mr.superlatywny
14.08.06, 16:24
Ruch Chorzów przeprasza kibiców za piątkowe incydenty
Wojciech Todur 13-08-2006, ostatnia aktualizacja 13-08-2006 20:13
Tylu dzieci i kobiet, co podczas piątkowego meczu z Odrą Opole, nie było na
stadionie chorzowskiego Ruchu już dawno. Niestety, przez nieodpowiedzialne
zachowanie części ochroniarzy i chuliganów z szalikami Odry wracali do domów
zapłakani
Przed meczem napisaliśmy, jak działacze Ruchu i władze Chorzowa starają się,
by Cicha była bezpieczna i przyjazna kibicom. Ta praca nie poszła na marne.
Na inauguracyjne spotkanie przyszło wielu fanów, którzy nie zaglądali na
stadion od dawna. Sektor rodzinny był pełny i roześmiany. Niestety, do
czasu... Na początku drugiej połowy na płocie sektora, który zajmowali
sympatycy Odry Opole, zawisła flaga, na której według obserwatora PZPN-u
znalazły się faszystowskie symbole. Ochroniarze dostali polecenie zdjęcia
flagi. Do swoich obowiązków podeszli jednak niechlujnie i przy okazji zerwali
też m.in biało-czerwoną flagę Polski.
Szalikowcy zaczęli bronić flag, które dla każdego kibica są niezwykle ważne,
i w efekcie zostali spałowani. Na domiar złego jeden z ochroniarzy podczas
szamotaniny przy płocie dał sobie zabrać pojemnik z gazem łzawiącym!
Szalikowiec Odry, który zabrał mu pojemnik, niewiele myśląc, wystrzelił całą
jego zawartość w kierunku ochroniarzy. Chmura gryzącego dymu razem z wiatrem
przeniosła się nad sektor rodzinny.
Dorośli zaczęli szukać wyjścia z sektora, bo najmłodsze dzieci zaczęły kasłać
i płakać. Kierujący akcją początkowo nie otworzyli jednak wejścia na sektor,
bo obawiali się paniki.
Z szefem ochrony próbował porozmawiać m.in Ryszard Sadłoń, chorzowski radny. -
Zdaję sobie sprawę, że moim zadaniem nie jest pouczanie ochroniarzy, ale
poszedłem do nich po pomoc. Kierowały mną emocje, ponieważ obawiałem się o
zdrowie dzieci i kobiet. Mimo próśb moich i innych kibiców bramy sektora
rodzinnego były zamknięte zbyt długo - denerwuje się Sadłoń.
Krzysztof Ziętek, dyrektor klubu, zapewnia, że razem ze współpracownikami
jeszcze raz przeanalizuje zapis wideo z tego zajścia. - Te wydarzenie
naprawdę trudno jednoznacznie ocenić. Jest mi bardzo przykro, że nasi
najmłodsi kibice musieli to przeżyć i oglądać. Wierzę, że to już się nie
powtórzy i gorąco zapraszam na nasz stadion. Jestem dumny z naszych kibiców,
którzy zachowali się bardzo odpowiedzialnie i nie uczestniczyli w całym
zajściu - podkreśla dyrektor.
Po meczu do naszej redakcji zadzwonił też kibic, który żalił się, że przez
zbyt małą liczbę stadionowych kas na sektor wszedł dopiero w 20. min
spotkania. - Ten problem pojawia się zawsze, gdy na trybunach jest wysoka
frekwencja [w piątek na Cichej mogło być nawet 7 tys. widzów - przyp. red.].
Apelujemy do kibiców, by przychodzili na stadion wcześniej, tymczasem sporo
osób chce wejść na sektor równo z pierwszym gwizdkiem. Mimo wszystko
spróbujemy temu zaradzić. Może dobrym wyjściem będzie powrót do
przedsprzedaży biletów? - zastanawia się Ziętek