arkadius080
29.03.09, 03:23
W dniu 29.03 około godziny 1.oo zostaliśmy napdanięci przez 4
tchórzy na terenie żłobka koło alejek w mieście Tychy.Ich było
czterech nas trzech.Jeden kumpel uciekł, drugi skoczył przez płot a
ja mimo obrony przeciwko jednemu zostałem zaatakowany przez
czwartego z nich.W końcu leżałem na zemi bez okularów sam na sam
przeciwko trzem.Wrócił TYLKO jeden z kumpli.Podjąłem walkę sam
przeciwko trzem.Czy to jest odwaga z ich strony?Czy
prawdziwy 'wojownik' kopie bezbronnego lerzącego kiedy sam po mae
geri leży i czeka na pomoc tchórzy kolegów bo nie daje rady w
pojedynkę?