jabo1
01.08.02, 12:04
"Przegląd Sportowy", dzisiaj, wydanie ogólnopolskie:
"Na tej ligowej pustyni Lech Poznań jawi się, jak jakieś wynaturzenie, które
nie ma prawa funkcjonować w polskich warunkach. Bo jak wytłumaczyć fakt, że
istnieje w Polsce klub, który żyje ze sprzedaży biletów. Oczywiście nie tylko
z tego, jednak dwadzieścia procent budżetu, to zastrzyk, o jakim inni mogą
tylko pomarzyć. A przecież tak powinno być. Dobrze, że przynajmniej jeden
klub pokazuje pozostałym, że jest to możliwe.
- W poprzednim sezonie mieliśmy średnio 13 tysięcy kibiców na jednym meczu.
Stadion może pomieścić prawie dwadzieścia tysięcy, dlatego przed nami jeszcze
trochę pracy - mówi Michał Lipczyński, odpowiedzialny za sprawy marketingowe
w Lechu Poznań. - Od początku działalności nowych szefów Lecha, czyli od
dwóch lat, postanowiliśmy postawić na dobrą współpracę z kibicami.
Spotkaliśmy się z ich przedstawicielami i szybko się dogadaliśmy. Na
Bułgarskiej nie ma już żadnego chuligaństwa.
Jednak zwiększenie bezpieczeństwa na stadionie nie jest jedynym powodem
poprawy frekwencji. Wśród kibiców zorganizowała się grupa pod
nazwą "Stowarzyszenie - Wiara Lecha". To oni organizują akcje zbierania
pieniędzy na rzecz kolejnych meczów. A na nich widzowie mogą zobaczyć pokaz
sztucznych ogni lub przebrać się w pelerynki w odpowiednie kolory.
Co tydzień są spotkania, gdzie kibice zgłaszają pomysły. Klub często sam je
finansuje. Lech Poznań to chyba pierwszy w Polsce klub, który organizuje
szeroką kampanię reklamową konkretnego meczu. W tym tygodniu "Kolejorz" po
dwuletniej przerwie znów zagra w ekstraklasie. Trąbią o tym lokalne stacje
telewizyjne i radiowe. W prasie wykupiono miejsce na reklamę meczu z KSZO
Ostrowiec Św. Codziennie pół strony jednej z poznańskich gazet jest
przeznaczona na informację o tym fakcie. Po ulicach miasta jeździ piętrowy
autobus, w nim kibice Lecha przez megafon ogłaszają, że Lech wrócił do
ekstraklasy. Czy w tych okolicznościach można się dziwić, że na Bułgarskiej
spodziewają się kompletu?"