Forum Sport Sport
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    40. rocznica występu wszechczasów

    IP: 195.117.2.* 01.03.02, 17:49
    2 marca mija 40. rocznica meczu Warriors - Knicks, w którym Wilt Chamberlain
    odnotował występ, który trzeba uznać za najwspanialszy w historii basketu,
    nawet przed grą z Finałów Baylora z tego samego roku, wcześniejszym meczem
    Cousy'ego, sławnym 6. meczem Finałów'80 w wykonaniu Magica Johnsona czy
    podwójnym triple - double samego Wilta. Szczudło odnotował wtedy, nie licząc
    skromnych 25 zbiórek, 100 pkt. zdobytych w 36/63 rzutach z gry i 28/32 wolnych
    (gdyby zawsze wchodziły mu tak wolne jak wtedy, strach pomyśleć, jak już
    zupełnie astronomiczne stałyby się jego statystyki...). Te liczby - 100, 36, 63
    i 28 po dziś dzień są rekordami NBA, a pamięć tego meczu, choć materialny ślad
    po nim zachował się tylko na taśmie radiowej, na zawsze żyć będzie w kronikach
    ligi...
    Rocznicowe artykuły poświęcone temu zdarzeniu są łatwo dostępne na NBA.com. Ja
    jeszcze tylko przytoczę box score:

    The 100-Point Game
    Philadelphia Warriors 169, New York Knickerbockers 147

    March 2, 1962, at Hershey, Pa.
    Officials: Willie Smith, Pete D'Ambrosio.

    Attendance: 4,124.
    WARRIORS POS FGM FGA FTM FTA PTS
    Paul Arizin F 7 18 2 2 16
    Tom Meschery F 7 12 2 2 16
    Wilt Chamberlain C 36 63 28 32 100
    Guy Rodgers G 1 4 9 12 11
    Al Attles G 8 8 1 1 17
    York Larese 4 5 1 1 9
    Ed Conlin 0 4 0 0 0
    Joe Ruklick 0 1 0 2 0
    Ted Luckenbill 0 0 0 0 0
    TOTALS 63 115 43 52 169
    FG pct: .548. FT pct: .827. Team rebounds: 3.

    KNICKS POS FGM FGA FTM FTA PTS
    Willie Naulls F 9 22 13 15 31
    Johnny Green F 3 7 0 0 6
    Darrall Imhoff C 3 7 1 1 7
    Richie Guerin G 13 29 13 17 39
    Al Butler G 4 13 0 0 8
    Cleveland Buckner 16 26 1 1 33
    Dave Budd 6 8 1 1 13
    Donnie Butcher 3 6 4 6 10
    TOTALS 57 118 33 41 147
    FG pct: .483. FT pct: .805. Team rebounds: 4.


    Score by periods: 1st 2nd 3rd 4th Totals
    Philadelphia 42 37 46 44 169
    New York 26 42 38 41 147

    Chamberlain's Scoring By Periods

    Min. FGM FGA FTM FTA Reb. Ast. Pts.
    1st 12 7 14 9 9 10 0 23
    2nd 12 7 12 4 5 4 1 18
    3rd 12 10 16 8 8 6 1 28
    4th 12 12 21 7 10 5 0 31
    TOTALS 48 63 36 32 28 25 2 100


    Obserwuj wątek
      • reggie Re: 40. rocznica występu wszechczasów 01.03.02, 20:38
        O to, to to, to...
        Tak jest, to już 40 latek. Taka staystyka jest dobra prawie na wszystko. Miło
        się to czyta, nawet kolejny już raz. Nigdy za wiele koszykarza wszechczasów!
        Pzdr.
      • Gość: aj Re: 40. rocznica wyste˛pu wszechczasów IP: *.methodstudios.com 04.03.02, 23:08
        Chyba nie ma za bardzo sie czym podniecac. Zauwazyles ile zbiorek mialy
        obie druzyny? Wyglada, ze wtedy po prostu nie bylo w ogole gry w obronie.
        Druzyny podbiegaly pod kosz, rzucaly i tak w kolko. Jedynym sposobem na
        przejecie pilki byl faul - ciekawa taktyka. Szczerze sadze, ze mlodzi gracze,
        ktorzy teraz bebnia na podworkach NY lub LA rozgromiliby kazda druzyne
        sprzed 40 lat bez specjalnego wysilku. Ale 100 brzmi dumnie. Podobno
        gdy rzucil 100-ny punkt (na ok 45 sek przed koncem), stanal na srodku
        boiska i sie nie ruszal, bo 102 na przyklad brzmi gorzej....
        • Gość: Jaś Re: IP: *.216-194-5-107.nyc.ny.metconnect.net 05.03.02, 05:41
          Racja. Poziom tamtej koszykówki był o wiele niższy. Rzucali po 160 pktów na
          mecz. To mówi wszystko. Teraz ledwno d 100 dochodzą.
          Chamberlain wykorzystywał głównie swoją dużą przewagę wzrostu na innymi.
          Był zazdrosny, gdy Jordan zaczął pobijać jego rekordy.
          • Gość: Jaś Re: IP: *.216-194-5-107.nyc.ny.metconnect.net 05.03.02, 05:45
            Gość portalu: Jaś napisał(a):

            > Racja. Poziom tamtej koszykówki był o wiele niższy. Rzucali po 160 pktów na
            > mecz. To mówi wszystko. Teraz ledwno d 100 dochodzą.
            > Chamberlain wykorzystywał głównie swoją dużą przewagę wzrostu na innymi.
            > Był zazdrosny, gdy Jordan zaczął pobijać jego rekordy.



            Jeszcze dodam, że w 4. kwarcie wszyscy chyba grali na jego rekord.
        • Gość: Wilt Re: 40. rocznica wyste˛pu wszechczasów IP: 195.117.2.* 05.03.02, 14:47
          Tak, tak; macie rację, chłopaki. Jordan pobił rekordy Wilta (a to ciekawe, bo
          Wilt dzierży nieporównywalnie większą liczbę rekordów - chyba że macie własne,
          nieoficjalne statystyki), wtedy nie było żadnej koszykówki, Wilt wygrywał tylko
          dzięki wzrostowi, wszystkie drużyny rzucały po 160 pkt i gracze przynajmniej po
          90 (wiadomo; im słabszy gracz, tym więcej punktów rzuca; ciekawe, czy to dotyczy
          tez Jordana?),wszyscy grali na rekord Chamberlaina(szczególnie Knicks, którzy
          właśnie dlatego faulowali go ile mogli) - a dzisiejsze drużyny podwórkowe
          (zapewne z Wami w składzie) poradziłyby sobie z palcem z ówczesnymi
          mistrzowskimi. Poradziłbym Wam, żebyście odzywali się wtedy, kiedy będziecie
          mieli coś do powiedzenia; ale z drugiej strony, skazywanie Was na zupełne
          milczenie byłoby zbyt okrutne. :-) Dlatego poradzę raczej, żebyście sobie trochę
          poczytali na omawiany temat; choćby moje posty, w których ustosunkowałem się do
          bajd mających umniejszyć osiągnięcia Chamberlaina - zarówno poruszanych przez
          Was, jak i innych. Oczywiście nie musicie tego robić - to dłuuuga i skomplikowana
          materia, której przyswojenie mogłoby sie odbić na Waszych ocenach w szkole, (a
          tego bym za nic nie chciał ;-)), ale w takim razie wątpię, czy warto będzie
          polemizować z Waszymi postami, nie wnoszącymi do tematu absolutnie nic nowego .

          P.S. Wybaczcie tę gryzącą ironię, ale w ciągu ostatnich paru dni fani Jordana
          denerwują mnie niewymownie... W dodatku większość z nich poczytuje sobie za punkt
          honoru zaatakowanie Lakersów, jeśli chodzi o teraźniejszość i Chamberlaina, jeśli
          chodzi o przeszłość. Czy to jakiś wewnętrzny kodeks? A może i ja powinienem
          napisać coś napastliwego, kiedy wypadnie jakaś rocznica Jordana i jego fani będą
          chcieli świętować ją sobie w spokoju?

          • Gość: aj Re: 40. rocznica wyste˛pu wszechczasów IP: *.methodstudios.com 05.03.02, 19:18
            Stary mam przyjacielska rade - udaj sie do psychiatry. Masz wyrazne
            oznaki paranoi, wszyscy naokolo atakuja twoich Lakersow i twojego Ch.
            Walnales jak lysy grzywka o parapet.
            Po pierwsze nie napisalem nic o Jordanie, bo go nie lubie, kibicuje
            Lakersom od dawna - mieszkam w LA i co najmniej pare razy w miesiacu
            bywam na ich meczach. Pewnie nigdy nie widziales jak chlopaki graja na
            przyklad w Venice beach - z calym szacunkiem dla tradycji koszykowki,
            gracze sprzed 40 lat mogliby im natrukac. Swiat idzie naprzod, na
            przykladzie sportu widac to dosc jasno. Narciarze 40 lat temu jezdzili
            gorzej niz dzisiaj dwuletnie dzieci.
            Ale ty pewnie masz 80 lat i pamietasz stare dobre czasy. Teskni ci sie do
            mlodosci, nie? Wal do psychiatry, moze jeszcze nie wszystko stracone?
            • Gość: toms Re: 40. rocznica wyste˛pu wszechczasów IP: *.pl 05.03.02, 21:58
              no "aj" niestety zostales juz zaszufladkowany przez Wilta i od teraz bedziesz
              musial odpowiadac za wszystko co na tym forum napisza fani Jordana :-)))

              to ze ty "aj" jestes w sercu kraju koszykowki i wszystko mozesz zobaczyc na
              wlasne oczy to zaraz sie przekonasz nic nie znaczy bo Wilt przyczytal bardzo
              duzo na stronach internetowych i wie wszystko najlepiej ...

              Do tego przygotuj sie "aj" na to ze koszykowka i szczególnie NBA jest jedynym
              sportem na świecie w ktorym nie dokonal sie postep od lat 60 !!! Ot taki
              fenomen :-))) Wtedy kiedy grał Wilt Chamberline był szczyt koszykówki a od
              zakonczenia jego kariery obserwujemy zjazd po równi pochyłej :-))))
              zaraz sie dowiesz "aj" ze obecnei to jest słabiutka obrona, gra jest delikatna,
              najlepsi strzelcy mają zeza, a wogóle obecnie gra sie w żółwim tempie ....
              "Aj" zapominj o jakimkolwiek postepie... to pojecie nie funkcjonuje w
              koszykowce odkad nie gra Wilt Chamberlain!

              pozdrawiam
              PS. i jeszcze jedno "aj" albo jestes za Chamberlainem albo przeciw,
              a jezeli jestes przeciw to jak juz sie przekonałeś w logice tego forum to
              jestes fanem Jordana :-))) niezłe co!
            • Gość: Wilt Re: 40. rocznica wyste˛pu wszechczasów IP: 195.117.2.* 06.03.02, 15:10

              No to rzeczywiście jak raz się w tej kwestii pomyliłem; gość umniejszający
              osiągnięcia Chamberlaina nie okazał się fanem MJ (poczytaj sobie w każdym razie
              to forum i zobacz, jak regularnie ta współzależność na nim występuje, zanim
              zaczniesz po raz kolejny dowodzić swojej kultury w dyskusji pisząc o paranoi i
              wysłaniu mnie do psychiatry). Jednak na twoim miejscu z tekstami o walnięciu jak
              łysy grzywką w parapet (może o kant kuli, co? Ja też pamiętam parę tekstów z
              podstawówki - ale na ogół w poważnej dyskusji ich nie stosuję) w ogóle bym nie
              wyskakiwał - czegoś porównywalnego do tego, co ty walnąłeś (że dzisiejszy gracze
              streetballa wygraliby z dawnymi mistrzami), to na tym forum chyba jeszcze nie
              było - choć już myślałem, że pobite zostały wszelkie rekordy niewiedzy o tamtych
              latach i stronniczości...
              Odpowiadając na twoją wątpliwość - nie, nie mam 80 lat. Nie mam też 15 i nie
              uważami, że wszystko co najlepsze w baskecie dzieje się na moich oczach. Wykaż
              trochę wyobraźni, stary; jeśli kibicujesz Lakersom jakoś dziwnie nie doceniając
              epok ich wcześniejszej świetności, to może przynajmniej pamiętasz czasy Showtime.
              Może za 10 lat też ktoś tak sobie powie, bez żadnych merytorycznych argumentów,
              że współcześni podwórkowi gracze to mogliby tych Magica i Worthy'ego nastukać
              jedną ręką. A jeszcze później to samo mogłoby dotyczyć Shaqa i Kobego. Ciekawe,
              czy i wtedy się będziesz z tym zgadzał...
              Jeszcze raz powtarzam; jeśli chcesz, to poczytaj sobie moje posty, bo nie będę
              powtarzał tego, co wypisywałem na dziesiątkach stron. Ostatnio były to wątki "Top
              10 w historii" i "Majkel najlepszym graczem wszechczasów" (rzecz jasna, założony
              nie przeze mnie ;-)). Tam rozprawiam się zarówno z mitem niemożności
              porównywania graczy z różnych epok (tak jakby epoki dominacji Wilta i Kareema,
              pózniej Kareema i Olajuwona, w końcu Olajuwona i Shaqa nie zachodziły na siebie),
              jak i z wieloma innymi.

              Do tomsa; ktoś mógłby powiedzieć, że prawo do wykpiwania moich tez miałbyś,
              gdybyś je w końcu obalił - czego mimo zapowiedzi wciąż nie zrobiłeś. Ale nie chcę
              cię do niczego zmuszać; może szybciej doprowadzę tę dyskusje do konkluzji, jeśli
              zgodzę się z tobą i wypowiem tę niezwykle głeboką i uzasadnioną tezę: osiągnięć
              graczy z różnych epok absolutnie nie można wprost porównywać. W związku z tym,
              tak jak wg was, fanów Jordana, 37 ppg Jordana to więcej niż 50 ppg Wilta, to
              ogłaszam, że obecne 26 ppg Kobego to więcej niż 37 ppg Jordana. Zadowolony?
              Przecież to wasza niezbita logika. ;-)
              • Gość: toms Re: 40. rocznica wyste˛pu wszechczasów IP: *.pl 06.03.02, 16:46
                Gość portalu: Wilt napisał(a):

                >W związku z tym,
                > tak jak wg was, fanów Jordana, 37 ppg Jordana to więcej niż 50 ppg Wilta, to
                > ogłaszam, że obecne 26 ppg Kobego to więcej niż 37 ppg Jordana. Zadowolony?
                > Przecież to wasza niezbita logika. ;-)

                Widzisz Wilt już przyzwyczaiłem sie do twojej ignorancji i nie robi na mnie juz
                wiekszego wrazenia to iż mam sie spowiadac przed tobą z argumentow watto
                bo tobie widze ze wszystko jedno z kim dyskutujesz wszystkich sprowadzasz dio
                jednego mianowniak
                na koniec napisze tylko tyle ze argumentu o 37 ppg Jordana nie używałem ...
                ale ty Wilt pewnie znowu sobei coś tam na swój sposób zinterpretowałeś i zgodnie
                z twoją dość specyficzną logiką wnioski przez ciebie wysnute na podstawie moich
                tekstów podajesz na tym forum jako MOJE stwierdzenia... ehhhh
                • Gość: Wilt Re: 40. rocznica wyste˛pu wszechczasów IP: 195.117.2.* 06.03.02, 17:05

                  Widzisz toms, a ja szczerze mówiąc wciąż jeszcze do końca się NIE przyzwyczaiłem,
                  że czasem szczerze mówiąc miewasz trudności z dodaniem 2 do 2 i to i owo trzeba
                  ci wyjaśniac łopatologicznie.
                  Na temat Wilt - MJ akurat z watto nie przypominam sobie dyskusji (może to ty
                  okazałeś w tym miejscu "ignorancję", jeśli juz chcesz koniecznie używac tego
                  słowa). Natomiast ty - jak i inni fani MJ - próbowałeś umniejszyć znaczenie
                  osiągnięć Wilta w porównaniu z Jordanem wyciągając cały zestaw argumentów o tym,
                  że wtedy to były inne czasy, inna gra, słabi przeciwnicy itd. Jeśli to wszystko
                  nie sprowadzało się do uznania niższej wartości rekordów Chamberlaina w
                  porównaniu z jordanowskimi, to bardzo ciekawe; ale w takim razie powiedz wprost,
                  że wg ciebie Wilt więcej osiągnął w ataku - szczególnie we wspomnianym sezonie
                  61/62 - i był groźniejszym graczem ofensywnym od MJ, zamiast - jak często to
                  robisz - wykręcać się od najprostszych i najlogiczniejszych konsekwencji własnych
                  twierdzeń.
                  • Gość: toms Re: 40. rocznica wyste˛pu wszechczasów IP: *.pl 06.03.02, 17:27
                    Gość portalu: Wilt napisał(a):

                    >
                    > Widzisz toms, a ja szczerze mówiąc wciąż jeszcze do końca się NIE przyzwyczaiłe
                    > m,
                    > że czasem szczerze mówiąc miewasz trudności z dodaniem 2 do 2 i to i owo trzeba
                    >
                    > ci wyjaśniac łopatologicznie.

                    widzisz bo taki juz jestem ze lubie miec wszystko dobrze wytlumczone ...
                    > Na temat Wilt - MJ akurat z watto nie przypominam sobie dyskusji (może to ty
                    > okazałeś w tym miejscu "ignorancję", jeśli juz chcesz koniecznie używac tego
                    > słowa).

                    Widze Wilt ze starym swoim sposobem z kawału "a u was to murzynów biją " zawsze
                    satarasz sie znaleźć zarzut w moja strone abym to ja sie tlumaczyl
                    a to ci odswierze pamiec ze w watku MJ - Wilt z mojej strony nie padła liczba
                    37ppg ! Dlatego uwazam za nonsens pisanie o tym do mnie ! naotmiast niedawno
                    poslugiwał sie tą liczbą watto ! no cóż ale zapewnie wg twojej zakreconej logiki
                    to jakos z moich tekstow jestes w stanei wyczarowac owe 37ppg....


                    > Natomiast ty - jak i inni fani MJ - próbowałeś umniejszyć znaczenie
                    > osiągnięć Wilta w porównaniu z Jordanem wyciągając cały zestaw argumentów o tym
                    > ,
                    > że wtedy to były inne czasy, inna gra, słabi przeciwnicy itd. Jeśli to wszystko
                    >
                    > nie sprowadzało się do uznania niższej wartości rekordów Chamberlaina w
                    > porównaniu z jordanowskimi, to bardzo ciekawe; ale w takim razie powiedz wprost
                    > ,
                    > że wg ciebie Wilt więcej osiągnął w ataku - szczególnie we wspomnianym sezonie
                    > 61/62 - i był groźniejszym graczem ofensywnym od MJ, zamiast - jak często to
                    > robisz - wykręcać się od najprostszych i najlogiczniejszych konsekwencji własny
                    > ch
                    > twierdzeń.

                    Co do twojego sposobu pisania to Wilt czy dostrzegasz różnice pomiędzy dwoma
                    zdaniami:
                    a) toms twierdzisz ze MJ jest lepszy od Chamberalina
                    b) na podstawie tego co napisałeś toms wnioskuje ze MJ jest lepszy od
                    Chamberaliana

                    powiedz mi tylko czy widzisz roznice pomiedzy tymi dwoma zdaniami Wilt?
                    podpowiem ci tylko tyle ze caly czas ty Wilt stosujesz zdania typu a) zamiast
                    zdań typu b)
                    A i tak a propo to poprosze o odpowiedz na moje pytanie krotkie i rzeczowe bo jak
                    znam zycie to zaraz zaczniesz cos tam podawac przyklady jakies ze ja cos tam
                    kiedys napisalem ...
                    • Gość: Wilt Re: 40. rocznica wyste˛pu wszechczasów IP: 195.117.2.* 06.03.02, 17:34

                      Toms, o co ci w ogóle chodzi? Co takim kręceniem starasz się udowodnić?
                      Tak, niech ci będzie; dostrzegam różnicę między zdaniem a) i b) (choć nie wiem,
                      czego ma to dowodzić). Natomiast ciebie, choć nie odpowiedziałeś jeszcze na moje
                      pytanie z poprzedniego postu, pytam; czy zdanie a) nie odpowiada twoim pogladom?
                      To może krasnoludki założyły wątek "Majkel najlpeszym graczem w historii",
                      starając się na nim udowodnić, że jest lepszy od Chamberlaina?
                      A co do mojej, jakoby pokręconej logiki, zapytaj sie kogokolwiek, czy z lektury
                      twoich postów nie wyciągnąłby identycznych wniosków co ja; że wg ciebie
                      (konkretne cyfry sa tu nieistotne) rekordy Jordana są więcej warte od rekordów
                      Wilta.

                      • Gość: toms Re: 40. rocznica wyste˛pu wszechczasów IP: *.pl 06.03.02, 17:49
                        Gość portalu: Wilt napisał(a):

                        >
                        > Toms, o co ci w ogóle chodzi? Co takim kręceniem starasz się udowodnić?
                        > Tak, niech ci będzie; dostrzegam różnicę między zdaniem a) i b) (choć nie wiem
                        > ,
                        > czego ma to dowodzić).

                        to prosiłbym zebys w takich sprawach pisał ze jest to TWOJ wniosek z mojego
                        zdania a nie ze jest to MOJE stwierdzenie....


                        Natomiast ciebie, choć nie odpowiedziałeś jeszcze na moj
                        > e
                        > pytanie z poprzedniego postu, pytam; czy zdanie a) nie odpowiada twoim pogladom
                        > ?


                        > To może krasnoludki założyły wątek "Majkel najlpeszym graczem w historii",
                        > starając się na nim udowodnić, że jest lepszy od Chamberlaina?

                        kurcze widze ze musze odpowiedziec na ten watek bo powraca jak bumerang tak jak
                        pisalem odpowiedz sie pisze ale jeszcze ze dwa tygodnie zajmie....
                        Widzisz czasmi twoje wnioski odpowiadaja moim poglądom a czasmi nie bo sa po
                        prostu błedne wiec bezpieczneij zebys pisał ze to sa twoje wnioski

                        > A co do mojej, jakoby pokręconej logiki, zapytaj sie kogokolwiek, czy z lektur
                        > y
                        > twoich postów nie wyciągnąłby identycznych wniosków co ja; że wg ciebie
                        > (konkretne cyfry sa tu nieistotne) rekordy Jordana są więcej warte od rekordów
                        > Wilta.

                        acha to już o liczbach nei piszemy :-))....
                        to dobrze bo ja o tym nie wspomniałem...
                        co do statstystyk to oczywiscie wiele Chamberlain ma lepszych natomaist jego
                        zdobycze pkt wcale nie służyły druzynie w przeciwinienstwie do MJ-a ale to
                        zostawmy na wątek MJ-Chamb

                      • watto Re: 06.03.02, 18:12

                        > twoich postów nie wyciągnąłby identycznych wniosków co ja; że wg ciebie
                        > (konkretne cyfry sa tu nieistotne) rekordy Jordana są więcej warte od rekordów
                        > Wilta.
                        Wtrące się.
                        Nie rekordy Jordana są lepsze od rekordów Chamberlaina. To po prostu Jordan jest
                        lepszy od Chamberlaina.
                        Przypominanie 100 pktów jakiegoś przedpotopowego koszykarza z przedpotopowej ligi
                        jest absurdem. Zwłaszcza, że niektórzy uważali za tamtych czasów że nawet Russell
                        był lepszy od Chamberlaina.
                        Ja kiedyś w meczu podwórkowych zdobyłem wszystkie pkty mojej drzużyny. Jestem
                        lepszy od Jordana?


                        • Gość: nathan Re: IP: *.acn.waw.pl 06.03.02, 23:20
                          watto napisał(a):
                          .
                          > Ja kiedyś w meczu podwórkowych zdobyłem wszystkie pkty mojej drzużyny. Jestem
                          > lepszy od Jordana?
                          >


                          Pewnie, że jesteś! :-)))))) Przecież Jordan nigdy nie zdobył wszystkich punktów
                          dla swojej drużyny, więc nawet nie wiem po co pytasz? .... :-))))))


                          Pzdr.


                        • Gość: Wilt Re: IP: 195.117.2.* 11.03.02, 17:54
                          watto napisał(a):

                          >
                          > > twoich postów nie wyciągnąłby identycznych wniosków co ja; że wg ciebie
                          > > (konkretne cyfry sa tu nieistotne) rekordy Jordana są więcej warte od reko
                          > rdów
                          > > Wilta.
                          > Wtrące się.
                          > Nie rekordy Jordana są lepsze od rekordów Chamberlaina. To po prostu Jordan jes
                          > t
                          > lepszy od Chamberlaina.

                          A to ciekawe rozróżnienie...Zapewne to nie rekordy czynią mistrza?

                          > Przypominanie 100 pktów jakiegoś przedpotopowego koszykarza z przedpotopowej li
                          > gi
                          > jest absurdem. Zwłaszcza, że niektórzy uważali za tamtych czasów że nawet Russe
                          > ll
                          > był lepszy od Chamberlaina.
                          > Ja kiedyś w meczu podwórkowych zdobyłem wszystkie pkty mojej drzużyny. Jestem
                          > lepszy od Jordana?

                          A co to znaczy "nawet Russell"? Wbrew monomanii fanów MJ, jest dobrych paru
                          koszykarzy, których można uważać za best ever - Wilt, Robertson, Magic, Russell,
                          Bird. MJ czy Kareem. Za każdym z nich przemawiają jakieś argumenty, lepsze lub
                          gorsze - ja uważam, że najlepsze za Chamberlainem, ty, że za Jordanem - i co w
                          tym wszystkim ma być dziwnego?
                          Tak z ciekawości mógłbym zapytać; wszystko, co zdarzyło się przed twoim
                          urodzeniem, jest dla ciebie "przedpotopowe" i niewarte uwagi: książki, film,
                          historia, wszelkie możliwe dokonania sportowe? Ale nieważne; a z samym
                          zagadnieniem, pod jakim punktem łatwiej, a pod jakim trudniej było dawniej grać w
                          kosza, też już załatwiłem się na tym forum dość drobiazgowo. Zakończę tylko;
                          ciekawe, czy wyobrażasz sobie, co odpowiesz, gdy za 20 lat jakiś łepek podejdzie
                          do ciebie i powie, że nie ma co nawet dyskutować o wielkości Jordana, bo
                          wszystkie możliwe osiągnięcia przedpotopowego koszykarza z przedpotopowej ligi
                          się nie liczą. Właściwie dobrze by było zacząć przygotowywać odpowiedź już
                          teraz... ;-)

                          P.S. Szczerze mówiąc wątpię, żebyś był lepszy od Jordana, ale skoro już wierzysz
                          w to, że Jordan był lepszy od Wilta, to już właściwie nie robi różnicy - możesz
                          spokojnie wierzyć i w jedno, i w drugie. ;-)
                • watto o Co chodzi? 06.03.02, 18:02
                  Gość portalu: toms napisał(a):

                  > Gość portalu: Wilt napisał(a):
                  >
                  > >W związku z tym,
                  > > tak jak wg was, fanów Jordana, 37 ppg Jordana to więcej niż 50 ppg Wilta,
                  > to
                  > > ogłaszam, że obecne 26 ppg Kobego to więcej niż 37 ppg Jordana. Zadowolony
                  > ?
                  > > Przecież to wasza niezbita logika. ;-)
                  >
                  > Widzisz Wilt już przyzwyczaiłem sie do twojej ignorancji i nie robi na mnie juz
                  >
                  > wiekszego wrazenia to iż mam sie spowiadac przed tobą z argumentow watto
                  > bo tobie widze ze wszystko jedno z kim dyskutujesz wszystkich sprowadzasz dio
                  > jednego mianowniak

                  Nie rozumiem o czym mówicie. Nigdy nie porównywałem ppg Jordana i Chambarlaina
                  (choć w całej karierze to Jordan i tak jest lepszy).
                  Pisałem o 37 pktach w temacie "Nie ma następców Jordana" . Jest to chyba różnica.
                  CHodziło mi o Iversona-najlepszego koszykarza dzisiaj i innych. Bryanta
                  spomniałem ze względu na jego miłosników forumowych.
                  • Gość: toms Re: o Co chodzi? IP: *.pl 07.03.02, 09:31
                    sorry watto ze wogole cie mieszam w moja dyskusje z Wiltem ale chcialem mu
                    pokazac ze juz zaczynaja sie mieszac mu soby z ktorymi dyskutuje

                    a co do 37 ppg to niemartw sie watto bo to nie jest wazne czy ty to napisales
                    czy nie :-) Wilt i tak ci wykaze ze z twoich postow niezbicie wynika iz tak
                    twierdzisz :-))) bo Wilt bardzo czesto w dyskusji zarowno ze mna jak i na
                    przyklad z LB albo nathanem SWOJE wnioski przedstawia jako twierdzenia swojego
                    oponenta w dyskucji...
                    a potem Wilt jest wielce zdziwiony ze ktos sie oburza ze czegos takiego nigdy
                    nie napisal i ze zarzuca Wiltowi klamstwa
                    no cóz gdy ktoś stosuje taką taktyke w dyskucji musi sie z tym liczyc....
                    • Gość: nathan Re: o Co chodzi? IP: *.acn.waw.pl 07.03.02, 10:17
                      Kto mieczem wojuje, od miecza ginie ....
                    • Gość: Wilt Re: o Co chodzi? IP: 195.117.2.* 11.03.02, 17:41
                      Wiesz, toms; chyba jednak poczułeś się zagrożony przez nowego forumowicza -
                      tego, który oświadczył, że dzisiejsi koszykarze podwórkowi wygraliby z dawnymi
                      mistrzami NBA - w walce o miano tego, kto najlepiej potrafi walnąć na tym forum
                      coś rodem z teatru absurdu, coś z Mrożka; i pośpieszyłeś po raz kolejny
                      udowodnić, że ty też potrafisz. Najpierw, jak sam przyznałeś, ni z gruszki ni z
                      pietruszki mieszasz w naszą dyskusję watto, a potem tłumaczysz to w poście do
                      niego tym, że... mnie się mieszają osoby, z którymi rozmawiam (choć jako żywo z
                      watto nt. Wilt - MJ jeszcze nie rozmawiałem, dopiero ewentualnie zacznę) -
                      nie, tego sam Mrożek by nie wymyślił...
                      Co do tego, że wciąż uważasz, że ponieważ nie napisałeś wprost liczb 37 ppg i
                      50 ppg, to nie można ci przypisywać ich wzajemnej relacji wynikającej z twojej
                      wypowiedzi - naprawdę nie wiem, jak prościej ci to wytłumaczyć. Spróbuję
                      ostatni raz; powiedzmy, że napisałeś (ale jak śmiertelnie poważnie sprostujesz,
                      że tego nie napisałeś, to chyba nie wytrzymam i rozwalę klawiaturę ;-)), że
                      obecne BMW 320d ma mocniejszy silnik od Mercedesa C 220 CDI (co akurat jest
                      prawdą), nie podając jednak konkretnych liczb. Potem ktoś wymienia te liczby i
                      pisze, że no tak, 150 KM to więcej niż 143 KM - a ty w odpowiedzi, że ten ktoś
                      w sposób nieuprawniony wyciąga takie wnioski z twojego postu i to są tylko jego
                      wnioski. Tak właśnie się zachowałeś, kiedy ja - tym razem w odniesieniu do
                      basketu - podstawiłem pod twoje wywody konkretne liczby. I w ogóle ciągle to
                      robisz; jak z tobą na serio polemizować, kiedy połowę czasu zajmuje ci
                      wykręcanie się od tego, co wcześniej napisałeś? Naucz się jakiejś
                      odpowiedzialności za słowo; w tym również a propos tego, że twierdzisz, że w
                      dyskusji z LB przedstawiałem swoje wnioski jako jego. Kiedy tak było? Bo nie
                      sadzę, żeby LB to potwierdził.
                      A pisałeś - przypomnę - że Jordan osiągnął najwięcej ze wszystkich koszykarzy.
                      Więc jak w końcu; te jego rekordy były więcej warte niż Wilta czy nie?
                      Chciałbym wreszcie usłyszeć jednoznaczną odpowiedź, której również na tym wątku
                      nie prezentujesz, bo przyznajesz jedynie półgębkiem, że Wilt "niektóre"
                      statystyki miał lepsze, z którego to twierdzenia nic nie wynika. Wilt po prostu
                      MIAŁ generalnie lepsze statystyki i odnotował nieporównanie więcej rekordów niż
                      MJ - takie są fakty. Mozna je próbować deprecjonować w stylu watto - że są
                      stare, wiec się nie liczą - ale to też trzeba wprost powiedzieć, no i wtedy,
                      abstrahując od (nie) słuszności takiego postępowania, już droga otwarta do
                      stwierdzenia, że Chamberlain praktycznie w niczym nie był od Jordana lepszy
                      (no, może watto wielkodusznie przyzna, że te 27 rpg to nawet w latach 90.
                      byłoby odrobinę więcej niż u Jordana, może jednak Wilt zdobyłby obecnie
                      przynajmniej 8,1 rpg ;-)).
                      W każdym razie powinieneś się zdecydować; albo, jeśli wierzyć faktom i liczbom,
                      Wilt był pod względem statystyk lepszy, albo, podążając za twoim głosem
                      wewnętrznym fana MJ ;-) – lepszy był jednak Jordan. I tyle.


                      • watto Re: o Co chodzi? 12.03.02, 16:58
                        Nie chce mi sie pisać długich tekstów. Krótko.
                        Po co mieszasz w to zbiórki?
                        Ja mówię o poważnych koszykarzach, a nie o zbiórkowiczach albo Rodmanach.
                        Generalnie najwiecej zbiera najwyższy. I to wszystko.
                        Ocenianie koszykarzy przez samo patrzenie w statystyki to po prostu zabawa.
                        Porównamy statystyki moich lub twoich meczów podwórkowych ze statystykami NBA?
                        Albo statystyki Chambelaina z jego meczów podwórkowych?
                        Trzeba widzieć, przeciwko komu sie gra, a nie jakie sie miało statystyki.
                        • Gość: nathan Re: o Co chodzi? IP: *.acn.waw.pl 12.03.02, 18:19
                          Więc wychodzi na to, że WC był bardziej egoistyczny niż MJ. A o rozdmuchanym
                          ego MJ można było przeczytać "morze" postów. Bo jeżeli biorąc pod uwagę suche
                          liczby, to:
                          WC miał generalnie lepsze statystyki (choć punkty i asysty MJ miał lepsze więc
                          te "generalnie" nie wiem jak traktować, ale ok, załóżmy, że tak jest), a
                          tytułów mistrzowskich miał 2, a MJ miał ich 6. Czyli o dwieście (!) procent
                          więcej (Zresztą WC musiał się przenieść, do innej drużyny i być wspierany
                          przez innych wielkich, powtarzam wielkich graczy, żeby zdobyć pierścień. Co
                          Michael zrobił przy "dobrym", żadnym tam wielkim jak ktoś już sugerował,
                          graczu)
                          Jaki z płynie z tego wniosek? Bardzo prosty. MJ grał dla dobra drużyny i to
                          było priorytetm jego gry (potwierdzonym sześcioma tutułami). Natomiast WC
                          szczycił się swoimi osiągnięciami (nie tylko boiskowymi. Prymityw :-) )), przy
                          czym drużyna nic z tego nie miała ( Zdobywając te dwa tutułu był i tak daleko
                          od swoich najlepszych lat. Wkład Westa był chyba w to większy).

                          Coś jeszcze o rozdmuchanym ego Jordana? :-))


                      • Gość: toms Re: o Co chodzi? IP: *.pl 13.03.02, 08:41
                        Gość portalu: Wilt napisał(a):

                        > Wiesz, toms; chyba jednak poczułeś się zagrożony przez nowego forumowicza -
                        > tego, który oświadczył, że dzisiejsi koszykarze podwórkowi wygraliby z dawnymi
                        > mistrzami NBA - w walce o miano tego, kto najlepiej potrafi walnąć na tym forum
                        >
                        > coś rodem z teatru absurdu, coś z Mrożka; i pośpieszyłeś po raz kolejny
                        > udowodnić, że ty też potrafisz.

                        widze Wilt ze coraz wieksza radość na tym forum sprawia tobie pisanie nie o
                        koszykowce ale o stylu mojego pisania prawda? zawsze zaczynasz posta od jakiejs
                        anegdotki, przysłowia lub innego powiedzonga aby tak na początek ogólnikowo
                        zdeprecjonować juz wogole to co pisze ... ej... czy pamietasz jakiegos mojego
                        posta ktorego zacząłbym za twoim przykladem : "Wilt wypisujesz takie bzdury ze
                        tego czytac sie nie da!"? pamietasz jakiegos takiego posta?

                        >Najpierw, jak sam przyznałeś, ni z gruszki ni z
                        >
                        > pietruszki mieszasz w naszą dyskusję watto, a potem tłumaczysz to w poście do
                        > niego tym,

                        Wiesz co Wilt prepraszam Cię ale to co tu powyzej napisałeś jest po prostu
                        BEZNADZIEJNE, szczególnie wstawka :"jak sam przyznałeś" bardzo tutaj pasuje !
                        że niby to przynałem ze bez sensu wmieszałem watto w naszą dyskusję ?
                        wiesz co Wilt ale widze ze ty masz na prawde spore problemy z poprawnym
                        wyciaganiem wniosków!
                        Po tym jak robie tobie wykład na temat twojego pisania i dlaczego są problemy jak
                        przedstawiasz SWOJE wnioski jako CZYJES stwerdzenia ty piszesz coś takiego!
                        To juz na prawde trzeba być zupelnym ignorantem.

                        ale widze ze to bardzo lubisz wiec prosze o cytat mojego posta w ktorym to niby
                        stwierdzilem ze "Ni z gruszki ni z pietruszki" wmieszałem watto do naszej
                        dyskusji?

                        > Co do tego, że wciąż uważasz, że ponieważ nie napisałeś wprost liczb 37 ppg i
                        > 50 ppg, to nie można ci przypisywać ich wzajemnej relacji wynikającej z twojej
                        > wypowiedzi - naprawdę nie wiem, jak prościej ci to wytłumaczyć. Spróbuję
                        > ostatni raz; powiedzmy, że napisałeś (ale jak śmiertelnie poważnie sprostujesz,
                        >
                        > że tego nie napisałeś, to chyba nie wytrzymam i rozwalę klawiaturę ;-)), że
                        > obecne BMW 320d ma mocniejszy silnik od Mercedesa C 220 CDI (co akurat jest
                        > prawdą), nie podając jednak konkretnych liczb. Potem ktoś wymienia te liczby i
                        > pisze, że no tak, 150 KM to więcej niż 143 KM - a ty w odpowiedzi, że ten ktoś
                        > w sposób nieuprawniony wyciąga takie wnioski z twojego postu i to są tylko jego
                        >
                        > wnioski. Tak właśnie się zachowałeś, kiedy ja - tym razem w odniesieniu do
                        > basketu - podstawiłem pod twoje wywody konkretne liczby.

                        Dziekuje tobie za przyklad bo moze dzieki temu ja ci to wytlumacze! Z tym BMW i
                        Mercem to ładnie to wymysliłeś tylko potrzebna jest drobna korekta
                        powiedzmy ze napisałem ze "BMW 320d ma jest lepsze od Mercedesa C 220 CDI"
                        to bardziej pasuje do naszej dyskusji ! a z tego jak widzisz wcale nei wynika ze
                        uwazam ze silnik 150 KM jest lepszy od 143KM

                        I w ogóle ciągle to
                        > robisz; jak z tobą na serio polemizować, kiedy połowę czasu zajmuje ci
                        > wykręcanie się od tego, co wcześniej napisałeś? Naucz się jakiejś
                        > odpowiedzialności za słowo;

                        Ja ująłbym to w ten sposob ze połowe czasu to zajmuje mi wykrecanie nie z tego CO
                        NAPISAŁEM ale z tego co TY sobie WYMYŚLIŁEŚ bo jak juz kilka razy sie przkonałeś
                        nei byłeś w stanie tego zacytowac i musiales sie tlumaczyc ze to jest w koncu
                        twoj wniosek a nie moje stwierdzenie!
                        Wiec jak przestanesz uzywac tego styulu pisania to bedzie nam sie przyjemniej
                        polemizowalo...

                        > w tym również a propos tego, że twierdzisz, że w
                        > dyskusji z LB przedstawiałem swoje wnioski jako jego. Kiedy tak było? Bo nie
                        > sadzę, żeby LB to potwierdził.

                        LB nie musi nic potwierdzać bo tutaj masz cytacik (jak chcesz moge podac ich
                        wiecej;-) jak sam nawet prosisz LB zeby nie "tomsonował" czyli zeby nei zarzucał
                        tobei kłamstwa :-))) dziwnie wasza dyskusja w tym momencie bardzo przypomina
                        naszą ... ale cóż Wilt ty oczywiscie tego nie pamietasz i to ja musze szperac po
                        watkach a moze tak zaczniesz lepiej pamietac to co naisałeś i to co napisali
                        inni ! co?!

                        A oto cyctat z watku an temat MVP pierwsza wypowiedz Wilta:
                        "Ale tak w ogóle, co miałby mieć wiek Jordana tak w praktyce do rzeczy; czy za
                        każdy rok różnicy w porównaniu z Kobem mamy przyznawać mu dodatkowo punkty w
                        głosowaniu na MVP?

                        LB: Nigdzie nie pisałem nic o wieku Jordana, jako o czymś za co powinien
                        dostawać handicap. Nigdzie nie używałem tego argumentu w rozważaniach na temat
                        KB vs. MJ. Chyba znowu mnie z kimś pomyliłeś.

                        LB, naprawdę; nie tomsuj, proszę. :-) Przecież jasne jest, że nie piszę, że Ty
                        z kolei tak dosłownie pisałeś (zawsze to musiałem w ten sposób wyjaśniać
                        tomsowi...); po prostu zapytuję się na przykładzie"

                        Pragnę tobie Wilt zwrócic uwagę szczególnei na jedno zdanie LB :"Chyba znowu mnie
                        z kimś pomyliłeś." moze da ci to troche do myslenia...

                        > A pisałeś - przypomnę - że Jordan osiągnął najwięcej ze wszystkich koszykarzy.

                        Jesteś Wilt pewien ze tak napisałem ? A moze jest to tylko TWÓJ wniosek z tego co
                        napisałem ? he?

                        > Więc jak w końcu; te jego rekordy były więcej warte niż Wilta czy nie?
                        > Chciałbym wreszcie usłyszeć jednoznaczną odpowiedź, której również na tym wątku
                        >
                        > nie prezentujesz, bo przyznajesz jedynie półgębkiem, że Wilt "niektóre"
                        > statystyki miał lepsze, z którego to twierdzenia nic nie wynika.

                        Pisze niektóre bo trudno np. zebym napisałe ze Chamb ma wyzsza srednia pkt w
                        karierze ? prawda Wilt? sam przyznasz ze jakbym tak napisal to byloby klamstwo :-)

                        Wilt po prostu
                        >
                        > MIAŁ generalnie lepsze statystyki i odnotował nieporównanie więcej rekordów niż
                        >
                        > MJ - takie są fakty.

                        No tak słowo "generalnie" jest o niebo lepsze od słowa "niektore"... no tak...tu
                        jest tak wielka roznica z powodu ktorej robisz ta całą awanture

                        Mozna je próbować deprecjonować w stylu watto - że są
                        > stare, wiec się nie liczą - ale to też trzeba wprost powiedzieć, no i wtedy,
                        > abstrahując od (nie) słuszności takiego postępowania, już droga otwarta do
                        > stwierdzenia, że Chamberlain praktycznie w niczym nie był od Jordana lepszy
                        > (no, może watto wielkodusznie przyzna, że te 27 rpg to nawet w latach 90.
                        > byłoby odrobinę więcej niż u Jordana, może jednak Wilt zdobyłby obecnie
                        > przynajmniej 8,1 rpg ;-)).
                        > W każdym razie powinieneś się zdecydować; albo, jeśli wierzyć faktom i liczbom,
                        >
                        > Wilt był pod względem statystyk lepszy, albo, podążając za twoim głosem
                        > wewnętrznym fana MJ ;-) – lepszy był jednak Jordan. I tyle.

                        Ja wierze faktom i liczbom i uznaje MJ-a za lepszego bo jak wiesz u mnie bardzo
                        duze znaczenie maja dwie liczby odnoszace sie do dwoch najwazniejszych kategorii
                        w tym sporcie po pierwsze to oczywiscie mistrzostwo a po drugie to krol strzelcow
                        biorac te dwie kategorie pod uwage to nie ma lepszego :-)
                        podoba mi sie Wilt jak starasz sie zdeprecjonowac wage tych kategorii i podajesz
                        albo Chamba albo Russella tylko zapominasz o jednym ze tam jest koniunkcja
                        pomiedzy tymi kategoriami ...

      • Gość: Jaś Ile warte jest 100 pktów Chamberlaina? IP: *.216-194-6-216.nyc.ny.metconnect.net 30.04.02, 19:53
        Biorąc pod uwagę tamten wynik 169:147 i liczbę pktów zdobywanych teraz
        (przyjmijmy nawet 120, co jest osiągane tylko w OT), to 100pktów Chamberlaina
        warte jest dzisiaj nie wiecej niż 60-70.
        A 71 pktów zdobył kiedyś Robinson (1994), 69 JordaN...
        • Gość: Wilt Przynajmniej o połowę więcej niż 69 Jordana ;-) IP: *.gov.pl 24.07.02, 12:13
          Gość portalu: Jaś napisał(a):

          > Biorąc pod uwagę tamten wynik 169:147 i liczbę pktów zdobywanych teraz
          > (przyjmijmy nawet 120, co jest osiągane tylko w OT), to 100pktów Chamberlaina
          > warte jest dzisiaj nie wiecej niż 60-70.
          > A 71 pktów zdobył kiedyś Robinson (1994), 69 JordaN...

          Aż się przypominają dowcipy o Jasiu...

          Rozumiem, że wynik 169 - 147 wydał ci się za wysoki - że wszystko byłoby OK,
          gdyby w czasie meczu, w którym Wilt zdobył 100 pkt., obie drużyny zdobyły tyle
          ile przeciętnie się zdobywa teraz - PONIŻEJ 100 pkt.? ;-)

          Ale naświetlmy po kolei nieprawdziwe sądy i wewnętrzne sprzeczności zawarte,
          niestety, w twoim poście.
          Po pierwsze, łączny wynik omawianego meczu nie był oczywiście standardem dla
          tamtych czasów w większym stopniu niż rekord Wilta - choć w przeciwieństwie do
          tamtego, został w końcu pobity (choć zdaje się tylko przez jeden inny mecz,
          zresztą znacznie później, a nie w latach 60.).
          Po drugie, średnie wyniki z tamtego okresu były bardziej zbliżone do obecnych
          niż wyniki z lat 80., kiedy to - aż do czasu, gdy liga poszła śladem Pistons -
          były one najwyższe! Tyle co do stereotypu, że im dawniej, tym łatwiej było
          zdobywać punkty.
          Po trzecie, jak z tego wynika, stosując twoją własną logikę obniżania wartości
          wyników w zależności od średnich wyników meczów w danym okresie, najbardziej
          należy obniżyć wartość, i tak skromnych w porównaniu ze stówą Wilta, 69 pkt.
          Jordana - jako zdobytych w sezonie 89/90, bardziej dogodnym dla wysokich
          wyników meczów niż ten 1961/62. Taka konkluzja pasuje? :-))))
          Po czwarte, nie bardzo wiem w jaki sposób ma pomóc twojej argumentacji
          przypomnienie, że nawet David Robinson przekroczył w życiu 70 pkt. - w
          przeciwieństwie do Jordana ;-). Tak czy owak, spośród zaledwie 8 wyników
          powyżej 70 pkt. w historii, do Chamberlaina należy 6, z czego 4 najwyższe
          wyniki w ogóle. Przewaga jest, prawda? ;-)))
          • Gość: Jaś Re: IP: *.216-194-2-195.nyc.ny.metconnect.net 24.07.02, 19:04
            Nie widzę wiele sensu w tym co piszesz. Różnice w poziomie gry teraz i kiedyś
            są oczywiste.
            Chamberlainowi było łatwiej zdobywać pkty, bo dominował, wzrostem na
            przeciwnikami. Wszyscy w USA to przyznają (nawet w filmach o nim).
            Jordan miał przeciwników wiekszych od siebie, w taki samym stopniu jak
            Chamberlain miał ich od siebie mniejszych.
            I na tym polega wielkosc.

            A Robinsona 71 pktów chyba nie da sie zdezawuować, co?

            A propos. Ktoś tutaj ( może Wilt, nie pamietam )twierdził kiedyś, że
            Chamberlain miał srednią w karierze 50 pktów?
            Może ten ktoś zobaczył tytuł "50 meczów powyżej xx pktów" i mu sie pomieszało.
            Przypominam, że Jordan ma najwyższą srednią w karierze. Drugi jest Chamberlain.
            Poczytać trzeba dokładnie statystyki. Np. te z playoffs, które podałem kiedyś.
            • Gość: Wilt Re: IP: *.gov.pl 26.07.02, 15:04
              Gość: Jaś 24-07-2002 19:04 odpowiedz na list odpowiedz cytując

              >Nie widzę wiele sensu w tym co piszesz. Różnice w poziomie gry
              teraz i kiedyś
              są oczywiste.
              Chamberlainowi było łatwiej zdobywać pkty, bo dominował,
              wzrostem na
              przeciwnikami. Wszyscy w USA to przyznają (nawet w filmach o
              nim).
              Jordan miał przeciwników wiekszych od siebie, w taki samym
              stopniu jak
              Chamberlain miał ich od siebie mniejszych.
              I na tym polega wielkosc.

              Trudno nazwać rozumowanie, zgodnie z którym im sławny gracz mniejszy, tym
              lepszy, niezależnie od wszystkich innych czynników, inaczej niż tak prostym, że
              aż prymitywnym. Zresztą i tak konsekwentnie się go nie trzymasz; inaczej
              największy dla ciebie byłby nie Jordan, lecz Iverson czy Nate Archibald. Ja w
              każdym razie już po wielokroć odnosiłem się bardziej szczegółowo do tego
              zagadnienia. Zastanowię się, czy warto podawać odpowiednie linki komuś tak
              odpornemu na argumenty jak ty – nie mówiąc o tym, że mógłbyś się trochę wysilić
              i samemu poszukać na forum.

              >A Robinsona 71 pktów chyba nie da sie zdezawuować, co?

              Można by, ale po co? Brawo, Jasiu – jednogłośnie uznajemy, że było więcej warte
              niż 69 pkt. Jordana :-))

              >A propos. Ktoś tutaj ( może Wilt, nie pamietam )twierdził
              kiedyś, że
              Chamberlain miał srednią w karierze 50 pktów?
              Może ten ktoś zobaczył tytuł "50 meczów powyżej xx pktów" i mu
              sie pomieszało.
              Przypominam, że Jordan ma najwyższą srednią w karierze. Drugi
              jest Chamberlain.
              Poczytać trzeba dokładnie statystyki. Np. te z playoffs, które
              podałem kiedyś.

              Nie ucz ojca dzieci robić – co ty wiesz o statystykach? ;-) Ale tak ogólnie
              biorąc, to widać po raz kolejny, że cieniutko u ciebie z argumentami jak
              przychodzi co do czego, cieniutko. Nie zdołałeś ustosunkować się do żadnej z
              moich konkretnych tez, wyjąwszy niezmiernie przekonujące stwierdzenie, że są
              one bez sensu. Różnica między nami, stary, polega między innymi na tym, że
              kiedy ja twierdzę, że to, co piszesz jest bezsensowne, wtedy potrafię to
              wykazać. ;-) Natomiast ciebie stać najwyżej na numery w stylu insynuowania, że
              gdzieś, kiedyś napisałem, ze Chamberlain miał średnią kariery powyżej 50 pkt.
              Gdzie i kiedy - jeśli nie potrafisz tego wykazać (a nie potrafisz, bo
              oczywiście niczego takiego nie napisałem; więcej, wątpię, żeby ktokolwiek
              napisał na tym forum, które śledzę dość dokładnie), to lepiej siedź cicho,
              ograniczając zakres swoich autokompromitacji. :-)
          • Gość: Jaś informacje dla Wilta IP: *.216-194-7-91.nyc.ny.metconnect.net 30.07.02, 19:04

            > Po drugie, średnie wyniki z tamtego okresu były bardziej zbliżone do obecnych
            > niż wyniki z lat 80., kiedy to - aż do czasu, gdy liga poszła śladem Pistons -

            Skąd masz te dane?

            Wg ksiązki "Tall Tales" Terry Pluto
            "In 1959-60
            The average NBA team was scoring 115 a night, Boston leading the way at 124.5.

            In 1960-61, the lowest-scoring team in the league was New York, and the Knicks
            averaged 113.7 points. "


            Czyli srednia wynosiła 115 pktów, a najmniej rzucający zespół miał srednią 113.
      • Gość: jabol130 Shawn Bradly tez by 100 pkt zdobyl IP: *.sai-tx-1-52.rasserver.net 24.07.02, 20:27
        Shawn Bradley tez by zdobylby 100 punktow wtedy. Godna oosmiewiska obrona,
        nizsze kosze, i wogole nie dorastajacy fizycznie do piet dzisiejszych
        zawodnikow poziom, no i w koncu jego wzrost to wszystko powoduje ze to mierny
        rekord i nie godna dyskusja na jego temat. Na swoje czasy to moze jakies
        osiagniecie ale jak je mozna dzisiaj dostrzegac je jako wielkie. Chamberlaina
        inne rekordy sa godne wspomnienia bo skubaniec wiecej mial talentu i checi
        zeby "score" poza parkietem niz na nim. A co do gracza wszechczasow to przeciez
        nawet najlepszym w swoim czasie nie byl, bo Bill Russell do duzo lepszy player.
        • Gość: Wilt Pomyliło ci się z liczbą obalonych jaboli.... IP: *.gov.pl 26.07.02, 15:02
          Stary, na różne bzdury odpowiadałem na tym forum, ambitnie nie chcąc
          pozostawić żadnej kwestii niewyjaśnioną; muszą być jednak jakieś granice.
          Rozumiem, że 130 jaboli może poczynić poważne szkody w psychice; ale czy wtedy
          najwłaściwszą formą terapii jest wypisywanie nonsensów w Internecie? Podyskutuj
          sobie lepiej z Lechitą – on twierdzi, że osiągnięcia Jordana to zero – ty, że
          Wilta. Podenerwujecie się nawzajem (ty przy okazji dodatkowo podszlifujesz
          polszczyznę, bo masz spore braki), a ja będę miał spokój i nie będę musiał
          odpisywać w twoim stylu, nie popierając tego żadnymi składnymi argumentami; „a
          tego cieniasa Jordana to byśmy wszyscy zrobili na szaro na naszym podwórku”…
          • Gość: Jabol130 Re: Pomyliło ci się z liczbą obalonych jaboli.... IP: *.sai-tx-1-122.rasserver.net 30.07.02, 09:46
            Gość portalu: Wilt napisał(a):

            > Stary, na różne bzdury odpowiadałem na tym forum, ambitnie nie chcąc
            > pozostawić żadnej kwestii niewyjaśnioną; muszą być jednak jakieś granice.
            > Rozumiem, że 130 jaboli może poczynić poważne szkody w psychice; ale czy
            wtedy
            > najwłaściwszą formą terapii jest wypisywanie nonsensów w Internecie?
            Podyskutuj
            >
            > sobie lepiej z Lechitą – on twierdzi, że osiągnięcia Jordana to zero R
            > 11; ty, że
            > Wilta. Podenerwujecie się nawzajem (ty przy okazji dodatkowo podszlifujesz
            > polszczyznę, bo masz spore braki), a ja będę miał spokój i nie będę musiał
            > odpisywać w twoim stylu, nie popierając tego żadnymi składnymi argumentami;
            &#
            > 8222;a
            > tego cieniasa Jordana to byśmy wszyscy zrobili na szaro na naszym podwórku̶
            > 1;…


            Gość portalu: Wilt napisał(a):

            > Stary, na różne bzdury odpowiadałem na tym forum, ambitnie nie chcąc
            > pozostawić żadnej kwestii niewyjaśnioną; muszą być jednak jakieś granice.
            > Rozumiem, że 130 jaboli może poczynić poważne szkody w psychice; ale czy
            wtedy
            > najwłaściwszą formą terapii jest wypisywanie nonsensów w Internecie?
            Podyskutuj
            >
            > sobie lepiej z Lechitą – on twierdzi, że osiągnięcia Jordana to zero R
            > 11; ty, że
            > Wilta. Podenerwujecie się nawzajem (ty przy okazji dodatkowo podszlifujesz
            > polszczyznę, bo masz spore braki), a ja będę miał spokój i nie będę musiał
            > odpisywać w twoim stylu, nie popierając tego żadnymi składnymi argumentami;
            &#
            > 8222;a
            > tego cieniasa Jordana to byśmy wszyscy zrobili na szaro na naszym podwórku̶
            > 1;…


            Spodziewalem sie i otrzymalem typowo obrazliwa, pelna idotycznych uwag
            odpowiedz. Zadnej "kwestii nie wyjasniles" i "ambitnie" niczego osiagnac nie
            probujesz.
            Ile jaboli obalam to moja sprawa, a zaloze sie z toba ze nawet po 130-u
            wiecej sensu w moich wypowiedziach niz w twoich. Zamiast sie skupic na tym o
            czym pisze, to obrazasz moja polszczyzne. Prawda ze nie pieprze od rzeczy po
            polsku tak dobrze jak niektorzy na tym forum ale co do sensownych wypowiedzi,
            wydaje mi sie ze tobie jest duzo blizej do Lechity niz mnie.
            Nadal nie napisales dlaczego taki zachwyt Chamberlainem, a mi zarzucasz ze nie
            wspieram sie zadnymi argumentami(pomimo ze ich uzylem, moze tak jestes
            oslepiony Wiltem ze trzeba ci je podkreslic). W twoich postach zadnych dobrych
            argumentow nie ma. Nie piszesz co ci w jego graniu imponuje. Chamberlain moze
            byl jednym z lepszych graczy w latach 60-tych ale o co sie tu podniecac, co
            swietowac? Ogladales ten mecz, byles fanem lakersow w tamtych latach, czy tez
            moze naogladales sie za duzo ESPN Classic? Cos mi sie wydaje ze na sile starasz
            sie kibicowac Lakersom. Dla mnie, cokolwiek Chamberlain osiagnal w swojej
            karierze jest niczym w porownaniu z tym co dzisiejsi koszykarze NBA portafia,
            wydaje mi sie ze trudno jest ci to zrozumiec. Na koniec jeszcze raz chcialbym
            podkreslic, ze bardzo dziwi mnie twoj styl dyskusyjny; ale chyba kazdemu z nas
            cos z dziecinstwa zostaje, za bardzo sobie wszystko do serca bierzesz. Prosze o
            odpowiedz, tylko sensowna bo "szlifowac mojej polszczyzny" na bzdurach nie bede.
            • Gość: MM Re: Pomyliło ci się z liczbą obalonych jaboli.... IP: *.ny5030.east.verizon.net 30.07.02, 14:31
              wilt juz tak ma ze czasem pieprzy glupoty
              nie ma sie czym przejmowacc
            • Gość: Jaś Re: IP: *.216-194-7-91.nyc.ny.metconnect.net 30.07.02, 19:18
              Nie dziw sie. Tak to zwykle wygląda.
              Wilt nie odpowiedział na twoje argumenty , wiec próbuje swoich wypracowań,
              mysląc, że kogoś zmusi do uwierzenia, że na cokolwiek odpowiedział.
            • Gość: Wilt Re: Pomyliło ci się z liczbą obalonych jaboli.... IP: *.waw.cdp.pl 02.08.02, 16:24
              Jabol: Spodziewalem sie i otrzymalem typowo obrazliwa, pelna idotycznych uwag
              odpowiedz. Zadnej "kwestii nie wyjasniles" i "ambitnie" niczego
              osiagnac nie
              probujesz.

              Krótkie wyjaśnienie: spodziewać to się słusznie spodziewałeś takiej odpowiedzi
              jak moja – jaka teza, taka na nia odpowiedź. Kiedy ktoś wypisuje nieuzasadnione
              niczym nonsensy, niech zamiast Wersalu spodziewa się, że zostanie to nazwane po
              imieniu. Dzięki za kwalifikację moich poczynań na forum – rozumiem, że, mimo
              niedawnego zaszczycenia go swą obecnością, posiadasz na ten temat szczegółowe
              informacje. Załóżmy jednak, że nie masz; wtedy wszystko pasuje – tak samo jak
              wypowiadasz się o NBA nie będąc w stanie sięgnąć wyobraźnią poza czasy MJ jako
              osobiście przez siebie oglądane (a z twoich wypowiedzi przebija zdziwienie, jak
              w ogóle można sięgać dalej w przeszłosć; bardzo to charakterystyczne), tak samo
              będąc na forum nie potrafisz wyobrazić sobie, że jakis poruszany przez ciebie
              temat był już przedtem omawiany. W takim razie, żebyś nie zadawał sobie trudu
              szukania samodzielnie, podpowiedź; zajrzyj choćby na wątek
              TOP 10 wszechczasów. albo Majkel najlepszym graczem w historii - i wtedy
              odezwij się na temat Chamberlaina i lat 60., ale upraszam; dopiero wtedy, gdy
              będziesz miał do powiedzenia naprawdę COŚ NOWEGO w porównaniu do ludzi, którym
              dałem odpór na tamtych wątkach.

              Jabol: Ile jaboli obalam to moja sprawa, a zaloze sie z toba ze
              nawet po 130-u
              wiecej sensu w moich wypowiedziach niz w twoich.

              Nie ma sprawy; komisja rozstrzygnie z pewnością ten zakład na twoją korzyść –
              jeśli tylko będzie składać się z takich jak ty Jordan – lovers, Laker –
              haters. ;-)

              Jabol: Zamiast sie skupic na tym o
              czym pisze, to obrazasz moja polszczyzne. Prawda ze nie pieprze
              od rzeczy po
              polsku tak dobrze jak niektorzy na tym forum

              A co, po angielsku idzie ci to lepiej? ;-)

              Jabol: ale co do sensownych wypowiedzi,
              wydaje mi sie ze tobie jest duzo blizej do Lechity niz mnie.

              Mnie do Lechity bliżej jest (niektórymi) poglądami, tobie – pewną
              jednostronnością w ich uzasadnianiu oraz brakiem tolerancji dla poglądów
              przeciwnika. A o tej własnie drugiej cesze piszę; z jej to powodu byłbyś godnym
              niego partnerem.

              Jabol: Nadal nie napisales dlaczego taki zachwyt Chamberlainem, a mi
              zarzucasz ze nie
              wspieram sie zadnymi argumentami(pomimo ze ich uzylem, moze
              tak jestes
              oslepiony Wiltem ze trzeba ci je podkreslic). W twoich
              postach zadnych dobrych
              argumentow nie ma.

              Jeśli w tym, co piszę, nie ma dobrych argumentów, to w twoich postach
              argumentów nie ma ŻADNYCH – MNIEJ NIŻ ZERO…

              Jabol: Nie piszesz co ci w jego graniu imponuje. Chamberlain moze
              byl jednym z lepszych graczy w latach 60-tych ale o co sie tu
              podniecac, co
              swietowac?

              Parafrazując: Jordan może byl jednym z lepszych graczy w latach 90., ale o co
              się tu podniecać, co
              świętować (np. na twoim wątku „Jordan nadal najlepszy” , założonym w dodatku –
              w przeciwieństwie do mojego – bez żadnej konkretnej związanej z MJ okazji)? I
              co – miło to brzmi? Po raz kolejny można ci pogratulować empatii i tolerancji
              dla poglądów i upodobań innych, dzięki którym uważasz za uprawnione zachwycanie
              się na forum jedynie twoim idolem. Reszta (tj. czym imponuje mi Big Dipper);
              patrz ww. wątki.


              Jabol: Ogladales ten mecz, byles fanem lakersow w tamtych latach, czy tez
              moze naogladales sie za duzo ESPN Classic? Cos mi sie wydaje ze
              na sile starasz
              sie kibicowac Lakersom. Dla mnie, cokolwiek Chamberlain osiagnal
              w swojej
              karierze jest niczym w porownaniu z tym co dzisiejsi koszykarze
              NBA portafia,
              wydaje mi sie ze trudno jest ci to zrozumiec.


              W takim razie (już tym argumentem jakiemuś podobnie naiwnie rozumującemu fanowi
              MJ usta zamknąłem); bądź przygotowany na to, że za parę latek ktoś ci powie, że
              cokolwiek osiągnął Jordan, jest to niczym w porównaniu do grających wtedy
              koszykarzy po prostu z uwagi na fakt, że czasy się zmienily, i nie będzie
              chciał słuchać żadnych twoich merytorycznych argumentów. Przyjemnie będzie?
              Dobrze ci tak… ;-)
              Łudź się też dalej co do tego, że do kibicowania Lakersom trzeba się zmuszać,
              Jabolu cierpiący na purpurowo – złote koszmary ;-). Co to zresztą ma
              wspólnego z moim uznawaniem Wilta za Numer 1? Równie dobrze albo nawet
              lepiej, jeśli już uważać, że powoduję się w swoich wyborach powiązaniem danego
              gracza z Lakersami, za Nr 1 mógłbym uważać innych, bardziej z nimi związanych
              i również wybitnych, jak choćby Westa, Baylora, Kareema, czy – jeśli chcesz
              kogoś blizszego dzisiejszym czasom – Magica. Wybór jest spory, bo dominacja
              Lakers pod względem personalnym przez cały okres istnienia NBA jest jeszcze
              wyraźniejsza niż pod drużynowym. :-)))


              Jabol: Na koniec jeszcze raz chcialbym
              podkreslic, ze bardzo dziwi mnie twoj styl dyskusyjny; ale chyba
              kazdemu z nas
              cos z dziecinstwa zostaje, za bardzo sobie wszystko do serca
              bierzesz.

              ???

              Jabol: Prosze o
              odpowiedz, tylko sensowna bo "szlifowac mojej polszczyzny" na
              bzdurach nie bede.

              A to już zależy tylko od ciebie i od tego, co i jak piszesz. Ja na pewno nie
              będę cie namawiał do wypowiadania się w jakikolwiek sposób – bzdurny czy nie –
              bo żadnej łaski mi w tym zakresie nie robisz.
              Natomiast jeśli chcesz, żebym odniósł się mimo wszystko do tez zawartych w
              twoim pierwszym poście, proszę:

              1) Twierdzenie, że rekordy Wilta to sprawa wzrostu i nawet Bradley zdobyłby
              wtedy 100 pkt.: do tego już się szczegółowo odnosiłem (patrz wyżej), ale 2
              proste pytanka dla wykazania całej absurdalności twojego rozumowania:
              - czemu, skoro istnieje tak prosta zalezność między wzrostem a osiągnięciami,
              Bradley nie osiąga 100 pkt. teraz, bo nad graczami obecnymi ma przynajmniej
              taką samą przewagę wzrostu, co Chamberlain – nad dawnymi?
              - i czemu w takim razie w ciągu 4 ostatnich lat 3 razy królem strzelców był
              Iverson – najmniejszy z wielkich graczy NBA; co pozwoliło mu wyprzedzać Shaqa
              (nazywanego nawet przez niektórych współczesnym Wiltem), nie mówiąc o Bradleyu?

              2) Twierdzenie, że „nawet Russell” (to „nawet” też dość pogardliwe; widać, że
              nie umiesz zdobyć się na szacunek dla żadnej dawnej sławy, niezależnie od jej
              wzrostu) to o wiele lepszy gracz od Szczudła. Czym to niby je motywujesz,
              skoro:
              - Chamberlain niemal pod każdym względem przewyższał Billa; rzecz jasna w ataku
              (dwukrotnie wyższa średnia kariery!), ale także w zbiórkach, blokach, asystach
              i playmakingu; ustępował mu właściwie tylko w obronie jeden na jeden, ale nie
              dziwota, bo w tym ostatnim elemencie Russell był Nr. 1 wszechczasów. Gdzie
              jednak rzekoma generalna wyższość Russella?
              - Oto ich statystyki ze spotkań ze sobą: Wilt 28,7 pkt i 28,7 zb., Russell 23,7
              pkt i 14, 5 zb.!
              - i jako mocny końcowy akcent masz wyznanie samego Russella, z okresu, kiedy
              się już wycofał: "Wilt is playing better than I used to
              • Gość: Wilt Do reszty "polemistów" IP: *.waw.cdp.pl 02.08.02, 16:25
                Do innych „polemistów”:

                - MM, czy byłbyś łaskaw zdefiniować swoje rozumienie „pieprzenia głupot”? Czy
                nie następuje ono wtedy, gdy ktoś – jak ty - w odpowiedzi na merytoryczne
                argumenty nt. Kobego potrafi jedynie „zakończyć” dyskusję w stylu „sorry dobra?
                jak i caly new york ja sie z niego smieje i basta!”? Bo mnie ten przykład
                całkiem nieźle pasuje – a do tematu wrócę jeszcze na właściwym wątku.

                - do Skiby, proponującego zbanowanie mnie - jak rozumiem za to, że nie lubię
                MJ - tylko jedno; to głupota wrodzona czy wynik wytężonych ćwiczeń? W tym
                drugim przypadku pogratulować - potwierdza się, że ćwiczenie czyni mistrza.

                - i wreszcie do Jasia, w stosunku do którego wahałem się, czy w ogóle się
                odezwać (no, ale skoro odezwałem się już do Skiby, niestety nie można
                powiedzieć, żebym był wybredny w doborze rozmówców). Trzeba niezłego tupetu i
                bezczelności, żeby próbowac znów dyskutować jakby nigdy nic z kimś, kogo, jak
                mnie a) próbujesz opluskwić na forum, twierdząc, że jestem na nim problemem i
                w ogóle rozpętując kampanię nienawiści; b) w stosunku do którego sam
                oświadczyłeś, że go unikasz, a jego teksty niewarte są polemiki– widać, że
                można polegać na twoim słowie jak na Zawiszy; c) którego oskarżasz, że „tak to
                zwykle bywa” w kontekście tego, że jakoby nie odpowiadam na argumenty, co jest
                bezczelnością podwójną zważywszy, że – patrz b) – to ty się z polemiki ze mną
                wycofałeś. Odpowiem ci jednak, ale krótko, bo na moje zwykłą drobiazgowość nie
                zasługujesz (żebyś potem w nagrodę za mój trud znów się wyśmiewał, że piszę
                wypracowania? Byłoby to rzucanie pereł przed wieprze).
                a) Jeśli szukasz drużyn, które z kolei w latach 80. osiągały średnie rzędu 120
                pkt., starczą 2 nazwy: Denver Nuggets i Los Angeles Lakers. Tak w ogóle jednak
                nie wiem, co chcesz osiągnąć pisząc, że w latach 60. tyle zdobywał Boston
                (chyba, że podkreślić to, co wiele razy pisałem na forum, a z czego wielu nie
                zdaje sobie sprawy – jak supersilną drużyną byli wtedy Celci i że dlatego mógł
                przegrywać z nimi Wilt). Czy to zmienia podstawowy fakt, o którym pisałem – że
                biorąc poprawkę na średnie osiągane w danym okresie, to trochę wyżej należałoby
                oceniać nie rekord osobisty Jordana, ale co najwyżej – Robinsona?
                b) Analogicznie, co chcesz osiągnąć przez dopisywanie tu paru więcej cytatów
                nt. legendarnego meczu Chamberlaina – co z tego wynika dla poparcia twoich tez;
                to, że sam Wilt rozegrał spotkania, które oceniał jeszcze wyżej? A to
                rzeczywiście decydujący argument – brawo!

              • Gość: jabol130 Re: Pomyliło ci się z liczbą obalonych jaboli.... IP: *.sai-tx-3-164.rasserver.net 03.08.02, 08:19
                Gość portalu: Wilt napisał(a):

                )) Krótkie (???????? - I could make more mean, characteristic of you
                references, such as this one in your citations, but I'll omit them -
              • Gość: jabol130 Re: Pomyliło ci się z liczbą obalonych jaboli cont IP: *.sai-tx-3-164.rasserver.net 03.08.02, 08:28
                Uprosciles moje rozumowanie, czyzby latwiej ci na takie odpowiedziec. Nie wiem
                czy wiesz ale naukowo jest to uznane jako jeden z najwiekszych bledow
                dyskusyjno-argumentatywnych. Pozwala ci to przytoczyc argument ktory oczywiscie
                trudno zaprzeczyc, ale ktory nie zupelnie oddaje prawdziwy sens mojej
                wypowiedzi.
                Anyway, masz "prawie" racje; jesli ktos "z osobowscia (zapal, talent itp)
                Jordana, jego fizycznymi umiejetnosciami i wogole podobnymi cechami"(wybacz bo
                sie powtarzam) urodzi sie, powiedzmy za 10lat; to jesli zalozymy ze poziom
                koszykowki sie rozwinie (a nie "czasy sie zmienia" - kolejne uproszczenie
                mojego rozumowania) ten ktos bedzie lepszy.

                > Łudź się też dalej co do tego, że do kibicowania Lakersom trzeba się zmuszać,
                > Jabolu cierpiący na purpurowo – złote koszmary ;-). Co to zresztą ma
                > wspólnego z moim uznawaniem Wilta za Numer 1? Równie dobrze albo nawet
                > lepiej, jeśli już uważać, że powoduję się w swoich wyborach powiązaniem
                danego
                > gracza z Lakersami, za Nr 1 mógłbym uważać innych, bardziej z nimi
                związanych
                > i również wybitnych, jak choćby Westa, Baylora, Kareema, czy – jeśli chce
                > sz
                > kogoś blizszego dzisiejszym czasom – Magica. Wybór jest spory, bo dominac
                > ja
                > Lakers pod względem personalnym przez cały okres istnienia NBA jest jeszcze
                > wyraźniejsza niż pod drużynowym. :-)))


                Mam nadzieje ze sobie ze mna zartujesz, bo chyba oboje sie zgodzimy ze ta
                ostatnia uwaga godna jest takiej wlasnie oceny. Dominacja Lakers pod wzgledem
                druzynowym ??????? Dominacja lakers pod wzgledem personalnym????? co to,
                lepszych komentatorow, woznych i sprzataczki tez maja niz pozostale druzyny
                Moze bys tak spojrzal na te osobistosci NBA pod wzgledem calej ligii zamiast je
                oceniac patrzac przez swoje purpurowo zolte okulary.

                Jedyne koszmary jakie ja miewam to na temat nie zupelnie mi jasnych planow
                David Sterna i pozostalej machiny NBA co do fair play w lidze. Trzeba mi chyba
                w koncu zrozumiec ze koszykowka to biznes a wygrywaja ci ktorzy sa w stanie
                osiagnac najwiekszy zysk.

                > Jabol: Na koniec jeszcze raz chcialbym
                > podkreslic, ze bardzo dziwi mnie twoj styl dyskusyjny; ale
                chyba
                >
                > kazdemu z nas
                > cos z dziecinstwa zostaje, za bardzo sobie wszystko do serca
                > bierzesz.
                >
                > ???
                >

                Nie rozumiem "????" ; mam na mysli dokladnie to co napisalem, nie wiem....
                musze ci to wyjasnic?

                > Jabol: Prosze o
                > odpowiedz, tylko sensowna bo "szlifowac mojej polszczyzny" na
                > bzdurach nie bede.
                >
                > A to już zależy tylko od ciebie i od tego, co i jak piszesz. Ja na pewno nie
                > będę cie namawiał do wypowiadania się w jakikolwiek sposób – bzdurny czy
                > nie –
                > bo żadnej łaski mi w tym zakresie nie robisz.
                > Natomiast jeśli chcesz, żebym odniósł się mimo wszystko do tez zawartych w
                > twoim pierwszym poście, proszę:
                >
                > 1) Twierdzenie, że rekordy Wilta to sprawa wzrostu i nawet Bradley zdobyłby
                > wtedy 100 pkt.: do tego już się szczegółowo odnosiłem (patrz wyżej), ale 2
                > proste pytanka dla wykazania całej absurdalności twojego rozumowania:
                > - czemu, skoro istnieje tak prosta zalezność między wzrostem a osiągnięciami,
                > Bradley nie osiąga 100 pkt. teraz, bo nad graczami obecnymi ma przynajmniej
                > taką samą przewagę wzrostu, co Chamberlain – nad dawnymi?
                Co do powodu na moj post o SB juz sie wypowiedzialem.

                Man, znowu upraszczasz moje rozumowanie, zadnej "PROSTEJ" (jak bym wiedzial jak
                tu to slowo podkreslic to bym tak zrobil) zaleznosci miedzy wzrostem a
                osiagnieciami w moich postach nie ma.

                > - i czemu w takim razie w ciągu 4 ostatnich lat 3 razy królem strzelców był
                > Iverson – najmniejszy z wielkich graczy NBA; co pozwoliło mu wyprzedzać S
                > haqa
                > (nazywanego nawet przez niektórych współczesnym Wiltem), nie mówiąc o
                Bradleyu?
                >
                >
                Znowu, znowu, znowu......
                nic umiejetnosci strzeleckie same o wielkosci gracza nie znacza, zaczynasz mnie
                przekonywac ze ograniczona jest twoja wiedza sportowa

                > 2) Twierdzenie, że „nawet Russell” (to „nawet” też dość
                > pogardliwe; widać, że
                > nie umiesz zdobyć się na szacunek dla żadnej dawnej sławy, niezależnie od jej
                > wzrostu) to o wiele lepszy gracz od Szczudła. Czym to niby je motywujesz,
                > skoro:
                > - Chamberlain niemal pod każdym względem przewyższał Billa; rzecz jasna w
                ataku
                >
                > (dwukrotnie wyższa średnia kariery!), ale także w zbiórkach, blokach,
                asystach
                > i playmakingu; ustępował mu właściwie tylko w obronie jeden na jeden, ale nie
                > dziwota, bo w tym ostatnim elemencie Russell był Nr. 1 wszechczasów. Gdzie
                > jednak rzekoma generalna wyższość Russella?
                > - Oto ich statystyki ze spotkań ze sobą: Wilt 28,7 pkt i 28,7 zb., Russell
                23,7
                >
                > pkt i 14, 5 zb.!


                Uzycie "nawet" w tym zdaniu znaczy ze nawet Russell( gracz z jego ery) byl
                lepszy, dlatego banalne jest twierdzenie ze Wilt jest najlepszym graczem
                wszechczasow kiedy "nawet" we wlasych latach takim nie byl.
                Wyzszosc wzrostem uznam, ale zadnej wiecej. Wyzszosc druzynowa Celtics ty
                musisz uznac, no i jesli tak zrobisz to musisz tez uznac ze wiekszym
                osiagnieciem jest 23.7 pts i 14.5 reb w duzo lepszej druzynie niz to co
                osiagnal Wilt.
                > - i jako mocny końcowy akcent masz wyznanie samego Russella, z okresu, kiedy
                > się już wycofał: "Wilt is playing better than I used to
                • Gość: jabol130 WILT CZEMU NIE ODPOWIADASZ IP: *.sai-tx-4-64.rasserver.net 06.08.02, 17:20
                  Czy mam to uznac za wycofanie twojej opini o Wilcie, czy tez twoje poszukiwania
                  odpowienich argumentow na ten temat zajmuja ci troche czasu. Nie przejmuj sie,
                  mozesz mi odpisac w takiej formie jakiej ci sie podoba, wcale nie musi byc
                  krotko....tylko odpisz, bo cicho bez ciebie na forum
                  A zebys nie mowil ze nie mam szacunku dla legend NBA to musze dodac ze przykro
                  mi strasznie bylo dowiedziec sie o smierci Chick'a Hearn'a, to wielka strata
                  zarwono dla wszystich jemu bliskich jak i ligii.
                  pozdrawiam
                  • Gość: Wilt Re: WILT CZEMU NIE ODPOWIADASZ IP: *.gov.pl 07.08.02, 09:41
                    Odpowiem ci do końca tygodnia, i to wyczerpująco, OK? Mam niestety huk roboty i
                    jeśli w ogóle dziś coś napiszę na forum, to tylko krótkie notki. Chicka
                    niezmiernie żal - dzięki za kondolencje - tylko muszę się zastanowić, czy
                    umieścić tu wątek o jego odejściu, bo nie brak tu takich, dla których byłby
                    tylko okazją dla kolejnych wystąpień antylakersowskich.

                    Pzdr
      • Gość: skiba Moderator, zbanowac Wilta!!! IP: 212.87.117.* 30.07.02, 13:41
      • Gość: Jaś Parę wypowiedzi o tym meczu IP: *.216-194-7-91.nyc.ny.metconnect.net 30.07.02, 19:09
        cytaty z "Tall Tales" Terry Pluto

        Richie Guerin (Knick): I'm not saying this to take anything away from Wilt. I
        think Wilt is the best big man to play the game--ever. I am convinced that he
        can go out there today at 50-some years old and be better than most of the guys
        starting now.
        But that game was not played as it should have been played. The second half was
        a travesty. I don't care what the Philly people say, I'm convinced that during
        the half they decided to get Wilt 100. He took nearly every shot. In the normal
        flow, Wilt would have scored 80-85 points which is mind-boggling when you thing
        about it. I'm sorry, this may be basketball history but I always felt very bad
        about that game. I got so sick of it that I intentionally fouled out.

        Harvey Pollack (PR Man): It is a mythic game because Wilt scored exactly 100,
        no more, no less. And the game ended after Wilt scored his 100th point even
        though there were 46 seconds left on the clock. Those things will never happen
        again.
        Pete D'Ambrosio (official): I officiated that game with Willie Smith and there
        was nothing special about it. The season was almost over. The playoff spots had
        been decided. the only reason it was played was because it was on the schedule.
        the last thing anyone expected was basketball history.
        Al Attles (teammate): Wilt just kept scoring. He had 69 after three quarters.
        Dave Zinkoff was doing the PA and after every basket Wilt scored in the fourth
        quarter, he'd announce, "That's 82 for Wilt." So everyone in the game knew the
        situation and it just evolved to the point where we wanted Wilt to get 100.
        Wilt Chamberlain: When I got into the 80s, I heard the fans yelling for 100. I
        thought, "Man, these people are tough. Eighty isn't good enough. I'm tired.
        I've got 80 points and no on e has ever scored 80." At one point, I said to Al
        Attles, "I got 80, what' the difference between 80 and 100?" But the guys kept
        feeding me the ball.
        Tom Meschery (teammate): By the fourth quarter, the Knicks were waiting until
        the 24-second shot clock was about to expire before they shot. When we had the
        ball, they were fouling everyone except Wilt so he wouldn't get 100. So we
        would take the ball out-of-bounds and throw high lobs directly to Wilt near the
        basket. When Wilt wanted the ball, he was big enough and strong enough to go
        get it. Guys were hanging on his back, and he was still catching the pass and
        scoring. I knew it was going to happen when with about five minutes left Wilt
        dunked one and nearly threw two New York players into the basket with the ball,
        and Dave Zinkoff yelled over the PA, "Dipper Dunk for 86!"
        Richie Guerin (Knick): they can complain about us fouling people, but Frank
        McGuire sent some subs into the game and they were fouling us immediately to
        get the ball back and give Wilt some more chances.
        Pete D'Ambrosio (official): The game was a real pain in the neck to call. The
        last three minutes of the game took about 20 minutes. The Knicks were jumping
        on guys just to keep the ball away from Wilt. Then New York would get the ball,
        and Philly would foul.
        Al Attles (teammate): Frank McGuire told Wilt, "You bring the ball up the
        court." Wilt liked to think he could play guard, so he loved it. But Frank did
        that down the stretch so that if New York wanted to foul someone, it had to be
        Wilt.
        Harvey Pollack (PR Man): Darrell Imhoff started at center against Wilt, but he
        fouled out and played only about half the game.
        [Chamberlain was guarded by Cleveland Buckner, who was listed as 6-foot-9 but
        was closer to 6-foot-7. ]

        Frank McGuire (coach): I do think that we were more excited about the game than
        Wilt was. I do recall him sitting in that little locker room--it was nothing
        more than a high school dressing room with one long wooden bench in the middle
        where everyone sat. Wilt was holding the stat sheet, sweat pouring off his
        face, just staring at it.
        Wilt Chamberlain: The 100-point game will never be as important to me as it is
        to some other people. That's because I'm embarrassed by it. After I got into
        the 80s, I pushed for 100 and it destroyed the game because I took shots that I
        normally never would. I was not real fluid. I mean, 63 shots? You take that
        many shots on the playground and no one ever wants you on their team again. I
        never considered myself a gunner. I led the league in scoring because I also
        led them in field goal percentage. I've had many better games than this one,
        games where I scored 50-60 and shot 75 percent.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka