Gość: Cyfra
IP: *.g.pppool.de
05.07.04, 19:55
Prof. Janusz Filipiak:
- Wkrótce w pucharach, za parę lat na giełdzie...
Prof. Janusz Filipiak na rękach piłkarzy po zwycięskim barażu w
Polkowicach... (fot. Crac)
- Został pan skarcony przez PZPN za bezpardonowe krytykowanie związku i
sędziego na konferencji prasowej po meczu Cracovii z Pogonią Szczecin. Czy
właścicielowi tak szacownego klubu przystoi takie zachowanie?
- Zrobiłem to z wyrachowania. Ja muszę się tłumaczyć przed kibicami, bo oni
płacą za bilety i wymagają. Nadal więc będę krytykował sytuacje, w których
nie czuję się komfortowo.
- Nawet jeśli związek pana ukarze?
- Przyjmę taką karę z rozkoszą. Skoro przepisy mówią, że jako właściciel nie
mogę się wypowiadać na konferencji prasowej, to nie będę w nich uczestniczył,
bo szanuję prawo. Ale będę się wypowiadał poza konferencjami. Mogą mnie
wzywać na komisję i karać, ale jeżeli w ciągu roku dajemy kilkanaście
milionów złotych na polską piłkę, to ja mam prawo powiedzieć o PZPN, co
myślę. Bez takich firm jak ComArch, PZPN by nie istniał. U nas panuje chora
mentalność - przecież zarząd klubu nie powinien bać się związku, tylko
kibiców, dla których i dzięki którym funkcjonuje.
- Czy dlatego na stadionie pojawia się pan z ochroniarzem?
- Kibice mają do mnie o to pretensje, że im nie ufam. Ja im ufam, lecz gdy
idę w tłum, to niekoniecznie muszą tam być sami sympatycy. W ubiegłym roku po
awansie do drugiej ligi poszedłem w tłum bez ochrony i mnie z radości prawie
rozerwali. Emocje pozytywne też są niebezpieczne. Teraz bym nie mógł przejść,
bo każdy czegoś ode mnie chce, po rękach mnie całują. To czasem jest
wariatkowo.
- Żałuje pan, że zainwestował w futbol?
- Absolutnie nie! Akurat teraz zbieram najwięcej wyrazów uznania. Do tej pory
takiego entuzjazmu wokół Cracovii nie było i pewnie już długo nie będzie.
- Rozbudził pan oczekiwania i musi wydawać na Cracovię coraz większe
pieniądze, a w razie porażek w ekstraklasie ten entuzjazm może się obrócić
przeciw panu...
- Odniosłem duży sukces jako uczony nie tylko w Polsce, ale i w Stanach
Zjednoczonych, gdzie ciągle jestem zapraszany na konferencje. Napisałem kilka
książek, zbudowałem od podstaw firmę ComArch i... awansowałem do pierwszej
ligi. Ale wcześniej przeżyłem niesamowitą liczbę porażek i gdybym nie miał
poczucia własnej wartości, to bym się za nic nie zabierał. Ciągle mam w
pamięci historię sprzed wielu lat, gdy moja rodzina miała syrenkę i
chcieliśmy nią jechać do Bułgarii, lecz gdy tata wymienił, na ile sposobów
może się to auto popsuć, w końcu z tej wyprawy zrezygnowaliśmy. Dlatego teraz
wiem, że nie można z góry przekreślać marzeń. Jako ComArch jesteśmy
współwłaścicielami Cracovii i nie wycofamy się z niej.
- Ile może pan wydać na klub?
- Ponieważ jesteśmy spółką giełdową, musimy uzyskać akceptację inwestorów dla
naszych działań, bo jeśli nie uzyskamy, to kurs akcji spadnie. Mamy
przyzwolenie na wydanie półtora procent z naszego obrotu, z 300 mln złotych
jest to więc 4,5 min. Im większy będzie obrót, tym większe będzie
finansowanie klubu. By wejść do pierwszej ligi, musieliśmy forsować wydatki i
nie sądzę, by były one teraz istotnie większe. Budżet klubu będzie wynosił
11,5 min złotych.
- Z tego 40 procent przeznaczycie na wynagrodzenia dla piłkarzy?
- Sądzę, że więcej. Już teraz najlepiej opłacany zawodnik miał kontrakt
przekraczający 60 tysięcy euro rocznie. A ci piłkarze, którzy byli z nami od
tworzenia zespołu w III lidze zasługują na podwyżki. Nie będzie wybujałych
stawek podstawowych, ale wysokie premie za zwycięstwa. W naszym budżecie są
także wydatki na drużynę hokejową, która również awansowała do ekstraklasy.
Na wynagrodzenia dla hokeistów przeznaczymy milion złotych.
- Za awans do II ligi premiował pan zespól kwotą 200 tysięcy złotych, za
ekstraklasę był już milion, czyli tylko dwa razy mniej niż płacono w Wiśle za
mistrzostwo Polski...
- Ojej! To dobre premie dajemy. Premia awansowa, licząc z pieniędzmi za
wygrane mecze, wyniosła nawet milion czterysta tysięcy, z czego znaczna część
została już wypłacona. To też jest tajemnica naszego sukcesu.
- W ekstraklasie nie uniknie pan porównań do właściciela klubu z drugiej
strony krakowskich Błoń, Bogusława Cupiała...
- Obawiam się, że nie będę mógł tego uniknąć. Natomiast my mamy swoje cele,
ja niczego nie robię dlatego, że ktoś inny coś zrobił. ComArchowi jest
potrzebny marketing, bo mamy czterdzieści tysięcy firm, które są naszymi
klientami, a chcemy by było ich osiemdziesiąt tysięcy. Musieliśmy więc
znaleźć jakiś sposób wykreowania wizerunku. I właśnie sponsorowanie piłki
spowodowało duży rozgłos. To znacznie tańsza i skuteczniejsza reklama niż
wykupywanie spotów w telewizji. Wystarczy włączyć sportowe kanały, by
zobaczyć, jak biegają po boiskach T-Mobile, O2, Vodafone, Siemens, a to są
wszystko firmy technologiczne.
- I woli się pan z nimi porównywać?
- Im bliżej będzie ComArchowi do Siemensa, tym bliżej Cracovii do
sponsorowanego przez ten koncern Realu Madryt.
- Skoro ComArch jest na giełdzie, to czy Cracovia też może na nią wejść?
- Wymogi giełdowe są bardzo ostre, potrzeba czasu, by Cracovia je spełniała.
Jest to jeden z naszych celów i chciałbym to osiągnąć za cztery, sześć lat.
Wtedy kibice będą mogli kupić akcje ukochanego klubu.
- Bogusław Cupiał miał powiedzieć, że mistrzostwo Polski to nie jest sukces,
bo takim jest dopiero awans do Ligi Mistrzów. Zgadza się pan?
- Rozumiem to w ten sposób, iż cała nasza piłka jest słaba. Nie lekceważę
tytułu mistrza Polski, ale z przykrością trzeba powiedzieć, że mistrzowie
naszego kraju nic nie znaczą w Europie.
- Jak wysoko sięgają pana sportowe ambicje?
- Naszym celem jest gra w pucharach. Niewykluczone, że w tym kierunku
będziemy szli już w tym sezonie. Czujemy się dosyć pewnie w ekstraklasie, nie
dopuszczam myśli, że będziemy w niższej strefie tabeli. Jestem przekonany, że
w tej chwili mamy drużynę lepszą niż kilka pierwszoligowych, a do tego klub
jest lepiej zorganizowany i zarządzany.
- Musi pan jednak wzmocnić zespół...
- Na razie chcę przede wszystkim napastnika. Polscy piłkarze są przepłacani i
ja nie zamierzam dokonywać spektakularnych transferów, ale jeśli znajdę
napastnika, który zagwarantuje zdobycie dziesięciu goli w sezonie, jestem
gotów zapłacić naprawdę dużo.
Rozmawiał: Krzysztof Kawa