sarahmichelle
25.11.02, 17:49
Powiedzenie "Co dwie głowy to nie jedna" najwidoczniej znajduje także swoje
zastosowanie w sporcie. Kobe zdobywał w ostatnich tygodniach nawet po 48
punktów, a i tak jego zespół przegrywał. Wrócił Shaque i wszystko wróciło do
normy. Założyłabym się o całe swoje oszczędności, że znowu pobiją rekord w
ilościach nieprzegranych meczów. Mam wrażenie, że rozpoczęła się ich dobra
passa. Bryant i Kobe dali wczoraj popis nieprzeciętnych umiejętności oraz
dojrzałości, jaką tylko nieliczni gracze w historii NBA się odznaczali.
Zwyciężyć z Chicago Bulls nie jest specjalnie trudnym zadaniem. Poprzeczka
zawieszona - tym razem przez Milwaukee Bucks - znajdowała się znacznie wyżej.
Kiedy pokonają w rewanżu Sacramento i San Antonio, będę już pewna,
że "chłopcy-jeziorowcy" odzyskali formę i idą po czwarte z rzędu zwycięstwo.
Go Kobe! Go Shaque! PS:Thank you Phil. A! Jeszcze jedno! Nie rozumiem,
dlaczego wszyscy uważają, że ostatnia wygrana to zasługa Shaque'a. Przecież
Kobe miał lepszy bilans, a to, że wcześniej przegrywali było skutkiem braku
porządnego centera. Co do Horry'ego i Foxa to mam nadzieję, że dotychczas to
była tylko rozgrzewka i niedługo dotrzymają kroku "potworkowi o wadze 110 kg"
i 24-latkowi, o którym w historii NBA będzie się mówiło dłużej niż o Michaelu
Jordanie.