krytyk2
27.10.25, 19:20
W dzisiejszym Onecie zamieszczony jest niezwykle ciekawy artykuł spisany ręką byłęgo pracownika rosyjskiej FSB
W wielu punktach opowieść ta obala rosyjską narrację prezentowaną także w naszym gronie .A tu -wszystko od środka , z pierwszej ręki.
<<Struktura Służby Drugiej wygląda następująco: na czele stoi generał armii Aleksiej Siemionowicz Siedow, ma pierwszego zastępcę w randze generał pułkownika. Niższy szczebel to cztery kluczowe zarządy: Zarząd Ochrony Ładu Konstytucyjnego (UZKS), Zarząd Operacyjno-Śledczy (ORU), Zarząd Organizacyjno-Operacyjny (OOU) oraz Zarząd Zwalczania Terroryzmu (UBT). Oprócz tego istnieje filia "Dwójki" w Piatigorsku (tzw. obiekt Maszuk) — tam odpowiednikami urzędów są wydziały. Ponadto jest służba administracyjna z sekretariatem zapewniająca obieg dokumentów, czyli to co stanowi podstawę codziennego działania.
Siedow miał gabinet na Łubiance [w dawnej siedzibie FSB], ale w praktyce prawie z niego nie korzystał. Tylko to łączyło nas z budynkiem głównym. Pracowaliśmy w całkiem innym miejscu, w wieżowcu przy Prospekcie Wiernadskiego 12, budynek nr 4. Budynek ma 24 piętra plus kondygnacje techniczne. Niższe piętra należą do jednostki specjalnej FSB "Alfa", ponad nimi znalazły się sekretariat i rozproszone poszczególne urzędy.
Ja pracowałem na 20. piętrze. Ze znanych osób w pobliżu mnie był Igor Girkin (Striełkow). Pracował w dziale zajmującym się sprawami czeczeńskimi i ekstremizmem islamskim. Jego gabinet znajdował się o jeden lub dwa pokoje od mojego. Oczywiście spotykaliśmy się na korytarzach. To człowiek dość specyficzny. Na ścianie gabinetu zawiesił szablę kozacką. Początkowo trafiłem do czwartego wydziału UZKS do Siergieja Szarawanjanca. Zgodnie z wstępnymi ustaleniami miałem zostać agentem przypisanym do Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego im. Łomonosowa.
Tej największej uczelni, kształcącej tysiące studentów, służby bezpieczeństwa poświęcają szczególną uwagę. Są tam zatrudnieni oficerowie kadrowi Służby Drugiej. Zajmują stanowiska w strukturze uniwersyteckiej, zazwyczaj jako prorektorzy ds. współpracy ze studentami zagranicznymi lub pełnią funkcje administracyjne, w zależności od specyfiki miejsca. Ich zadaniem jest zbieranie informacji wewnątrz uczelni, wyszukiwanie studentów rokujących możliwość późniejszego werbunku, pilnowanie, aby wyniki badań naukowych nie wyciekały za granicę.
W zasadzie jest to cały zakres pracy operacyjnej — od kontrwywiadu po rekrutację, przy założeniu, że niektórzy ze studentów z czasem zostaną przywódcami politycznymi lub osobami prominentnymi w kraju. Obecnie główny nacisk kładzie się na uniemożliwienie dostępu do edukacji na uczelni ludziom zorientowanym na "wartości europejskie".
Przykładowo podczas przeszukania przy Prospekcie Nachimowskim 27, w budynku nr 4. FSB znalazła u dwóch kobiet jakieś broszury. Pracownicy rozcięli drzwi do ich mieszkania piłą łańcuchową, wybuchł pożar. Kiedy jedna z nich próbowała otworzyć drzwi, pracownik FSB z piłą wrzasnął: "odp*****l się, babsztylu! Trzeba było wcześniej otwierać!". Wszędzie dym, krzyki, chaos. Spodziewałem się zobaczyć bojowników lub przynajmniej silnych, wysportowanych facetów, ale były tam tylko dwie przerażone kobiety. To było dla mnie szokujące.
Dlatego decyzja o odejściu od Szamenkowa nie była związana z nim osobiście, ale z charakterem pracy. Chociaż z nim też nie układało mi się dobrze. Czytałem o nim, że to "państwowiec", człowiek o wysokich zasadach moralnych. Nie zgadzam się z tym. On nie lubił mnie i ja też go nie lubiłem, ponieważ wielokrotnie zlecał mi, żebym woził jego krewnych do szpitali i do przychodni przeciwgruźliczych. Uważałem, że powinienem zajmować się pracą, a nie przewozami osób prywatnych. Myślę, że wyznaczał mi takie obowiązki dlatego, że w 2009 r. jeździłem autem Infiniti FX. W tamtym czasie nie był to jakoś szczególnie drogi samochód, ale spośród pojazdów należących do pracowników wydziału był chyba najlepszy
Szef Dwójki Aleksiej Siedow ma, o ile mi wiadomo, bezpośredni kontakt telefoniczny z Władimirem Putinem. Kiedy Siedow objął kierownictwo w 2006 r., miał stopień generał majora. Niezwykle szybko piął się po szczeblach kariery — w ciągu zaledwie kilku lat został generałem armii. To rzadkość nawet wśród dyrektorów FSB, a Siedow formalnie nie był nawet wicedyrektorem.
Zawsze przychodził do pracy koło godziny 10.00 i wychodził dopiero po dyrektorze, około 21.00 lub 22.00. Dosłownie żył pracą, rodzina to dla niego sprawa raczej drugorzędna. Ale bardzo lubił tenis i pływanie. Jak na siedemdziesięciolatka miał imponującą kondycję fizyczną
Moje kontakty z nim ograniczały się do składania raportów dotyczących informacji bieżących. W gabinecie miałem na biurku osobny telefon bez klawiatury, linię do kontaktów tylko z generałem. Kiedy dzwonił, nigdy się nie witał. Zawsze rzucał tylko: "tu Siedow". Miał niski, dudniący głos. Mówił bardzo oschle. Jest bardzo surowym człowiekiem. Kiedyś była taka sytuacja: w Dagestanie zastrzelono bojownika, więc próbowałem dodzwonić się do generała do domu, by przekazać mu informacje. Bezskutecznie. Napisałem więc notatkę i zostawiłem w recepcji Siedowa, aby przekazano ją szefowi. Ale jej pracownicy bali się go i zatrzymali dokument. Po pewnym czasie dzwoni u mnie telefon i słyszę: "po jakiego ch**a ty tam siedzisz?". Generał nigdy nie obraził mnie osobiście, ale jego sposób komunikowania się był nieodpowiedni dla oficera, a tym bardziej generała.
Próbowałem wyjaśnić, powiedziałem, że telefonowałem domu, a potem przekazałem informację. W odpowiedzi usłyszałem: "dlaczego, ku**a, zasłaniasz się papierkiem?". Nie byłem przyzwyczajony do takiego stylu. Jedyne, co mogłem zrobić, to odpowiedzieć powściągliwie. "Aleksieju Siemionowiczu, to nie moja wina, że recepcja pana generała boi się przekazywać panu dokumenty" — powiedziałem. W odpowiedzi usłyszałem krzyki, więc odłożyłem słuchawkę. Po pięciu minutach wpadł do mnie szef służby administracyjnej, mimo że pracowałem na 14. piętrze, a on na 9. Ale w końcu wszystko się wyjaśniło. Nie spotkała mnie żadna kara, ale Siedow nie uznał też za stosowne przeprosić.
Słyszałem także, że kiedyś podczas posiedzenia komitetu wyzywał wulgarnie wiceministra. Groził, że "wsadzi go do więzienia", przypominał mu o domu za granicą. Tak, bez wątpienia Siedow, potrafi zachowywać się po chamsku. Generał jest bardzo bogatym człowiekiem. Przynajmniej w tamtym okresie było to widoczne na każdym kroku. Często przyjeżdżał do pracy prywatnym luksusowym samochodem terenowym, nowym Mercedesem-Benz Klasy G. Jego pojazdem służbowym był opancerzony Mercedes-Benz Klasy S W222, w owym czasie najnowszy model. Miał też kierowcę, uzbrojonego oficera FSB
Pamiętam, że to my, pracownicy, składaliśmy się na umeblowanie nowego gabinetu Siedowa — wypłacano nam premie, które natychmiast zwracaliśmy, formalnie dobrowolnie. O ile mi wiadomo, praktyka ta utrzymała się również po moim odejściu w 2015 r.
Mając świadomość jego wpływów, wielu pracowników Służby Drugiej starało się mu przypodobać. Pamiętam, że kiedy Siedow złamał nogę w wypadku samochodowym, gdy spieszył się na koncert Eltona Johna w Moskwie, zastępca szefa służby administracyjnej (a później jej szef) Igor Czurubrow osobiście witał go przy wejściu i odśnieżał chodnik, aby nie poślizgnął się na śniegu.
Samochód z migającym "kogutem" na dachu, przypisany do Czurubrowa jako pracownika służby administracyjnej, woził w sprawach prywatnych również żonę Siedowa, co było, delikatnie mówiąc, niezgodne z przepisami. Potem, kiedy Czurubrow zdefraudował pieniądze, Siedow nie pozwolił go wsadzić do więzienia. Obecnie pracuje w centrum sportowym i oświatowym Sambo-70.
Protesty na Placu Błotnym [w latach 2011-2012] nie tyle przestraszyły władzę, ile wywołały raczej jej zdziwienie tym, że tak wiele osób było gotowych wyjść na ulice i otwarcie wyrazić swój sprzeciw. To było nieoczekiwane. Niektórzy pracownicy sympatyzowali z protestującymi. Ja też