Forum Sport Sport
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    NBA - Iverson przeszedł do historii

    IP: *.crowley.pl 21.12.04, 09:19
    No Le Bron James moze pocalowac w Answery mistrza! Gowniane Nike nie pomoga!
    Obserwuj wątek
      • Gość: kinga Re: NBA - Iverson przeszedł do historii IP: *.ie.lodz.pl 21.12.04, 10:25
        zdobył ponad 50 pkt. ale Phils i tak przegrało. Iverson jest takim typem jak
        Chamberlain- gwiazda, która nie ma wsparcia w grużynie i która sama równierz
        nie potrafi jej wesprzeć. Inny wielki center z czasów Chamberlaina Russell
        zgarnął około 10 tytułów mistrzowskich, anie miał tak okazałych statystyk jak
        Ch. Za to Chamberlain zdobył bodajrze tylko jeden tytuł, a jego 100 pkt w
        jednym meczu jest w tym konteście nie wiele warce. To nie warcaby- to sport
        zespołowy. A Iverson nigdy nie będzie liderem na miarę Jordana, Johnsona czy
        Birda. To tak jak z Robinsonem z ze Spurs też niby świetny zawodnik, ale nigdy
        nie potrafił poprowadzić drużyny do zwycięstwa. Trudno liczyć tytuł zdobyty
        przez teksańczyków w czasach strajku zawodników, kiedy to liga rozegrała
        niewiele ponad 50 meczy.
        • Gość: swerd Re: NBA - Iverson przeszedł do historii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.12.04, 10:50
          ależ on jest liderem, ma słąbe wsparcie graczy
          a trener pozwala mu rzucać, drużyna gra na niego to co ma robić?
          na jordana tez wszyscy grali, trafiał to i bulls wygrywało
          a za to że iverson potrafi grać z goraczką, z kontuzją, czy jak kiedyś ze
          złamaną ręką to nalezy mu sie szacunek

          gdyby nie konflikty z prawem, i niekomercyjne życie towarzyskie to pewnie
          osiągnałby taka sławe jak jordan. no ale mu dupy w głowie...
        • Gość: tomek Re: NBA - Iverson przeszedł do historii IP: mieszko.pl.u* / 162.61.79.* 21.12.04, 11:04
          To że nie ma wsparcia w drużynie to chyba nie jego wina? A że sam nie potrafi
          jej wesprzeć to jak wytłumaczysz, że doszli do finału rozgrywek? Sam Iverson
          tam doszedł bez drużyny? To chyba czyni go dobrym zawodnikiem.
          Nie jest on gwiazdą na miarę Jordana, Johnsona czy Birda, ale ilu jest
          zawodników na miarę tych trzech?
          Co do Teksańczyków to też za nimi nie przepadałem (teraz są Manu i Parker, jest
          lepiej ;)), ale szanse na mistrzostwo po lokaucie mieli takie same jak inni i
          ten tytuł im się zdecydowanie należał.
          pzdr
          Tomek
          ps. Poza tym gorąco polecam słownik ortograficzny
        • Gość: Wilt Re: NBA - Iverson przeszedł do historii IP: 62.29.137.* 22.12.04, 12:54
          Proponuję, Kingo, żebyś poczytała posty z tego wątku, co pozwoli Ci uchronić
          się od wypowiadania stereotypowych i błędnych sądów na temat Chamberlaina:

          https://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=273&w=4833279&v=2&s=0

          Fragment przytaczam:

          „Ale teraz czas na rozstrzygnięcie kwestii sukcesów drużynowych i tu
          zapowiadana
          Wunderwaffe, argument ostateczny. ;-) I ta, i inne polemiki Wilt – MJ
          sprowadzają się zawsze w końcu do jednego: gdy ja demonstruję indywidualną
          wyższość Wilta, wtedy fani Jordana odpowiadają, że ten był lepszy, bo zdobył
          więcej mistrzostw. Pisałem już o znacznie silniejszej konkurencji za czasów
          Chamberlaina, jednak wiem, że większość fanów nie kojarzy nazwisk z przeszłości
          na tyle, by w pełni zdać sobie sprawę z siły jego przeciwników. Dlatego
          przeprowadziłem porównanie, jak składy Celtics i Knicks, z którymi walczył the
          Stilt, wyglądałyby w latach 90 i z czym musiałby się wtedy mierzyć Jordan. Parę
          zasad: oczywiście najpierw, na ile pozwala mi wiedza, staram się znaleźć
          najbliższy odpowiednik dawnego koszykarza wśród bardziej współczesnych i pod
          względem poziomu, i stylu gry. Jeżeli się to nie udaje, biorę zbliżonego pod
          względem tylko poziomu. Jeśli i to jest niemożliwe, mogę przyjąć danego
          zawodnika trochę lepszego od odpowiednika z przeszłosci, za to biorę wtedy
          innego gorszego od swojego odpowiednika, więc wszystko się wyrównuje.W efekcie
          tych działań, co podkreślam, powstały drużyny na pewno nie silniejsze niż
          powinny być stanowiąc odzwierciedlenie Bostonu i NYK, ale – jak sam zaraz
          zobaczysz :-) – i tak niesamowicie silne:

          Celtics z powiedzmy A.D. 1962 w latach 90.:

          1. John Stockton (Bob Cousy)/ młody Gary Payton (K.C. Jones)
          /Vinnie Johnson (Frank Ramsey)
          2. Reggie Miller (Sam Jones)
          3. Chris Mullin (Tom Heinsohn)
          4. Buck Williams (Satch Sanders)
          /Rick Mahorn (Bill Loscutoff)
          5. Hakeem Olajuwon (Bill Russell)

          I w 1964:

          1. Gary Payton (K.C. Jones)
          /Vinnie Johnson (Frank Ramsey)
          2. Reggie Miller (Sam Jones)
          /młody Grant Hill (John Havlicek)
          3. Chris Mullin (Tom Heinsohn)
          4. Buck Williams (Satch Sanders)
          / Vlade Divac (Clyde Lovellette)
          5. Hakeem Olajuwon (Bill Russell)

          I w 1969 (wtedy, kiedy sugerujesz, że byli słabi):

          1. Terry Porter (Larry Siegfried)
          2. Reggie Miller (Sam Jones)
          /młody Doug Christie (Don Chaney)
          3. Kobe Bryant (John Havlicek)
          /Detlef Schrempf (Don Nelson)
          4. Horace Grant (Bailey Howell)/Buck Williams (Satch Sanders)

          5. Hakeem Olajuwon (Bill Russell)

          I co? To, że nie byli aż tak silni jak dajmy na to 4 lata wcześniej, nie znaczy
          bynajmniej, że byli słabi!

          (Niestety nie wiem, na jakiej pozycji grał E. Bryant, choć pewnie na SG/SF,
          więc nie mogę mu przyporządkować odpowiednika, ale też powinien go mieć jako
          ważny gracz - z 11 ppg w Finałach).

          Uwagi: W roku 1964 podstawowy skład byłby taki sam, ale odpadliby Cousy i
          Loscutoff. Za to KC nie byłby już „młodym”, a dojrzałym GP: oczywiście wiem, że
          KC był ogólnie znacznie słabszy od GP, ale chodzi mi o fantastyczną defensywę,
          którą tylko Rękawica był w stanie oddać. Również Williams z uwagi na zbiórki
          był lepszy od Satcha. Z drugiej strony przyszedłby Hill; był słabszy od
          Havlicka, ale w 1964 niech będzie; jednak wkrótce Johny wzbil się na poziom,
          który np. dziś reprezentuje tylko Kobe (czyli np. wyżej od Drexlera,
          najgroźniejszego przeciwnika obwodowego z pokolenia MJ), tak więc muszę dać to
          KB mimo pewnej niekonsekwencji – bo ten poziom osiągnął dopiero w obecnej
          dekadzie. „The Microwave” był za to gorszy od Franka, a Hakeem – z całym
          szacunkiem – od Russella. W późniejszej wersji przyszedłby też Divac;
          Lovellette był PF/C, ale najbliższym odpowiednikiem jego poziomu jest chyba
          Vlade. Howellowi pzoiomem może nawet bliżej do Kempa niż Horace’a, ale niech
          będzie (pasuje zresztą defensywą do HG).

          Knicks w 1970 i 1973:

          1. Gary Payton (Walt Frazier)
          2. Mario Elie (Dick Barnett); w 1973 Clyde Drexler (Earl Monroe)/ stary
          Elie
          3. Glen Rice (Bill Bradley)
          /w 1973 Cliff Robinson (Phil Jackson)
          4. młody Kevin Garnett (Dave DeBusschere)
          / w 1973 też Charles Barkley (Jerry Lucas)
          5. David Robinson (Willis Reed)

          Uwagi: Admirał słabszy od Reeda, chyba też, choć nieznacznie, Walt od Gary’ego;
          za to wołabym Clyde’a od „Black Magic”, jako bardziej uniwersalnego, choć
          gorszego strzelca. Bradley był raczej midrange shooterem, inaczej niż grający z
          dystansu Rice, ale są podobnie wartościowi; osobiście wolałbym mieć w zespole
          tego pierwszego, lepszego defensora i team player, ale ten drugi miał okazję
          pograć jako samodzielny lider i więcej osiągnąć indywidualnie, choć mniej
          zespołowo. Lucas - lepszy w zbiórkach i obronie, mógł też grać na C, a Chuck –
          w ataku i podaniach. Najwiekszy kłopot miałem z Dave’em, dla oddania którego
          najlepszy byłby młody Rodman z jego zbiórkami i zdolnością grania na SF i PF
          oraz krycia graczy od SF po centrów, ale że jest już zajęty w Bulls,
          zdecydowałem się na KG – podkreślam, nie w jego formie MVP, ale już jako
          zawodnika typu 20/10.

          Ważne zastrzeżenie nr 1: o ile bardziej współcześni Celtics generalnie byliby w
          podobnym wieku i formie co Bulls, o tyle Knicks’90. byliby od nich młodsi i w
          przeciwieństwie do nich w pełni formy. Mielibyśmy więc sytuację, która w
          praktyce się nie zdarzyła; starzejacym się Bulls z okresu drugiej trylogii
          przeciwstawiłaby się drużyna nie tylko o silniejszym składzie, ale też – choć
          doświadczona – młodsza, w wieku optymalnym do odnoszenia zwycięstw.

          I zastrzeżenie nr 2: jeśli chodzi o trenerów, to w latach 90. odpowiednikiem
          Auerbacha byłby Pat Riley, a Reda Holzmana – może Larry Brown (choć i tak
          większość ocenia wyżej ten starszy duet). Jednak nawet z Patem i Larrym
          sytuacja MJ pod tym względem nie odpowiadałaby sytuacji Wilta z prostego
          powodu; Jordan miał za trenera również wielkiego P. Jacksona, uznawanego wtedy
          za nie gorszego od każdego z trenerów rywali oprócz Rileya. Tymczasem
          Chamberlain przeciwnie; regularnie stawał przeciw Celtics i Knicks trenowany
          przez wyraźnie SŁABSZEGO coacha (może oprócz pojedynku Holzman – Sharman,
          aczkolwiek i tak większość opinii wyżej stawia Holzmana), czego najlepszym
          przykładem niesławny Butch Van Breda Kolff, w NBA słabszy nawet od Russella –
          niech imię jego będzie zapomniane. I to jest kolejne zjawisko na
          niekorzyść „Big Dipper”, które wywarło poważny wpływ na przebieg wypadków, a
          nie znika nawet w tym porównaniu.

          Następnie przedstawiam składy z Bulls czasu pierwszej i drugiej trylogii oraz
          ich najsilniejszych przeciwników, którzy zdołali doprowadzić ich do 7. meczów;
          Knicks’92 i Pacers’98.

          Bulls:
          1. J. Paxson, B.J. Armstrong
          2. Jordan
          3. Pippen
          4. H. Grant
          /S. Williams
          5. Cartwright

          Knicks (niech poprawi mnie jakiś ich fan, jeśli się pomyliłem):
          1. M. Jackson
          2. Starks
          3. X. McDaniel
          /A. Mason
          4. Oakley
          5. Ewing

          Bulls:
          1. Harper
          2. Jordan/Kerr
          3. Pippen
          4. Rodman/Kukoc
          5. Longley

          Pacers:
          1. M. Jackson
          /T. Best
          2. R. Miller
          3. C. Mullin/D. McKey, J. Rose
          4. D. Davis
          /A. Davis
          5. Smits


          I teraz porównaj sobie te wszystkie drużyny. Jordan i Pippen, którzy ledwie
          przeszli zestawy Ewing – Starks i Reggie – Mullin (Miller – najlepszy
          gracz),
          mieliby zwyciężać składy typu Stockton – Reggie – Olajuwon (Miller – tu
          dopiero
          trzeci najlepszy gracz) albo Payton – Drexler – Barkley - David Robinson?
          Starczył Olajuwon z nieporównywalnie słabszymi partnerami niż tu opisani i już,
          o ile pamiętam, Rockets mieli w regular season dodatni bilans przeciwko Bulls
          Jordana! Cóż dopiero składy, które zarysowałem… Patrząc na nie widać chyba tak
          wyraźnie, jak tylko można, jak fałszywy jest argument liczby mistrzostw w
          s
          • Gość: Wilt Re: NBA - Iverson przeszedł do historii IP: 62.29.137.* 22.12.04, 12:58
            Patrząc na nie widać chyba tak
            wyraźnie, jak tylko można, jak fałszywy jest argument liczby mistrzostw w
            sporze Wilt – MJ. Chamberlain „tylko” po razie pokonał te superskłady
            Celtics/Knicks i ma zaledwie 2 mistrzostwa? Cóż, Jordan NIGDY nie pokonał
            NIKOGO choćby porównywalnego do nich, co – delikatnie mówiąc – osłabia wartość
            jego 6 tytułów. Ile z nich by miał, gdyby musiał walczyć z przeciwnikami,
            których opisałem? Moja odpowiedź brzmi: zapewne ani jednego. I to już nie
            biorąc pod uwagę takich „detali”, jak kwestia trenera; MJ nic nie osiągnął bez
            P. Jacksona – co by było, gdyby cały czas grał pod słabszymi odeń coachami, tak
            jak to musiał robić Wilt?

            Czyli także kwestia drużynowych sukcesów obu (a przy okazji również Robertsona,
            Baylora i Westa) wygląda na definitywnie załatwioną. Chyba że jesteś zdania, że
            MJ zdobyłby 6 pierścieni i przeciw współczesnym wersjom NYK oraz Bostonu; w
            takim razie pozdrawiam i życzę miłego pobytu z tomsem w Krainie Fantazji. ;-)”

            Jeszcze raz link, bo się nie wyświetlił:

            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=273&w=4833279&v=2&s=0
            Jeszcze poprawka do Twojego postu: Wilt zdobył 2 mistrzostwa, a Russell 11.

            Co do Iversona, przereklamowany nie jest i wszystkim powinno być wiadomo, jaki
            jest dobry. Natomiast co do jego wzrostu Sodom powtarza częste nieporozumienie;
            przy stylu gry AI, opartym głównie na szybkich penetracjach, dodatkowe parę
            centymetrów (i parę kilo) zaszkodziłoby mu, a nie pomogło – zdobywałby mniej
            punktów, choć pewnie przy większej skuteczności - więc nie ma wielkiego sensu
            chwalenie go za to, że ma tylko 182 cm.

            Pzdr

            P.S. Sugar, czy Big Dog aby nie stracił pozycji startera na rzecz Iguodali
            (tego rookie gratulujemy Sixers), a nie Korvera?
            • Gość: Sugar Re dla Wilta IP: *.retsat1.com.pl 23.12.04, 07:09
              > P.S. Sugar, czy Big Dog aby nie stracił pozycji startera na rzecz Iguodali
              > (tego rookie gratulujemy Sixers), a nie Korvera?

              Sorry, my mistake... Wigilię w pracy miałem i tak jakoś ;-)

              Pozdr.
      • bajlek Re: NBA - Iverson przeszedł do historii 21.12.04, 11:51
        The Answer… to what??? Don't believe the hype!

        Jest parę rzeczy które wyróżniają gracza jako wyjątkowego... są to pasja jaką
        wnoszą do drużyny, to że powodują iż wszyscy na boisku grają lepiej,
        osiągnięcia zespołu i oczywiście wyniki (nie mylić z punktami)..

        1) Pasją Iversona jest... hiphop i pozowanie „hard gangsta”

        2) Iverson powoduje to, że nikt poza nim nie gra nikt – reszta to statyści.
        (nie licząc przeciwników)

        3) Osiągnięcia PHILLY ??? Przegrany finał z LAL w 2001 a wcześniej.... Moses w
        1982!

        4) Wyniki Iversona: W swej karierze, oddanych rzutów (za 2) 12740, celnych 5304
        SKUTECZNOSC 41,6 % a oddanych rzutów (za 3) 2300, celnych 708 SKUTECZNOSC 30,8 %

        ale ok, analizujmy dalej... jest kilka statystyk, które pokazują, że AI coś
        potrafi:

        jest No1 w NBA w oddanych rzutach na kosz.... no i No2 w NBA w ilości oddanych
        rzutów na mecz (26,15)

        no i jeszcze jedno... „jest świetny w przechwytach”... tak, ma ich 2,37 na
        mecz!! (i 3,66 straty ;-)

        a tak na marginesie... jeżeli rajcuje cię ilość punktów, to powiedz mi gdzie po
        7 latach jest AI?? Hall of fame? NIE!!

        Gdybyś mój drogi oddawał tyle rzutów na kosz w jednym meczu, „trafiając na swój
        dzień”, też miał byś ich 50pkt na koncie.... tylko że w Europejskiej koszykówce
        nie ma tyle pieniędzy i nie lansuje się tu „Mega Gwiazd”.... a to sprawia że po
        oddaniu 16 rzutu trener by cię posadził na ławie! ;-)

        Iversonowi daaaaaaleko jeszcze do obrońców takich jak Stockton, Jordan, Larry
        czy Magic. Tym samy wręcz nie wypada nazywać go mistrzem!!

        Miejmy nadzieję że młody James nie pójdzie ślady NAJBARDZIEJ PRZEREKLAMOWANEGO
        koszykarza ostatniej dekady. Miejmy nadzieję, że nie będzie też patrzył na
        Brayanta (kolejny młodzik któremu przewróciło się we łbie) i stopniowo będzie
        uczył się myśleć oraz rozwijać niebywały talent który posiada.

        Serdeczne pozdrowienia dla wszystkich miłośników tego pięknego sportu.

        Keep ballin’
        • Gość: Sodom Re: NBA - Iverson przeszedł do historii IP: *.sbi.com 21.12.04, 12:25
          Wszyscy zpomnieliscie o małym szczególe:
          MJ 198cm Bird z Magiciem wyraznie ponad 2 metry
          a Iverson 183 w butach ...
          chłopaczyna wyrażnie sobie radzi i potrafi wielkoludów stasznie ogrywać
          poza tym kij mnie obchodzi co on robi po treningach, ważne że na meczach jest
          trzeżwy i zapierdziela do końca
          pa

        • Gość: Sugar Re: NBA - Iverson przeszedł do historii IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.12.04, 09:34
          Najbardziej przereklamowany zawodnik w NBA:

          W meczu z BOS w pierwszej kwarcie upadł nieszczęsliwie na rękę. Mimo to dograł
          do końca pierwszej połowy rzucając 24 punkty (njawięcej w meczu) i
          wyprowadzając zespół na prowadzenie którego PHI nie oddali już do końca. Nie
          wyszedłna drugą połowę, ponieważ w przerwie meczu okazało się że ręka jest
          złamana w nadgarstku. Iverson jest praworęczny, a to była prawa ręka...

          Iverson jest jednym z najtwardszych i najbardziej walecznych graczy w historii
          NBA. Swoją postawą zasłużył na każdy cent wydany na reklamę jego osoby. W
          przeciwieństwie do większości obecnych gwiazdek, nigdy nie odpuszcza i zawsze
          daje z siebie wszystko.

          Poza tym bajleku, jeśli uważasz AI za przereklamowanego, napisz co sądzisz
          o "koledze" Allena z zespołu Glennie Robinsonie, który zapowiedziałprzed
          sezonem że dopóki PHI go nie sprzeda (stracił miejsce w pierwszej 5 na rzecz
          Kyle`a Korvera), będzie do końca kontraktu "leczył" kontuzję...
      • Gość: Sodom Re: NBA - Iverson przeszedł do historii IP: *.sbi.com 21.12.04, 12:35
        Wszyscy zpomnieliscie o małym szczególe:
        MJ 198cm Bird z Magiciem wyraznie ponad 2 metry
        a Iverson 183 w butach ...
        chłopaczyna wyrażnie sobie radzi i potrafi wielkoludów stasznie ogrywać
        poza tym kij mnie obchodzi co on robi po treningach, ważne że na meczach jest
        trzeżwy i zapierdziela do końca
        pa


      • Gość: Kubek_Brajant Iverson jest najlepszy. IP: *.marketscore.com / 216.148.246.* 26.12.04, 02:20
        Najlepszy strzelec w NBA. I srednią i liczbę punktów ma najwiekszą.
        Bryant może sie z O'Nealem mierzyć :)

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka