sibeliuss
25.08.08, 10:38
Spóźnił się, zagrał tylko niecałe 60 minut koncertu. Pod scenę
podjechał mercedesem Sprinterem przerobionym na garderobę, z całą
rodziną, która pajacowała razem z nim na scenie. Na koniec
zaśpiewał "Abba Ojcze" wspominając o papieżu [da się bardziej pod
publikę?]. Nie bisował, po prostu odjechał. Koncert był bardzo
kiepski, jego rodzinka machała rączkami na scenie, że niby
taki "szoł"... A na dodatek wszystko było z playbacku.
www.pudelek.pl/artykul/12064/co_sie_dzieje_z_krzysztofem_krawczykiem/