Gość: Zniesmaczony
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
03.08.10, 21:30
Z echa dnia
dodano: 3 sierpnia 2010, 7:00
Skandal w Tarnobrzegu. Mieli pomagać powodzianom, a pracowali dla
przewodniczącego osiedla
Klaudia Tajs
Skandal w tarnobrzeskim osiedlu Wielowieś. Bezrobotni z grupy
interwencyjnej, kierowani do pomocy powodzianom w porządkowaniu
zalanych domów, plewili w poniedziałek działkę, przewodniczącego
osiedla. Wściekli ludzie, którzy tygodniami czekają na dodatkowe
ręce do pomocy, zapowiedzieli, że jeśli Władysław Czopek, nie
zacznie ich godnie traktować, wywiozą go na taczkach.
W poniedziałek, około godziny 9 rano, mężczyźni z grupy
interwencyjnej, zamiast usuwać skutki powodzi, pielęgnowali ogród
przewodniczącego osiedla Wielowieś.
(fot. Klaudia Tajs)
Mieszkańcy Wielowsi osiedla, które najbardziej ucierpiało podczas
powodzi, są na skraju załamania nerwowego Nie narzekają już na brak
darów czy na utrzymujące się wokół ich domów zastoiska wody. Ale nie
mogą milczeć, kiedy na ich oczach, przewodniczący osiedla Władysław
Czopek, wykorzystuje bezrobotnych z grupy interwencyjnej, do
własnych potrzeb. - Tygodniami błagamy o ręce do pomocy przy
porządkowaniu zalanych domów, ale słyszymy, że jest kolejka i trzeba
znać swoje miejsce w szeregu – mówią mieszkańcy Wielowsi. – Od
początku było tak, że to przewodniczący dzieli więźniów i ludzi z
urzędu pracy. Parceluje według swojego uznania.
DZIŚ DZIAŁKA JUTRO BORÓWKI
O nieetycznym zachowaniu przewodniczącego, poinformowali nas sami
powodzianie. Około godziny 9, w ogrodzie przewodniczącego pracowało
trzech mężczyzn z grupy interwencyjnej. Wiedzieli tylko tyle, że
dziś plewią ziemię w ogrodzie, a jutro mają plewić amerykańską
borówkę.
Ludzie z Wielowsi twierdzą, że bezrobotni z grupy, systematycznie
porządkują obejście i ogród swojego przewodniczącego. Dziwi ich to
tym bardziej, że woda wdarła się tylko na działkę przewodniczącego i
zalała mu piwnice. – Ten człowiek nie ma wstydu i honoru – mówi
Janusz Barwiński, jeden z mieszkańców. – Ekipy porządkowe są tam od
początku. Dlaczego pomocy nie mają ci, u których woda była po dachy.
Gdzie stała po sześć tygodni i dłużej. Tu powinien wkroczyć
prokurator i władze miasta, które w końcu zaprowadzą porządek. A jak
nie to, ludzie sami wezmą sprawy w swoje ręce.
Zasada jest taka, że z pomocy więźniów lub bezrobotnych z grupy
interwencyjnej, powodzianie mogą skorzystać tylko trzy razy. Wielu
poszkodowanych do dziś nie może doprosić się dodatkowych rąk. – Mąż
poszedł raz zapytać, czy ci ludzie mogliby nam pomóc, ale usłyszał
od przewodniczącego, że jest kolejka – mówi pani Stanisława z ulicy
Nowej. – Nie dowiedział się jak długa. Dlatego machnęliśmy ręką i
sami skuliśmy tynki.
Starsza kobieta z ulicy Lądowisko Jana Pawła II dodaje: - – My już
nie mamy siły z nim walczyć – żali się. – Mieszkańcy podzielili się
na dwie grupy. Ludzi przewodniczącego, którzy mają wszystko i tych,
którzy wytykają mu łamanie prawa. Ci drudzy nie mają nic.
LUDZIE NIE CHCĄ LUDZI
Władysław Czopek, przewodniczący Wielowsi twierdzi, że powodzianie
nie chcą do pomocy ani więźniów, ani bezrobotnych. – Codziennie o
siódmej rano pod moim domem jest zbiórka i ludzie mogą przychodzić –
tłumaczy. – Mogą, ale nie przychodzą. Skoro nie ma chętnych, to
kieruję ich tam, gdzie uważam za stosowne i konieczne.
Władysław Czopek, przyznaje, że mężczyźni z grupy pracowali przy
jego domu. – Mieli ułożyć drewno – przekonuje przewodniczący. –
Widocznie mieli trochę wolnego czasu i poszli na pole. Jutro będą
pomagali u sióstr.
W sprawie plewienia grządek na plantacji amerykańskiej borówki,
Władysław Czopek dodaje. – Tak zaproponowałem im pracę, ale po
godzinach – mówi. – Płacę osiem złotych za godzinę.