Biustodepresja

18.04.10, 13:52
Powiem tyle - żałuję, ze dałam się niegdyś ostanikować. Dzisiaj po
wymigrowaniu wszystkiego możliwego do misek osiągnęłam monstrualny rozmiar 65K
(zwężane w obwodzie) przy jednoczesnej dużej asymetrii. W sklepach w których
kiedyś kupowałam ubrania wszystko jest po stokroc za ciasne w biuscie, dopinam
się jedynie w rozmiarze 42, a przecież klatkę mam taką wąską. Co z tego ze
jestem szczupła, skoro moja sylwetka:
a. równa sie z biustem w luźnych ubraniach,
b. wygląda jak komoda z wysunięta szufladą.
Możliwość założenia sobie miski własnego stanika na głowę nie jest czymś
normalnym.
Postanowiłam. We wtorek ide do chirurga.
    • mika_p Re: Biustodepresja 18.04.10, 14:15
      "Hej hej hej, hej hej hej
      inni mają jeszcze gorzej"

      Będąc młodą matką karmiącą chciałam kupić coś ładnego na chrzest własnej córki.
      42 było nieodstępne, nie dopinało się. Odpadła mi większość sklepów, zostało
      zaledwie kilka, większość z napisem "pani puszysta".

      A to twoje 65K to polskie czy brytyjskie? Bo z tego co pamiętam z tamtego
      okresu, wszystkie 42 były na poniżej setki w biuście, a ja miałam trochę powyżej.

      Wiesz, zawsze możesz się odstanikować. Biust ci klapnie, rozsmaruje się...
      Łatwiej będzie się dopiąć.
    • kryklu Re: Biustodepresja 18.04.10, 14:15
      Szalenie smutna wypowiedź.
      Twój biust, Twoja decyzja. Nie mam zamiaru do niczego Cię zachęcać
      czy zniechęcać.
      Nie rozumiem tylko idei chirurgicznego dopasowywania się do źle
      skrojonych ubrań. Zresztą ja dla siebie zaakceptowałabym ingerencję
      chirurgiczną wyłącznie z powodów zdrowotnych, nigdy estetycznych.


      > Możliwość założenia sobie miski własnego stanika na głowę nie jest
      czymś
      > normalnym.

      W czym problem? przecież stanika nie nosi się na głowie.
      I jaka jest właściwie "normalna" wielkość piersi?

      Życzę Ci zdrowia.
      • myff Re: Biustodepresja 18.04.10, 15:30
        Na długo przed poznaniem lobby i ostanikowaniem kupiłam stanik w rozmiarze 80F i
        też byłam s tanie założyć go sobie na głowę. Tylko co z tego? Chyba tyle, że mam
        mały łebek:D a pomysł mierzenia tak objętości miski jest dość zaskakujący. Fakt,
        65K polskie czy brytyjskie to duży rozmiar, ale ja z 70E/65FF też nie jestem w
        stanie się ubrać tak, żeby ubrać swoje piersi, a jednocześnie założyć coś
        dopasowanego, co podkreśli moją talię z której jestem dumna. Koszule, które
        kocham, które nie dopinają się na biuście czy nawet t-shirty, których mi nie
        starcza na brzuch. To nie wina Twoich piersi a ubrań. Kobieta szczupła=(za
        przeproszeniem) płaska.
        • kozunia91 Re: Biustodepresja 18.04.10, 17:14
          Ja tak ostatnio ratowałam effuniaka co by się po praniu nie skurczył :) Na głowe i jechane :P Udało się :P
        • moniach_1 Re: Biustodepresja 19.04.10, 00:46
          myff napisała:
          Kobieta szczupła=(za
          > przeproszeniem) płaska.

          Co masz na myśli? bo pomimo "za przeproszeniem" zabrzmiało bardzo nieprzyjemnie
          • maith Re: Biustodepresja 19.04.10, 04:32
            moniach_1 napisała:
            > bo pomimo "za przeproszeniem" zabrzmiało bardzo nieprzyjemnie

            Fakt. A Lobby to zwyczajowo takie miłe miejsce, gdzie całe mnóstwo
            różnych kobiet potrafi ze sobą rozmawiać bez sprawiania sobie
            wzajemnie przykrości pogardliwymi uwagami.
            I niech tak zostanie :)
          • miss-alchemist Re: Biustodepresja 19.04.10, 09:05
            wydaje mi się, że chodziło o podejście producentów odzieży, którzy wychodzą z założenia, że szczupłe kobiety nie mają piersi.

            chyba dosłownie tak myślą, bo ja mam czasem problem odziać 65D, a co dopiero większe rozmiary...
            • szarsz Re: Biustodepresja 19.04.10, 10:03
              Ja też to odebrałam jako przykry przytyk do producentów odzieży :)
        • rysia_zdzisia Re: Biustodepresja 19.04.10, 18:26
          Fakt
          > ,
          > 65K polskie czy brytyjskie to duży rozmiar,


          Pozwolę się nie zgodzić z tym stwierdzeniem jakoby polskie 65K było dużym
          rozmiarem... małe nie jest, ale jakiś monstrualny biust również to nie jest, a
          już na pewno taki, ktróy nadaje się do interwencji chirurgicznej.
    • sbarazzina Re: Biustodepresja 18.04.10, 15:39
      Stanzii, weź połowę kasy na operację i idź do krawcowej. Taniej, zdrowiej, bez bólu.

      Zobacz ile się zmieniło na rynku stanikowym w ciągu ostatnich 2 lat. Może za
      kolejne 2 lata, będziesz mogła kupić w swoim ulubionym sklepie ciuchy na siebie.
      Kto wie...
      • confused.girl Re: Biustodepresja 18.04.10, 15:42
        Heh:) Pomyślałyśmy o tym samym :D
    • confused.girl Re: Biustodepresja 18.04.10, 15:41
      A myślałaś nad szyciem ubrań u krawcowej? Skoro stać Cię na operację plastyczną,
      to na krawcową podejrzewam, że również:) Niby się mieszczę w standardowe 36 i 38
      a i tak nie mogę się ubrać w sieciówkach, bo te ciuchy po prostu w 90%
      przypadkach kiepsko leżą na sylwetce innej niż 'wieszakowej'. Dlatego jak
      potrzebowałam ładnej sukienki koktajlowej, udałam się do dobrej krawcowej i
      byłam bardzo zadowolona. Tak bardzo, że sama zaczęłam sobie szyć;) Zawsze możesz
      spróbować przed podjęciem ostatecznej decyzji.
      • stanzii Re: Biustodepresja 18.04.10, 16:06
        To, że się nie mieszczę, chociaż się nie mieszczę, to nie jest mój
        główny problem. Problem polega na tym, że w tak zwanych ubraniach
        dopasowanych do sylwetki tak nieproporcjonalny do sylwetki biust też
        nie wygląda dobrze. Poza tym nie jestem zwolenniczką chodzenia na
        codzień w ubraniach krawieckich.
        65K brytyjskie, swego czasu nosiłam polskie 60L.
        Inni może mają gorzej, ale w imię czego całe życie mam wyglądać jak
        matka karmiąca?
        Dlaczego uważam mój rozmiar za nienormalny? Bo nie znam nikogo o
        podobnym. Normalny rozmiar to dla mnie po prostu przeciętny.
        • black_halo Re: Biustodepresja 18.04.10, 16:19
          Troche sie z toba zgadzam.
          • stanzii Re: Biustodepresja 18.04.10, 16:28
            Dziękuję Ci :)
          • black_halo Re: Biustodepresja 18.04.10, 16:29
            Uups wyslalam za szybko ale dokoncze. Otoz widze np. zone swojego
            szefa, kobiete drobna i nieproporcjonalnie duzym biustem po urodzeniu
            dwojki dzieci. Kobieta jest to niziutka, 150 cm wzrostu i do tego
            szczupla ale z biustem do pepka wlasciwie. Wiem, ze tu sie nie
            powinno uzywac takich okreslen ale co ona ma powiedziec? Nie wiem czy
            dobry stanik cos by tu zmienil. Moze troche by ten biust podniosl ale
            co wtedy? Wtedy ma sie z przodu dwa balony, ktore tragicznie
            obciazaja kregoslup.

            Do tego ubrania ... Oczywiscie mozna chodzic do krawcowej. Problem
            jednak polega na tym, ze do krawcowej trzeba chodzic cale zycie. No i
            pomijam juz brak przyjemnosci kupowania ubran. ja lubie chodzic po
            sklepach i wlasciwie pogodzilam sie z faktem, ze bluzki z guzikami sa
            nie dla mnie. Ale na milosc boska - polowa koszulek w sklepach jest
            za krotka, ledwie mi do pepka siega, robia mi sie zmarszczki pod
            pachami.
            • roza_am Re: Biustodepresja 18.04.10, 16:58
              > Wtedy ma sie z przodu dwa balony,

              Czy balony, czy nie, to zależy od fasonu stanika. Jestem przekonana, że na dłuższą metę zwyciężą ci producenci, którzy będą unikać fasonów balonujących.

              > ktore tragicznie obciazaja kregoslup.

              Przecież źle dobrane staniki także obciążają kręgosłup. Może nawet bardziej niż dobre, bo w złych się bardziej garbimy. A chroniczne garbienie się powoduje ból pleców.

              > No i pomijam juz brak przyjemnosci kupowania ubran.

              Po pierwsze - chyba da się żyć bez owej przyjemności. Po drugie - kupowanie butów, torebek czy biżuterii jest równie przyjemne co zakupy stricte ciuchowe. Po trzecie - ciuch od krawcowej wyróżnia się nie tylko dopasowaniem, ale i oryginalnością wzorów, kolorów etc., co w jakiś sposób może zrekompensować ów deficyt przyjemności zakupowych.
            • pierwszalitera Re: Biustodepresja 18.04.10, 17:28
              black_halo napisała:

              > Do tego ubrania ... Oczywiscie mozna chodzic do krawcowej. Problem
              > jednak polega na tym, ze do krawcowej trzeba chodzic cale zycie. No i
              > pomijam juz brak przyjemnosci kupowania ubran. ja lubie chodzic po
              > sklepach i wlasciwie pogodzilam sie z faktem, ze bluzki z guzikami sa
              > nie dla mnie. Ale na milosc boska - polowa koszulek w sklepach jest
              > za krotka, ledwie mi do pepka siega, robia mi sie zmarszczki pod
              > pachami.

              Dziewczyno, o czym ty piszesz? Ja ze swoim skromnym obwodem biustu 94cm też już koszulowe bluzki potrzebuję w rozmiarze 42, a nieraz młodzieżowe t-shirtowe XL mi trzaska. Co z tego że powinnam nosić rozmiar 38? To jak powinnyśmy sobie zoperować biusty, by dopasować się do rozmiarówki? Po prostu kobiety powyżej standardowego, lekko chłopięcego rozmiaru 32/34 są rożnorodniej zbudowane, jedne mają większe biusty, inne mniejsze. A producenci skalują sobie tylko rozmiar zero na większe wymiary i zapominają o tej różnicy. Niestety odbierając w ten sposób ogromnej ilości kobiet przyjemność zakupu, ale kto tu ma się, do licha, dopasować? Myślisz, że jesteś ze swoją frustracją taka wyjątkowa?
              • festung.breslau Re: Biustodepresja 18.04.10, 19:02
                Ja mam naprawdę nieduży biust, jakieś 60F/FF - 65E angielskie (i ok.
                70 D/DD w effuniakach) i na razie nie znalazłam (poza Biubiu) ANI
                JEDNEJ dobrze leżącej bluzki - pomijając te, które z założenia mają
                być luźniejsze. Szukałam w chyba wszystkich polecanych na Lobby
                Odzieżowym sklepach - owszem, sporo mierzonych tam ubrań mogłabym
                określić jako "probiuściaste", ale wszystkie kwalifikują się do
                jednej z poniższych kategorii:

                1. Ubrania ogólnie zbyt duże dla mnie, nawet w najmniejszym
                dostępnym rozmiarze (właściwie wszystkie w sklepach z odzieżą
                angielską, ale nie tylko). Podkreślam, nie jestem wybitnie szczupła.

                2. Ubrania szyte na nieco niższe ode mnie kobiety (nie jestem bardzo
                wysoka).

                3. Bluzki dobrze dopasowane do biustu, ale na brzuchu tworzące lekki
                efekt ciąży.

                4. Ubrania z matriałów bardzo elastycznych, leżące prawie dobrze,
                ale jednak marszczące się w okolicy pach (i szybciej niszczące się z
                powodu stałego, silnego naciągu materiału na biuście).

                5. Ubrania posiadające miejsce na biust, ale jednak mniejszy od
                mojego (lub bardziej spłaszczony źle dobranym stanikiem?). Lub
                przeznaczone dla osób o węższych od moich barkach / bardziej
                masywnej talii (nie mam barów atlety ani talii osy:)).


                O czymś zapomniałam?:)
                • indigo-rose Re: Biustodepresja 18.04.10, 19:14
                  Jeszcze są bluzki z miejscem na biust z jednoczesnym uwzględnieniem barów
                  atlety, bo przecież kobieta ze sporym biustem to musi być potężna baba.
                  I są też firmy, w których na większości ciuchów jest oznaczenie, że długość i
                  szerokość rosną proporcjonalnie - drobne kobiety nie tylko nie mają prawa mieć
                  biustu, ale w ogóle powinny być chude, za to wysokie panie koniecznie muszą mieć
                  szerokość i proporcje szafy.

                  Myślę, że głównym problemem w sprawie ciuchy vs biust jest istniejąca już
                  wcześniej nieakceptacja siebie, która tylko powiększa się po wizycie w sklepie -
                  "no tak, faktycznie coś jest ze mną nie tak, skoro żadne ciuchy nie pasują".
                  Małobiuściaste mają o tyle łatwiej, że mierząc bluzkę rozchodzącą się na biuście
                  wiedzą, że to z bluzką jest coś nie tak, skoro jest za wąska na mały biust.
                  Ale źródłem problemu jest nadal producent odzieży, a nie biust.
                  • yaga7 Re: Biustodepresja 18.04.10, 19:52
                    Hehe, każda z nas trafia na bluzki nie dla siebie :)

                    Ja z kolei mam bary i duży biust, i sporo bluzek jest na mnie zbyt wąska w
                    barach / plecach ;)

                    Różnie to bywa, niestety. Grunt to szukać i się nie zrażać.
                    • indigo-rose Re: Biustodepresja 19.04.10, 00:07
                      O, plecy. Na mnie sporo bluzek jest też teoretycznie dobra, a wygląda na za duże
                      w biuście, po czym okazuje się, że to plecy są za szerokie i po zwężeniu w
                      biuście byłoby akurat ;)
                      • edhelwen Re: Biustodepresja 19.04.10, 01:29
                        albo w biuście ciasno a na plecach worek :/
                • festung.breslau Re: Biustodepresja 18.04.10, 21:00
                  Przepraszam za błędy stylistyczne, jestem już bardzo zmęczona:)
        • panistrusia Re: Biustodepresja 18.04.10, 16:25
          Doskonale rozumiem, że nie chcesz sobie szyć ubrań codziennych u
          krawca, że wybór staników też może nie jest największy.
          Widać, że masz przemyślaną decyzję, ale...po coś jednak napisałaś na
          Lobby. Tak, jakbyś nie była do końca pewna?
          Wydaje mi się, że powinnaś najpierw porozmawiać z psychologiem, bo
          epitety, jakich używasz opisując swoje ciało, to jak jesteś krytyczna
          wobec biuściastej sylwetki świadczą o tym, że sama operacja może nie
          rozwiązać problemu, który tkwi gdzieś głębiej.

          Co zaś do samej operacji: są tutaj na forum dziewczyny, które ją
          przeszły i chyba żadna z nich nie żałuje...Skontaktuj się z nimi,
          odszukaj ich wątki.

          Aczkolwiek, jak w przypadku każdej ingerencji chirurga w nasze ciało,
          warto wszystko kilka razy przewałkować.
          Powodzenia!
          • stanzii Re: Biustodepresja 18.04.10, 16:52
            Ten temat przewałkowałam już milion razy, wałkuję od zawsze, zawsze
            miałam więcej niż koleżanki.
            Napisałam tutaj dlatego, ze to też jest jakiś punkt widzenia. Chciałam sie z Wami podzielić tym, co myślę. Poza tym taki punkt
            widzenia i podobne dyskusje rzadko się tutaj zdarzają. Kiedyś nawet był taki rozpaczliwy wątek z 500 postami, ale został skasowany.
            Uważam, ze czasem nie warto zwlekać z operacją. Bardzo duży biust
            przy drobnej sylwetce nigdy nie pozostaje bez wpływu na organizm. Poczynając od złego samopoczucia, tego, że jednak nie każdy znajdzie
            dla siebie bieliznę umożliwiającą komfortowe uprawianie sportu, że ma
            obciążony kręgosłup, podrażnioną skórę, rowki od ramiączek, na stałe
            odciśnięte czerwone pręgi na ciele. W imię czego? Dlaczego nie mam
            sobie poprawić jakości życia? Mówię to ja, która nie zdejmuje nigdy
            stanika, bo nie może.
            Nie wolno mi powiedzieć, że duże biusty mi się nie podobają, bo sama
            taki mam. Może kiedyś to się zmieni.
            • czerwona_pomadka Re: Biustodepresja 18.04.10, 17:01
              Ja też zawsze miałam i mam "więcej niż koleżanki" ;) mimo że jest to aktualnie
              30FF-30G. Może jestem "średniakiem" na lobby biuściastych, ale w realu mój biust
              (przy niskim wzroście, drobnej sylwetce) uchodzi za duży.
              Nic na siłę Stanzii... jeżeli jesteś przekonana, że operacja poprawi Ci
              samopoczucie i zmieni komfort życia na plus, to wszystko jest w porządku. No i
              przede wszystkim jeżeli to problem tylko samego biustu i komfortu życia z nim
              związanym, a nie głębszy problem psychiczny...
            • festung.breslau @stanzii 18.04.10, 19:15
              W starym wątku o J-plusach była dyskusja o konstrukacji staników,
              która właśnie pozwala uniknąć efektu "wysuniętej szuflady".

              P.S. Mierzyłaś effuniaki z miseczkami ciętymi na 4 (dla dużych
              rozmiarów)? Sporo kobiet uważa je za bardzo udane.
        • roza_am Re: Biustodepresja 18.04.10, 17:13
          Poza tym nie jestem zwolenniczką chodzenia na
          > codzień w ubraniach krawieckich.

          I w związku z tym wolisz pokaleczyć własne ciało, zamiast zmienić poglądy?

          > Normalny rozmiar to dla mnie po prostu przeciętny.

          Gdybyśmy wszyscy (my ludzie) mieli być przeciętni, to takimi by nas stworzyła Matka Natura. Skoro jesteśmy różnorodni, to znaczy, że tak miało być i jest to czymś normalnym.

          > 65K brytyjskie, swego czasu nosiłam polskie 60L.
          > Inni może mają gorzej, ale w imię czego całe życie mam wyglądać jak
          > matka karmiąca?

          Tymi słowami nieświadomie obrażasz wszystkie przedstawicielki rozmiarów K lub więcej, a także wszystkie matki karmiące. Ani kobiety z dużym biustem, ani karmiące matki nie są żadnymi wybrykami natury. Postrzeganie ich jako kogoś gorszego świadczy o konieczności zreformowania swoich poglądów. Czy dużą stopę lub wysoki wzrost też byś likwidowała chirurgicznie?
        • kozunia91 Re: Biustodepresja 18.04.10, 17:17
          Hmm...przeciętny...? to jaki? 75B? 80D? 70G? Nie rozumiem.
        • edhelwen Re: Biustodepresja 18.04.10, 18:48
          "Poza tym nie jestem zwolenniczką chodzenia na
          codzień w ubraniach krawieckich."
          no wiadomo, że to czasem wychodzi drożej niż kupno w sieciówce, ale można też
          uszyć bardziej "codzienne" ciuchy. Moja mama z różnicą 40cm między wymiarami w
          młodości szyła prawie wszystkie ciuchy wierzchnie u krawca, nie miała wyboru. A
          w czymś chodzić trzeba.
        • rysia_zdzisia Re: Biustodepresja 19.04.10, 18:30
          ...swego czasu nosiłam polskie 60L.

          Mam w szufladzie na balkonetce jeden polski stanik właśnie w rozmiarze 60L i
          nikt mi nie powie, ze to jakaś straszna tragedia albo kalectwo...
          A patrzyłaś na ubrania biubiu? To są właśnie ciuszki na co dzień:)
          • marudna_maruda Re: Biustodepresja 19.04.10, 18:35
            Z tego co pamiętam, to Stanzi kiedyś bardzo tępiła Biubiu na Balkonetce, za to że eksponują biust.
            • stanzii Re: Biustodepresja 19.04.10, 18:43
              może ja, ale feni chyba bardziej - była jakaś kłotnia chyba nawet
              kiedyś na stanikomanii (chyba), coś o biustach z nogami.
              No nie podoba mi się biu biu. Zapomniałam dodać.
            • rysia_zdzisia Re: Biustodepresja 19.04.10, 18:56
              hymmm... ale teraz kolekcja się trochę poszerzyła i wiele "normalnych" bluzek
              też tam jest, one się moim zdaniem niczym nie różnią od tych w sklepach z
              wyjątkiem tego, że jest więcej miejsca na biust:)
              • stanzii Re: Biustodepresja 19.04.10, 19:02
                Wiem, widziałam, ale to może za parę lat, chociaż w sumie na jedną może
                się skuszę.
                Tylko, że to nawet nie chodzi o styl, ale o to że biust mi nie zginie
                ;)
                • rysia_zdzisia Re: Biustodepresja 19.04.10, 19:19
                  A co tu ukrywać? Bądź dumna, niech Ci zazdroszczą;) Ja też wiele lat miałam
                  kompleksy, kiedyś ważyłam 65kg przy wzroście 155cm, niby nie tak dużo, gdyby nie
                  fakt, że wszystko poszło w biust i tyłek (w pas jakoś nie chciało), jedna moja
                  pierś była większa od głowy- a nosiłam nieśmiertelne 75D z triumpha, bo czego
                  innego 15 lat temu nie było... biust po schudnięciu wygląda koszmarnie, zmalał
                  dwukrotnie i wygląda jak skarpety z piachem, ciągle jest spory a mimo to
                  bardziej go akceptuje niż 15 lat temu- po prostu potrzebowałam czasu by do tego
                  dojrzeć i się zaakceptować ;)
                  • teresa104 Skarpety z piachem? 19.04.10, 19:35
                    Kiedyś pani od zetpetów zleciła nam zrobienie odważników do ćwiczeń
                    właśnie ze skarpety napełnionej piachem. Nie widziałam nigdy nikogo
                    ćwiczącego ze skarpetą z piachem, ale uczennicą byłam pilną, nie
                    dyskutowałam. Wzięłam rano z ojcowskiej szuflady najbardziej ścisłe
                    i najdłuższe skarpety (musiały być niestety niedziurawe i ten
                    warunek było niesłychanie trudno spełnić), poszłam do piaskownicy i
                    zaczęłam napełniać. Miałam zamiar wykonać najlepszą skarpetę, na
                    jaką było mnie stać. Napełniałam, napełniałam, skarpeta pęczniała,
                    rozciągała się, zrobiła się tak wielka, że nie byłam w stanie jej
                    udźwignąć. Czas leciał, ambicja nie pozwalała odsypać piachu, za
                    wszelką cenę musiałam moją skarpetę zawlec do szkoły. Ciągnęłam,
                    zgrzana, czerwona, lecz dumna jak paw z mojego odważnika. I przed
                    samą szkołą... skarpeta się przetarła, piach się wysypał, woźna
                    wyskoczyła i kazała mi zamiatać piach. Dostałam lufę z ZPT za brak
                    pracy, naganną z zachowania za zaśmiecenie terenu szkoły, a w domu
                    reprymendę od ojca za zniszczenie najlepszych skarpet.

                    Przepraszam za odejście od tematu. Kwestia skarpet z piachem jest po
                    prostu dla mnie bardzo bolesna, jak rana niezabliźniona, wrzód
                    jątrzący.
                    • follebagnole Re: Skarpety z piachem? 19.04.10, 19:59
                      Najpierw padłam ze śmiechu, a później głęboko się zamyśliłam ile krzywdy
                      wyrządziła nam szkoła.
                      • teresa104 Jest jeszcze morał. 19.04.10, 20:08
                        Morał jest taki, że kiedy coś się robi, wystarczy, żeby było to
                        wystarczająco dobre (z amerykańska: gódinaf), nie musi być najlepsze
                        na świecie, bo to nigdy nie wychodzi na zdrowie.
                        Pracuj, ale nie wypruwaj sobie żył w robocie. Dbaj o siebie, ale nie
                        wpadaj w szał, bo oblazł ci lakier z paznokci. Umyj podłogę, ale nie
                        czyść fug szczotką do zębów. Bądź po prostu gódinaf. Inaczej
                        skończysz jak ta skarpeta z piachem.
                        • yaga7 Re: Jest jeszcze morał. 19.04.10, 20:43
                          O, zawsze stosowałam tę zasadę. I pewnie dlatego zawsze byłam prawie najlepsza,
                          a nie najlepsza ;) Ale dzięki temu miałam czas na wszystko.
                        • kk345 Re: Jest jeszcze morał. 19.04.10, 20:57
                          Tereso, Twoja wypowiedź powinna wisieć wyhaftowana na makatce w każdej kuchni-
                          całkiem poważnie.
                          • tfu.tfu Re: Jest jeszcze morał. 20.04.10, 10:56
                            Teresa jest moim osobistym guru :D co prawda nie umiem haftować ale gódinaf
                            sobie wołami wypiszę na monitorze ;)
                      • pierwszalitera Re: Skarpety z piachem? 19.04.10, 20:19
                        follebagnole napisała:

                        > Najpierw padłam ze śmiechu, a później głęboko się zamyśliłam ile krzywdy
                        > wyrządziła nam szkoła.

                        Skarpety teresy to parabola. Każda z nas nosi ze sobą jakieś skarpety z piachem. Cała sztuka polega na znalezieniu do nich dystansu, pomimo poczucia wyrządzonej krzywdy. Bo pakując do nich wiecznie ten piach, narażamy się ciągle na ten sam beznadziejny efekt.
                        • teresa104 Przy Twojej paraboli mój morał jest płaski 19.04.10, 20:37
                          niczym tam skarpeta bez piachu. :)
                          • pierwszalitera Re: Przy Twojej paraboli mój morał jest płaski 19.04.10, 20:59
                            teresa104 napisała:

                            > niczym tam skarpeta bez piachu. :)

                            No bo Ty nie wiesz nawet, ile intuicyjnej przenikliwości w Tobie siedzi. :-)
                            • teresa104 Możemy zawiązać spółkę 19.04.10, 21:45
                              ja będę opowiadać, a Ty będziesz mnie puentować, czy tam glanować:)
                              • pierwszalitera Re: Możemy zawiązać spółkę 19.04.10, 22:03
                                teresa104 napisała:

                                > ja będę opowiadać, a Ty będziesz mnie puentować, czy tam glanować:)

                                Moim zdaniem spółek nie potrzebujesz. :-) Ale jakby zainteresownie Twoją twórczością zaczęło spadać, w co nie wierzę, to całkiem bezinteresownie podkręcę atmosferę wokół Ciebie. ;-)
                    • zojka-zojka Re: Skarpety z piachem? 19.04.10, 20:13
                      cudne :)
                    • follebagnole Re: Skarpety z piachem? 19.04.10, 21:57
                      teresa104 napisała:


                      > ... skarpeta się przetarła, piach się wysypał, woźna
                      > wyskoczyła i kazała mi zamiatać piach. Dostałam lufę z ZPT za brak
                      > pracy, naganną z zachowania za zaśmiecenie terenu szkoły, a w domu
                      > reprymendę od ojca za zniszczenie najlepszych skarpet.

                      Im więcej czytam to forum, to odkrywam, że Lobby naprawdę uczy, Lobby radzi...
                      Bo gdzie indziej ktoś tak pięknie sformuowałby maksymę życiową o "good enough"?
                      Niby wiedziałam nie od dziś, że w życiu jest tak, że trzeba się starać tak nie
                      do końca i zawsze z zachowaniem własnego rozsądku, ale tutaj ktoś ubrał to w
                      słowa. To jest jak wielka literatura, która obleka w słowa nasze myśli, które
                      gdzieś tam zawsze były w naszej głowie, ale nigdy ich nie zwerbalizowaliśmy.
                    • zazulla OT 22.04.10, 20:05
                      Że tak zapytam - co to wniosło do tematu? Morał piękny, ale poza tematem.
                      • sharteel Re: OT 28.04.10, 19:58
                        Chodzi o to, że lepsze piersi gódinaf, niż wyśnione doskonałe.
                        • sharteel cd.: Re: OT 28.04.10, 20:06
                          I ogólnie o to, żeby nie przesadzać w dążeniu do doskonałości.
                          Niezależnie, czy dotyczy to piersi, staników, sylwetki, ciuchów, charakteru,
                          relacji, itp., itd..
                • roza_am Re: Biustodepresja 19.04.10, 20:17
                  Duży biust o wiele lepiej prezentuje się w dorosłych fasonach niż w
                  młodzieżowych. W dorosłych wygląda się kobieco, w młodzieżowych łatwo o fałszywy
                  efekt grubości czy nieproporcjonalności.

                  Na to jak wygląda sylwetka ma też wpływ odpowiedni dobór kolorów ubrań, a także
                  fason spodni czy spódnicy.
          • stanzii Re: Biustodepresja 19.04.10, 18:37
            Rysiu! Ja też! Z dalii. Teraz już za małe.
    • anka_z_lasu Twoja decyzja 18.04.10, 16:39
      ale zanim ją podejmiesz, to napiszę Ci, że mając 32FF też długo szukam
      normalnych ciuchów. Więc nawet po zmniejszeniu rozmiaru nie liczyłabym na
      możliwość kupienia czegoś w przeciętnej sieciówce. Ich strata - szukam tam,
      gdzie nie jestem mutantem.
      • stanzii Re: Twoja decyzja 18.04.10, 16:46
        No to skoro miałaś problemy z 32FF to wyobraź sobie, jakie ja mam ;)
        • anka_z_lasu Re: Twoja decyzja 18.04.10, 19:16
          Rozumiem, ale ponieważ mam mniejszy biust od Twojego, to obawiam że Twoja
          operacja tego konkretnego problemu nie rozwiąże.
    • czerwona_pomadka Re: Biustodepresja 18.04.10, 16:56
      Twoja decyzja, ale jestem zdania, że czasami sam dobry stanik nie wystarczy do
      pełnej akceptacji i uwielbienia dla swojego biustu.
      Bo biust to nie tylko ten biust w staniku, biust w bluzce, czyli biust który
      jest czymś "podrasowany", ale to przede wszystkim ten biust saute, który
      oglądamy i oglądają nasi mężczyźni po zdjęciu wszystkich ulepszaczy.
      Pamiętaj, że operacja nie zagwarantuje Ci zadowolenia z biustu.
      Na pewno będziesz miała przez jakiś czas (może nawet dłuższy) widoczne blizny,
      których być może nie zaakceptujesz. Nowy kształt biustu również może Ci się nie
      spodobać. Przemyśl to dokładnie.
    • roza_am Re: Biustodepresja 18.04.10, 17:01
      > Możliwość założenia sobie miski własnego stanika na głowę nie jest czymś
      > normalnym.

      Równie dobrze można powiedzieć, że chęć okaleczenia własnego ciała nie
      wynikająca z potrzeb medycznych jest czymś nienormalnym.
    • bobeka005 Re: Biustodepresja 18.04.10, 18:25
      Skupiłyście sie głownie na tym, że nie może sobie dziewczyna znaleźć ciuchów - a ja w jej wątku znalazłam zupełnie inny problem. Przecież jasno mówi, że po prostu nie podoba się jej własna sylwetka przez biust takich rozmiarów. To chyba jest głownym problemem, a nie to,że sobie nie może znaleć bluzki. Poza tym (już któraś forumka o tym wspomniała) ważne jest nie tylko to, że ma dobrze dobrany stanik i w nim wygląda ślicznie - przecież kiedyś go musi zdjąć, a wtedy co? Skoro nie podoba jej się biust nawet w staniku, to wątpię czy podoba jej się kiedy go zdejmie.

      Przecież nie można powiedzieć - "zamiast kaleczyć ciało, zaakceptuj je". Gdyby to było takie proste i gdyby można było swoje ciało zaakceptować "od zaraz" to świat byłby prostszy. Ale nie jest.

      Operacja to bardzo poważna decyzja, która niesie za sobą wiele niebezpieczeństw (zarówno zdrowotnych jak i estetyki efektów), ale myślę, że jeśli to ma pomóc jej w zyciu, w samoocenie to niech robi operację! Tylko naprawdę to przemyśl stanzii
      • pierwszalitera Re: Biustodepresja 18.04.10, 18:40
        bobeka005 napisała:

        > Przecież nie można powiedzieć - "zamiast kaleczyć ciało, zaakceptuj je". Gdyby
        > to było takie proste i gdyby można było swoje ciało zaakceptować "od zaraz" to
        > świat byłby prostszy. Ale nie jest.
        >
        > Operacja to bardzo poważna decyzja, która niesie za sobą wiele niebezpieczeństw
        > (zarówno zdrowotnych jak i estetyki efektów), ale myślę, że jeśli to ma pomóc
        > jej w zyciu, w samoocenie to niech robi operację! Tylko naprawdę to przemyśl st
        > anzii

        No dobra, ale skąd pewność, że po operacji problemy z samooceną znikną? Osoby mające problemy z zakceptowaniem swojej figury, zawsze znajdą coś, co nie odpowiada standardowi, a teraz biust może być tylką to pierwszą, bo dobrze widoczną górą lodową, kamuflującą całą resztę. Więc zamiast lecieć na opercję, bo "świat stanie się na pewno przez to lepszy" być może trzeba najpierw pójść do innego specjalisty i zapytać się, o co tu właściwie chodzi i czy ta operacja to nie są przypadkiem wyrzucone pieniądze? Kobiety, które operują sobie biust ze względów estetycznych, obojętnie, czy chodzi o powiększanie, czy pomniejszanie, mają trzykrotnie zwiększone ryzyko suicydalne. Powodem nie jest tu przeprowadzona operacja, a problemy tkwiące w osobowości. One nie znikają automatycznie po tym, jak zoperujemy sobie biusty do rzekomego ideału. Ja bym wzięła to też pod uwagę, bo osobiście miałabym większego stracha przed ryzykami operacji, niż przed terapią psychologiczną.
        • felisdomestica Re: Biustodepresja 18.04.10, 21:01
          Pierwszalitero, z wypowiedzi Stanzii nie wynika, że ma problemy z samooceną. Chodzi jej o biust, o nic innego. Nie przesadzajmy z tą psychologią.
          Prawda jest taka, że ktoś z biustem FF nie zrozumie osoby z biustem K. Łatwo dawać rady.
          Mam propozycję dla wszystkich krytycznych: niech pożyczą sobie od kogoś biustonosz w rozmiarze stanzii, założą, wypełnią go czymś, założą bluzeczkę i staną przed lustrem. Potem możemy pogadać.
          • festung.breslau Re: Biustodepresja 18.04.10, 21:19
            Oczywiście, że kobieta o mniejszym biuście nigdy do końca nie
            zrozumie tego typu problemów. Ale mam wrażenie, że wypowiadające się
            w tym wątku forumki starały się po prostu uzmysłowić/przypomnieć
            stanzii, że zabieg chirurgiczny niekoniecznie poprawi Jej sytuację.
          • yaga7 Re: Biustodepresja 18.04.10, 21:26
            Ale pojęcie wielkości biustu jest też względne :)

            W effuniaku mam rozmiar zaledwie 85E. W rozciągliwcach będę mieć już 32H. Czyli
            ten sam biust a miska albo E, albo H ;)

            Oczywiście nie chodzi mi o to, aby powiedzieć, że autorka nie ma problemu,
            raczej o to, aby uzmysłowić, że różne osoby ten sam biust mogą postrzegać
            inaczej, zależnie też od tego, jaki stanik noszą.
            • felisdomestica Re: Biustodepresja 19.04.10, 10:16
              Yago, pojęcie wielkości biustu nie jst względne :-). On jest zawsze tej samej wielkości. Natomiast inna sprawa to rozmiar stanika jaki na siebie wkładamy. Skutkiem zaniżania obwodu nosisz rozmiar 32H, ale to nie znqaczy, że twój biust ma taki rozmiar.
              • yaga7 Re: Biustodepresja 19.04.10, 10:19
                Och, źle się wyraziłam ;)

                Właśnie chodziło mi o to, że jest takiej samej wielkości niezależnie od rozmiaru
                stanika. Ale: może się zdarzyć, że noszony rozmiar stanika będzie wpływać na
                postrzeganie własnego biustu w takim sensie, że jedna osoba, nosząc 32H, będzie
                go postrzegać jako wielki (no bo to jest H jak haha ;), a druga osoba, nosząc
                85E, będzie go postrzegać jako średni. Gdy tymczasem oba typy będą wielkościowo
                podobne.

                Aha, i nie pisz proszę, że noszę 32H, bo nie noszę ;)
              • yaga7 Re: Biustodepresja 19.04.10, 10:22
                Chyba zjadło mi posta, bo go nie widzę :(

                W każdym razie nie o to mi chodziło, bo jak najbardziej zgadzam się z tym, że
                biust jest tej samej wielkości, tylko staniki się różnią.

                Chodziło mi o to, że jedna osoba nosząc 32H, może postrzegać swój biust jako
                duży, a druga osoba nosząc 85E, jako zaledwie średni. Oczywiście przy
                teoretycznym założeniu, że ich biusty są takie same.
          • pierwszalitera Re: Biustodepresja 19.04.10, 00:07
            felisdomestica napisała:

            > Pierwszalitero, z wypowiedzi Stanzii nie wynika, że ma problemy z samooceną. Ch
            > odzi jej o biust, o nic innego. Nie przesadzajmy z tą psychologią.
            > Prawda jest taka, że ktoś z biustem FF nie zrozumie osoby z biustem K. Łatwo da
            > wać rady.

            Nie wiem, czy stanzii ma problem z samooceną. Z jej wypowiedzi wywnioskowałam, że niepodoba się sobie z dużym biustem, więc można chyba zapytać dlaczego? Bo nie odpowiada ideałowi? No i co z tego? Wiele z nas nie odpowiada i się nie operuje. W psychologii nie ma też nic zdrożnego i prawdę mówiąc, wszystko jest psychologią, bo gdyby emocje nie grały tu żadnej roli, to autorce wątku własny biust byłby obojętny. Więc mylisz się pisząc, że chodzi tylko o biust.
            • ganbaja Re: Biustodepresja 19.04.10, 07:31
              Ok, ale czy musi się sobie podobać?
              Nie musi. Jak ktoś ma zeza to też powiesz, że ma problemy z samooceną i akceptacją samej siebie bo chce sobie zoperować oczy?
              Każdy ma prawo do nielubienia czegoś w sobie pomimo iż się taki urodził. Dlaczego ludzie farbują włosy? Bo nie zawsze lubią swój naturalny kolor.
              Fakt, operacja biustu to nie to samo co farbowanie, ale skoro ktoś woli mniejszy biust i ma możliwość poddać się takiej operacji to czemu od razu wyciągać z tego wnioski na temat jego samooceny.
              Szczególnie, że nie chodzi o biust średni.
              • pierwszalitera Re: Biustodepresja 19.04.10, 10:44
                ganbaja napisała:

                > Fakt, operacja biustu to nie to samo co farbowanie, ale skoro ktoś woli mniejsz
                > y biust i ma możliwość poddać się takiej operacji to czemu od razu wyciągać z t
                > ego wnioski na temat jego samooceny.

                Akurat można. Zwrócenie uwagi, że ktoś ma problem z samooceną, albo samoakceptacją, nie jest oceną moralną, albo epitetem, tylko dodatkową możliwością szukania rozwiązania istniejącego problemu z biustem. Przecież samoaceptacja jest to coś, na co ma się wpływ, co można zmienić i to zupełnie bez skalpela. Według mnie głupotą jest odrzucanie wszystkich alternatyw zanim zrobi się coś z ogromnymi konsekwencjami. Ja w takiej sytuacji byłabym wdzięczna, gdyby ktoś pokazał mi, że czegoś może jeszcze nie uwzględniłam. Jesteś przekonana, że autorka jest taka pewna swojej decyzji?
            • felisdomestica Re: Biustodepresja 19.04.10, 08:05
              To, że coś się w sobie nie podoba, to nie jest od razu problem z samooceną. To może byc po prostu realistyczna ocena samego siebie. rzadko kto jest w pełni zadowolony ze swojego wyglądu.
              stanzii nie brzami jak rozhisteryzowana nastolatka, krzycząca: "nienawidzę swojego biustu!" Mówi co konkretnie jej przeszkadza i ma odwagę, żeby spróbować to zmienić.
              • pierwszalitera Re: Biustodepresja 19.04.10, 10:31
                felisdomestica napisała:

                > To, że coś się w sobie nie podoba, to nie jest od razu problem z samooceną. To
                > może byc po prostu realistyczna ocena samego siebie. rzadko kto jest w pełni za
                > dowolony ze swojego wyglądu.

                To zamień słowo samoocena na samoakceptacja i sprawa będzie jasna. Ktoś może bardzo realistycznie oceniać swój "niedoskonały" wygląd i mimo tego nie mieć aż takiej potrzeby wchodzenia pod nóż. Dlatego, że nie czerpie poczucia wartości w aż takiej mierze z wyglądu, by podejmować ryzykowne działania. I raczej to nazwałabym psychicznym zdrowiem.
                • stanzii Re: Biustodepresja 19.04.10, 10:35
                  Pierwaszalitero!
                  Jeśli ktoś nie ma oka, to nie ma sobie wstawiać implantu, tylko się
                  zaakceptować?
                  Może to nie dokładnie to samo, ale mniej więcej o to chodzi. Sama dla
                  siebie mogę być gruba, brzydka i rozczochrana, ale wychodząc do ludzi
                  chcę wyglądać tak, żebym się sobie podobała mijając się na ulicy.
                  • pierwszalitera Re: Biustodepresja 19.04.10, 10:59
                    stanzii napisała:

                    > Pierwaszalitero!
                    > Jeśli ktoś nie ma oka, to nie ma sobie wstawiać implantu, tylko się
                    > zaakceptować?
                    > Może to nie dokładnie to samo, ale mniej więcej o to chodzi.


                    Moim zdaniem, to zupełnie coś innego. Jeżeli porównujesz swój zdrowy biust do kalectwa, to masz rzeczywiście spory problem.


                    Sama dla
                    > siebie mogę być gruba, brzydka i rozczochrana, ale wychodząc do ludzi
                    > chcę wyglądać tak, żebym się sobie podobała mijając się na ulic

                    To dla kogo chcesz się operować? Dla innych ludzi??? Nie masz im nic innego do zaoferowania oprócz wyglądu? A może nie o podobanie ci chodzi, tylko chcesz przestać się wyróżniać w tłumie? Strach przed indywidualnością? Pytałaś się w ogóle, o co właściwie chodzi?
                    • feni.feni Re: Biustodepresja 19.04.10, 11:10
                      Cześć pierwszalitero, nie wiem czy mnie pamiętasz, ale kiedyś mnie podobnie
                      pojechałaś.
                      Powiem Co tyle, jesteś beznadziejnym psychologiem, nie wyobrażam sobie ludzi
                      którymi się zajmujesz.
                      Nie znasz jej, tak się składa ze to moja siostra.
                      Tak wiec proszę Cię, nie wypowiadaj się więcej w tym temacie, bo tylko
                      pogarszasz sprawę.
                      Dziekuję, dobranoc.
                      • ewelina_1 Re: Biustodepresja 19.04.10, 14:27
                        feni.feni napisała:

                        > Cześć pierwszalitero, nie wiem czy mnie pamiętasz, ale kiedyś mnie podobnie
                        > pojechałaś.
                        > Powiem Co tyle, jesteś beznadziejnym psychologiem, nie wyobrażam sobie ludzi
                        > którymi się zajmujesz.

                        jest psychologiem???????????
                        chciałam coś napisać o takim psychologu, ale żaden logiczny eufemizm nie przychodzi mi do głowy.
                    • bobeka005 Re: Biustodepresja 19.04.10, 12:56
                      > To dla kogo chcesz się operować? Dla innych ludzi??? Nie masz im nic innego do
                      > zaoferowania oprócz wyglądu? A może nie o podobanie ci chodzi, tylko chcesz prz
                      > estać się wyróżniać w tłumie? Strach przed indywidualnością?


                      Ale o czym Ty w ogóle mówisz? Chyba każdy na świecie chce się czuć ładnym kiedy wychodzi na ulicę! Teksty w stylu "mam do zaoferowania coś wiecej niż tyko wygląd" to można sobie zostawić na okoliczności szukania partnera, a nie na spacer po mieście.

                      Już sobie wyobrażam jak idzie dziewczyna i powtarza sobie w myślach "mam do zaoferowania więcej niż wygląd, mam do zaoferowania...."

                      KAŻDY chce się podobać, choćby przypadkowej osobie, której nie spotka już nigdy w życiu i to nie ma NIC wspólnego ze strachem przed indywidualnością czy wyróżnianiem się.
                      • anka_z_lasu Re: Biustodepresja 19.04.10, 13:13
                        "Ale o czym Ty w ogóle mówisz? Chyba każdy na świecie chce się czuć ładnym kiedy
                        wychodzi na ulicę!"
                        Wpowiedź Stanzii można było odczytać tak, że bardziej zależy jej opinii ludzi na
                        ulicy, niż na swojej samoocenie (bo napisała, że dla siebie może wyglądać gorzej).

                        "KAŻDY chce się podobać, choćby przypadkowej osobie, której nie spotka już nigdy
                        w życiu i to nie ma NIC wspólnego ze strachem przed indywidualnością czy
                        wyróżnianiem się."

                        Chyba żartujesz.
                    • slotna Re: Biustodepresja 19.04.10, 14:00
                      O dzizas. A dla kogo ty zwalczasz swoj cellulit? Tak, gdybym mieszkala na bezludnej wyspie i miala nie widziec nikogo do konca zycia, moglabym miec wasy i pryszcze na tylku - i nic by mnie to nie obchodzilo. Chce dobrze wygladac dla ludzi i to _jest_ normalne, o czym doskonale wiesz, nie na darmo sie tak rozpisywalas w watku o urodzie na offtopach. Ladniejsi maja lepiej i juz. Mozna uwazac to za niesprawiedliwie (co swoja droga jest bez sensu: madrzejsi _tez_ maja wszak lepiej, juz nie mowiac o bogatszych ;)), ale klocic sie z tym jest absurdem.
                      • edhelwen Re: Biustodepresja 19.04.10, 16:22
                        no tak, muszę się zgodzić. sorry, że "osobiście", ale z jednej strony
                        Pierwszalitera pisze o samoakceptacji, z drugiej o tym, że ładni mają lepiej, że
                        zgrabna sylwetka, dopasowane ciuchy etc. są ważne w naszym życiu społecznym.
                        Sprawa biustu oczywiście może być dyskusyjna, bo wiele kobiet daje się pokroić z
                        kolei po to aby osiągnąć takie gabaryty. Ja w ten temat świadomie nie chcę wchodzić.
                        A, a z wąsami i pryszczami to tak, na bezludnej wyspie siedziałabym i by mi nie
                        przeszkadzały. Bo nie miałabym dla kogo być ładna tak naprawdę, chyba że czasem
                        przejrzałabym się w wodzie i zaczęła dumać, że 6 lat temu miałam taką gładką
                        buźkę. Lekarz nawet mi powiedział, że to jest już kwestia estetyki,
                        samopoczucia. Mimo, że nic nie wyszło w badaniach, zażywam hormony, żeby
                        wyglądać lepiej. Czy mamy prawo zmieniać coś w wyglądzie tylko wtedy kiedy
                        zagraża naszemu zdrowiu?
                        Btw gdyby to był problem tylko z ubraniami (niemożność kupienia w sieciówce) czy
                        "dopasowania" się do przeciętnej, to szkoda by mi było kasy na krojenie się. Ale
                        zawsze przyczyny są złożone i na pewno nie chodzi tylko o to.
                  • maith Re: Biustodepresja 21.04.10, 04:02
                    stanzii napisała:

                    > Jeśli ktoś nie ma oka, to nie ma sobie wstawiać implantu, tylko się
                    > zaakceptować?

                    Naprawdę nie wydaje Ci się dziwne porównywanie do kalectwa cechy,
                    która obiektywnie nie jest wadą (bo biust jednym się podoba duży,
                    innym mały)?

                    > Sama dla siebie mogę być gruba, brzydka i rozczochrana
                    > ale wychodząc do ludzi
                    > chcę wyglądać tak, żebym się sobie podobała mijając się na ulicy.

                    Czekaj, czy Ty chcesz się dopasować do jakiegoś subiektywnego
                    wyobrażenia "co ludzie powiedzą"?
                    Bo tak w ogóle to ludziom duży biust podoba się podobnie jak mały.
                    Jedni wolą taki inni taki...
                    • black_halo Re: Biustodepresja 21.04.10, 08:12
                      > Czekaj, czy Ty chcesz się dopasować do jakiegoś subiektywnego
                      > wyobrażenia "co ludzie powiedzą"?
                      > Bo tak w ogóle to ludziom duży biust podoba się podobnie jak mały.
                      > Jedni wolą taki inni taki...


                      Podalam juz przyklad z gruba osoba. Czy obiektywnie mam sie nie
                      odchudzac bo co mnie obchodzi co ludzie powiedza? narazie nie mam
                      zadnych dolegliwosci zdrowtnych z powodu nadmiaru kilogramow ale tez
                      wiem, ze latka leca i za 20 lat moga mi sie posypac kolana,
                      kregoslup. Akle oprocz tego chcialabym sie podobac i sobie i innym
                      ludziom i chcialabym kupic ubranie w sieciowce na przecenie zamiast
                      slyszec ciagle o Biu BIu jakie to jest swietne. Mnie sie nie
                      spodobala nawet jedna rzecz, nie moj styl i tyle.
      • milstar Re: Biustodepresja 18.04.10, 18:49
        Bobeko - problem w tym, że jeśli ktoś ma problemy z samoakceptacją, to operacja nie pomoże. Zniknie jeden problem, ale pojawi się następny.
        Ja jeszcze rok temu nosiłam staniki w podobnym rozmiarze: 70J/65K przy wzroście 158 cm i nie uważam, żebym wyglądała monstrualnie.
        Owszem, kiedy trafiłam na forum biust był moim wielkim (dosłownie i w przenośni) kompleksem. Ostanikowanie było tylko jednym z powodów wyleczenia się z tego kompleksu. To, co próbujemy tu robić, to:
        a) przekonać inne kobiety, że są piękne niezależnie od rozmiaru biustu
        b) przekonać, że ubrania rozchodzące się w biuście wynikają z tego, że producenci nie biorą pod uwagę kobiecych sylwetek, a nie z naszej monstrualności
        • bobeka005 Re: Biustodepresja 19.04.10, 13:03
          milstar napisała:

          > Bobeko - problem w tym, że jeśli ktoś ma problemy z samoakceptacją, to operacja
          > nie pomoże. Zniknie jeden problem, ale pojawi się następny.

          No ja rozumiem, ale może ona akceptuje wszystko oprócz biustu - może kocha swój brzuch, twarz, nogi i co tam tylko jeszcze można, a problemem jest TYLKO biust.

          Wydaje mi się, że na świecie nie jest tak, że albo ktoś akceptuje wszystko albo ma problemy z samoakceptacją i wtedy nie podoba mu się nic.

          Naprawdę czasem przeszkadza jeden drobny szczegół, żeby być w pełni szczęśliwą - wiem z własnego doświadczenia
    • slotna Re: Biustodepresja 18.04.10, 20:34
      A ja cie rozumiem. Co prawda nie frustruje sie juz tak ubraniowo, koszul nie musze nosic na szczescie, nosze wiec bluzki z jak najbardziej elastycznych materialow, troche za ciasne w biuscie i troche za luzne w talii - taki kompromis. Ale moj biust jest bardzo duzy i wygladam z nim zle, po prostu. Do tego jest ciezki, niewygodny, o ile tak mozna powiedziec ;) Rowniez chodze w staniku 24/7, to naprawde cholernie meczace. Na operacje nadal jednak nie moge sobie pozwolic, a konkretniej na odpoczynek po niej niezbedny. Chcialabym to zrobic z pelnym komfortem, a nie zamartwiajac sie, czy zdaze sie zagoic przed powrotem do pracy.
    • maith Re: Biustodepresja 18.04.10, 21:03
      Po pierwsze [głasku głasku]

      Co do problemu ubrań - jest już w dużej mierze rozwiązany - ciuchy
      Biubiu mają ceny sieciówkowe, a dopasować je można do własnej figury
      o wieeele lepiej niż te zwykłe.

      Zostaje to:
      - że się sobie nie podobasz (to jest kwestia subiektywna, kobietom
      często podoba się całkiem inny typ urody niż ich własny),
      - że nie możesz chodzić bez stanika (też cały czas chodzę w staniku,
      ale akurat dla mnie to żaden problem, nie chadzam też bez majtek)
      - że masz dużą asymetrię (to już problem obiektywny, ale czy na tyle
      duży, żeby decydować się na operację nie wiem)
      - że obawiasz się problemów zdrowotnych (ale masz jakieś, dostrzegasz
      jakieś problemy wynikające z dużego biustu? Bo operowanie się na
      wszelki wypadek, szczególnie kiedy nie nosisz źle dobranych staników,
      czyli ryzyko kłopotów sobie już zminimalizowałaś...)

      Co do zakładania stanika na głowę, to żydowską myckę też można sobie
      założyć na głowę, a rozmiar ma mniej więcej 80AA. Przecież te
      zakładane na głowę staniki nie zajmują całej głowy, tylko kawałek na
      górze. Ja mój też założę, jak tę myckę, a nie jak normalną czapkę,
      którą mogę sobie zasłonić uszy.

      Ale rozumiem, że z powodu całego tego zestawu okoliczności, jest Ci
      źle i chcesz to zmienić, nawet jeżeli problem jest w dużej mierze
      subiektywny.
      • justinehh Re: Biustodepresja 18.04.10, 22:15
        A ja mam brzuchodepresję. Jakieś tam mięśnie przykryte warstwą tłuszczu, w
        większości bluzek albo mi się wszystko wylewa albo wyglądam jakbym była w
        zaawansowanej ciąży. Na operację mnie nie stać...
    • irenka65f to nie analogia ale... 18.04.10, 22:59
      Miałam wiele lat problem z halluxami. Okropnie wyglądały te moje paluchy. Nie
      mogłam nosić sandałków z paseczkami bo się wstydziłam. Trochę pobolewały, ale to
      był drobiazg. Na pewno nie ból zdecydował o operacji. Był to problem głównie
      estetyczny. Nawet zakryte buty wyglądały okropnie bo się zniekształcały. No i
      miałam olbrzymi problem z kupnem butów.
      Trzy lata temu zdecydowałam się i poddałam operacji. Nogi zdecydowanie
      ładniejsze, choć nie ideał. Lekka skłonność do obrzęków pewnie już pozostanie bo
      to już trzy lata i wciąż jest. Mogę chodzić boso i w sandałkach z paseczkami,
      ale kupno butów wcale nie jest łatwiejsze. Nic a nic nie zwiększył mi się wybór
      obuwia. Wciąż mam kilkadziesiąt par butów i "nie mam co na siebie włożyć".
      Ale wiecie co? Wcale nie żałuję, że się zoperowałam. Kosztowało, bolało,
      musiałam na miesiąc przerwać pracę, wynik nie jest idealny, od czasu do czasu
      lekki ból w stawie palucha powraca, ale: mam ładniejsze stopy, lubię teraz mieć
      pomalowane paznokcie, nie wstydzę się chodzić boso, boli zdecydowanie rzadziej,
      nie psuję butów, wreszcie lubię swoje stopy, więc o nie bardziej dbam.
      Dlaczego to piszę? Jeśli stanzii uświadomi sobie, że po operacji nie będzie
      wcale łatwiej z doborem ciuchów to niech się operuje. Jak polubi swoje ciało to
      szycie każdej bluzki, również tej noszonej na spacer z psem nie będzie fanaberią.
    • maheda Re: Biustodepresja 19.04.10, 09:21
      Nie wiem, ile masz lat. Nie wiem, czy chcesz jeszcze mieć dzieci.

      Jeśli jesteś jeszcze młodą i bezdzietną osobą - poczekałabym z operacją do
      momentu, aż urodzisz pierwsze dziecko.
      Nie dlatego nawet, żeby móc je na pewno wykarmić (bo istnieją osoby, które z
      różnych względów także i bez operacji piersi nie mogą karmić dziecka), ale po
      to, żeby poczekać, aż Twoje piersi osiągną dojrzałość.
      Chyba, że jesteś przygotowana na operację teraz, a potem na drugą - po porodzie.
      Kiedyś oglądałam na Discovery program, w którym było o zmienianiu się ciała wraz
      z wiekiem. Z tego programu się dowiedziałam, że piersi kobiety dojrzewają w
      pełni właśnie po urodzeniu pierwszego dziecka.

      Poza tym - zanim zdecydujesz się na operację, przejdź się do endokrynologa i
      upewnij się, że rozmiar Twojego biustu nie jest wynikiem nieprawidłowego poziomu
      jakichś hormonów. Być może udałoby się wtedy zredukować go, sprowadzając poziom
      hormonów no normy?

      Twój biust - Twoje ciało. Nie moja sprawa, jeśli zdecydujesz się na operację.
      Ale warto przed nią zorientować się, czy wyczerpało się już wszelkie możliwe
      drogi. Z psychologiem - wg mnie - włącznie. Niektóre państwowe zakłady chirurgii
      plastycznej na Zachodzie zatrudniają po pierwsze brafitterki, a po drugie
      psychologów. Nie znaczy to, że te zakłady nie operują. Operują, jak najbardziej!
      Ale najpierw kobieta przechodzi przez sito trochę innych specjalistów. Tobie
      polecam to samo.

      Zdrowia życzę :)
      "Nosicielka" biustu z okolic 34K.
      • stanzii Re: Biustodepresja 19.04.10, 10:33
        Hej dziewczyny,
        mam 24 lata i nie chcę mieć dzieci. Kiedyś nie chciałam, bo mogłabym
        mieć jeszcze większy biust, a teraz nie chcę, bo nie. Nie chcę się
        męczyć dla jakiegoś dziecka, bo nie wiadomo czy je będę miała. I nie
        mówicie mi, żejestem złym człowiekiem, albo że to na pewno z powodu
        biustu. Każdy ma prawo do takiej decyzji, choć wielu nie mieści się w
        głowie.
        Z tego co wiem, to faktycznie poziom hormonów można obniżyć, co
        hamuje ewentualny dalszy wzrost, a redukcji należy dokonać
        chirurgicznie. Bo nie ma tabletek na zmniejszenie biustu.
        Co do effuniaków - tak, nosiłam, te ze wstawką też już wypróbowałam.
        Jeden mnie wpędził w depresję, bo był jedynym naprawdę 'w moim
        rozmiarze' tak wiec widząc mój rzeczywisty rozmiar i nie mogąc się w
        nic ubrać załamałam się na 3 dni i nie wychodziłam z domu. Tak więc
        poszedł do szafy. Od razu żeby nie było - nie jest to zarzut wobec
        nikogo, uważam, że Ewa jest genialna i jeśli ktoś chce nosić swój
        wielki rozmiar, to nie ma nic lepszego. Mój dodatkowy problem polega
        na wysokim zawieszeniu (choć może to i zaleta, bo z niskim byłoby
        gorzej) więc po wywindowaiu wszystkiego gdzie trzeba zaszewki na
        biuście wyglądały karykaturalnie, inne się rozciągały i wyglądałam
        jak matka karmiąca którą nie jestem (nie mam nic do matek
        karmiących).
        • pierwszalitera Re: Biustodepresja 19.04.10, 11:24
          stanzii napisała:

          > Hej dziewczyny,
          > mam 24 lata i nie chcę mieć dzieci. Kiedyś nie chciałam, bo mogłabym
          > mieć jeszcze większy biust, a teraz nie chcę, bo nie. Nie chcę się
          > męczyć dla jakiegoś dziecka, bo nie wiadomo czy je będę miała. I nie
          > mówicie mi, żejestem złym człowiekiem, albo że to na pewno z powodu
          > biustu. Każdy ma prawo do takiej decyzji, choć wielu nie mieści się w
          > głowie.

          No widzisz, już nawet to świadczy, że nastawiona jesteś na walkę i agresywne reakcje obronne. Ja też nie mam dzieci z wyboru, ale nie przyszłoby mi do głowy się z tego tłumaczyć, albo myśleć, że ktoś mógłby nazwać mnie z tego powodu złym człowiekiem. Co mnie obchodzi zdanie wielu? Nawet większość może się mylić, o tym uczy przykład Kopernika. ;-) Być może więc twój stosunek do świata zewnętrznego jest bardzo napięty. Ubzdurałaś sobie pewnie, że nie spełniasz jego wymogów, takich jak standardowy wygląd i zachowanie, i wydaje ci się, że za to grozi ci odrzucenie, niezrozumienie oraz brak akceptacji. A tak naprawdę jesteśmy innym ludziom o wiele bardziej obojętni, niż nam się wydaje. Również twój biust nie robi aż takiego wrażenia, jak myślisz w swoim przewrażliwieniu. Być może sama do tego kiedyś dojdziesz, głupio tylko, gdybyś teraz podjęła pochopną decyzję. Takiej bardziej asertywno-wyluźnionej postawy można się nauczyć, ale skoro uważasz, że łatwiej jest ukrywać się ze swoją indywidualnością, obojętnie czy chodzi o wygląd, czy poglądy, to proszę bardzo. Moim zdaniem popełniasz kardynalny błąd.
          • stanzii Re: Biustodepresja 19.04.10, 11:39
            @ pierwszalitera
            nie tłumaczę się, tylko odpowiadam Mahedzie.
            Trochę dziwnie się czuję, kiedy ktoś mnie z cała pewnością
            psychologizuje przez internet na podstawie jakichś moich krótkich
            wypowiedzi.
            Nie robię tego dla ludzi, tylko dla siebie. Wiem, że jesteśmy innym
            obojętni. Chcę się sobie podobać, a nie komuś.
            Poza tym - z tego co wiem, to nie walczysz z nadmiarem od 12 roku życia i masz nieco mniejszy rozmiar. Więcej empatii.
          • black_halo Re: Biustodepresja 19.04.10, 13:17
            Chyba sie tu nie zgodze. Waze sporo powyzej przecietnej i w
            standardowe 42 sie nie mieszcze. Chocbym na rzesach stanela to nic
            nie moge z tym zrobic jak tylko czekac na uregulowanie hormonow przy
            leczeniu tarczycy i modlic sie by zolwie tempo chudniecia kilogram na
            miesiac sie utrzymalo. Mnie tez powiesz, ze ubzduralam sobie, ze nie
            pasuje do jakichs kanonow? O ile kobieta z duzym biustem moze jeszcze
            oliczyc na zrozumienie bo w koncu sobie sama biustu na drozdzachnie
            wyhodowala to kobieta z powazna nadwaga na takie zrozumienie juz
            liczyc nie moze. Nie moze tez liczyc na producentow odziezy
            uwazajacych, ze wszystko powyzej 42 to potwor i powinnien chodzic w
            pokutnym worku, namiocie tudziez ubierac sie wylacznie w sklepach
            rodzaju puszysta pani. Niestety takie sa realia i moze bym sie tak
            wlasnym wygladem nie zamartwiala gdybym mogla isc do kazdego sklepu i
            kupic sobie spodnie jakie mi sie podobaja zamiast takich w ktore sie
            jakos wcisne. No i co teraz? Czy moglabys mi napisac, ze powinnam
            siebie zaakceptowac, ubrania szyc u krawcowej (cena kosmiczna) i sie
            nieprzejmowac wplywem tuszy na moje kolana i kregoslup, ktore z duza
            pewnoscia kiedys moga odmowic wspolpracy? I po co mam wlasciwie sie
            wpasowywac w jakies schematyczne rozmiary? A co powiesz osobie majaej
            150 kilo nadwagi?
            • pierwszalitera Re: Biustodepresja 19.04.10, 19:39
              black_halo napisała:

              I po co mam wlasciwie sie
              > wpasowywac w jakies schematyczne rozmiary? A co powiesz osobie majaej
              > 150 kilo nadwagi?

              Przepraszm bardzo, ale czy my tu mówimy o osobach z chorobliwą nadwagą, czy o zdrowej, szczupłej dziewczynie, której jedynym problem jest (zbyt) duży biust? Proszę nie wrzucać wszystkiego do jednego wora, bo wpadniemy w paranoję. To po co stanzii zakłada tu ten wątek, skoro konieczność operacji jest taka oczywista i wszystko przesądzone? By usłyszeć szęść Boże na drogę? O wycięcie wyrostka robaczkowego też zapyta na forum? Chyba nie. Więc na temat kosmetycznego cięcia można mieć swoje zdanie.
          • ewelina_1 Re: Biustodepresja 19.04.10, 14:36
            pierwszalitera napisała:

            Ja też nie mam dzieci z wyboru, ale nie przyszłoby mi do głowy s
            > ię z tego tłumaczyć, albo myśleć, że ktoś mógłby nazwać mnie z tego powodu złym
            > człowiekiem. Co mnie obchodzi zdanie wielu? /.../
            > Takiej bardziej asertywno-wyluźnionej postawy można się nauczyć, ale skoro uwa
            > żasz, że łatwiej jest ukrywać się ze swoją indywidualnością, obojętnie czy chod
            > zi o wygląd, czy poglądy, to proszę bardzo. Moim zdaniem popełniasz kardynalny
            > błąd.

            takiej postawy "co mnie obchodzi zdanie innych" nie tylko można się nauczyć. Ona przychodzi też z wiekiem, o czym powinnaś wiedzieć. Zdecydowana większośc ludzi chce akceptacji w otaczającym świecie dlatego sporadycznie zdarza się by młody człowiek ignorował zdanie swoich kolegów.
            Dajesz wrażenie "zapomniał wół jak cielęciem był".
        • follebagnole Re: Biustodepresja 19.04.10, 11:26
          stanzii napisała:

          > Hej dziewczyny,
          > mam 24 lata i nie chcę mieć dzieci. Kiedyś nie chciałam, bo mogłabym
          > mieć jeszcze większy biust, a teraz nie chcę, bo nie. Nie chcę się
          > męczyć dla jakiegoś dziecka, bo nie wiadomo czy je będę miała. I nie
          > mówicie mi, żejestem złym człowiekiem, albo że to na pewno z powodu
          > biustu. Każdy ma prawo do takiej decyzji, choć wielu nie mieści się w
          > głowie.

          Wiesz, jesteś bardzo młoda. Jak miałam 24 lata to się zaklinałam, że dzieci na
          pewno nie chcę, nie będę ich mieć, i że są złem wcielonym. Dziś mam 29 lat.
          Nadal nie mam dzieci i nie wiem czy je będę miała. Wiem jedno-dziś to już nie
          jest takie radyklane "nie". Z wiekiem myślenie o nich zmieniło mi się o 180
          stopni. Nie można wiedzieć, co się chce gdy się ma 24 lata, tzn nie na 100%.
          Życzę ci, abyś znalazła dla siebie najlepsze z możliwych rozwiązań.
          • felisdomestica Re: Biustodepresja 19.04.10, 12:18
            Ale operacja biustu to nie jest wycięcie macicy...dzieci moża mieć, i nawet przy odrobinie szczęścia można je karmić piersią. A jeśli nie piersią to butelką, świat się od tego nie zawali.
        • azymut17 Re: Biustodepresja 19.04.10, 15:19
          stanzii napisała:
          > i wyglądałam
          > jak matka karmiąca którą nie jestem (nie mam nic do matek
          > karmiących).

          Najwyraźniej masz, skoro używasz tego określenia jak obelgi. No bo skoro bycie matką karmiącą (lub wyglądanie na taką) to coś, od czego, jak piszesz, można się załamać i 3 dni nie wychodzić z domu... Nie każda karmiąca ma duży biust, to nie są synonimy. Można karmić i w 65C, Twoje określenia są nieprawdziwe i dlatego mocno nie na miejscu. Ja, jako w przeszłości karmiąca, poczułam się urażona takim traktowaniem.
          • slotna Re: Biustodepresja 19.04.10, 15:31
            A jak napisze, ze spuchly mi oczy i wygladam jak Azjatka, to bedzie znaczyc, ze mam cos do Azjatow? :D
            • chattetoutenoire Re: Biustodepresja 19.04.10, 15:52
              Oczywiście, że tak, bo Azjatki nie mają spuchniętych oczu!!! Mają oczy skośne, mają tzw fałdę naboczną - inaczej zbudowane powieki. I absolutnie widoku tego nie da się porównać z zapuchniętymi oczami Europejek.
              Chociaż jest teraz ponoć trend u Azjatek, aby ową fałdę u siebie likwidować by upodobnić się do kobiet innych ras.
              Ok, tu się poczułam pojechana, bo mam lekko skośne oczy. I jakby mi ktoś nagadał, że wyglądam jak napuchnięta to... no na tym poprzestanę.
              • slotna Re: Biustodepresja 19.04.10, 16:01
                > Oczywiście, że tak, bo Azjatki nie mają spuchniętych oczu!!! Mają oczy skośne,
                > mają tzw fałdę naboczną - inaczej zbudowane powieki. I absolutnie widoku tego n
                > ie da się porównać z zapuchniętymi oczami Europejek.

                Aha, czyli jak tak powiem, to nie bedzie znaczylo, ze jestem glupia i nie wiem jak wyglada Azjatka, tylko koniecznie chce jakas obrazic? ;)

                > Chociaż jest teraz ponoć trend u Azjatek, aby ową fałdę u siebie likwidować by
                > upodobnić się do kobiet innych ras.

                Wiem, widzialam nawet reklame takich naklejek specjalnych.

                > Ok, tu się poczułam pojechana, bo mam lekko skośne oczy. I jakby mi ktoś nagada
                > ł, że wyglądam jak napuchnięta to... no na tym poprzestanę.

                Hehe, no wlasnie :) Bez dystansu sie nie ujedzie daleko, kazdy sie moze poczuc pojechany czymkolwiek. I dochodzimy do absurdu.
                • chattetoutenoire Re: Biustodepresja 19.04.10, 17:31
                  No myślę, że wmawianie Azjatkom, że wyglądają źle - jakby miały zapuchnięte oczy powoduje np popyt na te właśnie naklejki. A przecież taka ich uroda, podkreślam słowo uroda.
                  No chyba, że jak powiesz, że masz zapuchnięte oczy to uważasz to u siebie za szalenie seksowną rzecz. Ale podejrzewam, że u siebie zapuchniętych oczu nie lubisz i jednocześnie uważasz w jakimś stopniu, że jesteś lepsza od Azjatek, które cały czas wyglądają jakby te zapuchnięte oczy miały. A przynajmniej wygląda na to, że oczy Azjatek Ci się nie podobają i dlatego tak napisałaś...
                  Aha, żeby nie było. Mnie się moje oczy podobają, a oczy Azjatek moim zdaniem w ogóle są śliczne. Zrobiło mi się jakoś dziwnie, jak przeczytałam Twoje porównanie...

                  W sprawie karmiących matek. Dla mnie powiedzenie o kimś, ze wygląda jak matka karmiąca oznacza, że kobieta trzyma dziecko na rękach z wystawioną nagą piersią (wcale niekoniecznie "ogromną"). A nie jak ma duży biust. Coś jak motyw w sztuce... No, ale może po prostu nie jestem obeznana z utrwalonymi w naszym społeczeństwie wzorcami?
                  • slotna Re: Biustodepresja 19.04.10, 17:45
                    > No myślę, że wmawianie Azjatkom, że wyglądają źle - jakby miały zapuchnięte ocz
                    > y powoduje np popyt na te właśnie naklejki. A przecież taka ich uroda, podkreśl
                    > am słowo uroda.

                    E tam. Europejki i Amerykanki wciaz cenia sniada karnacje, a Hinduski mimo wszystko kochaja kremy wybielajace - po prostu kazda chce tego, czego nie ma.

                    > No chyba, że jak powiesz, że masz zapuchnięte oczy to uważasz to u siebie za sz
                    > alenie seksowną rzecz. Ale podejrzewam, że u siebie zapuchniętych oczu nie lubi
                    > sz i jednocześnie uważasz w jakimś stopniu, że jesteś lepsza od Azjatek, które
                    > cały czas wyglądają jakby te zapuchnięte oczy miały. A przynajmniej wygląda na
                    > to, że oczy Azjatek Ci się nie podobają i dlatego tak napisałaś...

                    Napisalam neutralnie "jak Azjatka" , a to ty przyjelas to jako obelge. Ja akurat nie mam obrzeku dookola oka, tylko wlasnie puchna mi same powieki i faktycznie podobalo mi sie to kiedy bylam mlodsza (teraz juz mi sie nie podoba, mam male oczy i z opuchlizna ciezko mi sie umalowac) ;) Ale wcale o tym nie myslalam, piszac to - a juz z pewnoscia nie, ze "uwazam sie lepsza od Azjatek". To bardzo duza nadinterpretacja, nie prowadzaca do niczego dobrego. Dlaczego zakladac zaraz zle intencje i dopisywac jakies wydumane podteksty? W ten sposob obrazic moze nas wszystko.

                    > Aha, żeby nie było. Mnie się moje oczy podobają, a oczy Azjatek moim zdaniem w
                    > ogóle są śliczne. Zrobiło mi się jakoś dziwnie, jak przeczytałam Twoje porównan
                    > ie...

                    Zupelnie niepotrzebnie :)
                    • chattetoutenoire Re: Biustodepresja 19.04.10, 19:42
                      OK, ja mówię PAS:) zrobiłam offtop "oczowy":) Pisałam raczej jak odebrać można słowa w których ktoś porównuje negatywnie postrzeganą u siebie cechę do naturalnie występującej u pewnej grupy innych ludzi. Możliwe, że źle zinterpretowałam co piszesz, ale podciągnęłam to pod taką sytuację. (np, nie lubię u siebie czegoś i wyglądam jak biedne kobiety, które mają to na codzień i są na to skazane) Ale właściwie jeśli nie miałaś tego na myśli to nie ma co roztrząsać tematu:)

                      Przy okazji jednak całe życie słyszę, że bardziej liczy się to jak ludzie interpretują cudze słowa, niż rzeczywiste intencje ich "nadawcy". W internecie nie trudno o złą interpretację. To tak a propos całego wątku, bo niezła się zrobiła burza, a co dokładnie ma na myśli autorka i jakie są powody jej decyzji, to wie tylko ona...

                      Kurcze, zbyt wielokrotnie złożone te zdania moje, pewnie nikt już nie wie co mam na myśli:)
                      • slotna Re: Biustodepresja 19.04.10, 19:54
                        > Kurcze, zbyt wielokrotnie złożone te zdania moje, pewnie nikt już nie wie co ma
                        > m na myśli:)

                        Ja zrozumialam, a chyba glownie do mnie bylo, wiec luzik ;)
            • azymut17 Re: Biustodepresja 19.04.10, 16:11
              slotna napisała:

              > A jak napisze, ze spuchly mi oczy i wygladam jak Azjatka, to bedzie znaczyc, ze
              > mam cos do Azjatow? :D
              >
              Chodziło mi o to, że nie ma czegoś takiego "biust nieproporcjonalnie duży jak u karmiącej". Równie dobrze można by napisać "biust nieproporcjonalnie duży jak u brunetki". Czyli "mam rozmiar 65K i wyglądam jak brunetka" ;-)
              • slotna Re: Biustodepresja 19.04.10, 16:22
                > Chodziło mi o to, że nie ma czegoś takiego "biust nieproporcjonalnie duży jak u
                > karmiącej". Równie dobrze można by napisać "biust nieproporcjonalnie duży jak
                > u brunetki". Czyli "mam rozmiar 65K i wyglądam jak brunetka" ;-)

                Zupelnie nielogiczny przyklad. Karnacja nie ma zadnego wplywu na wielkosc biustu, a karmienie owszem.
                • azymut17 Re: Biustodepresja 19.04.10, 17:21
                  slotna napisała:
                  > Zupelnie nielogiczny przyklad. Karnacja nie ma zadnego wplywu na wielkosc biust
                  > u, a karmienie owszem.
                  >
                  A czy ja gdziekolwiek napisałam, że jest inaczej? Pisałam tylko, że nie każda karmiąca ma duży biust (z 65B może się zrobić np. 65C lub D, ale nadal to będzie mały biust), dlatego określenie "biust jak u karmiącej" nie może funkcjonować jako synonim dużego biustu. A skoro nie, to zostało ono użyte jako obelga i określenie biustu ogólnie "brzydkiego", takiego, z którym wstyd jest wyjść na ulicę.
                  Czuję, że się powtarzam...
                  • slotna Re: Biustodepresja 19.04.10, 17:53
                    > A czy ja gdziekolwiek napisałam, że jest inaczej? Pisałam tylko, że nie każda k
                    > armiąca ma duży biust (z 65B może się zrobić np. 65C lub D, ale nadal to będzie
                    > mały biust), dlatego określenie "biust jak u karmiącej" nie może funkcjonować
                    > jako synonim dużego biustu.

                    Za to moze funkcjonowac jako synonim _wiekszego_ biustu, jak to ladnie sama podkreslilas. A w ogole ladnie to tak nazywac bioust 65D malym? :P

                    A skoro nie, to zostało ono użyte jako obelga i okr
                    > eślenie biustu ogólnie "brzydkiego", takiego, z którym wstyd jest wyjść na ulic
                    > ę.

                    Ze jako co? Obelga? Brzydkiego? Absolutnie nie rozumiem skad te nadintepretacje. Mam wrazenie, ze to wylacznie chec dowalenia dziewczynie, ze smie myslec o redukcji mimo trafienia na lobby. Hesus, laska ma bardzo duzy biust, nieporporcjonalny do sylwetki, nie karmi, nie ma dzieci, ale dla wiekszosci ludzie pierwsze skojarzenie to bedzie wlasnie "matka karmiaca". A ona nie chce byc tak postrzegana, bo matka karmiaca _nie_jest_. Li i jedynie. Nie wiem, jak mozna na sile wyciagac takie tresci z prostego posta, dla mnie zakrawa to juz na czysta zlosliwosc.
                    • feni.feni Re: Biustodepresja 19.04.10, 18:17
                      Właśnie! Skąd ta nienawiść i złośliwość?!?! Najczęściej z zazdrosci.
                      A czego jej można zazdrościć? Że podjęła radykalną decyzję, alebo
                      nie wiem.
                      aha i ktoś powiedział, że niktórzy powiekszają sobie to i owo, żeby
                      uzysać takie gabaryty. Otóż powiem, że nie TAKIE. Duzo mniejsze.
                      Trzeba mieć z gorem żeby CHCIEĆ mieć 65 K. [uprzedzajac glosy: 'a ja
                      chce miec moje 65k i nie mam z gorem' - mam na myśli powiększanie
                      sobie do takiego rozmiaru]
                      Dziękuję.
                      • edhelwen Re: Biustodepresja 19.04.10, 18:46
                        zazdrość? no bez przesady? dlaczego jakiekolwiek (i gdziekolwiek pojawiające
                        się) głosy krytyczne na jakikolwiek temat tłumaczy się "mówisz tak bo
                        zazdrościsz". Nie wiem czy którakolwiek z nas zazdrości Stanzii, przecież nie
                        widziałyśmy jej na żywo. Czego tu można zazdrościć? Chęci operacji plastycznej?
                        Sorry, ale to trochę tak jak z samobójcami - ci którzy chcą to zrobić, to to
                        robią, a nie jęczą wszystkim naokoło, że mają dość życia (tak, znam takie
                        osoby). Jak ktoś chce operacji, to ją robi, a nie pisze na forum, bo jak pisze
                        to chyba po to, aby w jakiś sposób uzyskać pomoc, czy w pewien sposób uzasadnić
                        przed samą sobą tą decyzję (na zasadzie, jeśli dziewczyny na forum napiszą, że
                        spoko, to nie będę miała wątpliwości).
                        Może źle to interpretuję, ale skoro Stanzii pisze na forum o planowanej operacji
                        to albo ma wątpliwości co do swojej decyzji albo chce "oskarżyć" ogół Lobby że
                        chce tego dokonać, mimo uświadomienia (bo wcześniej było lepiej?)
                        Nie rozumiem czego oczekiwała? Że dziewczyny pogłaszczą ją po głowie i powiedzą,
                        że ma rację, na co czeka, po co ma się męczyć? No tak, jak ktoś napisze, że ją
                        rozumie, to ona się cieszy i dziękuje, zauważyłam. Ale głosy, że inne dziewczyny
                        z dużym biustem też mają problem z ubraniami i jakoś sobie radzą, że akceptują
                        swój biust, mimo że myślały o operacji, to już nie ważne. No tak, bo to inne
                        kobiety, one nie wiedzą co ona czuje. To może zamiast uzewnętrzniać się na
                        forum, gdzie prawie nikt nie rozumie bo nie ma szansy i mieć do nich pretensje,
                        rozmawiać ze znajomymi osobami, które znają nas lepiej?

                        ach, piszę tak bo zazdroszczę ><
                      • maith Re: Biustodepresja 21.04.10, 04:12
                        Zazdrościć komuś... operacji?
                        A czy to jest jakieś emo-forum?
                      • madzioreck Co to jest "gor"? nt 21.04.10, 16:07

                    • panistrusia Re: Biustodepresja 19.04.10, 18:41
                      Proszę Cię, przystopuj trochę!
                      Po pierwsze nie rób z Lobby miejsca wrogiego samodzielnemu myśleniu i
                      podejmowaniu własnych decyzji.

                      Po drugie poczytaj sobie wątek 'głupie komentarze' - walczymy o to,
                      żeby 'matki karmiące' nie padały jako obelgi z ust innych (z
                      przynajmniej dwóch powodów), toteż nie dziw się, że taki pogardliwy
                      stosunek, nawet tylko w warstwie językowej nie obędzie się tutaj bez
                      komentarzy.
                      Nota bene biust kobiety karmiącej znacznie się różni od po prostu
                      dużego czy też większego. Nie dziwię się, że panom spod budki z piwem
                      może to być obojętne, ale uświadomionej stanikowo kobiecie?

                      P.S. Określenie 'mały biust' jest najzupełniej obiektywne i
                      neutralne, co Ty w nim widzisz niestosownego?
                      • slotna Re: Biustodepresja 19.04.10, 18:52
                        > Proszę Cię, przystopuj trochę!
                        > Po pierwsze nie rób z Lobby miejsca wrogiego samodzielnemu myśleniu i
                        > podejmowaniu własnych decyzji.

                        Przeciez nie robie, a wlasnie temu przeciwdzialam - piszac komentarze w tym watku.

                        > Po drugie poczytaj sobie wątek 'głupie komentarze' - walczymy o to,
                        > żeby 'matki karmiące' nie padały jako obelgi z ust innych (z
                        > przynajmniej dwóch powodów), toteż nie dziw się, że taki pogardliwy
                        > stosunek, nawet tylko w warstwie językowej nie obędzie się tutaj bez
                        > komentarzy.

                        I znow ta "obelga". No jak rany, zastanow sie przez chwile i szczerze sobie odpowiedz na pytanie, czy rzeczywiscie uwazasz iz zalozycielka watku uzyla okreslenia "karmiaca" jako obelgi, czy to juz reakcja, jak za przeproszeniem, psa Pawlowa. Gwarantuje ci, ze jakiegokolwiek porownania by nie uzyla, byloby zle.

                        > P.S. Określenie 'mały biust' jest najzupełniej obiektywne i
                        > neutralne, co Ty w nim widzisz niestosownego?

                        Ironia. Trudne slowo.
                    • azymut17 Re: Biustodepresja 19.04.10, 23:28
                      slotna napisała:
                      > Za to moze funkcjonowac jako synonim _wiekszego_ biustu, jak to ladnie sama pod
                      > kreslilas.

                      Jedynie jako synonim różnicy między biustem przed ciąży i po. No bo co to znaczy "większy biust"? Większy od jakiego? Mitycznego "przeciętnego", z powodu którego połowa kobiet niezadowolonych ze swojego biustu uważa, że ma biust za duży, a druga ich połowa, że za mały?

                      > Absolutnie nie rozumiem skad te nadintepretacje
                      > . Mam wrazenie, ze to wylacznie chec dowalenia dziewczynie, ze smie myslec o re
                      > dukcji mimo trafienia na lobby.

                      Ja też nie rozumiem, skąd te nadinterpretacje :-P Zacytuj mnie proszę, bo mam wrażenie, że to chęć dowalenia komuś, kto ośmielił się wyrazić swoją opinię.

                      > Hesus, laska ma bardzo duzy biust, nieporporcjo
                      > nalny do sylwetki, nie karmi, nie ma dzieci, ale dla wiekszosci ludzie pierwsze
                      > skojarzenie to bedzie wlasnie "matka karmiaca".

                      Tego nie wiesz. Ja byłabym ostrożna w formułowaniu takich uogólnień, szczególnie że są one niekorzystne dla owej większości. To tak, jakby napisać, że dla większości ludzi duży biust oznacza... (tu wstaw dowolne określenie przytaczane w wątkach o chamskich tekstach znajomych, lekarzy i sprzedawców).

                      > Nie wiem, jak mozna na sile w
                      > yciagac takie tresci z prostego posta, dla mnie zakrawa to juz na czysta zlosli
                      > wosc.
                      >
                      Może dlatego, że ktoś na forum ciągnie mnie za język, bo upiera się, że nie rozumie, jak można poczuć się urażonym? Ja pisałam o swoich uczuciach i starałam się powstrzymać od rozważań pt. "co autor miał na myśli". A skoro nasza dyskusja zbacza w tę stronę, nie pozostaje mi nic innego niż poczekać z dalszymi wypowiedziami na stanzii, bo to tylko ona wie.
                      • slotna Re: Biustodepresja 20.04.10, 01:26
                        > Jedynie jako synonim różnicy między biustem przed ciąży i po. No bo co to znacz
                        > y "większy biust"? Większy od jakiego? Mitycznego "przeciętnego", z powodu któr
                        > ego połowa kobiet niezadowolonych ze swojego biustu uważa, że ma biust za duży,
                        > a druga ich połowa, że za mały?

                        Wiekszy od biustu tej samej kobiety niekarmiacej.

                        > Ja też nie rozumiem, skąd te nadinterpretacje :-P Zacytuj mnie proszę, bo mam w
                        > rażenie, że to chęć dowalenia komuś, kto ośmielił się wyrazić swoją opinię.

                        Dlaczego akurat ciebie mam cytowac? ;) Znaczy jesli wczesniej odpowiedzialam na twoj post, to juz cie pewnie cytowalam? (wiem, powinnam wrocic do drzewka, ale komputer sie moze zwiesic, wiec no)

                        > Tego nie wiesz. Ja byłabym ostrożna w formułowaniu takich uogólnień, szczególni
                        > e że są one niekorzystne dla owej większości. To tak, jakby napisać, że dla wię
                        > kszości ludzi duży biust oznacza... (tu wstaw dowolne określenie przytaczane w
                        > wątkach o chamskich tekstach znajomych, lekarzy i sprzedawców).

                        No tak. Te inne slowa, najczesciej powtarzajace sie, tez pewnie beda pasowac. Wlasnie te watki, cieszace sie przeciez szalona popularnoscia, to potwierdzaja - moglabym sie rowniez opierac na wlasnym doswiadczeniu, ale wiadomo, ze to zaden dowod.

                        > Może dlatego, że ktoś na forum ciągnie mnie za język, bo upiera się, że nie roz
                        > umie, jak można poczuć się urażonym?

                        Alez mozna sie poczuc urazonym! Kiedy sie tylko chce. Tylko - przepraszam - po co? To przyjemne jest? ;)

                        Ja pisałam o swoich uczuciach i starałam s
                        > ię powstrzymać od rozważań pt. "co autor miał na myśli". A skoro nasza dyskusja
                        > zbacza w tę stronę, nie pozostaje mi nic innego niż poczekać z dalszymi wypowi
                        > edziami na stanzii, bo to tylko ona wie.

                        Jesli to nie ty pisalas, o tym, ze stanzii twierdzi, ze matki karmiace sa paskudne, to byc moze faktycznie sie powstrzymalas. Ale w takim razie pewnie nie z toba polemizowalam wczesniej, nie? ;) (jak juz wysle post, zerkne na drzewko, bo moze jednak popelniam faux pas)
                    • mika_p Re: Biustodepresja 19.04.10, 23:46
                      slotna napisała:
                      > Hesus, laska ma bardzo duzy biust, nieporporcjonalny do sylwetki, nie
                      > karmi, nie ma dzieci, ale dla wiekszosci ludzie pierwsze
                      > skojarzenie to bedzie wlasnie "matka karmiaca".

                      Nie sądzę.
                      Młoda laska, zadbana, na obcasach albo w innym modnym obuwiu, nie kojarzy się z
                      matką karmiącą. Jest laską z dużym biustem i tyle. A bycie laską to jest w dużej
                      mierze stan umysłu.
                      Miałam koleżankę, obiektywnie nie za piękną (widywałam ją bez makijażu i krótko
                      po wstaniu), z naprawdę bardzo małym biustem - która miała opinię ślicznej i
                      bardzo atrakcyjnej dziewczyny.
                      Mam koleżankę, która w czasie, kieedy ja byłam matką karmiącą z grubo ponad
                      setką w biuście - miała jeszcze większy biust (w obwodzie), niższa ode mnie o
                      głowę, szczuplutka, i na pierwszy rzut oka było widać, kto jest grubą matką
                      dwójki dzieci, a kto młodą laską ;) Ba, ona nawet teraz nie wygląda na matkę. Ja
                      prędzej, trzydziestkę na karku widać ;)
            • hejtojaa Re: Biustodepresja 19.04.10, 20:44
              Ale autorka z powodu wyglądu "jak matka karmiąca" nie wychodziła z domu przez 3
              dni. To jak tu z tego nie wydedukować, że uważa ten wygląd za paskudny? A to już
              obelga.
              I mówi to posiadaczka dumnego 65C, żeby nie było, że kobietka z dużym biustem
              się obraża:)
              • slotna Re: Biustodepresja 19.04.10, 22:16
                > Ale autorka z powodu wyglądu "jak matka karmiąca" nie wychodziła z domu przez 3
                > dni. To jak tu z tego nie wydedukować, że uważa ten wygląd za paskudny? A to ju
                > ż
                > obelga.

                Normalnie. Nie nalezy dedukowac w celu bicia piany, tylko czytac, co napisane. A napisane jest:
                "Co do effuniaków - tak, nosiłam, te ze wstawką też już wypróbowałam.
                Jeden mnie wpędził w depresję, bo był jedynym naprawdę 'w moim
                rozmiarze' tak wiec widząc mój rzeczywisty rozmiar i nie mogąc się w
                nic ubrać załamałam się na 3 dni i nie wychodziłam z domu."

                To jest czytanie miedzy wierszami dopiero! ;)

                > I mówi to posiadaczka dumnego 65C, żeby nie było, że kobietka z dużym biustem
                > się obraża:)

                Ja mam duzy i jakos mnie to nie urazilo.
      • stanzii Re: Biustodepresja 19.04.10, 10:36
        Mahedo, a nie myślałaś nigdy o operacji?
        • akna Re: Biustodepresja 19.04.10, 11:06
          Wiesz, był moment, kiedy myślałam o operacji, ale zniechęciły mnie zdjęcia blizn
          po takowej. Chodziłam na rehabilitację z powodu bólów kręgosłupa.
          Ja swój biust wyhodowałam pigułkami anty. Teraz te hormony poszły w odstawkę,
          leczę się u endokrynologa.
          Wiem co czujesz, gdy każdy stanik, który mierzysz jest za mały, albo gdy już
          pomieści biust to obcina pachy.
          Sama mierzyłam Effuniakowe 70L- nie leżało idealnie. Na te z nowej kolekcji się
          jeszcze nie zdecydowałam. Pianki w takim rozmiarze mogą powodować deprechę ;-)
          zwłaszcza jak leżą np. na pralce.
          Ten biust należy wykorzystać jako atut. Ale to siedzi w głowie i do tego trzeba
          dojrzeć.
          • felisdomestica Re: Biustodepresja 19.04.10, 12:27
            Akno, zdjęcia zazwyczaj przedstawiają dość świeże blizny. Z czasem to się poprawia. No i istnieje osobnicza skłonność do tworzenia brzydkich blizn. Na pewno stanzii jest tego świadoma i jeśli ma tendencję do bliznowców dobrze to przemyśli.
            • akna Re: Biustodepresja 19.04.10, 13:15
              Hmm zdjęcia, te co są w naszej galerii, są wykonane i po 2 latach. Nadal mnie
              to odstrasza od chęci zmniejszania biustu.
              Oczywiście nikomu nie bronię takich operacji. Ale sama chyba później miałabym
              opory z pokazywaniem takich piersi swojej drugiej połówce.


              Ps. nie krytykuję operacji, po prostu przedstawiam swój punkt widzenia, wierzę,
              że osoby, które je przeszły są mimo blizn i całego cierpienia zadowolone.
        • maith Re: Biustodepresja 19.04.10, 11:21
          Ja (teraz 32HH) myślałam o operacji w czasach, kiedy próbowałam nosić
          85D-DD. A o tym, że kiedykolwiek powstanie cokolwiek na kształt
          Biubiu nawet nie ośmielałam się marzyć.
          Ale tak naprawdę nawet wtedy, męcząc się z przyczyn w końcu od siebie
          niezależnych, nie chciałam operacji. Podobał mi się mój biust i bałam
          się oszpecenia go bliznami. Lubiłam siebie, podłamywał mnie tylko
          totalnie brak możliwości.
        • maheda Re: Biustodepresja 19.04.10, 14:09
          Myślałam. Ale to gdy byłam młodsza, czyli miałam jakieś 26-29 lat.
          Obecnie (prawie 40tka na karku) jestem zachwycona, że tego nie zrobiłam.
    • maith Re: Biustodepresja 19.04.10, 11:48
      Wiesz, tak sobie myślę, że z jednej strony wytworzyłaś sobie spory
      problem psychiczny wokół biustu. To jak niechętnie na siebie
      patrzysz, te teksty o matkach karmiących, to że nie chciałaś mieć
      dzieci z obawy, że biust bardziej urośnie... To wszystko siedzi w
      głowie.

      Ale z drugiej strony nikt nie może powiedzieć, że przynajmniej nie
      próbowałaś. Jedną rzecz sprawdziłaś - dobrane staniki. Większość
      kobiet idzie na operację bez tego.

      Natomiast tak zupełnie na marginesie, przeraża mnie, jak coraz
      łatwiej kobiety rozwiązania swoich problemów upatrują w jakimś
      ujednolicaniu siebie do wyobrażeń o jedynym słusznym wzorcu.
      • felisdomestica Re: Biustodepresja 19.04.10, 12:22
        maith, ale ty starając się dobrac stanik tak, żeby poprawiał wygląd twojego biustu robisz dokładnie to samo. To znaczy starasz się dostosować go do wzorca. "Odpowiedni" kształt i uniesienie...Przecież mogłabyś nosić biust w okolicach pępka? Czemu nie?
        • maheda Re: Biustodepresja 19.04.10, 14:12
          Nie wiem, jak Maith, ale ja dlatego, żeby biust siedział na swoim miejscu, bo
          wtedy nie skacze i nie boli.
          I można pobiegać bez potrzeby martwienia się biustem, czego nie da się zrobić w
          staniku, w którym biust jest do pasa.
        • maith Re: Biustodepresja 19.04.10, 14:19
          Tak :) Tylko ja nie widzę problemu w tym, że kobiety chcą się lepiej
          prezentować. Widzę problem, że powoli zanika różnica pomiędzy "to
          zmienię stanik" a "to zmienię biust".

          Fajnie, kiedy kobiety z przyjemnością podkreślają swoją urodę
          zmieniając elementy zewnętrzne. Martwi mnie dopiero rosnący brak
          akceptacji dla tej swojej urody wśród kobiet.
          W moim rozumieniu ja tym stanikiem podkreślam mój ładny duży biust. A
          to jednak trochę inne podejście do siebie...
          • bebe.lapin Re: Biustodepresja 19.04.10, 14:40
            > W moim rozumieniu ja tym stanikiem podkreślam mój ładny duży biust. A
            > to jednak trochę inne podejście do siebie...

            specjalnie nie chce uczestniczyc w tej dyskusji, a o noszeniu duuuuzego biustu
            mialabym co opowiedziec, ale musze powiedziec, ze zdanie maith trafia w samo sedno.
        • kk345 Re: Biustodepresja 19.04.10, 15:46
          > ...Przecież mogłabyś nosić biust w okolicach pępka? Czemu nie?
          Jesteś na lobby na tyle długo, by doskonale znać odpowiedź na swoje
          retoryczne pytanie: bo to obciążałoby kręgosłup doprowadzając w
          konsekwencji do zwyrodnienia i konieczności operacyjnej korekty.

          Świadomie wkładasz kij w mrowisko w każdej tego typu dyskusji, nie
          rozumiem tylko, dlaczego robisz to akurat na Lobby, które- czy tego
          chcesz, czy nie- zakłada jednak pewną afirmacje biustu i życie w
          zgodnie ze swoją kobiecością?
          • felisdomestica Re: Biustodepresja 19.04.10, 18:48
            mam po prostu swoje zdanie i je wypowiadam. Na tym chyba polega dyskusja. Jeśli na tym polega według ciebie wkładanie kija w mrowisko to OK. Odczuwam twój post jako sugestię żebym sobie stąd poszła, bo mój światopogląd niedostatecznie afirmuje biust. Czy kogoś obraziłam? Wyraziłam się niegrzecznie? Użyłam słów powszechnie uważanych za obraźliwe?

            Poza tym z tym biustem na pępku jest akurat odwrotnie. pisała o tym kiedyś maheda, że duży biust opierając się na brzuchu odciąża kręgosłup. I to brzmi logicznie. Wywindowanie go do góry zwiększa obciążenie odcinka piersiowego. Kłoci się to moim zdaniem z koncepcją stanika jako lekarstwa na wszelkie dolegliwości.
            • kk345 Re: Biustodepresja 19.04.10, 19:09
              Nie sugeruję, byś sobie poszła, jednak mi nie przyszłoby do głowy, by na forum
              miłośników psów zachęcać do przygarnięcia kota, bo są fajniejsze- a to właśnie
              robisz. I podkreślam, że jest to moje i tylko moje zdanie i wypowiadam je,
              korzystając, tak jak Ty, ze swobody wypowiedzi.
              BTW- maheda pisała też, że biust wiszący na brzuchu powoduje odparzenia, choćby
              po to warto go podnieść.
    • daslicht Re: Biustodepresja 19.04.10, 13:20
      Hej, ja noszę 65J, na Stanikomanii jest zdjęcie (zupełnie normalne) gdy nosiłam 65JJ. To rozmiar zaledwie miskę mniejszy od 65K i nie uważam, żeby był jakiś monstrualny. Nie jest nawet bardzo duży. Owszem, należy do kategorii dużych, ale w tym dolnym przedziale. Tak samo jak ze 180 cm wzrostu jestem wysoka, ale nie jakaś ogromna, w kategorii wysokich nawet niska.
      Przy moim wzroście mój biust wygląda na spory, ale nie jakiś wielki.

      Możesz być ode mnie niższa i drobniejsza, ale wtedy i tak biust nie robi się jakiś ogromniasty, tylko co najwyżej duży. 65K jest na 110 w biuście, nie na 150.

      Wydaje mi się, że to coś w rodzaju anorektyczki, która patrzy w lustro i widzi wylewający się tłuszcz, którego w rzeczywistości nie ma. Lepiej byłoby, gdybyś najpierw odwiedziła psychologa niż od razu szła się kroić. Najwyżej się trochę przesunie w czasie.
      • felisdomestica Re: Biustodepresja 19.04.10, 13:43
        daslicht, ale rozmiar stanika to nie rozmiar biustu. Z sygnaturki wynika, że masz pod biustem 70, nie 65 cm, więc twoja realna różnica to 35 cm. Rozmiar biustu wychodziłby ci raczej 70H.
        • idziejoannaoch Re: Biustodepresja 19.04.10, 13:48
          dlatego nie, podejrzewam, bo noszenie biustu w okolicach pępka jest bolesne i
          niewygodne. Ja sama mam mały biust (65E), a nie mogę np. biegać bez stanika, a
          inne czynności nie są może bolesne, ale są wykonywane z wzięciem poprawki na
          przemieszczające się dość swobodnie w okolicach klatki piersiowej piersi ;)
          • felisdomestica Re: Biustodepresja 19.04.10, 13:54
            czyli tylko o to chodzi :-)? O wygląd na pewno nie:-)?
            • idziejoannaoch Re: Biustodepresja 19.04.10, 14:01
              o wygląd też pewnie, jak już ktoś w tej dyskusji zauważył, właściwie każdy chce
              wyglądać ładnie, wg przyjętych wzorców naszej kultury - ładnie (czy one są
              dobrze czy nie, to już inna kwestia ;) ale to jest chyba dość obiektywna sprawa
              jeśli chodzi o biust. Ze może być po prostu niewygodny. Bo jeśli chodzi o
              wygląd, to można się kłócić, że trzeba akceptować albo i nie, że każdy biust
              jest piękny itp, a jak się powie, że duży biust może być po prostu niewygodny,
              to już nie ma żadnego ale :p
      • ewelina_1 Re: Biustodepresja 19.04.10, 14:41
        "65K jest na 110 w biuście, nie na 150."

        Daslicht, ale 110 w biuście przy np. 1,80 wzrostu i szerokich biodrach wygląda proporcjonalnie i bardzo ładnie. Ale już 110 w biuście przy 1,50 wzrostu, wąskich biodrach i ogólnie drobnej figurze może wyglądać karykaturalnie.
        • slotna Re: Biustodepresja 19.04.10, 15:07
          No wlasnie, ja mam niewiele ponad 160 cm wzrostu, a w biodrach (przed chwila sie zmierzylam) 90 cm. Na zdjeciach obejmujacych cala figure przewaznie wygladam dosc karykaturalnie, na zdjeciach obejmujacych tylko gore - jak z niezla nadwaga, czasem wrecz otylo (zwlaszcza, ze mam bardzo pelna twarz). Moja mama ma podobna figure, ale jest o wiele wyzsza (175 cm) i wyglada o niebo lepiej.
          • edhelwen Re: Biustodepresja 19.04.10, 16:28
            slotna ---> a ja mam twarz osoby zachudzonej, zapadnięte policzki
            (prawdopodobnie ze stresu, już rok, jak ktoś wie co na to poradzić, to proszę,
            niech napisze! przybranie na wadze nic nie pomaga, tylko drugi podbródek się
            robi), a reszta ciała ociera się o nadwagę. W każdym moja twarz wygląda na
            "chudzielca" chyba że ktoś zauważy ten zarys drugiego podbródka

            w sumie nie znam dziewczyny (z tych które bliżej znam), która by nie uważała, że
            w jej figurze jest coś nie tak
            • slotna Re: Biustodepresja 19.04.10, 16:46
              Ja znam cale mnostwo, ale... Irlandek. Polek chyba tylko kilka. A na ich czele stoi moja matka - wkurza sie na swoje potezne bary, ale i tak jest soba zachwycona ;)
            • edhelwen Re: Biustodepresja 19.04.10, 17:08
              [ach, żeby nikt się nie czepił tego "chudzielca" - u mnie to nie jest naturalny
              stan, kojarzy się raczej z chorobą, zachudzeniem niż z osobą naturalnie szczupłą
              i zdrową.]
        • turzyca Re: Biustodepresja 19.04.10, 15:38
          ewelina_1 napisała:

          > "65K jest na 110 w biuście, nie na 150."
          >
          > Daslicht, ale 110 w biuście przy np. 1,80 wzrostu i szerokich biodrach wygląda
          > proporcjonalnie i bardzo ładnie. Ale już 110 w biuście przy 1,50 wzrostu, wąski
          > ch biodrach i ogólnie drobnej figurze może wyglądać karykaturalnie.

          Niewazne, jaka mamy figure, na pewno jest zla. Nie wierzysz?

          180 cm wzrostu, duzy biust, szerokie biodra - "ja jestem taka wielka, klocowata,
          wszystko mam olbrzymie, zaden ciuch na mnie nie pasuje, za krotkie rekawy, za
          krotkie nogawki, ubranie opinajace sie na biuscie i biodrach, a w jedynym
          szczuplym miejscu czyli talii wiszace. Ach, gdyby byc tak drobna kobietka i nie
          miec tych cholernych szerokich bioder!"

          160 cm wzrostu, duzy biust, waskie biodra "ach, jaka ja jestem
          nieproporcjonalna, ten biust taki duzy, biodra nieproporcjonalnie szczuple,
          gdyby byly choc troche szersze, zeby zrownowazyc ten wielki biust, bo tak to
          ciuchy na biuscie opiete, a na biodrach wisza. I gdybym byla choc troche wyzsza,
          od razu calosc wygladalaby lepiej!"

          180 cm wzrostu, drobny biust, waskie biodra "kurcze, czemu ja mam taka chlopieca
          sylwetke, ze ludzie na ulicy sie ze mna dra >>ej, ty, mlody!<<? Ech, gdyby tak
          miec bardziej kobiece ksztalty, szersze biodra i sensowny biust... I byc troche
          nizsza, w koncu by sie ubrania na mnie lepiej ukladaly"

          Niewazne jakie proporcje rzucisz, na pewno uda mi sie, sklejajac marudzenia
          roznych kobiet, posiadajacych dane cechy, pokazac jak straszna jest taka
          sylwetka. A przeciez kazda moglaby napisac, jak cudna jest taka sylwetka. Ja tu
          juz kiedys raz napisalam i teraz moge tylko powtorzyc: mam takie cialo, jakie
          mam. Moge sie zadreczac, jakie paskudne ono jest. A moge sobie uswiadomic, ze to
          co mam, jest marzeniem wielu kobiet. Ze moja bardzo jasna skora wywoluje u wielu
          skurcz zazdrosci. Ze sa kobiety, ktore chcialyby miec takie fajne kragle biodra
          jak moje. Ze sa kobiety, ktore chcialyby miec piersi w moim rozmiarze. Sa
          kobiety, ktore chetnie zamienilyby swoj rozmiar buta na moj. Sa kobiety, ktore
          wolalyby miec takie proste druty jak moje wlosy, zamiast swoich pieknych lokow.
          Moge zamiast sie nienawidzic, pokochac sie, przekuc wady w zalety, zaczac je
          eksponowac i po prostu cieszyc sie zyciem.

          Mam sylwetke z czyichs marzen. Nie bede jej nienawidzic tylko dlatego, ze to
          akurat nie sa moje marzenia.
          • kk345 Re: Biustodepresja 19.04.10, 19:19
            >Mam sylwetke z czyichs marzen. Nie bede jej nienawidzic tylko >dlatego, ze to
            akurat nie sa moje marzenia.

            Turzyco, to się nadaje do wyrycia złotymi zgłoskami na marmurze. Pięknie
            powiedziane!
          • ewelina_1 Re: Biustodepresja 20.04.10, 01:12
            turzyca napisała:

            > Niewazne, jaka mamy figure, na pewno jest zla. Nie wierzysz?

            po co mi to piszesz?
            Czy zgodzisz się ze mną, że identyczny wymiarowo biust u każdej kobiety będzie wyglądać inaczej? Że w zależności od wzrostu, budowy ciała u jednej będzie wyglądał na duży a u innej na średni albo nawet mały? Zgodzisz się? Bo o tym pisałam.
            A ocena własnego ciała to inny temat. Większość akceptuje, choć jakby mogła bezboleśnie zmienić to i owo to by zmieniła. Jednak mogę sobie też wyobrazić, że są w świecie ekstremalne sytuacje, w których jest potrzebna zmiana do prawidłowego funkcjonowania. Czy autorka wątku do takiej grupy należy? Nie wiem.
            • pierwszalitera Re: Biustodepresja 20.04.10, 02:03
              ewelina_1 napisała:

              > Czy zgodzisz się ze mną, że identyczny wymiarowo biust u każdej kobiety będzie
              > wyglądać inaczej? Że w zależności od wzrostu, budowy ciała u jednej będzie wygl
              > ądał na duży a u innej na średni albo nawet mały? Zgodzisz się? Bo o tym pisała
              > m.
              > A ocena własnego ciała to inny temat. Większość akceptuje, choć jakby mogła bez
              > boleśnie zmienić to i owo to by zmieniła. Jednak mogę sobie też wyobrazić, że s
              > ą w świecie ekstremalne sytuacje, w których jest potrzebna zmiana do prawidłowe
              > go funkcjonowania. Czy autorka wątku do takiej grupy należy? Nie wiem.

              A ty co znajdujesz odkrywczego w stwierdzeniu faktu, że biusty występują w różnych wielkościach i w różnych kombinacjach z resztą ciała? Turzycy chodziło właśnie o subjektywną ocenę i to nie jest inny temat, tylko w dylemacie autorki wątku najważniejszy. Być może istnieją ekstremalne przypadki, w których faktycznie jedynie operacja jest wyjściem, ale sama nie potrafisz ocenić, czy stanzii do tej grupy należy. Nikt nie potrafi. Można więc machnąć ręką, bo co nas to obchodzi, ale co, jak autorce wątku tylko się wydaje, że w jej przypadku tylko operacja przywróci jej równowagę ducha? Czy to naprawdę tak mało prawdopodobne, że coś innego mogłoby też pomóc? Można też krzyczeć, że ktoś ją teraz atakuje i odbiera jej prawo do samodzielnej, jakże dorosłej decyzji, ale czy potwierdzanie jej w tym może desperackim pomyśle pomniejszenia biustu jest naprawdę takie neutralne i nieszkodliwe? Z dwojga złego, lepiej chyba spowodować, by dziewczyna nabrała jak największych wątpliwości i przemyślała wszystkie, nawet te nieco idiotyczne możliwości, niż przedwcześnie zaczęła się ciachać. Ale ja może faktycznie mam inne spojrzenie na rzeczywistość.
              • turzyca Re: Biustodepresja 20.04.10, 10:41
                W sumie zostaje mi tylko podpisac sie pod Toba, bo znakomicie podsumowalas to, o
                co mi chodzilo: oczywiscie, ze biusty i sylwetki wystepuja w roznych
                konfiguracjach, a to jak te proporcje odbieramy i ktore uwazamy za lepsze jest
                kwestia naszych subiektywnych odczuc.
              • ewelina_1 Re: Biustodepresja 20.04.10, 13:11
                pierwszalitera napisała:

                > A ty co znajdujesz odkrywczego w stwierdzeniu faktu, że biusty występują w różn
                > ych wielkościach i w różnych kombinacjach z resztą ciała?
                Skoro Turzyca "odkryła Amerykę" pisząc "Niewazne, jaka mamy figure, na pewno jest zla. Nie wierzysz?" i do tego zrobiła analizy 3 figur?
                Uważa mnie za mało rozgarniętą nastolatkę?


                Turzycy chodziło właś
                > nie o subjektywną ocenę i to nie jest inny temat, tylko w dylemacie autorki wą
                > tku najważniejszy.
                ale ja nie pisałam o autorce ani do autorki wątku na temat subiektywnej oceny. Daslicht starała się ciepło pocieszyć autorkę, ale w zestawieniu z całym wątkiem brakło mi tego "bardziej obiektywnego" spojrzenia, bez którego autorka czy inna osoba czytająca forum a mająca podobny problem mogłaby pomyśleć "nikt mnie nie rozumie".

                Być może istnieją ekstremalne przypadki, w których faktyczni
                > e jedynie operacja jest wyjściem, ale sama nie potrafisz ocenić, czy stanzii do
                > tej grupy należy. Nikt nie potrafi.
                a jednak padały tu w wątku jednoznaczne diagnozy na temat samooceny itd.

                Z dwojga złego, lepiej chyba spowodować, by dziewczyna n
                > abrała jak największych wątpliwości i przemyślała wszystkie, nawet te nieco idi
                > otyczne możliwości, niż przedwcześnie zaczęła się ciachać.
                Zgadza się. Jednak wszystko zależy od sposobu wypowiedzi.
                Poza tym odnoszę wrażenie że część osób tu piszących popadła w drugą skrajność twierdząc że do pełni biustowego szczęścia wystarczy prawidłowy stanik oraz probiuściaste ubranie. Jakby skrajności, nie tylko -nazwijmy to ogólnie- estetyczne ale i zdrowotne nie istniały.
                A wystraczyłoby np. dać propozycje przyjazdu na jakiś zlot w okolicy, a jeśli nie ma to może nawet umówienie sie z jakąś biuściastą w uświadomionym sklepie i "naoczne" przekonanie się jak żyją inne mające 65K. Oczywiście w tej chwili na szybko wymyślam, bo nie znam autorki wątku i nie wiem, czy już takiego kroku nie zrobiła.
                • turzyca Re: Biustodepresja 20.04.10, 13:41
                  Napisalas, ze duzy biust przy wyzszym wzroscie i szerszych biodrach wyglada
                  ladnie, a przy niskim wzrosci moze karykaturalnie. A tak nie jest, jest to tylko
                  Twoja subiektywna opinia. Pokazalam wiec, owszem bardzo plakatywnie, ze te sama
                  sytuacje mozna oceniac odmiennie i uwazac dowolna kombinacje cech za negatywna.
                  Moge sie zabawic w druga strone i pokazac, ze dowolna kombinacja cech jest
                  pozytywna. To w jaki sposob postrzegamy nasza sylwetke jest glownie kwestia
                  naszego nastawienia do niej.

                  Mozliwe ze autorce watku pomoze zlot z biusciastymi i zobaczenie, ze osoby z
                  jeszcze wiekszym biustem i bedace z niego zadowolone. Ale moze tez stwiedzic, ze
                  skoro maja inne sylwetki to nie wyglada tak tragicznie jak u niej - jak czegos
                  bardzo chcemy to zawsze znajdziemy argumenty.


                  Do pelni biustowego szczescia nie wystarczy tylko dobry stanik i odpowiednie
                  ubranie, choc one wiele pomagaja. Najwazniejsze, i w zasadzie jedyne, to polubic
                  siebie sama.
                  • ewelina_1 Re: Biustodepresja 21.04.10, 00:41
                    turzyca napisała:

                    > Napisalas, ze duzy biust przy wyzszym wzroscie i szerszych biodrach wyglada
                    > ladnie, a przy niskim wzrosci moze karykaturalnie.
                    Zgadza się. Zwrócę uwagę -jakby ktoś inny czytający nie zauważył- że użyłam słowa "MOŻE wyglądać" a nie "wygląda". Nie postawiłam więc jednoznacznej oceny jak sugerujesz.
                    Dość ładnie ujęła to Effuniak pisząc o lekkości, przytłoczeniu itd.

                    Jeśli chodzi o autorkę. Nawet jeśli znajdzie argumenty podczas zlotu, że potrzebuje operacji to też tego nie uważam za koniec świata. Jeśli chce się czuć lekko a innymi sposobami (czytaj: dobry stanik, ubrania probiuściaste) tego nie potrafi osiągnąć, to operacja jej pomoże. Jeśli jednak chce się wyłącznie mieścić w ubrania z sieciówek to może się boleśnie rozczarować.

                    A na marginesie dodam: 2 lata karmiłam, ale nie uraziło mnie -jak inne sugerowały- stwierdzenie autorki wątku, że nie chce się czuć jak matka karmiąca.
                    • turzyca Re: Biustodepresja 21.04.10, 01:29
                      Zwrócę uwagę -jakby ktoś inny czytający nie zauważył- że użyłam sło
                      > wa "MOŻE wyglądać" a nie "wygląda". Nie postawiłam więc jednoznacznej oceny jak
                      > sugerujesz.

                      Ewelino, ja Cie parafrazuje, ale dosc dokladnie i uwzgledniam Twoje "moze" tam,
                      gdzie ono wystepuje.
                      Napisalas, ze "110 w biuście przy np. 1,80 wzrostu i szerokich biodrach wygląda
                      proporcjonalnie i bardzo ładnie". I to zdanie jest Twoja subiektywna opinia. Tak
                      samo jak subiektywna opinia jest opinia osoby majacej te cechy i uwazajacej je
                      za dopust Bozy.

                      Oczywiscie moje zachwyty nad niektorymi naszymi biusciastymi forumkami nizszymi
                      ode mnie o dobra glowe, to tez subiektywna opinia. Ich zadowolenie ze swoich
                      cial to tez ich subiektywna opinia.


                      A autorka watku wszystkich metod poprawy sytuacji jeszcze nie wyprobowala. Ale
                      to jej cialo i jej decyzja.
                • pierwszalitera Re: Biustodepresja 20.04.10, 14:19
                  ewelina_1 napisała:

                  Nikt nie potrafi.
                  > a jednak padały tu w wątku jednoznaczne diagnozy na temat samooceny itd.
                  >

                  Ach, gdzie ty widzisz te jednoznaczne diagnozy? Moim zdaniem, to były przypuszczenia, rozważania możliwości. Całkowicie uprawnione, chociażby tylko po to by, autorka mogła sama się zapytać, czy o tym pomyślała i sama dla siebie zaprzeczyć. Chyba lepiej jedna hipoteza za dużo, od jednej za mało, która właśnie mogłaby być tą właściwą, czyż nie? I skąd ta pewność, że w tych "diagnozach" nie ma odrobiny prawdy? Argumentacje typu "nie znasz osoby, nie masz prawa niczego się doszukiwać" uważam za absurdalne. Nikt nie zna autorki wątku, a jednak wiele osób pisze pocieszająco "rozumiem cię, myślę podobnie", co może być też tylko iluzją, bo nikt nie wie, jak daleko posunięta jest niechęć autorki do jej biustu. Poza tym większość osób, które potwierdzały jej chęć zmiany biustu, same nigdy nie poddały się pod nóż. Istnieje bowiem duża różnica pomiędzy stwierdzeniem: "Nie lubię swojego biustu, wolałabym mieć mniejszy", a "Nie lubię swojego biustu, wolałabym mieć mniejszy, dlatego idę jutro do chirurga". Założę się, że wiele osób, które też się sobie nie podobają i chętnie życzyłyby sobie mniejszego biustu, stojąc przed konkretną decyzją "operować się, albo nie" zdecydowałoby się jednak przeciwko operacji. Nie wierzę bowiem w wymówki typu: nie stać mnie, nie mam czasu, nie mam odwagi itp. Jeżeli dla kogoś coś jest udręką, to zrobi wszystko, by to zmienić. Więc powinny się tu zapytać, czy nie zbyt lekkomyślnie ufają rozsądkowi autorki wątku, która wyraźnie napisała, że chce pójść do chirurga i nawet określiła termin.
                  • jul-kaa Re: Biustodepresja 20.04.10, 15:22
                    pierwszalitera napisała:
                    > (...)autorki wątku, która wyraźnie napisała, że chce pójść do chir
                    > urga i nawet określiła termin.

                    na... dziś. Ciekawa jestem relacji z wizyty.
                  • felisdomestica Re: Biustodepresja 20.04.10, 15:55
                    pierwszalitera napisała:
                    Założę się, że wiele osób, które też się sobie nie podobają i chętnie życzyłyby sobie mniejszego biustu, stojąc przed konkretną decyzją "operować się, albo nie" zdecydowałoby się jednak przeciwko operacji. Nie wierzę bowiem w wymówki typu: nie stać mnie, nie mam czasu, nie mam odwagi itp.

                    Pierwszalitero, ale jakie to ma znaczenie dla meritum sprawy? I dla stanzii?
                    Nie zrozumiałam dobrze co chciałaś powiedzieć w tym akapicie i tym nastepnym, o zaufaniu do autorki wątku.
              • maith Re: Biustodepresja 21.04.10, 04:31
                pierwszalitera napisała:

                > Z dwojga złego, lepiej chyba spowodować, by dziewczyna
                > nabrała jak największych wątpliwości [...]
                > niż przedwcześnie zaczęła się ciachać.

                Dokładnie.
                Przepraszamy, że o tych wątpliwościach piszemy, ale dzień, w którym
                przestaniemy się w takich sytuacjach przejmować będzie dniem smutnym.

                I tak, warto sobie zadać pytanie, czy utwierdzanie jej
                > w tym może desperackim pomyśle pomniejszenia biustu jest naprawdę
                > takie neutralne i nieszkodliwe
    • teresa104 Depresja to depresja 19.04.10, 19:00
      każdy może mieć depresję, chociaż wolałabym nazwę "dół". Istotne
      jest rozróżnienie między depresją a dołem. Depresję się leczy, wcale
      nie u chirurga, a z doła (a nawet dołu) się wychodzi poprzez:
      - usunięcie przyczyn doła
      - używki
      Ja proponuję rozwiązanie kombinowane, czyli wpierw lufa, jeśli
      palisz, to tym lepiej, potem do krawca. Możesz iść nawet z miską na
      głowie.

      Na marginesie - Twój przykład jest z tych ewidentniejszych, ale
      przysięgam Ci, że nawet taka płastuga jak ja nie może sobie kupić
      dobrej koszuli, spodni, pasującej sukienki,. Mam 70E i ponad setkę w
      tyłku (ta seta idzie w szerokość, jestem mocno spłaszczona
      grzbietowo-brzusznie). Wszystko, co pasuje w pasie, trzaska mi na
      cyckach, albo nie da się naciągnąć na rzyć. W dodatku koszule są
      wąskie w ramionach i mają za krótkie rękawy. Pół życia nosiłam łachy
      po bracie, bo był kryzys i nędza. Drugie pół nadal wyglądam jak
      szóste dziecko stróża, bo jest gospodarka rynkowa, w sklepach tony
      wszystkiego, tylko na mnie ciągle nic. I co mam zrobić? Iść do
      chirurga? Ociosa mi dupę? To przy okazji niech też coś mi zrobi z
      głową, nie wiem, namoczy w kwasie (kapelusze, czapki, okulary - nic,
      nic, dosłownie nic nie mieści mi się na łbie. Okulary dobieram z
      męskich modeli) i obrypie paluchy u stóp (90% ładnych butów robi się
      brzydka, szeroka i bezkształtna w moim rozmiarze).

      Po prostu zmień postanowienie, bo wydziczasz.
      • kk345 Re: Depresja to depresja 19.04.10, 19:11
        tereso, jest gdzieś jakiś Twój fanklub?:))
        • eloquor OT - fanklub 19.04.10, 19:28
          O tak, załóżmy fanklub teresy! Jej teksty powalają mnie na kolana:) Sorry, nie
          mogłam się powstrzymać:) Tereso, proszę o pozwoleństwo na powielenie tego tekstu
          - będę go sobie codziennie czytać, a także rozdawać w celach terapeutycznych:)))
          • teresa104 Jak się człowiek wyflaczy, 19.04.10, 19:39
            wszystkie wady wyjawi, to to się sprzedaje, ja wiem.

            :)

            • kk345 Re: Jak się człowiek wyflaczy, 19.04.10, 19:47
              Tylko patrzeć, jak Cię zaczną w Fakcie cytować:)
              • indigo-rose Re: Jak się człowiek wyflaczy, 19.04.10, 20:08
                E tam. Teksty Teresy zasługują na jakieś lepsze miejsce, bo oprócz tego, że
                śmieszne, są bardzo wartościowe :D
                • milstar Re: Jak się człowiek wyflaczy, 19.04.10, 20:17
                  Kiedyś był na forum wątek z takimi tekstami (nie chodzi mi o
                  najbardziej zabawne). Ktoś pamięta jego tytuł? Warto Cię Tereso tam
                  umieścić :)
                  • turzyca Re: Jak się człowiek wyflaczy, 19.04.10, 20:27
                    Link do watku jest w naglowku (aha! kto nie czyta lektury obowiazkowej, no
                    kto?), ale podrzuce Wam:
                    forum.gazeta.pl/forum/w,32203,104378267,104378267,Najzabawniejsze_teksty_forum_.html
                    Teresa juz jest tam po wielokroc uwieczniona. :) Ale jak tak dalej pojdzie to
                    zalozymy oddzielne forum w katalogu lobbystki. ;)
                    • milstar Re: Jak się człowiek wyflaczy, 19.04.10, 20:42
                      Nie chodziło mi o ten wątek (ha, nie czyta się ze zrozumieniem ;P)
                      Był inny jakiś czas temu, gdzie były różne mądre teksty, niekoniecznie
                      śmieszne, choć i takie się zdarzały... Pamięcio wróć
                      • turzyca Re: Jak się człowiek wyflaczy, 19.04.10, 20:55
                        Nieuwaznie sie czyta. Przepraszam.

                        Ale za to sie zmozdzylam i mam:
                        forum.gazeta.pl/forum/w,32203,66255459,,Bardzo_madre_wypowiedzi.html?v=2 :)
                        • milstar Re: Jak się człowiek wyflaczy, 19.04.10, 21:10
                          O to mi właśnie chodziło. Dzięki :)
                          Szkoda tylko, że się zarchwizował
                        • kk345 Re: Jak się człowiek wyflaczy, 19.04.10, 21:10
                          zarchiwizował się, więc założyłam nowy:
                          forum.gazeta.pl/forum/w,32203,110281051,110281051,Bardzo_madre_wypowiedzi_czesc_2.html
                • kk345 Re: Jak się człowiek wyflaczy, 19.04.10, 20:59
                  Odnosiłam sie do tej wypowiedzi Teresy:
                  >Jak sie człowiek wyflaczy, wszystkie wady wyjawi, to to się >sprzedaje, ja wiem.
      • indigo-rose poryczałam się ze śmiechu n/t 19.04.10, 20:07

        • zojka-zojka ja też poryczałam się ze śmiechu n/t 19.04.10, 20:18
          i chcę do fanklubu się zapisać :)
          • zojka-zojka historyjka 19.04.10, 20:35
            Chodziła pewna Pani do lekarza w kółko i tłumaczyła że w brzuchu ma szczura i
            trzeba go usunąć. Lekarz wysłał do psychiatry jednego, drugiego, trzeciego...Nie
            pomogło, no to gadają psychiatrzy i inni lekarze przy herbatce jaki to maja
            problem z pacjentką. A na to obecny tam chirurg mówi: A bo wy psychiatrzy to się
            w niuanse bawicie, a ja chirurg, konkretny gość to ją od razu wyleczę. W
            następnym tygodniu mówi babce, że się z nią zgadza, szczur jest, trza wyciąć ,
            będzie dobrze. Babę uśpili, skórę na brzuchu rozcięli, zszyli i mówią jej że
            usunęli i wszystko jest już dobrze. Baba szczęśliwa, normalnie żyje, jego po
            rękach całuje. Chirurg jak paw dumny chodzi i z kumpli psychiatrów pokpiwa.
            Siedzą sobie lekarze znowu na herbatce, a tu ktoś do drzwi puka, baba zagląda i
            rzecze : Panie doktorze, niestety.... szczur zdążył znieść jajo .....
      • turzyca Odpowiedz rzeczowa Teresie 19.04.10, 20:36
        Drugie pół nadal wyglądam jak
        > szóste dziecko stróża, bo jest gospodarka rynkowa, w sklepach tony
        > wszystkiego, tylko na mnie ciągle nic. I co mam zrobić? Iść do
        > chirurga? Ociosa mi dupę?

        Zostaje Ci zamkniecie sie w odpowiednio uformowanej zelaznej dziewicy. Bez
        kolcow moze.

        A praktycznie wsparcie, a moze i wspoltworzenie ruchu, ktory, mysle, ze niedlugo
        trzeba bedzie rozkrecic: na rzecz roznorodnosci i prawidlowego oznakowania ubran
        damskich. Jak ide z moim chuopem na zakupy, to wiadomo, ze jak gdzies nie ma
        Übergröße to nie wchodzimy. A na wieszaki rzucamy sie dopiero jak zobaczymy
        szyld "extra slim" albo przynajmniej "slim". Inaczej wiadomo, ze bedzie mial od
        pachy do pasa skrzydla. Niczym nietoperz. Owszem, ogranicza nam to wybor ubran,
        ale zarazem ogranicza nam to wybor ubran. Po 5 godzinach na glownej ulicy
        zakupowej, mamy juz przymierzone wszystko, co bylo dopasowane do jego sylwetki,
        dobre rzeczy kupione i mozemy udac sie na zasluzone lody. Jedno popoludnie i
        sprawa z glowy. A ile czasu trzeba zmarnotrawic zanim czlowiek trafi w spodnie
        na "szerokie biodra, okragly tylek, zaznaczony brzuch, uda sredniej grubosci"?
        One gdzies tam sa, ale po kiego grzyba ja musze przymierzyc wczesniej okolo
        setki przeznaczonych na zupelnie inna figure? Trzeba wprowadzic konkretne
        oznaczenia. I juz.
        • teresa104 Re: Odpowiedz rzeczowa Teresie 19.04.10, 20:53
          Takie oznaczenia dla męskiej konfekcji widziałam w internetowym
          Quelle (obecnie Halens) i w Adlerze (był taki sklep w łódzkim M1,
          ale już go nie ma).
          Ubraniowa rewolucja rozmiarowa dopiero przed nami. Chciałabym
          wierzyć w jej sukces.
          • paulinago Re: Odpowiedz rzeczowa Teresie 19.04.10, 22:14
            Dziś usłyszałam coś przedziwnego. Ponoć w Łodzi w Instytucie Włókiennictwa (czy
            jakoś tak, ale możecie sobie wyobrazić czym się instytucja taka zajmuje) jest
            kabina. Taka magiczna, co to jak na filmach sajens - fikszyn mierzy każdą część
            ciała, w czasie gdy się w niej sidzi w białych śpiochach. I teraz najciekawsze -
            po co im to? Ano ponoć żeby zbadać populację Polaków i stworzyć odpowiednie
            rozmiarówki. Nie traćmy więc nadziei, chociaż do tej pory nikt idei w czyn nie
            wprowadził.

            PS. Jak dobrze pójdzie, to kabina 8 maja przyjedzie do Trójmiasta i będzie się
            można za darmo pomierzyć :) Dam cynk, jak czegoś się dowiem.
            • turzyca pomiary/wyniki/normy 19.04.10, 23:18
              paulinago napisała:

              > Dziś usłyszałam coś przedziwnego. Ponoć w Łodzi w Instytucie Włókiennictwa (czy
              > jakoś tak, ale możecie sobie wyobrazić czym się instytucja taka zajmuje) jest
              > kabina. Taka magiczna, co to jak na filmach sajens - fikszyn mierzy każdą część
              > ciała, w czasie gdy się w niej sidzi w białych śpiochach. I teraz najciekawsze
              > -
              > po co im to? Ano ponoć żeby zbadać populację Polaków i stworzyć odpowiednie
              > rozmiarówki. Nie traćmy więc nadziei, chociaż do tej pory nikt idei w czyn nie
              > wprowadził.


              Bo to nie problem w tym co sie ta kabina obmierza, ale jak sie te wyniki
              opracowuje. W Niemczech takie badania byly w zeszlym roku, prawie dokladnie rok
              temu i jak czytalam to zgrzytalam zebami. Po pierwsze do tej kabiny wchodzi sie
              we wlasnej bieliznie. Czyli z biustem na brzuchu tez. Po drugie i to
              najwazniejsze - czy sie z tego robi, ze przecietna kobieta ma 85 cm w biuscie,
              69 w talii i 95 w biodrach, czy moze sie ustali, ze w danym segmencie populacji,
              np. tym o 95 cm w biodrach, 30% kobiet ma 85 cm w biuscie, 30% ma 80, 30% ma 95
              (liczby z Ksiezyca, o idee mi chodzi). Bo jesli robi sie to pierwsze i ustala
              sie jedna rozmiarowke kobieca to mamy placz i zgrzytanie zebow. I wydaje mi sie,
              ze nalezaloby wywrzec nacisk na tworcow norm (w Polsce zajmuje sie tym Polski
              Komitet Normalizacyjny), zeby uwzglednili kilka standardow kobiecej sylwetki.

              Ale w tym celu moze warto porozmawiac z ludkami od pomiarow i zorientowac sie,
              jak te pomiary wygladaja. Moze faktycznie wykorzystaj ich trojmiejska wizyte i
              postaraj sie troche podrazyc temat?
            • zazulla [OT] Instytut Włókiennictwa 23.04.10, 02:47
              Może Instytut Technologii Eksploatacji - Zakład Technik Włókienniczych w Łodzi?
              • paulinago Re: [OT] Instytut Włókiennictwa 23.04.10, 13:53
                Może być. Nie pamiętam niestety, bo spotkanie dotyczyło sportu i ewentualna
                możliwość użycia owej kabiny omawiana było pod kątem mierzenia nóżek - czy równe
                - i to pochłonęło moją uwagę doszczętnie:) Jak się dowiem dokładnie dam znać.
        • chattetoutenoire Re: Odpowiedz rzeczowa Teresie 19.04.10, 22:31
          Cóż, ja robię podobnie, ale... nie czytam tylko pytam. Jak facet szuka ubrań to streszczam ekspedientce o co chodzi. Zwykle trafiam na takich sprzedawców co chcą coś odnaleźć w swojej ofercie, co by pasowało. Oni wiedzą gdzie co mają na sklepie czy magazynie i przynoszą do przymierzalni. Czas krótszy, a ja nie szukam nawet specjalnych oznaczeń, bo w Polsce z resztą ich chyba nie ma. A faceta mam właśnie "patyczaka":)

          Na swoje "wielkie pupsko" z resztą też spodni szukam w ten sam sposób. Bo co będę ganiała po sklepie.
          Myślę, że przy okazji daję do zrozumienia komuś kto sklep zaopatruje, że jestem, istnieję i potrzebuję czegoś czego ewentualnie nie mają. Ba, a jak czasem zdarza mi się pogawędzić z ekspedientką, że ile to kobiet mowi to samo co ja, że dostawca czy producent odzieży szyje spodnie na kobiety bez zaznaczonych bioder i pup...

          System oznaczeń też byłby dobry, ale i samo szkolenie pracowników pod względem tego co jest "na stanie" to byłoby coś... Jak na razie o krojach i kolorach tego co sprzedają mają jedynie pojęcie sprzedawcy ze sklepów mniejszych, o określonym, dość wąskim w zakresie asortymencie.

          I znów ja niedobra przyczyniam się do zła jakim jest offtop!
          • edhelwen Re: Odpowiedz rzeczowa Teresie 19.04.10, 23:02
            wiesz, ja się przekonałam, że najlepiej rozumieją to sprzedawczynie (głównie
            takie w średnim wieku) ze "szczęk" czy hali targowej, które już niejedną
            problematyczną sylwetkę widziały (i mają często więcej do zaoferowania niż
            sieciówki ;) ), bo dziewczyny z CH to przy pytaniu o dżinsy w rozmiarze 30+
            patrzyły jak na freaka ;)
            W Orsayu dziewczyna na moje pytanie, czy kobiety zwracają uwagę na małą ilość
            miejsca w biuście powiedziała, że nie. No pewnie odkładają ubrania bez
            komentarza, a szkoda, bo nie wierzę że jestem jakimś dziwnym wyjątkiem od reguły...
            W każdym razie kupując na "szczękach" nie czuję się jak dziwak, sprzedawczyni
            bez mrugnięcia okiem pokazuje mi spodnie w dużym rozmiarze, mimo że to dla mamy,
            a dam sobie łapę uciąć, że w sieciówce jeśli w ogóle taki rozmiar by był, to bym
            została zlustrowana z góry na dół...

            "ale i samo szkolenie pracowników pod względem
            > tego co jest "na stanie" to byłoby coś" - tak, nie raz się z tym spotkałam, że
            na pytanie o jakiś produkt odsyłają "proszę sobie sprawdzić, ja nie wiem"
            • mika_p Re: Odpowiedz rzeczowa Teresie 19.04.10, 23:32
              edhelwen napisała:
              > wiesz, ja się przekonałam, że najlepiej rozumieją to sprzedawczynie
              > (głównie takie w średnim wieku) ze "szczęk" czy hali targowej, które już
              > niejedną problematyczną sylwetkę widziały (i mają często więcej do
              > zaoferowania niż sieciówki ;) ), bo dziewczyny z CH to przy pytaniu o
              > dżinsy w rozmiarze 30+ patrzyły jak na freaka ;)

              Coś w tym jest...
              Też z rok temu postanowiłam poszukać dżinsów 30+ w galerii handlowej. Jak
              wreszcie dorwałam sklep, w którym nie dosć, że były, to jeszcze nie-biodrówki,
              to i tak przymierzyć mogłam tylko te, które ze sobą zabrałam do przymierzalni.
              A na targowisku ze szczękami - jak pani nie miała w odpowiednim
              rozmiarze/kolorze/fasonie, to obleciała okoliczne stoiska i naznosiła mi całe
              naręcza, dziecko mi zagadywała, zeby nie uświerkło z nudów na krzesełku, i w
              ogóle czułam sie jak klient prima sort, a własciwe spodnie ostatecznie się
              znalazły i zostały zakupione.
              • black_halo Re: Odpowiedz rzeczowa Teresie 20.04.10, 17:35
                Racja, swego czasu tez zakupowalam na bazarze w Bialymstoku przy
                Jurowieckiej. Poki nie zklikwidowali. Sprzedawala tam swietna pani,
                ktora kiedys spodni sprzedac mi nie chciala bo stwierdzila, ze
                brzydko sie marszcza ale za pare dni bedzie miala dostawe i uwaga !!!
                specjalnie i odlozy w moim rozmiarze. Nosilam wtedy jakies 33-34.
                Teraz raczej w strone 36, niestety utylam na wlasne zyczenie ale
                trudno.

                Ogolnie w sieciowkach, nie wiem jak w Polsce ale tu w Belgii
                wystepuja wieksze rozmiary, celuje w tym C&A w ktorym nawet moge
                kupic na siebie spodnie ale jak mowie - rozmiarowka wydaje sie byc
                coraz mniejsza. Niby 46 a nie dopina sie. Niby 48 a ciasnawe.
                dodajmy, ze mam np. z ubieglego roku jedna pare w rozmiarze 44, z
                materiau nie rozciagliwego i pasuje. A tutaj? Dodatkowo dziwny rodzaj
                szycia. Np. biodrowki w rozmiarze 46 wygladaja fatalnie bo z przodu
                wisi worek a nad stanem wylewaja sie walki.

                Z ubraniami jest tragedia bo wiekszosc nie uwzglednia roznic w
                sylwetce ani tego, ze kobieta w rozmiarze wiekszym niz 42 nie chce
                chodzic w szmatach i fason spodni na "marchewke" nie pasuje absoltnie
                nikomu procz bardzo szczuplych osob.
            • zazulla [OT] szczęki 23.04.10, 02:50
              edhelwen napisała:
              > wiesz, ja się przekonałam, że najlepiej rozumieją to sprzedawczynie (głównie
              > takie w średnim wieku) ze "szczęk" czy hali targowej,

              Po tych szczękach od razu pomyślałam, że jesteś z Rzeszowa :)
              • edhelwen Re: [OT] szczęki 23.04.10, 03:18
                ;D szczerze powiedziawszy nie wiem jak w innych miastach się na "szczęki" mówi,
                znalazłam dosłownie kilka odnośników przez Google, m.in. Jarosław, ale też ktoś
                z Warszawy użył tego określenia.
                • madzioreck Re: [OT] Co to te szczęki? 23.04.10, 16:38
                  Jak się dowiem, to powiem, jak się te "szczęki" nazywa w innych miastach :)
                  • chattetoutenoire Re: [OT] Co to te szczęki? 23.04.10, 17:00
                    Takie blaszane bazarowe budy na stałe zamontowane na terenie targowiska?
                    Szczęki mówi się też na niektóre warszawskie bazary.
                    • zazulla bingo n/t 23.04.10, 20:32

                  • bebe.lapin Re: [OT] Co to te szczęki? 23.04.10, 17:01
                    wizualizacja :) www.ursynow.org.pl/Galeria2009/2009_07_Megasam-Szczeki.jpg
                    • zazulla piękna wizualizacja 23.04.10, 20:38
                      Obecnie szczęki to małe sklepiki, ale nazwa rynku została (u nas mówi się raczej
                      rynek a nie bazar czy targ, z czego zielony rynek to wiadomo, spożywczy).

                      Takie szczęki można jeszcze spotkać na giełdzie samochodowej, handlują w nich
                      np. komórkami.
                      • edhelwen Re: piękna wizualizacja 23.04.10, 22:55
                        na Załężu? nigdy nie byłam na tej giełdzie, chociaż słyszałam, że tam nie tylko
                        samochodami się handluje. Coś takiego jak Dołowa tylko na mniejszą skalę?
                        • zazulla Re: piękna wizualizacja 23.04.10, 23:23
                          Byłam kilka razy, owszem Dołowa ale na dużą skalę - ale mało ciuchów, głównie
                          używany sprzęt domowy, audio, tv, starocie, komórki, trochę psów/kotów. No i
                          przede wszystkim samochody i części do nich.
      • madzioreck Re: Depresja to depresja 19.04.10, 21:51
        Teresa, jesteś po prostu niemożliwa :D Już się nauczyłam, że albo czytam wpisy
        Teresy, albo piję/jem, bo połączenie może mieć różne skutki ;) Jak będę mieć
        doła, to proszę Cie, zrób ze mną lufę ;D
    • kasia_grubasia Re: Biustodepresja 19.04.10, 20:35
      Stanzii, a chirurg ci powie: najpierw to sobie durna wygarniała, a teraz chce
      zmniejszać ;) Ja rozumiem że ta operacja to na zniwelowanie asymetrii? Bo coś
      nie chce mi się wierzyć że oba cycki będziesz zmniejszać, chyba ten mniejszy nie
      jest taki duży, skoro mówisz że duża asymetria?
      • stanzii Re: Biustodepresja 19.04.10, 23:12
        >Stanzii, a chirurg ci powie: najpierw to sobie durna wygarniała, a >teraz chce
        >zmniejszać ;)

        Zaręczam, że gdybym wiedziała, czym się skończy wygarnianie, to bym się 40 razy
        zastanowiła.

        Co do tego, że duży biust lepiej się prezentuje w dorosłych ubraniach - fajnie.
        Czyli dorosłe ubrania od 12 roku życia. Coś w tym jest,nigdy nie miałam
        dziewczęcej sukienki. A jeśli miałam to wyglądałam komicznie - jakbym udawała
        kogoś kim nie jestem (bo jestem matką karmiacą?, ale zaraz się podniosą głosy:
        wyglądam jak dziewczynka a karmię ;p, ok żartowałam, nie bede lepiej wywoływała
        wilka z lasu ;p)

        I powtórzę: nie założyłam tego wątku żeby jęczeć i się użalać, ani zeby prosić
        kogoś o radę, czy o opinię. Chciałam się podzielić moimi przemyśleniami i może,
        nie przestrzec przed ostanikowaniem i wygarnianiem, to za mocne stwierdzenia,
        ale uzmysłowić, że czasem nie o to chodzi. Myślałam, ze dobry stanik mi pomoże i
        polubię to i owo, ale tak się nie stało. Duży biust nie jest po prostu w moim
        stylu, bo nie wiem jak to inaczej nazwać.
        Osób, które chcą dokonać zmiany płci jakoś nikt nie przekonuje, zeby polubiły
        siebie jako kobietę. Czasem człowiek się rodzi w nie swoim ciele.
        • turzyca Re: Biustodepresja 19.04.10, 23:25
          Coś w tym jest,nigdy nie miałam
          > dziewczęcej sukienki.

          A co rozumiesz przez "dziewczeca"?
          • stanzii Re: Biustodepresja 19.04.10, 23:36
            Ok, nie wypowiadam sie wiecej, bo muszę robić słownik i legendę do każdej mojej
            wypowiedzi. Ciągle ktoś łapie za słówka i zero woli zrozumienia czyiś przenośni
            czy porówna. Lobby 'co masz na myśli" biuściastych.
            Na przykład (na przykład nie znaczy, że tylko - to znaczy że nie tylko empire
            mam na mysli) Może empire, Natasza Rostowa w każdej wersji Wojny i pokoju jest
            ubierana dziewczęco, o jest młodą dziewczyną. Dziewczynki są młode i mają małe
            biusty. Ja nigdy nie miałam małego, jestem starą babą niemal od urodzenia (już
            widzę głosy oburzenia - mam duży biust a nie jestem starą babą). Czemuś się
            jednak kojarzy dziewczęta z płaską klatką a kobiety dojrzałe z czymś więcej.
            • turzyca Re: Biustodepresja 19.04.10, 23:45
              Nie. Ja zupelnie serio i bez zartow pytam. Dla kazdej z nas "dziewczeco" oznacza
              cos zupelnie innego. Na Natasze Rostowa w ogole bym nie wpadla. Ide patrzec, a
              potem bede dalej pisac.
              • turzyca Re: Biustodepresja 20.04.10, 00:00
                Dobra, popatrzylam. No to juz wiem, ze nie moglam nosic dziewczecych sukienek,
                takze w czasach gdy mialam maly biust. Bo "mandoliny", na ktorych takie sukienki
                sie makabrycznie opinaja, dorobilam sie majac 10 lat...

                Ale jesli masz waskie biodra i nie masz zaokraglonego brzucha, ktore empire
                raczej wykluczaja, to dlaczego nie sprawisz sobie takiej sukienki?
            • pierwszalitera Re: Biustodepresja 19.04.10, 23:58
              stanzii napisała:

              > Ok, nie wypowiadam sie wiecej, bo muszę robić słownik i legendę do każdej mojej
              > wypowiedzi. Ciągle ktoś łapie za słówka i zero woli zrozumienia czyiś przenośni
              > czy porówna. Lobby 'co masz na myśli" biuściastych.

              To chyba normalne, czy nie? Nie ma prawdy absolutnej i każdy interpretuje sobie rzeczywistość przez pryzmat swoich osobistych doświadczeń. Nie możemy wiedzieć, co masz na myśli, nawet jak tobie wydaje się to jasne, bo nikt nie ma telepatycznych umiejętności.



              > Na przykład (na przykład nie znaczy, że tylko - to znaczy że nie tylko empire
              > mam na mysli) Może empire, Natasza Rostowa w każdej wersji Wojny i pokoju jest
              > ubierana dziewczęco, o jest młodą dziewczyną. Dziewczynki są młode i mają małe
              > biusty. Ja nigdy nie miałam małego, jestem starą babą niemal od urodzenia

              To są piękne romantyczne stereotypy. ;-) Matko jedyna, kto wyglądał w czasie dojrzewania jak Natasza Rostowa? ;-) Niektóre w ogóle nie chciały tak wyglądać. Możesz mieć dzisiaj żal, że nie spełniałaś tego dziewczącego wymagania, ale jakie to ma dzisiaj jeszcze znaczenie? Ok, każda z nas ma jakieś skarpety wypełnione piaskiem, na których wspomnienie coś kłuje w sercu, ale nie łudź się, że zmniejszając sobie biust wynagrodzisz sobie jakieś niedobory z przeszłości. Tego czasu już nie wrócisz.
              • edhelwen Re: Biustodepresja 20.04.10, 00:31
                "matko jedyna, kto wyglądał w czasie dojrzewania jak Natasza Rostowa? ;-)" -
                znam jedną taką dziewczynę ;) wyjątki potwierdzają regułę?
          • edhelwen Re: Biustodepresja 20.04.10, 00:29
            dziewczęce sukienki to takie, które nosi moja szczuplutka koleżanka ;) kwiatki,
            falbanki, zwiewne materiały, bombki, tuniki, lub też opinające, ostatnio kupiła
            sukienkę na dziale dziecięcym sieciówki i to dla mnie też byłoby wybawieniem, bo
            na dziecięcym są ubrania na wzrost, a dla kobiet to na wyższe ode mnie kobiety.
            Tylko, że ona się zmieści w kieckę z działu dziecięcego (i nie to, żeby miała
            szczególnie mały biust, coś ok. 65DD/60F), a ja mogę o tym pomarzyć, w wieku
            10-11 lat zdarzało mi się nosić ciuchy kupowane w sklepie "dla puszystych".
            Dla mnie dziewczęce = takie, których z różnych powodów nie noszę...
            • turzyca Re: Biustodepresja 20.04.10, 01:09
              Jak Ci zrobie wiwisekcje posta to bede niedobra, nie?

              Ale i tak zrobie. ;]


              > dziewczęce sukienki to [...] kwiatki,
              kupilam kwiatki 10 dni temu, w M&S. W Bravissimo i Biubiu tez maja.

              > falbanki,
              Mam.

              > [...] zwiewne materiały,
              Mam.

              >bombki,
              Tylko w postaci spodnic, sukienki o takim ksztalcie wzbudzaly we mnie odraze od
              zawsze.

              >tuniki,
              Nie mam, bo nie lubie. Maheda ma.

              >lub też opinające,
              I te opinajace to sie kojarza z pojeciami "skromnosc", "niewinnosc"?


              > Dla mnie dziewczęce = takie, których z różnych powodów nie noszę...
              Wg tej definicji dla mnie sa to ubrania zielone.
              • edhelwen Re: Biustodepresja 20.04.10, 01:34
                nie, dlaczego ;)
                ale u mnie wszystko się sprowadza do tego, że najlepiej uszyć u krawcowej, tylko
                pożądanego materiału nie ma w sklepach. Aktualnie mam jedną sukienkę, która
                odpowiada definicji, jedna jest za ciasna, dwie wymagałaby przeróbek (ciemne
                zielone :PP), no i jedna jest "za mało dziewczęca" ;)
                powiedzmy, że koleżanka ma jeden problem - musi mieć najmniejszy rozmiar, reszta
                to kwestia wyboru, większość fasonów leży ok, we wzorach może wybierać. Ja żeby
                znaleźć kieckę (i jeszcze nie drogą) muszę złazić całe miasto i znalezienie
                udaje mi się średnio raz na dwa lata przy czym egzemplarz nigdy nie jest
                idealnie dopasowany. A gdzie tu jeszcze szczególne wymaganie dziewczęcości? ;)
                przebieranie we wzorach?
                Bravissimo - sorry cena, Biubiu - fason nie dla mnie, M&S na prowincji nie ma,
                300km na zakupy ubraniowe to jednak przesada.
                No, tyle, że ja zazwyczaj się poddaję, na zasadzie "w sumie mogę kolejny sezon
                pochodzić w tym samym", a dziewczyny które nie mają w co się ubrać, to by się
                nie poddały chyba tak łatwo.
                • turzyca Re: Biustodepresja 20.04.10, 01:56
                  M&S na prowincji nie ma,
                  > 300km na zakupy ubraniowe to jednak przesada.

                  Ja jezdze 1000 km. Bo na prowincji "Niemcy" tez nie ma. Ale jak juz bylam tam,
                  gdzie jest, to poszukalam czegos fajnego.

                  Do krawcowej tez czasem chodzilam, akurat w Polsce jest to calkiem oplacalna
                  zabawa, bo za prosta sukienke placi sie 50 zl, na prowincji pewnie mniej, 2
                  metry lekkiej tkaniny to czesto cos kolo 15 zlotych. Ceny porownywalne z
                  sieciowka. A material mozna zamowic przez internet.

                  > powiedzmy, że koleżanka ma jeden problem - musi mieć najmniejszy rozmiar,
                  ktory jest albo go nie ma. Watek z narzekaniami na niedobory malych rozmiarow
                  jest dosc dlugi.
                  • edhelwen Re: Biustodepresja 20.04.10, 02:33
                    pewnie, że wątek jest długi ;) różnica polega na tym, że jak ona znajdzie
                    rozmiar (34, XS), to w większości przypadków dobrze leży, ja prawie zawsze
                    znajdę rozmiar, tylko u mnie kiecka powinna składać się z dwóch różnych
                    rozmiarów, przecież sama wiesz jaka jest różnica ;) no i nic prawie nie leży, bo
                    nie ma szans.
                    Nie wiem ile kosztują lekkie materiały, wełniane spodnie szyłam dobre kilka lat
                    temu, to płaciłam za sam materiał 50zł + szycie. Na materiałach kompletnie się
                    nie znam, jak można zamawiać przez internet coś, co nie wiem jakie jest w
                    dotyku. Chyba że popytać w sklepie, a potem zamówić przez neta, postawa mocno
                    nieetyczna xD
                    No i fajnie, że jeździsz 1000km, mnie nie stać na taką fantazję, do ceny ciucha
                    musiałabym dołożyć drugie tyle za dojazd (no dobra, jest osobówka do Warszawy,
                    ale nie ma info o cenie).
                    Jak ktoś musi to pojedzie, ja chyba już "wyrosłam" z jeżdżenia po ciuchy do
                    innego miasta.
                    • effuniak :) 20.04.10, 05:56
                      W moim odczuciu ubrania dziewczęce to wszystkie takie w których wyglada sie
                      dziewczęco czyli lekko, zwiewnie, efemerycznie

                      najzgrabniejsza nastolatka z dużym biustem(w sensie rzeczywiście dużym) kojarzy
                      się raczej z seksbombą niż z np. Anią z Zielonego wzgórza

                      Dziewczyny z dużym biustem częściej są postrzegane jak kobiety dojrzałe niż ich
                      rówieśniczki o mniejszym biuście

                      A kobieta z dużym biustem częstokroć jest kojarzona z mamką

                      Przy moich stanikach prezentowanych na rzeczywiscie dużych biustach pada często
                      argument że "cała sylwetka nabrała lekkości" czyli de facto można wysnuć
                      wniosek, że w innych wygląda ciężko bo ?...
                      Bo duży biust przytłacza sylwetkę
                      nigdy nie widziałam takiego komentarza pod prezentowanymi biustami z grup
                      średnich czy mniejszych
                      Czemu ?
                      Bo nikomu się nic takiego nie nasunęło podczas oglądania tych rozmiarów
                      Bo dopiero przy dużych rozmiarach misek zaczyna się rozpatrywanie takich
                      aspektów sylwetki

                      A przetaczające sie czasem w komentarzach dyskusje o wyższości dolinki nad
                      "wulgarną", jak to któraś określiła, kreską

                      Czym innym to jest jak nie dążeniem do dziewczecego wygladu naszych piersi.
                      Tęsknotą za czasem gdy one były takie dziewicze, jedrne, sterczace

                      Pisza do mnie dziewczyny, że nie chcą (tu cytat z maila)"wygladać jak matka
                      karmiąca"
                      Zupełnie czym innym jest faktyczne bycie szczęśliwą Mama fantastycznego
                      ssaczka-hormony buzują, ON/ONA cydnie mruczy i pachnie mleczkiem i wogle jest
                      taki słodziak a owa Mama jest przeszczęśliwa bo nie tylko dała mu/jej życie ale
                      i może/chce dawać pokarm
                      ... a czym innym - postrzeganie siebie przez ten pryzmat gdy chce sie być
                      kojarzonym z innym typem kobiety

                      Ponadto - szczerze mówiąc Matka Karmiąca nie kojarzy nam sie erotycznie tylko
                      staje nam przed oczami obraz szczęśliwej(lub nie), spełnionej(lub nie) ciepłej mamy
                      I właśnie o słowo MAMA mi chodzi
                      Nie dziewczyna, nie kobieta tylko trzecia płeć - MAMA !

                      I dlatego mnie nie dziwi chęć operacyjnej zmiany swojego wizerunku
                      Jak chce to zrobić - jej sprawa
                      Jaśli poczuje się z tym lepiej - super
                      Jeśli nie - trudno!

                      Nie da sie zbawić świata, podjąć decyzji za innych czy uchronić naszych dzieci
                      przed naszymi błędami

                      PS.
                      Mimo, że zawsze chciałam mieć wiekszy biust to gdy karmiłam, gdy minęła pierwsza
                      euforia z powodu bycia mamą karmiącą, to uwierzcie - nie chciałabym juz nigdy
                      postrzegać siebie jak Matki Karmiącej
                      • jerske Re: :) 20.04.10, 08:06
                        Jeśli dla kogoś sensem życia jest "bycie kojarzoną erotycznie", to mogę takiej
                        osobie tylko współczuć. W dniu pięćdziesiątych urodzin palnie sobie w łeb.

                        PS.Ewo,staniki w misie również nie kojarzą się erotycznie;)


                        • ko_kartka Re: :) 20.04.10, 12:54
                          A przepraszam, kobieta w dniu pięćdziesiątych urodzin automatycznie traci całą
                          zmysłowość i nie może już nikogo zachwycać? Faktycznie, z takim poglądem to
                          tylko sobie palnąć w łeb.
                      • paulinago Re: :) 20.04.10, 08:29
                        Ja długo miałam podobne odczucia z tą dziewczęcością. A teraz wiem, że
                        dziewczęcość jest w głowie, a nie w biuście. Całe życie miałam duży - to fakt.
                        Ale też dość długo mi wmawiano, że dziewczynka ma się uśmiechać, chodzić w
                        spódniczkach i interesować dziećmi (błagam, bez zagłębiania w przenośnie, takie
                        mam skojarzenia z nastolęctwa), a ja w sobie tego nie czułam. I miałam zgrzyt. I
                        tak naprawdę dopiero jak miałam jakieś 20 lat to zaczęłam odkrywać, że kobiecość
                        jest właśnie w głowie. Tak jak każdy ze stereotypów z matką karmiącą na czele. I
                        każdy ma swoją kobiecość, która czasem urzekająco wygląda w bojówkach.
                        Dlatego dopiero jak odpuściłam i pozwoliłam sobie być sobą, to się i kobiecość
                        znalazła, choć zdecydowanie nie efemeryczna czy delikatna. No taka nie będę.
                        Niezależnie od rozmiaru biustu.
                      • zojka-zojka w sumie zgadzam się z effuniakiem 20.04.10, 10:12
                        Ale tu ważny jest też stosunek biustu do wzrostu. Ja mając lat 14 , 110 w
                        biuście, 65 pod, oraz zawrotne.....140 cm wzrostu nie wyglądałam lekko, zwiewnie
                        i dziewczęco. Raczej jak Dolly Parton. Ale nie pocięłabym biustu. Biusty po
                        operacjach w większości wyglądają tak samo, jak z pod sztancy i maja blizny. I
                        to zdecydowanie nie wygląda dziewczęco.
                        A co do seksowności karmiących mam, to ja w tym czasie nie mogłam czuć się
                        nieseksownie, spojrzenia mężczyzn zdecydowanie na to nie pozwalały :DD.
                        A piersi po operacji tracą wrażliwość na dotyk i to dopiero jest nieseksowne...
                      • turzyca Nie do konca tak 20.04.10, 10:37
                        > Przy moich stanikach prezentowanych na rzeczywiscie dużych biustach pada często
                        > argument że "cała sylwetka nabrała lekkości" czyli de facto można wysnuć
                        > wniosek, że w innych wygląda ciężko bo ?...
                        > Bo duży biust przytłacza sylwetkę

                        Bo duzy WISZACY biust przytlacza sylwetke.
                      • tfu.tfu Re: :) 20.04.10, 12:14
                        Ewuś, gdybyś Ty mnie ujrzała przed ostanikowaniem, to też byś stwierdziła, że
                        średni biust "obciąża" sylwetkę ;) ale na szczęście nie miałaś tej
                        nieprzyjemności, na pewno byś padła na zawał ;)
                        i niestety, sa osoby, którym właśnie biust nadaje ciężkości. to indywidualna
                        dosyć kwestia jest, bo każda z nas zbudowana jest nieco inaczej.
                      • edhelwen Re: :) 20.04.10, 15:32
                        effuniak ----> ja pamiętam takie stwierdzenia dotyczące średnich biustów ze
                        Stanikomanii ;) I ważna jest też ogólna sylwetka moim zdaniem. Ja nie jestem
                        "zwiewna", mam średni biust i widzę różnicę w sylwetce zależnie od tego jaki
                        ubiorę stanik, potrafi wyglądać "masywnie", a potrafi też wyglądać "lżej".
                        Do "dziewczęcych" piersi nie dążę, bo jako dziewczynka miałam nadwagę i mój
                        młody stożkowaty w okresie wzrostu biust był osadzony na otłuszczonym relatywnie
                        szerokim tułowiu, nie wspominając już w ogóle o dobranym staniku, który by ten
                        biust jakoś podnosił, czy kształtował. Dziewczyny pisząc o tym, że niewielki
                        "dziewczęcy" sterczący biust fajnie wygląda, mają chyba na myśli sylwetki typu
                        Charlotte Gainsbourg czy Kate Moss - ogólnie kobiety szczupłe o wąskiej klatce
                        piersiowej i do takich to chyba "pasuje".
                        • black_halo Re: :) 20.04.10, 17:17
                          No wiec jako posiadaczka solidnego 80FF, ktore to nie jest jakies
                          ogromne stwierdzam, ze gdybym miala biust mniejszy to wygladalabym
                          szczuplej. Oczywiscie na wygladad sylwetki wplywa wiele czynnikow.
                          Pogrubia nawet tylko troche wystajacy brzuch. Dramatycznie pogrubia
                          podwojny podbrodek i to nawet wtedy kiedy wlascicielka takowego jest
                          szczupla. Pogrubia tez duzy biust, nieproporcjonalnie duzy w stosunku
                          do sylwetki.

                          I wiem co autorka ma na mysli mowiac, ze chcialaby wygladac zwiewnie
                          i dziewczeco. Ja tez bym chciala a tak sie sklada, ze te zwiewne
                          ciuchy najlepiej wygladaja na biustach malych, ew. srednich. Ja
                          niestety musze sie zadowolic dekoltami w serek, ubraniami niezbyt
                          podkreslajacymi moje walory bo inaczej wygladam po prostu wulgarnie.
                          • jul-kaa Re: :) 20.04.10, 17:33
                            black_halo napisała:

                            > No wiec jako posiadaczka solidnego 80FF, ktore to nie jest jakies
                            > ogromne stwierdzam, ze gdybym miala biust mniejszy to wygladalabym
                            > szczuplej.

                            A ja odwrotnie - mam wrażenie (więcej - przekonanie), że gdybym miała mniejszy
                            biust, wyglądałabym grubiej i mniej proporcjonalnie.
                            • yaga7 Re: :) 21.04.10, 07:35
                              Ja też tak mam.

                              Jako posiadaczka solidnego 34G uważam, że to wielkość w sam raz dla moich
                              bioderek 110 cm ;) I gdybym miała mniejszy biust (a reszta zostałaby bez zmian),
                              na pewno wyglądałabym mniej proporcjonalnie.

                              Natomiast wiadomo, jakby wszystko się zmniejszyło po 5 cm, nie obraziłabym się,
                              ale to temat na inny wątek, hehe.
                              • edhelwen Re: :) 21.04.10, 17:02
                                a ja mogłabym mieć większy, właśnie tak jak teraz nie czuję się proporcjonalnie,
                                a co więcej, komentarze że przy mojej tuszy mam mały biust >< Ale powiększać nie
                                będę :P
                      • ganbaja Re: :) 20.04.10, 16:39
                        Ewo, dziękuję za to co napisałaś.
                      • czerwona_pomadka Szczerze mówiąc... 21.04.10, 14:53
                        będąc nastolatką (w wieku około 12-16 lat) bardzo chciałam nosić zwiewne,
                        dziewczęce sukienki, gniecione lekkie bluzeczki na ramiączkach, i tego typu
                        ubrania. Chciałam je nosić, bo tak sie czułam, stosownie do wieku, niestety
                        frustrowałam się ogromnie mierząc takie ciuchy, a gdy już coś takiego mama mi
                        kupiła, to czułam się nieswojo i wiedziałam, że z moim wyglądem w takich
                        ubraniach jest "coś nie tak".
                        Winę zwalałam oczywiście na biust. Biust, który miałam już całkiem pokaźny w 3-4
                        klasie podstawówki (tak!!!). Swoją drogą, przestał rosnąć jakoś w wieku 16 lat i
                        zatrzymał się na 30FF-G ;)
                        Mając paręnaście lat ze swoim biustem czułam się okropnie, czułam się właśnie
                        jak taka "stara baba", matrona, matka polka. Chowałam go pod obszernymi
                        ciuchami, wyglądając jeszcze gorzej. Gdy ubrałam coś bardziej odkrytego, np w
                        upalne dni, ja jako trzynastolatka byłam obiektem seksualnym starszych chłopaków
                        i mężczyzn. Zupełnie nieprzygotowaną do takich reakcji facetów dziewczynką,
                        wstydzącą się siebie, za siebie i za swoje cycki. Twarzy nigdy nie miałam
                        dziewczęcej, subtelnej i słodziutkiej, tylko właśnie ostre rysy dodatkowo
                        dodające mi lat.
                        A marzyłam o tym, żeby móc ubrać białą, zwiewną, wiązaną sukieneczkę i wyglądać
                        przy tym na +10 kg. I najlepiej mieć cienkie blond włoski i być takim "typem Ani
                        z Zielonego Wzgórza".
                        Na szczęście mnie akurat Lobby pomogło, z biustem się pogodziłam w 100%,
                        uwierzyłam że to mój duży atut i przestałam się ukrywać.
                        Ale czasy, gdy miałam 14 lat i chciałam być dziewczynką a dla płci męskiej byłam
                        kobietą-obiektem erotycznym ciągle mam w pamięci :/
                        • daslicht Re: Szczerze mówiąc... 21.04.10, 15:53
                          A ja zawsze chciałam być Björk - tzn. nie nią samą, chodzi mi o styl ^^
                          Niestety fizycznie bliżej mi do innego wykonawcy - wyglądam jak siostra któregoś z członków Rammsteina ;) tzn. wielkie bydlę, nic delikatności i bardziej pasuje mi piła łańcuchowa niż strój łabędzia ^^ zresztą takie "słodziaki" też wyglądają dobrze z piłą.

                          Większość damskich ciuchów wygląda na mnie jak za małe, nawet gdy są za duże. W sumie powinnam chodzić tylko w ciemnych ciuchach o klasycznym, jak najprostszym kroju, ale i tak chodzę sobie czasem w Hello Kitty, lepiej teraz niż na starość.

                          I co do czucia się: ja w towarzystwie kobiet czuję się jak ochrona a nie jak jedna z nich. I to jest dopiero rozbieżność!

                          Widziałam Stanzi w niebieskiej sukience. Wygląda normalnie. Biust ma duży, ale ona ma biust, a nie biust ma ją.
                          • edhelwen Re: Szczerze mówiąc... 21.04.10, 17:14
                            Daslicht ---> ale chyba nie siostra Klawiszowca? xD
                          • ola_pozytywna Re: Szczerze mówiąc... 21.04.10, 17:19
                            Nie wiem jak wygląasz w Hello Kitty, ale w bluzie Bundeswehry - rewelka:)
                      • agastrusia A jak wygląda karmiący biust? 23.04.10, 11:39
                        Dlaczego tak wiele kobiet boi się "maminego biustu"?. Co z nim jest nie tak. Czy
                        z chwilą porodu przeistacza się w jakieś monstrum, dziwadło czy jeszcze Bóg wie
                        co? Przecież NIE! Cały czas jest to ten sam biust. Nie każdej z nas powiększa
                        się jakoś znacznie/wogule w czasie laktacji. Jest to kolejny stereotyp, a
                        problem tkwi w jego prezentacji. Czyli niezależnie od tego czy
                        rodziłyśmy/karmiłyśmy czy nie jeśli biust jest źle odziany to i źle wygląda.
                        Samo karmienie nie ma tu nic do rzeczy.
                        • jul-kaa Re: A jak wygląda karmiący biust? 23.04.10, 11:45
                          agastrusia napisała:

                          > Dlaczego tak wiele kobiet boi się "maminego biustu"?. Co z nim jest nie tak. Cz
                          > y
                          > z chwilą porodu przeistacza się w jakieś monstrum, dziwadło czy jeszcze Bóg wie
                          > co?

                          Dobre pytanie - mój biust zrobił się pełniejszy (to dość logiczne nawet) i
                          wygląda jeszcze bardziej zabójczo :)
                    • turzyca Re: Biustodepresja 21.04.10, 01:39
                      Mnie tez nie stac na jechanie 1000 km tylko do sklepu. Ale jesli wiem, ze bede w
                      okolicy, gdzie sa fajne sklepy, to zawsze sie staram to uwzglednic w moich
                      planach. Chwilowo marze tylko o jakims pretekscie, zeby jechac do ktorego z
                      bravissimowych miast. Caly czas mam nadzieje, ze ktos zorganizuje tam jakas
                      ciezko-historyczna konferencje. Chyba musze sie przekwalifikowac i zajac jakims
                      angielskim aspektem historii... ;)

                      Lekkie materialy zaczynaja sie od 6 zlotych za metr biezacy, na prosta spodnice
                      duzo nie trzeba. Na prosta sukienke zreszta tez nie.
                      Materialoznawstwo mozesz odwalic na scinkach materialow nawet je w tym celu
                      kupujac, coby sie czuc etycznie, bo sprawa jest groszowa.
                      • edhelwen Re: Biustodepresja 21.04.10, 01:46
                        ech ja obecnie bardzo rzadko mogłabym gdzieś "przy okazji", chociaż w sumie raz
                        na rok bywam w większych miastach, tylko na rajd po sklepach jakoś mało czasu ;)
                        Nawet w Złotych Tarasach próbowałam znaleźć "uświadomiony" sklep i się nie udało ><
                      • marisella Re: Biustodepresja 21.04.10, 12:33
                        > Lekkie materialy zaczynaja sie od 6 zlotych za metr biezacy

                        Turzyco, miałam Cię prosić o namiary na Twój sklep, ale do Niemczech przecież i
                        tak nie pojadę ;)

                        A tak na serio - to nie wiem, gdzie tak tanio materiały można dostać,
                        szczególnie człowiek nie w temacie, taki z ulicy. Ja bywam w hurtowniach i
                        takich cen nie widuję nawet w hurcie (gdzie kupić trzeba cały wałek, czasem
                        nawet więcej). Najzwyklejszy materiał na spodnie (nazywają go w hurtowni i
                        sklepach z tkaninami stretchem, ale to żaden strecz i nie rozciąga się wcale -
                        to ot taki spodniowy czarny materialik) kupuję po 12-14 zł (a to pod warunkiem
                        że wiem gdzie szukać i mam rabat :)) Za jakieś 10-12 zł można też kupić coś na
                        bluzkę, ale to raczej zwykłą cienką popelinkę jednobarwną. Za materiały z
                        wzorkiem i to jakieś takie ładniejsze, nie jak prześcieradło ;) daję przeważnie
                        bliżej dwudziestu lub dwadzieścia kilka złotych. Za ładny materiał na spodnium
                        na obronę dawałam 38 zł za metr (a spodnie między udami się zeszmaciły i
                        przetarły po miesiącu noszenia - to taki mój feler, ale ten zwykły "stretch 2
                        m-ce wytrzymuje jednak) a tych metrów trochę trzeba było...

                        Poza tym wybor materiałów w sklepach, szczególnei materiałów z wzorkami, to jest
                        niestety inna historia i smutna do tego ;)
                        Ale nie wiem, może to ja totalnie nie wiem gdzie szukać?

                        Owszem, jestem w stanie kupić naprawdę super jakościowo satynę po 10 zł za metr,
                        taką gorszą może i po 6 zł, ale przecież nie będę popylać po mieście w
                        satynowych ciuszkach :D :D :D
                        Mam dostęp do fajnych, naprawdę pięknych koronek, ale cóż mi po koronkach w
                        bieli i ecru :D
                        A za 5 zł to moja mama kupuje podszewkę pod suknie ślubne, taką lepsiejszą :)

                        Nie piszę tego wszsytkiego jako zarzut do Ciebie, tak się tylko zasępiłam nad
                        tematem :) Fakt jest taki, że szycie u krawca wcale nie jest tanie :(
                        W każdym razie gdybym tylko mogła kupować w normalnych sklepach, nawet kosztem
                        jakiejś drobnej przeróbki do zrobienia, to bym się ani minuty nie wahała. Bo
                        byłoby i taniej (albo w zbliżonej cenie - ale ja mam szycie za free) i
                        różnorodniej.

                        Nie zapominajmy poza tym, że szycie u krawca to nie tylko "lekki materiał po 6
                        zł za metr" (nawet gdyby się go udało namierzyć) i koszt usługi - a coś takiego
                        tkwi w powszechnej świadomości. Może nie w Twojej, turzyco, czy Waszej,
                        dziewczyny, ale ja się tego jako dziecko naoglądałam. Gdy moja mama szyła
                        jeszcze w domu odzeż damską różnego rodzaju, to zdecydowana większosć kobietek
                        przychodziła zlecić szycie mając w rękach tylko materiał :))) I zdziwione były
                        szczerze, że coś jeszcze będzie trzeba dokupić albo za coś zapłacić.
                        przychodziły szyć żakiety na podszewce, ale bez podszewek ;))) bez guzików,
                        poduszek na ramiona, o jakichś tam prozaicznych niciach czy czymś to już nie
                        wspominam. Szyć spodnie przychodziły bez zamków, a bluzki z gumeczkami w
                        rękawkach - bez gumeczek. I gdy jedna Pani chciała spódnicę z koła oblamowaną
                        dołem satynową lamóweczką, to była zszokowana i zniesmaczona, że za te kilka
                        metrów lamówki musi dopłacić :) (rózne przypadki się zdarzają)

                        W każdym razie jak się do kosztu materiały doliczy jeszcze koszt guzików (czy
                        tylko ja mam wrażenie, że co jak co, ale guziki mają ceny z kosmosu?), zamków
                        (choć ja kupuję w hurcie - kupiłam sto czarnych i będę miała do końca życia),
                        ozdóbeczek, lamóweczek, nici (bo odcieni jest kilkaset i nie zawsze sie ma te co
                        trzeba, a na owerlok na przykład trzeba kilka szpulek :)) i tak dalej, to wcale
                        to wszsytko nie wychdzi tak tanio. A ile się jeszcze trzeba nabiegać przy tym?

                        No w każdym razie ja tam rozumiem, że można nie chcieć szyć tony codziennych
                        ciuchów u krawca (chociaż wiem, że nikt mi nie uszyje lepiej, niż moja
                        najdroższa mamuśka i chociaż znam też kobietę, która nie od krawca ma chyba
                        tylko buty, torebki, pończochy i staniki :))

                        A co do Stanzii i jej problemu - rozumiem ją i nie rozumiem zarazem. Doskonale
                        wiem, jak uciążliwy potrafi być duży biust, bo sama bułkuję w 36K czy 38K (buły
                        identyczne, na jedno wychodzi), a alternatywy nie ma - większych misek nie
                        robią, Effuniaki wypadają tutaj mniejsze niż brytyjczyki (90L za małe było),
                        czegoś z większym obwodem na mniejszy sobie nie przerobię, bo nie za bardzo jest
                        co (w większych obwodach mniejsze miski). Bez stanika się chodzić i ćwiczyć nie
                        da, bo boli, w staniku też się nie da, bo boli jszcze bardziej. Bez stanika
                        biust wygląda marnie, w staniku inaczej, ale wcale nie lepiej.

                        Ale na operację bym się nie zdecydowała, bo poza dużym biustem mam ogromną
                        resztę i gdybym biust zmniejszyła, wyglądałabym komicznie, jak balonik okrągły,
                        a nie walcowaty ;) Z dwojga złego wolę mieć wielki tyłek, brzuch i biust, niż
                        tylko te dwa pierwsze ;) Poza tym mnie przeszkadzałyby jednak bliżny, obawiam
                        się że bardziej, niż teraz rozstępy (na które nie zwracam praktycznie uwagi),
                        obwisłość i ciężki kształt. Poza tym ja już wyleczyłam się z leczenia na siłę
                        jakichś różniastych defektów - chciałam się kiedyś pozbyć trądziku
                        (ogromniastego!), to wyszłam na tym jak Zabłocki na mydle (owszem, cerę mam
                        akceptowalną dosyć, ale wagę zdecydowanie nie ;)) i teraz za wszelkie takie
                        rozwiązania bardzo dziękuję ;) Nawet mi takie pomysły do głowy nie przychodzą.

                        Ale te moje argumenty dla Stanzii akurat są niczym, bo ona ma inny punkt
                        siedzenia i widzenia zarazem. Ja tylko mogę Ci życzyć jednego, Stanzi -
                        jakąkolwiek podejmiesz decyzję, niech się wszsytko dobrze ułoży i obyś była
                        szczęśliwa z jakimkolwiek biustem :) Jeśli to zdjęcie w sukience na balkonetce
                        jest Twoje (w katalogu) to jesteś naprawdę piękną kobietą :)
                    • zazulla [OT] wycieczki na zakupy 23.04.10, 03:02
                      Wyobraź sobie, że mieszkam 2,5 roku w Radomiu (100 km od Wawy) a zakupy
                      ubraniowe robiłam zawsze przy okazji wypadów weekendowych do Rzeszowa. Wiem, że
                      ciężko porównywać rzeszowskie galerie do Wawy czy Krakowa, ale na prawdę nie
                      jest źle. Mamy z sieciówek m.in. C&A, H&M, Kapphal, New Yorker, Promod, Orsay,
                      Reserved. W Radomiu znalazłam jedynie dwa ostatnie :(
                      • edhelwen Re: [OT] wycieczki na zakupy 23.04.10, 03:30
                        do czego to doszło ;) Tak na poważnie, to kiedyś jeździłam do Krakowa, no i
                        kiedyś ciuchy z H&M wydawały się fajniejsze (chociaż ostatnie kolekcje też są
                        spoko). Kiedy w Rzeszowie pojawił się Orsay czy H&M to straciło to trochę posmak
                        "luksusu" - pamiętam jak w szalikach z Orsaya chodziło po Krakowie masę
                        dziewczyn, w Rz-wie oprócz mnie w tym okresie widziałam może 2 osoby ;) Pod
                        względem sieciówek faktycznie jest w porządku - np w C&A można dostać fajne
                        codzienne ciuchy w przyzwoitej cenie, Kappahl ma przesłodkie rzeczy, ale mnie
                        nie stać >< Tzn. jeśli miałam kasę, to na takie rzeczy codzienne, uniwersalne
                        (czyli i na co dzień i od święta), a nie na zwiewne koronki i hafty ;) Z tym, że
                        ja w sieciówkach stosunkowo rzadko kupuję ;)
                        Jeśli chodzi o porównanie z Wawą, Krk czy Poznaniem, to tam raczej rozmach i
                        architektura bije na głowę rzeszowskie galerie, bo na dobrą sprawę marki się
                        mocno pokrywają. w Rzw z kolei jest ten minus, że nowe galerie powielają marki
                        (tu punkt dla Nowego Świata za Kappahl i C&A), nadzieja w tych, które mają
                        powstać - ja bym się nie obraziła za M&S ;)
                        • zazulla Re: [OT] wycieczki na zakupy 23.04.10, 03:52
                          M&S znam z ebaya i ceny w Złotych Tarach trochę mnie zniechęciły :) Ale też nie
                          obraziłabym się :D
                          Co do powielania sklepów masz rację, C&A swoją drogą jest bardzo ubogie,
                          przyzwyczaiłam się do tego co oferuje Holandia. Do tego jakby był u nas Miss
                          Etam czy MS Mode - byłoby cudnie.
                  • bebe.lapin Re: Biustodepresja 20.04.10, 10:51
                    I jeszcze w ciuchach uszytycz przez krawcowa guziki nie pdoadaja przy pierwszym
                    zalozeniu, a szwy sie nie pruja po pierwszym praniu ;)

                    tez zdaza mi sie uszyc jakies rzeczy, wlasnie codzienne, u krawcowej, np. teraz
                    siedze w spodnicy sztruksowej, ktora w sumie kosztowala mnie wszytkiego jakies
                    65 zl, czyli mniej, niz bym zaplacila w jakiejkolwiek sieciowce, a jest
                    dopasowana do mojego wzrostu i bioder (tzn byla, bo schudlam na tyle, ze teraz
                    jest chyba z rozmiar za duza i nosze ja wtedy, gdy nie musze wygladac tip-top ;).

                    wszystko jest kwestia odpowiedniego ustawienia wartosci.

                    aa, i jeszcze przyznam, ze marudzenia autorki watku podnosi mi cisnienie, ale
                    obiecalam, ze nic od siebie nie dodam na temat biustu czy ogolnie wygladu,
                    przynajnmiej w tym watku :D
        • roza_am Re: Biustodepresja 20.04.10, 00:29
          > Czyli dorosłe ubrania od 12 roku życia.

          Przecież 12 lat miałaś pół życia temu! Dziś jesteś dorosłą kobietą i dorosłe ubieranie się jak najbardziej Ci przystoi. Jakie to ma znaczenie co było lub nie było w zamierzchłej przeszłości? Traumy sprzed lat wywal z głowy jak najprędzej. Zatruwają życie i niczemu dobremu nie służą. Wiem co mówię - przerabiałam na własnej skórze. Dziś żałuję, że tak późno zaczęłam odkrywać dorosłe ubrania :)
        • maheda Stanzii - ad. operacji zmiany płci 20.04.10, 07:52
          > Osób, które chcą dokonać zmiany płci jakoś nikt nie przekonuje, zeby polubiły
          > siebie jako kobietę. Czasem człowiek się rodzi w nie swoim ciele.

          Z osobami, które chcą dokonać zmiany płci, przedtem dłuuugo rozmawiają
          psychologowie. Wiem, bo znam taką osobę. Zanim doszło do operacji, przez ponad
          rok był pod opieką różnorakich lekarzy, z psychologami na czele.

          Ja Ci nie odradzam tej operacji.
          Uważam jedynie, że operacja jest na tyle poważna, że dobrze byłoby przed nią
          odbyć serię spotkań z dobrym psychologiem.
    • jul-kaa 40 19.04.10, 20:51
      Ten watek pełen jest offtopów, myśli umiarkowanie związanych z tematem, więc i
      na moją znajdzie się miejsce.
      Mam ponad 40cm różnicy między biuściem a poodbiuściem. Od niecałych 2 tygodni
      karmię synka, biust oczywiście urósł, ale umiarkowanie. Teraz jest większy tak
      ze 2-3 razy niż główka mojego (niemałego wszak) dziecka. Miska stanika założona
      na głowę zasłania mi oczy, a kiedy osoby postronne widzą mojego effuniaka
      (sztywne miski), pytają, czy to taki żart.
      Mój biust jest piękny. I za żadne skarby świata nie dałabym się pokroić. Za żadne!
      • milstar Re: 40 19.04.10, 21:08
        Julka, czytasz w moich myślach... chciałam Cię właśnie za przykład
        podać :)
        • jul-kaa Re: 40 19.04.10, 21:12
          milstar napisała:

          > Julka, czytasz w moich myślach... chciałam Cię właśnie za przykład
          > podać :)

          Przykład biustosamozachwytu ;)?
          • milstar Re: 40 19.04.10, 21:28
            jul-kaa napisała:

            > milstar napisała:
            >
            > > Julka, czytasz w moich myślach... chciałam Cię właśnie za
            przykład
            > > podać :)
            >
            > Przykład biustosamozachwytu ;)?

            Coś w tym stylu :)
            A dokładnie tego, że wielkość biustu to kwestia tego co w głowie, a
            nie na klacie ;)
        • maggianna Re: 40 19.04.10, 21:47
          Mam troche mniejsza roznice niz Julka, ale moje staniki rowniez sa na moja
          glowe za duze :-)
          Moje nieuswiadomione kolezanki zawsze sie smieja jak widza moje biustonosze i
          twierdza ze sa wieksze od ich siatek na ziemniaki i tez probuja wlozyc na
          glowe - a to w koncu tylko 36G/80I (Effuniakowe 85FF/90F) i mam raczej
          kompleks malego biustu i za szerokich bioder - zawsze chcialam oddeslac
          tluszcz z dolnej czesci i powiekszyc sobie biust... niestety mimo szczerych
          checi nie da sie tego z bioder wygarnac do misek :-)

          Dzieki Lobby zaczelam lubic swoj (nie za duzy) biust a zachwycone spojrzenia
          kolegow na moj dekolt poprawiaja mi samopoczucie :-)
          • ko_kartka Re: 40 20.04.10, 12:49
            Bo wy nie macie za dużych biustów, tylko za małe głowy, kobitki. Trza se tapira
            albo insze afro zrobić i syndrom stanika na głowie zdechnie.

            Mam biust duży, nieco mniejszą różnicę niż Jul-kaa i też się szykowałam na
            operację przez cały okres dojrzewania. Bo wyobraźcie sobie, co se kupiłam stanik
            z większą michą, to zaraz się robił za mały (teraz wiem, że to migracja). I w
            ogóle padały mi te staniki jak muchy od naprężeń (bo większa nie znaczyła
            odpowiednia, po prostu nie było innych).

            Jak trafiłam na Lobby, dokonałam zakupu pierwszych staników, to przestałam
            myśleć o operacji. No dobra, najsampierw zamówiłam se za duże, które nie dość,
            że opadały mi na oczy (miska na głowie czyli), to jeszcze pojemnością
            najbardziej kojarzyły mi się z siatką na ziemniaki. Jak już opanowałam atak
            śmiechu (jednocześnie ulgi i zachwytu, że nie jestem mutantem i ktoś tam ma
            biust większy ode mnie), przyszło poprawione zamówienie, to myśli o operacji
            wywietrzały mi z głowy (tym bardziej, że nienawidzę szpitali i nigdy nie miałam
            żadnej operacji). Nie pokochałam mojego biustu natychmiast, ale pokochałam nowe
            staniki. Kolorowe, frymuśne, WYGODNE i unoszące biust z brzucha. Migracja u mnie
            sprowadza się głównie do utwardzenia istniejącej tkanki piersiowej, co ma
            fatalne konsekwencje sypialniane - otóż sypiam na brzuchu i coraz częściej rano
            bolą mnie plecy od leżenia na moich nowych kulach mocy, które są mniej
            rozgniatalne. Ale prędzej nauczę się spać na plecach, niż potnę się z tego powodu.

            Dzięki Ci, Stanzii, za ten wątek, bo tak sobie siedzę i myślę, z jakiego powodu
            dałabym sobie pociąć jakąkolwiek część ciała (pomijając względy zdrowotne) i
            dochodzę do wniosku, że chociaż mnóstwo rzeczy mi się w sobie nie podoba i z
            radością zamieniłabym się w taką Michelle Pfeiffer - to jednak nie jestem gotowa
            zapłacić za to ryzykiem i bólem związanym z interwencją chirurga. A jak jeszcze
            sobie pomyślę, że mam takie części, które mi się podobają... Świat staje się
            piękniejszy.
    • akj77 Re: Biustodepresja 20.04.10, 16:44
      Wiecie co?
      Ja osobiście mam nadzieję, że Stanzi jeszcze to przemyśli (oby trafiła na
      sensownego chirurga!). Widziałam kiedyś jej zdjęcia w sukience na Balkonetce i
      podobała mi się jej sylwetka, nie uważałam, żeby była jakaś nieproporcjonalna.
      Moim zdaniem problem leży po części w głowie, jak zwykle z wyglądem bywa.

      Ale.
      65K, i to zwężane? Jakie mamy do wyboru staniki?
      1. kilka modeli Panache Superbra z makabrycznymi fiszbinami wbijającymi się w
      pachę i mostek
      2. jeden jedyny model (w różnych odsłonach) Effuniaka
      3. jeden model Fantasie, o którym ktoś tu kiedyś napisał "za co ta Kara?"
      4. zwężane Freya albo Cleo 75j (obwód zwężany o 15 cm, powodzenia)
      Coś pominęłam?

      Powiem tak... Mam nadzieję, że zanim Stanzi da się pokroić, sytuacja na rynku
      będzie lepsza.

      Stanzi - cokolwiek zdecydujesz, powodzenia.
      • rysia_zdzisia Re: Biustodepresja 20.04.10, 22:46
        Też widziałam i szczerze to bym się dała pociąć (chociaż biorąc po uwagę temat,
        to chyba złe słowo) za taką figurę- ja mam zad jak u słonicy...
      • maith Rzućcie linkiem :) 21.04.10, 13:16
        Rzućcie linkiem, nie bądźcie takie :)
        Stanzi naprawdę jest taka śliczna?
        • miss-alchemist Re: Rzućcie linkiem :) 21.04.10, 21:56
          Stanzii chyba usunęła konto na balko, wyszukiwarka mi jej nie pokazuje.

          też mi się przypomniała ta fotka i ta figura, strasznie jej zazdroszczę, ale rozumiem, że punkt widzenia Stanzii może być zupełnie inny niż mój.
        • miss-alchemist Re: Rzućcie linkiem :) 21.04.10, 22:24
          a jednak jest :P nie wiem czy mogę, ale w sumie wyszukiwarka to wypluwa :)

          balkonetka.pl/katalog/bra/top-secret-bladoniebieska-sukienka
    • genepi Re: Biustodepresja 20.04.10, 21:05
      I co? Byłaś dzisiaj u chirurga? Opowiesz nam o swoich doświadczeniach?
    • genepi Re: Biustodepresja 20.04.10, 21:07
      stanzii napisała:

      > Postanowiłam. We wtorek ide do chirurga.

      I co? Byłaś dzisiaj u chirurga? Opowiesz nam o swoich doświadczeniach?
      • cynamonek77 Re: Biustodepresja 20.04.10, 22:52
        A ja się nie dziwię bo często też mam takie chwile, że chętnie bym poszła.
        Dzięki lobby mam w miarę dobrane staniki i ładne ciuchy z biubiu. Ale niestety
        nie można tam kupić na razie wszystkiego. Szlag mnie trafia jak idę do sklepu i
        chciałabym coś fajnego sobie kupić. Zawsze nie mieszczę się rozmiarowo w
        biuście. Ja to dopiero jestem nieproporcjonalna bo mam 120 w biuście, a w
        biodrach 99. Ostatnio chciałam sobie kupić krótką kurteczkę i żakiety no i nie
        ma. Albo wyglądam jak bejsbolista, bo za duże w ramionach(ramiona też mam w
        miarę wąskie w stosunku do biustu), albo mam za małe w biuście a jak już mam coś
        dobrego w biuście to jest za szerokie tali i wyglądam o 10 kilo więcej. Też
        często myślę o operacji. Na razie odkładam tę decyzję poczekam co będzie po
        ciąży (przyszłej).
        • edhelwen Re: Biustodepresja 20.04.10, 23:04
          a ja też czasem myślę, ale bałabym się ryzyka. Tzn np. nos ;) wydaje mi się za
          duży i w ogóle, mógłby być węższy. Ale nie mam gwarancji, że inny nos lepiej
          pasowałby do mojej twarzy. Oczywiście nie mam kompleksu nosa, który nie pozwala
          mi wychodzić na ulicę, znaleźć przyjaciół czy faceta (?), tylko czasem sobie
          dumam, że mi nie pasuje.
          W moim otoczeniu tylko jedna osoba miała zabieg "upiększający" - korekcję
          odstających uszu, ale jak tu porównać nacięcie chrząstki z operacją biustu...
          • stanzii Re: Biustodepresja 20.04.10, 23:46
            > a ja też czasem myślę, ale bałabym się ryzyka.
            Jeśli chodzi o nos, to faktycznie można się bać. ale jeśli ja chcę
            sobie conieco odjąć, to luzik! Wychodzę z założenia, że gorzej być
            nie może, może być tylko lepiej. Najważniejsze tylko, żeby było
            mniej, dzięki Ewie kształt będzie zawsze dobry :)))
            Ale co do relacji - jeśli miałam jakiś cień wątpliwości, to teraz już
            go nie ma!
            Bardzo się cieszę, że tam poszłam i powiem - chirurgia plastyczna nie
            gryzie, wszystko jest dla ludzi. Tym bardziej, że wbrew temu, co
            wielokrotnie słyszałam - pomniejszenie, lub podniesienie biustu jest
            zdecydowanie lżejszym zabiegiem niż powiększenie związane z
            umieszczeniem implantów. Przy pomniejszaniu nie rusza się mięśnia
            przez co ruchomość ręki i ramienia nie jest upośledzona, bo nie
            narusza się mięśnia (a implanty wkłada się pod mięsień, to znaczy to
            zależy, ale nie chce się wdawać w szczegóły, implanty mnie nie
            interesują). Tak samo jak runęła moja obawa, że to, co będzie
            usunięte odrośnie czy coś.
            Pozdrawiam Was!
            PS. Effuniak trafiła w samo sedno!!!
            PS2. Kogoś, kto ma odstające uszy jakoś nikt nie będzie namawiał,
            żeby polubił siebie i zrobił atut z odstających uszu i się nimi
            wyróżniał z tłumu, bo to jest po prostu brzydkie.
            • edhelwen Re: Biustodepresja 21.04.10, 00:08
              ee, co do ps.2 to ja pamiętam, jak taki temat z offtopów, gdzie dziewczyna
              rozważała zabieg na uszach (operacja to chyba za dużo powiedziane?) i też jej
              odradzano :P
              Tylko wiesz, uszy dziewczyna może zakryć włosami, może nie robienie atutu, ale
              olanie tego, że ktoś się popatrzy jak będzie widać. Znajoma, która zrobiła
              zabieg, też nie miała super traumy, że ma odstające uszy, wstydziła się chodzić
              w kucyku i podobnych fryzurach i to wystarczyło. Bo to naprawdę mały kaliber
              jeśli chodzi o ingerencję, tak myślę. Z tym, że inni uważają, że każde cięcie
              skalpela to duża ingerencja i z tego względu będą odradzać zabiegi tego typu.

              Szczerze powiedziawszy - ja byłam w szoku, przeczytawszy ostatnio o zabiegu
              odjęcia malutkiemu dziecku dodatkowych palców (miał po sześć), nie dlatego, że
              problemy z odzieżą czy coś, tylko dlatego, żeby "dzieci się nie śmiały" :/ A pod
              tym była wypowiedź młodej dziewczyny, że jej jako dziecku też odjęli dodatkowe
              palce i został jej przypadkiem dodatkowy u stopy i już się go nie wstydzi, uważa
              że jest fajny ;) To tak na marginesie, zmierziło mnie usuwanie dziecku tylko
              dlatego "bo dzieci się mogą wyśmiewać" >< A co z dziećmi rudymi, okularnikami,
              albinosami?
              • stanzii Re: Biustodepresja 21.04.10, 00:17
                A co jeśli się jest chłopakiem i niekoniecznie chce się całe życie
                chodzić w długich włosach. Są uszy odstające i uszy ODSTAJĄCE.
                Czasami to wygląda aż smutno, i taka operacja nie jest wg mnie
                fanaberią, ale umożliwieniem luziom normalnego funkcjonowanie w
                społeczeństwie. Równie dobrze - dlaczego przyszywa się ludziom
                odgryzione nosy (np przez psa),dlaczego rekonstruuje się parzyste
                narządy utracone wyniku chorób, najczęściej nowotworowych (jądra,
                piersi) dlaczego robi się przeszczepy skóry, żeby usunąć poparzeniowe
                blizny?
                Nie każda operacja plastyczna jest fanaberią i wielu ludziom
                poprawiła jakość życia. Często się zdarza że chirurg plastyczny
                oswabadza pacjenta z utrapienia, które męczyło go przez całe życie i
                nie jest wcale regułą to, że taki pacjent wróci, żeby poprawić sobie
                kolejne elementy.
                • stanzii Re: Biustodepresja 21.04.10, 00:23
                  Zmniejszenie biustu to też nie jest zabieg dużego kalibru. Nikt nie
                  otwiera brzucha, nie grzebie w narządach wewnętrznych - kombinuje się
                  tylko na skórze, tłuszczu i gruczołach, które są NA ciele. Jedyny minus
                  to ogólne znieczulenie.
                  • turzyca Re: Biustodepresja 21.04.10, 01:11
                    Do tej pory bardzo rozmyslnie nie pisalam nic o samej operacji, koncetrujac sie
                    na przyczynach nielubienia ciala.
                    Ale teraz pozwole sobie powiedziec pare slow o operacji. W zamknietej galerii
                    jest cos na ksztalt reportazu zdjeciowego naszej forumki, ktora zmniejszyla
                    sobie piersi. Ostatnie zdjecia zostaly zrobione chyba dwa lata po zabiegu. Ona z
                    operacji jest zadowolona, ale ja po obejrzeniu jej zdjec (a nie ma ona jakichs
                    specjalnych sklonnosci do bliznowcow) stwierdzilam, ze nie bede brala pod uwage
                    operacji z powodow estetycznych. Bo jak ktos celnie zauwazyl, w koncu stanik
                    trzeba zdjac, a te blizny - duze, w ksztalcie kotwicy - nie sa specjalnie
                    estetyczne, mi by przeszkadzaly. A przeciez ta operacja sie udala i blizny sa w
                    sumie niewielkie. Ryzyko powiklan jest spore, oprocz nieprawidlowego zrastania
                    sie tkanek trzeba uwzglednic jeszcze np. mozliwa utrate czucia w brodawkach, a
                    poza tym oczywiscie zakrzepica. Do tego wbrew temu co mowi Twoj chirurg wielu
                    uwaza akurat pomniejszanie piersi za zabieg bardziej ingerujacy niz
                    powiekszanie. Do powiekszania trzeba zrobic tylko kieszonke, przez ktora wsuwa
                    sie implant. Pomniejszanie to rozoranie calej piersi. A to boli.

                    Ale biore pod uwage, ze moj wzrost biustu moze trwac (jak do tej pory 10 cm w 3
                    lata niezaleznie od wagi) i skonczyc sie wyladowaniem poza rozmiarowka, brakiem
                    podtrzymania biustu i problemami z kregoslupem i w takiej sytuacji poddalabym
                    sie operacji. Tylko ze wtedy to beda juz wzgledy zdrowotne a nie estetyczne.


                    Tak wiec ja bym sie na operacje ze wzgledow estetycznych nie zdecydowala. Ale
                    oczywiscie to Twoje piersi i Twoja decyzja. Mam do Ciebie tylko jedna prosbe:
                    zdaj sprawozdanie z wizyty w sklepach po zmniejszeniu piersi. Ja z moim 65H w
                    standardowa rozmiarowke sie nie mieszcze, moja sis, ktora wlasnie dobila do 65E,
                    tez nagle musiala ograniczyc liste sklepow. Dosc nas to irytuje. Ale my obydwie
                    "wyrastamy", Ty bedziesz "kurczyc sie" - dosc odmienna perspektywa i jestem po
                    prostu ciekawa, jak odbiera sie taka sytuacje, gdy czlowiek sie nadal nie miesci
                    w dostepnej rozmiarowce, ale mniej niz wczesniej.
                    • stanzii Re: Biustodepresja 21.04.10, 01:34
                      Niemieszczenie się w rozmiarówkę nie jest głównym powodem mojej
                      decyzji, chyba nawet wcale nie jest powodem tej decyzji, może jedynie
                      odzieżowej frustracji.
                      Argument o bliznach i zaburzeniach czucia to dla mnie żadne
                      powikłania - coś takiego jest mi zupełnie obojętne.
                      To, ze się przestaję mieścić w rozmiarówkach daje mi do myślenia,
                      daje mi do myślenia także moje garbienie we wszystkim co nie jest
                      effuniakiem, kondycja skóry (mogę się dwoić i troić, ale przy tym
                      ciężarze niewiele da się zrobić. Nikt mi nie powie, ze bardzo duży
                      biust to coś zdrowego. i koronny argument - skoro tak jest teraz, co
                      będzie za parę lat?
                      Co do różnic przy pomniejszaniu i powiększaniu - to włożenie implantu
                      załóżmy pod mięsień, narusza go po prostu i to sprawia dużo większy
                      ból niż rozoranie piersi.
                      Każdy ma swoje racje. Ale ja nie pisałam tego posta ani żeby mnie
                      ktoś odwodził, ani głaskał po główce.
                      • turzyca Re: Biustodepresja 21.04.10, 01:52
                        Mocno przelozylas akcenty miedzy tym postem, a postem otwierajacym watek, wiesz?

                        Ja Cie nie mam zamiaru ani odwodzic od samej operacji, ani do niej naklaniac. To
                        Twoje piersi. Pisalam o moich odczuciach, Twoje moga byc odmienne.
                        Do jednej tylko rzeczy bede za to namawiac, naklaniac i przekonywac tak dlugo
                        jak dlugo mi zycia starczy - do lubienia siebie. I do kwestii z tego
                        bezposrednio wynikajacej czyli do ukierunkowywania niecheci na rzeczywiste
                        przyczyny naszej frustracji, a nie przeciwko nam samym.
                      • tfu.tfu Re: Biustodepresja 21.04.10, 02:04
                        stanzii, ja Cię rozumiem. nigdy w życiu nie widziałam, żeby jakikolwiek stanik
                        (nie mówie o effuniakach) w brytyjskim rozmiarze 65J i J+ leżał dobrze. no nie
                        ma zmiłuj, nie leżał, można sie pociąć stojąc z Klientka w przymierzalni i
                        próbując dobrać jakiegoś panasza, który generalnie dziobie na mostku i wbija się
                        w pachę.
                        wszystko pięknie, jak ktoś nie musi tego znosić. mnie w pachę dziobią nawet
                        maskaradki i dlatego firmie na P powiedziałam dobranoc. firmie na F zresztą też,
                        bo dziobała mnie również w mostek :)
                        jakakolwiek by nie była Twoja decyzja: trzymam kciuki! oby wszystko przebiegło
                        pomyślnie!
                      • milstar Re: Biustodepresja 21.04.10, 11:46
                        stanzii napisała:

                        > daje mi do myślenia także moje garbienie we wszystkim co nie jest
                        > effuniakiem, kondycja skóry (mogę się dwoić i troić, ale przy tym
                        > ciężarze niewiele da się zrobić. Nikt mi nie powie, ze bardzo duży
                        > biust to coś zdrowego. i koronny argument - skoro tak jest teraz,
                        co
                        > będzie za parę lat?

                        Wiesz, obrażasz mnie tym co napisałaś. Pisałam już, że miałam biust
                        tej samej wielkości. To co, byłam przez to chora?? I nie, nie
                        garbiłam się i NIE, nie miałam nic swojej skórze do zarzucenia. A już
                        na pewno nie czułam się obciążona. Nie generalizuj więc
                        Co będzie za parę lat? Być może koniec świata.
                      • anka_z_lasu Re: Biustodepresja 21.04.10, 12:10
                        "To, ze się przestaję mieścić w rozmiarówkach daje mi do myślenia"

                        To nie w tą stronę działa. Ubrania mają dopasować się do nas a nie my do nich.
                        Ja mam dość szerokie stopy, mało które buty mi pasują. To co, mam sobie przyciąć
                        mały palec jak zła siostra Kopciuszka czy może jednak szukać do skutku?
                        • ganbaja Re: Biustodepresja 21.04.10, 13:09
                          Mam szerokie, roklapciałe stopu z haluksami. Butów dla mnie nie ma poza jakimiś babciowatymi klamotami i tot ez w zasadzie trudno spotkać.
                          Operację mi odradzają od 20 lat. Szkoda.
                          Co mi pozostało?
                          Glany.
                          Zakładam nawet do wizytowych spodni. Nie mam innych butów :-(
                          I co mam zrobić? Obrazić się na poroducentów obuwia? Już dawno się obraziłam. Lecz to niczego nie zmienia.

                          Ja rozumiem stanzi.
                          Mam rozmiar pi razy drzwi 32H/34GG i effuniaki 80FF.
                          Ponieważ posiadam też nadwagę to jakoś się to równoważy. Ale gdybym miała ze 2, 3 rozmiary większy to naprawdę miałabym go dosyć.
                          Myślę, że zaryzykowałabym.
                          • roza_am Re: Biustodepresja 21.04.10, 13:36
                            > Ja rozumiem stanzi.
                            > Mam rozmiar pi razy drzwi 32H/34GG i effuniaki 80FF.
                            > Ponieważ posiadam też nadwagę to jakoś się to równoważy. Ale gdybym miała ze 2,
                            > 3 rozmiary większy to naprawdę miałabym go dosyć.
                            > Myślę, że zaryzykowałabym.

                            Ale w tej dyskusji nie chodzi o realną sytuację Stanzii, tylko o jej stosunek do niej. Ze wcześniejszych postów wynikało, że decyzja jest w dużej mierze podjęta emocjonalnie, pod wieloma względami nieprzemyślana. Ponadto Stanzii powoływała się na sytuację sprzed lat, z czasów szkolnych. A przecież operacji chce dokonać dzisiaj, w zupełnie innym układzie odniesienia. To rodziło sporo wątpliwości, czy faktycznie chodzi o zlikwidowanie dzisiejszego, realnego dyskomfortu, czy o zrekompensowanie sobie emocjonalnych krzywd z wieku nastoletniego.
                            Ponieważ dzisiejszy wpis Stanzii jest zupełnym zaprzeczeniem pierwszego, nie wiadomo, jaki naprawdę jest stan faktyczny. W związku z tym cała dyskusja robi się czysto teoretyczna.
                      • mika_p Re: Biustodepresja 21.04.10, 23:54
                        stanzii napisała:
                        > Argument o bliznach i zaburzeniach czucia to dla mnie żadne
                        > powikłania - coś takiego jest mi zupełnie obojętne.

                        Hm... piersi są ważną strefą erogenną kobiety, a zaburzenia czucia ujmują
                        doznań. To też z doświadczeń matki karmiącej mam, karmienie piersią odwrażliwia
                        czasowo brodawki.
                        • feni.feni Re: Biustodepresja 22.04.10, 00:07
                          > Hm... piersi są ważną strefą erogenną kobiety, a zaburzenia czucia
                          ujmują
                          > doznań. To też z doświadczeń matki karmiącej mam, karmienie piersią
                          odwrażliwia
                          > czasowo brodawki.

                          haha, ale też argument
                          • stanzii Re: Biustodepresja 22.04.10, 00:11
                            > > Hm... piersi są ważną strefą erogenną kobiety, a zaburzenia
                            czucia
                            > ujmują
                            > > doznań. To też z doświadczeń matki karmiącej mam, karmienie
                            piersią
                            > odwrażliwia
                            > > czasowo brodawki.
                            >
                            > haha, ale też argument

                            no dla mnie żaden :)
                            • kocio-kocio Re: Biustodepresja 22.04.10, 00:24
                              Nie musisz odpowiadać. Przemyśl:
                              Jak z Twoją seksualnością?
                              Miewasz satysfakcjonujące pod tym względem związki?
                              Odrzucasz ten argument, który może być bez znaczenia, tylko jeśli coś
                              tam, a nie ot tak, bo szkoda by było.
                              • feni.feni Re: Biustodepresja 22.04.10, 00:40
                                kocio-kocio napisała:

                                > Nie musisz odpowiadać. Przemyśl:
                                > Jak z Twoją seksualnością?
                                > Miewasz satysfakcjonujące pod tym względem związki?
                                > Odrzucasz ten argument, który może być bez znaczenia, tylko jeśli
                                coś
                                > tam, a nie ot tak, bo szkoda by było.
                                >

                                masz 16 lat? łał.
                                • kocio-kocio Re: Biustodepresja 22.04.10, 00:46

                                  A przeczytaj uważnie ten post, w którym o tych 16 latach napisałam,
                                  dobrze?
                                  • pierwszalitera Re: Biustodepresja 22.04.10, 01:36
                                    kocio-kocio napisała:

                                    >
                                    > A przeczytaj uważnie ten post, w którym o tych 16 latach napisałam,
                                    > dobrze?

                                    Nie musisz się nikomu tłumaczyć. :-) Nawet gdybyś miała 16 lat i korzystała z pełni życia seksualnego, to nikomu nic do tego. Nie żyjemy w Iranie, albo innym państwie, w którym cnota kobiety wymagana jest prawnie.
                                    • tfu.tfu Re: Biustodepresja 22.04.10, 11:05
                                      a rozwiązłość kobiety powoduje trzęsienia ziemi ;) ay!
                            • pierwszalitera Re: Biustodepresja 22.04.10, 01:31
                              stanzii napisała:

                              > > > Hm... piersi są ważną strefą erogenną kobiety, a zaburzenia
                              > czucia
                              > > ujmują
                              > > > doznań. To też z doświadczeń matki karmiącej mam, karmienie
                              > piersią
                              > > odwrażliwia
                              > > > czasowo brodawki.
                              > >
                              > > haha, ale też argument
                              >
                              > no dla mnie żaden :)


                              Dziwne, piszesz jakbyś miała lat 15, a nie 25. Seksualność kobiety rozwija się z wiekiem, niektóre dopiero później odkrywają swoje erogenne strefy i uczą się korzystać z pełni doznań, które daje nam nasze ciało. Przykre, że bez wahania chcesz z tego zrezygnować. Wydawało mi się, że w wieku lat 25 ma się już przynajmniej choć małe o tym wyobrażenie.
                            • joankara Re: Biustodepresja 24.04.10, 23:28
                              No, ja rozumiem, że nie chcesz mieć dzieci, ale seksu i faceta też
                              nie? Przecież takich pociętych piersi, ani pokazać, ani dotknąć...
                              Rozumiem, gdybyś miała 80 lat, ale przecież młoda jeszcze jesteś,
                              jakieś przyjemności z życia Ci się należą.
                          • edhelwen Re: Biustodepresja 22.04.10, 00:37
                            no niektóre kobiety osiągają orgazm dzięki stymulacji brodawek, niektóre są
                            zupełnie tego pozbawione. Jeśli to jest jedna z nielicznych reagujących stref
                            erogennych, to dla niektórych jest ważna.
                            • kocio-kocio Re: Biustodepresja 22.04.10, 00:43
                              No mnie irytują raczej niż ekscytują.
                              Mogłabym zaryzykować upośledzenie odczuwania.
                              Ale to trzeba zrobić świadomie, a nie lekceważąco.
                              Bo seksualność jest bardzo ważną częścią życia.
                              A młodzi ludzie (szczególnie kobiety) mają tendencję do lekceważenia
                              jej. Wiem co mówię, sama miałam tak absurdalne pojęcie o tzw.
                              miłości, że aż się sama śmieję teraz.
                              A seks odkryłam w tzw. międzyczasie.
                        • slotna Re: Biustodepresja 22.04.10, 00:50
                          > Hm... piersi są ważną strefą erogenną kobiety, a zaburzenia czucia ujmują
                          > doznań. To też z doświadczeń matki karmiącej mam, karmienie piersią odwrażliwia
                          > czasowo brodawki.

                          Nad tym sie zastanawiam czasem, ale: dlugo nie odczuwalam przyjemnosci ze stymulacji brodawek, mimo tego moje zycie seksualne bylo bardzo zadowalajace. Gdybym w tamtym momencie (zanim sie nauczylam jak to jest ;)) zdecydowala sie na operacje, nie mialabym zadnego poczucia straty. Wiec, jesli stanzii jest obojetna wobec tego typu pieszczot, to tym lepiej. Jesli zas nie, oczywiscie musi sobie odpowiedziec na pytanie, do jakiego stopnia sa dla niej wazne. Ja przyznam, ze jeszcze do konca sobie nie odpowiedzialam.
                    • effuniak Turzyco 21.04.10, 07:55
                      Też widziałam te zdjecia.
                      Blizny są minimalne i prawie niewidoczne a zadowolenie dziewczyny aż daje po
                      oczach :)
                      Gdzieś, kiedyś w innym wątku napisałam o samoakceptacji własnego ciała
                      I o tym, że najlepiej nawet oefuniakowana i ubiubrana kobieta w pewnym momencie
                      zostaje naga i jeśli wtedy nie akceptuje widoku swojego ciała to dobitnie
                      przekłada się to na sferę intymną jej życia
                      Jeśli operacyjna zmiana wpłynie na pozytywną samoocenę i jeszcze nie są to
                      uciułane pieniądze - to czemu na siłe staramy sie "nawrócić" autorkę na "drogę
                      cnoty" ?

                      Jej ciało - jaj decyzja

                      Tylko taki mały wtręt - akurat operacja zmniejszenia biustu jest znacznie
                      bardziej inwazyjna niż powiększenie czy lifting biustu
                      Ta operacje jest NAJCIĘŻSZĄ I NAJBARDZIEJ INWAZYJNĄ OPERACJĄ NA BIŚCIE

                      i JEŚLI CHIRURG MÓWI CI COŚ INNEGO TO DZIEWCZYNO ZWIEWAJ OD NIEGO GDZIE PIEPRZ
                      ROŚNIE
                      • felisdomestica Re: Turzyco 21.04.10, 10:35
                        Ewo, być może jeśli chodzi o operacje na biuście, ta jest najtrudniejsza, ale w porównaniu z innymi operacjami, wymagającymi np. otwarcia jam ciała, jest stosunkowo mało inwazyjna.
                        co grozi przy takiej operacji:
                        1. infekcja (grozi tez np.u dentysty)
                        2. zakażenie wzw (jak wyżej)
                        3. ból (są środki przeciwbólowe)
                        4. blizny (stanzii je akceptuje, dobre szycie zostawia je minimalne)
                        5. nieudany efekt (tu niestety nie wiem, jaki procent jest takich zabiegów)
                        Dodajcie coś jeszcze, jesli przyjdzie wam do głowy. Apropos, wiecie jakie są potencjalne zagrożenia przy wstawianiu implantów stomatologicznych? Jak sobie człowiek przeczyta, to włos mu się jeży na głowie... a jednak ludzie to robią, bo powikłania to margines.


                        Myślę, że warto odejść od demonizowania operacji na biuście. Wydaje mi się, że w tym wszystkich chodzi raczej o ideologię, nie o to, że takie zabiegi są rzeczywiście niebezpieczne albo co. Tu nie chodzi o zaprzeczanie własnej kobiecości, jak niektóre z dziewczyn sądzą. kobiecość nie rośnie wraz z biustem a stanzii biustu nie chce sobie odciąć.
                      • pierwszalitera Re: Turzyco 21.04.10, 12:55
                        effuniak napisała:

                        > Tylko taki mały wtręt - akurat operacja zmniejszenia biustu jest znacznie
                        > bardziej inwazyjna niż powiększenie czy lifting biustu
                        > Ta operacje jest NAJCIĘŻSZĄ I NAJBARDZIEJ INWAZYJNĄ OPERACJĄ NA BIŚCIE
                        >
                        > i JEŚLI CHIRURG MÓWI CI COŚ INNEGO TO DZIEWCZYNO ZWIEWAJ OD NIEGO GDZIE PIEPRZ
                        > ROŚNIE

                        Też się już zastanawiałam, czy chirurg po prostu chce zarobić. No bo sorry, ja widziałam taką operację w niemieckiej telewizji i nie była to bajka w sensie włożenia implantatu, co niektóre kobiety robią nawet po kilka razy. Operowana dziewczyna miała przesuwane brodawki, które przyfastrygowane były na czubku piersi jako dekoracja, bo nie spełniały już swojej funkcji. Pewnie w niektórych przypadkach można inaczej, ale im więcej się wytnie, tym większa ingerencja, bo to przecież jest amputacja.
                        • marisella Re: Turzyco 21.04.10, 13:06
                          pierwszalitera napisała:
                          > Też się już zastanawiałam, czy chirurg po prostu chce zarobić. No bo sorry, ja
                          > widziałam taką operację w niemieckiej telewizji i nie była to bajka w sensie w
                          > łożenia implantatu, co niektóre kobiety robią nawet po kilka razy. Operowana dz
                          > iewczyna miała przesuwane brodawki, które przyfastrygowane były na czubku piers
                          > i jako dekoracja, bo nie spełniały już swojej funkcji. Pewnie w niektórych przy
                          > padkach można inaczej, ale im więcej się wytnie, tym większa ingerencja, bo to
                          > przecież jest amputacja.

                          Oj, też widziałam, ale zdjęcia z operacji, video bym chyba nie przeżyła. Może ja
                          jestem jakoś szczególnie wrażliwa na takie rzeczy, ale mną ten widok (widoki)
                          tak wstrząsnął, że do tej pory mi ciarki przez plecy przechodzą i gęsiej skórki
                          dostaję.... Brrrr...
                        • puellapuellae OT ale moze nie taki bardzo OT 21.04.10, 20:10
                          Też się już zastanawiałam, czy chirurg po prostu chce zarobić.

                          Bylam na wizycie u renomowanego chiruga plastycznego. Chodzilo o wyciecie malego
                          znamienia miedzy piersiami, nie bylo w czasie wywiadu mowy o moim wygladzie.
                          Rozbieram sie do badania, na scianach rysunki pieknych, idalnych cial, lekarz
                          podnosi glowe znad papierow i mowi: O Boze, jak Pani wyglada! Wazylam wtedy 70
                          kg przy wzroscie 166 cm, mam jedrne cialo (poza posladkami, ale majtek nie
                          zdejmowalam). Dostalam wyklad, ze mam tragiczna nadwage, ktora trzeba zrzucic,
                          okropne rozstepy i cellulit i ze musze cos z tym zrobic. Bylam w takim szoku, ze
                          nie wiedzialam co mam powiedziec. Weszlam tam jako podobajaca sie sobie kobieta,
                          nie rozmawialam z lekarzem na tematy estetyczne a tylko prosilam o konsultacje
                          ws znamienia. Wyszlam totalnie zdolowana, na szczescie moja Rodzina wysmiala
                          lekarza i przwrocila mi wiare w siebie. To tak a propos checi zarabiania
                          chirurgow plastycznych
                      • madzioreck Wczoraj w TVN Style... 21.04.10, 16:35
                        Był program SOS Uroda, o biuście, pielęgnacji, dobieraniu stanika, operacjach.
                        Wypowiadał się lekarz. Operacja redukcji biustu jest najbardziej skomplikowana i
                        inwazyjna spośród wszystkich operacji wykonywanych na biuście. "Najlżejsze" jest
                        podniesienie piersi, później powiększanie, a na końcu redukcja.
                        • slotna Re: Wczoraj w TVN Style... 21.04.10, 16:51
                          A bylo powiedziane, czy da sie podniesc piersi bez ich redukowania w przypadku duzych rozmiarow? Ma to sens?
                          • madzioreck Re: Wczoraj w TVN Style... 21.04.10, 16:56
                            slotna napisała:

                            > A bylo powiedziane, czy da sie podniesc piersi bez ich redukowania w przypadku
                            > duzych rozmiarow? Ma to sens?

                            Akurat w tym programie lekarz nic nie mówił na ten temat, ale generalnie - da
                            się to zrobić, ponieważ podniesienie biustu polega na wycięciu nadmiaru skóry i
                            przesunięciu brodawek, natomiast na pewno efekt takiej operacji nie jest wieczny
                            i nie zagwarantuje dalszego rozciągania skóry pod ciężarem.
                          • edhelwen Re: Wczoraj w TVN Style... 21.04.10, 17:12
                            ja kiedyś myślałam o podniesieniu piersi, ale jak się dowiedziałam, że w tym
                            przypadku też przesuwają brodawki, to mnie skutecznie zniechęciło...
                            • madzioreck Re: Wczoraj w TVN Style... 21.04.10, 17:17
                              edhelwen napisała:

                              > ja kiedyś myślałam o podniesieniu piersi, ale jak się dowiedziałam, że w tym
                              > przypadku też przesuwają brodawki, to mnie skutecznie zniechęciło...

                              Podejrzewam, że jakbyś się uparła, to by nie przesunęli ;) Tylko efekt mógłby
                              być mało ciekawy.
                              Sęk w tym, ze skóra wycinana jest od dołu, więc nie da rady bez przesuwania.
                        • kura17 Madzioreck 22.04.10, 11:05
                          a moglabys mi pare slow napisac o tym, co mowiono na temat podniesienia piersi?
                          bo ja sie kiedys nad tym zastanawialam, ale przerazilo mnie przeszywanie sutkow
                          i inne takie...
                          moze byc na maila gazetowego :) z gory dziekuje!
                      • turzyca Ewo! 21.04.10, 18:26
                        Wiem, ze zoperowana jest z tego zabiegu zadowolona, napisalam to w moim poscie.
                        Ale ona i ja to dwie rozne osoby.
                        Moze za 15 lat i 3 blizny po cesarkach bede na to patrzec inaczej i te blizny
                        beda wydawac mi sie nieznaczace. Teraz dla MNIE - bedacej w sytuacji podobnej do
                        autorki watku (srodek dwudziestki, bezdzietna) - te blizny wykluczaja operacje
                        ze wzgledow estetycznych.

                        > zostaje naga i jeśli wtedy nie akceptuje widoku swojego ciała to dobitnie
                        > przekłada się to na sferę intymną jej życia
                        > Jeśli operacyjna zmiana wpłynie na pozytywną samoocenę i jeszcze nie są to
                        > uciułane pieniądze - to czemu na siłe staramy sie "nawrócić" autorkę na "drogę
                        > cnoty" ?

                        Z mojego punktu widzenia - nie nawracamy na "droge cnoty" (cokolwiek by to mialo
                        oznaczac), ale staramy sie przekonac do wykorzystania wszystkich mozliwosci.
                        Czyli sprawdzenia, czy przyczyna tego, ze problemem jest mozliwosc zalozenia
                        stanika na glowe, jest biust czy glowa. Jesli sprawdzi i okaze sie, ze biust, to
                        ok, droga na stol operacyjny jest przeciez nadal otwarta. Ale jesli nie
                        sprawdzi, polozy sie na stol, wielki biust zniknie, a problem pozostanie, bo byl
                        w glowie? To mi bedzie zle ze soba, ze nie powiedzialam "ale sprawdz, bo moze to
                        jednak glowa." Ja w takiej sytuacji bede sie czula zle, bo moim zdaniem postapie
                        nieetycznie, pozwalajac, aby sytuacja rozwinela sie w ten sposob.

                        Pomijam fakt, ze dzis okazalo sie, ze przyczyny operacji sa inne niz wymieniane
                        wczoraj.
                • edhelwen Re: Biustodepresja 21.04.10, 01:50
                  piersi rekonstruuje się chyba też ze względu na obciążenie połowy ciała (tej
                  gdzie pierś została). Przeszczepy skóry też często ze względów zdrowotnych, tzn.
                  blizny nie są elastyczne. Co do reszty oczywiście możesz mieć rację
                • milstar Re: Biustodepresja 21.04.10, 11:14
                  stanzii napisała:

                  > A co jeśli się jest chłopakiem i niekoniecznie chce się całe życie
                  > chodzić w długich włosach. Są uszy odstające i uszy ODSTAJĄCE.

                  Jeden z moich braci ma uszy ODSTAJĄCE a drugi jedno ODSTAJĄCE, a drugie
                  odstające. Wierz mi, żaden z nich nie uważa tego za problem
                  • slotna Re: Biustodepresja 21.04.10, 11:42
                    > Jeden z moich braci ma uszy ODSTAJĄCE a drugi jedno ODSTAJĄCE, a drugie
                    > odstające. Wierz mi, żaden z nich nie uważa tego za problem

                    No to fajnie, ze mieli wystarczajaca pewnosc siebie i - byc moze - niezla klase w podstawowce. Do tego jednak trzeba miec szczescie i specyficzny (bardzo pozadany, nie powiem ;)) typ osobowosci. Swoja droga czytajac wypowiedzi dziewczyn w roznych watkach o tym, jak bardzo cierpialy w mlodosci, kiedy wszyscy zwracali uwage na ich biust, jakie wyzwiska padaly w latach podstawowkowych, jak bardzo bylo to upokarzajace - ja sie dziwilam sobie, ze nic takiego u mnie nie nastapilo. Tzn. owszem, dorobilam sie pieknej kolekcji ksyw, mnostwo zartow chodzilo na moj temat, a ja jakims niewytlumaczalnym cudem obrocilam to na swoja korzysc. Wiem jednak, ze to kwestia po pierwsze szczescia (mogli sie wszak nie zniechecic moja pewnoscia siebie i dalej krytykwoac i wysmiewac - kiedys bym sie w koncu zalamala?), po drugie mojej stuprocentowej swiadomosci - juz wtedy - ze ten biust jest moim ATUTEM, w zadnym razie nie wada. O odstajacych uszach niby tez sie da tak powiedziec (jesli pasuja do osoby), ale nie jest to juz takie oczywiste.

                    Takie wiec jednostkowe przyklady samoakceptacji sa chwalebne, ale coz, sa wyjatkami.
                    • milstar Re: Biustodepresja 21.04.10, 11:56
                      slotna napisała:

                      > Takie wiec jednostkowe przyklady samoakceptacji sa chwalebne, ale
                      coz, sa wyjat
                      > kami.

                      Na jakiej podstawie wyciągasz takie wnioski?
                    • anka_z_lasu Re: Biustodepresja 21.04.10, 12:03
                      "No to fajnie, ze mieli wystarczajaca pewnosc siebie i - byc moze - niezla klase
                      w podstawowce. Do tego jednak trzeba miec szczescie i specyficzny (bardzo
                      pozadany, nie powiem ;)) typ osobowosci."

                      Nie trzeba mieć rudych włosów/ grubych okularów/ odstających uszu aby narazić
                      się na drwiny rówieśników. Tu trzeba budować swoją/ swojego dziecka pewność
                      siebie a nie przykrawać uszy do ogólnie akceptowalnego wzorca (jakikolwiek on
                      jest...). Ale to już offtop.
                      • pierwszalitera Re: Biustodepresja 21.04.10, 13:05
                        anka_z_lasu napisała:

                        > Nie trzeba mieć rudych włosów/ grubych okularów/ odstających uszu aby narazić
                        > się na drwiny rówieśników. Tu trzeba budować swoją/ swojego dziecka pewność
                        > siebie a nie przykrawać uszy do ogólnie akceptowalnego wzorca (jakikolwiek on
                        > jest...). Ale to już offtop.

                        Chwała ci za te słowo, bo ten pęd do wyrównawania się z masą i tylko się z niczym nie wychylać, by nie dostać przypadkiem po łbie, jest okropnie nużący.
                      • slotna Re: Biustodepresja 21.04.10, 13:28
                        > Nie trzeba mieć rudych włosów/ grubych okularów/ odstających uszu aby narazić
                        > się na drwiny rówieśników. Tu trzeba budować swoją/ swojego dziecka pewność
                        > siebie a nie przykrawać uszy do ogólnie akceptowalnego wzorca (jakikolwiek on
                        > jest...). Ale to już offtop.

                        Oczywiste chyba, ze nalezy u dziecka budowac pewnosc siebie, czy ja temu zaprzeczalam? Ale bzdura jest twierdzenie, ze kompleksy zasadniczo nie istnieja niezaleznie od warunkow, a jak ktos je ma to glupi i slaby. Wszyscy wszak jakies mamy. Poza tym ja moge u swojego dziecka (w razie posiadania takowego ;)) budowac pewnosc siebie, ale cofne czasu i nie nakaze mojej matce budowania jej u mnie, nie? Moge sie tylko sama starac ja odzyskac. A jesli zasadniczo ja mam, ale mam i kompleks, ot, chocby te nieszczesne uszy - to dlaczego sie go nie pozbyc, skoro mozna, a koniecznie-koniecznie pokochac?
                        • anka_z_lasu Re: Biustodepresja 21.04.10, 13:56
                          "Ale bzdura jest twierdzenie, ze kompleksy zasadniczo nie istnieja niezaleznie
                          od warunkow, a jak ktos je ma to glupi i slaby."

                          Niczego podobnego nie twierdzę.

                          "A jesli zasadniczo ja mam, ale mam i kompleks, ot, chocby te nieszczesne uszy -
                          to dlaczego sie go nie pozbyc, skoro mozna, a koniecznie-koniecznie pokochac?"

                          Trzeba najpierw sprawdzić, czy te uszy są rzeczywiście dla dziecka tak ogromnym
                          problemem estetycznym, czy chodzi tylko o zaczepki rówieśników? Jeśli to
                          pierwsze, to może i operacja ma sens, a jeśli to drugie, to jest to świetna
                          okazja treningu pewności siebie i samoakceptacji przed trudniejszymi sytuacjami.
                          Bo następnym razem dziecko usłyszy że jest gorsze bo się dobrze/źle uczy,
                          chodzi/nie chodzi na religię, ma biednych/bogatych rodziców... i co wtedy?
                          • slotna Re: Biustodepresja 21.04.10, 14:10
                            > "Ale bzdura jest twierdzenie, ze kompleksy zasadniczo nie istnieja niezaleznie
                            > od warunkow, a jak ktos je ma to glupi i slaby."
                            >
                            > Niczego podobnego nie twierdzę.

                            Wszak nie tobie pierwotnie odpisywalam :)

                            > Trzeba najpierw sprawdzić, czy te uszy są rzeczywiście dla dziecka tak ogromnym
                            > problemem estetycznym, czy chodzi tylko o zaczepki rówieśników? Jeśli to
                            > pierwsze, to może i operacja ma sens, a jeśli to drugie, to jest to świetna
                            > okazja treningu pewności siebie i samoakceptacji przed trudniejszymi sytuacjami
                            > .

                            Nie mowilam o przeszywaniu uszu dziecku, tylko o decyzji doroslego czlowieka, ktory te kompleksy wciaz ma.
                          • felisdomestica Re: Biustodepresja 21.04.10, 14:14
                            Dzieciom się operacji plastycznych raczej nie robi, chyba że takie naprawdę korygujące wady wyglądu wynikające z wad rozwojowych lub obrażeń. Uszy się do tego raczej nie zaliczają więc dyskusja jest jałowa.
                            • mika_p Re: Biustodepresja 21.04.10, 23:42
                              felisdomestica napisała:
                              > Dzieciom się operacji plastycznych raczej nie robi

                              Robi się, robi...
                              W 2005 różne źródła podawały liczby:
                              wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80279,2675011.html
                              biznes.interia.pl/news/news/nowe-uszy-na-komunie,617987
                              www.racjonalista.pl/index.php/s,20/t,4059
                        • pierwszalitera Re: Biustodepresja 21.04.10, 14:41
                          slotna napisała:

                          > Oczywiste chyba, ze nalezy u dziecka budowac pewnosc siebie, czy ja temu zaprze
                          > czalam? Ale bzdura jest twierdzenie, ze kompleksy zasadniczo nie istnieja nieza
                          > leznie od warunkow, a jak ktos je ma to glupi i slaby. Wszyscy wszak jakies mam
                          > y. Poza tym ja moge u swojego dziecka (w razie posiadania takowego ;)) budowac
                          > pewnosc siebie, ale cofne czasu i nie nakaze mojej matce budowania jej u mnie,
                          > nie?


                          To takie typowe argumenty, by nie pomyśleć głębiej, a rzucić tylko coś na odczepkę. To, że istnieją kompleksy i prawie każdy jakieś posiada/posiadał jest chyba zaprzeczeniem stwierdzenia, że świadczy to o głupocie? O słabości może tak, ale co jest takiego strasznego w przyznaniu się sobie, że posiada się jakąś słabość? Być może nawet nie z własnej winy, bo rodziny i otoczenia się w wieku dziecięcym nie wybiera, nie jesteśmy więc za ten czas odpowiedzialni. Jako dorośli ludzie mamy jednak szansę na kszałtownie rzEczywistości według naszych potrzeb i przyznanie się do słabości, które utrudniają nam życie jest przecież pierwszym krokiem do aktywnej zmiany sytuacji i ich pokonania. Przed czym tu się bronić? Nie potrafię też zrozumieć, że ktoś upiera przy konieczności posiadania kompleksów, tłumacząc się presją zewnętrzną, czyli usprawiedliwa tym nawet to, co męczy i uprzyksza życie i nie widzi, że pozbycie się kompleksów jest o wiele ekonomiczniejsze niż ciągłe dopasowywanie się do wymaganych, a dla nas albo nieosiągalnych, albo koszujących nas zbyt dużo wysiłku standardów. Czasem mam wrażenie, że niektórzy to lubią cierpić, marudzić i użalać się na temat niesprawiedliwego świata i panujących stereotypów, zamiast po prostu zmienić swoje nastawienie do nich. Chyba, że do końca życia chce się zostać ofiarą i ciachać wszystko, co nie pasuje do ramy.
                          • slotna Re: Biustodepresja 21.04.10, 15:17
                            > To, że istnieją kompleksy i prawie każdy jakieś posiada/posiadał jest chy
                            > ba zaprzeczeniem stwierdzenia, że świadczy to o głupocie? O słabości może tak,
                            > ale co jest takiego strasznego w przyznaniu się sobie, że posiada się jakąś sła
                            > bość? Być może nawet nie z własnej winy, bo rodziny i otoczenia się w wieku dzi
                            > ecięcym nie wybiera, nie jesteśmy więc za ten czas odpowiedzialni.

                            A po co piszesz to samo, co ja juz napisalam? ;)
                    • roza_am Re: Biustodepresja 21.04.10, 12:28
                      > Takie wiec jednostkowe przyklady samoakceptacji sa chwalebne, ale coz, sa wyjatkami.

                      Samoakceptacja nie jest czymś zero-jedynkowym narzuconym nam lub nie przez naturę. Nawet jeśli urodziliśmy się wrażliwcami i brakowało nam wspierających dorosłych dookoła, w dorosłym życiu nie musimy być niewolnikami traum z przeszłości. Na forum jest wiele świadectw uzyskania tejże samoakceptacji własną pracą i wysiłkiem w mniej lub bardziej dorosłym życiu. Polecam zwłaszcza starsze watki, z czasów, gdy na LB odsetek dużobiuściastych był znacznie większy, a atmosfera bardziej kameralna.
                    • edhelwen Re: Biustodepresja 21.04.10, 15:52
                      slotna ----> to nie chodzi tylko o rówieśników, ale o mieli zrobić? W latach
                      80-90 nikt dzieciaka z podstawówki nie zabierał do chirurga na operację uszu.
                      Nie wiem też w jakim wieku to można wykonać, moja znajoma zrobiła jak miała 16
                      czy 17 lat. Pewnie, mogli się z nich śmiać w szkole, ale czy to ma rzutować na
                      dorosłe życie? Tzn jeśli faktycznie doszli do wniosku, że ich odstające uszy nie
                      mają znaczenia? Tylko że akurat w podstawówce były przedmiotem żartów.
                      Na tej zasadzie większość by się operowała. Mnie przezywali "gruba", "czy jesteś
                      w ciąży" i gorsze wyzwiska także nie z powodu tuszy, ale krzywych pleców.
                      Owszem, skutki to pozostawiło, ale odsysanie tłuszczu tego by nie zmieniło, bo
                      trzeźwo patrząc nie byłam dzieckiem otyłym, to inni byli wredni. A operacji
                      kręgosłupa na taki stopień wad jaki mam się nie przeprowadza, więc trudno. Odkąd
                      jestem dorosła, nikt mnie nie wyzywa (pomijając jakieś wyśmiewające się półmózgi
                      z uczelni), a przecież mój wygląd szczególnie się nie zmienił.
                      Chodzi o to, że jeśli ktoś w dzieciństwie był wyśmiewany i obecnie mimo
                      normalnego stosunku ludzi chce sobie zoperować wadę z powodu traumy, to problem
                      tkwi w jego głowie.
                      • black_halo Re: Biustodepresja 21.04.10, 17:42
                        Moze ty akurat jestes taka silna psychicznie ale mnie tez w szkole
                        dokuczali, z powodu tuszy jak mniemalam. Patrzac na zdjecia z tamtego
                        czasu nie roznilam sie znacznie od innych dzieci ale rodzina
                        skutecznie mnie utordzala w przekanu, ze jestem za gruba.I to rzutuje
                        na moje dorosle zycie. Dodatkowo bardzo dlugo mialam kompleksy na
                        temat wlasnego biustu, wydawal mi sie okropny a np. babcia jeszcze
                        dodawala, ze jest nieprzyzwoity. Latami chodzilam w bojowkach,
                        szerokich swetrach do kolan i bluzach XXXL no i glanach.

                        Niedawno calkiem znalazlam spodnice, ktora mùmusialam kupic na
                        mature. Ta spodnica byla w kosmicznie malym rozmiarze 38, w pasie
                        pasuja na 68 cm. Oh boze, jak ja bardzo zaluje, ze w tych czasach, 10
                        lat temu niemialam jeszcze dostepu do internetu i nie moglam
                        pioczytac o samoakceptacji i odzuceniu wzrocow z przeszlosci. A tak
                        mam za swoje, majac 68 cm a pasie odchudzalam sie zeby sprostac
                        oczekiwaniom innych, dzisiaj w pasie mam 98. Kiedys rozpaczalam majac
                        92 cm w biodrach, ze to o dwa za duzo a dzisiaj dochodze do wniosku,
                        ze kazdy cm w tych biodrach wazy ok. 1.5 kg. Tragedia po prostu kiedy
                        pomysle, jak dobrze wygladalam i jak bardzo ludzie dookola wmawiali
                        mi, ze daleko mi do idealu. Jak popatrze jak male stringi nosilam
                        wazac 65 kilo to chce mi sie plakac. 30 kilo pozniej zza strinow
                        wylewa sie brzuch.
                        • edhelwen Re: Biustodepresja 21.04.10, 18:37
                          "Moze ty akurat jestes taka silna psychicznie"
                          no chyba żartujesz ;D Ja nadal mam kompleksy, skutecznie utrwalone przez to co
                          się działo mniej więcej od 7 r.ż. Nie założę spódniczki mini - wiem jakie mam
                          nogi, na Balkonetce obcinam zdjęcia, bo mi się niedobrze robi jak widzę swoje
                          grube ręce i zgarbione plecy. Nigdy nie miałam pewności siebie, wielkiego
                          przekonania o swojej zgrabności i urodzie (wszak z osób zgrabnych i ładnych się
                          nie wyśmiewają, prawda? ;) ). I pewnie, że to nadal rzutuje, ale czasem to
                          olewam, udaję, że mnie to nie obchodzi. Mój facet w ogóle nie zwrócił uwagi na
                          to, że się garbię, więc może większość ludzi też tego nie widzi.
                          Pomagało też patrzenie na dziewczyny z uczelni - nagle się okazało, że masa
                          dziewczyn w moim wieku ma grubsze pupy, uda, nogi, brzuchy i że ja na ich tle
                          wyglądam przeciętnie. Powiedzmy tak, laską może nigdy nie będę, ale nagle się
                          okazało, że wypadam przeciętnie na tle innych ludzi, a nie jak maszkara ;)
                          Chociaż nie potrafię oczywiście się postawić w sytuacji kiedy rodzina cię
                          "gnoi", bo u mnie to raczej byli rówieśnicy. Z tym, że osobie, która od rodziny
                          dostaje przekaz "dla nas jesteś najpiękniejsza" niewiele to pomaga, bo rozumiesz
                          to tak "dla matki jesteś piękna, bo jesteś jej dzieckiem, każda matka uznaje
                          swoje dziecko za ładne, więc jej opinia się nie liczy", zawsze można wszystko
                          przetłumaczyć na swoją niekorzyść - że jak mówią ci że jesteś ładna, to na pewno
                          z litości albo dlatego że to twoja rodzina (a to że jesteś jedyną dziewczynką
                          nieproszoną do tańca na dyskotece to jakiś błąd Matrixa ;))
                          Mam nadzieję, że jak będę miała córkę, która odziedziczy to i owo po mnie, będę
                          potrafiła jej skutecznie pomóc.
                          • black_halo Re: Biustodepresja 21.04.10, 19:50
                            No wlasnie, majac podkopane mniemanie o sobie mozna cie latwo zgnoic bo
                            juz i tak uwazasz, ze cos z toba jest nie tak. Ogolnie jak pomysle jak
                            wygladalam kiedys i jak wygladam teraz to mi troche przykro. Ale teraz
                            akceptuje swoj wyglad bardziej niz wtedy.
                          • slotna Re: Biustodepresja 21.04.10, 20:17
                            > Chociaż nie potrafię oczywiście się postawić w sytuacji kiedy rodzina cię
                            > "gnoi", bo u mnie to raczej byli rówieśnicy.

                            Hehe, moj zlosliwy, podly ojciec oprocz ciaglej krytyki kiedys nawet narysowal (!) karykaturalnie moja "gruba dupe". A tylek mam rewelacyjny i absolutnie sie go nie wstydze od kiedy zalapalam jak wyglada naprawde: czyli jakos od ca 20 roku zycia. Wiec przez kilka dobrych lat marnowalam dobroc, noszac dlugasne swetry i tshirty, zeby to "grube dupsko" ukryc. A nie mialo to absolutnie nic wspolnego ze stanem faktycznym. Teraz juz wiem jak jest naprawde, ale i tak bezustannie sie boje, ze jestem za gruba. Ostatnio bylam z chlopakiem w moim starym mieszkaniu i wyciagnelam jakies zdjecia z dziecinstwa, tak dla fanu. Jakiez bylo zdziwienie, kiedy okazalo sie, ze bylam zupelnie normalnie zbudowanym dzieckiem, a wczesna nastolatka nawet dosc chudawa. Wmawialam mu bowiem, ze moje lekkie zaciemnienie obrazu bierze sie z tego, ze w dziecinstwie bylam otyla... not :D
                            • turzyca Re: Biustodepresja 21.04.10, 20:32
                              > Hehe, moj zlosliwy, podly ojciec oprocz ciaglej krytyki kiedys nawet narysowal
                              > (!) karykaturalnie moja "gruba dupe". A tylek mam rewelacyjny i absolutnie sie
                              > go nie wstydze od kiedy zalapalam jak wyglada naprawde: czyli jakos od ca 20 ro
                              > ku zycia. Wiec przez kilka dobrych lat marnowalam dobroc, noszac dlugasne swetr
                              > y i tshirty, zeby to "grube dupsko" ukryc.

                              I to jest chyba calkiem niezle podsumowanie sytuacji.


                              Ja swietnie wiem, ze duza czesc mojego dobrego samopoczucia w stosunku do ciala
                              zawdzieczam wlasnie rodzinie, ktora natychmiast dostrzega i podkresla wszelkie
                              zmiany na dobre, prawi komplementy oparte na faktach, a konieczna krytyke
                              uprawia w sposob kulturalny.

                              Lobby nie musialo w moim przypadku dokonywac rewolucji tylko znakomicie
                              ugruntowalo to, co zostalo zapoczete przez dom rodzinny. A przede wszystkim
                              pokazalo droge, jak sobie radzic, gdy moje cialo zaczelo ewoluowac, czego dom
                              rodzinny z braku znajomosci angielskiego rynku bieliznianego zagwarantowac nie
                              mogl. ;)
                              • slotna Re: Biustodepresja 21.04.10, 20:52
                                > I to jest chyba calkiem niezle podsumowanie sytuacji.

                                Czesciowo. To byl przyklad zlosliwosci, ale co z prawdziwa krytyka? Matka zawsze mi odradzala spodnice i sukienki, twierdzac, ze mam brzydkie nogi. MAM brzydkie nogi, w sukienkach nie chodze, czasem bym chciala, ale nie umiem. Widuje dziewczyny o nogach znacznie mniej ksztaltnych niz moje w fajnych kieckach, wygladaja ladnie i co? I pstro. Nie przemoge sie. I nie wiem czy to wlasciwie dobrze (no serio lepiej mi w spodniach) czy zle (kurde, chcialabym kiedys kiecke zalozyc).

                                A dola wygladowego lecze, robiac sobie przepiekne zdjecia (tak jak modelkom sie robi: cykam 200, wybieram 2, obrabiam, zostaje jedno ;)) i gapiac sie na nie w chwilach depresji. Wow, to przeciez ja! ;)
                                • turzyca Re: Biustodepresja 21.04.10, 21:16
                                  Tylko czy ta krytyka rzeczywiscie byla uzasadniona i rzeczowa?
                                  Nie wiem, co to znaczy "brzydkie nogi", bo to strasznie nieprecyzyjne
                                  okreslenie. Czy one sa krzywe? z szerokimi kostkami? z dziwnym ksztaltem kolan?
                                  Zrobmy zalozenie, ze rzeczywiscie nogi nie sa Twoim atutem. Czy jak zakladasz
                                  sukienke, to je eksponujesz? Niekoniecznie. Mozesz eksponowac figure, pupe,
                                  biust, brzuch, dekolt, plecy, karnacje, wlosy. Nogi spelniaja wtedy funkcje tych
                                  podporek do stania, ktore sie w ktoryms momencie spod tej sukienki sie
                                  wylaniaja. I w dobrze dobranej sukience ludzie koncentrowaliby sie na Twojej
                                  swietnej figurze, a te podporki wystajace spod sukienki traktowali jak po prostu
                                  podporki wystajace spod sukienki. Wiekszosc ludzi ma nogi, Ty tez, wiec po co na
                                  nie zwracac ekstra uwage, sa tam, gdzie powinny byc. Zeby je zaakcentowac
                                  musialabys ubrac albo spodnice/sukienke eksponujaca je w mozliwie duzej czesci
                                  albo zalozyc na nie rajstopy/ponczochy przykuwajace uwage (wzor, kolor), albo
                                  obydwa i ew. wesprzec to wszystko butami.

                                  Gdyby Twoja matka uprawiala krytyke rzeczowa, to mowilaby Ci, ze w tej czerwonej
                                  spodnicy to bardzo widac, ze masz kosciste uda, ale zielona swietnie podkresla
                                  Twoja figure, a koscistosci ud nie widac. Mialabys wiec jasny przekaz: mam
                                  kosciste uda, ale moge sie ubrac tak, zeby tego nie bylo widac. Dorosnawszy
                                  moglabys odkryc, ze kosciste uda wcale nie sa wada i nosic spodnice w typie
                                  tamtej czerwonej. A tak masz ogolne przekonanie, ze Twoje nogi sa brzydkie i ze
                                  nie powinnas nosic spodnic. Gdyby Twoja matka uprawiala krytyke budujaca Twoje
                                  ego, to przy zielonej spodnicy zachwycalaby sie Twoja figura i prezencja w danej
                                  sukience, a kwestie ud by przemilczala. Obydwie wiecie, ze sa kosciste, ale w
                                  tej sukience wazniejsze jest to jak zachwycajaco w niej wygladasz i jak wspolgra
                                  z Twoja uroda, a nie to ze dodatkowo zakrywa Twoje kosciste uda. Mialabys
                                  przekaz "moge wygladac swietnie ([bardzo, bardzo malymi literkami:] nawet jak
                                  mam kosciste uda)".
                                  A Ty dostalas zupelnie nierzeczowy i dolujacy przekaz "mam brzydkie nogi i
                                  powinnam je zakrywac".


                                  PS Na szczescie da sie to leczyc. ;)
                                  • edhelwen Re: Biustodepresja 21.04.10, 21:30
                                    well, ja dostałam przekaz "korzystnie wyglądasz w długości 'w kolano', w
                                    krótszej niekorzystnie". I tego się trzymałam długie lata, zwłaszcza że mama
                                    miała (i ma nadal) duży wpływ na to co noszę (na zasadzie, że jak jej się nie
                                    spodoba, to mi nie da na to kasy albo da ale za każdym razem będzie podkreślać,
                                    że korzystnie wyglądam tylko w tym co ona mi wybrała). Ostatnio zaczęłam
                                    otrzymywać komentarze od rówieśniczek, że powinnam nosić spódnice przed kolano,
                                    że takie do kolan mnie pogrubiają, wyglądają "babciowo" itp. i w sumie mama też
                                    zauważyła że trochę przed kolano jest w porządku. Ale w dalszym ciągu nie mini.
                                    (no tak, w mini wyglądałabym tragicznie, nawet obecnie w spódnicy przed kolano
                                    wolę się nie przeglądać w lustrze ;) całe szczęście że jest jeszcze sezon na
                                    kryjące rajstopy :P)

                                    Btw czy jest sens zakrywać nogi teraz, kiedy jesteśmy młode?
                                  • slotna Re: Biustodepresja 21.04.10, 22:26
                                    > Tylko czy ta krytyka rzeczywiscie byla uzasadniona i rzeczowa?
                                    > Nie wiem, co to znaczy "brzydkie nogi", bo to strasznie nieprecyzyjne
                                    > okreslenie. Czy one sa krzywe? z szerokimi kostkami? z dziwnym ksztaltem kolan?

                                    Alez moge opisac, nie ma sprawy :) Glowny problem stanowia lydki. Krzywe niby nie sa, za to mocno umiesnione, ale wygladaja jakby troche krzywe byly: wiekszosc miecha jest po zewnetrznej stronie lydki, a w srodku hula wiatr. Lata cwiczen ciutenke zmienily te proporcje, ale naprawde minimalnie. Masywne sa na calej dlugosci, niemalze do kostki, ktore rowniez jest duza, z przodu jeszcze ujdzie, ale z boku jest faktycznie bardzo szeroka. Uda mam calkiem ok, nie jakies idealne, ale niezle, kawalek nad kolanami tez spoko.

                                    I w dobrze dobranej sukience ludzie koncentrowaliby sie na Twojej
                                    > swietnej figurze, a te podporki wystajace spod sukienki traktowali jak po prost
                                    > u
                                    > podporki wystajace spod sukienki. Wiekszosc ludzi ma nogi, Ty tez, wiec po co n
                                    > a
                                    > nie zwracac ekstra uwage, sa tam, gdzie powinny byc.

                                    No wlasnie - po co zwracac na nie uwage, lepiej zalozyc spodnie ;) Ale rozumiem, co do mnie piszesz i zastanowie sie nad tym. Mierzylam dwie sukienku w New Look niedawno, nie moglam uwierzyc wlasnym oczom, gdy zobaczylam je na wieszakach, bo w zalewie bezramiaczkowych czy zupelnie prostych, jak worki, wygladaly na takie, ktore zmieszcza moj biust. Faktycznie zmiescily (i byly to jedyne dwie, ktore zmiescily, bo z ciekawosci przymierzylam potem jeszcze pol sklepu) i teraz sie zastanawiam czy by ich jednak nie kupic i nawet nie zalozyc do ludzi ;)

                                    > A Ty dostalas zupelnie nierzeczowy i dolujacy przekaz "mam brzydkie nogi i
                                    > powinnam je zakrywac".

                                    No tak. Ale nie widze tej nierzeczowosci, faktem jest, ze eksponowac ich nie powinnam, nie? Dlugie kiecki sa nie dla mnie zasadniczo, bo jestem wzrostu siedzacego psa, a ramiona mam potezne. Kupilam ostatnio jedna, bo byla smiesznie tania i geometrycznie przepiekna, a facet sie kobiecosci domagal. Pomyslalam, ze moge sobie w niej chodzic u niego po domu wszak. Zrobilam zdjecia, bo chcialam pokazac przyjaciolce i wiem, ze to wyglada ZLE. No po prostu zle, potrafie wygladac o niebo lepiej - w dzinsach ;)
                                    • chattetoutenoire Re: Biustodepresja 22.04.10, 09:17
                                      No nie... opisałaś moje łydki! I teraz moje kompleksy z przeszłości odżywają;-) Jako dzieciak reprezentowałam szkołę w biegach przełajowych i nabawiłam się potężnych mięśni nóg przy ogólnej leciutkiej i zwiewnej budowie ciała. Odkryłam spódnice pod koniec liceum...
                                      Jednak fakt, najbardziej lubię nosić spódnice zimą - do nich grube jednokolorowe rajstopy, ale w kolorach typu fiolet, zieleń, czerwień i inne:), a do nich moje szałowe kozaki na wyyyyyysokich obcasach. Wysmuklają łydki, a kostek nie widać.:)
                            • edhelwen Re: Biustodepresja 21.04.10, 20:39
                              ja miałam nadwagę, a przynajmniej złe wyniki na siatce centylowej. Ale nigdy to
                              nie była otyłość. No ok, dziewczynki ważyły np. 30kg a ja 40kg, ale czy to było
                              jakieś monstrualne? Raczej nie. No i bardzo przykro mi się zrobiło, jak jakiś
                              czas temu ciotka nazwała zobaczoną przypadkowo pulchną dziewczynkę "okropnym
                              grubasem", kiedy ja w wieku tego dziecka wyglądałam podobnie :/
                              Zresztą żaden poziom nadwagi nie powinien usprawiedliwiać szyderstw
              • pitupitu10 Re: Biustodepresja 21.04.10, 09:42
                edhelwen napisała:
                > Szczerze powiedziawszy - ja byłam w szoku, przeczytawszy ostatnio o zabiegu
                > odjęcia malutkiemu dziecku dodatkowych palców (miał po sześć), nie dlatego, że
                > problemy z odzieżą czy coś, tylko dlatego, żeby "dzieci się nie śmiały" :/ A po
                > d
                > tym była wypowiedź młodej dziewczyny, że jej jako dziecku też odjęli dodatkowe
                > palce i został jej przypadkiem dodatkowy u stopy i już się go nie wstydzi, uważ
                > a
                > że jest fajny ;) To tak na marginesie, zmierziło mnie usuwanie dziecku tylko
                > dlatego "bo dzieci się mogą wyśmiewać" >< A co z dziećmi rudymi, okular
                > nikami,
                > albinosami?

                Mi też obcięto dodatkowy palec! :D I szczerze powiedziawszy, to się z tego cieszę.
                • edhelwen Re: Biustodepresja 21.04.10, 16:44
                  ;) np u stopy pewnie by mi przeszkadzał, nie mam wąziutkich stóp, ale całkowicie
                  sprawny szósty palec u ręki? Być może byłoby to praktyczne ;)
                  Czytałam kiedyś taką powieść "Dziedzictwo nowoorleańskie" jakoś tak. I tam
                  główna bohaterka miała szczególną cechę - mały i serdeczny palec równej długości
                  u obu rąk i ludzie zwracali na to uwagę. Czy to naprawdę byłoby takie dziwne? A
                  ja mam mały palec jak u dziecka, może nie szczególnie nienaturalny, ale niestety
                  za krótki aby dobrze grać na gitarze (tu szósty by się przydał xD)

                  To odejmowanie szóstego palca można porównać ze stosunkiem rodziców z Indii,
                  którzy uważają, że są pobłogosławieni przez urodzenie dziecka z kilkoma
                  kończynami więcej (nie do końca wchłonięty bliźniak), jedna taka dziewczynka
                  była wręcz uważana za boginię, a rodzice przez długi czas nie chcieli się
                  zgodzić na operację O__o
                  • martvica Re: Biustodepresja 21.04.10, 20:04
                    edhelwen napisała:

                    > ;) np u stopy pewnie by mi przeszkadzał, nie mam wąziutkich stóp, ale całkowici
                    > e
                    > sprawny szósty palec u ręki? Być może byłoby to praktyczne ;)

                    Zwłaszcza przy kupowaniu rękawiczek ;>
                    • edhelwen Re: Biustodepresja 21.04.10, 21:23
                      teraz są modne takie z jednym palcem ;D a nawet teraz nie jest idealnie, w
                      miejscu na mały palec mam dużo pustego miejsca ;)
              • indigo-rose Re: Biustodepresja 21.04.10, 23:15
                edhelwen napisała:

                > A co z dziećmi rudymi, okular
                > nikami,
                > albinosami?
                Jako ruda okularnica odpowiem: nic. Okulary są tak powszechne, że przestają być
                powodem drwin. Rude włosy przyszły mi z czasem, ale też wszyscy traktowali je
                naturalnie. I nie sądzę, żeby to była kwestia "wyjątkowo wyrozumiałej klasy" -
                po prostu najwyraźniej nikt nie wiedział, że to może być jakaś większa sensacja.
                Dzieci traktują wszystko naturalnie, chyba że nauczą się od starszych, że to czy
                owo jest odmienne i traktowane nienormalnie. Nie mamy nietolerancji w genach.
                Ludzie są różnorodni i im więcej różnorodności widzi się od najmłodszych lat,
                tym bardziej naturalna się wydaje. Im bardziej będziemy wszyscy ujednolicać się
                do konkretnego wzorca, tym bardziej odmienność rzeczywiście będzie postrzegana
                jako odchylenie od normy.
                • anka_z_lasu Re: Biustodepresja 22.04.10, 00:10
                  "Im bardziej będziemy wszyscy ujednolicać się do konkretnego wzorca, tym
                  bardziej odmienność rzeczywiście będzie postrzegana jako odchylenie od normy."

                  No idealnie wyraziłaś mój pogląd na tą sprawę :)))
            • jul-kaa Re: Biustodepresja 21.04.10, 11:12
              stanzii napisała:

              > PS2. Kogoś, kto ma odstające uszy jakoś nikt nie będzie namawiał,
              > żeby polubił siebie i zrobił atut z odstających uszu i się nimi
              > wyróżniał z tłumu, bo to jest po prostu brzydkie.

              A to już nie jest prawda. Są osoby, którym odstające uszy dodają uroku. Znam
              takiego jednego, który bez (bardzo!) odstających uszu nie byłby sobą.
              • slotna Re: Biustodepresja 21.04.10, 11:20
                > A to już nie jest prawda. Są osoby, którym odstające uszy dodają uroku. Znam
                > takiego jednego, który bez (bardzo!) odstających uszu nie byłby sobą.

                Dumbo! Z "Brulion Bebe B" Malgorzaty Musierowicz ;)
            • maith Re: Biustodepresja 21.04.10, 13:35
              stanzii napisała:
              > wbrew temu, co wielokrotnie słyszałam - pomniejszenie, lub
              > podniesienie biustu jest zdecydowanie lżejszym zabiegiem niż
              > powiększenie

              Coś mi tu nie pasuje. Bo Ci wszyscy chirurdzy plastyczni, zapraszani
              do TV mówili zawsze wyraźnie, że pomniejszenie lub podniesienie jest
              trudniejszą operacją. A nagle idziesz na konsultację przed
              pomniejszeniem i dostajesz odwrotne info...

              Przypomina mi się dowcip o szewcu, co to tłumaczył jednemu, że za
              małe buty rozciągną się przecież na deszczu, a drugiemu, że za duże
              buty, to przecież na deszczu się skurczą.

              > Tak samo jak runęła moja obawa, że to, co będzie
              > usunięte odrośnie czy coś.

              Znaczy, że operacja zablokuje Ci możliwość rośnięcia biustu?

              Wiesz co? Może zamiast rozmawiać na ten temat na Lobby, niezajmujące
              się operacjami, wejdź na jakieś forum tematyczne i po prostu upewnij
              się na spokojnie, czy to co powiedział Ci ten lekarz to prawda.
              Bo czemu lekarz na prywatnej konsultacji z klientką mówi coś innego
              niż lekarze zapytani ogólnie...
        • kozunia91 Re: Biustodepresja 20.04.10, 23:05
          Dziewczyny proszę przestańcie polecać wiecznie BiuBiu,ja wiem że super że coś się ruszyło.Ale do Bravissimo to im daleko-chodzi mi o wzornictwo.Nie mówiąc już o tym że danie 60 zł za zwykła koszulkę których potrzebowała bym...z 6.minimum jest nadal ceną dla mnie nie do przebicia.
          Effuniak wprowadzając swoje staniki rzuciła chociaż jakąś konkurencyjną ceną dla Panache i Frey.
          • maheda Re: Biustodepresja 20.04.10, 23:18
            Myślę, że z wzornictwem to akurat kwestia gustu.
            Mnie bardziej "podchodzi" BiuBiu też z innego powodu - w BiuBiu mieści się mój
            biust, a w ciuchach Bravissimo nawet tych SC - raczej nie. A nie po to kupuję
            ciuchy z rozmiarem w biuście, żeby mi się ciągnęły na piersiach.
            Mam w szafie ciuchy obu marek, ale od ponad roku nie kupiłam już niczego z
            Bravissimo.
          • turzyca Re: Biustodepresja 20.04.10, 23:37
            > Dziewczyny proszę przestańcie polecać wiecznie BiuBiu,ja wiem że super że coś s
            > ię ruszyło.Ale do Bravissimo to im daleko-chodzi mi o wzornictwo.

            Kupilam sobie w zeszlym roku dwie letnie bluzki kopertowe. Ta z Bravissimo ma
            napik na dekolcie, zeby nie swiecic biustem. Ta z Biubiu trzyma sie z racji
            samego wiazania. I do tego moja sylwetka wyglada w niej duzo lepiej. Wzornictwo
            wiec moim zdaniem lepsze jest w Biubiu. Inna kwestia sa uzyte materialy i ich
            wzory. Niestety Biubiu jest na tyle mala firma, ze nie moze sobie zamowic
            wlasnych materialow, a trudno z oferty rynkowej wybrac cos, co spelnia zarowno
            wymagania techniczne jak i kolorystyczne. Ale wlasnie dlatego kupuje w Biubiu i
            polecam je innym, bo wiem, ze jest to tylko kwestia wielkosci, niech dzieki
            mojemu wkladowi Paryzanka rozwinie swoja firme jak najszybciej.
            • stanzii Re: Biustodepresja 20.04.10, 23:53
              > Dziewczyny proszę przestańcie polecać wiecznie BiuBiu,ja wiem że
              super że coś się ruszyło
              Podpisuję się pod tym, tak stawiacie na indywidualność, a ciągle ktoś
              kogoś przekonuje do biu biu. Ja rozumiem, ze to jedyna taka firma, ale
              nie każdemu się musi podobać. Nowe modele są całkiem niezłe co prawda,
              więc jestem pełna nadziei na przyszłość wzornictwa w tej firmie ^^
              • edhelwen Re: Biustodepresja 21.04.10, 00:15
                no np. krój sukienek Biubiu jest dla mojej figury niekorzystny. Zresztą
                Paryżanka tłumaczyła dlaczego taki, a nie inny krój, przewidziany po prostu na
                inny typ figury. Bluzki akurat w porządku, wzorniczo kilka mi podeszło.
                • tfu.tfu Re: Biustodepresja 21.04.10, 01:57
                  a mnie z biu biu nic nie podeszło, wszystko trzeba by było przerabiać u
                  krawcowej... :( w bluzkach wyglądam jak słonica w 12 miesiacu ciąży, w zwykłym
                  t-shircie z m&s jak kobieta... zwykły t-shirt z m&s kosztuje max 29,90PLN, jest
                  różnica? dla mnie kolosalna.
                  • stanzii Re: Biustodepresja 21.04.10, 02:01
                    12 miesiąc ciąży! dobre! to trzeba spopularyzować! :)))
                  • edhelwen Re: Biustodepresja 21.04.10, 02:35
                    wiesz, ja nie miałam w łapkach nic z Biubiu, ale mam już na tyle doświadczenia,
                    że potrafię ocenić kieckę po kroju ;) Miejsce na biust w sukience to w moim
                    przypadku nie wszystko, bardzo liczy się odcinek talia-biodra, powiedziałabym,
                    że jest wręcz kluczowy ;)
                  • kryklu Re: Biustodepresja 21.04.10, 09:50
                    tfu.tfu napisała:
                    w bluzkach wyglądam jak słonica w 12 miesiacu ciąży

                    To całkiem nieźle, uwzględniając fakt, że ciąża u słoni trwa ok. 21
                    miesięcy ;)
                    • tfu.tfu Re: Biustodepresja 21.04.10, 10:35
                      co nie zmiania faktu, że wolę jednak wygladać jak homo sapiens a nie jak
                      loxodonta ;)
                  • roza_am Re: Biustodepresja 21.04.10, 12:32
                    No, ale skoro pasują na Ciebie zwykłe T-shirty z M&S, to nie masz powodu
                    poszukiwania specjalistycznych ubrań probiuściastych. Wówczas ich stylistyka czy
                    kroje sa dla Ciebie zupełnie bez znaczenia.
                    • tfu.tfu Re: Biustodepresja 21.04.10, 13:08
                      po pierwsze: wiekszość nie pasuje, w H&M bluzki nie kupię, jedynie M&S się
                      "łapie" moze dlatego, że sprzedają t-shirty z talią?
                      po drugie: po ilustam zachwytach przymierzylam prawie wszystko, co było
                      dostępne. mnie sie inicjatywa podoba, ale kobiety mają RÓŻNE typy figury, na
                      moim lepiej leży zwykły t-shirt (taliowany) niż specjalnie uszyta sukienka czy
                      bluzka, która ma pomieścić moje 112 w biuście. a to jednak nie tak mało.
                      i dla mnie jednak materiały nieodpowiednie, zwykła bawełna z odrobiną elastanu
                      leży 100 razy lepiej. dla mnie biu biu odpada, wyraziłam jedynie swoje zdanie.
                      coś w tym złego, że brak pieśni pochwalnych?
                      • roza_am Re: Biustodepresja 21.04.10, 13:24
                        > po pierwsze: wiekszość nie pasuje, w H&M bluzki nie kupię, jedynie M&S się
                        > "łapie" moze dlatego, że sprzedają t-shirty z talią?
                        dla mnie biu biu odpada, wyraziłam jedynie swoje zdanie.
                        > coś w tym złego, że brak pieśni pochwalnych?

                        Skoro "łapiesz" się na coś taniego, dostępnego i pasującego do Twojej figury, to jaki sens narzekać na ofertę innych producentów? Ważne, że masz co sobie kupić i jeszcze korzystnie na tym finansowo wychodzisz. Nie wszystkie firmy muszą zaspokajać Twoje potrzeby. Ważne, że znalazłaś taką, która je zaspokaja.

                        Nie chodzi mi o nazwy poszczególnych firm i o to, po której stronie tabeli decyzyjnej się znajdą, tylko o ogólny sposób myślenia (skupianie się na minusach, a nie plusach Twojej sytuacji).
                    • edhelwen Re: Biustodepresja 21.04.10, 15:41
                      roza_am ----> e, nie do końca. Ja jakieś bluzeczki sobie znajduję, ale problem
                      zaczyna się kiedy szukam sukienki. Oczywiście, że większość tych bluzeczek nie
                      leży idealnie w biuście, ale nie ma dramatu. Za to ubranie, w którym pod uwagę
                      brane są i biodra i biust to już problem, nie tylko sukienki, czasem kurtki
                      (kiedyś mierzyłam kuriozum - w biuście ok, ciasno w biodrach ;) ), bluzy,
                      nieelastyczne koszule. Aktualnie nie potrzebuję koszuli, ale jakbym miała
                      potrzebę to prawie na pewno bym spróbowała Biubiu zamiast latać po sklepach i
                      tracić nerwy ;)
          • kryklu Re: Biustodepresja 21.04.10, 00:00
            kozunia91 napisała:

            > Dziewczyny proszę przestańcie polecać wiecznie BiuBiu,ja wiem że
            super że coś s
            > ię ruszyło.Ale do Bravissimo to im daleko-chodzi mi o
            wzornictwo.Nie mówiąc już
            > o tym że danie 60 zł za zwykła koszulkę których potrzebowała
            bym...z 6.minimum
            > jest nadal ceną dla mnie nie do przebicia.

            Kozuniu, a ile kosztują "zwykłe koszulki" w Bravissimo?

            Zresztą zwykłych koszulek to ja nigdy w BiuBiu nie widziałam,
            wszystkie bluzki i sukienki mają probiuściasty krój, na pewno nie są
            zwykłe. A wzornictwo jest kwestią gustu, a gusta bywają wszak różne.

            > Effuniak wprowadzając swoje staniki rzuciła chociaż jakąś
            konkurencyjną ceną dl
            > a Panache i Frey.

            Brytyjskie staniki kupowałam w większości w cenach wyprzedażowych.
            Obniżki cen effuniaków są mniejsze. Effuniaki to są jedne z moich
            najdroższych uświadomionych staników :) Gdyby były znacznie droższe,
            też bym je kupowała. W pewnych sytuacjach cena staje się nieistotna.
            • effuniak Kryklu nie kuś ;DDD 21.04.10, 07:40

          • roza_am Re: Biustodepresja 21.04.10, 00:04
            > Effuniak wprowadzając swoje staniki rzuciła chociaż jakąś konkurencyjną ceną
            dla Panache i Frey.

            Czyżby ceny BiuBiu nie były konkurencyjne wobec cen Bravissimo?
          • kasienka.body Re: Biustodepresja 21.04.10, 12:11
            effuniak - 100 - 120 zł (pod warunkiem trafienia z rozmiarem za pierwszym razem), Panache - już od 139 zł. Różnica nie wielka, materiały zupełnie inne.
            • kryklu Re: Biustodepresja 22.04.10, 00:02
              kasienka.body napisała:

              > effuniak - 100 - 120 zł (pod warunkiem trafienia z rozmiarem za
              pierwszym razem
              > ), Panache - już od 139 zł.

              Pod warunkiem trafienia. Bo w Panache trafia się za pierwszym
              razem ;)


              > effuniak - 100 - 120 zł), Panache - już od 139 zł. Różnica nie
              wielka, materiały zupełnie inne.

              Krój też jakby inny... Zauważyłaś?
              Jedne szyte w Polsce w krótkich seriach, drugie w Trzecim Świecie...
              • edhelwen Re: Biustodepresja 22.04.10, 00:15
                ale w Panache pewnie nie ma niespodzianek, że biorąc zawyżony obwód nie możesz
                się dopiąć xD
                Na razie z Panache jest ogólnie większy wybór jeśli chodzi o biusty średnie.
                • kryklu Re: Biustodepresja 22.04.10, 00:37
                  edhelwen napisała:

                  > ale w Panache pewnie nie ma niespodzianek, że biorąc zawyżony
                  obwód nie możesz
                  > się dopiąć xD
                  Fakt, takich niespodzianek nie ma, jest za to wiele innych i jeden
                  pewnik: fiszbiny w G+ kończące się na plecach.

                  > Na razie z Panache jest ogólnie większy wybór jeśli chodzi o
                  biusty średnie.

                  Dla mojego średniego biustu ta firma nie ma nic.
                  • edhelwen Re: Biustodepresja 22.04.10, 00:49
                    kryklu ----> nie pamiętam jaki nosisz rozmiar, ale ja miałam na myśli środek
                    tabelki, powiedzmy takie "F" w obwodach 65-75. I tu masz trochę miękkich,
                    usztywniane Masquerade, ja mam nawet full-cup który na mnie dobrze leży (tak,
                    też byłam w szoku). I fiszbiny wcale nie są w tej grupie szerokaśne. Dla
                    niektórych ta firma nic nie ma, dla niektórych ma. Obecnie przy funduszach
                    miałabym spory wachlarz staników do wyboru z Superbra, Cleo, Masquerade, a
                    effuniaki to nadal jeden model plunge. Pewnie, można mieć we wszystkich
                    kolorach... Ja akurat nie trafiłam na rozmiar, piłuje mi paszkę, muszę nosić z
                    przedłużką, nie wyobrażam sobie tego jako stanika codziennego, może następnym
                    razem lepiej trafię.
                    No a jak ktoś jest G+ to pewnie, że inna gadka, tylko nie czyńmy z czegoś
                    dogmatu, że jak Panache to szerokie fiszbiny w każdej grupie
                    rozmiarowo-obwodowej, a 'effuniaki' nadają się na każdy biust, bo to też nie prawda
                    • kryklu Re: Biustodepresja 22.04.10, 10:03
                      edhelwen napisała:

                      > kryklu ----> nie pamiętam jaki nosisz rozmiar, ale ja miałam na
                      myśli środe
                      > k
                      > tabelki, powiedzmy takie "F" w obwodach 65-75. I tu masz trochę
                      miękkich,
                      > usztywniane Masquerade, ja mam nawet full-cup który na mnie dobrze
                      leży (tak,
                      > też byłam w szoku). I fiszbiny wcale nie są w tej grupie
                      szerokaśne. Dla
                      > niektórych ta firma nic nie ma, dla niektórych ma. Obecnie przy
                      funduszach
                      > miałabym spory wachlarz staników do wyboru z Superbra, Cleo,
                      Masquerade

                      Jestem średniobiuściasta: biust 104, biodra 120.
                      Noszę effuniakowe 70GG i brytyjskie podobnie, z tym, że tu obwody
                      raczej za luźne. Z maskaradek wypadłam, zostawiłam sobie tylko
                      Atagona 32G na specjalne okazje, ale jest mocno na styk i obwód
                      podjeżdża. Ogólnie brytyjczyki odcinają mi ramiona, mają za szerokie
                      fiszbiny i mostki, sprawiają mi ból, spłaszczają nieduże piersi. A
                      30 z przeliczoną miseczką, to już dramat.

                      > No a jak ktoś jest G+ to pewnie, że inna gadka, tylko nie czyńmy z
                      czegoś
                      > dogmatu, że jak Panache to szerokie fiszbiny w każdej grupie
                      > rozmiarowo-obwodowej, a 'effuniaki' nadają się na każdy biust, bo
                      to też nie pr
                      > awda

                      Noszę wyłącznie effuniaki, od wielu miesięcy, od rana do wieczora.
                      Moje mało- i dużobiuściaste koleżanki też są nimi zachwycone.
                      Z mojego punktu widzenia effuniaki to ideał na każdy biust :)
                      Oczywiście marzą mi się inne fasony, ale, litości, dajmy młodej
                      firmie czas, nie porównujmy jej z brytyjskim potentatem.
                      • edhelwen Re: Biustodepresja 22.04.10, 16:37
                        kryklu ----> ja naprawdę zwątpiłam jak mnie zaczął dziabać w pachę (a dokładniej
                        - miejsce łączenia miski z ramiączkiem). Kilka razy na Lobby się na to skarżyłam
                        w różnych stanikach, ale tutaj się nie spodziewałam (obwód zawyżony, ciasny, z
                        przedłużką). Do tego ramiączka wydłużone na maksa zostawiają ślady, a ja
                        przecież jestem niska i biust raczej mam średnio zawieszony, a nie szczególnie
                        nisko. Być może to pech z rozmiarem, ale nie miałam zamiaru drugi raz bawić się
                        w odsyłkę i płacić dodatkowo za wysyłkę. Wtedy koszt wszystkiego dobiłby do 155zł.
                        Boję się co będzie z kolejnym effuniakiem - bo muszę przyznać, że NIGDY żaden
                        stanik nie robił mi taaakiego dekoltu. I bardzo zazdroszczę dziewczynom, dla
                        których te staniki są super wygodne i niewyczuwalne.
                        • kryklu Re: Biustodepresja 22.04.10, 23:46
                          Rozumiem. Mnie też większość staników wbija się w pachy, kiedyś po
                          paru godzinach noszenia fullcupa Belle Fantasie niemal krew się
                          polała. A effuniaki to dla mnie ideał, poza ramiączkami, ale ja
                          należę do mniejszościowej frakcji wielbicielek freyowych szelek.
                        • mefistofelia Re: Biustodepresja 23.04.10, 00:35
                          no właśnie z tymi ramiączkami jest coś nie tak. Mam mały biust, więc
                          nie mają za dużo do roboty, a i tak ta gumka się wrzyna i zostawia
                          mi czerwone ślady na ramionach. Szkoda ;/ Nosić to i tak go będę, bo
                          tylko jego mam w moim nowym rozmiarze, ale niestetu o idealnym
                          komforcie mogę zapomnieć :(
                      • irenka65f Re: Biustodepresja 22.04.10, 17:24
                        kryklu napisała:
                        > Z mojego punktu widzenia effuniaki to ideał na każdy biust :)

                        Hmm. To ja nie jestem każdy. Mierzyłam stacjonarnie w Brafitterii i kicha. Żaden
                        rozmiar nie leżał, również zdaniem obsługującej mnie brafitterki.
                        • yaga7 Re: Biustodepresja 22.04.10, 17:46
                          W sumie po paru miesiącach użytkowania też mogę powiedzieć, że nie na każdy.
                          Owszem, dekolt mi robią zabójczy, ale nie jestem w stanie jednak siedzieć w
                          effuniaku przez cały dzień, bo mi się obwód wpija w ciałko (nie, nie jest za
                          ciasny ;))
                        • akj77 [OT] Effuniak 22.04.10, 18:06
                          irenka65f napisała:

                          > kryklu napisała:
                          > > Z mojego punktu widzenia effuniaki to ideał na każdy biust :)
                          >
                          > Hmm. To ja nie jestem każdy. Mierzyłam stacjonarnie w Brafitterii i kicha. Żade
                          > n
                          > rozmiar nie leżał, również zdaniem obsługującej mnie brafitterki.

                          Ja też nie jestem każdy. Ideałem jest dla mnie czarny Effuniak z początku
                          kolekcji letniej, zamawiany jeszcze przez szufladę - a takich już nie ma i nie
                          będzie, jak mówiła Ewa. Z nowych się wylewam środkiem. Buu.
                          • psuj-ka Re: [OT] Effuniak 22.04.10, 18:21
                            To i ja dołączę do komitetu niedopasowania ;)
                            Letni próbuje mi zepchnąć biust pod pachy i nie trzyma niczego, morski jest paskudnie niewygodny :( może gdybym przymierzyła wszystkie okoliczne rozmiary, byłby lepiej dopasowany, ale nie jestem przekonana.
                            • kryklu Re: [OT] Effuniak 22.04.10, 23:36
                              Dziewczyny :)))
                              Napisałam, że z m o j e g o punktu widzenia effuniaki to idealne
                              staniki. Naprawdę jestem w stanie zrozumieć i zaakceptować fakt, że
                              dla Was nie :)
                          • ganbaja Re: [OT] Effuniak 23.04.10, 09:01
                            A mnie gorąco w gąbce a piersi mam tak blisko siebie, ze pomiędzy zaczynam mieć potówki :-(
                            Jesli szybko nie pojawi się inny krój to do zimy nie będę nosić effuniaka i zostanie mi jedyne Rio, znoszone na maxa :-(
              • kasienka.body Re: Biustodepresja 24.04.10, 18:49
                > Pod warunkiem trafienia. Bo w Panache trafia się za pierwszym
                > razem ;)

                Zazwyczaj trafiam za pierwszym razem. Nie trafić zdarzyło mi się raz, może dwa.

                > Krój też jakby inny... Zauważyłaś?
                Zauważyłam. Dla mnie na plus Panache. Taki sam efekt jak w effuniaku mam w Tiffanym, Deco frejowe daje efekt nawet trochę lepszy. Ale nie kwestionuję, że innym mogą bardziej pasować.

                > Jedne szyte w Polsce w krótkich seriach, drugie w Trzecim Świecie...

                Krótkie serie to dla mnie coś nad wyraz dziwnego, ale nie zagłębiam się w politykę producenta.
                Odnośnie trzeciego świata - była już dyskusja na forum, nie będę się powtarzać.
                • kryklu Re: Biustodepresja 24.04.10, 21:18
                  kasienka.body napisała:
                  > > Jedne szyte w Polsce w krótkich seriach, drugie w Trzecim
                  Świecie...
                  >
                  > Krótkie serie to dla mnie coś nad wyraz dziwnego, ale nie
                  zagłębiam się w polit
                  > ykę producenta.
                  > Odnośnie trzeciego świata - była już dyskusja na forum, nie będę
                  się powtarzać.

                  W ten sposób chciałam uzasadnić wysoką(?) cenę effuniaków i niską(?)
                  Panache.

                  > Krótkie serie to dla mnie coś nad wyraz dziwnego, ale nie
                  zagłębiam się w polit
                  > ykę producenta.

                  Polityka producenta... :) Firma Ewy Michalak dopiero raczkuje, tak
                  trudno to zrozumieć?
                  • turzyca Re: Biustodepresja 24.04.10, 23:09
                    > Polityka producenta... :) Firma Ewy Michalak dopiero raczkuje, tak
                    > trudno to zrozumieć?

                    A wiesz, ze tak? Bo to wyglada mniej wiecej tak - kupuje sobie stanik od Ewy.
                    Zanim sie zdecyduje, znajde nan kase, wstrzele sie w rozmiar moze chwile
                    potrwac. Zakladam na spotkanie z psiapsiolami, one krzycza na widok mojego
                    dekotu "wow! ja tez chce taki miec!", rzucaja sie do strony Ewy i co? I nico.
                    Sporej czesci rozmiarow juz nie ma, wiec czesc rezygnuje, bo nie chce
                    plisowanego zamiast dzinsowego czy dzinsowego zamiast lodowego itd itp. Z
                    zamowionych resztek czesc rozmiarow nie pasuje, bo staniki Ewy sa niestabilne
                    rozmiarowo, a ze nie ma juz na co wymienic, to rezygnuje druga czesc. Z calej
                    grupy zostaje jedna, moze dwie. Czesc zraza sie na stale, nie wszyscy lubia
                    polowania na staniki.
                    • kryklu Re: Biustodepresja 25.04.10, 00:07
                      turzyca napisała:
                      Bo to wyglada mniej wiecej tak - kupuje sobie stanik od Ewy.
                      > Zanim sie zdecyduje, znajde nan kase, wstrzele sie w rozmiar moze
                      chwile
                      > potrwac. Zakladam na spotkanie z psiapsiolami, one krzycza na
                      widok mojego
                      > dekotu "wow! ja tez chce taki miec!", rzucaja sie do strony Ewy i
                      co? I nico.
                      > Sporej czesci rozmiarow juz nie ma, wiec czesc rezygnuje, bo nie
                      chce
                      > plisowanego zamiast dzinsowego czy dzinsowego zamiast lodowego itd
                      itp.

                      Oczywiście tak to wygląda z punktu widzenia klienta. większość nas
                      na LB to klientki firm stanikowych. Oczywiście chcemy staników
                      dobrze skonstruowanych, pięknych, w wielu rozmiarach, fasonach,
                      kolorach, doskonałej jakości i tanich. Nasze prawo.
                      Jednak czasem warto wczuć się w sytuację producenta. Porównywanie
                      młodziutkiej, niedużej firmy z istniejącym od lat brytyjskim
                      potentatem jest bez sensu.
                      Oczywiście można się na raczkującą firmę obrazić. Można też poczekać
                      aż się rozwinie, osiągając poziom satysfakcjonujący nas. Można mieć
                      do producenta pretensje, że nie dysponuje na starcie dużym kapitałem
                      i kupuje taniej końcówki materiałów (stąd krótkie serie). Ale można,
                      przymykając oko na pewne niedogodności, korzystać z usług firmy,
                      przyczynając się do jej rozwoju. Przecież od lat nam na tym zależało.

                      bo staniki Ewy sa niestabilne
                      > rozmiarowo

                      Słyszę to od wielu osób i zupełnie nie rozumiem. Wszystkie modele i
                      wersje kolorystyczne effuniaków pasują mi w jednym rozmiarze (poza
                      Beżykiem). Brytyjczyków na moim biuście było wiele (nie wielu;)) i
                      rozbieżności rozmiarowe były nieporównywalne. Nie bez powodu
                      istnieją na tym forum wątki o ściśliwcach, mało- i
                      dużomiseczkowcach.
                      • edhelwen Re: Biustodepresja 25.04.10, 00:24
                        "przymykając oko na pewne niedogodności, korzystać z usług firmy,
                        przyczynając się do jej rozwoju. Przecież od lat nam na tym zależało."

                        no bez kitu - klient kupuje produkt, który zaspokaja jego wymagania i tyle. Bez
                        robienia łaski początkującym producentom. Część kobiet nie ma wyboru, dlatego
                        korzystają z usług, być może gdyby miały większy wybór, to wybrałyby inną firmę.

                        co do niestabilności rozmiarowej, to jakby trafiło Ci się zamówić zawyżony obwód
                        i się w niego nie dopiąć, to byś miała inny pogląd na sprawę ;) Albo zamówić za
                        luźny, potem oczko mniejszy, który okazuje się tak samo albo bardziej ciasny niż
                        poprzednik itp. Do tego dochodzi szycie luźniejszych obwodów po uwagach klientek
                        i te, które nabyły dany model później często nie rozumieją o co tym dziewczynom
                        chodzi z tą ścisłością.
                        • kryklu Re: Biustodepresja 25.04.10, 10:21
                          edhelwen napisała:
                          > no bez kitu - klient kupuje produkt, który zaspokaja jego
                          wymagania i tyle. Bez
                          > robienia łaski początkującym producentom. Część kobiet nie ma
                          wyboru, dlatego
                          > korzystają z usług, być może gdyby miały większy wybór, to
                          wybrałyby inną firmę


                          Zgadzam się z Tobą :) Żaden inny producent nie oferuje mi staników
                          tak komfortowych - ja nie mam wyboru i kupuję produkt, który
                          zaspokaja moje wymagania i tyle.


                          > co do niestabilności rozmiarowej, to jakby trafiło Ci się zamówić
                          zawyżony obwó
                          > d
                          > i się w niego nie dopiąć, to byś miała inny pogląd na sprawę ;)
                          Albo zamówić za
                          > luźny, potem oczko mniejszy, który okazuje się tak samo albo
                          bardziej ciasny ni
                          > ż
                          > poprzednik itp. Do tego dochodzi szycie luźniejszych obwodów po
                          uwagach kliente
                          > k
                          > i te, które nabyły dany model później często nie rozumieją o co
                          tym dziewczynom
                          > chodzi z tą ścisłością.

                          Doskonale Cię rozumiem, też byłabym zła w takiej sytuacji.
                          Ja z kolei byłam sfrustrowana na początku zakupów w tym sklepie bo
                          kierując się opiniami na forum, niepotrzebnie zawyżałam obwód. Teraz
                          kupuję w moim nominalnym obwodzie i jest super.
                        • bebe.lapin Re: Biustodepresja 25.04.10, 19:14
                          > no bez kitu - klient kupuje produkt, który zaspokaja jego wymagania i tyle.

                          nie zawsze; tzn nikt nie wymaga, aby klient kupowal cos, co nie spelnia jego
                          wymagan, ale czasem mozna dodatkowo dokonywac swiadomych wyborow z
                          "pozamerytorycznych" powodow. to jest na przyklad kupowanie produktow fair
                          trade, branie pod uwage ograniczen, jakie ma lokalny i maly
                          wytworca/przedsiebiorca w prownaniu do wielkich koncernow. klient nic nie traci,
                          a za to on i wiele soob dookola zyskuja.
                          • edhelwen Re: Biustodepresja 25.04.10, 23:42
                            jeśli wyrób fair trade nie spełniałby moich oczekiwań, np. nie byłby smaczny,
                            jego cena byłaby zabójcza, jakość by mi nie odpowiadała, to bym nie kupowała.
                            Jeśli mam ochotę np. na deser typu "kaszka", to nie kupię drugi raz wyrobu
                            polskiej firmy jeśli się na nim zawiodłam, czemu miałabym to robić? Wtedy
                            wybiorę sprawdzony zagraniczny, mimo że jeśli mam wybór to kupuję polskie
                            (właśnie, jeśli spełniają moje oczekiwania).
                      • turzyca Re: Biustodepresja 25.04.10, 00:25
                        > Słyszę to od wielu osób i zupełnie nie rozumiem. Wszystkie modele i
                        > wersje kolorystyczne effuniaków pasują mi w jednym rozmiarze (poza
                        > Beżykiem).

                        Czyli jednak nie wszystkie? I moim zdaniem mialas szczescie, ja widzialam
                        rozbieznosci rzedu jednej miski w teoretycznie tym samym rozmiarze. Ze
                        scisliwoscia tez bylo roznie. I owszem to samo wystepuje u innych producentow,
                        np. wiadomo, ze Rio jest duzomiskowe. No wlasnie - wiadomo. Rio jest produkowane
                        od dluzszego czasu, w roznych wariantach i we wszystkich jest wielkomiskowe i
                        scisle. Poniewaz Ewy serie sa krotkie, to zanim staniki przejda przez iles
                        uzytkowniczek i wyrobi sie opinia stanika juz nie ma. Poza tym nie wiem, czy
                        wielko/malomiseczkowosc i scislosc jest kwestia modelu czy egzemplarza. Brak
                        opinii konsumenckich albo chocby zastepujacego go starannego opisu producenta
                        jest zniechecajacy.

                        Ale można,
                        > przymykając oko na pewne niedogodności, korzystać z usług firmy,
                        > przyczynając się do jej rozwoju.

                        Mozna. Ale nie mozna takiej postawy wymagac od kazdej konsumentki, czesc chce po
                        prostu dostac porzadny produkt. Na ktory przeciez wyklada swoja ciezko zarobiona
                        kase. I trudno im miec to za zle, prawda? I ta czesc rezygnuje z uslug Ewy, gdy
                        po raz kolejny nadzieje sie na trudnosci w zakupie.
                        • effuniak W temacie mojej firmy 25.04.10, 06:19
                          poproszę o wypowiedzi w moim watku
                          • kryklu Re: W temacie mojej firmy 25.04.10, 10:30
                            Wolność słowa :)
                        • kryklu Re: Biustodepresja 25.04.10, 10:11
                          turzyca napisała:
                          I owszem to samo wystepuje u innych producentow,
                          > np. wiadomo, ze Rio jest duzomiskowe. No wlasnie - wiadomo. Rio
                          jest produkowan
                          > e
                          > od dluzszego czasu, w roznych wariantach i we wszystkich jest
                          wielkomiskowe i
                          > scisle. Poniewaz Ewy serie sa krotkie, to zanim staniki przejda
                          przez iles
                          > uzytkowniczek i wyrobi sie opinia stanika juz nie ma. Poza tym nie
                          wiem, czy
                          > wielko/malomiseczkowosc i scislosc jest kwestia modelu czy
                          egzemplarza. Brak
                          > opinii konsumenckich albo chocby zastepujacego go starannego opisu
                          producenta
                          > jest zniechecajacy.

                          Po paru latach wnikliwego studiowania wielu wątków na LB, żeby kupić
                          pasujący stanik, mam tego dość. To tylko zwykłe staniki, a ja wiele
                          godzin musiałam poświęcić, żeby trafić z rozmiarem. Jestem zmęczona,
                          szkoda mojego życia. Po ostatniej wpadce z bardzo chwalonym i
                          dokładnie opisanym stanikiem Pour Moi? dałam sobie spokój. Kupując w
                          jednej solidnej firmie czuję się komfortowo jako klientka i liczę na
                          to, że w przyszłości będzie jeszcze lepiej - troszkę m.in. dzięki
                          mnie.
                          • kasiadj07 Re: Biustodepresja 25.04.10, 15:52
                            Kryklu, popieram Twoje zdanie w całej rozciągłości:) Ja również mam dość. Effuniaki to jedyne staniki, które nie robią mi krzywdy, przekonałam się o tym wielokrotnie. Dosyć mam szukania informacji, zamawiania, odsyłania, przymierzania różnych wariantów z których żaden nie pasuje. Wolę wesprzeć młodą rozwijającą się firmę kupując jej idealne dla mnie produkty (choć czasem wiąże się to z niedogodnościami, chociażby kwestia kuriera, czy wpadek rozmiarowych), niż zasilać duże firmy, które robiąc buble (choćby i najpiękniejsze) mnie jako pojedyńczą osobę mają delikatnie mówiąc gdzieś.
                      • kasica_k Re: Biustodepresja 29.04.10, 18:28
                        kryklu napisała:
                        >
                        > Słyszę to od wielu osób i zupełnie nie rozumiem. Wszystkie modele i
                        > wersje kolorystyczne effuniaków pasują mi w jednym rozmiarze (poza
                        > Beżykiem). Brytyjczyków na moim biuście było wiele (nie wielu;)) i
                        > rozbieżności rozmiarowe były nieporównywalne. Nie bez powodu
                        > istnieją na tym forum wątki o ściśliwcach, mało- i
                        > dużomiseczkowcach.

                        U mnie z kolei teza o wielkich rozbieżnościach w brytyjczykach się nie sprawdza. Od kilku lat kupuję rozmiary: 34G, 34GG, ostatnio 36G (bom przytyła) i raczej nie spotykają mnie większe niespodzianki - ściśliwość tudzież dużo/małomiseczkowość skutkuje ruchami po tej mojej przestrzeni rozmiarowej, a nie powoduje wyjścia poza nią. Rzekłabym, że brytyjska produkcja jest wyjątkowo jednolita rozmiarowo, zwłaszcza w porównaniu z ogółem polskiej (do Effuniaków się nie odnoszę, bo Ewa ma własny system - czy są jednolite, jeszcze nie wiem). Nie przeszukuję zbyt gorliwie opinii na forum, zazwyczaj po prostu zamawiam i trafiam, jak nie za pierwszym razem, to za drugim już tak. Podejrzewam, że aż tak duże problemy z dobraniem rozmiaru, na jakie niektóre z Was się skarżą, to może być odbicie nie tyle niejednolitości rozmiarów brytyjczyków, co wad konstrukcyjnych staników w Waszych strefach rozmiarowych. Effuniaki są dobrze skonstruowane, więc nawet jeśli się nie trafi od razu, to po paru próbach się trafi w coś nadającego się do noszenia.
                        • arwena-g Re: Biustodepresja 29.04.10, 19:53
                          U mnie też ta teoria się nie sprawdza . Mam piętnaście sztuk brytyjczyków
                          (Freya,Fantasie, Panache, Masquerade, Cleo)- wszystkie 70F lub FF + jeden 75E i
                          wszystkie dobrane rozmiarowo. Także w zasadzie mogę strzelać na ślepo - w
                          Panache 70FF, a we Freye i Fantasie 70F.
                        • kasienka.body Re: Biustodepresja 29.04.10, 21:20
                          mam dokładnie takie same doświadczenia :)
            • effuniak Kasienka.body 22.04.10, 06:42
              A do Panache dajesz pierwsza wymiane gratis ?
              A przesyłke kurierska w cenie netto tez ?
              • kasienka.body Re: Kasienka.body 22.04.10, 10:41
                zależy w jakim sklepie - u mnie przesyłka jest odgórnie gratis, wymiana zazwyczaj również ;) Zresztą nie wiem jak inne osoby, ale ja mogę za przesyłkę zapłacić nawet i brutto i wymieniać na swój koszt, byleby stanik był dobrej jakości, z dobrych materiałów i dobrze się nosił. Żeby nie było - nie mówię, że Effuniaki takie nie są ;)
                • catsumi Re: Kasienka.body 22.04.10, 11:32
                  <<byleby stanik był dobrej jakości, z dobrych materiałów i dobrze
                  się nosił>>
                  Ale niestety pomimo ogromnych chęci z mojej strony Panache nie
                  spełnia tych wymagań. Obwody to loteria rozmiarowa - raz wąskie, raz
                  szerokie, to samo z miseczkami - mało i dużomiskowe, moim zdaniem
                  dużo większa loteria niz u Effuniak. Ja znalazłam swój effuniakowy
                  rozmiar i wszystkie w tym rozmiarze pasują, są bardzo wygodne, nic
                  nie odgniatają, nie odciskają no i nadają dużo ładniejszy kształt.
                  Mój śliczny Panache - George Cleo z poprzedniego lata wiercił mi
                  dziurę w mostku, zostawiał na skórze przebarwienia od gniotących
                  fiszbin, które zresztą lądowały na plecach. Ariza zabudowana po
                  szyję, tak że nie mogłam nosić żadnych dekoltów - czułam się jak w
                  protezie.
                  • kasienka.body Re: Kasienka.body 22.04.10, 12:09
                    Ja mam akurat odwrotne doświadczenia - z Panache pasuje zazwyczaj ten sam rozmiar, bardzo rzadko zdarza się, że muszę wziąć inną kombinację miska/obwód. Natomiast z effuniakiem miałam dużo więcej przygód/wymian/odsyłania - jeden model ścisły, wymiana na luźniejszy, który był jeszcze ciaśniejszy niż ten poprzedni.
                    A kształt - kwestia gustu. W effuniaku mam taki sam jak w Masquerade Tiffany, najładniej z plungy zaś leży na mnie chyba Freya Deco.
                    Nie mówię, że Panache czy Freya to lek na całe zło, ale póki co jak dla mnie nadal na prowadzeniu :)
                    • festung.breslau Re: Kasienka.body 24.04.10, 09:23
                      Kasienka.body -> a czym różnią się materiały używane w stanikach z
                      bazówki Panache od tych używanych w effuniakach? Pytam serio, jestem
                      laikiem.

                      139 złotych za zwykły, codzienny stanik, o niezmienionej od lat
                      konstrukcji (w dodatku spartaczonej w większych rozmiarach), szyty
                      przez tanią siłę roboczą, to dla mnie BARDZO wysoka cena.
                      • kasienka.body Re: Kasienka.body 24.04.10, 18:56
                        Dla mnie materiały są po prostu przyjemniejsze, wygodniejsze.

                        > 139 złotych za zwykły, codzienny stanik, o niezmienionej od lat
                        > konstrukcji (w dodatku spartaczonej w większych rozmiarach),

                        Weźmy np. Frances - nowy model, konstrukcja moim zdaniem jest bardzo dobra, widziałam go i na mniejszych i na większych biustach (G-J). Na większości leży dobrze. Nie mówię, że na wszystkich, ale na większości. Fiszbiny nie sięgają na plecy.
                        Nie staram się nikogo przekonać do Panache, czy innych brytyjczyków, każdy ma swój rozum i swój gust.
                • edhelwen Re: Kasienka.body 22.04.10, 20:19
                  Ale i tak masa dziewczyn uważa, że wysyłka przez Pocztę Polską jest lepsza od
                  kuriera, więc nie wiem czemu akurat tani kurier miałby być taki super i ekstra.
                  Z kurierem często jest problem, powinny być obie opcje do wyboru. Mnie by nie
                  przyszło do głowy, że można się "chwalić" opcją, która zadowoli tylko część
                  klientek, a reszta nie ma wyboru, musi się "zgodzić" na kuriera.
                  Co do wymian to chyba w większości sklepów wymiana jest gratis, ja np.
                  wymieniałam w Onlyher za free, to chyba nie jest jakiś ewenement :>
        • turzyca Precz z ujednolicajaca rozmiarowka! 20.04.10, 23:31
          Szlag mnie trafia jak idę do sklepu i
          > chciałabym coś fajnego sobie kupić. Zawsze nie mieszczę się rozmiarowo w
          > biuście. Ja to dopiero jestem nieproporcjonalna bo mam 120 w biuście, a w
          > biodrach 99. Ostatnio chciałam sobie kupić krótką kurteczkę i żakiety no i nie
          > ma. Albo wyglądam jak bejsbolista, bo za duże w ramionach(ramiona też mam w
          > miarę wąskie w stosunku do biustu), albo mam za małe w biuście a jak już mam co
          > ś
          > dobrego w biuście to jest za szerokie tali i wyglądam o 10 kilo więcej.

          Tyle ze problem nie lezy w naszych cialach a w durnej rozmiarowce. I te durna
          rozmiarowke trzeba zmienic. M.in. przez doprowadzenie do tego, zeby nie bylo
          jednej sylwetki kobiecej, ale wiecej. Nawet juz przy czterech (X, H, A, Y)
          bedziemy miec wieksze szanse na dopasowanie ubran do naszych potrzeb.
          To co opisujesz jest problemem nie tylko osob o biuscie wiekszym niz biodra, ale
          takze standardowych klepsydr, a nawet osob o sylwetce A, tylko o biuscie
          odrobine wiekszym od przewidzianego przez norme. Problem dotyczy szczegolnie
          sieciowek, gdzie miejsce przewidziane na biust jest mniejsze niz wskazywane
          przez norme. To trzeba zmienic!
          Bo co najwazniejsze: nawet jesli wszystkie polozymy sie pod noz to i tak sie do
          tych ubran nie dopasujemy. Nikt Ci przeciez nie zredukuje biustu o 10-12
          miseczek. A o tyle musialabys miec mniejszy biust, zeby pasowac do
          "standardowej" rozmiarowki. Co tym bardziej jest argumentem za lobbowaniem za
          wieksza roznorodnoscia rozmiarowa w odziezy damskiej.
          • edhelwen Re: Precz z ujednolicajaca rozmiarowka! 21.04.10, 00:12
            turzyca ----> ja sobie tak myślę, że czasem głupie wyrównanie bioder i biustu w
            rozmiarówce poprawiłoby sytuację, że nie jest 88-92, tylko 92-92 itp. Dodanie
            tych głupich 4cm w biuście i byłoby już wiele kobiet uszczęśliwionych. Akurat
            tego nie potrafię zrozumieć, dlaczego zawsze jest mniej cm w biuście niż w
            biodrach, mimo, że wszelkie "ideały" zakładają tą samą ilość cm >< (haha poza
            tym to ja faktycznie zawsze miałam mniej 2-4cm mniej w biuście niż w biodrach
            tylko dziwnym trafem kiecki w biuście ciasne, a w biodrach dobre :PP)
            • turzyca Re: Precz z ujednolicajaca rozmiarowka! 21.04.10, 00:31
              Dodanie
              > tych głupich 4cm w biuście i byłoby już wiele kobiet uszczęśliwionych. Akurat
              > tego nie potrafię zrozumieć, dlaczego zawsze jest mniej cm w biuście niż w
              > biodrach, mimo, że wszelkie "ideały" zakładają tą samą ilość cm

              Bo tak wynika z usrednionych pomiarow. Tzn. mierzysz tysiac kobiet i potem
              stwierdzasz, ze przecietna kobieta ma: 90/72/98. I nie uwzgledniasz, ze bylo tam
              (przykladowo) 500 majacych 86 cm w biuscie i 500 majacych 94. I co z tego ze
              zadna nie bedzie zadowolona?
              • puellapuellae Re: Precz z ujednolicajaca rozmiarowka! 21.04.10, 08:14
                Sek w tym, ze te statystyczne pomiary w biuscie to pomiary w zlym, rozplaszczajacym i zle unoszacym staniku. Ilez to razy od uswiadomienia mierzylam bluzki/sukienki i widzialam, ze w biuscie "lezalyby dobrze" gdybym go tylko rozgniotla na klatce piersiowej stanikiem sprzed uswiadomienia...Producenci odziezy przewiduja miejsce na biust, tylko nie wiedza co to dobry stanik. Te przykladowe podane tu przecietne 90/72/98 w dobrych stanikach mogloby byc np 90/72/105, wiem, ze to jeszcze nie pelen sukces, bo nie wystarczy powiekszyc rozmiarowki w biuscie, ale juz wiecej kobiet byloby zadowolonych...
                • turzyca To jest w druga strone... o zgrozo 21.04.10, 18:36
                  Te przykladowe podan
                  > e tu przecietne 90/72/98 w dobrych stanikach mogloby byc np 90/72/105

                  90 w biuscie, 98 w biodrach. To jest oficjalna rozmiarowka rozmiaru bodajze 36
                  (zredukowana do gornej granicy, bo calosc zaciemnialaby obraz). Urkye pewnie
                  moze powiedziec, jak to sie ma do naszych wymiarow.
                  I co najwazniejsze rozmiar jest jeden dla osiemnastolatki i
                  osiemdziesieciolatki. Bo jak wiadomo kobiece proporcje nie zmieniaja sie z
                  biegiem czasu. A mezczyzni miewaja opcje "bussines-fit", co jest zdecydowanie
                  milsza nazwa od "bierbauch-fit"...
                  • pierwszalitera Re: To jest w druga strone... o zgrozo 21.04.10, 18:57
                    turzyca napisała:

                    > 90 w biuscie, 98 w biodrach. To jest oficjalna rozmiarowka rozmiaru bodajze 36
                    > (zredukowana do gornej granicy, bo calosc zaciemnialaby obraz).

                    Fajnie by było. ;-) Tabelki rozmiarowe firmy Mango podają wymiary: Rozmiar europejski(francuski) 36/S: biust 85cm, talia 65cm, biodra 92cm.
                    Rozmiar 38/M: biust 90cm, talia 69cm, biodra 96cm.
                    Rozmiar 40/L: biust 95cm, talia 74cm, biodra 100cm.
                    Mango produkuje (?) do rozmiaru 46 / XXL (nigdy w sklepie nie widziałam), czyli biust 108cm, talia 86cm, biodra 112cm.
                    • turzyca Re: To jest w druga strone... o zgrozo 21.04.10, 19:09
                      Wydaje mi sie, ale podkreslam, wydaje mi sie, ze podane przeze mnie rozmiary sa
                      wziete z oficjalnej normy. Zeby byc pewna, trzeba przejsc sie do odpowiedniej
                      czytelni, bo z tego co wiem, nie ma ich on-line. Albo siegnac do jakiegos
                      przekazu prasowego, w maju-lipcu zeszlego roku bylo o tym sporo w niemieckiej
                      prasie kobiecej (ale tytulow nie pamietam, pamietam tylko w ktorej poczekalni to
                      czytalam.)
                      Normy nie sa obowiazkowe, wiec kazda firma moze ustalic sobie wlasne, np.
                      dopasowujac je do targetu. Co pewnie zrobilo Mango i co zapewne (sadzac po
                      kroju) robi H&M.

                      Ale z tego co wiem, normy ksztaltuja w jakis sposob myslenie producentow, wiec
                      wplyniecie na norme mogloby miec realne przelozenie na rynek.
                    • doris.sol Re: To jest w druga strone... o zgrozo 21.04.10, 19:19
                      Ha!Mango!Strasznie bezbiusciasty sklep...To co napisalas o rozmiarach Mango
                      strasznie mnie zaskoczylo.Nigdy nie moglam znalezc tam nic dla
                      siebie.Uwzgledniaja rozmiar piersi w swoich rozmiarach???A to dopiero cyrk!Ja
                      mam 32 FF ( wiec piersi niezbyt spore )i w zyciu nie wynioslam stamtad zadnego
                      ciucha.Ostatnio szukalam sukienki.Okazalo sie ze najmodniejszym fasonem teraz sa
                      kiecki bez ramiaczek,utrzymujace sie na piersiach a pod piersiami szeroki pas i
                      dalej proste.Czyli taki fason ktory faworyzuje biust.Ale...gdzie jest miejsce na
                      ten biust?!Jak ta sukienka ma sie trzymac?Ani ramiaczek ani miejsca na
                      piersi...No tak...jak zawsze...sukienki szyte na lalki Barbie...Nic a nic
                      fantazji u tych producentow odziezy...A moze raczej jej nadmiar...hmmm...
                      • turzyca Duzy obwod w biuscie nie znaczy duzy biust? 21.04.10, 19:31
                        Przynajmniej dla sklepow.

                        Nie zlicze, ile razy mierzylam ubranie, ktore mogloby na mnie pasowac, gdyby w
                        biuscie bylo przewidziane dla kobiety, a nie dla dobrze rozrosnietego
                        kulturysty. A tak z przodu miejsca brak, a z tylu wisi.
                        Na pocieszenie: Barbie tez by nie pasowalo, ona ma wyraznie biust z przodu. ;)

                        Kroje probiusciaste bez przewidzianego miejsca na biust tez uwielbiam. Kto to
                        powinien nosic?
                      • kasienka.body Re: To jest w druga strone... o zgrozo 21.04.10, 19:56
                        mam ten sam rozmiar i mam sporo ciuchów z Mango :) Fakt, głównie są to swetry/dzianinowe bluzki, ale chyba i jakiś płaszcz mam czy coś z nierozciągliwej tkaniny.
                    • black_halo Re: To jest w druga strone... o zgrozo 21.04.10, 19:45
                      Potwierdzam istnienie rozmiaru XXL w Mango, przynajmniej tu za
                      granica wystepuje ale czy na pewno jest to 112 w biodrach i 108 w
                      biuscie? Bluzka XXL na mnie zyczajnie nie weszla. W biuscie mam 112
                      wiec mozna oczekiwac ze lekko rozciagliwy meterial by sie jakos
                      naciagnal, biust troche przyplaszczyl i powiedzmy ze bym weszla. A
                      jednak nie. Niby duzo w biuscie ale fason na grubsza malobiusciasta
                      tak mysle. Potwierdzam tez istnienie spodni 112 w biodrach bo nawet w
                      nie weszlam ale sie nie dopiely na brzuchu, ktoremu do 86 cm w talii
                      troche brakuje.

                      Chciclama kiedys w Mango kupic plaszczyk. Ladny ale nawet 46 nijak
                      nie da sie zapiac na biuscie.

                      Bardziej probiusciaste jest Camaieu. ostatnio uparzylam tez biala
                      probiusciasta bluzke koszulowa w H&M i nawet takowa chcialam nabyc po
                      zastanowieniu ale nastepnego dnia juz nie bylo. Bluzka jest kopertowa
                      wiazana na placach i ladnie wyglada.
                  • madzioreck Re: To jest w druga strone... o zgrozo 21.04.10, 18:58
                    turzyca napisała:

                    A mezczyzni miewaja opcje "bussines-fit", co jest zdecydowanie
                    > milsza nazwa od "bierbauch-fit"...

                    Hahahahahahahahahaha :D:D:D
                  • slotna Re: To jest w druga strone... o zgrozo 21.04.10, 20:01
                    > I co najwazniejsze rozmiar jest jeden dla osiemnastolatki i
                    > osiemdziesieciolatki. Bo jak wiadomo kobiece proporcje nie zmieniaja sie z
                    > biegiem czasu. A mezczyzni miewaja opcje "bussines-fit", co jest zdecydowanie
                    > milsza nazwa od "bierbauch-fit"...

                    Pracuje w firmie produkujacej odziez dla kobiet od 35 w zwyz (mamy po 3 kolekcje dla trzech grup wiekowych, ostatnia stargetowana na panie po szescdziesiatce) i one faktycznie sa inaczej szyte, zwlaszcza dwie "starsze" grupy. Przede wszystkim rozmiary zaczynaja sie od czegos w rodzaju naszej 40 - teoretycznie jest to 10 badz S brytyjskie, ale w prownaniu z innymi sklepami to raczej 12 i M - co najmniej. Koncza sie gdzies na 24/ XXL. Ubrania sa dosyc szerokie w talii, spodnie i spodnice przewaznie maja uelastyczniony pas (przynajmniej w dwoch miejscach, jesli nie calosc), natomiast cos co mnie zalamuje, to miejsce na biust, ktore jest przewidziane, owszem - pod biustem! :D Nosze stroj firmowy, tj. m.in. zakiet - rozmiar 14, za duzy dokladnie wszedzie, poza klata, a jakze. Pod biustem mam dwie buly, to zaszewki tak sobie stercza, gdybym nie nosila stanika, spokojnie wystarczylby 10, buly by sie wypelnily, a gora przestaloby cisnac ;) Serio. A wszystko dlatego, ze starsze panie faktycznie czesciej nosza biust na brzuchu niz gdzie indziej i inny kroj by im nie odpowiadal. Niby logiczne, ale bolesne.
          • irenka65f Re: Precz z ujednolicajaca rozmiarowka! 21.04.10, 08:35
            Zgadzam się, że trzeba walczyć o zmianę rozmiarówki. Również same fasony są do
            bani. Ja np. w bluzkach wielu firm mam za ciasno w biuście (65FF-70E, żeby nie
            było, że gdzieś z końca tabelki jestem), a na plecach miejsce na duży garb.
            Szczególnie tzw. młodzieżowe ciuchy tak mają np. Tatuum.
            Widzę jednak światełko w tunelu. Nie wiem czy pamiętacie, ale kiedyś kupując
            kostium kupowałaś razem spódnicę i żakiet, a teraz możesz kupić osobno, w
            różnych rozmiarach, więc już jakaś możliwość dopasowania jest.
            A co do biubiu to mam jedną bluzkę koszulową i kicha. Mam do niej za mały biust,
            za szerokie ramiona, za grube i za krótkie ręce. Mierzyłam kilka rozmiarów i ten
            wydał mi się najlepszy. Nie mówcie więc, że biubiu to panaceum na wszystkie
            bolączki tego świata. To dopiero światełko w tunelu.
            • kryklu Re: Precz z ujednolicajaca rozmiarowka! 21.04.10, 10:07
              irenka65f napisała:
              > wydał mi się najlepszy. Nie mówcie więc, że biubiu to panaceum na
              wszystkie
              > bolączki tego świata. To dopiero światełko w tunelu.

              Żaden ciuch nie może być panaceum na wszystkie bolączki tego świata.
              Ubrania BiuBiu są wybawieniem dla kobiet z dużym i bardzo dużym
              biustem (tak jak dziewczyna, która założyła ten wątek), naturalnie
              jeśli estetycznie im odpowiadają. Dla mniej biuściastych już
              niekoniecznie i tyle.
              • kozunia91 Re: Precz z ujednolicajaca rozmiarowka! 21.04.10, 13:01
                Eh.ja mam ten problem że jestem typową klepsydrą a mam wrażenie że np. wszystkie sukienki są szyte na gruszki...mniej miejsca na biust,więcej na biodra.
                • irenka65f Re: Precz z ujednolicajaca rozmiarowka! 21.04.10, 13:39
                  A dla mnie w biodrach jest za mało, a jak już zadek wsadzę to w pasie z 10 cm za
                  dużo :-((
                  Jak dobrze, ze mi się w brzuchu trochę przytyło to mam różnicę między talią i
                  biodrami tylko 28cm to już jest łatwiej niż jak miałam ponad 30cm różnicy.
                  • chattetoutenoire Re: Precz z ujednolicajaca rozmiarowka! 21.04.10, 14:00
                    A ile masz jeśli można wiedzieć w talii? Bo mam widze podobny problem jesli chodzi o różnicę wymiarów (jakieś 30cm), może jesteśmy rozmiarowymi siostrami?;-) Też ostatnio utyłam w brzuszku, "aż" do 72cm...

                    A co do bluzek, domagam się stanowczo takich "minus-biu":P Może jestem jedyna, ale w damskich koszulach wyglądam jak przebrany facet trochę. W tali, ramionach i na plecach jest cudo, a w biuście... hula wiatr, mogę sobie napompować balon i wsadzić z przodu. A niby noszę rozmiar 65D, to nie takie znowu nic.
                    • irenka65f Re: Precz z ujednolicajaca rozmiarowka! 21.04.10, 21:25
                      Talia 72-74, biodra 100-102.
                      • chattetoutenoire Re: Precz z ujednolicajaca rozmiarowka! 22.04.10, 09:37
                        Siostra wymiarowa!!!:DDD
                        No dobra, mam więcej w tyłku, troszeczkę, z 1-2cm...;)I biust mniejszy o kilka misek... Trudno. W takim razie podpytuję - gdzie dajesz radę kupić spodnie? Odp może być na gazetowego, bo offtop straszny:)
                        Dziękuję siostro wymiarowa:)
                • turzyca Dlaczego ubrania sa szyte tylko na gruszki? 21.04.10, 18:44
                  Sluszne spostrzezenie, ubrania sa szyte na gruszki. Rzucalam juz przykladowym
                  rozmiarem czyli biust 90 - talia 72 - biodra 98. I w dodatku im wiekszy rozmiar
                  tym wieksza gruszka.

                  Moze i klepsydry stanowia tylko 20% spoleczenstwa, ale stanowia zarazem az 20%
                  spoleczenstwa. Tak samo Y i H. To ze gruszka jest najpopularniejsza, oznacza
                  tylko, ze wystepuje czesciej niz inne typy sylwetki, a nie ze stanowi wiekszosc
                  sylwetek. A w efekcie tego blednego myslenia (najpopularniejsza=wiekszosc)
                  wiekszosci kobiet ubrania nie pasuja. I trzeba to zmienic.
                  • edhelwen Re: Dlaczego ubrania sa szyte tylko na gruszki? 21.04.10, 20:27
                    zastanawiam się tylko ile te gruszki muszą mieć szersze biodra od obwodu biustu
                    żeby na nich leżały te ubrania, strzelam, że różnica 6cm+ a może nawet 10 ;)
                    (jak pisałam, też mam więcej cm w biodrach, a i tak nie pasuję do rozmiarówek,
                    nie wiem też gdzie są konfekcyjne "biodra" - czy chodzi o kości biodrowe czy o
                    tyłek, bo jeśli kości biodrowe, to więcej cm mam w biuście i wtedy by się
                    zgadzało ;) )
                    • slotna Re: Dlaczego ubrania sa szyte tylko na gruszki? 21.04.10, 20:36
                      > zastanawiam się tylko ile te gruszki muszą mieć szersze biodra od obwodu biustu
                      > żeby na nich leżały te ubrania, strzelam, że różnica 6cm+ a może nawet 10 ;)
                      > (jak pisałam, też mam więcej cm w biodrach, a i tak nie pasuję do rozmiarówek,
                      > nie wiem też gdzie są konfekcyjne "biodra" - czy chodzi o kości biodrowe czy o
                      > tyłek, bo jeśli kości biodrowe, to więcej cm mam w biuście i wtedy by się
                      > zgadzało ;) )

                      Ja mam wiecej cm w biuscie niezaleznie od miejsca mierzenia bioder. Ciekawe, ze u mnie w robocie (firma odziezowa!) wisza na tablicy przyklady typow sylwetek i przy mojej (odwrocony trojkat) napisane jest to samo, co przy kolumnie: gratulacje! masz figure modelki! Szkoda tylko, ze nie szyja na te modelki, cholerka ;)
                    • pierwszalitera Re: Dlaczego ubrania sa szyte tylko na gruszki? 21.04.10, 21:13
                      edhelwen napisała:

                      > zastanawiam się tylko ile te gruszki muszą mieć szersze biodra od obwodu biustu
                      > żeby na nich leżały te ubrania, strzelam, że różnica 6cm+ a może nawet 10 ;)
                      > (jak pisałam, też mam więcej cm w biodrach, a i tak nie pasuję do rozmiarówek,
                      > nie wiem też gdzie są konfekcyjne "biodra" - czy chodzi o kości biodrowe czy o
                      > tyłek, bo jeśli kości biodrowe, to więcej cm mam w biuście i wtedy by się
                      > zgadzało ;) )

                      Wymiary bioder w tabelkach dotyczą najszerszego miejsca, czyli nie przez kości biodrowe, a zwykle przez dolną linię pupy. Protestuję, że standardowa rozmiarówka jest dla gruszek. Mniej w biuście niż w biodrach nie oznacza w ogóle gruszki. Ja mam w biodrach 5cm więcej niż w biuście i nie jestem gruszką, nigdy nią nie byłam. Uważam moje biodra nawet za szczupłe w porównaniu z górą ciała. Sporo centymetrów w tym miejscu robią mi bowiem pośladki, bo mam dosyć krągłą pupę. Więc wymiar wymiarowi nie równy, a proporcje zależne są też od ramion i kształtu klatki piersiowej.
                  • idziejoannaoch Re: Dlaczego ubrania sa szyte tylko na gruszki? 21.04.10, 20:36
                    aha, na gruszki. Ja jestem wybitnie gruszkowata, w biuście 92, w talii niecałe
                    70 i ponad 100 w biodrach. I jeszcze nigdy nie trafiłam na sukienkę, która nie
                    byłaby rozkloszowana na dole i by pasowała. Jak pasuje na górze, to na dole nie
                    ma nawet co marzyć, żebym się wcisnęła. Jak pasuje na dole, to na górze wiatr
                    hula :/
                    • turzyca Re: Dlaczego ubrania sa szyte tylko na gruszki? 21.04.10, 20:45
                      A bo to sa gruszki tylko jednego i scisle okreslonego kroju. Zadnych tam
                      konferencji czy klaps, musza byc ulegalki. I jus.
                    • kryklu Re: Dlaczego ubrania sa szyte tylko na gruszki? 21.04.10, 20:52
                      idziejoannaoch napisała:

                      > aha, na gruszki. Ja jestem wybitnie gruszkowata, w biuście 92, w
                      talii niecałe
                      > 70 i ponad 100 w biodrach. I jeszcze nigdy nie trafiłam na
                      sukienkę, która nie
                      > byłaby rozkloszowana na dole i by pasowała. Jak pasuje na górze,
                      to na dole nie
                      > ma nawet co marzyć, żebym się wcisnęła. Jak pasuje na dole, to na
                      górze wiatr
                      > hula :/

                      Mogę się pod tym podpisać. Mam 104/90/120 i ciągle narzekam, że nic
                      na gruszki nie szyją.
                  • indigo-rose Re: Dlaczego ubrania sa szyte tylko na gruszki? 21.04.10, 20:50
                    Przypomniała mi się rozmowa z panią w 6 zmyśle, kiedy obie cieszyłyśmy się z
                    faktu, że "probiuściaste" stroje kąpielowe mają osobno górę, a osobno dół, tylko
                    że ona stwierdziła: "Bo na ogół potrzebuje się większego dołu niż góry", na co
                    ja odpowiedziałam "A mój problem jest dokładnie odwrotny" ;) - ale to potwierdza
                    tylko, niestety, przewagę gruszek. A że na rynku odzieżowym większość firm ma
                    absolutnie gdzieś wszystkich, którzy nie są większością, to cóż...

                    turzyca napisała:
                    > biust 90 - talia 72 - biodra 98.

                    Co oznacza, że kiedy już w tabelce dotrę do rozmiaru mieszczącego mój (umówmy
                    się, zupełnie średniej wielkości) biust, to moja talia 63 i biodra 84 giną w
                    odmętach tkaniny.
                    W ogóle ten rozmiar jest bez sensu. 36 czy 38 to szczupła osoba, więc raczej bez
                    większego brzuszka czy oponki. Raczej nie będzie mieć w talii dużo więcej niż
                    pod biustem. Widzę tu założenie rodem z bieliźniaka na rogu: 90 w biuście możesz
                    mieć wtedy, jeśli pod nim masz 75...
                  • maith Re: Dlaczego ubrania sa szyte tylko na gruszki? 21.04.10, 20:53
                    Dla odmiany wg producentów spodni większość kobiet ma niewielką
                    różnicę między talią a biodrami. Zatem gruszki czy klepsydry ich
                    zdaniem w przyrodzie prawie nie występują ;)
                    • sharteel Re: Dlaczego ubrania sa szyte tylko na gruszki? 29.04.10, 12:20
                      Wielu producentom ubrań umyka też niepozorny fakt, że biust jest z przodu, a
                      pupa z tyłu.

                      Jeśli ciuch ma taką samą szerokość z przodu jak i z tyłu, w każdym miejscu, to
                      ja naprawdę nie mam pojęcia, na kogo jest szyty.
                      • kasiadj07 Re: Dlaczego ubrania sa szyte tylko na gruszki? 29.04.10, 12:31
                        Dokładnie, dlatego tak wiele z nas nie może kupić porządnej bluzki, bo jak nawet
                        pasuje wymiarami, to w biuście za mała a na plecach miejsce na garb. I dotyczy
                        to zarówno małych jak i dużych rozmiarów konfekcyjnych.
                        Trochę szyję amatorsko na własne potrzeby (ale do Biubiu to mi bardzo daleko:) i
                        każdy wykrój muszę dużo poszerzać w biuście i zwężać na plecach, żeby to jakoś
                        wyglądało. Instrukcja obsługi wykrojów w Burdzie mówi, że (cytat z pamięci)
                        Jeśli posiadasz zbyt! duży biust (większy niż miseczka A lub B), to musisz
                        dopasować wykrój.
                      • thorrey Re: Dlaczego ubrania sa szyte tylko na gruszki? 29.04.10, 19:49
                        sharteel napisała:

                        > Wielu producentom ubrań umyka też niepozorny fakt, że biust jest z
                        przodu, a
                        > pupa z tyłu.
                        >
                        > Jeśli ciuch ma taką samą szerokość z przodu jak i z tyłu, w każdym
                        miejscu, to
                        > ja naprawdę nie mam pojęcia, na kogo jest szyty.

                        Ha ha ha ha, już dawno miałam o tym napisać. Tak właśnie szyją
                        SZORTY do kompletów co poniektórzy producenci bielizny. I to nie
                        producenci chińskich bawełnianych mikromajtek co to w rozmiarze XL
                        pasują tylko na dwunastolatki, tylko renomowani producenci.
                        Szczytem są dla mnie szorty do Sienny Panache. Z przodu wszystko
                        jest fajnie szorciki sięgają tam gdzie powinny, ale za to z tyłu,
                        ponieważ jest tyle samo materiału co z przodu, to sięgają mniej
                        więcej do połowy pośladków. Owszem, moge je naciągnąć, ale wtedy
                        wszystko się wpija, a to miały być SZORTY a nie szortostringi...
                  • miss-alchemist Re: Dlaczego ubrania sa szyte tylko na gruszki? 21.04.10, 22:21
                    jako gruszka twierdzę, że ubrania nie są na mnie szyte :P:P:P 84/65/97

                    mam ponad 30 cm różnicy między talią a najszerszym miejscem w pupie, w biuście malutko i kupowanie sukienek to smutna sprawa :(

                    czasami mam wrażenie, że ubrania są szyte na nikogo :( swoją drogą, ja nawet przy swoim malutkim biuściku mam problem zmieścić go w niektóre ciuchy tak, by były dopasowane w talii. problemu nie rozwiąże biubiu, bo na biubiu mam za mało w biuście. jakaś czarna dziura rozmiarowa, ani ciuchy sieciówkowe, ani ubrania probiuściaste nie są dla mnie :P
                    • daslicht Re: Dlaczego ubrania sa szyte tylko na gruszki? 21.04.10, 22:26
                      Ubrania są szyte na moją współlokatorkę - 170/~60, figura typu H, biust ok. 60DD
                      • stanzii Re: Dlaczego ubrania sa szyte tylko na gruszki? 21.04.10, 23:33
                        stanzii napisała:
                        > wbrew temu, co wielokrotnie słyszałam - pomniejszenie, lub
                        > podniesienie biustu jest zdecydowanie lżejszym zabiegiem niż
                        > powiększenie

                        tak, tak napisałam, ale przyznaję - dokonałam skrótu myślowego, co mi
                        się często zdarza. I nie powiedziałam nigdzie (chyba) że są to słowa
                        lekarza. Największy ból po powiększeniu piersi wiąże się z
                        naruszeniem mięśnia, czego nie ma przy pomniejszaniu. Dlatego MOIM
                        ZDANIEM jest to lepsza sytuacja, bo może rany i ubytki są faktycznie
                        większe, ale dla mnie liczyło się nieruszanie mięśnia, który może
                        boleć przy najmniejszym ruchu. Krótko mówiąc: to boli mniej. Rana
                        boli mniej niż mięsień. Wyobraźcie sobie że macie coś włożone pod
                        mięsień (choć to tylko jedna z metod umiejscawiania implantów) -
                        brrrr!
                        co do moich zdjęć w niebieskiej sukience.
                        Nie wierzcie do końca temu zdjęciu. Nie odwzorowuje dokładnie rzeczywistości, chociaż jakiś pogląd daje. Ne widać mostka który
                        całkowicie wystawał na zewnątrz.. Poza tym - już tak nie wyglądam i
                        na dobrą sprawę nie tak dokładnie wyglądała (jakby się ktoś pytał to
                        po co w takim razie wstawiłam to na balkonetkę, to mówię, ze dlatego
                        żeby pokazać, że większy rozmiar był lepszy). Nie rozumiem jak komuś może się podobać to zdjęcie w mniejszym rozmiarze. Wiele osób nazywa
                        to rozmiarem probiuściastym, ale mnie się to nie podoba i już. Mając
                        takiej wielkości biust nie muszę go podkreślać, bo sam się podkresla,
                        choć o tym nie marzę. Szczupła talia i wielki biust to nie jest
                        szczyt moich marzeń krawieckich - nie chcę idealnego odwzorowania
                        mojej sylwetki, tylko tuszowania tego, co mi się nie podoba.
                        Majac wielki biust nie mogę nosić dekoltów, bo od uwiadaczniania się
                        wulgarnej krechy. Nawet jak się nie ujawnia jest fatalnie. I tak
                        dalej. Kobiety z większym biustem są bardziej postrzegane jako obiekt
                        seksualny, a nie wszystkie tego chcą.
                        • edhelwen Re: Dlaczego ubrania sa szyte tylko na gruszki? 21.04.10, 23:39
                          stanzii ---> ale i tak była to różnica dwóch rozmiarów w przypadku tej kiecki ;)
                          Brakowało mi rozmiaru środkowego - 40. Mnie się bardziej podoba mniejsza, ale to
                          dlatego że subiektywnie nie lubię na sobie workowatych ciuchów. Ty jesteś
                          szczupła, więc takim ciuchem mogłaś sobie pomniejszyć optycznie biust, a luźny
                          dół nie pognębiał bardzo Twojej sylwetki, jakby było w przypadku większości
                          dziewczyn o bardziej masywnej budowie (często lepszy efekt daje ciuch dopasowany
                          w talii)
                          • stanzii Re: Dlaczego ubrania sa szyte tylko na gruszki? 21.04.10, 23:46
                            Ty jesteś
                            > szczupła, więc takim ciuchem mogłaś sobie pomniejszyć optycznie
                            biust, a luźny
                            > dół nie pognębiał bardzo Twojej sylwetki, jakby było w przypadku
                            większości
                            > dziewczyn o bardziej masywnej budowie (często lepszy efekt daje
                            ciuch dopasowan
                            > y
                            > w talii)
                            którą mogłam pomniejszyć? ta mniejszą czy większą? w mniejszej mój
                            tułów składa sie biustu, potem są od razu nogi, za bardzo podkreśla.
                            • kocio-kocio Re: Dlaczego ubrania sa szyte tylko na gruszki? 22.04.10, 00:04
                              A większa robi z ciebie beztaliową średniobiuściastą.
                              Jeśli to chciałaś osiągnąć, efekt osiągnęłaś.
                              Po prostu za luźna w talii i biodrach sukienka dodaje kilogramów.
                              Ja osobiście wolę wyglądać na biuściastą (a nawet cycatą) niż na
                              brzuchatą.
                              Żeby nie było, że kogoś obrażam:
                              Jestem 16-latką o wymiarach 92-62-92 przy 177 cm wzrostu i 52 kg
                              wagi, uwięzioną w ciele 35-latki 98-74-103, 174 cm (tak! to już ten
                              czas!) i 78 kg.
                              Czuję się ze sobą świetnie póki nie spojrzę w lustro. Niestety
                              pracuję w takim miejscu, że czasem patrzę w nie 5 godzin dziennie.
                              I moje subiektywne spojrzenie mówi mi, że wyglądam bardziej jak ta
                              zaginiona 16-latka kiedy mam na sobie bardzo dopasowany sweterek,
                              który ewidentnie eksponuje biust (brytyjskie 65H/70GG), niż w luźnej
                              bluzce, w której biust wydaje się mniejszy, ale za to brzuch większy.
                              O i tak to.
                              • edhelwen Re: Dlaczego ubrania sa szyte tylko na gruszki? 22.04.10, 00:22
                                kocio-kocio ----> fajne masz wymiary :> to 103 to biust? o damn, właśnie się
                                wymierzyłam, biodra dobiły do 100, a talia uff jeszcze poniżej 80. załamałam się
                                >< zresztą w wieku 16 lat miałam podobne wymiary ;) czas na odchudzanie ><
                                • kocio-kocio Re: Dlaczego ubrania sa szyte tylko na gruszki? 22.04.10, 00:25
                                  Chciałabym :o)
                                  To odwrotna strona.
                                  Ciąża mi zostawiła zwis brzuszny i "silne uda" ;o)
                                  • edhelwen Re: Dlaczego ubrania sa szyte tylko na gruszki? 22.04.10, 00:59
                                    e, tak czy owak ;) jak widzisz mnie zaledwie 3cm do tego brakuje, w biuście z
                                    1-2cm mniej, w talii więcej, a 15cm mniej wzrostu xD
                                    "silne uda" - dobra nazwa, chociaż w moich akurat nie ma prawie mięśni, no ale
                                    mogę udawać że tam są ;D
                            • edhelwen Re: Dlaczego ubrania sa szyte tylko na gruszki? 22.04.10, 00:08
                              no tym większym - sama pisałaś, że pomniejsza optycznie biust ;) nie mam na
                              myśli, że akurat ta kiecka była dobra
                        • bebe.lapin Re: Dlaczego ubrania sa szyte tylko na gruszki? 22.04.10, 10:25
                          Stanzii, przeczytaj swoj post jeszcze raz, nie myslac o tym, ze jestes jego
                          autorka, a moze zauwazysz, ile z niego bije nienawisci do samej siebie.

                          Nie chce mi sie wywnetrzniac po raz kolejny na temat moich kompleksow i
                          problemow z samoakceptacja, robilam to juz wystarczajaca ilosc razy na forach
                          lobby :D

                          Moge ci tylko powiedziec to, ze ja, bebe lapin, z figura sto razy gorsza od
                          Twojej, niezla nadwaga (ktora na szczescie juz w 1/3 znikla), o niskim wzroscie,
                          z mnostwem kompleksow nabytych i negatywnych opinii slyszanych o swoim wygladzie
                          przez cale zycie (czesto nieprawdziwych), dzieki opiniom i zyczliwym poradom (ze
                          tak nazwe zbiorczo wszystkie watki dotyczace mnie osobiscie oraz, ogolnie,
                          akceptacji siebie i stosunku do swojego ciala)pan zgromadzonych tutaj, od roku
                          przeprowadzam ciezka prace nad soba i sa tego efekty. dobre staniki i ciuchy
                          biubiu, (ktore akurat dla mnie sa wybawieniem)ktore niewatpliwie pomagaja w
                          lepszym postrzeganiu siebie( bo obiektywnie sylwetka wyglada lepiej)to jeszcze
                          nie wszystko przeciez. ja nauczylam sie akceptowac swoj typ figury, odnajduje
                          piekno tych czesci ciala, ktore moze nie wygladaja tak, jak nakazuje popkultura,
                          ale mimo to sa udane, pociagajace i seksowne (np. biust, pupa, rozne kraglosci);
                          wystawienie sie na oglad innych dalo mi odkryc kilka atutow, o ktorych nigdy nie
                          myslalam, ze je posiadam. cwicze przekonanie o wlasnej atrakcyjnosci (na
                          poczatku jest to bardzo trudne, ale wykonalne)i zauwazylam nawet u siebie taka
                          prawidlowosc prawidlowosc: im lepiej o sobie myslimy, tym latwiej wygladac
                          ladnie (postawa, usmiech, chec do starannego ubioru i makijazu, itp, itd).

                          i to pisze Ci dziewczyna, ktora jeszcze kilka miesiecy temu byla absolutnie
                          przekonana, ze jest najbrzydszym stworzeniem na swiecie, a dotknac nikt jej nie
                          bedzie chcial nawet kijem metrowym. dzis, tak jak przepowiadaly dziewczyny ;)
                          zastanawiam sie bez mala nad zakupem burki :D, bo w cieplejsze dni trudno mi
                          jest przejsc spokojnie przez miasto, 2,5 godz temu wrocilam z randki z
                          przesympatycznym facetem, ktory, jak sie okazuje, bardzo sobie ceni niemodelkowa
                          sylwetke (niewiarygodne, nie ;)?), w zwyklych kontaktach z ludzmi jestem
                          bardziej otwarta i wyluzowana, ale tego wszystkiego by nie bylo, gdyby nie trud
                          wlozony w akceptacje siebie taka, jaka jestem i zakonczenie udreczania sie
                          marzeniami o wygladzie, ktorego nigdy nie moglabym miec. Zdanie turzycy o tym,
                          ze ma sie cialo z czyis marzen jest naprawde glebokie; ja postanowilam isc krok
                          dalej i sprawic, aby stalo sie ono cialem takze z moich.

                          no i jednak sie wywnetrznilam :D chcialabym jednak, stanzii, zebys pomyslala
                          jeszcze raz nawet nie o swojej decyzji, ale o jej prawdziwych motywach. moim
                          zdaniem, operacja nie usuniesz tego, co Cie tak naprawde uwiera, a wrecz jeszcze
                          to spotegujesz.
                      • edhelwen Re: Dlaczego ubrania sa szyte tylko na gruszki? 21.04.10, 23:34
                        i na moją wspomnianą koleżankę, ale już z dwuczęściowym strojem ma problem...
                    • sbarazzina Re: Dlaczego ubrania sa szyte tylko na gruszki? 21.04.10, 23:04
                      Ubrania są szyte na mnie :) I nie jestem gruszką, chociaż ciągle nie wiem czym
                      ;) Na wymiary 92/68/92, wzrost 164, pasuje mi większość ubrań w większości
                      sieciówek. Czasem coś nie pasuje, ale nie zdarza się to za często, więc nie
                      zwracam na to większej uwagi. Żeby nie było, że ubrania są szyte na nikogo ;)
                      • indigo-rose Re: Dlaczego ubrania sa szyte tylko na gruszki? 21.04.10, 23:30
                        biust=biodra - klepsydra? niech mnie ktoś poprawi, jeśli się mylę.
                        • edhelwen Re: Dlaczego ubrania sa szyte tylko na gruszki? 21.04.10, 23:42
                          moim zdaniem liczy się jeszcze ogólna budowa ciała (np. ramiona) i wcięcie w
                          talii. Inaczej będzie wyglądać 95-72-95 a inaczej 95-65-95 czy 95-60-95 ;) no i
                          chyba jeszcze dodałabym wzrost.
                          • indigo-rose Re: Dlaczego ubrania sa szyte tylko na gruszki? 26.04.10, 00:04
                            to czym ja jestem?
                            91-63-84, ramiona 81, wzrost 158, nogi>połowa wzrostu. też wazon?
                        • sbarazzina Re: Dlaczego ubrania sa szyte tylko na gruszki? 22.04.10, 20:05
                          Chyba za małe wcięcie w talii na klepsydrę. Może wazon... ;)
                          Bo do tego dochodzą jeszcze w miarę szerokie ramiona i długie nogi w porównaniu do tułowia ;)
                      • ola_pozytywna Re: Dlaczego ubrania sa szyte tylko na gruszki? 22.04.10, 08:48
                        Jestem trochę zaskoczona Twoją wypowiedzią. Mnie przy podobnych wymiarach (tyle
                        że wzrost 176) wszystko odstaje w talii - spódnice, spodnie, bluzki powiewają.
                        • sbarazzina Re: Dlaczego ubrania sa szyte tylko na gruszki? 22.04.10, 20:21
                          ola_pozytywna napisała:

                          > Jestem trochę zaskoczona Twoją wypowiedzią. Mnie przy podobnych wymiarach (tyle
                          > że wzrost 176) wszystko odstaje w talii - spódnice, spodnie, bluzki powiewają.

                          Wymiary to nie wszystko ;) W końcu nasze sylwetki są wielowymiarowe. Ja mam
                          talię dość wysoko, więc większość spodni i spódnic leży jednak trochę poniżej.
                          Chociaż mam też kilka ciuchów z wyższym stanem.
                    • faforzyca Re: Dlaczego ubrania sa szyte tylko na gruszki? 14.05.10, 15:42
                      Potwierdzam - z wymiarami 86/59/95 nie mam co marzyć o sukienkach ;) Już nie mówiąc o koszmarze kupowania spodni, w które by mi się zmieściła pupa... brrr ;) Szczerze mówiąc zawsze sądziłam, że ciuchy są szyte raczej na dziewczyny, które mają węższe biodra i większe biusty, a tu proszę..

                      Najlepszym pomysłem byłoby stworzenie Lobby Pupiastych ;) W końcu skoro dziewczyny z dużymi biustami doczekały się kolekcji biustoprzyjaznych, to ja się domagam kolekcji pupoprzyjaznej ;)
                  • mmm-mm Dlaczego ubrania sa szyte na gruszki-nieprawda 22.04.10, 03:05
                    Wypraszam sobie:) Otoz ubrania sa szyte na bardzo waskobiodre i malobiusciaste
                    kobiety. Moje biodra, talia i biust (przecietne 28E/F) caly czas mi to mowia.
                    Czasami rezygnowalam z zakupu bluzki, bo byla za obcisla na biodrach, a rozmiar
                    wieksza za luzna w talii, biust wlasciwie bez roznicy (mniejszy rozmiar nie
                    pomaga na wyeksponowanie, wiekszy niestety tez), ale pod pachami odstawala z pol
                    metra, bo mam waski tulow. A moja sylwetka jak sylwetka, szczupla, ramiona z
                    biodrami rowne, talia, troche biustu, niska. I niestety mam tez problem z
                    dzinsami, zadne nie uwzgledniaja roznicy talia-biodra, wiec prosze mi tu nie
                    mowic ze gruszki maja dobrze, bo wcale nie maja:)
                    • indigo-rose Re: Dlaczego ubrania sa szyte na gruszki-nieprawd 26.04.10, 00:07
                      mmm-mm napisała:

                      > Wypraszam sobie:) Otoz ubrania sa szyte na bardzo waskobiodre i malobiusciaste
                      > kobiety.

                      Otóż nie, bo ja jestem wąskobiodra i też miewam kłopoty :)
              • irenka65f Re: Precz z ujednolicajaca rozmiarowka! 21.04.10, 13:36
                No tak, tylko, że do sieciówkowych koszul mam za duży biust i za wąskie ramiona.
                No i garb mi jeszcze nie wyrósł.
                To ja się pytam gdzie są ubrania dla średniobiuściastych? :-((
                Może ktoś zacznie szyć z jednym biu? Proooszę ;-)))
                • kryklu Re: Precz z ujednolicajaca rozmiarowka! 21.04.10, 21:00
                  irenka65f napisała:
                  > To ja się pytam gdzie są ubrania dla średniobiuściastych? :-((
                  > Może ktoś zacznie szyć z jednym biu? Proooszę ;-)))

                  Są koszule BiuBiu z jednym B! Inne B/BB też sobie chwalę.Koszula 42B
                  bardzo dobrze na mnie leży. A z moim 70GG i 120cm-tyłkiem jestem
                  średniobiuściasta, Paryżanka stwierdziła nawet kiedyś, że
                  małobiuściasta.

                  Lubię brytyjskie ciuchy (tak ogólnie, nie tylko Bravissimo) za
                  taliowane fasony.
                  • daslicht Re: Precz z ujednolicajaca rozmiarowka! 21.04.10, 21:30
                    A mnie zachwyca styl emo, zwłaszcza w wersji męskiej. Idę sobie na dział męski i wybieram długie ciuchy w fajnych kolorach. Burym worom mówimy NIE! Niech żyje EMO! *_*

                    Nie mogę się doczekać, aż nadejdzie moda na męskie kiecki. Jestem też zdecydowanie na TAK dla urozmaicenia zestawu ciuchów armii niemieckiej/holenderskiej/szwedzkiej. Bo niby dlaczego mają ciągle w jednych ciuchach chodzić? A ja chętnie odkupię ^^

                    Turzyca, które sklepy mają te Ybergrosy? Czy obejmuje to dział damski? Mam zamiar zrobić sobie trasę po krajach o wyższej średniej krajowej ^^
    • maith Obraz dziewczęcości - Kasia Figura w "Pierścień 21.04.10, 13:45
      Ja znam też inny obraz dziewczęcości.
      Ślicznie, lekko i dziewczęco, a jednocześnie bardzo kusząco wyglądała
      też Kasia Figura w "Pierścień i Róża"
      www.youtube.com/watch?v=4maeB_eOLqc
      • eloquor Balkonetka 21.04.10, 14:01
        Właśnie znalazłam zdjęcie Stanzi na balkonetce, w takiej morskiej sukience. Nie
        chciałabym nikogo urazić, ale moim zdaniem, to nie jest biust który należy
        zmniejszać. Ba, marzę o takiej figurze!
        • kasiadj07 Re: Balkonetka 21.04.10, 16:06
          Ja również na tych zdjęciach widzę normalną zgrabną dziewczynę. I
          gdzie ten ogromny biust?:) Dziewczyno, zastanów się porządnie, zanim
          zrobisz coś nieodwracalnego.

          Nie mam zamiaru nikogo oceniać, ale po przeczytaniu całej dyskusji
          nasunęła mi się następująca myśl. Większość dziewczyn, które tu na
          forum opowiadały o swojej operacji urodziła wcześniej dziecko, czyli
          miała już swojego przypuszczalnie stałego partnera życiowego. Sądzę,
          że łatwiej zdecydować się na taki krok mając przy boku kogoś
          bliskiego, kto nas wspiera w naszej decyzji - zna nasze ciało i
          będzie się spodziewać wyglądu po. Osobiście miałabym opory przed
          intymnością w takiej sytuacji, bałabym się, jak zareaguje druga
          osoba na moje blizny. Ale mi nigdy nie przyszło to do głowy, nawet w
          czasach, gdy biust majtał mi się w okolicach pasa, a teraz, nosząc
          effuniakowe 80H nie miałabym nic przeciwko temu, żeby urósł:)

          Mały offtop a propos uszu - pod rozwagę młodych mam - winę za
          odstające uszy mogą ponosić rodzice przez nieodpowiednią pielęgnację
          noworodka. Należy zwracać uwagę przy karmieniu, trzymaniu dziecka na
          rękach i układaniu na boku, aby ta delikatna i mięciutka jeszcze
          małżowina nie zawijała się maleństwu do przodu, a ma do tego
          tendencję. Taką mądrość przekazują sobie kobiety w mojej rodzinie i
          nikt odstających uszu nie posiada:)

          Wracając do autorki wątku, jakąkolwiek podejmiesz decyzję, życzę Ci
          powodzenia, byleby była ona naprawdę dobrze przemyślana.
          • stanzii Re: Balkonetka 21.04.10, 23:35
            > nasunęła mi się następująca myśl. Większość dziewczyn, które tu na
            > forum opowiadały o swojej operacji urodziła wcześniej dziecko,
            czyli
            > miała już swojego przypuszczalnie stałego partnera życiowego.
            Sądzę,
            > że łatwiej zdecydować się na taki krok mając przy boku kogoś
            > bliskiego, kto nas wspiera w naszej decyzji - zna nasze ciało i
            > będzie się spodziewać wyglądu po. Osobiście miałabym opory przed
            > intymnością w takiej sytuacji, bałabym się, jak zareaguje druga
            > osoba na moje blizny. Ale mi nigdy nie przyszło to do głowy, nawet
            w
            > czasach, gdy biust majtał mi się w okolicach pasa, a teraz, nosząc
            > effuniakowe 80H nie miałabym nic przeciwko temu, żeby urósł:)

            bywają gorsze rzeczy niż blizny i zanik czucia.
            • pierwszalitera Re: Balkonetka 22.04.10, 01:56
              stanzii napisała:

              > bywają gorsze rzeczy niż blizny i zanik czucia.

              Jasne. Na przykład nekroza tkanki i "nieprzyjęcie się" oraz obumarcie brodawek. Do tego mogą wystąpić przy niekiedy koniecznych poprawkach blizn, silna asymetria wielkości biustu i w położeniu brodawek. Acha, punktowanie zbierającej się w dużej ranie wody też nie należy do rzadkości. Opuchnięcie powinno jednak po 3 tygodniach powoli zacząć znikać. O problemach typu Dog-Ears, też cię lekarz pewnie poinformował. To takie pozostałości skóry, które widoczne robią się dopiero, gdy biust nabiera nowego kształtu po zejściu opuchlizn. Czasem trzeba jeszcze raz pod nóż, jeżeli chirurg zawalił, a jesteś pewna, że znalazłaś mistrza? Naturalnie pomyślałaś też o infekcjach, możlwiości trombozy, alergicznej reakcji na używane podczas operacji medykamenty i embolii. Sama frajda. ;-)
              • elftherinii Re: Balkonetka 22.04.10, 21:51
                Brr, przez Twojego posta już nigdy nie pomyślę o żadnej upiększającej operacji:P Masakra jakaś z tymi komplikacjami potencjalnymi.
        • puellapuellae Re: Balkonetka 21.04.10, 20:01
          Mnie zdjecia na balkonetce wrecz zaszokowaly, nie przesadzam uzywajac tego
          slowa. Autorka watku ma piekna, kobieca figure, moim zdaniem jest super zgrabna
          i przyprawia mnie o zazdrosc, serio. Wymiary tam podane to 107 cm w biuscie,
          moze teraz ciut sie powiekszyl, bo Stanzi mowi, ze to efekt wyagrniania, ale z
          tego co mi wiadomo po wygarnaniu biust owszem nabiera centymetrow, ale one ida
          raczej w lepszy ksztalt i konsystencje niz drastyczne wizualne powiekszenie.
          Poprawcie mnie jesli sie myle. I tez nie widze tam nic do zmniejszania czy
          wogole zmieniania.
          • eloquor Re: Balkonetka 22.04.10, 07:03
            Przeczytałam cały wątek jeszcze raz i dochodzę do wniosku,że autorka już się nie
            nawróci. Wszystkie rozsądne argumenty przeciw operacji odrzuca, pewnie jak
            napiszemy, że każda ingerencja chirurgiczna niesie za sobą ryzyko (baaardzo
            znikome, ale jednak) śmierci, to powie, że się nie boi. Dajmy spokój, nie polubi
            się i już.
            A tak BTW - myślałam, że jestem asertywna. Stanzi mnie pokonała:(
            • panistrusia Re: Balkonetka 22.04.10, 09:28
              A może pozwólmy ludziom podejmować decyzje samodzielnie?

              Myślę, że możesz mieć czyste sumienie, skoro podałaś ważne Twoim
              zdaniem powody zrezygnowania z operacji...
    • follebagnole Re: Biustodepresja 21.04.10, 15:39
      Widziałam Cię w katalogu na Balkonetce i powiem Ci, że moim skromnym zdaniem
      dużo przesadziłaś w swoim pierwszym poście. Nieładnie;) Masz ładną figurę,
      normalny biust (taki jak każda z nas tutaj) i tylko od Ciebie zależy czy zrobisz
      z niego swój atut czy go pokroisz, co mocno Ci teraz odradzam.

      To już trochę oklepane, ale w jakimś starszym wątku znalazłam to
      www.007b.com/breast_gallery.php
      Jeszcze 2 tygodnie temu nazywałam swoje piersi "smutasami", a teraz uważam, że
      są naprawdę ładne, mocno je polubiłam i czuję się w końcu dobrze. To nie stało
      się na zasadzie porównania z gorszymi, tylko zobaczyłam, że jestem normalną żywą
      kobietą, a nie panią z okładki popularnego pisemka, której obce są prawa grawitacji.

      Chirurg, co nie ostrzega przed ryzykiem niepotrzebnej od strony zdrowotnej
      operacji, powinien zostać maklerem, a nie leczyć ludzi.
      • mmm-mm To o uszach to sobie zapamietam, mua:* 22.04.10, 03:42
        Ale jak moje przyszle dziecko odziedziczy po mnie odstajace uszy to zafunduje mu
        operacje jak tylko to mu zacznie przeszkadzac. Ciekawe tylko kiedy bedzie mnie
        stac na operacje swoich uszu. Bo teraz ani czasu ani pieniedzy. A od ilu lat
        marze, zeby moc nosic glupiego kucyka "do ludzi", bez kompleksow... Ale ja
        mialam wyjatkowego pecha, bo moi rodzice, dziadkowie z jednej strony i babcia
        maja pieknie scisle przylegajace uszy do glowy. Niestety maz tej drugiej babci
        "obdarowal" wszystkich (wszystkie swoje corki i mnie) swoimi okropnie
        odstajacymi uszami. Ale zeby duzy biust zmniejszac to nie wiem, istna abstrakcja
        dla mnie. Moze temu ze marze o tym, zebym chociaz moj biust byl rowny z
        biodrami. A tak to moge sobie kupic tysiac piecset sto dziewiecset maskaradek i
        zadna mi nie zastapi tych 10-12 cm, ktore mi brakuje do zrownania z biodrami. I
        prosze mi tu nie oszpecac sylwetki jakimis bladymi workami, tylko chodzic
        prosto i z duma w ubraniach NIE WORKOWATYCH.
        • super.anczysko Re: To o uszach to sobie zapamietam, mua:* 22.04.10, 08:30
          Całe życie marzyłam, żeby sobie biust "podnieść", ujędrnić. B
          • super.anczysko c.d. 22.04.10, 08:39
            sorry, coś przycisnęłam i się skasowało. Już kończę. Więc marzyłam o
            pojędrnieniu i uniesieniu. Bo mam spory biust. Taki długi, wiszący,
            dyndający, brodawki aż czasem się chowały pod spód. Wstydziłam się
            go strasznie, długo nie miałam satysfakcji z życia seksualnego, bo
            wciąż drżałam, że ktoś to zobaczy i zacznie drwić, żebym przerzuciła
            sobie go na plecy, bo worki się nosi na plecach. A jak leżałam na
            wznak to one się rozlewały i brodawek można było szukać pod pachą.
            Też byłam u chirurga, rozmawiałam z psychologiem. Nie zdecydowałam
            się na zabieg ze zwykłego ludzkiego strachu przed operacją, bólem,
            bliznami i świadomością, że problem tkwi w głowie, nie w biuście. Na
            forum jestem niedawno, nie udzielam się często ale jestem już
            prawidłowo ostanikowana i zaczynam być szczęśliwa. Nie chcę dalej
            operacji, ale ja chodziłam do psychologa prawie 1,5 roku! Budowałam
            swoje własne ja przy jego pomocy. Pomogł mi zrozumieć, że ja to nie
            tylko biust, ale jeszcze piękne oczy, włosy, krągłe ramiona, pyszne
            biodra... To mi było potrzebne i sporo dało.
            Też wydaje mi się, że nie odwiedziemy autorki postu od operacji -
            trudno. Napisałam to, bo doskonale wiem co ona czuje, tylko (co
            gorsza) ona jest odważna (czy mądrą odwagą?) i nie boi się tego co
            będzie po operacji tak jak ja się bałam. Gdybym ja była taka odważna
            i miała takie podejście - kto wie?
            Kocham siebie taką jaką jestem pomimo, że nadal jak ściągam stanik
            to piersi gwizd na dół:) Ale teraz się do nich śmieję i zachęcam do
            migracji.
            • effuniak super.anczysko 22.04.10, 13:00
              Piękna, ciepła wypowiedź i rewelacyjna puenta :)
    • lucyna_ita Re: Biustodepresja -> biu biu 22.04.10, 11:30
      A próbowałaś znaleźć coś dla siebie w sklepie biu biu? Jest to sklep internetowy
      dla takich kobiet jak Ty i wiele, wiele innych.
      Poznałam ten sklep dzięki Mahedzie, która także ma pokaźny biust a koszula z
      biubiu nie rozciągała się na biuście,guziki były na swoim miejscu, pokazywała
      talię. Cud konstrukcyjny!
    • kura17 blizny - troche OT 22.04.10, 11:39
      ja wprawdzie nie mialam operacji piersi, ale mialam dwie (nieplanowane) cesarki.
      jestem szczesliwa, ze dzieci urodzily sie zdrowe, nie zaluje interwencji
      chirurgicznej, ale do dzis widze jej efekty.

      to niby "tylko" 5 lat od pierwszej i 2.5 roku od drugiej cesarki, ale blizna
      wciaz jest bardzo widoczna, czesto cierpnie, pod blizna nie mam czucia... a i
      tak ta druga jest lepsza od pierwszej (byla poprawiana), bo tamta byla dodatkowo
      gruba, kreta, ciagle "scierpnieta".

      to nie jest nic, to jest zawsze interwencja chirurgiczna!
      blizny zostaja i rozne rzeczy moga sie dziac.
      ja nie mialam ZADNYCH komplikacji, a widze i ODCZUWAM wciaz wyrazne slady po
      operacji, zarowno zewnetrzne (blizna na brzuchu), jak i wewnetrzne (blizna na
      macicy). to TEZ ma znaczenie.
      • felisdomestica Re: blizny - troche OT 22.04.10, 12:40
        Kuro, ale operacje biustu robi chirurg plastyczny, który szyje tak, by blizny były jak najmniej widoczne. W przypadku cesarki szyje zwykły chirurg. jeden umie szyć lepiej, inny gorzej, albo ma nastepną rodzącą w kolejce i się spieszy.
        • pierwszalitera Re: blizny - troche OT 22.04.10, 13:09
          felisdomestica napisała:

          > Kuro, ale operacje biustu robi chirurg plastyczny, który szyje tak, by blizny b
          > yły jak najmniej widoczne. W przypadku cesarki szyje zwykły chirurg. jeden umie
          > szyć lepiej, inny gorzej, albo ma nastepną rodzącą w kolejce i się spieszy.

          W przypadku chirurgów plastycznych jest podobnie. Jeden szyje lepiej, drugi szyje gorzej. Przy dzisiejszej popularności chirurgii plastycznej i możliwościach zarobkowych, wielu lekarzy korzysta z możlwości udzielania w tej dziedzienie. O ile wiem, zawód chirurga plastycznego nie jest jakoś specjalnie chroniony i kontrolowany. Słyszłam już o ginekologach, którzy zrobili tylko kilka zaocznych kursów zanim założyli swój instytut piękności. Dobrzy chirurdzy wcale nie siedzą na każdym rogu, tylko w eksluzywnych klinikach, które każą sobie za ten luksus operowania przez sławę słono płacić. Nie każdego na to stać, więc idzie się do chirurga drugiej klasy, a reklamować się taki pięknymi obrazkami na ścianach może, tylko, że nie ma się niestety możliwości dotarcia do pacjentek, które były mniej zadowolone. Opisywana przez mnie sytuacja jest na porządku dziennym w Niemczech, nie sądzę, by w innych krajach było inaczej. Nieraz pokazuje się w niemieckiej telewizji ofiary takich "specjalistów" ze spartaczonym ciałem i udziela porad, jak trafić na dobrego lekarza. Ale dobry lekarz na pewno nie powie pacjentce, że pomniejszenie biustu jest bezproblematyczną operacją i lżejszą niż powiększenie, bo nawet na niemieckich stronach internetowych prywatnych klinik, w których takie operacje się wykonuje, piszą coś innego. I to są informacje, które dostaje się tam jeszcze przed rozmową z chirurgiem.
          • felisdomestica Re: blizny - troche OT 22.04.10, 13:42
            pierwszalitera napisała:
            "W przypadku chirurgów plastycznych jest podobnie. Jeden szyje lepiej, drugi szyje gorzej."

            Stanzii na pewno zdaje sobie z tego sprawę. No i jednak chirurdzy plastyczni uczą się specjalnych technik szycia. Jest szansa że nawet ten gorszy zszyje lepiej niż chirurg od ratowania życia.

            "Ale dobry lekarz na pewno nie powie pacjentce, że pomniejszenie biustu jest bezproblematyczną operacją i lżejszą niż powiększenie, bo nawet na niemieckich stronach internetowych prywatnych klinik, w których takie operacje się wykonuje, piszą coś innego."

            Akurat to nie ma nic wspólnego z talentem w rękach, który decyduje o dobrym szyciu.

        • kura17 Re: blizny - troche OT 22.04.10, 14:10
          ale ja nie pisalam TYLKO o widocznosci blizny!
          zreszta za drugim razem blizne po pierwszej cesarce mi poprawiono i jest duzo
          "ladniejsza" teraz.

          pisalam rowniez o tym, ze ta blizne do dzis CZUJE, choc nie mialam i nie mam
          komplikacji. cialo dookola jest jakby zesztywniale (tak, jak czasem cierpnie
          reka, czy noga), mam w nim slabsze czucie. to nie ma nic wspolnego z wygladem!

          a blizna "w srodku", na macicy, tez ma swoje nastepstwa - niesymetryczny ksztalt
          macicy (widac wyraznie na usg), bolesne miesiaczki oraz bardzo zmieniajaca sie
          obfitosc krwawien. calkiem mozliwe, ze czeka mnie lyzeczkowanie macicy z tego
          powodu.
          i nie jest to zadna "spartaczona robota", po prostu takie rzeczy sie zdarzaja,
          bo wszelkie interwencje chirurgiczne to sa powazne operacje!

          w przypadku operacji piersi tez dochodzi do interwencji "w srodku", nie tylko
          ciecie na skorze.

          i tylko na to chcialam zwrocic uwage.
          akurat mam osobiste doswiadczenia, to sie nimi dziele.
          • thorrey Re: blizny - troche OT 22.04.10, 15:48
            Każda, nawet najlepsza interwencja chirurga nie będzie tak dobra
            jak "oryginał"
            POtwierdzam to co mówi kura - blizny "cierpną", są tkliwe i bolesne
            nawet przez wiele lat po operacji.
            Nawet ząb w którym jest plomba nigdy nie będzie taki sam jak zdrowy,
            normalny ząb.
            Szczerze mówiąc cały czas nie mogę przejść do porządku dziennego z
            tym jak chirurg "wciska" pacjentce, że to taka mało inwazyjna
            operacja.
        • edhelwen Re: blizny - troche OT 22.04.10, 16:59
          może Kura "źle trafiła"? Dziewczyny po cesarkach mają czasem przecież takie małe
          nieznaczne blizny, które nawet bikini zakrywa.
          Nie, w moim poście nie chodzi o to, że cesarka to pikuś, ale że od 10 lat albo
          więcej kobiety mogą się spodziewać, że nie zostanie im blizna jak po wyrostku
          robionym 30 lat temu przez "rzeźnika"
          • edhelwen Re: blizny - troche OT 22.04.10, 17:09
            a ok, to co w środku, to już inna sprawa. Tylko, że cesarka to co innego, w
            polskich szpitalach rzaaaadko na życzenie, dziewczyny myślą, że cesarka
            zaoszczędzi im bólu, a przecież te, które miały bo musiały powiedzą im co innego
            (tylko jak dziewuszka się boi porodu, to kto ją przekona, czytałam takie
            wypowiedzi :/) W każdym razie to jest zabieg, co do którego często nie ma
            wyboru, spóźniona cesarka w części przypadków = porażenie mózgowe albo śmierć
            dziecka. A mam wrażenie, że niektóre dziewczyny to traktują jak zwykły rutynowy
            zabieg który ma sprawić, że poród i połóg będą mniej kłopotliwe, bolesne O____o
          • kura17 Re: blizny - troche OT 22.04.10, 18:41
            ja wiem, czy zle trafilam? bylam cieta 2 razy w dwoch roznych duzych, dobrych
            niemieckich szpitalach w duzym miescie.
            i wyglad blizny nie jest tak istotny - pierwsza byla brzydka, druga jest calkiem
            sobie (na tej starej) - lekarka mi powiedziala, ze troche sie ta stara blizna
            "zaopiekowal", tzn wyciela zgrubiala skore blizny i zszyla na nowo. pierwsza
            cesarka ponoc rzeczywiscie nie byla najszczesliwsza - polozna twierdzi, ze bylam
            rozerwana za mocno (ponoc nacina sie kawalek, a potem sie drze, jak
            material...). ale to byl wielki pospiech, bo dziecku nagle zaniklo tetno, wiec
            moze dlatego?

            bardziej mowie o efektach ubocznych - doznaniach "z blizny". czucia w brzuchu w
            okolicach blizny dluuugo nie mialam. do dzis tam mi cialo cierpnie, czasem jest
            bolesne. a wydaje mi sie, ze piersi to bardziej wrazliwy obszar, niz brzuch.

            no nic, juz nic wiecej nie dodam, po prostu chcialam sie podzielic "bliznowym
            doswiadczeniem" (podwojnym) i tyle.
          • pierwszalitera Re: blizny - troche OT 22.04.10, 18:42
            edhelwen napisała:

            > może Kura "źle trafiła"? Dziewczyny po cesarkach mają czasem przecież takie mał
            > e
            > nieznaczne blizny, które nawet bikini zakrywa.
            > Nie, w moim poście nie chodzi o to, że cesarka to pikuś, ale że od 10 lat albo
            > więcej kobiety mogą się spodziewać, że nie zostanie im blizna jak po wyrostku
            > robionym 30 lat temu przez "rzeźnika"

            Jej, może i źle trafiła, ale przecież poddając się dobrowolnie jakiejkolowiek operacji podwyżasz swoje szanse, że właśnie źle trafisz. Bo jaką masz gwarancję że w właśnie w twoim (albo stanzii) przypadku wszystko dobrze pójdzie? Taką gwarancję masz tylko i wyłącznie w jednej sytuacji, czyli wtedy, gdy z operacji rezygnujesz. Poza tym kurze nie o wygląd blizny chodziło, więc te kobiety, co to nawet w bikini nic u nich nie widać, też mogą się skarżyć z powodu zmienionego czucia, albo jakich bólów.
            • felisdomestica Re: blizny - troche OT 22.04.10, 19:52
              To raczej nie blizna na skórze jest przyczyną problemów z czuciem, tylko głębsze cięcie. jednak cesarka to jest cięcie bardzo głębokie i szerokie, i jeszcze dziecko trzeba przepchnąć. Jakies nerwy mogły zostac pociachane, ale powinny się zregenerować. Tyle, że to trwa.
              • femalespirit Re: blizny - troche OT 27.04.10, 10:57
                W kwestii blizn, to mialam jedna cesarke, po niej paskudna blizne, ktora dlugo zle wygladala, po dwoch latach bylam znowu cieta w tym samym miejscu (usuniecie endometriozy w bliznie - komplikacja po cc), tym razem u chirurga, ktory byl plastykiem, usunal tamta blizne, zszyl elegancko i coz z tego? Wyglada co prawda o niebo lepiej niz ta pierwsza, ale nie jest to cienka biala kreska jak u wielu moich kolezanek, bo mimo ladnego szycia, smarowania preparatami itd. i tak sie tak ladnie nie zagoila - jest zgrubenie w tym miejscu. Sklonnosc do bliznowcow jest cecha indywidualna. Bede z pewnoscia unikala operacji jesli nie bede zmuszona.
Pełna wersja