Forum Sport Sport
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    NBA. Bryant zapisuje się w historii

    IP: *.euro-net.pl 30.05.10, 13:17
    Co by nie mówic o Kobe'im, to trzeba przyznać, że wie jak sie gra w kosza. Są
    koszykarze, którzy mają przebłyski (patrz Vince Carter, Tracy McGready,
    Iverson, Arenas, i wymienić można tu wielu), lecz Bryant świeci cały czas.
    Trudno wejść na szczyt a jeszce trudniej tam pozostać. Kobego albo sie lubi
    albo nie, lecz chyba wszyscy pasjonaci koszykówki przyznają, że już zalicza
    się do grupy "najwiekszych" gwiazd w historii NBA.
    Obserwuj wątek
      • Gość: Kuppi Re: NBA. Bryant zapisuje się w historii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.10, 13:32
        Chciałem zauważyć, że nikt z zawodników przez Ciebie wymienionych, no może prócz
        Cartera w tym seoznie, nigdy nie grał w prawdziwie mistrzowskim teamie.
        Iversonowi raz tylko sprowadzono sypiącego się webbera by zrobić wielkie
        hallo... co do T-Maca, to niestety, ale jest on chyba lepszym zawodnikiem od
        Kobego - jest bardziej zwinny, szybszy i ma lepszy rzut (choć może wszystkie te
        atrybuty powinny zostać wymienione w czasie przeszłym ze względu na notorycznie
        męczące go kontuzje), ale niestety ma psychikę losera - nie potrafię w nim
        dostrzec sportowej złości ukierunkowanej w odpowiednią stronę.
        Co do Arenasa - myślę, że okryłeś chańbą pozostałych, wymienionych zawodników
        stawiając ich w jego otoczeniu... nie ten format.
        Nie zaprzeczam - Kobe jest zawodnikiem wybitnym, ale ciekaw jestem jakby
        wyglądała jego kariera jakby jednak został w tym Charlotte.
        • barex77 Re: NBA. Bryant zapisuje się w historii 30.05.10, 15:12
          tak samo, jak Jordana, gdyby nie miał obok np. Pippena. prawda?
        • Gość: mykey Re: NBA. Bryant zapisuje się w historii IP: *.chello.pl 30.05.10, 19:08
          Wybacz ale porównanie T-maca do Kabego to herezja - natomiast postawienie go
          wyżej to po prostu żart... Nie przeczę że w pewnym momencie (na początku
          kariery) był prawie tak dobry motorycznie jak Kobe - natomiast NIGDY nie był w
          stanie pociągnąć zespołu (psychika) co w zestawieniu z notorycznymi kontuzjami
          (jednak nie najlepsza jak się okazuje na dłuższą metę motoryka) plasuje go w
          drugiej 50 jesli nie 100 graczy wszechczasów... Kobe należy do pierwszej 3...
          Jednym słowem wspołcześnie nikt nie dorównuje Kobemu a historycznie jedynie
          Michael i Wilt...
          • Gość: Amare Re: NBA. Bryant zapisuje się w historii IP: *.chello.pl 30.05.10, 20:06
            Kobe do pierwszej 3? Widać, że loverstwo do tego Pana totalnie Cię już zaślepiło. Pozdrawiam
            • Gość: mykey Re: NBA. Bryant zapisuje się w historii IP: *.chello.pl 30.05.10, 20:57
              Wybacz ale nie przyjmuję uwag od kogoś dla kogo jakimkolwiek idolem/wzorem/ulubieńcem koszykarskim jest drewniak pokroju Studemire'a czy jak mu tam... ; P (mam nadzieję że się nie obrazisz bo to taki żart w którym jest trochę prawdy - ale tylko trochę ;))
              A w 3 KB będzie bankowo jak zakończy karierę - skoro tego nie dostrzegasz to widać zaślepiła Cię niechęć do Kobego =)) Pokaż mi koszykarza współczesnego (lub nie) który by bardziej zasługiwał na 3 niż Kobe... (można by polemizować nt. Larrego or Ervina ale dla mnie są pół kroku z tyłu za geniuszami tj. Wilt'em Michael'em i Kobe'm a starszych po prostu nie widziałem w meczach na żywo a i cięzko porównywać bo w latach >80 to była inna dyscyplina). P.S. ScreenSport Forever =)
              • Gość: Amare Re: NBA. Bryant zapisuje się w historii IP: *.chello.pl 30.05.10, 22:16
                A co ma do rzeczy kto jest moim idolem? Poza tym nick nie musi akurat tego symbolizować. :) Nie mam w sobie niechęci do Kobe'go poprostu w przeciwieństwie do jego fanów zdaje sobie sprawe, że ta liga istnieje ponad 60 lat i koszykarzy, którzy grali efektywnej, więcej osiągneli i byli wybitniejsi od Bryanta troche było. Jeżeli Ty nie widzisz takowych, tych którzy bardziej zasługują na top3 niż KB, to chyba nie mam czego Ci pokazywać, bo dla mnie masz niewielką wiedzę o minionej koszykówce. KB jest TOP3 od czasów Jordana, z tym się moge zgodzić. Ale na pewno nie w historii.
                • Gość: mykey Re: NBA. Bryant zapisuje się w historii IP: *.chello.pl 31.05.10, 00:37
                  Jeśli chodzi o NBA sprzed 4, 5 czy 6 dekad (lata 50 60 i 70) to wybacz ale
                  trzeba być dzieckiem albo kompletnym laikiem żeby wierzyć/twierdzić że w
                  półprofesjonalnej lidze dla pasjonatów jaką była wtedy NBA (no może poza 70-tymi
                  kiedy pojawiły się już pieniądze) którykolwiek z uprawiających tę dyscyplinę
                  (poza Chamberlainem który był fenomenem - i tylko dlatego) mógł choćby zbliżyć
                  się do poziomu najlepszego koszykarza w dzisiejszych czasach...
                  Są tacy dla których np. Borg będzie bezwzględnie tenisistą wszechczasów... a
                  prawda jest taka że gdyby mógł się spotkac z Federerem na korcie to miałby
                  kłopot z urwaniem mu gema... (mam nadzieję że przykład nie był zbyt paralelny =))
                  Swoją drogą, jak na razie to Ty wychodzisz na niezbyt zorientowanego w temacie
                  bo nawet jednego zawodnika nie potrafisz z siebie wydusić.. ;P
                  • Gość: Amare Re: NBA. Bryant zapisuje się w historii IP: *.chello.pl 31.05.10, 20:18
                    Jak dla mnie trzeba być dzieckiem żeby lekceważyć wszystko co było przedtem, bo to "było dawno". Chamberlain był fenomenem, ale jeśli doceniasz jego, to nie rozumiem dlaczego nie doceniasz innych gigantów 60s, którzy pod wieloma względami w ogóle mu nie ustępowali. Tak samo mocno się zagalopowałeś z tą półprofesionalną ligą dla pasjonatów, NBA prawie od początku była najlepszą ligą w Stanach zrzeszającą najlepszych graczy kraju. Pasjonaci grali w Harlem Globetrotters. Z tymi tenisistami się raczej zgadzam, raczej bo nie za bardzo znam się na tenisie, ale to akurat co jest w tenisie nie do końca pokrywa się z grą zespołową jaką jest koszykówka. Ale w kwestii graczy z zeszłych dekad mam inny sposób oceniania niż Ty, więc narazie to zostawiam. Reszte napisałem 'tam'. Nie podaje nazwy, bo modzi usuwają komentarze ;D
                    • Gość: mykey Re: NBA. Bryant zapisuje się w historii IP: *.stat.gov.pl 01.06.10, 18:21
                      Hej - miło pokonwersować z oponentem mającym wiedzę i pasję do NBA - to lubię i
                      od razu przepraszam za uszczypliwości - 'wziąłem' Cię za tego za którego
                      (pewnie;) Ty mnie 'wziąłeś'... =))
                      Juz przechodzę do meritum (łącząc wątki z OBYDWU miejsc ;):
                      1. Nadal twierdzę że w latach 40 50 i 60 była to liga półprofesjonalna
                      (oczywiście w porównaniu i w odniesieniu do dzisiejszych standardów ale jednak -
                      to apropos tego jaki poziom sportowy reprezentował przeciętny/najlepszy gracz i
                      ich zestawiania z współczesnymi graczami)
                      2. Zgadzam się co do faktu że jeden gracz nie jest w stanie sam nic zrobic -
                      vide Mike w Wizardsach
                      3. Ja nie twierdziłem nigdy i nigdzie że przepaść dzieli lata 90 od
                      wspołczesnych - twierdziłem jedynie że koszykówka przed erą Jordana (czyli lata
                      >80 - pamiętasz?) to był inny sport - i nadal tak twierdzę... włąsnie ze
                      względu na te wszystkie fakty które wymieniłem (kasa, trening, obcokrajowcy
                      itd.) Kasa kusi nowych graczy i owocuje zainteresowaniem milionów (a sa to
                      miliony ludzi z których któryś;) może zostać MJ lub KB - czysta statystyka - im
                      więcej tym większe prawdopodobieństwo) Metody treningowe - dziś każda drużyna ma
                      trenera od ogólnorozwojówki, trenera od rzutów, kogoś kto rozpracowuje
                      taktycznie przeciwnika, kogoś kto dba tylko o wysokich itp. itd. - w tym sensie
                      kasa pomaga i to bardzo... Obcokrajowcy ewidentnie powiększają pulę potencjalnie
                      dobrych graczy - co znów potwierdza moją tezę - choćby tylko ze statystycznego
                      pkt. widzenia...
                      4. Piszesz że mecze sa nudne i przewidywalne - ale porównaj to sobie do lat
                      wcześniejszych - było identycznie - dynastie były normą (np. Lakersi w latach 80
                      totalnie zdominowali rozgrywki w 90 bullsi gdzie tylko NY mógł im podskoczyć) i
                      tak naprawdę od czasów Chicago i Mikea zasypiam na PO co rok (no chyba że gra
                      duet Jacks&Kobe który dla mnie jest pochodną Jacks&Mike i niesie podobny ładunek
                      emocjonalny) Nadal się będę upierał że fakt iż drużyna klasy SA (przypominam -
                      to 3 krotni mistrzowie z ostatnich lat pod wodzą jednego z najlepszych trenerów
                      ligi) odpada w 2 rundzie do jaja (w pierwszej eliminując co by nie mówic dobrą
                      drużynę - Dallas) - jak dla mnie to dowód na poziom ligi ale wiem że mało
                      wymierny... (jak większość punktów spornych w naszej dyskusji =)
                      5. Porównaj sobie wizualnie którykolwiek z meczy PO z lat >80 i dzisiejszych...
                      daje sobie głowę uciąć że podobnie jak w piłkę nożną (znowu przykład z zewnątrz
                      ale bardziej porównywalny) przeciętna drużyna nie miałaby szans z dzisiejszym
                      jej odpowiednikiem... ale kto wie - może musiałbym paradować bez głowy
                      ;)Niemniej gra zyskała na dynamice - kompletni laicy koszykarscy jacy pojawiali
                      się w pierwszych piątkach (że wspomnę tylko Bole'a i Muresana czy maskotkę
                      Boguesa) nie mają dziś prawa bytu w lidze... Lat 60 i 70 nawet nie wspominam bo
                      jak dla mnie to połowa z tych ludzi miała kłopoty z kozłem... =) Polecam chocby
                      na YT obejrzeć finały z tych lat...
                      6. Najbardziej spornym punktem jest top trójka i mam wrażenie że dla każdego z
                      nas co innego przedstawia (bo cieżko jest wymiernie porównywać ludzi grających w
                      innych czasach, w trochę inną grę w innych realiach i to na różnych pozycjach)
                      niemniej odniosę się do czesci nazwisk: Olajuwon, O'neal, K.Malone, Robinson,
                      Duncan, Barkley, (ich oglądałem na żywo i ja bym tu wymienił jeszcze co najmniej
                      Clyda i Stocktona) - gracze wybitni ale do geniuszu sporo im brakuje -
                      zwłaszcza jednej cechy - wszechstronności: Olajuwon - wybitne miał 2 czy 3
                      sezony, całą reszte był 'tylko' bardzo dobrym centrem, Robinson - prawie to samo
                      tylko że był gorszy od 'The Dream' i dopiero z Duncanem w parze stanowili duet
                      mogący wygrywac serie - obydwaj to doskonali rzemieślnicy ale nie artyści,
                      O'neal to clown i celebryta bardziej niż koszykarz - wystarczy spojrzeć gdzie
                      jest i co prezentuje od kilku sezonów - cień samego siebie, przez chwilkę
                      najbardziej 'dominujący' w NBA (w sensie unstopable) - ale tylko przez chwilkę i
                      z Kobem do pomocy;), K.Malone - wzór rzemieślnika ale nic więcej... i nigdy nie
                      dowiemy sie co byłby wart bez Johna którego z tej pary ceniłem i cenię wyżej (bo
                      to on był mózgiem) Barkley - trochę jak z Shaqiem - gracz przez chwilkę wielki
                      ale troche pajac (IQ to on za wysokiego nie ma podobnie jak Shaq - stąd
                      porównanie) do geniuszu sporo brak... Drexler - jak to powiedział kiedys sam
                      Mike - wystarczy rzucić m-dzy nas piłkę i od razu widać róznicę... Dokładnie
                      to samo zdanie mógłbym odnieść do Kobego i całej wymienionej reszty... i nie
                      mam sposobu żeby to udowodnić czy Cię przekonać bo jest to bardzo nieuchwytne...
                      Zwróc jednak uwage na jedna podstawową ceche wymienianych przez Ciebie
                      zawodników - właściwie wszyscy byli centrami lub silnymi skrzydłowymi grającymi
                      jak centrzy... tak była ułożona liga i dopiero Mike&Jacks pokazał że czasy
                      dominacji centrów są przeszłością... nastała era jordanopochodnych ;) - taki
                      nowy lepszy typ 'topplayera' - nie drągal pod koszem tylko dwumetrowiec z kozłem
                      i rzutem PG/FG potrafiący wszystko... Dzisiejsze gwiazdy to właśnie tacy
                      gracze - Kobe i słabsza reszta czyli James, Wade, Carter, T-Mac, Roy, albo
                      Rose, Manu(kapkę mniejsi) a nawet (wyrośnięty trochę ale tak grający) Melo... Z
                      centropodobnych ostali się Pau (na siłę bo z centra to on ma wzrost i haki ;),
                      Dirk czy Amare;)(który równiez z Ewingiem, Hakeemem czy Shaqiem ma niewiele
                      wspolnego) i rasowcy jak Shaq i Howard czy... Gortat ;))) przestano uważać
                      centra za podstawę/niezbędnik drużyny stąd mniejsza waga i wzrost przeciętnego
                      gracza NBA ! Ale jak dla mnie to progres - obrona na tym traci ale nie gra czy
                      liga co pokazał 2ga runda z SA...
                      Dlatego dla mnie zawsze pomimo niewątpliwych osiągnięć 'graczy przeszłości' w
                      swoich czasach nie postawię ich wyżej niż topy dni dzisiejszych (bez względu na
                      dyscyplinę) bo z doświadczenia i analogii wiem że ich 'poziom sportowy' z
                      automatu niejako był mniejszy... Stąd moja 3ka: Kobe i Mike a właściwie Mike i
                      Kobe (bo są najlepsi) + Wilt jako przedstawiciel oldschool'u.PozdrawiaM


                      • Gość: Amare Re: NBA. Bryant zapisuje się w historii IP: *.chello.pl 03.06.10, 10:44
                        Hehe, nie ma sprawy, ja na początku też nic nie napisałem, bo większość już później w ogóle nie odpisuje, więc po co się męczyć:). Mogę się zgodzić, że na początku NBA na pewno nie była tą ligą co dziś, chodzi tu o lata 40 i 50, ale w 60 to wyglądało już znacznie lepiej, nie tylko w kwestii napływu talentu, ale także organizacji ligi. Z tego co kiedyś czytałem było nawet lepiej niż w 70s, bo wtedy NBA miało poszarpanął reputacje i wielu graczy nie chciało w niej grać. Na pewno przed 80s poziom sportowy i ligi był zupełnie inny, a liga była słabsza i z tym się zgadzam, ale na pewno nie zgodze się z tym, że gracze, którzy dominowali wtedy, nie dawali by rady dziś. Kasa rzeczywiście kusi młodych i to sporo daje, ale jednocześnie zabija miłość do tego sportu. Znacznie większym problemem jest to, że kiedy taki młody dorośnie i rzeczywiście ma talent, to w momencie, w którym dostaje kontrakt na kilkanaśnie milionów często przestaje się rozwijać, bo mu woda sodowa do głowy uderza. Kiedyś zawodnicy dostawali grosze, ale grali, bo kochali koszykówke, robili to z pasją i największym poświęceniem. Dzisiaj już tego w większości nie widać, nie w takim stopniu. Dominacje dynastii zawsze były, ale 80s to na pewno nie tylko Lakers, ale też Boston, Philadelphia, Houston, Milwaukee czy Detroit. 90s na wschodze rzeczywiście Bulls zdominowali rozgrywki, głównie dlatego, że byli zdecydowanie najlepsi, ale na zachodzie było już sporo drużyn, które walczyły o wejście do finału. Pięciu różnych przeciwników Byków w 6 finałach o czymś jednak świadczy. A później inaczej nie było, NBA została zdominowana na wiele lat przez Lakers i Spurs, byli jeszcze Pistons, teraz są Lakers i Celtics. Dlatego liga raczej bardziej wyrównana się nie stała, a na pewno nie świadczy to o jej lepszości. Nie wiem dlaczego tak się upierasz z SAS. Tak naprawde to już od kilku lat wyglądają słabiutko, Duncan to dziadek, Manu grał bez nosa, Parker też zawodzi, Bowen na emeryturze. Wygrali 3 mistrzostwa, ale to było już dość dawno, to była zupełnie inna drużyna, nie ma już w nich tej potęgi. To właśnie, że dostają do 0 od marnych defensywnie Suns, których zawsze dzięki tej swojej obronie niszczyli dla mnie świadczy o tym, że byli bardzo słabi. A Dallas jak to Dallas, w RS mocni, a w PO lipa. Nie wiem czy była kiedyś drużyna przed Dallas, która poleciała w 1st round z pierwszych dwóch seedów. W ostatnich 7 latach chyba tylko 3 razy przeszli I runde, choć zawsze są pretendent to champion. Z tymi laikami się nie zgodze, takie drewno jak Muresan jeszcze niedawno grało w lidze i nazywało się Bradley i jakoś sobie chłop poczynał. Tak samo Bol, który był świetny w zamykaniu drogi innym do kosza, czy Bogues, który był cholernie szybki i zwinny i naprawde świetnie sobie jak na swoje warunki radził wtedy i radziłby teraz. Mamy dziś w lidze jego tylko troszke większą, ale i gorszą wersje, więc sądzę, że Maxy tym bardziej miałby prawo bytu. Co do wymienionych zawodników, moim zdaniem bardzo ich nie doceniasz. Olajuwon to chyba najlepiej wyszkolony center w historii, jego repertuar w ataku + genialna obrona to była poezja, nie można mówić, że wybitne miał dwa sezony, ja uważam, że przynajmniej z dekade miał wybitną, a już w szczególności w porównaniu do dzisiejszych centrów. Robinson to chyba najbardziej athletic center jakiego w życiu widziałem, geniusz, cholernie efektywny z olbrzymim wpływem na drużyne, statystycznie pod tym względem znacznie nad Bryantem. Nie wygrywał bo dotyczyło go to o czym mówiłem, nie miał drużyny. Tak naprawde przed Timem najlepsze co mu się przytrafiło to chyba Rodman, a nie musze mówić raczej co to znaczyło dla drużyny, w której nie było kogoś z duetu Daly-Laimbeer, Jackson-Jordan. Piszesz, że obaj z Timem to rzemieślnicy, ale nie artyści, tak samo piszesz przy Malonie... Cóż absolutnie się nie zgadzam. Dla mnie oni byli efektywniejszymi i zapewne lepszymi koszykarzami od Bryanta, ale nie wiem z czego wynika wyciągany przez Ciebie artyzm, czy to widowiskowość, efektowność gry? Dla mnie osobiście nie ma to większego znaczenia, bo oceniam graczy głównie przez pryzmat skuteczności. Dlatego np. choć zgodze się, że Shaq to clown, a jego umiejętności znacznie odbiegają od Robinsona czy Hakeema, to jednak miał swój sposób dzięki któremu zdominował i zniszczył lige. I to nie tylko na kilka lat, w latach 90-tych już był w ścisłej czołówce centrów, później nadeszła jesień tej pozycji, top 90s się postarzeli i Shaq przejął pałeczke najlepszego pod koszem, którą spokojnie trzymał z 6-7 lat. Ocenianie go jak gra dziś jest nie do końća sprawiedliwe, bo to stary dziadek już, a i tak uważam, że jak na swoje lata radzi sobie nienajgorzej i nie gorzej niż wiele innych legend tej pozycji w analogicznym momencie kariery. I tak też przymykam oko na tych co tak zawzięcie krzyczą, że James to siła i nic więcej, ja się z tym zgadzam, ale jednak jak by nie patrzeć to on on jest najefektywniejszym graczem na świecie, z Shaqiem było podobnie, a jak już do tego dochodzili to sprawa drugorzędna. Tak samo Barkley, był leniwym grubasem, ale jednak cholernie dobrym koszykarzem i nie wiem czemu piszesz tak jak u innych, że był wielki przez chwile. Przez chwile jak dla mnie to wielcy byli Hardaway, Hill, McGrady, ale nie Ci Panowie, zaliczający się do najlepszych w historii. Jeśli oni dominowali przez chwile, to Bryant też dominuje przez chwile :) Rzeczywiście ciężko Ci będzie mnie przekonać, bo nie ma wielu znaków na niebie i ziemi wskazujących na wyższość Bryanta nad tą elitą. Dla mnie sporo oddają jednak statystyki, bo je ciężko oszukać (nawet przy poprawce na różne lata) i sporo mówią o skuteczności zawodnika. A jeśli dobrze kojarze to statystycznie i Barkley, i Malone, i Drexler byli nie gorsi, a i nawet lepsi od Bryanta. Co do Mike'a, on nie pokazał, że era centrów jest przeszłością, tylko pokazał, że jest na tyle dobry, że potrafi wygrywać bez centra, nawet wtedy kiedy Ci mają się najlepiej w historii. Owszem, Mike stał się wzorcem dla milionów i pojawiło się sporo nowych graczy 'Jordanowych' o jego stylu i motoryce, ale prawda jest taka, że po jego odejściu liga wróciła do normy i znowu by wygrać pierścień trzeba było mieć wybitnego centra czy pf. Od jego odejścia pierścieniami przez następną dekade dzielili się Shaq z Duncanem, gdzieś tam przefrunął Wallace, ostatnie lata finaliści to Orlando z Howardem, Boston z Garnettem, Lakers z Gasolem i Bynumem. Tak więc jak widać, choć mania Jordana się przyjęła to dalej bez wybitnego podkoszowego o Championie można zapomnieć. Dlatego też nie do końca uważam, że spadła rola centra, tu są poprostu zaniki talentu:). Lata 90 pod tym względem były wybitne, mocno odbiegajace od innych dekad.
                        Nie wyobrażam postawienia sobie Bryanta przed Abdulem, który na różne sposoby dominował dwie dekady, Russellem, który totalnie na jednym polu zdominował swoją erę, Birdem, który był chyba najinteligentniejszym koszykarzem w historii i jednym z najgenialniejszych indywidualnie, potrafiącym łączyć to z wygrywaniem, genialnym Magiciem, Oscarem, Hakeemem, Westem, którzy również udowadanili, że potrafią być najlepsi zarówno w RS jak i w PO czy współczesnymi Shaqiem i Duncanem, którzy w pełni zdominowali playoffs po Jordanie, grając w każdym finale przez 9 następnych lat i tylko raz nie sięgając po pierścień. A Kobe, no cóż, nie oszukujmy się, playoffs nie są jego mocną stroną... To co mnie tu właśnie najbardziej w nim boli, to, że większość kariery w decydujących momentach PO zawalał, znikał, a jego Lakers odpadali w nędznym i kompromitującym stylu. Jedna seria z Suns tego nie zmazuje, szczególnie, że od początku było wiadomo, że KB będzie szalał z nimi, bo Phoenix mu leżą i szczególnie, że dwa lata temu było takie samo szaleństwo Bryantowe przed finałem, Bryant był GOAT, Bryant był Jordanem, a co było po finale to szkoda jednak przypominać. Chciałem jeszcze coś napisać o Drexlerze i Stocktonie, ale mi wywala, że za długi post, więc dam sobie narazie spokój:)
          • Gość: Kuppi Re: NBA. Bryant zapisuje się w historii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.10, 20:09
            Może źle się wyraziłem - nie tyle chodziło mi o to, że T-loser jest rzeczywiście
            lepszym koszykarzem od mamby, ile o to, że miał lepszy kapitał
            startowy...talent? predyspozycje? nie wiem jak to określić, ale musisz przyznać,
            że jego ruchy były po prostu wirtuozerią koszykówki. Wcześniej się tak
            zachwycałem chyba tylko niesamowitymi ruchami (jak na swoją pozycję oczywiście)
            z początku lat dziewięćdziesiątych.
            • Gość: ... Re: NBA. Bryant zapisuje się w historii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.10, 20:56
              ...Chodziło mi o Cliffa robinsona:)
            • Gość: mykey Re: NBA. Bryant zapisuje się w historii IP: *.chello.pl 30.05.10, 21:11
              Przyznaję - talent niesamowity... podobnie jak kuzyn =) i podobnie jak kuzyn
              bez szczęścia w karierze (choć Allan przynajmniej grał w finałach...) Taka
              drobna uwaga - o ile Kobe to dla mnie taki drugi Jordan to T-Mac to taki
              drugi... Scottie (którego niektóre zagrania 'podobały' mi się bardziej niż
              analogiczne w wykonaniu samego Mike'a... np. złożenie się do 3ki czy też
              'wyciągnięty' kelner ;))) PozdrawiaM
              • Gość: hmmm Coś się panu pomerdało ... IP: 80.50.133.* 01.06.10, 18:46
                Gość portalu: mykey napisał(a):

                > Przyznaję - talent niesamowity... podobnie jak kuzyn =) i podobnie jak kuzyn
                > bez szczęścia w karierze (choć Allan przynajmniej grał w finałach...) Taka
                > drobna uwaga - o ile Kobe to dla mnie taki drugi Jordan to T-Mac to taki
                > drugi... Scottie (którego niektóre zagrania 'podobały' mi się bardziej niż
                > analogiczne w wykonaniu samego Mike'a... np. złożenie się do 3ki czy też
                > 'wyciągnięty' kelner ;))) PozdrawiaM


                Kuzynem T-Maca jest Vince Carter a nie Allen Iverson.
                Pozdro!
                • Gość: mykey Re: Coś się panu pomerdało ... IP: *.chello.pl 02.06.10, 00:22
                  Dzięki za info - tyle lat w błędnym przeswiadczeniu (a co najgorsze pewnie nie
                  jedynym... ;))
                  PozdrawiaM
        • Gość: bierute Re: NBA. Bryant zapisuje się w historii IP: 79.98.144.* 31.05.10, 12:49
          jakby Kobe od początku grał w Charlotte to juz w pierwszym roku miałby takie
          statystyki jak np. LeBron w pierwszych latach... a tak przez pierwsze 2-3 lata
          sporo grzal ławę. Dzis miałby statystyki o jakies 10% lepsze. i tyle. dzisiaj
          jak 18-20 latkowie trafiaja do słabych teamów od razu graja po 40 minut w meczu
          i nabijaja statystyki. a Kobie mimo grzania ławy w pierwszych latach i tak bije
          juz wiekszośc rekordzistów...
      • Gość: Eliasz wrc basket NBA. Bryant zapisuje się w historii IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.05.10, 13:41
        Jest jednym z najlepszych. Licze na wyrownan walke bostonem
      • barex77 NBA. Bryant zapisuje się w historii 30.05.10, 15:09
        żenująca sprawa z taką relacją - czołowy sportowy portal czerpiący z PAP-u? dramat!
      • Gość: zenek Re: NBA. Bryant zapisuje się w historii IP: 89.229.106.* 31.05.10, 09:08
        jak to fajnie będzie jak KB przegoni już w wszystkich klasyfikacjach i
        statystykach MJ-a
        będę mógł je wciąż i wciąż cytować zaślepionym fanom Jordana a im w bezsilnej
        wściekłości pozostaną inwektywy i teksty typu "był najlepszy bo tak" :)
        • Gość: Amare Re: NBA. Bryant zapisuje się w historii IP: *.chello.pl 31.05.10, 20:51
          W jakich statystykach? :O
      • Gość: minister Kobe a MJ IP: 195.20.110.* 31.05.10, 13:45
        Każda dekada ma jakiegoś wybitnego gracza. W 88 - 98 był to MJ
        2006 - 2016 będzie to Kobe. Obydwaj najpierw dużo rzucali, później
        stawali się dominatorami ligi i rządzili.

        Statystyki w ich przypadku są drugorzędne bo jeden zaczynał w
        późniejszym wieku. Liczą się mistrzostwa, i MVP. Tutaj chyba jednak
        Jordan jest poza zasięgiem dodając do tego, że był raz najlepszym
        defensorem ligi i wielokrotnie przewodził strzelcom i
        przechwytującym.

        Ale Kobe już nie zasługuje na porównania z MJ, od pewnego czasu
        zapisuje swoją kartę
        • romad2447 Re: Kobe a MJ 01.06.10, 01:08
          Jezeli chodzi mistrzostwa to Bill Russell ma ich 11,rekord ktorego
          nikt nie pobije.Red Aurbach zawsze uwazal Russella za najlepszego
          zawodnika wszechczasow.Mozna o tym dyskutowac ale rekord jest
          rekordem.
          • macu23 Re: Kobe a MJ 04.06.10, 14:01
            No pobić rekord Russela to będzie niemożliwe, ale już wynik Jordana (6
            mistrzostw) jest w jego zasięgu. Ciekawostką jest fakt, że wszystkie tytuły
            Jordana i Bryanta zdobyte zostały pod wodzą Phila Jacksona ;)

            Moja Drużyna

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka