Forum Sport Sport
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Wojciech Fibak: Federera nikt nie atakuje

    IP: *.adsl.inetia.pl 08.07.09, 06:46
    A takie pie...nie to jest, jak nie mozna porownywac epok? Kiedys zeby zostac
    pro w tenisa nie trzeba bylo grac od dziecka, teraz poziom czolowki jest tak
    wyrownany wbrew temu co tutaj fibak pisze (tak samo piłka nożna kiedyś platini
    strzelal bramki prawie ze z polowy boiska a dzisiaj takie cos nie przejdzie bo
    wszyscy trenuja na 100-120% zeby być jak najlepszym). Dziwne ze soderling i
    karlovic ktorzy maja potęzne serwy są ogrywani przez Federera i ich serwy po
    220 federer odbiera 1 ręcznym bh. Pozatym fibak nie widzi albo nie chce
    widziec ze wielkość federera polega m.in. na tym ze gra inaczej z każdym, nie
    gra ciągle jednego (serw & volley) tylko jest nie przewidywalny dla przeciwnika.
    Obserwuj wątek
      • Gość: przesądna Wojciech Fibak: Federera nikt nie atakuje IP: 157.158.10.* 08.07.09, 08:10
        prognozy i analizy Fibaka nie są warte nawet funta kłaków. Facet regularnie
        trafia kulą w płot, choćby te szlemy i inne mecze Radwańskiej. W Wimblu jego
        faworyci od 1 rundy sypali się jak muchy, kto słuchał, wie jak było, choćby F.
        Lopez, Mahut. Przed meczem Roddicka z Murrayem był pewien zwycięstwa Szkota, bo
        "jest znacznie lepszy, sprytniejszy" i poradzi sobie bez problemu. No i Roger
        ma z czapy - Fibak prognozuje szlemy, więc i jego może dosięgnąć "klątwa fibaka"
        i nic już nie ugra. Oglądam tenis od lat i nie uważam, by gracze teraz byli
        gorsi od tych sprzed kilkunastu lat - jak często dziś decyduje jedna, dwie
        piłki, znacznie częściej ci z odległymi rankingami sprawiają niespodzianki lub
        kłopoty najlepszym. A najlepsi sprawność, wytrzymałość mają lepszą niż
        dawniej. Oglądałam Samprasa, ale o wiele bardziej podoba mi sie gra Federera,
        chociaż ta sprzed 4, 5 lat bardziej niż obecna.
        • Gość: trener Wojciech Fibak: Federera nikt nie atakuje IP: 188.33.54.* 08.07.09, 10:50
          gdyby Federer grał serwis wolej cały czas to Murray i Djokovic
          wygrywali by z Rogerem większość meczów. A z Borga był wyjątkowo
          ofensywny gracz :)
          Panie Wojtku aż szkoda czytać pana wypocin
      • Gość: drx Ależ mnie on irytuje... IP: *.60.classcom.pl 08.07.09, 11:13
        Za każdym razem stara się zdezawuować sukces Feda. Zawsze po każdym osiągnięciu
        Szwajcara jest jakieś ale. Oczywiście Pan Fibak asekurancko w jednym zdaniu na
        końcu go pochwali.
        Jak się mają opinie tego człowieka do opinii Samprasa, który nazwał Federera
        najlepszym w historii, czy Agassiego który stwierdził że Szwajcar jest
        najlepszym tenisista przeciwko któremu kiedykolwiek grał. Może jeszcze p.
        Fibakowi przytoczę opinię Connorsa który rozpływał się że przeciwnicy Rogera
        spalają się psychicznie przed meczami z nim. Można wiele takich wypowiedzi
        cytowac: McEnroe, Borga, czy Lendla.
        No i co to w ogóle za gadanie, że RF wygrywa, bo go nikt nie atakuje? A innych
        się atakuje? Zastanowił się pan Fibak dlaczego tak się dziś gra? Czemu odeszło
        się od serve & volley? Dzisiaj prędkości są takie że po prostu nikomu nie opłaca
        się atakować siatkę tak często jak kiedyś. Nawet Roddick przy swoim serwisie ma
        zbyt duży respekt dla przeciwnika. Czy w najlepszych swoich dniach Sampras
        (skądinąd moj ulubiony tenisista) dziś wygrywałby tak jak kiedyś? Wątpie! Btw,
        mówienie że Pete nie miał profesjonalnego podejścia jest oczywistą bzdurą. Jego
        problemy wytrzymałościowe wynikały z talasemii (niedokrwistości
        tarczowatokrwinkowej) dziedziczonej w krajach śródziemnomorskich- co można
        wytłumaczyć przez jego greckie pochodzenie.


        "Federer z Agassim grał ciężkie pięciosetówki"

        Tutaj: www.atpworldtour.com/Players/Head-To-Head.aspx?pId=F324&oId=A092
        są wszystkie ich pojedynki. I widnieje tam tylko jedna pięciosetówka.
        • Gość: asd Re: drx IP: 213.185.212.* 08.07.09, 13:02
          Piszesz:
          Dzisiaj prędkości są takie że po prostu nikomu nie opłaca
          się atakować siatkę tak często jak kiedyś. Nawet Roddick przy swoim
          serwisie ma zbyt duży respekt dla przeciwnika.

          Jeden z wazniejszych powodow dla ktorego serve&volley przestaje byc
          skuteczny jest to ze nawierzchnia w Wimbledonie w ciagu ostatnich
          kilku lat powaznie 'zwolnila' i mowia i tym wszyscy. To samo z
          Australian Open - nawet Hewitt mial glosny i publiczny konflikt z
          organizatorami ktorych oskarazal o to ze niedlugo korty w AO beda
          przypominaly szybkoscia Roland Garros. To samo dzieje sie z innym
          turniejami ATP.
          Roddick (wbrew temu co piszesz) moglby przy swoim serwisie nie miec
          zadnego respektu do przecwinika gdyby tarwa na Wimbledonie miala
          taka 'predkosc' jak w latach 80tych czy 90tych. Teraz jest inaczej,
          wolniej, wiecej czasu na odbior pilki, wiecej opcji - gra przesuwa
          sie do tylu, dlatego Nadal np. wygral w tamtym roku z Federerem w
          Wimbledonie. Wygral wiekszosc pilek z linii koncowej. Kilka lat temu
          nie mialby na to szans i 'czasu'.
          Jezeli nie zgodzisz sie z tym co tutaj wypisuje, to nei zgadasz sie
          rowniez z tenisistami, komentatorami (nie mowie tutaj o polskich) i
          organizatorami.
          • Gość: drx Re: drx IP: *.60.classcom.pl 08.07.09, 15:02
            Zgadzam się! Oczywiście że masz racje, ale częściowo, bo nie na wszystkich
            nawierzchniach. Bierz pod uwagę fakt że dzisiaj gra się bardziej siłowo niż
            kiedyś. Agassi na ostatnim RG powiedział że nie wie czy z siłowym tenisem
            Soederlinga miałby jakieś szanse. może była to kurtuazja ale takie są fakty.
            Roddick przy siatce nie czuje się dobrze i może z tego wynika niechęć do
            atakowania. Federer ( przynajmniej do ostatniego meczu) zwykle mijał go jak
            chciał i z skąd chciał.
            btw trawę na Wimbledonie zmieniono bodajże w 2002 roku.

            "Jezeli nie zgodzisz sie z tym co tutaj wypisuje, to nei zgadasz sie
            > rowniez z tenisistami, komentatorami (nie mowie tutaj o polskich) i
            > organizatorami."

            Po co to napisałeś?
        • bobeniek Roger jest najlepszy, kropka. 08.07.09, 19:57
          Dla mnie Roger Federrer to najlepszy tenisista jakiego widzialem na
          wlasne oczy a tenis ogladam regularnie od poczatku lat 70tych.
          Widzialem w akcji Borga, McEnro, Connorsa, Agassiego, Samprasa i
          wielu innych, i nikt nie wywarl na mnie wiekszego wrazenia niz
          Roger. On potrafi grac na kazdej nawierzchni i wygrywac z kazdym.
          Ma najlepsza technike ze wszyskich graczy i jest z nich najbardziej
          inteligentny. Dla niego mecz tenisowy to jak partia szachow a
          wiadomo, ze do szachow trzeba miec swietny mozg. Dawne slawy graly
          w tenis sila i miesniami a Roger dolozyl do tego myslenie i dlatego
          przyjemnie jest ogladac jak gra i do tego ogrywa wszystkich w
          najwazniejszych turniejach i zawsze mu wybaczam jak przegra czasem z
          Nadalem, bo ten osilek naszprycowany za mlodu anabolikami i innymi
          uzywkami, szczegolnie na kortach ziemnych jest prawie nie do
          pokonania przez nikogo.
          • Gość: agassi Re: Roger jest najlepszy, kropka. IP: 94.254.150.* 09.07.09, 14:33
            Też szanuję Federera, ale uważaj z tymi osądami, co do anabolików...Nadal wygrał
            z Federerem 75% pojedynków i to mówi samo za siebie - jest po prostu lepszy.
            Federer nie umie z nim grać, ponieważ Nadal cały czas stawia go pod presją.
            Poza tym, na przełomie ostatnich 2, 3 lat bardzo poprawił się pod względem
            technicznym.
      • tt80tt1 Wojciech Fibak: Federera nikt nie atakuje 08.07.09, 11:26
        Cóż, takie gadanie starszego pana...
        A tak na poważnie – polecam obejrzenie na youtubie meczów Levera – widać jak na
        dłoni czym różni się współczesny tenis od tego z lat 60 czy 70.
      • Gość: tenisista co wy się czepiacie Fibaka. IP: *.chello.pl 08.07.09, 12:05
        oddzielić ziarno od plew.

        to co mówi teraz to są rozważania, co to chłopak nie może sobie powiedzieć
        swojego zdania? "tenisista wszechczasów" nie istnieje. wyłanianie takiego
        tenisisty to jest plebiscyt na konkurs piękności, i to są rozważania. w
        przypadku rozważań, Fibak rozważa, tak że by było tak, a nie inaczej. fani
        Federera jak fani Radwańskiej. nie można podważać "klasy" :). no więc tak jak
        fani Radwańskiej, debile wbijcie sobie do głowy, że nie każdy uważa Federera za
        'najlepszego' czy tam wygra jeden szlem więcej czy nie. Fibak podał wam przykład
        idioci, że Connors wygrał 2 razy więcej turniejów zawodowych, a Federer nie.
        więc kto tak na prawdę dominował? jeśli statystyki wam są potrzebne. Fibak
        pewnie nie ma stuprocentowej racji, tylko częściową. wszystko w kategoriach
        rozważań jest "pewnie" a nie "na pewno" bo są to rozważania. Fibak raz ma taką
        wersję, raz inną, ale ja tam słucham od 10 lat że najbardziej imponuje mu gra
        Federera i że jak by miał być czyimś trenerem to tylko Federera, więc chyba
        uprzedzony do niego nie jest. po prostu ci co widzieli tenis od lat, są
        przeciwni kategorycznym wyrokom, poniżającym innych tenisistów. ja pamiętam że
        jak grał Agassi, i Sampras już mówiono że są to tenisiści "najlepsi w historii",
        tak mówiono o Steffi Graf, czy Monice Seles, taki jest świat, "amerykańskie"
        media, festyny, showy medialne itp, że sobie takie konkursy urządzają. za 5 lat
        czy 10 Federer będzie słuchał że pojawił się nowy talent i jest tenisistą
        wszechczasów, i następni fani nowego "króla" będą mówili że a co tam Federer,
        ten nowy to dopiero umie wygrywać a taka technika, a zdominował, a to a tamto.
        akurat na Federera uważam że metodą jest dokładnie gra Murraya, czy Simona, czy
        Canasa, czy Nadala, z którymi przegrywa, a nie jest gra wszechstronna i
        ofensywna jaką przecież grają Gonzalez, czy Gasquet, czy Tsonga, ale akurat poza
        jedną nawierzchnią - trawą. pan Fibak jest nieścisły w swoich wypowiedziach, bo
        owszem wspomina ostatnio o braku gry ofensywnej, ale nigdy nie słyszałem żeby
        zachwycał się i promował tenis moich ulubieńców: Gonzaleza, Blakea, Tsongi,
        Gasqueta, a jaki to jest tenis jak nie ofensywny? zawsze chwali jakiegoś tam
        Murraya, Simona, Djokovica, i jeszcze prowokacyjnie ośmiela się nazywać takie
        pykanie "grą dla koneserów". to jako koneser powinien się cieszyć że taki tenis
        jest jaki jest.

        • Gość: Bart Re: co wy się czepiacie Fibaka. IP: 83.238.95.* 08.07.09, 12:21
          Strasznie belkotliwie piszesz. Zrozumiec ciezko. A te epitety typu: "idioci" i
          "debile" swiadcza o twoim podworkowym poziomie.
          • albert1994 Re: co wy się czepiacie Fibaka. 08.07.09, 12:36
            Nie rozumiem po co te kłótnie.Chyba nie wszyscy są przekonani do tego lub nie
            mogą się pogodzić z tym że Federer to najlepszy tenisista wszech czasów.Po
            pierwsze ilość wygranych szlemów ,po drugie potwornie długie serie zwycięstw na
            trawie po trzecie ilość zwycięstw w turniejach masters series i po czwarte
            przede wszystkim uniwersalny we we wszystkich typu zagrań.Ok,może nie zdobył
            jeszcze Klasycznego Szlema ale co to zmienia ?Ponad 250 tygodni na czele
            rankingu ATP to jest przecież niewyobrażalny wyczyn i rekord przewagi punktowej
            nad drugim miejscem w rankingu.Nadal może się schować, po jego zwycięskich
            szlemach widać że tylko potrafi zdominować turnieje ziemne a nie trawiaste i ze
            sztuczną powierzchnią
      • Gość: asd do: ktos IP: 213.185.212.* 08.07.09, 12:50
        piszesz:
        (...)Kiedys zeby zostac pro w tenisa nie trzeba bylo grac od
        dziecka...
        A teraz pro zaczynaja jako nastolatkowie??? hahahahaha dawno nie
        slsyzalem wiekszej bzdury!!!
        Co do tematu kto lepszy Laver czy Federer... Niegdy nie zrozumiem
        dlaczego ludzie tak bardzo kochaja 'gdybanie', ...'a co by gdyby'...
        bez sensu, bez celu... Ot takie gdakanie, strata czasu.
        • Gość: yhaa Re: do: ktos IP: *.adsl.inetia.pl 08.07.09, 16:51
          mialem na mysli ze teraz trzeba zaczac od dziecka :) kiedys bylo inaczej, poziom
          wszystkich dyscyplin wzrosl a tenisa tymbardziej
      • Gość: ps dyskusja ktora do niczego nie prawadzi... IP: *.hrz.uni-siegen.de 08.07.09, 12:55
        a wicznie trwa i bedzie trwala. Mozna wiele dyskutowac nad sprawami ktore sa
        "niemiezalne" i tutaj kazdy bedzie mial swoje sobjektywne zdanie kto jest/byl
        najlepszy.

        Ja uwazam ze gdyby postawic na przeciw Federera czy Nadala dzis tamtych wielkich
        tenisistow, to niemieli by on zadnych, ale to zadnach szans z Federerem czy
        Nadalem. Dzis ogolnie sportowcy sa szybsi, silniejsci, bardziej wytrzymali i
        maja wieksza zrecznosc i taki federe czy Nadal spokojnie by ich pokanli.Taki sam
        efekt bylby gdyby dzisiejszego Federera przeniesc do przeszlosci. A co by bylo
        gdyby ci wielcy tenisici z przed 50 lat uczyli sie i grali tenisa w tych samych
        czasach, to nie mam pojecia.
        • Gość: asd do: dps IP: 213.185.212.* 08.07.09, 13:08
          Absolutnie sie zgadzam, idiotyczna temat dyskusji. Twoj argument
          udowadnie np. Lendl (pierwszy tenisita ktory na powaznie (w sensie
          ekstremalnym) zajal sie przygotowaniem fizycznym) i nagle z 'ok'
          tenisisty zrobil sie nr 1 na swiecie. Zaczal rozwalac wszystkich na
          okolo dzieki swojemu fitness (McEnroe ciagle to podkresla!!!). Tak
          wiec jakby go wrzucic kilka lat wczesniej z tym przygotowanie
          fizycznym to by zloil tylek kazdemu tenisiscie niezaleznie od
          rankingu.
          Gdybanie co by gdyby nie ma sensu. Powinnismy oceniac sportowcow w
          obencyh realiach a nie czy sa lepsi od Lavera czy np. Besta.
      • Gość: Chinaski Fibakowe enuncjacje IP: 195.187.32.* 08.07.09, 13:25
        Najlepiej buduje się pogląd tenisowy na zasadzie antynomii
        fibakowskich opinii :)
      • Gość: kjbkjhkj Wojciech Fibak: Federera nikt nie atakuje IP: *.adsl.alicedsl.de 08.07.09, 14:01
        bożem, ale pieprzy. no niesamowite :)
      • Gość: lklkjlkjlk Wojciech Fibak: Federera nikt nie atakuje IP: *.adsl.alicedsl.de 08.07.09, 14:04
        na Wimbledonie serv & volley ?

        no poniosło Fibaka hehe. Chyba przespał ostatnie 20 lat rozwoju dyscypliny.
      • Gość: brawo dla Fibaka Fibak powiedział kilka słów prawdy, a tu oburzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.07.09, 16:28
        Niektórzy zapominają, że mogą istnieć różne opinie na różne tematy,
        niestety o bezsensownym darciu gęby nie zapominają. Ostatnimi czasy
        szczególnie mocno kompromitują się tu fanatycy rekordzisty Federera,
        którzy każde odezwanie nie dość entuzjastyczne o Szwajcarze,
        traktują zaraz jako napaść i osobistą zniewagę i zaraz wyskakuja z
        wyzwiskami i domagają się wręcz ukrzyżowania "heretyków". A
        szczególnie wielkie oburzenie jest i zachłystywanie się z gniewu,
        bicie piany i konwulsje wręcz, gdy Fibak nie dość się w ich
        mniemaniu entuzjazmuje Federerem. A tymczasem Fibak docenia go w
        sposób oczywisty, tylko bardziej powściągliwy i zachowuje zwyczajnie
        bardzo trzeźwy osąd, bo widzi rzecz w perspektywie historycznej, a
        nie z punktu widzenia histeryzującego fana. W przypadku tego wywiadu
        wywód jest logiczny i niewiele tam jest rzeczy kontrowersyjnych, a
        nieprawdziwych nie ma wcale.
        • Gość: znawca tematu powodem sukcesów Federera jest brak kontuzji IP: *.chello.pl 08.07.09, 17:44
          proszę prześledzić kariery znanych tenisistów i zobaczyć ile kto miał różnych
          urazów, kontuzji, przerw przez siebie zawinionych i niezawinionych. ma to
          niewyobrażalny wpływ na przebieg kariery zarówno tych, którzy doznają kontuzji,
          jak i ich przeciwników.

          SAMPRAS

          FEDERER

          ci dwaj tenisiści nigdy nie mieli poważnej kontuzji

          co by było, gdyby?

          Haas, Kiefer, Ferrero, Hewitt, Rios, Philippoussis, Magnus Norman, Enqvist,
          Rios, Escude, Stich, Krajicek, Henman, Muster, Grosjean, Blake, Gonzalez,
          Kafelnikow, Davydenko, Nalbandian, Baghdatis, Johansson Thomas i Joachim,
          Rafter, Verkerk, El Aynaoui.

          nie mieli kontuzji, a wspominam o zawodnikach skutecznych w danym momencie
          bardzo groźnych, takie "operacje" przechodzili niemal wszyscy zawodnicy ATP, i
          niemal wszyscy nie potrafili wrócić do dawnej świetności, albo wracali za późno
          i na chwilę.

          do tego o innych przygodach jak Ivanisevica, Medvedeva, Agassiego, poniekąd
          Safina którzy "odchodzili i wracali do tenisa" nie ma co wspominać. większość
          wybitnych tenisistów nie ma szans przez całą karierę grać bez różnych zwrotów i
          zakrętów, które odciskają piętno na ich późniejszych wynikach. Federerowi się to
          udało, i Samprasowi. na pewno byli jednymi z najlepszych, ale nawet w swoich
          czasach nie mieli nikogo kto by reprezentował w ich pokoleniu tak stabilną
          "najwyższą formę". to powód wyników. gdyby większość najlepszych i
          najgroźniejszych a wszystkich nie wymieniłem, mogła grać cały czas na stałym
          poziomie bez różnych przerywników, konkurencja dla Federera i Samprasa byłaby
          zupełnie inna. może żaden z nich by nie osiągnął więcej niż 1 wielki szlem, może
          większość by żadnego nie wygrała, ale stanowiliby zbyt silną konkurencję dla
          'dominacji' jednego zawodnika.

          tak samo jest z konkurencją teraz. Gasquet wycofany za narkotyki, jak kiedyś
          Puerta, czy Coria, czy Canas, najgroźniejsi rywale Federera na ziemi, oczywiście
          jeśli zażywali to ich wina, ale takie są fakty. Tsonga, miał poważną kontuzję
          która zawsze zostawia jakiś ślad - trudno wrócić do dawnej formy, Monfils ma
          kontuzję "zaleczalną", Ancic nie może wrócić do kondycji pozwalającej mu grać w
          tenisa zawodowo na najwyższym poziomie, Nadal ma kontuzję, Roddick też miewał
          małe kontuzje ale jeszcze nie takie. tylko Federer praktycznie w tym wieku, ze
          swojego pokolenia jeszcze nie miał kontuzji. to pozwala jemu rozwijać talent bez
          ograniczeń, i przystanków, ale to też ułatwia mu konkurencję z zawodnikami
          którzy dopiero wracają po kontuzji. najczęściej kariera nie przerywana kontuzją
          układa się najlepiej, i najpłynniej i ktoś jakiś tam "szczyt" na swoje
          możliwości osiąga. większości a nie nawet połowie się to nie udaje, dlatego
          wszelkie wyniki i rankingi i rekordy to splot różnych przypadków.

          • Gość: Kosa Re: Wojtek Fibak IP: *.chello.pl 08.07.09, 19:02
            Pan Wojtek Fibak oczywiście ma prawo do własnego zdania, mówi ciekawie tylko trochę pokrętnie interpretuje fakty. Nie pamięta(?),że za czasów dominacji Roda Leavera i w ogóle Australijczyków, 3 z czterech turniejów WSZ grano na trawie, tenis raczkował zawodostwo kiełkowało. Jak rozgrywki ATP nabrały tempa skończyła się dominacja Kangurów a talenty "znalazły się" na całym Świecie.
            Kolejna sprawa. Connors wygrał 107 turniejów, faktycznie imponująca liczba, tylko że wtedy zawodnik ścisłej czołówki mógł grać bez limitu w dowolnym marnie obsadzonym turnieju. Teraz są limity gry i stosowna do miejsca ranga turnieju. Ilość GS jest taka sama, więc zwycięstwa w nich są miarodajne.
            Dla mnie Federer jest tenisistą wszechczasów dla Samprasa, Agassiego
            McEnroe też. Niektórzy mają inne zdanie, to nic złego.
            Federer najkrócej rzecz ujmując jest najwiekszym profesionalistą w historii. Od momentu kiedy w wieku o ile dobrze pamiętam 13lat rzucił szkołę i wszystko poświęcił tenisowi gra coraz lepiej ma ciągły progres, wytrzymuje napór kolejnych rywali(tylko Nadal przez pewien czas mu zagroził). Śmieszna jest opinia jednego z dykutantów, że jest dobry bo nie ma kontuzji?! A może "znawca tematu" zastanowiłby się dlaczego właśnie Federer jako jedyny(?) z czołówki nie miał kontuzji? Odpowiedź jest prosta. Poświęca najwięcej czasu na zajęcia ogólnorozwojowe, trzyma wagę, odpowiednio się odżywia,gra zawsze rozgrzany i takie tam... o których każdy wie ale nikt nie przestrzega. To organizacyjny i mentalny fenomen, szwajcarski zegarek. Po prostu. Jego mobilizacja po okresie dominacji Nadala jest niewiarygodna. W tym roku na RG grał na niespotykanym na tej nawierzchni poziomie. W finałach GS przegrywał "tylko" z Nadalem.
            Dla mnie jest Wielki ale można uważać inaczej.
            • Gość: znawca tematu znawca tematu też uważa że Roger jest wielki IP: *.chello.pl 08.07.09, 19:46
              tylko pomyśl co by było, gdyby miał tą kontuzję tak jak gdyby miał ją Sampras?
              mógłby skończyć jak Ferrero, albo Rios, albo Muster (który wrócił na nr.1 po
              kontuzji ale ile musiał wracać?). jego gra może by nie była tak skuteczna, może
              by miał jakieś niedostatki związane z fizyką. z drugiej strony, gdyby Coria,
              Ferrero, Haas, który prawie go ograł na ziemi, i wielu innych nie miało
              problemów zdrowotnych może jego dominacja byłaby troszkę mniejsza? tego też nie
              wiemy.

              przyznasz mi rację, że tenis to są naczynia powiązane. i gra się tak jak
              przeciwnik pozwala. moim zdaniem Federer miał jak Sampras BARDZO SILNĄ
              KONKURENCJĘ, tylko że nigdy ta konkurencja jako najgroźniejsi tenisiści, nie
              utrzymała długo swojej najwyższej formy. a poziom gry narzucony przez resztę nie
              pozwalał tak łatwo wrócić do czasów świetności. mówienie przez fanów Federera,
              że jest on "najlepszy" w taki sposób, jak by inni nie mogli się z nim równać
              jest dyskryminujące dla innych tenisistów, którym się nie udało. zgodzę się że
              jest jednym z najbardziej ambitnych tenisistów - możesz określić
              profesjonalistów. ale w takim razie przyznajesz, że jeśli wszyscy by tak
              "pracowali na swój sukces" i nie mieli tych nieszczęsnych kontuzji, to może by i
              byli porównywalnie wysoko? zawodników jako głównych konkurentów Federera nie
              byłoby 5, tylko na poziomie top 5 byłoby 30? albo 20? i wtedy musiałby częściej
              odpadać, tracił bo poczucie pewności siebie, i rozumiesz, mógłby tych rekordów
              nie bić.

              uważam że Roger jest wielki, ale nie uważam żeby był "bezkonkurencyjny", to tak
              jak z Samprasem. Sampras był wielki, ale byli Magnus Norman (nie mój styl ale
              bardzo groźny tenisista), Agassi który był porównywalny, Edberg który był mniej
              skuteczny ale technicznie genialny, Rafter, Rios - geniusz chociaż mało
              praktyczny. dziś mówią wszyscy tylko Samprasa Samprasa, a Sampras męczył się i z
              Rusedskim, i z Jeanem-Michelem Gambillem, i z Bruguerą, i Musterem, i Kordą i
              każdym ważnym tenisistą. może to go wzbogacało, a może też i hamowało?

              są 2 aspekty w porównywaniu epoki Samprasa (89-2002 zaokrąglając), i epoki
              Federera (2000-dziś), które są praktycznie rozdzielne. okres 2000-2003 był
              przejściowy. sprzęt, powoduje że dziś przeciętnie utalentowany tenisista może
              tym sprzętem się "wspomóc". przyznasz że gra jest bardziej błyskawiczna, że
              rotacje są większe, łatwiej jest odbijać niż kiedyś. tenisiści mniej efektowni
              mogą grać bardziej efektownie, i efektywnie niż kiedyś. dlatego Tommy Haas w
              latach 90tych, czy Nicolas Kiefer grali ładnie, płynnie, gładko, ale nie tak jak
              "prawie Federer". ale też dlatego obraz gry Federera, byłby inny z innym
              sprzętem. ale też ten sprzęt ułatwia grę wszystkim, dlatego mniej utalentowany
              tenisista, może być groźniejszy dziś, niż kiedyś. to moje zdanie, nie wiem jak
              eksperci sobie o tym myślą, ale wydaje mi się że tak jest. dziś mając świetne
              warunki atletyczne, można mieć średnią przyzwoitą technikę i sprzęt jest
              łatwiejszy. dziś najważniejszy jest czas reakcji, dobieg, kondycja,
              wytrzymałość, sprawność. gdyby przenieść Nadala w czasy lat 90tych, powiedzmy
              rok 95, łatwiej jeszcze by dobiegał (tempo gry raczej mniejsze), tylko czy
              mógłby tak łatwo odgrywać tym sposobem co teraz, i co najważniejsze, czy miałoby
              taki sam efekt? moim zdaniem NIE. wystarczy przetestować rakietę profesjonalną z
              roku 96, i naciąg i zobaczyć jaka będzie różnica. dziś łatwo jest kontrować w
              każdy sposób, dlatego nawet tenis Federera jest dużo poddany kontrze -
              półwoleje, bloki, wykorzystywanie siły nadlatującej piłki. dlatego dziś Federer
              tknie piłkę i jest kończący wolej. kiedyś, trzeba było mieć lepszą technikę i
              włożyć więcej pracy w każde uderzenie, a i wtedy efekt mógł być mniej
              spektakularny jak teraz, np jeśli bierzemy pod uwagę przyspieszenie piłki po
              odbiciu, kąt odbicia, te ekstremalne topspiny, świdry. po prostu tenis Federera
              uczącego się sprzętem lat 80tych i grany w połowie lat 90tych sprzętem z lat
              90tych, byłby nieco mniej efektowny. a później nawet jeśli uznamy że na
              przełomie wieków technologia była bardziej zaawansowana, prawie tak jak teraz,
              to pamiętaj że przestawić się wcale nie jest tak łatwo. na tym sprzęcie bazuje
              dopiero pokolenie Federera, i ono na nim uczy się grać i go w pełni wykorzystywać.

              druga sprawa, to podzielam zdanie Fibaka chociaż on jak by je pozostawił bez
              komentarza. kiedyś Federer miałby do czynienia jako głównymi przeciwnikami
              OFENSORAMI, a nie DEFENSORAMI. pamiętaj że tak też zaczynał młody Federer. kto
              jest głównym przeciwnikiem Federera od jego początków wielkiej kariery? Ferrero,
              Hewitt, Puerta, Gaudio, Canas, Coria, Djokovic, Nalbandian,Murray, no i Nadal.
              tenisiści ogólnie grający z głębi kortu, większość grająca na kortach ziemnych,
              lubiących mączkę na której najlepiej sobie radził Federer. Hewitt niby nie, ale
              to też są zawodnicy kontrujący z Murrayem i Djokovicem, głębi kortu, nie grają
              tak wszechstronnie. nawet Gonzalez, Roddick, Gasquet, Tsonga, Blake to nie jest
              czysty atak, może Tsonga najprędzej. on się dostosował do tego tenisa, i go
              zdominował. czy umiałby zdominować tenisistów takich jak Edberg, Sampras,
              Becker, Rusedski, Phillippoussis, Krajicek, Stich, Martin, Rafter z całą gwardią
              specjalistów również od kortów ziemnych łącznie? trudno powiedzieć. co chcę
              powiedzieć. otóż Sampras miał o tyle trudniej, że nie mógł przyzwyczaić się do
              jednego rodzaju konkurenta. w latach 90tych, tenis był strasznie urozmaicony.
              każdy rocznik wnosił do gry innego tenisistę. byli specjaliści od trawy, byli
              specjaliści od twardych, byli od ziemi, byli od wszystkiego, i Sampras musiał z
              każdym grać zupełnie inaczej, bo ten każdy narzucał inną grę. mało było
              defensywy, i raczej ona kończyła się tylko na ziemi. teraz jest tak, że
              ofensorzy są nieskuteczni, dominuje typ zawodnika z głębi kortu który jest
              groźny na przerzut, potrafi uderzać bardzo mocno i nawet bardzo szybko, ale to
              daje Federerowi dość jasny plan gry. to on najlepiej atakuje, a do tego jest
              bardzo dobry z głębi kortu, chociaż jak wiemy już wcale nie niepokonany. może po
              prostu łatwiej było mu w tym wzrastać?

              znawca tematu tylko poddaje pod rozwagę różne niuanse, może fan Federera uważa
              że to nie ma wpływu, moim zdaniem właśnie takie niby szczegóły decydują o tym
              kto jakie miejsce zajmuje w efekcie w historii. bardzo trudno jest porównać
              klasę dzisiejszych tenisistów od strony techniki do tych poprzednich, ale moim
              zdaniem wyraźnie pola dawnym mistrzom ustępują, ale sprzęt który pozwala na
              zacieranie złego wrażenia zamazuje trochę ten obraz. gra po prostu jest zupełnie
              inna, i trzeba się do niej dostosować, Federer dostosował się do tych czasów
              najlepiej, żeby wygrywać, ale czy by był równie skuteczny "gdyby" nie wiemy.
              wcale nie jestem przekonany że gdyby dawni mistrzowie urodzili się w wieku
              Federera dziś by przegrywali nawet z nim. inaczej by grali, to na pewno. wcale
              nie jestem przekonany że akurat serwis Roddicka, talent Federera, czy też
              zupełnie innych tenisistów - Murraya, Simona, Djokovica, Nadala byłby tak
              skuteczny gdyby urodzili się w roczniku Riosa, Samprasa, Edberga, i tam do
              Lavera w dal. nie da się zmierzyć.

              atletyzm Nadala czy Federera nie ulega kwestii, tylko właśnie jest pytanie czy
              chociażby warunki fizyczne mają premiować "najlepszego". bo w wynikach na pewno
              premiują. pomijam Federera ale co powiesz na przykład o porównaniu Corii, i
              Nadala. dla mnie nie ulega wątpliwości że dla mnie, osobiście Coria pozostaje
              "królem mączki" chociaż w żaden sposób z tymi warunkami fizycznymi nie byłby w
              stanie zdominować siłowego Nadala. nie ulega dla mnie też wątpliwości że Juan
              Carlos Ferrero w roku 2002, czy 2003 zanim tam złapał kontuzję był tenisistą
              budzącym większe moje uznanie, powalając techniką i dynamiką i wszechstronnością
              gry innych tenisistów, niż Nadal, ale najlepsza forma Nadala i najlepsza forma
              Corii czy Ferrero da raczej jednostronny wynik. dlatego jestem scept
          • Gość: jędrzej A powodem braku kontuzji jest wyższość techniczna IP: *.chello.pl 09.07.09, 10:41
            We współczesnym tenisie większość kontuzji jest powodowanych przez samych tenisistów. To nie piłka nożna, gdzie brutalny rywal może cię sfaulować i bez twej winy wyeliminować z gry na miesiące. Sposoby, w jaki zawodnicy prowokują urazy są różne. Jedni za mało trenują, inni za dużo startują. W przypadku graczy takich jak np. Nadal kontuzje są ceną forsownego stylu gry. Nadal musi w każdym meczu eksploatować swe mięśnie i stawy do ekstremum, w przeciwnym bowiem razie jego gra straci swą sławną agresywność i dynamikę i Nadal przestanie wygrywać. Federer nie musi tego robić, bo to, co Nadal osiąga katując swój organizm, on osiąga dzięki umiejętności. Ruchy należycie obszerne i bezbłędnie skoordynowane pozwalają osiągnać pożądaną siłę uderzenia bez przeciążania stawów, mięśni, więzadeł. Dlatgo Federera nie imają się kontuzje, a Nadal stale się leczy. Bynajmniej nie umniejsza to wartości sukcesów Rogera, wprost przeciwnie.

            Oczywiście zdarzają się też kontuzje i inne schorzenia, którym zawodnik nie jest winien. Federer tez nie jest od nich wolny. Półtora roku temu przeszedł przez mononukleozę (poważna choroba zakaźna, która na ogół niestety zostawia trwały ślad w postaci obniżonej odporności). Grał wówczas znacznie słabiej, ale nie przerwał startów i zdołał m.in. dojść do półfinału AusOpen. Twoje próby "wyjaśnienia" sukcesów Federera wyjątkowym szczęściem są diabła warte.
            • Gość: znawca tematu Jędrzeju, jeśli uważasz że kontuzje prowokują sami IP: *.chello.pl 09.07.09, 12:33
              tenisiści, i oni są im winni a nie przypadek, to jak powiedz mi Ty się na
              świecie jeszcze uchowałeś? :)

              coś mam wrażenie, że Ty nie wierzysz w teorię przypadku i szczęścia w sporcie,
              jak i całym życiu i do wszystkiego musisz znaleźć stosowne wytłumaczenie, nawet
              do tego że jeden tenisista częściej przepchnie piłkę po taśmie. no bo przecież,
              ten co ma lepszą technikę, przepchnie częściej, a ten co ma gorszą zatrzyma
              piłkę na taśmie, czy tak?

              musisz zrozumieć, że organizm Federera nie jest wynikiem jego pracy, ale jego
              genów. i musisz zrozumieć że pewne proporcje w tenisie są szczególnie
              predysponowane do osiągania wyników. takie miał Sampras i Federer. więc już samo
              to faworyzuje określonych sportowców, czy zgadza się? czy mi udowodnisz, że
              każdy może mieć takie proporcje jak Federer częstą pracą i włożonym wysiłkiem w
              treningi? czy każdy może mieć siłę tak jak Nadal, i forsownym stylem gry odnosić
              zwycięstwa na mączce 4 lata z rzędu non stop? to że Federer ma organizm który
              jest bardziej odporny na kontuzje, co między innymi wynika z proporcji budowy
              ciała, które wpływają też na jego sposób odbijania, i poruszania się po korcie,
              składania się do uderzeń, jest raczej rzeczywiście argumentem przeciw Federerowi
              którego staram się tu nie stosować, ponieważ on ma niejako dane przez Boga to że
              może grać tak jak gra, i nie narażać się na kontuzje tak jak zawodnicy inni. np
              zawodnicy drobni, słabiej zbudowani, których np stawy są bardziej obciążone bo
              MUSZĄ więcej biegać, którzy bardziej muszą wykręcać się biodrami, czy którzy
              muszą bardziej forsować kręgosłup, którzy mają słabszy kręgosłup itp. to nie
              jest tak że wybierasz sobie taki styl gry, takie a nie inne ciało i to powoduje
              że nie będziesz miał kontuzji. styl gry żeby był opłacalny musi być wynikiem
              dostrojenia go do możliwości organizmu, Ferrero miał kontuzję kręgosłupa, Henman
              miał kontuzję kręgosłupa, wiele lat odnawialną. z przyczyn kontuzji kręgosłupa
              Henin tak na prawdę zakończyła karierę, męczyła się z nią zdaje się tak na
              prawdę kilka lat. Rios miał różne kontuzje, powiedz mi co było nie w porządku z
              ich stylem odbijania i na ile on był 'kontuzjogenny' bo ja nie rozumiem? znasz
              Nicolasa Kiefera? Tommy Haasa? powiedz mi jak kontuzjogennie oni grali 10 lat
              temu, bo wtedy zaczęły się ich kłopoty z kontuzjami? grali bardzo uniwersalnie,
              miękko, płynnie technicznie, wręcz jak dla mnie który lubi agresywny styl gry za
              delikatnie i za miękko. a jednak kontuzji mieli bez liku.

              czy więc jest to sprawiedliwe? nie jest. czy z drugiej strony ekonomika gry,
              ekonomika poruszania się po korcie, zachowawczość i ostrożność - cechy jakie ma
              Radwańska, mogą świadczyć o wyższości tenisisty który się oszczędza, nad tymi
              którzy więcej ryzykują? Sampras był długowieczny między innymi właśnie przez to
              że nie tracił czasu na Roland Garros, i na całą mączkę, że nie eksploatował
              swojego organizmu, że opierał jak Federer swoją grę przez większość kariery
              głównie na perfekcyjnym serwisie. że nie grał długich wymian, że się nie
              przemęczał dlatego między innymi częściej odpadał od Federera, podchodził do
              tenisa ze stoickim spokojem. czy to jest "lepsze"? jest bardziej opłacalne.
              dlaczego Andre Agassi czy Venus Williams mogli wrócić nawet mając wiele przerw w
              swojej karierze? dlatego że nie trapiły ich odnawiające się uciążliwe kontuzje,
              i mieli taki talent że mogli sobie 'odpuścić', możliwe nawet że te przerwy
              dawały im zastrzyki nowej energii na "powroty". człowiek który ma kontuzję traci
              motywację, musi włożyć mnóstwo pracy w powrót do dawnej formy, i kontuzja go
              niszczy. to że komuś się udało przejść karierę bez kontuzji nie jest żadną jego
              zasługą, bo gdyby nie miał tej wrodzonej genetycznej zwinności, i takich a nie
              innych proporcji kontuzję pewnie by przy swoim stylu gry złapał. nie można klasy
              tenisisty sprowadzić do tego na ile regularnie i ostrożnie, ekonomicznie
              podchodzi do całej swojej kariery i jak wiele przeszkód uda mu się ominąć. i ja
              wcale nie pomniejszam Federera, tylko mówię że jest wyjątkowym szczęśliwcem.
              mononukleoza, to jest choroba immunologiczna, i ona Cię z rozgrywek nie wyklucza
              nawet na miesiąc. Federer nie miał po niej powikłań, tego typu choroby ma każdy
              z nas, możesz trenować wszystko w trakcie odbywania choroby, Twoje ciało jest
              tak samo sprawne, gorzej jest z ogólną 'odpornością'. nie wypadasz z rytmu, nie
              masz unieruchomionej ręki, stopy, nogi, czy kręgosłupa, nie odbywasz żadnych
              rehabilitacji. możesz grać i trenować.

              oczywiście zużycie ciała Nadala jest zawinione, po części przez jego treningi i
              styl gry - po części. ale gdyby Nadal tak nie grał to nikt by nie zagroził
              pozycji nr.1 Federera w rankingu. jednak Nadal na razie nie ma ostatecznej
              kontuzji, jego problemy możemy włożyć do półki z mononukleozą, ale jak się okaże
              że problemy są nie do naprawienia, no to sorry ale nie przekonasz fachowca, że
              "Nadal sam jest sobie winien" i że sprawiedliwe jest że Federer kontuzji nie ma,
              a większość innych ma.
      • Gość: seven Wojciech Fibak: Federera nikt nie atakuje IP: *.dynamic.qsc.de 08.07.09, 20:02
        Mysle, ze Federer nie mial kontuzji,bo ma fantastyczna technike i
        super prace nog.Jest szybki i ma super koordynacje.To wszystko
        sprawia ,ze nie musi nadrabiac sila i nie robi zadnych
        nienaturalnych ruchow.Jest wzorem poruszania sie po korcie.
        Naturalnie jego profesjonalne podejscie i pomoc sztabu najlepszych
        trenerow pomaga mu dodatkowo.
        Zauwazcie ,ze jego kostki nog sa zawsze zabezpieczane specjalnymi
        bandazami-czyli jest to swiadome unikanie ev.zwichniec lub zerwan
        sciegien.

        Co do porownywania zawodnikow z roznych dekad-jest to bardzo trudne.
        Prawda jednak jest ,ze nie tylko sprzet sie rozwinal ,ale i
        zawodnicy.
        To ,ze starsi zawodnicy u schylku kariery grali 5 setowki z mlodymi
        talentami lub nawet wygrywali dowodzi tylko tego,ze ci mlodzi u
        progu kariery byli juz na takim poziomoe ,jak ci starsi u jej
        schylku.
        I ci mlodzi ,ktorzy sie potem przez lata rozwineli i u schylku
        swojej kariery grali swoj najlepszy tenis zycia,grali znowu 5
        setowki z nastepnymi mlodymi ,co znaczy ,ze ci nowi mlodzi byli juz
        na takim poziomie ,jak ci starsi u schylku swojej.I tak dalej.
        Tzn.ze juz jako juniorzy podchodzili do gry profesjonalnie
        lub wczesniej zaczynali profesjonalny trening z coraz nowszym
        sprzetem.
        Wszystko to jednak nie znaczy ,ze dzisiejszy tenis jest ladniejszy
        niz kiedys.Ale na pewno wymaga wiecej poswiecen ,wiecej treningu
        juz od najmlodszych lat.Gdyby takie szanse mieliby starsi
        mistrzowie....
      • Gość: fanik Wojciech Fibak: Federera nikt nie atakuje IP: *.171.118.226.static.crowley.pl 08.07.09, 21:21
        Panie Wojtku, może zamiast zajmować się kwestiami czy federer jest
        najlepszy w historii, zająłby się Pan budową polskiego tenisa. Nie
        ma w Polsce żadnego porządnego tenisisty w atp, nie ma porządnych
        szkoleniowców, bazy treningowej. Może lepiej zająć się szukaniem i
        szkoleniem polskich "federerów" zamiast gadać w gazetach po próznicy
        o nieistotnych kwestiach, dotyczących wielkości bądź nie rogera
        federera
      • Gość: jo Wojciech Fibak: Federera nikt nie atakuje IP: *.adsl.inetia.pl 09.07.09, 00:05
        Jaki beznadziejny ten wywiad! CO ten czlowiek w ogole mówi?

        "Federer z Agassim grał ciężkie pięciosetówki."
        taak ... w całej swojej karierze tylko jedną, pozostale mecze zawsze
        były ciekawe ale nie zawsze jakos wielce zaciete

        "Gdyby na Federera wystawić 35-letniego Connorsa, to też mielibyśmy
        pięć setów"

        dobre xDDDD

        " 2001 r. Sampras przegrał w pięciu setach, ale gdyby zagrali 10
        razy, to dziewięć wygrałby Amerykanin"

        no to jest juz super smieszne ... w jakim sensie by wygrał 9 na 10?
        chyba jakby Federer grał ze złamaną nogą!

        "Dziś nikt nie atakuje Federera i dlatego tak dominuje"
        Tak? W tourze sa jeszcze zawodnicy atakujący ... więc czemu oni
        jakoś tak z Federerem wygrac nie mogą? Bo on ich ogrywa z dziecinną
        łatwością, a problemy stwarzają zawodnicy defensywni<Nadal>


        A juz mowienie że na RG nie było Nadala to jakas głupota. Jak
        Sampras wygrywał Wimbledon to gdzie był jego największy rywal? Tułał
        się w jakis podrzednych turniejach albo odpadał w 1 r. Wtedy nikt o
        tym nie wspominał i wielkiego znaczenia to nie miało ...


        Ehh :(
      • Gość: Fakin Fibak locuta causa finita... czyżby? IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 09.07.09, 00:50
        Z całym szacunkiem, Panie Fibak, nie przystoi Panu mowić o
        szansach Connorsa, który "zmiótł Pana z kortu" w meczu z Federerem.
        Fakt, że Connors wygrał z Panem z łatwością nie świadczy, że równie
        łatwo poradziłby sobie z Federerem. Gdzie Panu było porównywać się
        do Connorsa? Przecież jak sam Pan powiedział "wygrał 147 turniejów",
        (zresztą Panie Fibak Jimmy Connors wygrał 108 turniejów singlowych-
        pierwszy błąd merytoryczny) a Pan to ile wygrał? Nie licząc tego co
        w deblu, bo doskonale Pan wie i tajemnicą nie jest dla nikogo, że w
        deblu grają tenisiści o wiele mniej utalentowani niż w singlu.
        Ponadto, Sampras wygrywając Wimbledon nie zawsze miał na drodze do
        tytułu Beckera, Sticha, Edberga, Ivanisevica. Owszem grał z nimi,
        ale nie było tak w każdym wygranym przez Samprasa Wimbledonie, nie
        było to możliwe ze względu na rozstawienia i drabinki turniejowe.
        Jeśli dobrze rozumiem, to na niekorzyść Federera należy zaliczyć
        liczbę osiąganych przez niego asów serwisowych... Hmm, a mnie się
        wydawało, że dobrze jest mieć silne podanie. Ponadto, proszę nie
        mieć pretensji do Federera, że inni zawodnicy poza Nadalem, który
        jest najwybitniejszym zawodnikiem wszech czasów na mączce, nie są w
        stanie mu dorównać. Proszę spojrzeć na to z kim przegrywał Sampras,
        jego 222 przegrane mecze w karierze to nie tylko przegrane z
        wielkimi tenisistami. Sampras bardzo często przegrywał z graczami
        przeciętnymi, słabymi wręcz. Federer niezwykle rzadko przegrywa z
        zawodnikami nisko notowanymi. Proszę spojrzeć na Andy Roddicka, to
        znakomity tenisista, wielu ludzi tego nie widzi. Roddick to były
        numer 1 rankingu, zwycięzca US Open z 2003r. Ten sam Roddick
        przegrał 4 (!) razy w finale turnieju wielkiego szlema z Federerem.
        To, że 4 razy przegrał z Federerem w finałach nie oznacza, że
        Roddick jest kiepskim tenisistą, to oznacza, że Federer jest
        wybitny. Tak samo Federer ogrywa takie sławy jak: Lleyton Hewitt,
        Marat Safin, Juan Carlos Ferrero. Każdy z nich wiele osiągnął. Dziś
        już nie prezentują tak wybitnej formy jak kiedyś, ale są to
        zawodnicy z rocznika ( chociaż nie dosłownie) Federera. Śmiać mi się
        chce jak czytam, że Federer "toczył zażarte 5-setowe pojedynki z
        Agassim". Dla Pana informacji, z Agassim na 11 stoczonych pojedynków
        w oficjalnych statystykach tylko raz grał 5 setów- kolejny Pana błąd
        merytoryczny. Ponadto, to że Laver podkręcał piłki i popisywał się
        wieloma innymi finezyjnymi zagraniami to dlatego, że było to o wiele
        łatwiejsze w czasach gdy piłka odbijana była o połowę wolniej niż
        dziś. Zgadzam się, Federer nie zawsze wygrywa pięknie, ale piękne
        mecze potrafi grać. Proszę poszukać na youtube "federer slow motion"
        to zobaczy Pan finezję zagrań i precyzję uderzeń piłki, która leci
        200 km/h, za czasów Lavera tego nie było. Laver był mistrzem innej
        epoki zgadza się, ale proszę zauważyć że Laver w finałach wielkiego
        szlema osiągnął rezultat 11 zwycięstw 5 porażek, a Federer ma bilans
        15 - 5. Sam Pan widzi na czyją korzyść przemawia statystyka. Kiedys
        tenisiście mogli grać i osiągać sukcesy nawet w okolicach 40 roku
        życia. Jak Pan myśli dlaczego? Wtedy tenis nie był tak fizycznie
        wymagający jak dziś. To chyba sam Pan jest w stanie zauważyć. Proszę
        więc wziąć pod uwagę, że dziś tenisiści mają o wiele mniej czasu na
        zdobywanie trofeów. Około 30 roku życia zdobywa się dziś ostatnie
        wielkie trofea i przykładem tego jest choćby Agassi i Sampras. Nota
        bene Sampras wygrał US Open 2002 po 22 miesiącach bez wygranego
        turnieju. Mógłbym tu zbijać Pana argumenty bez końca, ale Pan
        wybaczy- okrutnie śpiący jestem. Innym razem, jak Pan znów zacznie
        głupoty wygadywać dokończę swój wywód. Tymczasem pozdrawiam Pana
        serdecznie i zachęcam do zgłębiania wiedzy na temat współczesnego
        tenisa.
      • Gość: lipa Wojciech Fibak: Federera nikt nie atakuje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.07.09, 08:25
        fajnie jest poczytać zdanie fachowca.jest to tylko namiastka
        analizy gry rogera a chciało by się więcej. również uważam, że
        andy rozegrał mecz życia i byłem pewny że wygra chociaż
        kibicowałem rogerowi. andy był zdecydowanie ofensywny i ta strategia
        go nie zawodziła prawdopodobnie do 4 godz meczu. potem widać było
        że słabnie, a roger grał na stałym pozimie skrajnie
        defensywnie. i tutaj szok bo wydaje się że strategia od początku
        skazana na porażkę w wimbledonie jednak zadziałała. kłaniam
        się roger nisko. co do klasyfikacji kto lepszym a kto gorszym
        tenisistą był - dajmy spokój. ogladajmy pojedynki i zachwycajmy
        się nimi to sama poezja (ale tylko na najwyższym poziomie!!!)
        pozdrawiam lipa
      • Gość: ft napiszcie jeszcze ZNAWCY IP: 157.158.10.* 09.07.09, 08:46
        tylu tak obszernych i wnikliwych komentarzy dawno nie było. Dzięki,mam nadzieję
        również w imieniu innych "douczających się". Dość często podnoszony jest aspekt
        ujemnego bilansu RF z obecną czołówką -fakt bezsporny na dziś i podobno
        precedens w światowym tenisie (liderzy nie miewali takich statystyk). I co Wy na
        to ???
        • Gość: drx Re: napiszcie jeszcze ZNAWCY IP: *.60.classcom.pl 09.07.09, 11:33
          podaje ci bilans RF z najlepszymi zawodnikami:
          (łeb w łeb)
          www.atpworldtour.com/Players/Head-To-Head.aspx?pId=F324&oId=MC10
          www.atpworldtour.com/Players/Head-To-Head.aspx?pId=F324&oId=N409
          www.atpworldtour.com/Players/Head-To-Head.aspx?pId=F324&oId=D683
          www.atpworldtour.com/Players/Head-To-Head.aspx?pId=F324&oId=D643
          W zasadzie tylko z Nadalem i Murrayem ma bilans ujemny ale myślę ze można się
          czepiać tylko meczów z Nadalem. Co do Szkota myślę że trzeba jeszcze poczekać.
          Od roku spotkali się 6 razy z czego 1 raz wygrał R tyle że ten najbardziej
          prestiżowy- finał UsOpen gładko w 3 setach. Niekorzystne bilanse nie ujmują mu
          tego że jest to najrówniejszy i najbardziej regularny zawodnik z czołówki.

          Z takimi ocenami należy jeszcze poczekać. Federer ma zamiar grac co najmniej do
          2012 roku.
        • Gość: jędrzej Bilans bezpośredni IP: *.chello.pl 09.07.09, 20:34
          Gość portalu: ft napisał(a):

          > Dość często podnoszony jest aspekt ujemnego bilansu RF z obecną czołówką -fakt bezsporny na dziś i podobno precedens w światowym tenisie (liderzy nie miewali takich statystyk). I co Wy na to ???

          Nie roszczę sobie pretensji do miana wybitnego znawcy tenisa, ale posiadam pewną biegłość w rozumowaniu statystycznym. Spróbuję więc wyjaśnić ci, jak STATYSTYCZNIE jest możliwe, by wielki mistrz miał ujemny bilans bezpośrednich meczów z nieco mniej wybitnym rywalem. Posłużę się pewnym uproszczonym schematem, by lepiej uwypuklić istotę zjawiska.

          Przypuśćmy, że w jakimś okresie świat tenisowy zdominowany jest przez dwu wybitnych rywali, nazwijmy ich Mistrzem i Wicemistrzem, którzy przez kilka lat stale zajmują dwa pierwsze miejsca w rankingu. Obaj zawodnicy bywają w formie bądź nie. Siła ich gry w zależności od aktualnej formy przedstawia się następująco:

          - Mistrz w formie wygrywa 60% meczów z Wicemistrzem będącym w formie oraz 100% meczów pozostałych
          - Wicemistrz w formie wygrywa 40% meczów z Mistrzem będącym w formie oraz 100% meczów pozostałych
          - Mistrz bez formy przegrywa każdy mecz z Wicemistrzem będącym w formie, ale wygrywa każdy pozostały
          - Wicemistrz bez formy przegrywa każdy mecz z Mistrzem (niezależnie od formy Mistrza) i spory procent meczów z kilkoma jeszcze graczami z czołówki.

          Załóżmy jeszcze, że okresy formy i braku formy każdego z panów trwały we wspomnianym okresie w sumie tak samo długo, zaś wahania ich formy były od siebie niezależne.W tej sytuacji, gdyby nasi dwaj mistrzowie rozgrywali ze sobą mecze w losowo wybranych miejscach i terminach, mielibysmy cztery równie często występujące kombinacje:

          a) Mistrz w formie - Wicemistrz w formie: 60% wygranych Mistrza
          b) Mistrz w formie - Wicemistrz bez formy: 100% wygranych Mistrza
          c) Mistrz bez formy - Wicemistrz bez formy: 100% wygranych Mistrza
          d) Mistrz bez formy - Wicemistrz w formie: 100% wygranych Wicemistrza.

          Widać, że Mistrz nie tylko lepiej radzi sobie z zawodnikami trzecimi (zawsze wygrywa), ale też i w bezpośredniej konfrontacji z Wicemistrzem powinien wygrywać częściej. Gdyby zawodnicy rozegrali między sobą, powiedzmy, 40 meczów, na każdą kombinację a-d) przypadłoby 10 z nich. Mistrz wygrałby 6 meczów typu a) oraz po 10 meczow typu b-c); przegrałby jedynie mecze typu d). Zatem łączny bilans wyniósłby 26 -14 dla Mistrza. Ale tak byłoby, przypomnijmy, gyby mecze rozgrywano w losowo wybranych miejscach i terminach. A tymczasem w tenisowym świecie takiej losowości nie ma! Obaj gracze funkcjonują w rygorystycznym systemie rozstawień, który powoduje, że mogą spotkać się jedynie w turniejowych finałach. Oznacza to, że do meczów, w których Wicemistrz jest bez formy, w ogóle nie dojdzie! Nie dojdzie, bowiem Wicemistrz bez formy przegrywa nie tylko z Mistrzem, ale też i z innymi graczami i odpada w trakcie turnieju. Do finału nie dociera! Mistrz natomiast przeciwnie, nawet bez formy zdoła dojść do finału i da Wicemistrzowi szansę na zwycięstwo. Jak to wpływa na ich bilans head-to-head? Policzmy - sposród kombinacji a-d) realizowane są tylko pierwsza i ostatnia, kiedy Wicemistrz ma formę. W sytuacji a) Wicemistrz wygrywa 4 mecze z 10, w sytuacji d) wygrywa wszystkie 10 - łączny bilans staje się korzystny dla Wicemistrza 14-6. Proporcja zwycięstw i porażek jest odwrócona! I stało się tak - podkreślmy - dlatego, że Wicemistrz przegrywa z zawodnikami trzecimi. Taki jest paradoksalny efekt systemu rozstawień - działa on jak filtr, dzięki któremu zawodnik mniej niezawodny unika, dzięki wczesnym porażkom, konfrontacji z Mistrzem w czasie dla siebie niekorzystnym.

          Przedstawiony wyżej schemat jest jedynie pewnym wyidealizowanym modelem i nie rości sobie oczywiście pretensji do wiernego i pełnego opisu rzeczywistej rywalizacji miedzy np. Federerem i Nadalem. Ma za cel demonstrację, krok po kroku, w jaki sposób system rozstawień może wpływać na bilans meczów bezpośrednich na szczytach tenisowej hierarchii. Podstawowe cechy tego modelu dają się wszakże zaobserwować, przynajmniej w przybliżeniu, w realiach rywalizacji "Mistrza" Rogera z "Wicemistrzem" Rafaelem. Federer nie zawsze dochodzi aż do finału, ale faktem jest, że począwszy od Wimbledonu 2005 był w 18 finałach na 21 lącznie rozegranych turniejów Wielkiego Szlema, pozostałe trzy imprezy kończył w półfinałach. O takiej niezawodności Rafa może tylko pomarzyć; nawet na Roland Garros nie był jej w stanie utrzymać. I ten właśnie brak niezawodnosci pozwala mu utrzymać korzystny bilans z Rogerem - zupełnie jak w przedstawionym wyżej schemacie! Widzielismy to np. przy okazji tegorocznego French Open. Forma Nadala przed turniejem zaczęła spadać, wydawało się, że jest to idealna okazja dla Rogera, by mu się zrewanżować i poprawić bilans spotkań wzajemnych. Nic z tego! Rafa dostał w skórę od Söderlinga i odpadł w IV rundzie. Roger mógł juz tylko wyżyć się na Söderlingu w finale, ale jego bilansu z Nadalem to nie poprawiło.

          Zauważmy, ze system rozstawień pomaga Wicemistrzowi nie tylko wtedy, gdy jest on w słabszej formie, ale też, gdy gra na nielubianej przez siebie nawierzchni. Mechanizm jest dokładnie ten sam, co przedstawiony powyżej. Popatrzmy na strukturę spotkań pomiędzy Nadalem i Federerem w okresie pomiędzy lipcem 2005 a czerwcem 2008. To czas, gdy Nadal był już nrem 2 w rankingu, a jeszcze nie posiadł dzisiejszej wszechstronności i był głównie specjalistą gry na mączce. Otóz aż 9 spośród 14 meczów rozegranych w tym okresie to były finały turniejów na kortach ziemnych! Roger na ziemi był słabszy od Rafy, ale na tyle dobry, by często dochodzić do finału i tam dopiero z Rafą przegrywał. Na innych nawierzchniach, gdzie Roger sprawiał się znacznie lepiej, Rafa na ogół wcześniej odpadał i do meczu z Rogerem nie dochodziło. Nie ulega wątpliwości, że jeśli chodzi o bilans meczów ze Szwajcarem, ten stan rzeczy działał na korzyść Nadala.

          Myślę, że ten post pokazuje, jak zwodnicze, w przypadku zawodników najwybitniejszych, jest posługiwanie sie kryterium bilansu bezpośredniego. System rozstawień, powtórzmy, działa jak filtr, który nie dopuszcza do spotkań na warunkach niekorzystnych dla gracza mniej niezawodnego lub mniej wszechstronnego. Fałszuje to bilans na korzyść Wicemistrza.
          • Gość: ft Re: Bilans bezpośredni IP: 157.158.10.* 10.07.09, 08:00
            dzięki, dzięki, zawsze z przyjemnością czytam m.in. Twoje kapitalne posty
            (szukam ich). Jak dla mnie, ujemny bilans b.r. z Murraym czy Djokiem nie znaczy
            za wiele wobec dwóch WS Rogera. A argument, że odpadli za wcześnie i dlatego RF
            osiągnął, co chciał, jest nieco śmieszny.
      • Gość: agassi Wojciech Fibak: Federera nikt nie atakuje IP: 94.254.150.* 09.07.09, 14:23
        Dla mnie Federer jest bajecznym graczem, poza zasięgiem większości tenisistów,
        ale wolę Nadala. Pani S. Graff powiedziała, że jeszcze nikt nie podchodził do
        gry z taką uwagą i skupieniem, jak on. Do każdej wymiany podchodzi tak, jakby
        była pierwszą. Federer pod tym względem, to fajtłapa. Poza tym denerwuje mnie
        jego duma...pamiętam jego pierwszy mecz z moim dawnym ulubieńcem, Agassim,
        zresztą przegrany 6;4 6;4, po którym zlekceważył Agassiego, jakby twierdził,że
        przegrał przez przypadek...Nadal jest bardziej "ludzki". A co do Pana Fibaka,
        to przecież Nadal nie gra przy siatce a jest 80% faworytem w starciach z
        Federerem...kluczem do tych zwycięstw jest opór, który Nadal potrafi stawić
        Federerowi przez cały mecz, a nie tylko set czy dwa, jak większość obecnych
        tenisistów z czołówki.
        • Gość: znawca tematu co wynika z atletyzmu i przygotowania fizycznego IP: *.chello.pl 09.07.09, 14:56
          Nadala. i pamiętaj że coraz częściej to jest powód tego że ktoś jest wyżej a
          ktoś niżej. bardzo często tenisiści spoza 100, mogą nawiązać walkę z tenisistami
          pierwszej 50, czasem 20, a czasem nawet ścisłej 10, ale potrafią to zrobić tylko
          przez pewien okres trwania meczu, pierwszy set, dwa sety, np w turniejach
          wielkoszlemowych, i potem już się spalają. kwestia dotyczy tak na prawdę tempa
          gry na takich obrotach, a Federer wymęcza przeciwników prawie że najokrutniej.
          tajemnicą sukcesu Nadala jest organizm jako fundament, na którym zbudował on
          niesamowicie silną aktywną defensywę, momentami kontr-ofensywę, tylko że z głębi
          kortu, dzięki czemu Federer boi się go jak każdy gracz atakować "normalnie" bo
          żeby go skończyć musiałby to robić "ekstremalnie". zostając w głębi kortu,
          Federer zmuszony jest do takiego procesu zamęczania dyktowanego przez Nadala,
          jaki Federer sam narzuca innym tenisistom. do tego Nadal jest równiejszy, nie
          ulega tak presji, jak Federer, mniej psuje, jego uderzenia są pewniejsze i
          akurat bardzo niewygodne dla Federera ze względu na rotację z której Federer nie
          może tak posyłać piłek, jak może z zagrań np Haasa, Blakea, czy Simona, czy
          Djokovica. rotacje i odbicia Nadala więc każą wycofać się tenisowi Federera do
          gry zza końcowej linii, a w tym elemencie nie jest on lepszy od Nadala. są
          porównywalni.

          jeśli chodzi o styl bycia to niewątpliwie charakter Nadala wydaje się być
          bardziej równy, kumpelski, przyjacielski, być może dlatego że Nadal traktuje
          tenis jaką ciągłą walkę i rywalizację, a nie ściganie kolejnych rekordów. Nadal
          jest bardziej naturalny, bardziej osobisty w tym co robi, bezpośredni, gra całym
          sobą, i taki ma też stosunek do sportowców, konkurentów, wie że wielu tenisistów
          ma dużo argumentów których może Nadal im pozazdrościć, dlatego mimo że jest
          skuteczniejszy ich docenia. wydaje się być skromniejszy. Federer pragnął zawsze
          być prymusem, i dlatego dla niego są tak ważne te wyniki i rekordy, chociaż może
          ostatnio w nim się coś zmieniło. Federer większą wagę przywiązuje do pozowania,
          do oprawy i jest w nim wiele narcyzmu. co nie zmienia faktu, że Federer ma prawo
          czuć się czasem "lepszy", cenić to czym wygrywa, nie uznawać przewagi zwycięzców
          rozgrywanym z nich pojedynków. Nadal po przegranej z Soderlingiem raczej mówił
          że powodem przegranej jest jego zła forma, niż świetna gra Soderlinga,
          oczywiście tak pewnie między innymi było. Federer czując że może mógł zagrać
          lepiej, przegrywając z jakimś tenisistą, nie uznawał tego za jakieś wielkie
          wydarzenie, chociaż kibice mogli to odczuwać inaczej. ja akurat uważam że nie
          przypadkowo Federer przegrał takie mecze jak z Gonzalezem w Szanghaju, czy
          Volandrim w Rzymie jeśli dobrze pamiętam, bez względu na to czy on mógłby zagrać
          lepiej, oni zagrali super. Federer docenić przeciwnika za często nie lubił.

          ale to ładowanie siebie w 100% w każdą wymianę nie da mu tyle osiągnąć co
          Federerowi, i to jest właśnie pytanie czy wyniki - liczby mają decydować o
          ocenie tenisistów. bo się zużywa, spala, przeciąża, nie będzie długowieczny.
          Federer od jakiegoś czasu "odpoczywa" i nie gra więcej niż musi żeby wygrywać,
          nie szaleje i może pograć do 31 lat. a Nadal może już teraz zacząć płacić cenę
          za swoją "aktywność". mój Gonzalez grał czasami mecze obłędne, w całości, tylko
          wychodził do następnej rundy i grał na 1/3 tego co potrafi, dlatego nigdy nic
          wielkiego nie ugrał. dlatego dziś już też jest trochę zużyty.

          • Gość: agassi Re: popieram IP: 94.254.150.* 09.07.09, 15:35
            W pełni popieram...dobry felieton:), chociaż smutne jest to, że Nadal może nie
            pograć do trzydziestki. Na pocieszenie - ma dopiero 23 lata:)
            • Gość: goralnizinny Re: popieram IP: *.ed.shawcable.net 09.07.09, 16:27
              Z duza przyjemnoscia czytam dyskusje o wypowiedzi Fibaka.
              Oby czesciej wypowiadali sie fachowcy takze na forum zdominowanym
              raczej przez fanatykow. Nawet " tenisista" stonowal swoje wypowiedzi,
              chyba zmienil tez ksywe.
              Dobra lekcja dla amatorow takich jak ja .
              Pan Fibak ma prawo do swojej opinii, ostatecznie grajac ze starymi slawami ma
              chyba jakas skale porownawcza, ale dochodzi tutaj czynnik
              setymentalny,...panie, za naszych czasow to...
              Porownywanie sportowcow z roznych epok nigdy nie da jednoznacznej odpowiedzi,
              ktory z nich byl najwiekszy, najlepszy ale na pewno pomaga w zrozumieniu
              przemian zachodzacych w sporcie.
        • Gość: drx Re: Wojciech Fibak: Federera nikt nie atakuje IP: *.60.classcom.pl 09.07.09, 21:03
          Tyle że nie wiadomo jak długo Nadal tak będzie grał. To co się stało na RG, a
          także przerwa na Wimbledonie daje do myślenia. Nie bez powodu Agassi powiedział
          o Nadalu: "Ten chłopak wystawia czeki, których jego organizm nie będzie w stanie
          spłacić". Nie wspominając już o tym że nazwał Hiszpana "wybrykiem natury z
          Majorki".
          Osobiście uważam że Nadal może nie osiągnąć tyle co Szwajcar. Gra wyniszczający
          organizm tenis. RF dzięki wspaniałemu szafowaniu siłami może grac na 60- 70%
          swoich możliwości przez cały turniej, spinając się w najważniejszych momentach.
          Jego 20 półfinałów wielkoszlemowych z rzędu nie jest przypadkiem. A miarą
          wielkości tenisisty są jego osiągnięcia. Tych Roger ma więcej.
      • Gość: beauford Wojciech Fibak: Federera nikt nie atakuje IP: *.carlnfd1.nsw.optusnet.com.au 12.07.09, 05:33
        jak Rafa strzeli 5 wimbledonow z rzedu to pogadamy. Na razie mial jeden
        lepszy sezon gdy Rogera nekala choroba a w tym juz sie glosno
        spierdzial potykajac sie o wlasne nogi na RG - i tyle w tym temacie.
        reszta dziadkow typu Laver/Borg niestety nie wytrzymali by tempa w
        obecnym tenisie.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka