zemsty?

                  Grau - w imieniu swoim i Kropki za solidaryzowanie sie z ciemiezonymi praca
                  zawodowa kobietami dziekuje:-)
                  Katula
                  • grau Re: Środkowopolski cud zimowy:))) 07.01.04, 13:58
                    ptasik napisała:


                    > Grau - w imieniu swoim i Kropki za solidaryzowanie sie z ciemiezonymi praca
                    > zawodowa kobietami dziekuje:-)
                    > Katula


                    Katula, mam ..
                    Posadzimy Tej Kretynce rdest, po nawozeniu obfitym, potem Ja ( te Kretynke,
                    znaczy) na lat kilka do Sachalina.
                    Jak wroci ... :))
                    Aha. I zadnego Chudego i kreta do pomocy. Najwyzej zza zywoplotu widok na tors
                    pieknie rzezbiony i cala reszte, tez piekna, acz niedostepna dozywotnio.

                    pozdrawiam
                    pisz o ptaszkach,
                    prosze

                    szary
                    • ptasik Re: Środkowopolski cud zimowy:))) 07.01.04, 14:47
                      grau napisał:
                      > Katula, mam ..
                      > Posadzimy Tej Kretynce rdest, po nawozeniu obfitym, potem Ja ( te Kretynke,
                      > znaczy) na lat kilka do Sachalina.
                      > Jak wroci ... :))
                      > Aha. I zadnego Chudego i kreta do pomocy. Najwyzej zza zywoplotu widok na
                      tors
                      > pieknie rzezbiony i cala reszte, tez piekna, acz niedostepna dozywotnio.

                      meski tors rozumiem, skoro my to jakiejs babie, jak wroci...:)
                      :-)))))))))))

                      > pisz o ptaszkach,
                      > prosze

                      nie musisz:-) bede na pewno:-)
                      Po pierwsze za Twoje umilowanie;) bab pracjacych
                      Po drugie jak tylko sie cos wydarzy, ale ostrzegam bo u mnie to wystarczy jak
                      przyleca rano na sniadanie:-)))) i juz bedzie to dla mnie wydarzenie w swiecie
                      ptakow:-)))
                      A swoja droga to ci moi podopieczni juz przezd switem zaczynaja jesc, hmmmmm
                      zastanawiajace ale jakzez radosne:-)))
                      • gitta Re: Środkowopolski cud zimowy:))) 07.01.04, 15:42
                        Kachani jaki tam cud!
                        Ja juz tego cudu mam dosyc!
                        Z chalupiny nosa nie moge wychylic bo dzieciaki jak nie w szkole to chore, a
                        chlop wraca dopiero jak sie sciemni.
                        No i przez caly rok chalupa i ten piekny aczkolwiek za duzy ogrod jest na mojej
                        glowie.
                        Wyprasuje, wypiore, ugotuje, bachory nakarmie i to wszystko???
                        • kropka Re: Środkowopolski cud zimowy:))) 07.01.04, 16:48
                          czyli "cudze chwalicie, swego nie znacie..." :-)
                          Kiedyś siedziałam w domu prawie rok.
                          I marzę o emeryturze!!!
                          • ptasik Re: Środkowopolski cud zimowy:))) 07.01.04, 22:28

                            Gitta, nie przekonalas mnie
                            Ja tez chce na emeryture:-)))
                            Od zaraz:-))))
                          • elijana Re: Środkowopolski cud zimowy:))) 16.01.04, 13:59
                            Nie,to nie prawda ,tak być nie może -jak mozna docenic to co mamy na co
                            dzień ,jedynie poprzez zmiany otoczenia.Praca jest niezbędna i koniec.Wcale nie
                            jestem tak do końca zadowolona ze swojej ,wolałabym inną ale nie jej brak-
                            nigdy,przenigdy .Mam wielki ogród 1400 m2 ale po pracy zająć się nim to dla
                            mnie istna przyjemność ,odprężenie,a gdybym tak miała w nim pracować od świtu
                            do nocy- po prostu miałabym dosyć - to chyba kwestia osobowości i charakteru
                            ale bez pracy-czy inaczej bycia na zewnątrz swego domu ciężko się żyje -
                            bynajmniej mi .Siedząc 1,5 roku w domu popadłam w straszną depresję ,odżywam
                            wśród ludzi ,czasem nawet i problemy są potrzebne aby się adrenalina podniosła-
                            rozsadnie w granicach.
                            • kropka Re: Środkowopolski cud zimowy:))) 16.01.04, 16:05
                              Elijano, problem właśnie w tych rozsądnych granicach.
                              Bardzo lubię swoją pracę, ale ta zaraza wciąga mnie często ponad siły.
                              Uwielbiam kontakty z ludźmi, ale z mądrymi. Niestety, w pracy jestem zmuszona
                              uśmiechać się do głupków, którzy rozmnażają się chyba przez pączkowanie, a
                              natura straciła już nad tym kontrolę.
                              O rozsądnych granicach nie ma co marzyć. Granice zniosą po wejściu do UE, a
                              rozsądek dawno zapomniał jak się nazywa.
                              Ja chcę na emeryturę!!!!!!!!!!!!
                              • janeta5 Re: Środkowopolski cud zimowy:))) 16.01.04, 18:47
                                Kropka !!! Ja też chcę na emeryturę !!!!!!
                                Janeta

                                • ptasik Re: Środkowopolski cud zimowy:))) 18.01.04, 20:58

                                  Ja tez chce, dalej o nikt mnie nie przekona, ze praca jest moim najwiekszym szczesciem i dobrodziejstwem i naprawde dla kontaktow z ludzmi nie musze chodzic do pracy...

                                  Zdecydowanie bardziej pasuje mi drugi czlon z tego powiedzenia:
                                  praca uszlachetnia
                                  lenistwo uszczesliwia:))
    • elaos Re: Piękny noworoczny prezent 08.01.04, 09:22
      Zgłaszam się też do koła emerytów. A do tej kretynki od równouprawnienia
      dołożyłabym idiotę, przez którego muszę wstawać po ciemku.
      • ptasik Re: Piękny noworoczny prezent 08.01.04, 11:09
        Oj jak dobrze ze pomyslalas o tym idiocie:-))))
    • mjot1 Pochwała bezczynności w zimowej aurze 09.01.04, 19:39
      „…czy gdybym całe życie w niej siedział (w chatce) to byłbym równie szczęśliwy
      chwilą - oto pytanie?”
      Czy mógłbym?
      Mógłbym Panie Jerzy. Mógłbym!
      Mógłbym siedzieć w chałupince i sączyć grzańca piwnego drażniąc sobie nozdrza
      aromatem miodno-korzennym.
      Mógłbym snuć się niczym zjawa nieziemska po okolicznych krzakach starając się
      odczytać treść zawiłą a zapisaną w różańcach tropów zwierzaków wszelakich. Snuć
      się bezczynnie i nasłuchiwać ciszy.
      Mógłbym wstać skoro świt z własnej i nieprzymuszonej woli po to li tylko by
      spojrzeć na zimne stalowe skry migocące na szronie i szadzi odbitym światłem
      księżyca. Po to by cieszyć ucho niesamowitym, szklistym śniegu zgrzytem
      wydobywającym się spod butów przy 19 stopniowym mrozie jedynie dla dźwięku
      tego.
      Wracałbym, co chwilka by nad kuflem roztopić szron na wąsach i brodzie osiadły.
      Mógłbym nawet nie wychodzić z chałupinki tylko grzać sobie stopy przy ciepełku
      bijącym z kominka.
      Mógłbym...
      Są takie czynności, które stając się codziennymi nie powszednieją jednak, nie
      tracą nic, absolutnie nic ze swej przyjemności.

      Łącząc się w bólu i bezsilności wywoływanymi myślą samą o tej ... i o tym ...
      wymienionymi powyżej przez Szanownych Forumowiczów pocieszam się jednocześnie
      faktem, że są jednak ludzie i tacy, którzy nie zatracili jeszcze zdrowego
      rozsądku. Ot choćby wynalazca(y) najpiękniejszego dnia tygodnia, czyli
      piatkupopołudniu.

      A czy ktoś z Was dostrzegł dzisiejszy zachód słońca? Tę niesamowicie ogromną i
      czerwoną kulę przekreśloną dwoma smużkami chmurek powoli ginącą za horyzontem
      lasu...
      A i samoloty latały dziś gęsto tnąc niebo jaskrawo świetlistymi kreskami...
      Znaczy to, że będzie pogoda. A to oznacza, że będzie też tęgi mróz! Może nawet
      pokona dzisiejszych –19 stopni? Któż wie...

      Najniższe ukłony!
      Nierób zdeklarowany M.J.
      • elaos Re: Pochwała bezczynności w zimowej aurze 16.01.04, 17:59
        Ot i cała prawda.
        Jak człek tkwi w bezczynności i słodkim lenistwie to ma czas zachód słońca
        podziwiać, gwiazdką śniegową się zachwycić, dostrzec piękno mniszka, zadumać
        się nad iskrą w kominku.A gonić za czasem, którego i tak nie dogoni-bezsens.
        Niech żyje piątekpopołudniu i ten co wymyślił emeryturę!
        Ela - leniwiec od urodzenia
    • mjot1 Traktat o pracy 17.01.04, 09:31
      W związku z pewnym zarysowanym tu nurtem
      Miłośnikom pracy poświęcon i do wykorzystania przy ewentualnej „pracy” z
      młodzieżą...

      „Módl się i pracuj”, „Praca uszlachetnia”, „Praca jest największym dobrem
      człowieka”, itd. głosili wielcy teoretycy wczoraj.
      Dziś właśnie teorie wprowadzono w życie i są w praktycznym zastosowaniu. Dla
      pracy bez zmrużenia oka można sprzedać najbliższą osobę...
      Co będzie jutro? Na to pytanie niech odpowiedzą sobie ci, którzy w myśl
      zasady „to wszystko dla dzieci przecie...” poza pracą już świata nie widzą.
      Ostatnio ukuto nowe pojęcie: Pracownik to kapitał.
      Taaa... Człowiek kapitałem.
      Cudowne pojęcie. Wręcz na kolana powala!
      Chylę czoła przed uczonymi w piśmie wszelakim, którzy takie pojęcia wymyślają i
      w czyn wprowadzają!

      Inwestujemy więc w ten kapitał już od dziecka. Nauka języków wszelakich, kursy
      tańca klasycznego i wojennego, gra na skrzypcach, fortepianinie czy innej
      drumli, „kastingi” i konkursy. Wiek szkolny obniżamy tak, że niedługo niewiasta
      w ciąży będzie już uczęszczać do jakiejś placówki edukacyjnej by życie
      napoczęte chłonęło wiedzę niezbędną.
      I od lat szczenięcych gromadzimy wszelakie kwity, zaświadczenia, świadectwa,
      certyfikaty i dyplomy. Na koniec taki „kapitalny” człek wygląda jak
      przepełniona kabza!
      Tylko czy czegoś po drodze nie straciliśmy przypadkiem? Gdzież dzieciństwo,
      gdzież młodość durna i chmurna, gdzież miejsce na zwykłe ludzkie odruchy i
      uczucia... Czy to człowiek jeszcze? Czy już cyborg wspaniale wyszkolony,
      zaprogramowany...
      Inwestujmy. Ba! pomnażajmy nawet ów kapitał. Sposoby są różne. Można postawić
      na jakość a można pójść też w ilość.
      Mamy już pojęcie „produkcja zwierzęca” żaden więc problem podczepić tam jeszcze
      i ten jeden produkt.
      Inwestujmy więc. Efekta już widać. Praca wyniesiona na piedestał stała się
      nowym złotym cielcem (boć przecie jedynie dla złota ją wykonujemy choćby
      liczonego w muszelkach)! Inwestycje przecie muszą się wrócić z zyskiem! Praca
      jako dobro samo w sobie.

      Czyż właśnie na naszych oczach świat nie staje czasem na głowie?
      Dla mnie zajęcie wykonywane dla przyjemności to hobby, pasja, konik, itd., lecz
      nie praca! Przyjemność wymaga środków a nie je przynosi!
      A ktoś, kto doznaje przyjemności podczas wykonywania pracy zarobkowej jest
      hmmm... (delikatnie mówiąc) spaczony. Rozumiem, że są wyjątki, lecz tu odsyłam
      do znanej reguły o wyjątkach.
      Czym bowiem różni się od prostytutki robotnik sprzedający siłę swych mięśni?
      Kimże jest intelektualista, który sprzedaje nie ciało, lecz w pewnym sensie
      ducha swego? Czyż nie jest to najwyższy stopień prostytuowania się?
      Jak sądzicie, co czuje twórca, który zmuszony jest sprzedać swe dzieło, w
      którego tworzenie włożył cząstkę siebie?
      Chodzi mi o pierwszy raz, bo potem to już normalność. Jakoś leci...

      Taaa... Praca uszlachetnia. Szlachetność owa wyłazi zewsząd! Widać ją na każdym
      kroku.
      A kogóż to praca niby uszlachetniała? Czyż przypadkiem jednak praca nie stała w
      sprzeczności z szlachectwem? Czyż szlachcic faktycznie pracą się parał?
      A ci mędrcy moralni w sutannach, nawołujący do mozołu i wyrzeczeń jakąż to
      pracą się parali (parają)? Praca dla dobra innych? Dobre uczynki? Bzdura
      kompletna!
      Czyż harcerz przeprowadzający staruszkę przez jezdnię nie myśli o jeszcze
      jednym znaczku do swej kolekcji sprawności?
      Kto jest w stanie mi dowieść, że „siostrzyczka miłosierdzia” siedząca u
      wezgłowia obłożnie chorego czyni to naprawdę bezinteresownie nie kombinując
      samolubnie, że tam na górze On zauważy jej wyrzeczenia i zaznaczy plusik przy
      jej imieniu?

      Wiem, że piszę tu rzeczy niezwykle niepopularne w czasach dzisiejszych, herezje
      wręcz.
      Wybaczcie, lecz ja nie wierzę w te hasełka typu „praca - największe dobro
      człowieka”, „módl się i pracuj”, „praca uszlachetnia” itp. dyrdymały.
      Toż niewolnik w myśl zasad owych musiałby być najszczęśliwszym z ludzi mając
      tego dobra wręcz nadmiar!
      Wystarczy wszak przeczytać: „... od tej chwili będziesz pracował w pocie i
      trudzie...” (czy jakoś tak podobnie) by pojąć, że praca owa to nie
      dobrodziejstwo a przekleństwo właśnie!
      Natomiast człowiek musi mieć pasje. Choćby to było oklepane zbieranie
      pocztówek, znaczków czy np. puszek po konserwach. Choćby to było marnotrawiące
      czas gapienie się na pająka czy śledzenie marszruty biegacza! Człowiek pracuje
      jedynie, dlatego że musi. Inaczej czas swój poświęciłby owym pasjom właśnie.
      Nie piszę tu o indywiduach, które nie mają jakiegoś konika, jakichkolwiek
      zainteresowań, bo dla mnie istoty takie nie są do końca ludźmi.

      Proponuję byśmy wyobrazili sobie eden jakieś eldorado, które gwałtownie
      zapanowało powszechnie... Oto mamy wszystko, nie musimy martwić się o swój i
      swoich bliskich byt, jakieś cyborgi wykonują za nas wszystko. Ciekawe ilu z nas
      rzuciłoby się na pracę by w niej szukać wyżycia się, satysfakcji, sprawdzenia
      siebie, samodoskonalenia, samorealizacji, awansu, ilu poświęciłoby się dla
      innych, a ilu poświęciłoby się swej pasji jedynie?

      A dość tych herezji!

      Najniższe ukłony!
      Widzący po tysiąckroć więcej dobra w myszołowa wolnym szybowaniu niźli
      w pracy przedajnej M.J.
      • piasia Re: Traktat o pracy 18.01.04, 14:58
        Mjotowy traktat o pracy przygnębiający jest okrutnie, tym bardziej że
        prawdziwy. A jednak...
        Wielu z nas lubi swą pracę i wykonuje ją z pasją i zaangażowaniem, narzekając
        nie tyle na nią samą, co na okoliczności jej towarzyszące - a to poranne
        wstawanie, a to durnego szefa, a to upierdliwego współpracownika, a to lichą
        płacę.

        Ale ilu z nas z ręką na sercu powiedziałoby "nie cierpię swojej pracy!"???
        Chyba niewielu. Ja swoją pracę kochałam, prawie każdą jedną którą przyszlo mi
        wykonywać. I pracę u ogrodnika, boć to było to co lubię, mimo że nieraz na
        dziób się padało po 14-tu godzinach, gdy przyszedł sezon na tulipany. I mimo
        że skóra z rąk schodziła od narcyzowego śluzu, który wpływał pod gumowe
        rękawice.
        I pracę w biurze też lubiłam, bo chociaż nudna była nad podziw, ale koledzy z
        pracy przemili, i sama firma dorzeczna.
        I ostatnią - w radio, bo chociaż wstawać trzeba było grubo przed świtem, to
        było to coś magicznego, i wiem, że niejeden uśmiech i miłą chwilę słuchaczowi
        dałam. A w niejednym urzędzie łatwiej mi było coś załatwić, nie dlatego, że
        przyszła "czwarta władza" co może zaszkodzić, ale że przyszedł ktoś kogo się
        znalo tylko ze słuchu, a tu nagle objawił się żywy!

        A teraz siedzę w domu drugi miesiąc i czasu na życie mi brakuje! Bo to i ptaki
        się obserwuje, i z psem bawi, i sweter na drutach robi, i zycie towarzyskie
        nadrabia, i z tęsknotą wypatruje wiosny, żeby popracować w ogródku. Tak,
        POPRACOWAĆ!
        Wszak, Mjocie, nawet zrobienie grzańca i napalenie w kominku to też praca! Im
        bardziej uda nam się przenieśc nasze pasje do pracy, a pracę wprowadzić w
        codzienność, tym chyba łatwiej i prościej.

        Bo bez pracy - nie tej przymuśnej, nagrymaszonej, ale tej w której widzi się
        jakiś sens, choćby li tylko i aż - zarobek - bez tej pracy chyba jednak byśmy
        padli i zmiłowania błagali...
        • ptasik Re: Traktat o pracy 18.01.04, 21:06
          Opowiadam się za M.Jotem i dalej chcę od ręki na emeryturę....
          Dla pojęcie pracy, na brzmienie którego się wzgrygam wiąże się z przymusem i choćby w tym przymusie chodziło tylko o jedno - albo wczesnie wstawanie, albo wrednego szefa, albo niska płacę to dopóki to będzie przymusem, będę się wzdrygać i już....
          Praca w ogrodzie, ganianie za ptakami, zbieranie puszek po konserwach - to są czynności wymagające wydatkowania energii, ale czynione z przyjemnością, bez przymusu.....
          Tak to ja poproszę o tę wcześniejszą emeryture:)
        • mjot1 W ramach polemiki baaardzo króciuteńko... 19.01.04, 19:47
          Oczywiście Piasiu masz rację!
          Jeśli przyjąć, że praca to siła działająca na jakiejś tam drodze, itd... To
          masz rację.
          Wówczas pracą jest niechybnie i sączenie grzańca leniwe a błogie i uprzednie
          zrobienie tegoż trunku jak i zdobycie środków płatniczych niezbędnych do
          nabycia ingrediencji by wspomnianego grzańca sporządzić.
          Wszystkie owe trzy czynności niczym się wszak nie różnią ot najwyżej wielkością
          mierzoną w dżulach. Tyle nauka.
          Lecz ja ceniący siebie ponad nauki wszelakie różnicę jednak dostrzegam. I
          potysiąckroć wolę tę czynność pierwszą, czyli sączenie. I wierzaj mi nie szybko
          znużonym nią byłbym w odróżnieniu od pozostałych.
          Lecz Ty to wszystko wiesz. Jedynie przewrotność, będąc cechą nieodłączną natury
          Twej niewieściej wziąwszy górę, każe oto bym w pracy przedajnej pasji
          poszukiwał.
          Ty Piasiu wiesz także i to, że pasję, jeśli zamienić na złoto to jakby mordu na
          niej dokonać!

          A swoją drogą czy ktoś z Was wie któż patronem jest lenistwa?
          Wśród takich zastępów świętych musi przecie być ktoś odpowiedzialny za tę jakże
          ważką cechę ludzką?

          Najniższe ukłony!
          Zwolennik nicnierobienia i piatkupopołudniu M.J.
    • mjot1 Sypie 20.01.04, 18:37
      Jest pięknie!
      A zaczynało już być nieciekawie i jakoś tak smętnie. Co prawda na naszej
      polance warstwa bieli miała jeszcze ok. 10 cm grubości, ale czapy z drzew
      znikły a na odkrytych przestrzeniach przewagę zaczęły brać beże i brązy ugorów
      i pól uprawnych.
      Ale sypie mniej lub bardziej intensywnie calusieńki czas. Już jest wspaniale!
      Już wszędy panuje nieskazitelna biel na tle której czernią się kreski pni i
      konarów.

      Moja Zdecydowanie Lepsza Połowa dzielnie starała się utrzymywać w jako takim
      stanie ścieżynki w naszym obejściu niezbędne do normalnej egzystencji... Cóż
      skoro nadzór w ramach nałożonych nań obowiązków w „Protokole odbioru robót”
      wpisał był: „śladu jakichkolwiek prac absolutny brak!”
      Sympatia sympatią a porządek musi być! A ewentualnej korupcji nasze zdecydowane
      Nie!

      Jest pięknie!
      I choć jutro raniusieńko trzeba będzie brnąć przecierając szlak poprzez
      dziewiczą biel to warto. Wszak nie ma nic za darmo...

      Najniższe ukłony!
      Zadowolony M.J.
      • janeta5 Re: Sypie 20.01.04, 20:20
        Mjocie drogi,już Ty nie zatrudniaj Twojej Zdecydowanie Lepszej Połowie psuciu
        tego co przyroda zmalowała.
        Kategorycznie protestuję !Ja dziś uciekłam z pracy,żeby zobaczyć ten obrazek
        na mojej działeczce.Jak w bajce!!!
        Zmartwiłam sie tylko ,że w karmniku urzędują same wrony,a u Was takie
        ślicznotki.No cóż ,trudno - wrona tez człowiek :)
        Ps. Nie mów nikomu,że uciekłam z pracy .
        Janeta
        • mjot1 Re: Sypie 20.01.04, 21:37
          Ja donieść? Janeto! Ja? Ja traktujący powyżej o pracy tak a nie inaczej? No
          gdzieżbym śmiał!
          Toż ja sam tylko czyham na najmniejsze nawet nadarzające się okazje i
          skrupulatnie je wykorzystuję by czmychnąć.
          Boć niczym jest przecie siedzenie za biurkiem z „sierioznym” marsem na obliczu
          i dokonywanie niezwykle ważnych ba niezbędnych wręcz dla ludzkości czynów w
          porównaniu z chwilką choćby spędzona w krzakach na łonie.
          Powiedzonko „natura człeka ciągnie w las” jest jednym z nielicznych prawdziwie
          trafnych mądrości. Ktoś, kto je wykombinował czuł, co mówi.

          Wrony powiadasz? A wiesz, że ja widuję wronę jedynie kilka razy w roku?
          Rzadkość to niezwykła ostatnimi czasy... Toż kruków moc przeogromna w
          porównaniu z wroną obecnymi czasy.
          Może to gawrony jednak? Ale też piękne. Wszystkie krukowate mają w sobie
          swoiste piękno.

          Najniższe ukłony!
          A i miłych snów wszystkim.
          Ceniący wagary choćby z racji niesienia namiastki lat szczenięcych M.J.
          • janeta5 Re: Sypie 20.01.04, 21:50
            Kruki i gawrony powiadasz Mjocie ? Wytłumacz więc Janecie,czym się taka
            powiedzmy wrona różni od kruka ,czy gawrona ? Żeby Janeta wiedziała z "kim "
            ma do czynienia ;)
            Janeta
      • puma002 Re: Sypie 21.01.04, 09:20
        Sypie i sypie, jeeeeeeeeej jaka piękna zima:-)))))))))))))))))
        • ptasik Re: Sypie 21.01.04, 11:05
          U nas sypalo, ale juz nie, dobrze, ze nasypalo i jest nasypane:)))
          Jest pieknie:)

          M.Jocie, Ty paskudo, to Ona w takim trudzie chciala Ci szlak do chaty
          przetrzec, a Ty Ją tak w tym swoim protokole?
          No nie, tegom sie po Tobie nie spodziewala:)
          W akcie protestu na miejscu Dany juz nigdy, ale to przenigdy bym Ci tych
          sciezek ie obmiotla ze sniegu:)))

          Janeto, a ja moge?
          Otoz podstawowa roznica miedzy wrona, a krukiem jest taka, ze nasze polskiew
          rony sa siwe, to znaczy maja siwy plaszczyk, a gwarony i kruki sa
          czarniusienkie...
          Hmmm a jak Ci napisac czym sie rozni kruk od gawrona, bos chyba laik zupelny?
          Kruki sa wieksze od gawronow, maja masywniejsze dzioby i nie slyszalam aby
          zalatywaly do karmnikow...
          Gawrony sa wielkosci wron i w zasadzie najczesciej przebywaja w ogromnych
          stadach, a zima sa stalym elementem widokow na polach i przy drogach...
          Kruki sporadycznie mozna spotkac w ilosci wiekszej nizli 2 osobniki naraz,
          chyba ze tuz po wylocie mlodych z gniazda...Poza tym zawsze w parze, a jak
          jedno z pary zemrze wczesniej to samotnie, bo sa sobie wierne do konca swoich
          dni i nie biora nowego partnera po smierci tego pierwszego, jedynego...
          Mam nadzieje, ze nic nie poplatalam, a Ty potrafisz juz rozroznic:)))
          Ja bardzo lubie krukowate:)

          PS. a pewna jestes, ze to nie byla kawka?
          PS2. ja tez nie doniose, zes zwiala wczoraj z pracy choc Ci zazdroszcze:)))
    • janeta5 Re: Piękny noworoczny prezent 21.01.04, 17:17
      Trzy razy Ptasiku przeczytałam i wiem na pewno,że to gawrony.Płaszczyka
      siwego nie miały,więc nie wrona.Była ich cała czereda ,więc
      nie kruki,bo mówisz,że kruki to tylko "mój z moją ".Padło na gawrony.No i co
      z tego .Tyż fajne :)
      Janeta
      • ptasik Krukowate są cudowne Janeto:) 21.01.04, 18:28
        Naprawde choc wiem, ze mi trudno uwierzyc, no bo ja ten teges nawet kury lubie:) Ale krukowate cenie za ich inteligencje, najbardziej chyba kruki, ale wszystkie podziwiam, moje sroki Kaski tez:)

        A swoja droga to ciekawe dlaczego wron siwych jest coraz mniej...
        • piasia Re: Krukowate są cudowne Janeto:) 22.01.04, 12:57
          Gdzieś czytałam, że gawrony mają "łysinki" przy dziobach.

          No i wątek od sniegu przeszedł poprzez rozważania o pracy - na ptaki ;)))
          Tu tak zawsze - zaczyna się od Sasa a kończy w lesie ;)))
          • ptasik Re: Krukowate są cudowne Janeto:) 22.01.04, 13:09
            Przypominam Ci ze zaczelo sie od sniegu co toM.Jotowi w NowY Rok zaczal
            padac:)))
            Cholera, tak naprawde to ja juz dokladnie nie pamietam do czego sie tenw atek
            zaczal:))))

            No jak zobaczylam lawinowy przyrost postow w watkach to od razu sobie
            pomsylalam ocho Piasia w kafejce szaleje, tlukac przy okazji klnaca mlodziez po
            lbach:)))))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka