Dodaj do ulubionych

Rozmówki Aktualne

16.03.04, 03:01
Poprzednie rozmówki

forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=384&w=4447288
prawie dobiegły setki. I lekko długo wchodzą.
A do tego dzieją się różne "śmieszne" rzeczy. I jest tego tak wiele, że samo
się pisze. I tak powstały RA. Niestety (albo stety), początkowe RA zostały
już zamówione i "sprzedane", więc nie mogę ich (przynajmniej na razie) dać.
Daję więc następne, a ciekawskich proszę o wyrozumiałość i nieco ciepliwości.
Być może linki do nich wkrótce się pojawią.
Miłej lektury.

Rozmówki aktualne

Sojusznik

- No i przegrali! - niemal wykrzyknął Premier.
- Tak mi to wyglądało - potwierdził Minister.
- A zwycięzca jest konsekwentny.
- I idzie za ciosem.
- Zdecydowany zrealizować obietnice.
- O kim mówicie? - Doradca lubił być w temacie.
- O najbliższych sojusznikach - Premier wycelował palec w pierś Doradcy.
- Tak, to przykre jak śnieg w marcu - przyznał Doradca.
- Śnieg w marcu jest mało przykry - zaprzeczył Minister.
- W Hiszpanii jest - domyślił się Premier.
- To można było przewidzieć - Minister wysilił się na mądry komentarz.
- To trzeba było przewidzieć - przedrzeźnił go Doradca.
- Ja - odwarknął Minister celując w siebie własnym palcem - jestem od roboty
nie od przewidywania.
- Wygląda na to, że zostajemy sami.
- Ano zostajemy.
- Przecież nie tak zupełnie. Jest z nami jeszcze kilka kontyngentów - Doradca
podniósł palec, by go wycelować w Premiera, ale zaraz opuścił.
Premier patrzył w kąt jakimś dziwnie czarnym wzrokiem.
- Dojrzałeś tam coś? - starał się dociec Minister.
- Ciemną jak ten kąt przyszłość...
- Przesadzasz...
- Całkowicie osamotnionego polskiego żołnierza...
- Całkowicie?
- Na irackiej pustyni...
- Są jeszcze miasta...
- Po opuszczeniu nas przez Amerykanów - dokończył Premier i sięgnął po
najnowszy meldunek z ambasady w Madrycie.
Obserwuj wątek
    • germanus Do trzech razy sztuka 16.03.04, 03:04
      Rozmówki aktualne

      Do trzech razy sztuka

      Przez chwilę wszyscy trzej pokazowo milczeli.
      - Coś za dużo wypadków - mruknął wreszcie Doradca.
      - Robię, co mogę - wyjaśnił Minister.
      - Mogłeś usunąć wszystkie ciężarówki z drogi.
      - No co ty, ja znam swoje możliwości.
      - Znasz, albo nie znasz. Jedna wytyczna i załatwione.
      - W demokratycznym ruchu drogowym? Wykluczone.
      - Demokracja niesie w sobie niezależne ograniczenia - przypomniał Doradca.
      - Zakrakali by mnie.
      - A teraz szef o mało nie zabije.
      - Jemu nie będę mówił, co ma robić - niemal poddańczo pogodził się z losem
      Minister.
      - Tę pogodę też mogłeś przewidzieć - nie wiadomo atakował, czy doradzał Doradca.
      - No co ty - Minister znów swoje - tego nie przewidzieli nawet specjaliści
      meteorolodzy.
      - Ale ty powinieneś - upierał się Doradca - od tego masz służby, by ci doniosły.
      - Doniosły na pogodę? - wyraźnie nie rozumiał Minister.
      - O pogodzie - spokojnie wyjaśnił Doradca. I dodał:
      - Mało ci było kłopotów?
      - Przywykłem. Całe moje życie jest jednym kłopotem.
      Marszałek popatrzył na nich bardzo przytomnym wzrokiem. Wstał i podszedł do
      okna. Za oknem wiosna szykowała światu festiwal nowego życia.
      - Za trzecim razem musi się udać bez pudła - mruknął ni to do siebie, ni to do
      wiosny.
      • germanus Równowaga 17.03.04, 04:42
        Rozmówki aktualne

        Równowaga

        - Tak dalej być nie może! - niemal wrzasnął Premier.
        Doradca i Minister skulili się w fotelach. Marszałek otworzył przymknięte oko.
        - O co ci chodzi? - spytał mało uprzejmie.
        - W ten sposób nigdy nie zrównoważymy budżetu! - podkreślając "nigdy" Premier
        chciał pokazać, że mało się przestraszył.
        - Sformułuj zadanie, to ja znajdę radę - pośpieszył Doradca z deklaracją.
        - Postaw zadanie, to je wykonam - dorzucił Minister.
        - Bez paniki, w końcu to ja będę ten budżet uchwalał - zapewnił ich Marszałek.
        Przez chwilę słychać było, jak wraca do nich spokój.
        - Nie stać nas na to - wrzeszczał Premier - to jest za drogie, to jest
        marnotrawstwo, pójdziemy z torbami...
        - Czy na pewno wiesz, co mówisz? - Marszałek powoli przestawał być w ogóle
        uprzejmy.
        - Na pewno wiem, tak być nie może...
        - Proszę o wyjaśnienie, o czym mowa - wtrącił jak najuprzejmiej Minister.
        - Po to tu jesteś, by wiedzieć - odwarknął Premier, ale Marszałek nie podzielał
        tego zdania:
        - O służbie zdrowia - wyjaśnił z dziwnie zbłąkanym uśmieszkiem - a dokładniej,
        o szpitalnictwie.
        - Jest na miarę naszych możliwości - wyjaśnił szybko Doradca.
        - Jest ponad - Premier nie spuścił z tonu ani o gram - to jest rozrzutność,
        zdążamy ku bankructwu...
        - Może ty zdążasz - przypuścił Marszałek, a Doradca i Minister ponownie skulili
        się w fotelach.
        - O mnie się nie martw, tak jak nie martwisz się o obszar - Premier wziął
        wysokie C.
        Doradca uznał, że już dalej kulić się nie można, więc zaczął się rozkulać:
        - Jeśli można coś doradzić - zaryzykował - to może zacznijmy mówić o
        szczegółach...
        - Proszę bardzo - Premier był gotowy - obszerne, elegancko urządzone,
        jednoosobowe pokoje z łazienkami...
        Minister zaczynał otwierać usta.
        - ... pielęgniarka przy łóżku, lekarz na życzenie...
        Doradca otworzył usta.
        -... jedzenie klasy pięciogwiazdkowej restauracji, sale rozrywkowe i ćwiczeń,
        sale rekreacyjne i baseny, ogrody, widok na park...
        Marszałek dołączył do poprzedników, ale z innego powodu. Przez chwilę trwali w
        milczeniu, wreszcie Marszałek wycedził bez cienia uprzejmości:
        - Minister, ty mu powiedz, bo mi nie uwierzy.
        - Tak jest tylko w naszej klinice - jakoś niezręcznie powiedziało się
        Ministrowi.
        - To się dowiedziałeś - sarkastycznie zamiast nieuprzejmie powiedział Marszałek.
        - I w ten oto sposób - Premier ani na chwilę nie stracił animuszu - w owocnej
        dyskusji osiągnęliśmy pełną równowagę budżetu.
        • germanus Chłopcy z Placu Broni 17.03.04, 16:11
          Rozmówki aktualne

          Chłopcy z Placu Broni

          - Ciągnij linę - wołał Premier nad wyraz silnym głosem.
          - Popuszczaj... - odwołał Minister w założeniu też silnym, a jednak słabnącym.
          Premier pomyślał, że brak mu ćwiczeń z narad zespołu.
          - Z siekierami z prawej... szykować się - Premier wskazał ręką.
          Karny dwuszereg pochylił karki.
          - Sikawki gotowe do okrążania - zameldował łapiąc dech po dziesięciometrowym
          biegu Sekretarz.
          Z lewej warczała silnikowa tyraliera Naczelnika.
          - Wstrzymać warkot, bo zagłusza nasłuch - wrzasnął Premier, ale został
          zagłuszony.
          - A ci z tarczami gdzie? - darł się Premier do Komendanta.
          Kamendant dał znak wycofania. Pluton wycofywał się tyłem wprost na ciągniętą
          linę. Po chwili nie było ani liny, ani plutonu.
          - Znakomicie przygotowana formacja - Premier pochwalił Komendanta - bardzo
          szybko się wycofali.
          - Formuj zasłonę! - Premier dał znak gwizdkiem na lewo w tył.
          - Z czego? - zapytał słabnący coraz bardziej Sekretarz.
          - A słynna polska zdolność improwizacji? - zatchnął się Premier - łapcie te
          dechy.
          Minister wyprzedził Sekretarza. Premier w duchu przyznał mu podwyżkę diety.
          - A te biały duchy w kitlach co tak stoją? - Premier zainteresował się białym
          tłem - dawać ich na front, niech równają grunt grabiami.
          - Wszycy uwaga! Atak jednoczesny! Sikawki na ścianę, białe kitle na dach,
          siekiery w ogień, ...
          - Pozoranci?!?! Gdzie są pozornaci? - dorwał Premier Naczelnika.
          - Jacy pozoranci? - spytał ten spokojnie - to nie jest prawdziwy atak?

          Po pół godzinie na placu boju, tj. ćwiczeń, panował totalny bałagan. Ręka
          Ministra wystawała spod kupy desek, Doradca wyczołgiwał się z jeziora piany, a
          leżącemu na wznak Sekretarzowi biały kitel wyjmował sikawkę z ucha. Premier
          stał w zwycięskiej pozie na stanowisku dowodzenia.
          - I niech mi teraz jakiś dziennikarzyna napisze, że nie jesteśmy przygotowani
          na atak - powiedział obracając się do przybyłego przed chwilą Marszałka.
          - Jesteśmy - potwierdził Marszałek - jak chłopcy z Placu Broni.

          • germanus Szkolna równowaga 18.03.04, 16:08
            Rozmówki aktualne

            Szkolna równowaga

            - Nie sądzę, aby dalej tak być mogło! - dość głośno zagaił Premier.
            Minister nie wiedział, co bardziej podziwiać, pokrętną składnię czy
            przejrzystość wypowiedzi.
            - Jak tylko rozwiniemy temat, to zaraz zaradzimy - Doradca był, jak zwykle, na
            miejscu.
            Marszałek otworzył przymknięte oko.
            - O co ci chodzi? - spytał mało uprzejmie.
            - Pracujemy nad zrównoważeniem budżetu, czy tak? - Premier przyjął pozornie
            pojednawczy ton - to naszym zadaniem jest znaleźć oszczędności i obciąć
            niepotrzebne wydatki.
            Zebranym trudno było nie zgodzić się z takimi truizmami, więc milczeli.
            - Wszędzie będziemy szukać oszczędności - deklarował otwarcie Premier.
            - Przypominam, że znaleźliśmy już w szpitalnictwie - wtrącił Marszałek.
            Premier go zignorował.
            - Doradca, radź - rozkazał.
            - W poczuciu społecznym, a wracam spod Hali Mirowskiej, oszczędności są w
            administracji - Doradca, mimo wszystko, nie zaryzykował własnej opinii.
            - A ty, Minister? - zapytał Premier z jakąś krzywą miną.
            - Właśnie wracam z wizytacji regionów naszego obszaru - Minister uznał za
            stosowne pochwalić się aktywnością i stosownym działaniem na czasie - górnicy
            nie zgadzają się na dalsze dopłaty do statków, hutnicy nie chcą dopłat do
            kopalń, a stoczniowcy do hut.
            - A rolnicy do przemysłu - dorzucił Doradca.
            - A oni wszyscy do płodów rolnych - już ciszej dokończył Minister.
            - No to masz nieźle związany węzeł - jakby z satysfakcją mruknął Marszałek.
            - Węzeł? Rozcinamy - rzucił się niczym Aleksander, wówczas jeszcze nie Wielki.
            - Tniemy, czyli ucinamy - poprawił go dbały o stronę gramatyczną Doradca.
            - Jak zwał, tak zwał, bierzemy się za szkolnictwo! - wykrzyknął uradowany
            Premier.
            - Tak na wszelki wypadek zapytam - jeszcze raz mruknął Marszałek - a z czego
            mniej więcej chcesz ciąć?
            - Jak to z czego? - Premier rwał się do wyjaśnień - Klasy po dwunastu uczniów...
            Ministrowi zdało się, że źle usłyszał, ale zmilczał.
            - ... w każdej komplet komputerów z internetem, rzutniki, telewizory...
            Doradca zastanawiał się, czy na pewno znajduje się we właściwym kraju.
            - ... stosy pomocy naukowych, w tym niektóre niewykorzystane...
            - Słuchaj... - Marszałek chciał coś powiedzieć, ale został zakrzyczany.
            - ... pełnowymiarowe sale gimnastyczne, baseny...
            - Pozwól sobie powiedzieć - zaczął Marszałek, ale Premier ciągnął swoje:
            - ... sale kinowe, pękające w szwach biblioteki...
            - ... że mówisz o prywatnej szkole swojej wnuczki - dokończył Marszałek.
            - Bo tak naprawdę - odważył się wtrącić Minister - szkolnictwo jest najbardziej
            niedofinansowanym ...
            - A dajcie wy mi wszyscy spokój - zakończył Premier naradę i sięgnął po tomik
            ulubionego od wczoraj noblisty.
            • germanus Próba sił 19.03.04, 04:48
              Rozmówki aktualne

              Próba sił

              Premier wchodził do pokoju tyłem:
              - Musimy wzmóc wysiłki nad realizacją... - na wchodnym krzyknął do niewidocznej
              za drzwiami osoby.
              - Wezwaliśmy cię, Premier - Marszałek poczekał, aż Premier się usadzi - by cię
              zawiadomić...
              - Na pewno jesteś zapracowany... - wtrącił Szef.
              - Dobro obszaru ponad wszystko - wypalił Premier.
              - Tego się można było spodziewać...
              - Wiedzieliśmy - Minister powiedział to tak, iż nie było wątpliwości, że
              wszyscy już wiedzieli.
              - Pracuję ponad siły... - wyjaśniał szybko Premier.
              - Minister ci tłumaczył, że masz się zająć zespołem - Szef przypomniał niedawną
              rozmowę.
              - Ale Doradca mówił o obszarze...
              - Doradcę już zwolniłem - niecierpliwie przerwał Szef - miał na ciebie zły
              wpływ.
              Przez chwilę Premier nie wiedział, co rzec.
              - Zawiadomić, że wyniki są kiepskie - Marszałek wrócił do pierwotnego
              komunikatu.
              - Kiepskie? - Premier nie dowierzał własnym uszom - produkcja rośnie, jak
              głupia, na arenie same sukcesy, no może poza..., ale to drobiazg, wchodzimy do
              Unii, zaraz się posypie...
              - Kto się posypie, to jeszcze dokładnie nie wiadomo - niezbyt uprzejmie
              wskoczył Minister.
              - Na razie sypie się układ - Szef wiercił Premiera spojrzeniem - układ! Się
              sypie! A to jest tragicznie.
              - Nie musimy ci, Premier, mówić, że to jest tragicznie, co?
              Premier nie wiedział, co myśleć, prowokacja to, czy próba sił. Co by nie było,
              postanowił zagrać nową kartę:
              - Inflacja nisko, procenty nisko, złoty rośnie, ludzie to lubią i są z nami...
              - O to chodzi, że nie są - przerwał Marszałek podnosząc się z fotela -
              powiedzcie mu.
              - Osiem procent... - zaczął Szef.
              - Jeszcze tylko trzy pacierze - rzekł niezbyt głośno na wychodnym Marszałek - i
              po Premierze.

              • germanus Re: Przełom 20.03.04, 08:02
                Rozmówki aktualne


                Przełom

                - Trzeba to przełamać - zagaił Rzecznik.
                - Co? Belkę czy ciąg? - spytał Minister.
                - Passę - Rzecznik rzekł to tak, jakby się opędzał - nie mam już sił tłumaczyć.
                - A ja nie mam już sił namawiać - Szef dopisał się do listy bezsilnych.
                - Ja wiem tylko jedno - Premier zaczął tak, jakby chciał ich zaskoczyć - zespół
                nie robi błędów - rzekł tak, że nie zaskoczył.
                - I dlatego obszar tak słabo nam ufa? - chciał wiedzieć Szef.
                - Co wypowiedź, to inna opinia - Marszałek podsumował po raz pierwszy.
                - Tak jest - szybko zgodził się Premier - dyskutujmy, wymieniajmy...
                - To już trwa jakiś czas - informował lub upewniał się Doradca.
                - A ty, Doradca - Marszałek nie lubił niekompetentnych ludzi - z Marsa zerwany?
                - Ja jestem nowy - wytłumaczył Marszałkowi Doradca.
                - Wiem, bo cię zatrudniłem.
                - A ja myślałem, że Premier.
                - Odbiegliśmy - Marszałek podsumował po raz drugi.
                - Właściwie to biegamy w Koło... - zauważył Minister.
                - O nieobecnych nie mówi się źle - Premier zawsze wiedział, czego się nie mówi.
                - Na razie niewiele ustaliliśmy - po raz kolejny podsumował Marszałek.
                - Tak jest, ustalajmy - Premier wykazywał gotowość.
                - To może unikajmy zawirowań - zaproponował Marszałek.
                - Rzecznik, zapisz to sobie na prasówkę - poinstruował podwładnego Premier.
                - I jeszcze dodaj - Szef sam zdziwił swemu wywodowi - że on jest umocowanym i
                niekwestionowanym Premierem.
                - No... - wtrącił Doradca dziwnie silnym, jak na debiutanta, głosem - wychodzi
                na to, że na razie nie ma przełomu.
                - Jest - stwierdził Marszałek zamiast podsumowania - jeden i niezmiennie ten
                sam...
                A widząc ich miny dodał:
                - ... w Pieninach.
                • germanus Negocjacje 21.03.04, 16:39
                  Rozmówki aktualne

                  Negocjacje

                  - Premier... - rzekł wolno Minister - a może byś ustąpił?
                  - To jest bardzo dobra myśl - doradził Doradca.
                  - Czuj się zwolniony - Premier był całkowicie spokojny.
                  - Przypomnę ci - Doradca zaśmiał się otwarcie - że zatrudnił mnie Marszałek.
                  - Gospodarka pędzi jak lokomotywa - zaczął Premier - ciągnie za sobą obszar, to
                  się zaraz przełoży na dobrobyt - ciągnął - i wy chcecie, abym w takim momencie
                  zrezygnował?
                  - Poniekąd nie masz wyjścia, strasznie zawaliłeś popracie - Marszałek wytoczył
                  ciężką artylerię.
                  - Niczego nie zawaliłem - odparował Premier - działacze w obszarze zawalili...
                  - ... za twoim przywoleniem - strzelał celnie Marszałek - przy realizacji
                  twojej polityki społecznej...
                  - Ja nie kazałem oszukiwać - zanegował Premier,
                  - Nawet wiesz, o co tu chodzi - umiejętnie punktował Marszałek - popierałeś,
                  osłaniałeś...
                  - Nie, piętnowałem...
                  - Przywalałeś, stwarzałeś wrażenie, że jesteście nietykalni... - dopowiedział
                  Minister.
                  - Zawsze twierdziłem, że sprawcy będą surowo ukarani...
                  - W czasie weryfikacji - zakpił otwarcie Doradca, czym naraził się do końca
                  Premierowi.
                  - Zaraz skreślam cię z listy płac!
                  - To jest właśnie twój punkt widzenia - wypunktował Marszałek - zwolnienie i
                  lista płac.
                  - A tymczasem - mówił Minister - potrzebujemy prawdziwego przywódcy z ludzką
                  twarzą.
                  - Ja mam ludzką twarz...
                  - Mówiliśmy o przywództwie...
                  - A jak chcecie innego przywódcy, to mnie odwołajcie - otwarcie zagrał Premier.
                  - Właśnie się odwołujemy do twego...
                  - ... w sejmowym wotum nieufności!
                  - Nie dajesz nam zbyt wielu wyborów - stwiedził smutno Marszałek.
                  - Pal licho ciebie, ale dlaczego ciągniesz w dół cały obszar - chciał jeszcze
                  wiedzieć Minister.
                  - Dlaczego dezorganizujesz pracę zespołu, uniemożliwiasz realizację...
                  - Bo tak naprawdę - postanowił im wywalić swoje credo Premier - to liczy się
                  tylko władza.

                  • germanus Komunikat 21.03.04, 16:40
                    Rozmówki aktualne

                    Komunikat

                    - Będzie rozłam - z bardzo poważną miną zaczął Poseł.
                    - Rozłam to najgorsze wyjście - powiedział szybko Premier.
                    - Tak jest - poparł go Szef - nie wolno poddawać się chwilowym nastrojom.
                    - Od wielu lat słyszę o chwilowych, przejściowych... - zaczął niezbyt szybko,
                    ani głośno Marszałek - i mam już tego wyżej łysiny - mówił zdecydowanie, czym
                    zmuszał do posłuchu - chcę realizować szczytne hasła socjaldemokracji dla dobra
                    całego obszaru...
                    - Wiem, a nawet ludzi - wpadł mu w słowo Szef.
                    - To jest niewykonalne z definicji słowa - wtórował Premier.
                    - Skoncentrujmy się na poprawie - zaproponował Szef.
                    - Poprawie czego? - całkowicie głupio zapytał Poseł.
                    - Szczegóły dyskutujemy na końcu - zgłosił się Rzecznik - najważniejszy jest
                    komunikat.
                    - Komunikat redaguje się na końcu - poprawił go Marszałek.
                    - Nie widzę możliwości żadnego komunikatu - wtrącił Poseł.
                    - I nie będzie komunikatu na temat poprawy - powiedział Marszałek.
                    - Musimy mieć komunikat - upierał się Rzecznik - za to mi płacą.
                    - Musimy mieć poprawę - upierał się Szef.
                    - Z dwojga złego wolę już mieć komunikat - nagle zdecydował Premier.
                    - ??
                    - Że rozmowy trwają - Premier dyktował Rzecznikowi - że są konstruktywne, że ...
                    - Że nie ma jedności - uzupełnił Poseł.
                    - Poseł, ja ci mówię, zamilcz - podniósł głos Premier, po czym ciągnął - że
                    jesteśmy na drodze...
                    - ... do rozłamu - wtrącił Marszałek, ale Premier nie chciał go usłyszeć.
                    - ... do wspólnych ustaleń i że ... - zawiesił na chwilę głos.
                    - ... że to wszystko dla dobra ludzi - dokończył Szef
                    - Ty to ładnie umiesz powiedzieć - rzekł Premier z prawdziwą zazdrością.
                    - To jeszcze nic - pochwalił się Szef - zabaczysz, jak im powiem na kongresie.
                    - Poseł - rzekł smutno Marszałek - ogłoś komunikat, że kongresu nie będzie.

                    • germanus Cierpliwość 21.03.04, 21:51
                      Rozmówki aktualne

                      Cierpliwość

                      - Widać światełko w tunelu - ucieszył się Premier.
                      - Ale tunelu nie widać - zawył Działacz z dalszego rzędu.
                      Premier nie wyglądał na zrażonego.
                      - Idzie na lepsze - przekonywał salę - mamy znakomite wyniki w gospadarce... -
                      rozłożył szeroko ręce.
                      - A bieda aż piszczy...
                      - A bezrobocie wciąż rośnie...
                      - To kto kosi kasę...
                      - Dlaczego zespół nic nie robi dla biednych ludzi...
                      - Rozłam jest nieunikniony...
                      Premier ze spokojem słuchał głosów z sali.
                      - Po rozłamie będzie lepiej niż przed - zapewnił bardzo uroczyście.
                      Do mikrofonu podszedł Mały Piesek.
                      - Tych od rozłamu powinno się pogonić - rozdarł się - zarywają nam opinię...
                      - Może nie mówmy na chwilę o opiniach - próbował łagodzić Premier.
                      - Szynki wsuwają, a nasze dzieci głodują - skrytykował następny mikroforant.
                      - I skąd u nas te drapieżne kondory? - chciała wiedzieć Działaczka.
                      - Do galopu te farbowane gołębie! - darli się inni z sali.
                      - Ze zwierzyńcem i z zabawą w berka trzeba bardzo ostrożnie - przekonywał
                      Premier - bo to wyborcy magą nas pogonić.
                      - Już gonią - ostrzegał Mały Piesek.
                      - Ulicą spokojnie przejść nie mogę - dodała Działaczka.
                      - To tylko dowodzi, że potrzebujemy dużo cierpliwości - Premier wysnuł wniosek.
                      Sala zawrzała, ale Mały Piesek zdołał się przebić do mikrofonu. Przekrzykując
                      salę zapytał:
                      - Premier, powiedz nam raz szczerze, jak sądzisz, jak wiele cierpliwości mogą
                      mieć zwykli ludzie?
                      Zaległa cisza. I w tej absolutnej ciszy rozległ się całkowicie niefrasobliwy
                      głos Premiera:
                      - Czy ja wiem? Ale obiecuję wam, że po dwudziestu latach mojego premierowania
                      będzie nieco lepiej!

    • Gość: gabi Re: Rozmówki Aktualne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.03.04, 19:33
      gdzie idziesz?
      do domu.
    • aard Będę szczery 23.03.04, 10:01
      Rozmówki na tematy ogólne podobały mi się znacznie bardziej. Były bardziej
      uniwersalne i jesli nawet nie zawsze zabawne, to zawsze mądre. A to polityczne
      piekiełko mnie raczej mierzi niż bawi.

      A mimo to będe je czytał, bo bardzo lubię Twój styl, Germanusie. Ale może byś
      tak pisał trochę jednych, a trochę drugich?
      • Gość: zuzaankaa Re: Będę szczery IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.03.04, 17:09
        - trzymaj sie.
        -ty też sie nie puszczaj.
        • germanus Dziadek 27.03.04, 22:56
          Rozmówki aktualne

          Dziadek

          - I co na to Premier? - spytał Marszalek.
          - Były Premier - poprawił Doradca.
          - Nie, obecny - poprawił Marszałek - miałeś zadzwonić.
          - On nie chce mnie widzieć.
          - On nie chce nikogo widzieć przez najbliższe pięć tygodni - uświadomił mu
          Marszałek.
          - Ale kogoś widzieć musi - próbował zapewnić Doradca - tyle ustaw...
          - Syna i wnusię.
          - Może być z nich dumny...
          - Ja bym wolał, by był dumny z ustaw...
          - A bym wolał, by to obszar był dumny z Premiera...
          - Czy są jakieś wieści od Premiera? - zapytał wchodzący Minister.
          - Ty widzisz, Doradca, co tu się dzieje - nie tyle pytał, co stwierdzał
          Marszałek - zero kontaktów.
          - Chcesz przez to powiedzieć - upewniał się Minister - że nie mamy od Premiera
          potwierdzenia...
          - Nie mamy niczego - Doradca postarał się być bardzo konkretny.
          - No, niezupełnie - poprawił go Marszałek - mamy wiadomości rodzinne...
          - W zespole, jak w rodzinie - nikt nie dociekał, czy Minister kpił, czy się
          zachwycał.
          - ... z których wynika - ciągnął Marszałek - że dziadek robi kawę...
          - Hę?
          - ...syn pisze majowe przemówienie...
          - Na co?
          - ... a wnusia robi korektę - dokończył Marszałek wiadomości.
          - Korektę czego? - Minister wygłupił się pytaniem.
          Marszałek spojrzał na niego i rzekł nad podziw spokojnie:
          - Wypaliłeś się, Minister...
          - Czyli czas na zmianę - przetłumaczył mu Doradca.
          - Nie uprzedzajmy wypadków - Minister spróbował własnej taktyki - korekty
          czego? - uparł się.
          - Ustaw... - powiedział Marszałek powoli.
          A widząc minę Ministra dodał:
          - Ktoś przez te pięć tygodni musi pracować...

          • germanus Cukier 30.03.04, 06:54
            Rozmówki aktualne

            Cukier

            - Niesłychane! - wykrzyknął Premier, jakby na otwarciu jednego metra nowej
            autostrady.
            Doradca i Naczelnik spojrzeli po sobie. Minister, w przewidywaniu najgorszego,
            stanął bardziej z boku.
            - Doprawdy nie myślałem, że dożyję tej chwili - Premiera nie trzeba było
            zachęcać do wyznań.
            Minister stanął zupełnie z tyłu.
            - A co szczególnego z tą chwilą? - chciał niezgrabnie wiedzieć Naczelnik.
            - Moja żona widziała dziś puste półki! - wykrzyknął ponownie, choć wszyscy byli
            blisko.
            - Ja też widziałem puste półki - Doradca zdecydował się zwierzyć z zakupowych
            przeżyć - w Ikei.
            Premier pomyślał, że pieniądze na pensje dla doradców bardzo się marnują.
            - Na sprzedaż - dodał Doradca - ładne, ale drogie.
            - Japońskie przeżycie z cyklu nagie haki - Minister postanowił zabłysnąć starym
            dowcipem.
            - Daruj mu, on młody - spokojnie wkroczył Naczelnik - nie wie, ile
            nawalczyliśmy...
            - Posłałem ją po cukier - Premier wracając do tematu dał do zrozumienia, że
            jest ponad.
            - ... do herbaty? - zapytał szybko Minister.
            - Nie słodzę.
            - ... do kawy?
            - Kawę piję ze śmietanką.
            - ... do pieczenia mazurka?
            - Bierzemy od Bliklego.
            - To po co ci ten cukier? - Minister nie mógł się pogodzić z myślą.
            - Żeby odbudować zapasy! - Premier powiedział to z nawyższym zdumieniem.
            - Jakie zapasy? - Minister przypuszczał, że tamci dwaj wiedzą coś, czego on nie
            wie.
            Ale Premier spokojnie wyjaśnił młodemu pokoleniu:
            - Tapczanowe.
            - Co?
            - Na szczęście nie trzeba uzupełniać zapasów soli - ucieszył się Premier.
            - To jest jakaś inna bajka - stwierdził fakt Minister - dlaczego? - załamał się
            do końca.
            - Bo zapasy soli robi się na wojnę - powiedział Doradca za Premiera, a Premier
            pomyślał, że tylko część pieniędzy się marnuje.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka