ira.mak 06.06.07, 13:42 ja sie chyba zaryczę-jak sobie z tym poradzić? Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
jaga_22 Re: MOJ KOLES NIE ZYJE 06.06.07, 14:54 Płacz Irenka to trochę pomaga. Nie ma innej rady.Współczuję Ci bardzo.Tylko czas ukoi ból. Odpowiedz Link
grenka1 Re: MOJ KOLES NIE ZYJE 06.06.07, 15:29 A co mu się stało? Chorował, czy coś innego? Odpowiedz Link
tami46 Re: MOJ KOLES NIE ZYJE 06.06.07, 15:29 Pomyśl co łaczyło Was sympatycznego ,jakie mieliście miłe wspomnienia.Ja zawsze tak myślę gdy odchodzi ktoś z moich znajonych czy bliskich.To jest niestety prawda -czas leczy rany.Pozdrawiam Odpowiedz Link
bozenamroczek1 Re: MOJ KOLES NIE ZYJE 06.06.07, 21:17 Serdecznie współczuję, ale życie toczy się dalej. Odpowiedz Link
52ania Re: MOJ KOLES NIE ZYJE 06.06.07, 22:56 Współczuję.Napisz o nim wiecej, będzie Ci lżej. Odpowiedz Link
pia.ed Re: MOJ KOLES NIE ZYJE 07.06.07, 01:05 Ira nie napisala, ze "koles" to pies ... Odpowiedz Link
ewa553 Re: MOJ KOLES NIE ZYJE 07.06.07, 08:07 tak, ale z relacji Delwy i zdjec wiemy o kim mowa. Rozstanie ze zwierzatkami jest bardzo bolesne, sama to dwa razy przezylam, wiem o czym mowie. To dobry pomysl, abys nam wiecej o nim opowiedziala. Jak sie u Was zjawil, co lubial, jakies anegdotki moze? Odpowiedz Link
kendo Re: MOJ KOLES NIE ZYJE 07.06.07, 10:31 PIA, majac zwierzaczka w domu traktuje sie go ,jak czlonka rodziny,gdy odejdzie to zal /pustka po nim jest taka sama,jakby ktos z ludzi najblizszych odszedl, zrozumie to tylko ten co naprawde kocha ichociby w malym stopniu lubial zwierzadka. IRENKO, wspolcczuje i sciskam serdecznie. moze rozejzyjcie sie i zaadoptujcie jakiegos nieboraka z sierocinca,zobaczysz,jakie to bedzie szczescie dla Was i dla psiunki,bedzie wam wdzieczny za kazda minute,swego zycia,ze go wzieliscie,tak nam dziekuje nasz wziety ze schroniska. Odpowiedz Link
pia.ed Re: MOJ KOLES NIE ZYJE 07.06.07, 11:19 Kendo, caly problem jest w tym, ze NIE WSZYSCY sa WTAJEMNICZENI w zycie prywatne innych formowiczow, i ktos mogl to odebrac jako strate CZLOWIEKA z najblizszego otoczenia. Aby sie dowiedziec, ze chodzilo tu o PSA, trzeba poczytac tez inne forum, a tak chyba byc nie powinno`... Samo sformulowanie bylo zreszta bardzo podobne do sformulowania innej forumowiczki: "Zmarl mi maz, jak sobie z tym poradzic". Nawiasem mowiac byl to maz, o ktorym nigdy na naszym forum nie wspomniala ... wszyscy znali ja jako osobe samotna. Odpowiedz Link
grenka1 Re: MOJ KOLES NIE ZYJE 07.06.07, 12:22 pia.ed napisała: > Aby sie dowiedziec, ze chodzilo tu o PSA, trzeba poczytac tez inne forum, > a tak chyba byc nie powinno`... > > Samo sformulowanie bylo zreszta bardzo podobne do sformulowania innej > forumowiczki: "Zmarl mi maz, jak sobie z tym poradzic". > Nawiasem mowiac byl to maz, o ktorym nigdy na naszym forum nie wspomniala ... > wszyscy znali ja jako osobe samotna. Była osobą samotną, a zmarł jej ex-mąż. Ale ta żałoba chyba nie trwała zbyt długo, ponieważ dwa dni później szukała towarzystwa na wycieczkę zagraniczną. Odpowiedz Link
ira.mak Re: MOJ KOLES NIE ZYJE 07.06.07, 12:59 Jak tylko pojawiłam sie na forum -przedstawiłam siebie i swoja gromadę .Sporo pisałam o Kolesiu i zamieszczałam zdjęcia.Widac nieuwaznie czytasz tto co inni piszą.A dla mnie strata tego psa jest jak strata kogos z rodziny.Zresztą cała moja rodzina wydzwania bo kochalismy go wszyscy a on nam to po stokroć odpłacał.Do tej pory nie bardzo wiem dlaczego odszedł,troszkę był za gruby,to fakt.Może to że mąż spryskał trawnik i gdzies trawe skubnął,może serce-nie wiem.Wiem tylko że tak mądrego psa nie bedziemy mieli,ryczymy oboje,a ja bede musiala jakiegoś malucha sobie znów wziąć bo miejsca sobie nie znajdę.On za mna chodził krok w krok.Zkim ja yeraz pójde na spacer?Figa taka wielka... Odpowiedz Link
pia.ed Re: MOJ KOLES NIE ZYJE 07.06.07, 17:16 Na tym forum nie jestem od poczatku, wiec czytac nie moglam ... zreszta nie tylko ja jestem w tej sytuacji, bo stale pokazuja sie nowe osoby. Odpowiedz Link
kendo Re: MOJ KOLES NIE ZYJE 07.06.07, 17:55 racja Pia, ja nieraz tez szybciutko przelece forum-niektore tylko tematy, nie jestem na bierzaco ze wszystkim,akurat psiunke ogladalam. Irenko, nie rob nic na sile,odczekaj chwileczke"los podesle" Wam psiunke,tak jak nam tego dobermanka rozrabiake,na tknelam sie na niego w necie,doslownie w godzine po jego zamieszczeniu,widocznie tak musialo byc,ze byl przeznacczony dla nas. albo wybiezcie sie do schroniska(to moze byc bolesne,jak widze te psie oczka patrzace i mowiace "wez mnie" to az serce sie kroi z zalu,bo wszystkich przeciez nie mozna wziasc) usciski na ukojenie smutku. Odpowiedz Link
pia.ed Schronisko ... 07.06.07, 20:41 A czy to kosztuje wziac psa ze schroniska? Pytam sie tylko z ciekawosci, bo zwierzat nigdy w domu nie mialam ze wzgledu na to, ze duzo wyjezdzalam. Teraz latem tez sobie fruwam cale dnie ... zwierze by ze mna nie wytrzymalo! Odpowiedz Link
ira.mak Re: Schronisko ... 07.06.07, 20:53 dziękuję wam serdecznie za ciepłe słowa-musi upłynąc trochę czasu,pewnie sie otrząśniemy w końcu.Na pewno wezmę sobie znów jakiegoś małego pieska żeby znów było komu za mna dreptać ale tak mądrego psa jak Koleś to nie będę miała.Cała moja rodzina jest w smutku,nie tylko my.Moje siostry dzwonią ,synowie -wszyscy go bardzo kochaliśmy.Był naprawdę niesamowity.Teraz nawet nie mam z kim iśc na spacer-Figa to duzy pies,owczarek -nie mogę jej luzem puscić. Odpowiedz Link
kendo Re: Schronisko ... 07.06.07, 22:34 Irenko.... zobaczysz trafi Ci sie psiuenke nastepny ,tez wychowasz go po swojemu,bedzie mial swoje inne zalety,ktore rowniez bedziesz doceniac,a moze sie nawet i tak stac,ze moze byc w jakims stopniu podobny do kolesia, wyobraz sobie,ze nasz trzeci doberman jest pomieszany "osobowo" z tymi poprzednikami co odeszli,mamy namiasteke "trzech w jednym",chociaz nie powinno sie poruwnywac,to powiem,ze z pierwszym dobermanem moglam cczuc sie bezpiecznie na 110%,byl super pod tym katem,ten tez zaczyna zdradzac ta tendencje,zobaczymy ,jak bedzie dalej. Odpowiedz Link
kendo Re: Schronisko ... 07.06.07, 22:29 masz racje Pia, piesek Ci nie pasuje,za dlugo bylby sam w domu,w najgorszym wypadku dalabys do schroniska na czas urlopu i tu biora roznie za dobe,zdaje sie,ze 150 SKR, zima by pasowalo,ale czy wyszlabys w zamiec z nim na odcedzenie wieczorkiem tak kolo 22:00 by wytrzymal do rana do 7:00 godz. biorac psiuna ze schroniska placi sie mala sumke,my za naszego zaplacilismy ponad 2 tys.SKR a chcac kupic u chodowcy trzeba zaplacic ponad 10 000 tys.SKR za szczeniaka,ale tu ceny tez wariuja. jak chcesz zwierzatko to kociak by pasowal,daje sobie rade sam podczas jednego dnia nieobecnosci czlowieka,lub ,jak pol dnia musisz byc poza domem. Odpowiedz Link
pia.ed Re: Schronisko ... 07.06.07, 23:58 W schronisku sa psy bezpanskie, wiec myslalam, ze biorac takiego robi sie schronisku przysluge, i ewentualnie zwraca sie tylko koszty za wykstrowanie czy szczepienie ktore tam zrobiono! Nie wydaje mi sie, zebym kiedykolwiek wziela jakiegos zwierzaka ... Odpowiedz Link
kendo Re: Schronisko ... 08.06.07, 20:20 do schroniska oddaja zwierzeta ludzie,ktorzy z roznych powodow nie moga ich miec, koszty zaplaty za wziecie psiuna sa chyba ustalane przez wlasciciela schroniska, ta cene co zaplacilismy za Bobbego,byla bardzo niska,ale nie chodzi o to,szkoda nam go bylo,jak zobaczylismy w jakim byl stanie,odzyl u nas,tz.zebra juz nie sterccza przez skore/rany pogryzienia przez inne psy sie zagoily/poznal teren spacerowy i czuje sie juz pewnie,ale w dalszym ciagu ma strach przed mezczyznami,jest nieufny. wiem,ze biorac kota,placi sie miedzy 300-500SKR,w to wliczona jest sterylizacja/odrobaczenie/nieraz daja ich wlasne zabawki czy legowisko, tak dostalismy,gdy odbieralismy nasza psiune. Odpowiedz Link
52ania Re: Schronisko ... 08.06.07, 22:59 Zwierzatko to duza odpowiedzialnosc, a jak odchodzi, to czlowiek przezywa to tak, jakby pozegnal bliska osobę.Przykladem jest Irenka i ja jej współczuję.U mnie w domu tylko raz był żółw wodny.Nazywal się Salomon, bo był bardzo madry.Zawsze był kłopot, kiedy wyjezdżalismy na wakacje.Pewnego razu koleżanka córci nie dopilnowala Salomona i zdechl.Co to była za rozpacz.Ja przezylam to podwójnie, bo sama bylam przywiazana do Salomona i jeszcze nie moglam znieśc rozpaczy córki.Od tej pory nie mamy żadnego zwierzaczka.Po wypadku, psów sie boję, a o kocie nigdy nie myslalam. Odpowiedz Link