Forum Sport Sport
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Powrót króla Rogera

    IP: *.globalconnect.pl 09.09.08, 20:31
    Roger był numerem jeden 237 tygodni, a Nalbandian pokonał go w Nowym Jorku w
    2003 roku. A tak poza tym to wszystko ok :).
    Obserwuj wątek
      • Gość: Ewunia 28 Powrót króla Rogera IP: *.chello.pl 09.09.08, 20:47
        Panie Redaktorze!
        Uprzejmie proszę, zanim zacznie Pan pisać artykuły o tenisie, pooglądać na
        żywo lub w TV tenis, pograć trochę samodzielnie i co krok konsultować się ze
        specjalistami- wszystko tak około roku. Potem, jak już będzie Pan wiedział co
        nieco o tej dyscyplinie sportu, proszę ćwiczyć dokładność, solidność i
        umiejętność korzystania ze źródeł- czy dla Pana 237 to to samo co 257?
        Klęskę za klęską to widzą tacy dziennikarze jak Pan- pojęcia nie mający o
        tenisie i o sporcie chyba generalnie. Pisanie artykułów nie może polegać na
        wklepywaniu banalnych frazesów w stylu: fatalny rok, klęska itd, czasem
        przewidywania typu "nie ma szans wygrać" itd.
        Panie redaktorze- czytelnicy nie chcą być traktowani jak idioci. Chcemy
        znajomości tematu- m. in. porównania uderzeń, strategii na korcie- a nie
        głupot o psychice Federera. W Wimbledonie też mu siadła psychika? W tiebreaku
        3 seta?
        Gdyby Pan znał się cokolwiek na tej pięknej dyscyplinie sportu, to wiedziałby
        Pan, że na hardzie Rafie jest tak ciężko z Rogerem, jak Rogerowi z Rafie na
        cegle. I wiedziałby Pan też dlaczego.
        Na przyszłość- bardzo proszę, jak już nie chce Pan poświęcić czasu na
        rozumienie tej dyscypliny, to bardzo proszę trochę więcej rozwagi i skupienie
        się na przetłumaczeniu wypowiedzi zawodników. Przynajmniej nikogo Pan nie
        zdenerwuje, a tym, którzy słabo znają języki, pozwoli na poznanie wypowiedzi
        tenisistów.
        • Gość: first-pepe Re: Powrót króla Rogera IP: *.adsl.inetia.pl 09.09.08, 21:40
          Podpisuję się pod tą petycją ręcami, nogami, uszami:-)

          tenis to najbardziej fascynująca i niesamowita dyscyplina sportowa, im człowiek
          się zagłębia w niuanse (nie statystyki), tym bardziej odkrywa się nowe pokłady
          złożoności, nowe elementy składające się np.na sukces i porażkę. Od kilkunastu
          lat oglądam tenis i nigdy nie wiedziałem o tej dyscyplinie mniej niż wiem teraz
          (tj. kiedyś oglądałem z perspektywy kogoś kto kibicuje człowiekowi a nie
          narodowości, bo z wyjątkiem epizodu z Grzybowską w 2000 chyba na roland garrosie
          i meczu z huber na centralnym pokazanym na eurosporcie, to nie było Polaka w
          tourze; teraz punkt widzenia się zmienił z uwagi na Radwańskie i jest to coś
          niesamowitego, doszedł ten wyjątkowy element emocjonalny związany z kibicowaniem
          swoim, a kibicowanie swoim w tenisie... to chyba tylko wspinaczka górska bywa
          lepsza:-))
          Oczywistą oczywistością jest, że tenis męski jest tym zalążkiem boskości w
          sporcie (vide niektóre wymiany Federera w finale z ostatniego gemu w 2 secie,
          gemu o którym pisał Książę) ale tenis kobiecy, także a przede wszystkim w
          wykonaniu Agnieszki ma też coś niesamowitego w sobie tytułem przykładu:

          www.youtube.com/watch?v=tQaDEvaNJVg
          Offtopując osobiście uważam porównywanie Agi do Hingis za typowy stereotyp.
          Uważam, że jej tenis bardziej odpowiada grze Steffi Graf.

          Zgadzam się, więc z przedmówczynią, że bycie dziennikarzem od tenisa wymaga
          sporej pracy nad własnym odbiorem tej dyscypliny, a z tym jest trochę tak jak z
          samą grą: nikt nie będzie mistrzem dopóki nie rozegra (i przegra) iluś tam meczy
          z najlepszymi. Regularne oglądanie meczy tenisowych, to jest jedyne panaceum na
          mizerię dziennikarstwa tenisowego w Polsce. Świadczyć może o tym przede
          wszystkim fakt, że jest kolosalna różnica merytoryczna pomiędzy oficjalnymi
          materiałami dziennikarzy a wpisami paru kompetentncyh osób na tym forum czy
          niektórymi blogami pasjonatów jak np. świetny blog w1ktora (a chyba nie o takie
          porównanie zawodowcowi powinno chodzić) Ciastoń i ten qbi to dla mnie taka
          typowa miernota poruszająca się okołotematowo, same pierdoły (odnoszę wrażenie,
          że Agnieszka stara się Ciastonia unikać jak ma mu udzielać wywiadu:-)) jak w
          formule 1 plotki, ploteczki ten tego nie lubi, a ta na tą krzywo spojrzała ble
          ble ble

          Ale zauważyłem ostatnio poprawę niestety nie w Gazecie (jutro będzie wielkie
          ogólnonarodowe fascynowanie się meczem polska - san marino chyba sobie odtworzę
          mecz Agniechy z Kuznetsovą ze Stuttgartu rok temu) poprawa dotyczy
          rzeczpospolitej tam Krzysztof Rawa i Karol Stopa się udzielają tenisowo bardzo
          fajnie się to czyta.
          Fajny był też wywiad z Agą na Us Open niejakiej Marty Mikiel z Przeglądu
          sportowego więc może jest jakaś nadzieja.


          • Gość: Kaz Re: Powrót króla Rogera IP: 213.17.140.* 10.09.08, 08:15
            Jak chcesz zobaczyć Agnieszkę na żywo, i jej siostrę, Kubota,
            Panfila oraz wielu innych znakomitych europejskich tenisistów, to
            zapraszam do Prostejova w Czechach - ok. 120 km od Ostravy. Od
            poniedziałku grają tam finały mistrakou, czyli czeskiej ligi
            drużynówek [smiśenyh druźstev]. Z zakwaterowaniem nie ma tam
            problemów. Zakończenie w niedzielę. Wstęp na mecze zdarma.
        • roger_federer2000 Re: Powrót króla Rogera 09.09.08, 21:44
          Pełna zgoda z poprzedniczką. Rozpisałem się w komentarzu przy poprzednim
          artykule więc teraz skupię się tylko na jednym wątku; mianowicie na tłumaczeniu
          wypowiedzi.
          Załóżmy, że ktoś słabo zna się na tenisie, kojarzy nazwisko Federer, ale
          generalnie mało mu ono mówi. Następnie czyta Jego rzekomą wypowiedź, że ten
          "znowu czuje się niezwyciężony". Wtedy taki człowiek zapewne pomyśli sobie, że
          to jakiś zarozumiały dupek i nie warto się nim przejmować.
          Podczas gdy w rzeczywistości prawdziwa wypowiedź Rogera brzmiała zupełnie
          inaczej, w stylu; "czułem, jakbym momentami znów był niezwyciężony". Zmienia
          postać rzeczy prawda? I na taki komentarz może sobie pozwolić człowiek który
          wystąpił w 17 finałach wielkoszlemowych w ciągu ostatnich 5 lat, wygrywając w
          dodatku 13 z nich(co wydaje się niewiarygodne naprawdę). Człowiek, który owszem,
          co sam przyznaje, ma gorszy sezon niż poprzednie, co jednak wcale nie oznacza,
          że tragiczny!!! Półfinał, 2 finały i zwycięstwo w jedynych turniejach, na
          których tak naprawdę się skupia na obecnym etapie swojej kariery. A przepraszam;
          do tego dochodzi jeszcze wymarzony złoty medal olimpijski w deblu. Notabene
          jeśli ktoś widział Jego autentyczną, szczerą radość po tamtym zwycięstwie, nigdy
          nie napisałby takich bzdur.
          Oj jednak sie rozpisałem :) Przykro mi, inaczej nie umiem :)
          pozdrawiam
          • Gość: FRfanka Re: Powrót króla Rogera IP: 157.158.10.* 10.09.08, 08:39
            dzięki za to "rozpisanie" - niestety należę do językowych analfabetów (natura
            czy bozia nie dała słuchu do języków, tak to ocenił nauczyciel, spasowałam).
            Kiepsko mi się czytało przypisywaną FR wypowiedź - czuję się niezwyciężony,
            zwyczajnie nie "pasowała". Ten "drobny niuans" przecież zmienia wszystko, do
            diabła z pismakami robiącymi wodę z mózgu. Dzięki za rzetelne przetłumaczenie ,
            polecam się na przyszłość.
        • Gość: kuku Re: Powrót króla Rogera IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.09.08, 15:42
          No właśnie, te tłumaczenia są po prostu straszne :( Miksowanie pytań i
          odpowiedzi, przeinaczanie wypowiedzi zawodników, zmienianie kontekstu...
          A co do fatalnego roku - to może sobie Federer mówić, że nie uważa go za
          fatalny, może Roddick mówić, że wziął by go w ciemno, może sobie Rafa powtarzać,
          że nadal uważa Rogera za nr 1, a dziennikarze i tak będą pisać o klęsce :P
      • Gość: tenisista media żądne sensacji, i wielkich nazw. bezsens IP: *.chello.pl 10.09.08, 11:56
        w nich króluje! chorą była sytuacja kiedy jeden zawodnik a potem drugi,
        wygrywali non stop wszystkie turnieje i własne pojedynki. jak można nazywać
        wielkimi porażkami, to że koleś który jest jednym z największych talentów, a z
        nich najskuteczniejszym się okazał wśród tenisistów nowego wieku, przegrał
        kilka spotkań?! to jest normalna sprawa, że przy całkiem wyrównanym poziomie
        tenisa, zawodnik przegrywa z zawodnikiem o 10, 30, 100, i 200 miejsc dalej w
        rankingu! jeśli hegemonia jednego zawodnika nad resztą się skończyła, to tylko
        lepiej dla tenisa, a wynika to z 2 czynników. po pierwsze koleś wynormalniał,
        i nie musi wygrać za wszelką cenę każdego pojedynku, i najzwyczajniej na
        świecie przestał mieć motywację jaką miał 2 i więcej lat wstecz, bo on już od
        2 lat nic nie musi nikomu udowadniać. po drugie, wreszcie inni zawodnicy
        zaczęli mu się dobierać do tyłka, i pokazywać że na prawdę potrafią grać na
        porównywalnym poziomie w tenisa, bo też niektórzy potrafili to wcześniej,
        tylko mit niezwyciężonego Federera jakoś ich przerastał. media tworzą mity i
        pomnikowe postacie, a prawda tenisowa jest bardziej prozaiczna i złożona. w
        męskim tourze każdy może wygrać z każdym, a chociażby tacy tenisiści jak
        Tsonga czy Muller w tym roku udowadniają coś czego nikt z "znawców" nie chce
        przyjąć do wiadomości, że zawodnicy challengerowi, a nawet futuresowi, są w
        zasięgu pierwszej setki, a niektórzy mogli by grać w pierwszej 10, a jedynie
        magia cyfr i wielkich nazwisk odbiera niektórym obserwatorom trzeźwy ogląd
        sytuacji i zdrowy rozsądek! jak można "grzebać" zawodnika który się mniej
        wysilał i stracił gdzieś tą swoją najlepszą formę, tylko dlatego że grał o
        "oczko niżej", i się bardziej lenił na korcie? toż to normalna sprawa, Sampras
        gdyby tak się wysilał jak Federer, to by miał ten rekord 10 razy większy od
        Szwajcara. może dzięki temu że sobie odpoczął, nabierze większej motywacji i
        ochoty na następne miesiące i więcej da z siebie w następnych turniejach. nie
        da się grać non stop na tym samym poziomie zaangażowania, bo się wypalasz, to
        normalne! a poza tym, przypominam jedną sprawę, Federer kiedyś grał tego
        najlepszego Federera. a od dwóch lat chciał stworzyć nowego Federera na korty
        ziemne, ta współpraca z Tonym Roachem, Hose Figuerasem, dała miedzy innymi
        taki skutek. Federer chciał stać się najskuteczniejszym na Canasa, Andreeva,
        Corię i Nadala, na tenis na kortach ziemnych. i ta próba przestrojenia swojej
        gry dała między innymi taki efekt! być może teraz Roger zrozumiał swój błąd, i
        powróci do starej swojej najlepszej typowej dla jego usposobienia i charakteru
        gry, który wszyscy chyba widzimy że się na przestrzeni ostatnich 3, 2 lat
        nieco zmienił. bo Federer chciał ograć przeciwników trochę ich bronią i
        udowodnić też że jest królem ziemi, a przez to w naturalny sposób zatracił
        trochę z tego Federera, jakim był na początku. media ganiają za sensacjami i
        wszędzie szukają dziury w całym, zamiast przyjrzeć się innym ciekawym
        zawodnikom, szukają "króla Rogera". jak by tenis składał się z Nadala, i
        Federera. bo akurat przez chwilę byli najskuteczniejsi. do tego doszło, że
        wielce mądrzy i uczeni komentatorzy tenisowi, tylko dlatego że Federer nie
        wygrywał 100% meczów w sezonie, ale raptem 90%, zaczęli pouczać go jak
        powinien się trenować, jakich powinien mieć trenerów, kto powinien się nim
        zająć, szukać przyczyn w braku stałych coachów, czy psychologów, albo w Mirce
        Wawrzyniec. dlatego że Federer nie ma konwencjonalnego teamu, i sam o
        wszystkim decyduje, i nie ma nad sobą mądrych doradców i nie liczą się dla
        niego żadne autorytety, gra na tym poziomie jak gra, bo nikt do jego tenisa
        się nie wtrąca, i nikt jego talentu nie ogranicza. ale dla mediów to jest
        wielka sensacja przecież, że niektórzy zawodnicy umieli z Federerem wygrać,
        nawet jak grał na prawdę dobrze, albo że Federer w paru spotkaniach się
        rozleniwił i zagapił, straszne rzeczy w ogóle! i że w ogóle ktoś może się nie
        starać, i może czasem mu się specjalnie nie chcieć. uwierzcie mi, że to
        naturalny mechanizm, jeśli czujesz że jesteś niezwyciężony, próbujesz wygrać
        najmniejszym nakładem sił i prowokujesz trochę "nieszczęście". jeśli ktoś
        oglądał choćby np. taki mecz z Ramirezem Hidalgo na ziemi, albo pamięta jak
        Federer w tamtym roku co drugi mecz zaczynał od przegrania własnego podania,
        po to żeby potem wygrać od stanu 1:2, albo 0:3 sześć kolejnych gemów z rzędu.
        i bardzo dobrze że Nadal odpadł wcześniej, bo Nadal to jest kolejny
        "niezwyciężony" wielki mit. po pierwsze postawiłem pieniądze na to że Nadal US
        Open nie wygra - więc się cieszę. po drugie, Nadal to jest solidny, bardzo
        solidny zawodnik, z ciężkim tenisem do skontrowania, i ogrania, z niesamowitą
        kondycją i większą niż u Federera CHORĄ ambicją i wolą zwycięstwa. to jest
        przypadek kliniczny, po prostu choroba. Nadal poza ziemią, do której jest
        dostosowany jego styl, nie jest wcale wielkim zawodnikiem, i spokojnie jest do
        pokonania przez wielu zawodników z ATP Tour, a jego ostatnie sukcesy wynikają
        z niestety z tego że cały ten ostatni sezon siadł, i nikt się nie wykazał, a
        nie że Nadal gra nie wiadomo jak wspaniale. zawodnicy którzy rok, dwa lata
        temu grali świetnie, w tym roku jak i u kobiet jest to samo zjawisko, są
        cieniami samych siebie, Gonzalez, Blake, Roddick, Nalbandian, Ferrer, Gasquet,
        Robredo, Verdasco, Fish, Lopez, Baghdatis, Ljubicic, Canas, Haas, Moya, to
        przykładowe nazwiska które rok, dwa sezony temu znaczyły bardzo wiele, i mogli
        zagrozić każdemu, i grali swój najlepszy tenis, w tym roku się cofnęli w
        rozwoju, taka jest prawda, i stąd do głosu dochodzą przy gorszej dyspozycji
        lepszych zawodników, takie śmundki jak Murray, Simon, rosną w siłę Djokovice,
        i Nadale, podreperowują swój budżet Wawrinki, i Karlovice, wracają do łask
        Adreevy, i Kiefery, a nawet Clementy, Safiny i Schuettlery z dalekiej podróży.
        w tym roku jedynie skok jakościowy zaliczyli przyszli mistrzowie następnych
        lat, jak Del Potro, Cilic, najlepszy Nishikori, Schwank, Chardy oczywiście
        Tsonga który od paru lat był genialnym zawodnikiem tylko nikt go nie traktował
        poważnie bo grał "radosny tenis". i ich warto za ten sezon wyróżnić, jako
        nadzieje na przyszłość, a i tak pseudoznawcy nigdy nie dostrzegą wielu
        świetnych tenisistów, ale mniej skutecznych z dalszych miejsc rankingu, którzy
        niczym nie odbiegają, których można wymieniać dziesiątkami. ktoś mówi o
        miękkiej ręce, proszę sobie spojrzeć na tenis włoski, i np. taki tenisista
        Flavio Cipolla - jakie nazwisko :). ten to ma miękki styl i rękę, tak miękkiej
        ręki nigdzie nie zobaczycie. ale Cipolla, jest bardzo ciekawym i
        niekonwencjonalnym tenisistą, tylko że nie przebił się na razie do top 100, o
        nim się nie mówi, i pewnie tak jak z Devilderem, następną miękką ręką nr. 2,
        nie przedrą się za daleko bo mają gorsze warunki fizyczne niż Murray, i
        słabszy serwis, i ich kondycja na to nie pozwala, i są dowodem na to że miękka
        ręka - jakże miękka - bardzo miękka! w tenisie nie jest w stanie odnieść
        największych sukcesów. mnie nie zależy wcale żeby Federer był nr. 1, ja chcę
        widzieć dobry wyluzowany, tenis na najwyższym poziomie, a czy go gra Federer,
        czy tenisista nr. 500 nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia. i niestety
        trzeba skonstatować fakt, że poza rodzynkami, często ciekawszy tenis choć
        mniej skuteczny, prezentują tenisiści którzy wcale na centralnych kortach nie
        grają. tylko media o tym nie zatrąbią, więc dyletanci go nie zobaczą i się o
        nim nie dowiedzą. jeśli Federer będzie grał pięknie w tenisa i przegrywał, to
        wolę takiego Federera, niż Federera który będzie skutecznie ale brzydko
        wygrywał. dla mnie wynik nie ma znaczenia, najważniejszy jest poziom
        przedstawienia.
        • Gość: też tenisista Re: media żądne sensacji, i wielkich nazw. bezsen IP: 157.158.10.* 10.09.08, 13:50
          RADOSNY TENIS w czystej postaci to można grać samemu, albo oglądać kolegę
          amatora. Tenis zawodowy to walka o punkty i kasę, również w ITF. Za radosny
          tenis nie płacą i nie dają punktów. Jak zawodowiec tego nie rozumie, czas wrócić
          do amatorstwa.
        • Gość: ogórek Re: media żądne sensacji, i wielkich nazw. bezsen IP: *.magma-net.pl 15.09.08, 19:24
          Na szczęście w tenisie nie rozdaje się pucharów i nagród za piękno gry, tylko za
          wygrywanie meczów. :) Inaczej ten sport zrobiłby się chory. :)
      • Gość: PIJANY KSIĄŻĘ Bez obrazy, ale z tym powrotem to jakaś głupota IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.09.08, 16:55
        Zupełnie nie można zrozumieć na czym ten niby powrót ma polegać.
        Półfinał Australia, finały RG i Wimbledon, czyli wszędzie tam też
        był bardzo wysoko i było blisko do wygrania. I nawet jeśli we
        Francji tylko teoretycznie było blisko, to nic nie zmienia faktu, że
        Federer cały czas się liczył w ważnych turniejach, a jedynie w
        rankingu Nadal go przesunął z pierwszego na drugie. Nie ma żadnego
        powrotu, bo nigdzie nie przepadł, żeby miał wracać. Co, rok go wcale
        nie było i nagle wyskoczył nie wiadomo skąd, szokując wszystkich
        sensacyjną formą? Przecież na starcie jakby nie patrzeć Federer jest
        zawsze jednym z najpoważniejszych kandydatów do wygrania bez względu
        na losowanie, formę swoją i rywali, więc nie ma tu żadnego powrotu,
        bo zwyczajnie nie ma z czego do czego. Wracać można po dłuższej
        przerwie, kontuzji, roku nieobecności w dziesiątce, albo czymś takim
        i wygrać coś dużego, wtedy niech będzie, że głośno
        krzyczymy: "powrót, senasacyjny powrót". Tu nic takiego nie miało
        miejsca. Tu nie ma żadnego wielkiego powrotu, a jedynie Federer znów
        wygrał turniej wielkoszlemowy. Cały czas się liczył i liczy dalej
        praktycznie w każdym turnieju wielkoszlemowym, a kilkanaście z rzędu
        półfinałów (conajmniej) to potwierdza i obala jednocześnie tę gadkę
        o powrocie. Twórca tego radosnego tytułu powinien się trochę ogarnąć
        i zastanowić co niedorzecznego wymyślił w swym uniesieniu. Znacznie
        lepiej zamiast bzdurnie napuszonego tytułu oddać Federerowi co mu
        należne i docenić po prostu fakt, że mimo większych problemów z
        wygrywaniem w tym roku Federer jednak dał radę wygrać turniej
        wielkoszlemowy, a nie bełkotać o jakimś powrocie. Mnie cieszy, że
        Federer wygrał, bo dzięki temu jest ciekawiej i motywacji mu nie
        będzie brakło, Sampras o krok. I rywalizacja tez lepsza będzie
        między pierwszą trójką (każdy z nich coś ma) a pretendentami. Ale
        żeby powrót? Bzdura zupełna. Uczciwie patrząc, sezon i tak dla
        Nadala, bo najważniejsze tytuły dla Nadala trzy (i najwięcej
        wygranych turniejów), a dla Federera i Djokovicia po jednym.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka