Na forum "Małe dziecko" właśnie jest prowadzona dyskusja na
temat "prawa babci".Problem młodych mam polega na tym że babcie
wogóle nie szanują ich zdania na temat wychowywania dzieci.
Mianowicie:prawie każda z nas prosi swoje mamy/teściowe żeby nie
dawały dziecku słodyczy ponieważ np.dziecko staje się niejadkiem
kochającym wyłącznie słodycze.
Ja np proszę teściową zeby nie dawała małemu (14 miesięcy) smoczka
bez powodu tylko wtedy kiedy mały idzie spać.Ale gdzie tam!Teściowa
swoim dzieciom dawała i nic się nie stało to dlaczego wnukowi ma nie
dac?
Grzeczne zwracanie uwagi wogóle nie skutkuje.Jak któras nas
zdobędzie się na odwagę i powie np."Nie życzę sobie żeby mama dawała
mojemu dziecku czekoladę." wtedy działa,z tym że mama/teściowa
śmiertelnie się obraża.
Moja teściowa BARDZO nie lubi jak jej teściowa (babcia mojego męża)
do czegoś się wtrąca (np.cytuję:"Krysiu,dlaczego pozwalasz Kasi na
chodzenie na te dyskoteki?To takie niebezpieczne!").Moja teściowa aż
wre ze złości a potem mi się skarzy

o co ona się wtrąca w
wychowywanie MOICH dzieci?!.Tylko sama nie zauważa że robi to
dokładnie to samo...
Jak to jest?Dlaczego teściowe i synowe czy matki i córki non stop
ścierają się ze sobą w kwestii wychowywania dzieci? Dlaczego nie
pozwalacie nam na wychowanie dzieci na własnych zasadach?Dlaczego
nie liczycie się z naszym zdaniem?