l2m
09.11.04, 09:48
Mamy w naszym ukochanym wydziale niejaką panią Irenę. Pani Irena (osoba
całkiem dorosła, już po 60-tce) ma to do siebie, że najczęściej wpierw coś
powie, a potem zaczyna się zastanawiać nad swą wypowiedzią (a i to nie
zawsze). Z tego to powodu wiele jej powiedzeń – to prawdziwe perełki
humorystyczne. Większośći tego, oczywiście, się zapomina, ale niektóre
przechodzą do historii, a nawet bym powiedziała, do Historii. :) Chcę
przytoczyć tutaj kilka "perelek" pani Ireny, i jestem bardzo ciekawa – czy
macie też jakichś "perłowych" kolegów? Opowiedźcie, proszę...
Pewnego razu nasza pani Irena pod czas przerwy obiadowej uszczęśliwiła
wszystkich taką informacją:
"Wiecie, wczoraj postanowiłam upiec ciasto... A potem zadecydowałam, że
upiekę inne..."
Będąc zapytana, gdzie wobec tego jest ciasto, beztrosko odparła:
"A!... nie upiekłam!"
Innym razem, na imprezie sylwestrowej, zrobiliśmy grzane wino. Pani Irena już
miała w kieliszku jakieś słodkie wino, a w kubku – chyba szampana, ale
szybciutko wzięła sobie inny kieliszek na to grzane wino. Ponieważ
wiedzieliśmy, że nie pija dużo, a na dodatek ma słabą głowe, przypomnieliśmy
jej o tych drinkach, które już miała – bo myśleliśmy, że normalnie o nich
zapomniała. Odpowiedź brzmiała genialnie:
"Nic to, będę piła równolegle!"
Równoległe picie od razu przeszło do rzędu aforyzmów...
Kiedyś też wleciała do pokoju, gdzie akurat pracowałam, z krzykiem:
"O, dobrze, że pani jest, bo potrzebuję pani brutalnej męskiej siły!"
Innym razem miała zorganizować przenoszenie jakichś cieżarów, do czego, rzecz
oczywista, potrzebni jej byli mężczyźni. Wyszła z pokoju z takimi oto słowy:
"No to już idę, polatam sobie za chłopami!"
Pytanie pani Ireny, zwrócone do mnie:
"A po co pani zjada wszystkie butelki ze spirytusem? Nie nastarczę się..."
Parę tygodni temu. Mieliśmy imprezę, na którą przyszły też dwie nasze byłe
pracowniczki (obecnie są już na emeryturze). Oczywiście, były ciekawe
wszystkich instytuckich nowin, i wypytywały o nie aktualnych pracowników, w
tym naszą panią Irenę. Przeadresowała pytanie do innej osoby, tym oto
niezwykłym sposobem:
"Leno, opowiedź im - bo ja muszę jeść!"
Zrobiła też mi reklamę – aż popłakałam się ze śmiechu.
Oto siedzę sobie w całkiem przeciwnym kącie pokoju, nikogo nie zaczepiam.
Raptem słyszę głośną replikę pani Ireny:
"Ależ nie, nie mogę o tym mówić, bo mnie pani Larysa <to ja – l2m> ugryzie!"
Po chwili ciszy kontynuowała ku wspólnej uciesze:
"Bo wiecie państwo, mam u niej obiecane, że mnie ugryzie, jeśli będę mówiła
na TE tematy!" (Wyraz TE był wypowiedziany bardzo znaczącym tonem)
Ja w tej chwili już prawie leżałam pod stołem ze śmiechu, bo TE tematy – to
były zęby pani Ireny, z powodu których (ściślej, to braku których) ona cierpi
na mnogie kompleksy i zanudza całe otoczenie wypowiedziami w stylu "Tylko
musze się gdzieś chować po kątach, bo jestem bezzębna". Faktycznie, za
którymś razem powiedziałam jej (oczywiście żartem), żeby przestała popadać w
kompleksy, bo ją ugryzę... powiedzonko takie mam...
Wytaczane czasami przez panią Irenę dowody też bywają fantastyczne.
Wieczór. Jedna pracowniczka, zbierając się do domu, przyszła spytać, czy ktoś
jeszcze potrzebuje kluczy od takich a takich pokoi. Pani Irena powiedziała,
żeby jej pozostawiono jeden. Odchodząca poprosiła ją, żeby, w takim
przypadku, oddala na dyżurkę wszystkie klucze – bo są zapisane razem. Pani
Irena nie chciała. Nastąpiła taka wymiana zdań:
- Ależ oddaj lepiej Ty, bo ja niedowidzę, trudno mi będzie znaleźć te klucze
w książce. (odchodząca)
- Nie, też niedowidzę, oddaj sama (pani Irena)
- A dlaczego nie chcesz oddać?
- Bo mam dalej do domu, niż Ty...