Dodaj do ulubionych

Wójt zastrzelił psa - NO COMMENT

15.12.05, 21:28
Poniżej artykuł opublikowany w tygodniku

www.kurierpoludniowy.pl/?page=artykul&id=162
2005-12-09
Wójt zastrzelił psa (Nadarzyn)

Adam Braciszewski


Niedzielny spacer po lesie skończył się dla mieszkańców gminy Nadarzyn
prawdziwym nieszczęściem. Polujący w tym samym czasie wójt Janusz Grzyb -
zastrzelił im psa. - Wójt wyrządził nam wielką krzywdę - mówią poszkodowani. -
Obowiązkiem każdego myśliwego jest odstrzelenie psa, który samotnie, bez
właściciela biega po lesie w odległości co najmniej 200 metrów od zabudowań -
tłumaczy wójt.

Przez całe życie Teresa i Ryszard Wołczyńscy mieszkali w Warszawie - dopiero
na emeryturze zamieszkali w gminie Nadarzyn - w uroczych Krakowianach, tuż
pod lasem. Cicho, spokojnie - doskonałe miejsce na wypoczynek, z dala od
miejskiego zgiełku i pośpiechu. Nic więc dziwnego, że w pogodne weekendowe
dni, pobliską leśną drogą przechadzają się spacerowicze i przejeżdżają
rowerzyści. Wkrótce dom Wołczyńskich zapełnił się zwierzakami - przygarnęli
trzy bezpańskie psy i dwa koty. Jeden z nich wychudzony, znaleziony na
mrozie - cudem ocalał, dzięki troskliwej opiece starszych ludzi i pomocy
weterynarza.

Wójt zastrzelił Bolcia
W niedzielę, 20 listopada do Wołczyńskich przyjechała trójka znajomych z
Warszawy. Wzięli ze sobą pieski i udali się na spacer przez pola i obrzeża
pobliskiego lasu. - Gdy poruszając się wzdłuż niebieskiego, turystycznego
szlaku, wychodziliśmy na skraj lasu tuż koło nas rozległ się strzał -
opowiada Teresa Wołczyńska. - Zabili naszego Bolcia - wykrzyknął przerażony
Ryszard, który o kilka kroków wyprzedził pozostałych spacerowiczów i jako
pierwszy wyszedł zza dużej sterty chrustu, zebranego przy drodze. - Z
przerażeniem zobaczyliśmy, że nasz mały kundelek Bolcio leży w kałuży krwi,
kilka kroków od nas - mówi Wołczyńska. - Jeszcze większy szok wywołał w nas
widok osoby, która ten strzał oddała. Był to wójt Nadarzyna - Janusz Grzyb,
na którego sami głosowaliśmy wierząc, że będzie godnie reprezentował nasze
interesy w gminie.
Kobieta, na widok ukochanego martwego psa wpadła w rozpacz. - Pan zabił
naszego psa! I pan jest naszym wójtem? - zapytała przez łzy.
Wójt wyjaśnił, że strzelił zgodnie z przepisami, ponieważ psy nie mogą biegać
w odległości większej niż 200 metrów od zabudowań.
- Powiedzieliśmy, że przecież psy szły razem z nami i nikomu nie zagrażały.
Wójt odpowiedział, że nas nie widział, a właśnie w tej chwili odbywa się tu
polowanie - opowiadają Wołczyńscy.

Bestialskie prawo
Wójt odszedł, a spacerowicze zamarli w osłupieniu. - Idziemy szlakiem
turystycznym, jesteśmy kilkadziesiąt metrów od drogi gminnej, 200 - 300
metrów od zabudowań wiejskich, 500 m od kompleksu działek rekreacyjnych, 15
minut spacerem od bardzo dużego kompleksu działek pracowniczych, spotykamy
spacerujących ludzi, jeżdżących na rowerach i nagle jesteśmy w centrum
polowania - opowiada wciąż zszokowana Wołczyńska. - Nie było żadnych
ostrzeżeń, szlak turystyczny nie był zamknięty. Na co urządzono polowanie w
niedzielne popołudnie na szlaku spacerowym? O tej porze dnia nie pojawiają
się w tej okolicy dzikie zwierzęta. Tylko dzięki zbiegowi okoliczności i być
może dzięki śmierci naszego pieska obyło się bez tragedii z udziałem ludzi.
Myśliwy ma prawo zastrzelić psa, który bez opieki właściciela, bez obroży i
kagańca przebywa w lesie, 200 metrów od zabudowań. Zdziczałe, bezpańskie psy
stanowią zagrożenie dla leśnej zwierzyny. Tymczasem malutki, zadbany kundelek
Wołczyńskich nie wyglądał ani na zdziczałego, ani na groźnego. -
Prawdopodobnie zobaczywszy wójta biegł do niego radośnie, chcąc się
przywitać - mówi Wołczyńska. - Na widok ludzi merdał ogonem, a gdy podbiegł
pod nogi to od razu przewracał się na plecki, żeby go głaskać. Może wójt
postąpił zgodnie z prawem, ale czy zgodnie z sumieniem człowieka jest
strzelanie do małego, zadbanego pieska? - pyta retorycznie pani Teresa.

Dla niego trening i rozrywka, dla nas tragedia
-Nikt spośród naszych znajomych i sąsiadów posiadających psy nie ma
świadomości, że zgodnie z prawem można zastrzelić ich pupilów gdy tylko
znajdą się odpowiednio daleko od zabudowań - alarmują Wołczyńscy. - Jeżeli
rzeczywiście takie barbarzyńskie prawo zostało ustanowione, to nie kto inny
jak wójt powinien powiadomić o tym mieszkańców i gości przybywających w te
okolice w celach rekreacyjnych- twierdzi Wołczyńska. - Powinien ostrzec, np.
umieszczając tablice przy wejściu do lasu, że każdy pies bez smyczy może być
zastrzelony - skoro mamy takie prawo! Oprócz strony prawnej sprawa ma też
aspekt czysto ludzki. Jesteśmy ludźmi starszymi - emerytami - może zbyt
wrażliwymi, jak na dzisiejsze czasy, na los zwierząt. Ubiegłej zimy
przygarnęliśmy dwa malutkie wiejskie kundelki, którym groziła bezdomność i
głód. Pieski odkarmiliśmy, wyleczyli, zaszczepili - stały się one nam bliskie
jak członkowie rodziny. Były ufne i przyjazne ludziom i całemu światu.
Niestety jeden z nich, nasz kochany Bolcio, swą ufność do człowieka
przypłacił życiem. Wójt wyrządził nam wielką krzywdę. Dla niego była to
rozrywka czy trening strzelecki. Dla nas tragedia. Trzeba być bez serca i
ludzkich uczuć żeby w tak bezmyślny i okrutny sposób zabić małego i
przyjaznego pieska - mówią rozgoryczeni Wołczyńscy.

Bądźmy ostrożni
Niewiele osób zabierając psa do lasu zdaje sobie sprawę, z tego, że może on
stać się ofiarą myśliwych.
- Jakbym zobaczył biegnącego, małego pieska to na pewno bym nie strzelił -
mówi 28- letni Grzegorz, który od kilku lat regularnie jeździ na polowania. -
Wszystko jednak zależy od indywidualnej wrażliwości myśliwego oraz jego oceny
sytuacji. Ludzie powinni pamiętać, że nawet nieduży pies może narobić szkód w
lesie i najlepiej prowadzać go na smyczy.
- Dla nas szokujące i niezrozumiałe jest prawo cytowane przez wójta jak też
sposób jego egzekucji - mówią Wołczyńscy. - Dlaczego zabijać psa, który
przecież niczemu nie jest winien. Jeżeli właściciele psa naruszają prawo
należy ich karać. Czy nie byłoby lepiej gdyby wójt zamiast strzelby miał
bloczek z mandatami i ukarałby nas za wprowadzenie psów do lasu. Psy
cieszyłyby się życiem, a pieniądze z mandatów mogłyby zasilić budżety
schronisk dla bezdomnych zwierząt - argumentują.


Myśliwy ma prawo
Każdy myśliwy nim pociągnie za spust powinien rozpoznać zdziczałego psa.
Określają to przepisy. Półdziki pies ucieka przed człowiekiem, porusza się na
przełaj bez wchodzenia na drogi, jest brudny, często wychudzony. Członkowie
Polskiego Związku Łowiectwa przestrzegają tych przepisów.
Ustawa o ochronie zwierząt mówi: "zdziczałe psy i koty przebywające bez
opieki i dozoru człowieka na terenie obwodów łowieckich w odległości większej
niż 200 m od zabudowań mieszkalnych i stanowiące zagrożenie dla zwierząt
dziko żyjących, w tym zwierząt łownych, mogą być zwalczane przez dzierżawców
lub zarządców obwodów łowieckich".
Ustawa o lasach mówi wprost: "w lasach zabrania się (…) puszczania psów
luzem".
Te przepisy wzbudzają obawę właścicieli czworonogów. Mieszkańcy miast często
nie mają świadomości, że w łowiectwie (wbrew pozorom) największym wrogiem
jest... bezpański, półdziki pies. Często można spotkać w lasach psie watahy,
w których są półdzikie psy. Nie jeden kierowca gwałtownie hamował, gdy na
drogę wbiegał łoś lub sarna. Ci roślinożercy wbiegają na ulicę tylko wtedy,
gdy są spłoszone albo gonione przez psy. Zwierzęta kopytne boją się
samochodów, a asfalt jest dla nich czymś podobnym do lodowiska.
W Nadarzynie doszło do przypadkowego zabicia psa. Wójt zastrzelił kundelka,
mimo że ten nie wyglądał na zdziczałego. Janusz Grzyb był na polowaniu i jak
każdy myśliwy dba o rewir łowiecki. Nie mógł przewidzieć, że kilkaset metrów
dalej idą właściciele psa.
Takie przypadki będą się zdarzały
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka