Dodaj do ulubionych

Pomnik mjr."Zapory"

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.01.09, 16:59
Powstał Komitet Budowy Pomnika mjr.Hieronima Dekutowskiego.Mam
nadzieję,że pomnik powstanie bo jest to inicjatywa godna najwyzszego
uznania celem uhonorowania patrioty i bohatera niepodległościowego
podziemia.Popieram z całego serca i mam nadzieję,że ta inicjatywa
spotka sie z gorącym i powszechnym poparciem mieszkańców Tarnobrzega
i nie tylko.
Obserwuj wątek
        • lechowski51 Re: Pomnik mjr."Zapory" 17.01.09, 21:17
          Pamietajacy moze jasniej i odwazniej! Jezeli nalezy do tych kategorii "Polakow"
          ktorzy zolnierzy AK nazywaja bandytami to pokaz te zbrodnie.
          Zakutowski wraz ze swymi zolnierzami walczyl z czerwonymi okupantami,to jemu
          historia przyznala racje a nie pacholkom na uslugach NKWD i UB.
          • Gość: tak się pytam Re: Pomnik mjr."Zapory" IP: *.centertel.pl 17.01.09, 21:40
            A kogóż to ów czcigodny wyzwoliciel mordował w ramach tak chwacko opisanej "walki z czerwonymi okupantami"? Czy może z imieniem Pana naszego na ustach, tylko nosił w dziobku znak pokoju, w kaburze atrapę rewolweru na pestki dyni, zaś w chlebaku suchary, a w manierce wodę źródlaną dla głodnych i spragnionych wieśniaków?
            • lechowski51 POczytaj.. 17.01.09, 21:53
              historie a dowiesz sie z kim walczyla podziemna armia polska.Dowiedz sie ilu z
              tych zolnierzy zostalo pozniej jak Dekutowski zakatowanych w ubeckich
              kazniach.Jak poczytasz porozmawiamy.
                • lechowski51 Re: POczytaj.. 17.01.09, 22:10
                  Temat poswiecony jest "Zaporze" Dekutowskiemu a nie mnie.To Ty zaczales snuc
                  dziwne insynuacje bez podania faktow.
                  Podaje wiec podstawowe informacje o Dekutowskim:
                  W czasie niemieckiej okupacji cichociemny, bronił ludność Zamojszczyzny przed
                  represjami, a jako szef Kedywu AK w Inspektoracie Lublin-Puławy przeprowadził 83
                  akcje bojowe i dywersyjne. Po wojnie jeden z najsłynniejszych bohaterów
                  antysowieckiej partyzantki. Najbardziej znany i poszukiwany przez szwadrony NKWD
                  i UB żołnierz Lubelszczyzny. Podczas próby przedostania się na Zachód, wskutek
                  zdrady, aresztowany. Po trwającym ponad rok, brutalnym śledztwie, skazany na
                  karę śmierci i 7 marca 1949 r., wraz z sześcioma podkomendnymi stracony w
                  katowni bezpieki na ul. Rakowieckiej w Warszawie. W Lublinie, z inicjatywy
                  Fundacji "Pamiętamy", związanej z Ligą Republikańską, odsłonięto niedawno pomnik
                  "Zapory".

                  Nawet w III RP "Zapora" nie wszystkim się podoba. "Gazeta Wyborcza" w relacji z
                  odsłonięcia pomnika napisała: "Podczas budowy pomnika na placu Zamkowym
                  budowlańcy uszkodzili odsłonięte podczas prac fundamenty starej żydowskiej
                  kamienicy. W obronie pozostałości po zniszczonym przez hitlerowców tzw. mieście
                  żydowskim stanęli profesorowie, artyści, archeolodzy. W opublikowanym w
                  »Gazecie« liście zastanawiali się, czy partyzanci zamordowani na Zamku Lubelskim
                  właśnie tam nie powinni mieć swojego miejsca. Natomiast plac Zamkowy winien być
                  zarezerwowany dla ofiar getta". Cóż, ludzie "Wyborczej" mają swoją historię i
                  swoich bohaterów.

                  WYBITNY DOWÓDCA

                  Hieronim Dekutowski urodził się 24 września 1918 r. w Tarnobrzegu. Harcerz
                  drużyny im. Jana Henryka Dąbrowskiego, członek Sodalicji Mariańskiej. Ochotnik
                  wojny obronnej 1939 r., 17 września przekroczył granicę z Węgrami i został
                  internowany. Uciekł z obozu i przedostał się do Francji, gdzie walczył z
                  Niemcami w ramach PSZ, ewakuowany następnie do Anglii. W marcu 1943 r.
                  zaprzysiężony jako cichociemny przyjął pseudonim "Zapora" i "Odra".
                  W nocy z 16 na 17 września 1943 r., w ramach operacji o kryptonimie "Neon 1",
                  został zrzucony do Polski na placówkę "Garnek" 103 (okolice Wyszkowa). Lot z
                  Anglii Halifaxem BB-378 "D", należącym do Dywizjonu RAF trwał 12 godzin i 30
                  minut (poprzednia próba z 9/10 września nie udała się z powodu niskich chmur i
                  braku paliwa w samolocie; część Halifaxów z polskimi skoczkami zestrzelili Niemcy).
                  Początkowo Dekutowski dowodził oddziałem AK w Inspektoracie Zamość, broniąc
                  ludność Zamojszczyzny przed wysiedleniami. W styczniu 1944 r. mianowany szefem
                  Kedywu AK w Inspektoracie Lublin-Puławy.
                  Władysław Siła-Nowicki, powojenny przełożony Dekutowskiego, w swoich
                  wspomnieniach zapisał: "Wkrótce zyskał opinię wybitnego dowódcy. Cechowała go
                  odwaga, szybkość decyzji a jednocześnie ostrożność i ogromne poczucie
                  odpowiedzialności za ludzi. Znakomicie wyszkolony w posługiwaniu się bronią
                  ręczną i maszynową, niepozorny, ale obdarzony wielkim czarem osobistym umiał być
                  wymagający i utrzymywał żelazną dyscyplinę w podległych mu oddziałach, co w
                  połączeniu z umiarem i troską o każdego żołnierza zapewniało mu u podkomendnych
                  ogromny mir. Nazywali go »Starym«, choć nie miał jeszcze trzydziestu lat".
                  Ok. 200-osobowy oddział "Zapory" przeprowadził 83 akcje bojowe i dywersyjne.
                  Brał udział w akcji "Burza" na Lubelszczyźnie, po czym bezskutecznie próbował
                  iść na pomoc walczącej Warszawie.

                  WDZIĘCZNOŚĆ UBEKA

                  Po wejściu Sowietów Dekutowski nie ujawnił się. Poszukiwany przez NKWD i UB,
                  ukrywał się na dawnych AK-owskich kwaterach. Dlaczego nie złożył broni?
                  Bohdan Urbankowski w książce "Czerwona msza" napisał: "Zaczęło się od tego, że
                  czterej żołnierze »Zapory«, mieszkający w okolicach Chodla, zostali zaproszeni
                  na tamtejszy posterunek. Dowódca posterunku MO/UB, Abram Tauber, był uratowanym
                  przez jednego z nich Żydem, kilkakrotnie znajdował przytulisko w melinach
                  »Zaporczyków«, po wejściu Rosjan został szefem UB w Chodlu. AK-owcy mogli
                  spodziewać się jakiejś wdzięczności, tymczasem Tauber kazał ich wszystkich
                  powiązać i własnoręcznie, jednego po drugim, zastrzelił. W odwecie Dekutowski
                  rozbił posterunek w Chodlu. Data tego ataku - noc 5/6 lutego 1945 - oznacza
                  początek Powstania Antysowieckiego na tych terenach".
                  Wkroczenie Sowietów oznaczało masowe represje i mordy na Polakach, szczególnie
                  żołnierzach AK. Jeśli uniknęli wywózki na Sybir, trafiali do katowni UB na Zamku
                  Lubelskim (gdzie, prócz innych morderców, działał m. in. ścigany dziś przez
                  Instytut Pamięci Narodowej Salomon Morel). "Zapora" nie mógł stać z boku. Walce
                  o wolną Ojczyznę poświęcił nawet prywatne życie. Ukochanej narzeczonej
                  powiedział: "Idę do lasu, nie wiem, czy przeżyję, nie możemy być razem". W
                  odpowiedzi na komunistyczny terror stworzył poakowski oddział samoobrony
                  (liczący, podobnie jak w czasie niemieckiej okupacji, ok. 200 osób), który
                  dokonał szeregu brawurowych akcji odwetowych przeciwko NKWD, UB, KBW i MO.

                  "TRZĘŚLI" LUBELSZCZYZNĄ

                  Latem 1945 r., na rozkaz dowództwa, po ogłoszonej przez "ludową" władzę amnestii
                  rozwiązał oddział (część jego żołnierzy ujawniła się). Sam, uważając amnestię za
                  oszustwo i podstęp, wraz z kilkoma podkomendnymi chciał przedostać się na
                  Zachód, ale grupa została rozbita przez UB pod Świętym Krzyżem w Górach
                  Świętokrzyskich. Wkrótce ponowili próbę - tym razem, po przejściu "zielonej
                  granicy", dopadła ich czeska bezpieka. "Zapora" dotarł do Pragi, ale nie znając
                  dalszej trasy (w ambasadzie USA nie chcieli mu pomóc, twierdząc, że zajęte przez
                  Sowietów Czechy to demokratyczny kraj) wrócił do kraju z grupą repatriantów. Na
                  Lubelszczyźnie, jako najwybitniejszemu dowódcy, podporządkowała mu się większość
                  oddziałów i wszedł w skład powstającego właśnie Zrzeszenia Wolność i
                  Niezawisłość (WiN). Znów prowadził akcje obronne i zaczepne przeciw komunistom,
                  zadając im znaczne straty.
                  Dlaczego "Zaporczycy" byli dla bezpieki szczególnie niebezpieczni?
                  Władysław Siła-Nowicki: "Około dwustu-dwustu pięćdziesięciu ludzi o wysokim
                  poziomie ideowym, dobrze uzbrojonych i wyszkolonych, utrzymywanych w dyscyplinie
                  »trzęsło« połową województwa. Stan ten przypominał pewne okresy powstania
                  styczniowego, gdy władza państwowa ustabilizowana była jedynie w dużych
                  ośrodkach, zaś w terenie istniała tylko iluzorycznie. Oczywiście partyzantka
                  opierała się na pomocy miejscowej ludności ogromnej większości wsi, udzielającej
                  ofiarnie poparcia, kwater i informacji".

                  Rafał Wnuk w książce "Lubelski Okręg AK-DSZ-WiN 1944-1947" pisze, że oddziały
                  Dekutowskiego "rozbudowały swą siatkę od Lubartowskiego na północy do
                  Tarnobrzeskiego na południu i od Zamojszczyzny po wschodnią Kielecczyznę".
                  Pomoc "Zaporczykom" niósł klasztor w podlubelskiej Radecznicy, gdzie odbywały
                  się również narady dowódców.

                  DWA RAPORTY

                  Z raportu Iwana Sierowa, gen. NKWD, szefa Smierszu (16 IV 1945 r.): "Grupa
                  uzbrojonych bandytów, licząca 11 osób, dokonała napadu na oddział banku w
                  Lublinie, skąd zrabowała 200 000 złotych. Znajdujący się tam podczas napadu
                  naczelnik pierwszej sekcji Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego województwa
                  lubelskiego porucznik Kulwaniewski stawił rabusiom opór i został zabity". W
                  rzeczywistości oddział "Zapory" zabrał 1170 tys. zł, pierwsza sekcja WUBP w
                  Lublinie była tą najgorszą - śledczą, a Antoni Kulwaniewski był członkiem
                  WKP(b), oficerem Armii Czerwonej i LWP, absolwentem szkoły funkcjonariuszy
                  bezpieczeństwa w Kujbyszewie.
                  W ramach odwetu za akcję Dekutowskiego Sowieci aresztowali 43 osoby, z czego 13
                  skazali na karę śmierci i stracili w podziemiach Zamku Lubelskiego.
                  W innym raporcie, sporządzonym przez lubelski okręg WiN (III 1946 r.), czytamy:
                  "Urzędy bezpieczeństwa działają pod wyłącznym kierownictwem NKWD. W działalności
                  swojej posługują się podstępem. W końcu marca grupa cywilna UB, występująca jako
                  grupa dywersyjna AK, powołując się na »Zaporę«, zażądała kontaktu na komendanta
                  placówki w Chodlu, lec
                  • Gość: tak argumentuję Re: POczytaj.. IP: *.centertel.pl 17.01.09, 22:37
                    Teraz wszystko już jest jasne. Napadali na banki, a stawiających opór
                    pracowników mordowali. Potem, podczas mszy przekazywali sobie znak
                    pokoju. Te dzieła, które nazywasz szumnie Powstaniem, w istocie były
                    wiekopomne. Chociaż nie każdemu przypadły do gustu. Wtedy i teraz.
                    Dla zamordowanych wojna wtedy już się skończyła. Oni chcieli żyć. Dla
                    idoli, których opiewasz ciągle trwała. Zrozumienie tego jest nadal
                    możliwe, chociaż nie jest ani proste, ani oczywiste. Wystarczy mieć
                    własny rozum i samemu myśleć; i okazuje się, można.
                  • lechowski51 Re: POczytaj.. 17.01.09, 22:51
                    c.d historii "zapory" Dekutowskiego;
                    ecz zapytani, zorientowawszy się w porę, podstęp udaremnili. Grupa ta udała się
                    następnie do Bełżyc, gdzie ułatwiono jej kontakt na komendanta placówki. Żądano
                    od niego ściągnięcia ludzi celem rzekomego urządzenia napadu wspólnego na
                    posterunek MO. W wyniku rozstrzelano komendanta placówki oraz kilku jego ludzi".

                    MONIAKI, CZYLI MOSKWA

                    Stefan Korboński, działacz PSL Mikołajczyka, w książce "W imieniu Kremla" pod
                    datą 3 października 1946 r zapisał: "komunikat PAP z Lublina, według którego
                    »bandy« »Zapory« z WiN i »Cisego« z NSZ, uzbrojone w broń maszynową, razem 50
                    osób, napadły na wieś Maniaki i spaliły ją, w tym 11 gospodarstw należących do
                    b. akowców.
                    Przypis Korbońskiego: "Mowa o starciu oddziału Hieronima Dekutowskiego »Zapory«
                    23 IX 1946 z ormowcami ze wsi Moniaki (a nie Maniaki), nazywanej potocznie
                    Moskwą, zakończonym śmiercią jednego z nich i wymierzeniem kary chłosty pozostałym".
                    I komentarz: "Najlepszy jest ten pomysł, że członkowie WiN, który składa się z
                    nieujawnionych akowców, niszczą własność swych ujawnionych towarzyszy broni.
                    (...) Te kłamstwa są obliczone na obudzenie w społeczeństwie oburzenia przeciwko
                    podziemiu. Przypomina mi to tolerowanie przez gestapo bandytów, by ich
                    zbrodniami obarczyć ówczesną konspirację i zohydzić ją w oczach kraju. Nauka nie
                    poszła w las i dzisiaj mają w bezpiece wiernych naśladowców. Nie darmo ją ludzie
                    nazywają »czerwone gestapo«".
                    Wieś Moniaki (obok kilku innych na Lubelszczyźnie) jeszcze przed wojną była
                    wylęgarnią komunistycznej zarazy - późniejszych AL-owców, milicjantów i ubeków.
                    "Zapora" rozbił wiele placówek MO i UB. Schwytanym komunistom na ogół wymierzał
                    kary chłosty, a następnie puszczał ich wolno. Jeśli zabijał, to nie za samą
                    przynależność do PPR, czy bezpieki, ale za wyjątkowo szkodliwą działalność, choć
                    wielu UB-eków też oszczędził.
                    Odbijał też więzienia, wypuszczając aresztowanych. Jego oddział był przygotowany
                    do akcji na Zamek Lubelski, a nawet na areszt na Rakowieckiej w Warszawie, ale w
                    obu przypadkach jakiś kapuś doniósł o tych planach UB.
                    Dzięki posiadaniu zdobycznych samochodów ciężarowych "Zaporczycy" potrafili
                    dokonać w ciągu doby kilku akcji na terenie dwóch, a nawet trzech powiatów i
                    błyskawicznie „odskoczyć”. Ciągle zmieniali kwatery, nigdy nie stacjonowali dwa
                    razy z rzędu w tej samej wiosce.

                    HELIKOPTEREM Z WARSZAWY

                    Po kolejnej amnestii z lutego 1947 r., razem z Władysławem Siła-Nowickim
                    „Stefanem” (inspektorem WiN na Lubelszczyźnie) Dekutowski podjął rozmowy z
                    przedstawicielami Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego (m. in. z płk Józefem
                    Czaplickim, dyr. Departamentu III MBP - ds. walki z bandytyzmem, czyli
                    niepodległościowym podziemiem; ze względu na swoją nienawiść do AK-owców
                    nazywanym "Akowerem" i płk. Janem Tatajem, szefem WUBP w Lublinie) o warunkach
                    ujawnienia się lubelskiej partyzantki niepodległościowej.
                    Władysław Minkiewicz w książce "Mokotów, Wronki, Rawicz. Wspomnienia 1939-1954"
                    pisze: "W rezultacie w lasach na Lubelszczyźnie odbyła się konferencja, na którą
                    przylecieli helikopterem z Warszawy wiceminister bezpieki Romkowski [Roman
                    Romkowski - Natan Grunsapau-Kikiel - red.], oraz dyrektor Departamentu
                    Politycznego MBP, Luna Bristigerowa". Porozumienia nie zawarto, gdyż bezpieka
                    nie zgodziła się, aby aresztowani wcześniej WiN-owcy odzyskali wolność.
                    Siła-Nowicki: "Kiedyś w trakcie tych rozmów, po podpisaniu pewnych punktów
                    porozumienia, grupa ludzi od »Zapory« i obstawa dygnitarzy MBP zdrowo wspólnie
                    popiła, zawsze jednak na zasadach równości, tak aby żadna ze stron nie
                    pozostawała bezbronna [obie strony były uzbrojone i w równej liczbie ludzi -
                    red.]. Potem wszyscy wsiedli do trzytonowej ciężarówki »Dodge« ze sprzętu
                    amerykańskiego, dostarczonego armii radzieckiej. Samochód prowadził »Zapora«.
                    Wyszkolony w prowadzeniu samochodów w warunkach terenowych, na znanej sobie
                    gruntowej drodze pojechał z szaloną szybkością, jakby szukając śmierci. Na
                    jednym z zakrętów wóz zarzucił, uderzył w drzewo i rozbił się na kupę szmelcu. O
                    dziwo - nikomu z jadących nic się nie stało!".

                    KAPUŚ "BORUTA"

                    W wyniku nieudanych rozmów „Zapora”, razem z dowódcami pododdziałów swojego
                    zgrupowania, podjął kolejną próbę przedostania się na Zachód. 12 września 1947
                    r. wydał swój ostatni rozkaz, przekazując dowództwo kpt. Zdzisławowi Brońskiemu
                    "Uskokowi". W prywatnym liście do "Uskoka" napisał: "Ja dziś wyjeżdżam na
                    angielską stronę - jestem umówiony z chłopakami co do kontaktów, jak będę po
                    tamtej stronie. Stary - najważniejsze nie daj się nikomu wykiwać i bujać, jak
                    tam wyjadę, załatwię nasze sprawy pierwszorzędnie - kontakt będziemy mieć i tak.
                    Czołem - Hieronim" (W 1949 r. "Uskok" zdetonował pod sobą granat, nie chcąc
                    wpaść w ręce UB podczas obławy.)
                    Ludzie "Zapory", docierając kolejno (w połowie września 1947 r.) na punkt
                    przerzutowy w Nysie na Opolszczyźnie trafiali bezpośrednio w ręce katowickiego
                    UB. Dekutowski wpadł 16 września. Kapusiem był Franciszek Abraszewski "Boruta",
                    przed aresztowaniem przez bezpiekę inspektor lubelskiego Okręgu WiN (poprzednik
                    Siła-Nowickiego), którego zwolniono w skutek amnestii (domagali się tego...
                    WiN-owcy).
                    Podstępnie schwytanych przewieziono na Rakowiecką i poddano brutalnemu śledztwu.
                    Przesłuchiwali: Jerzy Kędziora i znany sadysta Eugeniusz Chimczak (sporządził
                    również akt oskarżenia). Tak było przez ponad rok.

                    W NIEMIECKICH MUNDURACH

                    Stefan Korboński: O tym, że "bandyta Zapora" to Hieronim Dekutowski "opinia
                    publiczna" dowiedziała się dopiero po rozpoczęciu procesu.
                    3 listopada 1948 r. w Wojskowym Sądzie Rejonowym w Warszawie, prócz
                    Dekutowskiego, na ławie oskarżonych zasiedli jego podkomendni: kpt. Stanisław
                    Łukasik, ps. Ryś, por. Jerzy Miatkowski, ps. Zawada - adiutant, por. Roman
                    Groński, ps. Żbik, por. Edmund Tudruj, ps. Mundek, por. Tadeusz Pelak, ps.
                    Junak, por. Arkadiusz Wasilewski, ps. Biały i ich polityczny przełożony
                    Władysław Siła-Nowicki. Oskarżał: Tadeusz Malik. Sądzili: Kazimierz Obiada i
                    Wacław Matusiewicz (ławnicy) i Józef Badecki (przewodniczący; sądził też
                    rotmistrza Witolda Pileckiego i wielu innych patriotów).
                    Władysław Siła-Nowicki: "Pani Stillerowa [obrońca Nowickiego - red.]
                    poinformowała mnie, że przewodniczący składu Józef Badecki znany jest z bardzo
                    uprzejmego prowadzenia rozpraw i bardzo surowych wyroków. Istotnie, sędzia
                    Badecki, zimny morderca był cały czas bardzo grzeczny. Od początku zresztą
                    wszyscy byliśmy dla niego morituri...".
                    Nowicki pisze, że na rozprawę ubrano ich w mundury Wehrmachtu: "Ten mundur
                    hańbił katów, nie ofiary. I nieskończenie ważniejszym od naszego ubrania było
                    to, co przed sądem krzywoprzysiężnym mówiliśmy podczas procesu".
                    W sądzie wszyscy zachowali się godnie, nie kajali się, nie przyznawali się do
                    absurdalnych zarzutów. "Zapora" wziął na siebie całą odpowiedzialność.
                    15 listopada 1948 r. "sąd" skazał "Zaporczyków" na kilkakrotne kary śmierci. Po
                    rozprawie przewieziono ich ponownie na Rakowiecką, również w niemieckich
                    mundurach i pod silnym konwojem. Dekutowski znów został poddany brutalnemu
                    śledztwu, ale podobnie jak wcześniej nikogo nie wydał.
                    Władysław Minkiewicz: "Wożono ich potem z workami na głowach, żeby ich nikt nie
                    rozpoznał (z obawy przed ewentualnym odbiciem) jako świadków na rozmaite procesy
                    podległych im członków WiN-u".

                    ZESKOCZYĆ NA CHODNIK

                    "Ognisko zamętu i pożogi"
                    Uzasadnienie wyroku WSR w Warszawie z 15 listopada 1948 r.:
                    "Ośrodki dyspozycyjne reakcji polskiej w postaci tzw. emigracyjnego rządu
                    londyńskiego, czy też korpusu Andersa, będące zresztą powiązane z agenturami
                    imperialistycznych kół kapitalistycznych, wykorzystały dla swych celów specjalne
                    warunki topograficzne woj. lubelskiego, oraz pewną ilość zbałamuconych członków
                    byłych »AK« z czasów okupacji niemieckiej. (...) Ośrodki dyspoz
                    • lechowski51 Re: POczytaj.. 17.01.09, 22:55
                      c.d
                      środki dyspozycyjne znalazły odpowiednich zwolenników swej ideologii na
                      przywódców. Do nich zaliczają się oskarżeni. Oskarżony Nowicki reprezentuje
                      raczej [sic! - red.] czynnik inspiracyjny, jak sam nazywa polityczny. (...) Inni
                      oskarżeni z Hieronimem Dekutowskim ps. »Zapora« na czele, są czynnikiem
                      właściwie [sic! - TMP] wykonawczym, o dużym zakresie działania. Tworzą oni
                      ośrodek działalności band terrorystyczno-rabunkowych i dywersyjnych pełniąc tam
                      funkcje przeważnie dowódców band. Bezwzględność i okrucieństwo oskarżonych
                      zostało wyzyskane przez ich wyższe kierownictwo do tworzenia na terenie woj.
                      lubelskiego w okresie od lipca 1944 r. aż do mniej więcej [sic! - TMP] połowy
                      roku 1947 ognisko zamętu i pożogi, które dużym wysiłkiem władz i społeczeństwa
                      musiało być unicestwione".
                      "Zapora", razem z podwładnymi trafił do celi dla "kaesowców", gdzie siedziało
                      wówczas ponad sto osób. Podjęli próbę ucieczki - postanowili wywiercić dziurę w
                      suficie i przez strych dostać się na dach jednopiętrowych zabudowań
                      gospodarczych, a stamtąd zjechać na powiązanych prześcieradłach i zeskoczyć na
                      chodnik ulicy Rakowieckiej.
                      Minkiewicz: "Na noc rozkładało się na betonowej podłodze sienniki i ustawiało
                      się wszystkie ławki pod ścianą, a ze stołków robiono w klozecie piramidę,
                      sięgającą aż do sufitu. Po tej piramidzie Józio Górski [więzień kryminalny -
                      red.] wchodził co noc z wyostrzoną o beton łyżką i mozolnie wiercił nią dziurę w
                      suficie, starannie zbierając gruz do typowego więziennego worka, zwanego u nas
                      »samarą«. Potem ten gruz wrzucał do klozetu i spuszczał wodę, żeby nie
                      pozostawiać żadnych śladów. A jak ustrzec się przed kapusiami? W tym celu
                      wszyscy wtajemniczeni mieli kolejno nocne dyżury i w jakiś przemyślny sposób
                      dawali znać Górskiemu, jeśli ktokolwiek z niewtajemniczonych budził się i szedł
                      do klozetu. Górski przerywał wówczas na chwilę pracę i siedział sobie cichutko
                      na szczycie swojej piramidy. (...) Po kilku tygodniach dziura była na tyle
                      szeroka, że Górski wszedł przez nią na strych i odbył trasę aż do okienka nad
                      niskimi budynkami gospodarczymi. W zasadzie można już było podjąć próbę
                      ucieczki, postanowiono jednak zaczekać na czas, kiedy nadejdą noce
                      bezksiężycowe, co dawałoby większą gwarancję uniknięcia pościgu przez często
                      krążące po Rakowieckiej patrole KBW".
                      Kiedy do zrealizowania planu zostało ledwie kilkanaście dni, jeden z więźniów
                      kryminalnych uznał, że akcja jest zbyt ryzykowna i wsypał uciekinierów, licząc
                      na złagodzenie wyroku. Dekutowski i Siła-Nowicki trafili na kilka dni do karcu,
                      gdzie siedzieli nago, skuci w kajdany.
                      Nowickiemu pomogły rodzinne koneksje - był siostrzeńcem Dzierżyńskiego. Aldona
                      Dzierżyńska-Kojałłowicz, rodzona siostra twórcy Czeki napisała do Bieruta:
                      "Kocham go jak własnego syna, a więc przez pamięć niezapomnianego brata mego
                      Feliksa Dzierżyńskiego, błagam Obywatela Prezydenta o łaskę darowania życia
                      Władysławowi Nowickiemu".
                      Inaczej było z Dekutowskim. Na nic zdały się prośby o łaskę jego rodziny, w tym
                      najstarszej siostry Zofii Śliwy, czynione drogą dyplomatyczną przez Prezydenta
                      Republiki Francuskiej (od końca lat 20. mieszkała we Francji, odznaczona Legią
                      Honorową za udział we francuskim ruchu oporu).

                      CZERWONE TECZKI

                      Irena Siła-Nowicka, żona Władysława pisze o swojej wizycie w biurze przepustek
                      na ul. Suchej w Warszawie: "Był ranek. Pułkownika, który podpisywał zgody na
                      widzenie nie było. Siadam więc i czekam na niego, a tymczasem sekretarki, młode
                      dziewczyny krzątały się wśród akt. Czerwone teczki - kara śmierci, zielone -
                      wszystko inne. Biorą te czerwone teczki i jedna z nich czyta nazwisko:
                      Dekutowski Hieronim. Jakie śmieszne imię - mówi. A mnie serce zamarło - wiem, co
                      znaczy czerwona teczka! A więc piszą na maszynie jakieś dane o tych skazanych,
                      ale nic poza tym nie wiem - ani kiedy, ani gdzie te wyroki mają być wykonane".
                      Nowicka poszła następnie do aresztu na Rakowieckiej: "Wchodzę ze strażnikiem w
                      bramę, potem korytarzem. Obok przechodzą ludzie, niosący na noszach człowieka.
                      Nie wiem, czy był żywy, czy umarły, ale zrobiło to na mnie okropne wrażenie.
                      (...) Po jakimś czasie słyszymy stukot drewniaków - prowadzą więźniów. Widzę
                      Władka. Pyta od razu: co z moimi? Odpowiadam - nie wiem, zrobiłyśmy wszystko, co
                      było można. Przecież mu nie powiem o tych teczkach na Smolnej. (...) Jak się
                      okazało tego właśnie dnia, 7-go marca 1949 roku rozstrzelano na Mokotowie
                      siedmiu wspaniałych ludzi, towarzyszy broni Władka. A on słyszał te strzały,
                      żegnał się z przyjaciółmi...".

                      MY NIGDY NIE PODDAMY SIĘ!

                      Egzekucję zarządził prezes Najwyższego Sądu Wojskowego Władysław Garnowski.
                      "Marsz Zaporczyków"
                      Maszerują cicho niby cienie
                      Poprzez lasy, góry, pola.
                      Niejednemu wyrwie się westchnienie,
                      Idą naprzód - taka ich dola.
                      I idą wciąż naprzód, bo taki ich los
                      i ani żal, ani tęsknota -
                      Z tej drogi zawrócić nie zdoła nic,
                      Bo to jest "Zapory" piechota.
                      A gdy księżyc wyjdzie spoza chmury
                      I nastanie cicha, piękna noc,
                      To leśnej piechoty ciągną sznury.
                      Widać wtedy siłę ich i moc.
                      Choć twardą im była germańska dłoń,
                      Do boju ich parła ochota
                      I zawsze zwycięstwo musiało ich być,
                      Bo to jest "Zapory" piechota.
                      Teraz za drugiego okupanta
                      Jeszcze nam nie oschła jedna krew.
                      Po zdradziecku sięga nam do gardła,
                      Na tajgi Sybiru chce nas wieźć.
                      Pomylił się Stalin, pomylił się kat.
                      A z nim ta zdziczała hołota;
                      Za Zamek, za Katyń, za Sybir, za krew
                      Zapłaci "Zapory" piechota.
                      Ewa Kurek w książce "Zaporczycy" pisze o ostatnich chwilach Dekutowskiego: "Miał
                      trzydzieści lat, pięć miesięcy i 11 dni. Wyglądał jak starzec. Siwe włosy,
                      wybite zęby, połamane ręce, nos i żebra. Zerwane paznokcie. - My nigdy nie
                      poddamy się! - krzyknął, przekazując przez współwięźniów swe ostatnie posłanie.
                      Według dokumentów, wyrok wykonano przez rozstrzelanie [o godz. 19.00 - TMP].
                      Mokotowska legenda głosi jednak, że ubowscy kaci zapakowali majora »Zaporę« do
                      worka, worek powiesili pod sufitem i strzelali, sycąc swą nienawiść widokiem
                      płynącej spod sufitu niepokornej krwi. Potem, w pięciominutowych odstępach,
                      mordowali jego żołnierzy: »Rysia«, »Żbika«, »Mundka«, »Białego«, »Junaka« i
                      »Zawadę«".
                      Zygmunta Szendzielarza, ps. Łupaszka i jego podkomendnych (skazanych na śmierć
                      przez ten sam Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie) też mordowano na Mokotowie w
                      kilkuminutowych odstępach (8.II.1951 r., od godz. 19.45; "Łupaszka" zginął jako
                      ostatni). "Pluton egzekucyjny" stanowił ten sam st. sierż. Piotr Śmietański,
                      który, wzorem sowieckim, uśmiercał skazańców jednym strzałem w tył głowy (tak
                      zabił też rotmistrza Witolda Pileckiego). Asystowali ci sami oprawcy: Alojzy
                      Grabicki, naczelnik więzienia, jakiś lekarz i jakiś kapelan.

                      TADEUSZ M. PŁUŻAŃSKI
            • Gość: wicek Re: Pomnik mjr."Zapory" IP: 80.48.35.* 18.01.09, 10:04
              a ja proponuję zbudować pomnik Lechosia ! Za to, że pochodząc z
              lewacko-stalinowskiego rocznika 51 bez ustanku cytuje jedno głupawe
              zdanko niejakiego (nijakiego) Rybarskiego. Na ten pomnik zrzućcie
              się co prędzej, Rodacy, bo taką tęgą głowę trzeba utrwalić ku
              pamięci na wieki wieków !!!
              • Gość: zenak Re: Pomnik mjr."Zapory" IP: 83.1.124.* 18.01.09, 11:14
                Przez cale lata , opowiadali glupoty, mamili narod, nie pozwalali na
                prawdziwa wiedze. Ulotka z prawda byla wg nich przestepstwem, tylko
                ich prawda sie liczyla. Dzisiaj narod ma wiedze i moze sam decydowac
                i decyduje, a Ty jak zwykle wierzysz zdrajcom Ojczyzny, a moze boisz
                sie bo masz rece pelne krwi?
                Czytam niezalezna ksiazke, ogladam Telewizje Trwam i TVP Historia,
                slucham Radia Maryja, czytam Nasz Dziennik, ogladam filmy nie tylko
                w w/w wymienionych poblikatorach wyswietlene, np. "Smierc rotmistra
                Pileckiego", "Inka" ostatni o Nowotce i wiele wiele innych. Juz nie
                musze sluchac zagluszanej Wolnej Europy /co mieli do ukrycia przed
                Narodem, ze tak warczeli?/
                  • lechowski51 Re: Pomnik mjr."Zapory" 18.01.09, 15:18
                    jakis ktos napisal;
                    ość: tak argumentuję 17.01.09, 22:37 Odpowiedz
                    Teraz wszystko już jest jasne. Napadali na banki, a stawiających opór
                    pracowników mordowali. Potem, podczas mszy przekazywali sobie znak
                    pokoju. Te dzieła, które nazywasz szumnie Powstaniem, w istocie były
                    wiekopomne. Chociaż nie każdemu przypadły do gustu. Wtedy i teraz.
                    Dla zamordowanych wojna wtedy już się skończyła. Oni chcieli żyć. Dla
                    idoli, których opiewasz ciągle trwała. Zrozumienie tego jest nadal
                    możliwe, chociaż nie jest ani proste, ani oczywiste. Wystarczy mieć
                    własny rozum i samemu myśleć; i okazuje się, można.

                    To co robil Dekutowski wraz z "zolnierzami wykletymi" walczac o niepodlegla
                    Polske,kiedys pacholki sowieckie z PPR,UB nazywali walka bratobojcza i zdrada
                    polskich interesow.Dzisiaj pogrobowcy Brestingerowej,Swiatly,Bermana i innych
                    katow polskich patriotow znow usiluja opluc i zdepresjonowac bohaterow,by
                    szlifowac patyne na pomnikach takich miernot jak Walesa,Kuron czy Geremek.
                    Stanie pomnik "Zapory" a Tarnobrzegu i brda go slawic przyszle pokolenia jak i
                    Jedrusiow a hanba pozostanie przy tych ktorzy z nimi walczyli.
                    • Gość: perdę_ltd Re: Pomnik mjr."Zapory" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.09, 15:34
                      Lechowski51 plując na Wałęsę, Kuronia i Geremka a sławiąc bandytę Zaporę (po 8
                      maja 1945 to działający bandyta) wystawiasz sam sobie świadectwo moralności.
                      Domagasz się dowartościowania choć Twój wkład w stosunku do w/w jest nijaki. Ale
                      kładę to na karb tego, że 13 liga solidarnościowa też chce mieć swój udział w
                      podziale konfitur. Tak więc walcz o swoje bo jest demokracja a ja , że też
                      korzystam z tej demokracji nie pozwolę Ci na to bo to jest niemoralne i na koszt
                      ogółu.
                    • marcolmhelski Nie skończyła się obława i nie śpią gończe psy 18.01.09, 15:36
                      Psy na pewno nie śpią. Psy czuwają i liczą srebrniki judaszowe... I
                      czekają na swój czas...
                      Nie są bezczynni.. choć na razie jeszcze bez zębów jadowych
                      bezzębnymi paszczękami kłapią. Pepesze chwilowo im zabrali...

                      Póki co opluwają więc ...Na razie...

                      Nie tylko major "Zapora" czeka na pamięć...

                      www.youtube.com/watch?v=mT9aaE-p4pc&feature=related
                        • lechowski51 Re: Nie skończyła się obława i nie śpią gończe ps 18.01.09, 17:20
                          Prosze bardzo:
                          Akcje Bojowe Brygady Świętokrzyskiej

                          Historia Brygady Świętokrzyskiej NSZ

                          * Pierwszą akcję bojowa przeprowadziła Brygada 16 sierpnia 1944 r. przeciw
                          oddziałowi Armii Ludowej (AL) pod dowództwem Stanisława Olczyka „Garbatego”,
                          który miał stacjonować w lesie pod Krzepinem. Na miejscu okazało się, że oddział
                          „Garbatego” opuścił biwak a otoczono i rozbrojono współpracujący z AL oddział
                          Batalionów Chłopskich (BCh) „Wiary” pod dowództwem Józefa Sygieta „Jana”. Po
                          wyjaśnieniu pomyłki oddział ten zwolniono.



                          * 18 sierpnia w czasie powrotu z zasadzki na szosie Szczekociny - Wolbrom
                          oddział pod dowództwem por. Władysława Kołacińskiego „Żbika” rozbroił dwie
                          furmanki, na których znajdowali się Niemcy z SA i SS oraz Ukraińcy. Wziętych do
                          niewoli 9 jeńców rozstrzelano.
                          * 21 sierpnia oddział pod dowództwem kpt. Henryka Karopowicza „Rusina”
                          opanował stację Żelisławice na linii kolejowej Kielce - Częstochowa. Zdobyto 15
                          karabinów i 200 sztuk amunicji. Wziętych do niewoli 15 kolejarzy niemieckich
                          wypuszczono.
                          * 22 sierpnia Brygada obsadziła Kurzelów, a następnie udała się w stronę
                          Włoszczowy i Przedborza. Pod wsią Brzeście urządzono zasadzkę na niemiecką
                          kolumnę samochodową. W jej wyniku zdobyto jeden samochód - reszta kolumny się
                          wycofała. W ręce Brygady dostało się 200 karabinów, 10.000 sztuk amunicji do
                          nich, 2 pistolety maszynowe i 20 granatów.
                          * 23 sierpnia patrol niemiecko - ukraiński usiłował przejść przez miejsce
                          postoju Brygady we wsi Ostrów. Doszło do wymiany ognia, w wyniku której śmierć
                          poniosło 6 żołnierzy Brygady. Patrol niemiecki wycofał się w kierunku Krasocina.
                          * 24 sierpnia Brygada dotarła do Fanisławic, gdzie zamierzano przeprowadzić
                          likwidację Brygady AL „Świt” pod dowództwem Tadeusza Maja „Łokietka”. Po
                          otoczeniu gajówki, w której znajdowali się partyzanci komunistyczni, wezwano ich
                          do poddania się. W odpowiedzi otworzyli oni ogień. Pod zdobyciu gajówki okazało
                          się, że było tam tylko czterech ludzi - trzech zabitych i jeden ranny. W tym
                          czasie oddział „Łokietka” wysadził pociąg na linii kolejowej Kielce -
                          Częstochowa. W Fanisławicach Brygada zdobyła tabory „Świtu”, w tym: 3 pistolety
                          maszynowe, karabin przeciwpancerny, 2.000 sztuk amunicji.
                          Tego samego dnia w lasach między Olesznem a Lasocinem kompania „Żbika”
                          wracając spod Fanisławic rozbroiła oddział AL pod dowództwem Jana Okrutnego
                          „Zaręby”. Wziętych do niewoli 32 partyzantów komunistycznych i sowieckich
                          skoczków zwolniono.
                          * 27 sierpnia Brygada, stacjonująca we wsiach Kaniów - Jasiów, została
                          wykryta przez patrol kozacki. Wywiązała się walka, w wyniku której ściągnięty
                          został przez Niemców pociąg pancerny. Rozpoczął on ostrzał pozycji Brygady. Pod
                          jego ogniem 202 p. p. wycofał się, natomiast 204 pułk zajął pozycje obronne
                          spodziewając się ataku garnizonu niemieckiego stacjonującego w pobliskim
                          Zagnańsku. Kiedy ten nie nastąpił, a pociąg po półgodzinnym ostrzale wycofał
                          się, 204 p. p. odmaszerował do nowego miejsca postoju we wsi Borowa Góra.
                          * 1 września w Radoszycach patrol aprowizacyjny Brygady pod dowództwem
                          sierż. Aleksandra Wilczyńskiego „Wilka” natknął się na 50 osobowy niemiecki
                          oddział ekspedycyjny. Licząc na zaskoczenie i posiadane 4 ręczne karabiny
                          maszynowe „Wilk” wydał rozkaz zaatakowania Niemców. Silny ostrzał zmusił ich do
                          wycofania się z miasteczka. Po kilkugodzinnej walce pod Radoszycami oddział
                          „Wilka” wycofał się. Walkę z Niemcami dokończyły oddziały 2 batalionu 3 pułku
                          piechoty Armii Krajowej (AK). W jej wyniku Niemcy stracili 19 zabitych.
                          * 8 września Brygada przybyła do wsi Rząbiec. W pobliżu stacjonował oddział
                          AL pod dowództwem Tadeusza Grochala „Białego” oraz grupa sowieckiego wywiadu
                          wojskowego pod dowództwem Iwana Iwanowicza Karawajewa. Zatrzymali oni patrol
                          Brygady złożony z 9 żołnierzy pod dowództwem ppor. Franciszka Bajcera
                          „Sanowskiego”, których zamierzali rozstrzelać. Jednemu z żołnierzy patrolu udało
                          się uciec i poinformować o zaistniałej sytuacji dowództwo Brygady. Na wiadomość
                          o tym „Bohun - Dąbrowski” siłami 202 p. p. zaatakował obóz komunistów, natomiast
                          204 p. p. miał za zadanie odciąć im drogę odwrotu. W czasie walki część oddziału
                          AL i żołnierzy sowieckich wraz z „Białym” i Karawajewem zdołała uciec, reszta
                          dostała się do niewoli. Brygada straciła 2 zabitych, podczas gdy druga strona
                          34. Spośród 107 jeńców 40 było Polakami, resztę stanowili żołnierze sowieccy,
                          których wieczorem zastrzelono. Również 4 jeńców - Polaków, którym udowodniono
                          bandytyzm spotkał ten sam los, 13 wcielono do Brygady, resztę uwolniono.
                          * 12 września w okolicy Raszkowa oddział podporucznika Edwarda
                          Chmielewskiego „Zbigniewa” stoczył zwycięską potyczkę z patrolem
                          turkiestańskiego batalionu Wermachtu. W jej wyniku przeciwnik stracił 1
                          zabitego. Jedenastu jeńców zwolniono.
                          * 15 września pod wsią Szyce koło Pilicy oddział z 202 p. p. rozbroił pięciu
                          Niemców, których puszczono wolno. Następnie żołnierze Brygady ostrzelali
                          niemiecki samochód na drodze Szczekociny - Pilica. Niemcom udało się zbiec.
                          * 20 września Brygada, stacjonująca w Cacowie, została wykryta przez
                          Niemców. Skierowali oni przeciw niej ok. 400 żołnierzy Luftwaffe z Nagłowic, 100
                          żandarmów maszerujących z kierunku wsi Popowice oraz lotnictwo. Przeciwko
                          oddziałowi lotników wysłano 202 p. p. pod dowództwem mjr „Jaxy” z zadaniem
                          urządzenia na nich zasadzki. Przeciwko żandarmom wysłano kampanię szkolną pod
                          dowództwem kpt. „Jura”, która miała ich powstrzymać w czasie przekraczania mostu
                          na Nidzie. 204 p. p. wraz z taborami Brygady pozostał w Cacowie. Został tu
                          ostrzelany i zbombardowany przez samoloty niemieckie, ale nie poczyniły mu one
                          większych szkód. Tymczasem zasadzka urządzona przez 202 p. p. w pełni się
                          powiodła. Zaskoczeni Niemcy wycofali się, pozostawiając wielu rannych i
                          zabitych. Również kompanii szkolnej udało się powstrzymać przeciwnika. Dzięki
                          temu tabory Brygady, osłaniane przez I batalion 204 p. p., mogły się wycofać,
                          ostrzelane tylko z daleka przez przeciwnika. O zmroku Brygada oderwała się od
                          wroga i po przeprawie przez Nidę udała się w kierunku majątku Lasocin. W bitwie
                          pod Cacowem straciła ona 3 zabitych oraz 5 żołnierzy zostało rannych. Straty
                          niemieckie nie są znane.
                          * W połowie października Brygada opuściła powiat włoszczowski i przeniosła
                          się w radomszczański. Pilicę przekroczyła w miejscowości Maleszyn. W powiecie
                          radomszczańskim Brygada zajmowała się głównie zwalczaniem niewielkich oddziałów
                          komunistycznych i skoczków sowieckich, które tam grasowały. M.in. zlikwidowano
                          oddział AL Stanisława Wilka „Sarny” terroryzujący mieszkańców Sekurska oraz pod
                          Soborzycami zniszczono sowiecką radiostację, której załoga, nie chcąc się
                          poddać, zginęła w płonącej stodole. Wyłapywano również członków AL co skutecznie
                          paraliżowało działalnośc komunistów w tym rejonie.
                          * Dochodziło również do starć z niewielkimi odziałami niemieckimi i
                          własowców. Związane były one ze zdobywaniem przez Brygadę zaopatrzenia. Jeńców
                          przeważnie wypuszczano.
                          * 4 listopada pod miejscowością Myśliwczów kompania „Bema” zdobyła niemiecką
                          haubicę.
                          * 12 listopada pod wsią Krępą doszło do starcia Brygady z oddziałem straży
                          granicznej liczącym ok. 100 żołnierzy. Kilku Niemców zostało zabitych, zdobyto
                          też trochę broni.
                          * 18 listopada Brygada wyruszyła z powrotem do Lasocina, gdzie obozowała do
                          połowy grudnia. W tym czasie przeprowadzono głównie akcje mające na celu poprawę
                          zaopatrzenia Brygady. Oczyszczono także okolicę z niewielkich oddziałów
                          komunistycznych.
                          * 18 grudnia Brygada została poinformowana o sowieckim oddziale
                          terroryzującym mieszkańców wsi Węgrzynów
                          • lechowski51 Re: Nie skończyła się obława i nie śpią gończe ps 18.01.09, 17:22
                            c.d
                            * 18 grudnia Brygada została poinformowana o sowieckim oddziale
                            terroryzującym mieszkańców wsi Węgrzynów i Obiechów. Po jego zlokalizowaniu we
                            wsi Krzelów, został on otoczony i zlikwidowany. Była to grupa sowieckich
                            partyzantów z odzdziału NKWD „Awangarda”, którym dowodził lejtnant Wasyl
                            Lukianowicz Tichonin „Wasyl”.
                            * 19 grudnia pod Kurzelowem oddział „Żbika” zaatakował niemieckich saperów.
                            W wyniku walki czterech z nich zostało zabitych.
                            * Tego samego dnia pod Marcinkowicami 204 p. p. został zaatakowany przez
                            oddział własowców. Atak ten powstrzymano ogniem karabinów maszynowych, a
                            następnie kontratak zmusił ich do ucieczki. Wzięto do niewoli kilkunastu jeńców,
                            w Brygadzie był jeden ranny.
                            * 21 grudnia Brygada osiągnęła rejon wsi Maciejów Nowy - Giebułtów, gdzie
                            stacjonowała do chwili wyruszenia na Zachód.

                            W czasie swojego pobytu na terenie kraju Brygada była często odwiedzana przez
                            przedstawicieli najwyższych władz NSZ i „Grupy Szańca”. Już 13 sierpnia, razem z
                            W. Marcinkowskim „Jaxą”, przybył Antoni Goerne, który przebywał w Brygadzie do
                            października i był pierwszym redaktorem „W marszu i boju” - gazetetki
                            brygadowej. 31 sierpnia przybyli do niej płk „Bogucki”, pełniący wówczas funkcję
                            inspektora NSZ - Zachód, a od 20 października komendanta głównego NSZ i
                            przewodniczący Rady Politycznej NSZ - Zachód Kazimierz Gluziński. Również z
                            okazji obchodów rocznicy powstania listopadowego odwiedzili Brygadę Broniewski,
                            Gluziński i mjr Jerzy Iłłakowicz „Zawisza”. Sławomir Czyż
                            • Gość: perdę_ltd Re: Kamraci to nie Naród IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.09, 19:42
                              Lechowski51: żyjemy w takich czasach (jak nasi rodzice po wojnie), że każdy
                              łajdak i morderca, który "dowalał" "komunie" to bohater i przez kamratów jest
                              wynoszony na pomniki. Ten czas minie i wrócimy do normalności , gdy tychże
                              kamratów zabraknie. I nie powołuj się na naród. Naród to był na odsłonięciu
                              pomnika Bartosza na naszym rynku, przy odsłanianiu pozostałych byli tylko
                              kamraci a to jest cholerna różnica. A ostatni raz naród się wypowiedział w 1989
                              r w czerwcowych wyborach.
                          • Gość: wielki_wuj Re: Nie skończyła się obława i nie śpią gończe ps IP: *.krus.gov.pl 22.01.09, 10:58
                            Na miejscu okazało się, że oddzia
                            > ł
                            > „Garbatego” opuścił biwak a otoczono i rozbrojono współpracujący z
                            > AL oddział
                            > Batalionów Chłopskich (BCh) „Wiary” pod dowództwem Józefa Sygieta &
                            > #8222;Jana”. Po
                            > wyjaśnieniu pomyłki oddział ten zwolniono.
                            A, tam, zwolnino. Pobito i zrabowano broń, mordując przy okazji
                            jednego bechowca, a wypuszczono tylko dlatego, że okoliczni bechowcy
                            poszli do dworów, gdzie obszarnicy trzymali z NSZ i poinformowali
                            NSZ, że za drugi taki numer będą musieli szukać innych kumpli.
                          • Gość: wielki_wuj Re: Nie skończyła się obława i nie śpią gończe ps IP: *.krus.gov.pl 22.01.09, 11:02
                            Spośród 107 jeńców 40 było Polakami, resztę stanowili żołnierze
                            sowieccy,
                            > których wieczorem zastrzelono.

                            Mocno ubolewali nad tym akowcy, którzy pisali w raportach, że ludzie
                            Karawajewa służyli pomocą wszystkim partyzantom, zarówno AL, BCh jak
                            i AK.

                            204 p. p. wraz z taborami Brygady pozostał w Cacowie. Został tu
                            > ostrzelany i zbombardowany przez samoloty niemieckie, ale nie
                            poczyniły mu one
                            > większych szkód. Tymczasem zasadzka urządzona przez 202 p. p. w
                            pełni się
                            > powiodła. Zaskoczeni Niemcy wycofali się, pozostawiając wielu
                            rannych i
                            > zabitych.
                            Tych "wielu" to w sumie dwóch. NSZ miało 4 zabitych. W całej "bitwie"
                        • marcolmhelski Re: Nie skończyła się obława i nie śpią gończe ps 18.01.09, 17:37
                          Niewiele wiem na temat NSZ. Urodziłem się za Gomułki. Rodzice
                          staranie przy nas dzieciach unikali tego tematu. Czasami tylko udało
                          mi się podsłuchać jak między sobą wymieniali uwagi... zawsze z tym
                          samym charakterystycznym wyrazem twarzy... STRACH taki jakiś
                          dziwny... taki wyraz twarzy mają chyba tylko zaszczute zwierzęta w
                          pułapce... bezradność, bezsilność, zaszczucie.... STRACH!!! .Czuło
                          się tylko coś mrocznego, lepkiego... STRACH. Sąsiedzi też milkli jak
                          ktoś wspomniał o np. wujku Irku, ciotce Helenie co to z lasu nie
                          wrócili. Też nie wtajemniczali swoich dzieci - naszych kolegów.
                          Czasami przy wódce coś się tam im wymknęło. Ale byłem wtedy za
                          głupi. Nim dojrzeliśmy - odeszli. Materialnych pamiątek nie mam
                          żadnych. Może tytlko puste miejsca w starych , rodzinnych albumach.
                          Reszta zniszczona...

                          pl.wikipedia.org/wiki/Brygada_%C5%9Awi%C4%99tokrzyska

                          onr.czyz.superhost.pl/modules.php?
                          name=News&file=article&sid=17

                          pl.wikipedia.org/wiki/Narodowe_Si%C5%82y_Zbrojne

                          I dla najmłodszych - komiks w obrazkach:

                          www.youtube.com/watch?v=8KTE4UP0M-Q&feature=related

                          • Gość: ja Re: Nie skończyła się obława i nie śpią gończe ps IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.09, 22:03
                            witam
                            wasza dyskusja sprawia, że tak naprawdę o tamtym czasie w naszej
                            historii wiemy BARDZO MAŁO
                            i to przede wszystkim trzeba zmienić;
                            a oceny?
                            ile osób tyle opinii; takie prawo
                            ale w faktach nie wolno manipulować, i tutaj wielka rola historyków,
                            żeby opisali FAKTY
                            ja sam, chociaż się interesuję tym, to jednak wciąż mam wielki
                            niedosyt wiedzy o tym;
                            bo skąd biorą się wszelkie niejasności? właśnie z braku wiedzy i
                            faktów;
                            choć ja osobiście, znając tamte realia uważam "Zaporę" zdecydowanie
                            za bohatera i bardzo pozytywnie odnoszę się do pomysłu z pomnikiem
                            nie musi być wielki, fakt jego istnienia jest ważny;
                            pozostaje jeszcze miejsce, ale to juz kwestia późniejsza;
                            ps.mam jeszcze taką refleksję:niech ta wymiana poglądów (tylko
                            bardzo proszę bez wzajemnego obrażania się) sprawi, że będziemy
                            dążyć do jak największej wiedzy na ten temat
                            pozdrawiam serdecznie
                            • marcolmhelski Re: Nie skończyła się obława i nie śpią gończe ps 18.01.09, 22:43
                              "Re: Nie skończyła się obława i nie śpią gończe psIP:
                              *.neoplus.adsl.tpnet.pl
                              Gość: ja 18.01.09, 22:03 Odpowiedz witam
                              wasza dyskusja sprawia, że tak naprawdę o tamtym czasie w naszej
                              historii wiemy BARDZO MAŁO
                              i to przede wszystkim trzeba zmienić;"

                              Nasza dyskusja sprawia że mało wiemy ? To przed dyskusją
                              wiedzieliśmy więcej ?
                              Weź poczytaj zaraz obok o co jaki młodzik pyta:
                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=329&w=89975493&v=2&s=0
                              "Co ja będę MIAŁ ?
                              Uważasz ? cO ON BĘDZIE MIAŁ ? (Ten 22 student pyta)
                              Co będzie miał...

                              A co mieli ci skatowani ?
                              A co mieli ci pomordowani ?
                              A co mieli ci gnijący w więzieniach ?
                              A co mieli Ci całe życie drżący by ich nie złapano ?

                              CZY WARTO BYŁO POŚWIĘCAĆ SIĘ DLA TAKICH GÓWNIARZY ???
                              CZY WARTO BYŁO ZA TAKI KRAJ ODDAWAĆ ŻYCIE ?

                              CO ONI Z TEGO MIELI ???

                              Czy ginęli, gnojeni, samotni, niezrozumiali po to tylko, żeby teraz
                              ich cierpienia skwitować liberalną, postępową, powoczesną,
                              szlachetną, piękną , poprawnie politycznie maxymą wyjętą wprost z
                              Gazety Wyborczej :

                              "a oceny?
                              ile osób tyle opinii; takie prawo" ?

                              Czy też po to żeby ich jakiś mądrala,(żyjący być może z UBeckiej
                              emerytury) podsumował: "sławiąc bandytę Zaporę (po 8maja 1945 to
                              działający bandyta) wystawiasz sam sobie świadectwo moralności" ?

                              (Komuniści wciąż mają święto i kasę ...i sute emeryturki. Kaci !
                              Jeszcze śmią drwić ze zgnojonych przez siebie ofiar!!! Drwić z Tych
                              na krwi których się utuczyli !!!)
                              Do jakiej podłości zdolny jest człowiek !!!

                              Powiadasz:" ile osób tyle opinii; takie prawo" ? TaaaK ???

                              Ty też ich krytykujesz ?
                              Bo łatwo, bo zachęcają w telewizji, bo to nie antysemityzm
                              naprzykład ?
                              Czy nie zasłużyli aby MY, ICH SPADKOBIERCY o nich pamiętali i
                              podziękowali za zachowanie naszej tożsamości chociażby?

                              Czy nie zasłużyli aby MY, ICH SPADKOBIERCY nie pozwolili różnym
                              kanaliom na szarganie Ich pamięci ???

                              Powiedz: cZY ONI SOBIE NA TO NIE ZASŁUŻYLI ???

                              Czy to co zostawili to tak samo bezwartościowe jak ten nasz narodowy
                              (bezwartościowy jak nas zapewniano) majątek co go po 1989 roku tak
                              gracko roztrwoniliśmy ?

                              www.youtube.com/watch?v=7ks_bycQtgU&feature=related
                              • Gość: ja Re: Nie skończyła się obława i nie śpią gończe ps IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.09, 23:02
                                tak
                                uważam, ze każdy ma mieć prawo swoje zdanie, czy się z tym zgadzam
                                czy nie;
                                bo narzucać komuś, społeczeństwu opinie, oceny to przecież było
                                domeną poprzedniego "nieświętej pamięci" systemu;
                                i wydaje mi się, że to, że są osoby, które inaczej niż my
                                na "Zaporę" i innych BOHATERÓW patrzą, w wielkiej mierze jest
                                skutkiem niewielkiej, wręcz często znikomej autentycznej i rzetelnej
                                wiedzy; i tutaj moim zdaniem często jest "pies pogrzebany";
                                bo to już indywidualna sprawa jakie kto ma zdanie i poglądy; byle
                                tylko fakty nie były przeinaczane;
                                podkreślam i powtarzam: dla mnie "Zapora" i wielu jemu podobni są
                                BOHATERAMI;
                                rozliczenia z "czerownym" czasem potrzeba, ale w pełni rzetelnego i
                                zgodnie z regułami państwa demokratycznego, o co między
                                innymi "Zapora" zginął
                              • Gość: zakonnica bohater czy bandyta? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.01.09, 06:55
                                Czytając wszystkie wypowiedzi dochodzę do wniosku że, tak naprawdę
                                to nie wiadomo czy Dekutowski to bahater czy bandyta? Pamiętam jak
                                zmieniali nazwy ulic z Zawadzkiego na Dekutowskiego to co nieliczni
                                starsi miszkańcy bloków tejże ulicy dziwili sie że badyta bedzie
                                uwieczniony. Zadałam wówwczas pytanie swojemy niezyjacemu juz ojcu
                                po czyjej stronie jest racja? On odpowiedział mi że ludzie wiedza co
                                mówią. Dla mojego ojca Hieronim Dekutowski nie był bohaterem ale
                                bandytą. Ja na ten temat nie mam swojego zdania, bo historia powinna
                                byc jedna a nie zmieniana z zależności od opcji rzadzacej.
                                • Gość: jacek Re: bohater czy bandyta? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.09, 08:07
                                  Dekutowski walczył po wojnie z tzw. władzą ludową. Przejawiało się
                                  to m.in. organizowanymi przez niego akcjami na posterunki MO. To
                                  suche fakty i gdyby owe "posterunki" to były jedynie budynki to
                                  można byłoby nad tym przejść do porządku rzeczy. Ale za każdą
                                  taką "akcją" byli jacyś ludzie, często niewinni niczemu, a zginęli
                                  tylko dlatego, że akurat mieli pecha być w miejscu, gdzie rozgrywała
                                  się "akcja". Jeśli ktoś stracił wtedy kogoś najbliższego to trudno
                                  się dziwić, że dla niego Dekutowski był i pozostanie bandytą, nie
                                  żadnym bohaterem. Sam nie oceniam "Zapory" bo za mało o nim wiem,
                                  ale z powodu podanego wyżej nie potępiałbym tych, którzy zachowali
                                  go w pamieci jako bandytę. Bo jeśli ktoś - nawet w imię największych
                                  ideałów zabije ci kogoś najbliższego(ojca, brata, żonę) to nie jest
                                  dla ciebie i nigdy nie będzie bohaterem, ale po prostu -
                                  mordercą...
                                  • marcolmhelski Nie skończyła się obława i nie śpią gończe psy 19.01.09, 09:37
                                    1.
                                    bohater czy bandyta?IP: *.internetdsl.tpnet.pl
                                    Gość: zakonnica 19.01.09, 06:55 Odpowiedz
                                    Czytając wszystkie wypowiedzi dochodzę do wniosku że, tak naprawdę
                                    to nie wiadomo czy Dekutowski to bahater czy bandyta. (...)
                                    Dla mojego ojca Hieronim Dekutowski nie był bohaterem ale
                                    bandytą. (...)
                                    2.
                                    Re: bohater czy bandyta?IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
                                    Gość: jacek 19.01.09, 08:07 Odpowiedz

                                    (...)
                                    Bo jeśli ktoś - nawet w imię największych
                                    ideałów zabije ci kogoś najbliższego(ojca, brata, żonę) to nie jest
                                    dla ciebie i nigdy nie będzie bohaterem, ale po prostu -
                                    mordercą...

                                    Oto ma polemika niezdarna z tymi powyżej:

                                    Ad1.

                                    Oto bohater ojca Zakonnicy (specjalnie znalazłem artykuł W „biblii”
                                    potomków Ubeków czy tylko postkomunistów – nie sięgałem do
                                    patriotycznych źródeł).

                                    To nie bandyta... A skąd !

                                    o, temu należy się ubecka emeryturka i ulica w Tarnobrzegu. I film
                                    go sławiący mu się należy, a nie tylko jakiś tam gó...any pomnik.
                                    (Pomniki też zresztą mu będziemy niedługo stawiali – znajdą się
                                    tacy -Jedwabne, Kielce) I szacunek... i cisza ... bo jak któś cóś
                                    powie ...to antysemitą jest i tyle.
                                    I emeryturkę esbecką mu zabiorą (temu antysemicie). A zresztą któż
                                    by śmiał na tak kryształową postać... .

                                    A major Zapora... O to bandyta... pluć na niego to odważne,
                                    liberalne, obiektywne...każdy ma prawo. Wiadomo...

                                    wyborcza.pl/1,75480,6147557,Wojna_polsko_ruska_pod_bokiem_niemieckim.html

                                    Ad2.

                                    Czy mówisz o ostatnich „wydarzeniach” w strefie Gazy ? Czy aby
                                    Izraelici...ich masz na myśli ! No, nie!!!! Antysemita z Ciebie czy
                                    co ? Nie, nie, to niemożliwe ...a już rozumiem ! To Araby powinny
                                    cicho siedzieć bo nawet w imię największych ideałów jak zabiją kogoś
                                    najbliższego(ojca, brata, żonę) (Izraelity) to nie są dla tych
                                    Izraelitów nigdy bohaterem, ale po prostu -
                                    mordercą...

                                    Jasne!!!

                                    3.
                                    A to dla NAS spadkobierców (też nie bez winy - ale to już nie
                                    polemika):

                                    www.youtube.com/watch?v=GqRAtM3koUw&feature=related

                                          • Gość: zenek Re: Nie skończyła się obława i nie śpią gończe ps IP: 83.1.124.* 19.01.09, 18:15
                                            Nasz kraj od tysiaca lat jest katolicki a Ci co przyszli i sila
                                            obdzierali nas z tradycji i wiary ojcow naszych spotykali sie z
                                            odprawa, tak bylo z Krzyzakami, tak bylo z Tatarami tak bylo z
                                            Sowietami, tak bylo z kazdym kto sie na nasza suwerennosc porwal. I
                                            kto tu byl bandyta, ten co napadl, czy ten co sie bronil?, choc krew
                                            lała sie wartko po obu stronach. A Ty kim jestes - sprzedawczykiem,
                                            jak wielu nieszczesnikow plamiacych nasz Narod, czy bohaterem
                                            sprzeciwiajacym sie za cene niepowodzen?
                                            Ci co za Ojczyzne zycie oddali zasluguja na refleksje i zadume a nie
                                            na opluwanie i prymitywna dyskusje.
                                              • lechowski51 Re: Nie skończyła się obława i nie śpią gończe ps 20.01.09, 13:23
                                                Znalazlem ciekawy tekst.Mam nadzieje ze Ci ktorzy pisza o niewinnych
                                                milicjantach "mordowanych" przez oddzialy Dekutowskiego przestana wreszcie klamac

                                                "Mały Rycerz" - artykuł Bohdana Urbankowskiego o mjr "Zaporze"

                                                W końcu marca 1945 r. członkowie władz Polskiego Państwa Podziemnego przyjęli
                                                propozycję rozmów z przedstawicielami władz sowieckich na temat przyszłej
                                                współpracy. Na spotkanie do Pruszkowa pojechali: Delegat Rządu na Kraj Jan
                                                Stanisław Jankowski (od kwietnia 1944 r. przewodniczący Krajowej Rady
                                                Ministrów), Komendant Główny Armii Krajowej generał Leopold Okulicki,
                                                przewodniczący Rady Jedności Narodowej Kazimierz Pużak i inni delegaci – razem
                                                piętnastu członków najwyższych władz RP. Wszyscy zostali porwani i wywiezieni
                                                samolotem do Moskwy, gdzie po brutalnym śledztwie rozpoczęto proces (18–21
                                                czerwca 1945 r.), do którego dołączono wcześniej aresztowanego Stanisława
                                                Zwierzyńskiego, przewodniczącego Stronnictwa Narodowego i wiceprzewodniczącego
                                                RJN. Właściwie była to parodia procesu. Kiedy generał Okulicki zaprotestował na
                                                sali przeciwko bezprawiu i oszustwu – odpowiedzią był gromki, bydlęcy śmiech
                                                wypełniających salę enkawudzistów i kilku usłużnych lewicowych dziennikarzy z
                                                Zachodu. Ten śmiech mówił wszystko.

                                                “Proces Szesnastu” zakończył się wyrokami od 4 miesięcy do 10 lat więzienia.
                                                Wyroków śmierci nie orzeczono, co zachodni liberałowie ocenili jako dowód
                                                liberalizmu komunistów. Taką interpretację komuniści uznali zapewne za kolejny
                                                dowód głupoty zachodnich liberałów. W tym azjatyckim systemie naprawdę nie było
                                                istotne, na ile opiewały wyroki. To było przedstawienie dla naiwnych
                                                Europejczyków. Prawdziwe wyroki i tak były inne. Trzech członków władz RP
                                                uznanych za najbardziej niebezpiecznych zostało potem zamordowanych w więzieniu.
                                                Gdy echa sprawy ucichły, w roku 1946 zostali zamordowani w więzieniach: dowódca
                                                AK Okulicki i Stanisław Jasiukowicz (zastępca Jankowskiego, wiceprzewodniczący
                                                SN). Skazany na 8 lat Stanisław Jankowski został zamordowany w marcu 1953 roku –
                                                tuż przed spodziewanym terminem uwolnienia. Kazimierz Pużak po odsiedzeniu
                                                wyroku został przesłany do PRL, tam znowu aresztowany i zamordowany w więzieniu
                                                w Rawiczu w 1950 roku.

                                                Proces członków Rządu RP uznawanego przecież przez mocarstwa zachodnie dowodził,
                                                iż Polskę oddano pod sowiecką dominację. Nic więc dziwnego, że osadzeni w
                                                Warszawie “polscy” komuniści czuli się pewni siebie i bezkarni. Bierut, Berman a
                                                nawet ich utytułowany lokaj Osóbka powtarzali jak dowcip: nie zdobyliśmy władzy
                                                dzięki kartce wyborczej i nie oddamy jej z powodu takiej kartki. Tym słowom
                                                także towarzyszył śmiech. Ten śmiech dochodzący z partyjnych apartamentów, sal
                                                sądowych i katowni bezpieki, ten śmiech – to też symbol tamtych lat.

                                                Siedmiokrotna kara śmierci

                                                Proces majora “Zapory”–Dekutowskiego – 15 listopada 1948 r. – pod jednym
                                                względem przypominał proces moskiewski: na sali rozpraw także słychać było
                                                śmiech. Zwłaszcza kiedy “Zapora” zarzucił komunistycznym władzom oszustwo
                                                polegające na ogłoszeniu amnestii i aresztowaniu żołnierzy, którzy się ujawnili,
                                                albo gdy mówił o podstępie, w wyniku którego został aresztowany w Nysie. Śmiech
                                                budziły także ubiory partyzantów – na salę rozpraw przyprowadzono ich w
                                                niemieckich mundurach, “Zapora” miał powybijane zęby, zdarte paznokcie i
                                                połamane ręce. Przewodniczący Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie Józef
                                                Badecki ogłosił w końcu wyrok. Zebranym na sali ubekom i dziennikarzom
                                                peperowskich gazetek najbardziej podobała się sentencja: otóż oficer WiN nie
                                                został skazany na zwykłą karę śmierci, ale na siedmiokrotną. Wyliczanka zarzutów
                                                połączona z kolejnym orzeczeniem kolejnej śmierci wydawała im się tak świetnym
                                                dowcipem, że aż rżeli.


                                                Kim był skazany na siedmiokrotną śmierć major “Zapora”?

                                                Dziwne, lecz jeszcze w szkole nazywano go “Małym Rycerzem” – jakby w tym
                                                sienkiewiczowskim przezwisku zamknięty już był jego los. Hieronim Dekutowski był
                                                niemal rówieśnikiem Franczaka – urodził się 24 września 1918 roku w Dzikowie,
                                                który dziś jest dzielnicą Tarnobrzega. Przyszły “Zapora” był najmłodszym z
                                                dziewięciorga dzieci Jana Dekutowskiego, blacharza, członka PPS, piłsudczyka.
                                                Matka Hieronima nie pracowała, lecz mogła poświęcić się wychowaniu dzieci i
                                                działalności społecznej. W domu panowała atmosfera patriotyczna, pamiętano
                                                zarówno o tradycji Legionów, jak i o wojnie 1920 roku, w której poległ
                                                najstarszy z braci Hieronima. Przyszły “Zapora” ukończył Gimnazjum im. Jana
                                                Tarnowskiego, działał w Sodalicji Mariańskiej, był harcerzem – nawet drużynowym
                                                Wodnej Drużyny im. Zaruskiego, redagował gazetkę, którą podobno wypełniał
                                                własnymi wierszami, artykułami i ilustracjami. Potem miał działać w drużynie im.
                                                Jana Henryka Dąbrowskiego i był przybocznym komendanta hufca do spraw opieki nad
                                                kronikami i izbami pamięci. Dane te są fragmentaryczne, może niepełne – mam
                                                nadzieję, że w Tarnobrzegu istnieje jakaś izba pamięci “Zapory” i jest w stanie
                                                je uzupełnić. Bo choć nie był to najważniejszy okres w działalności przyszłego
                                                “Zapory”, to już wtedy kształtował się jego charakter.

                                                Do wojska wstąpił jako ochotnik

                                                Nie są też pewne przekazy na temat udziału Dekutowskiego w Kampanii Wrześniowej.
                                                Wstąpił do wojska jako ochotnik, podobno walczył gdzieś w rejonie Lwowa, potem z
                                                resztkami 32. Dywizji Piechoty przeszedł na Węgry, gdzie został internowany. Po
                                                brawurowej ucieczce z obozu przez Węgry, Jugosławię i Włochy przedostał się do
                                                Francji. Został skierowany do Szkoły Podchorążych Piechoty w Coëtquidan, walczył
                                                w szeregach 2. Dywizji Strzelców Pieszych na wzgórzach Clos–du–Doubs, potem –
                                                wobec kapitulacji Francji – przeszedł granicę Szwajcarii i bardzo okrężną drogą
                                                dotarł do Anglii. Tutaj otrzymał przydział do 1. Brygady Spadochronowej i
                                                skierowanie do podchorążówki, którą ukończył z wyróżnieniem. Jako prymus
                                                otrzymał z rąk wicepremiera Mikołajczyka oficerski kordzik. Po odpowiednim
                                                przeszkoleniu dywersyjnym 4 marca 1943 r. został zaprzysiężony na rotę Armii
                                                Krajowej – miał skakać do Polski jako “cichociemny”. Przed odlotem do kraju
                                                musiał spalić wszystkie dokumenty i notatki. Podobno spalił wówczas swoje
                                                ostatnio napisane wiersze. Było to wykonaniem rozkazu – ale miało też wymowę
                                                symbolu.

                                                Znowu w Polsce

                                                Nocą 16–17 września Dekutowski wyleciał do kraju z grupą 8 skoczków lecących 3
                                                samolotami. Zrzut miał miejsce 8 kilometrów na północ od Wyszkowa, na placówce
                                                odbiorczej “Garnek”. W momencie wylądowania Dekutowski otrzymał swój pierwszy
                                                stopień oficerski – podporucznika. Jeden ze skoczków, kurier do Delegata Rządu
                                                ppor. Kazimierz Smolak, został ciężko ranny, co uniemożliwiło mu dalszą
                                                ucieczkę. Nakryty przez gestapo zginął wraz z trzema osłaniającymi go
                                                żołnierzami. Dekutowski dotarł szczęśliwie do Warszawy i po krótkiej
                                                aklimatyzacji przedostał się na Zamojszczyznę, gdzie został dowódcą IV kompanii
                                                oddziału partyzanckiego “Podkowy”. Kwaterował w rejonie Hoszni Ordynackiej,
                                                przeprowadził kilka udanych akcji nie tylko osłaniających ludność Zamojszczyzny,
                                                ale nawet – nocą 4–5 grudnia – spacyfikował wieś Źrebce pod Szczebrzeszynem,
                                                zabijając kilku niemieckich kolonistów. W partyzanckich melinach przechował i
                                                uratował wielu Żydów ściganych przez Niemców, przeprowadził też wiele akcji
                                                likwidowania konfidentów. W lutym 1944 r. został dowódcą oddziału dyspozycyjnego
                                                Kedywu Komendy Okręgu Lublin, podlegało mu około 200 partyzantów. Oddziały
                                                dywersyjne “Zapory” wykonały ponad 80 akcji bojowych i dywersyjnych. Sam
                                                Dekutowski awansował – awansował więc i jego przydomek: przyjaciele nazywali go
                                                “Małym Porucznikiem”, potem “Małym Kapitane