Dodaj do ulubionych

"Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerach

    • joasia_m Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 10.07.05, 23:28
      fajne fajne rzeczy...
      Ja jechalam wracalam kiedys ze znajomymi z mazur, chcialismy jechac razem, no
      ale my do łodzi, reszta do wrocławia.. W końcu znalezlismy polaczenie, ale
      niestety nie popatrzyliśmy co to za pociągi, a niestety byly to same
      dalekobieżne. Zeby dojechac do łodzi przesiadalismy sie w toruniu na pociag do
      gdynia - bielsko, oczywiscie zapchany:]cudem znalazam 2 miejsca, chyba tylko
      dlatego ze w progu wagonu trwala impreza i nikt sie tam nie pchal:P W przedziale
      brakowalo 1 osoby, wiec usiadlam obok pustego miejsca, zadowolona z
      nieoczekiwanego komfortu, chociaz wszyscy dziwnie na mnie patrzyli. Po chwili
      wrocila brakujaca osoba - stateczna pani w srednim wieku z pollitrowka, a za nia
      konduktor. Jak tylko wyszedl polozyla sie na mnie i powiedziala: widziala pani
      jego oczy???? To byl WILKOLAK!:> Potem obmacala jeszcze kilka osob i poszla, by
      powrocic bez spodnicy.
      Niestety bylismy chyba za malo towarzyscy, bo w koncu definitywnie porzucila nas
      dla balangi w sasiednim przedziale. Slyszelismy, jak namawiaja ja zeby poszla po
      wegiel, bo pociag stoi i stoi..
    • plonaca.zyrafa Po 22ej to mozna pieprznie 10.07.05, 23:35
      Moj przyjaciel opowiadal mi jak bedac licealista wracal autobusem do domu i
      zawsze siadala obok niego dziewczyna, rozpinala mu rozporek i piescila...
      Powiedzial mi ze ani razu z nia nie rozmawial :) A jewzdzili tak kilka miesiecy :)
      • jan.kulczyk Re: Po 22ej to mozna pieprznie 11.07.05, 00:05
        > Moj przyjaciel opowiadal mi jak bedac licealista wracal autobusem do domu i
        > zawsze siadala obok niego dziewczyna, rozpinala mu rozporek i piescila...
        > Powiedzial mi ze ani razu z nia nie rozmawial :) A jewzdzili tak kilka miesiecy
        > :)

        Hehehe a świstak siedzi...

        Są całe portale o takich historiach w pociągach. Ale tam nikt nie podaje tego jako anegdoty. Są za to udatnie cyknięte zdjęcia ;)
        • kochanica-francuza Re: Po 22ej to mozna pieprznie 11.07.05, 00:06

          >
          > Hehehe a świstak siedzi...
          >
          > Są całe portale o takich historiach w pociągach.

          Daj linka, nie bądź świnia.
      • Gość: Bźdźiński Bzdura IP: *.net.autocom.pl 11.07.05, 11:01
        Fantazje napaleńca.
        • plonaca.zyrafa Re: Bzdura 11.07.05, 11:08
          Moze i fantazje napalenca..a moze nie :)
    • Gość: Pietrek Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.05, 23:42
      A ja kiedyś jechałem z Działdowa do iławy osobowym i
      w wagonie ze mną jechał na gapę słynny "Pan Witek z
      Atlantydy". Zaproponował kanarom że będzie im rekompensował brak biletu
      grą na gitarze i grał.
      Ubaw jakich mało
      • plonaca.zyrafa Pan Witek 11.07.05, 00:01
        Pan Witek byl cudowny :)

        W WAwie uwielbialam go sluchac :) bo czesto gral przy wejsciu do metra przy Palacu.

        "Moj kon, moj kon, moj kon, lubi cipki won.." :)
        • kochanica-francuza Re: Pan Witek 11.07.05, 00:03

          >
          > "Moj kon, moj kon, moj kon, lubi cipki won.." :)
          Tak, i nie mieści mu się w dłoń. Prostak stulecia!!!!!!!!!!!
          • plonaca.zyrafa Re: Pan Witek 11.07.05, 00:18
            A ja uwazam sie troche dystansu nigdy nie zaszkodzi i pan Witek z atlantydy byl
            nieodlaczna czescia ekipy Lalamido, podobnie jak Dariusz Brzoska-Brzoskiewicz.
            • Gość: Pietrek Re: Pan Witek w Iławie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.07.05, 00:24
              Ja mówiąc szczerze zawsze miałem wielkie problemy
              ze zrozumieniem go i prawie nic nie wyłapywałem.
              W drodze do Iławy śpiewał "Sokoły..."
    • agulha Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 11.07.05, 00:20
      Mnie się udało ostatnio odegrać się na jednej idiotce. Otóż jechałam służbowo
      pociągiem do Tarnowa - I etap to był ekspres Warszawa-Kraków, I klasa. Siedziało
      nas tam pięć osób. Pociąg ruszył o 8 rano, cisza, spokój, ktoś coś czyta,
      większość podsypia. O godz. 9 pani (typ: "bizneswoman") naprzeciwko mnie wyjmuje
      laptopa (jej problem) i komórkę, i zaczyna w najlepsze załatwiać różne pospolite
      biurowosłużbowe sprawy przez tąż komórkę. Słuchałam półuchem, ale zapewniam Was,
      że nie były to żadne sprawy nagłe, pilne ani ważne. Myślałam, że zadzwoni do 2-3
      osób i spokój, ale widzę, że baba dopiero się rozkręca! Zapytałam więc
      współpasażerów, czy im to jednakowoż nie przeszkadza, że ta pani na cały głos
      mówi i w ogóle. Współpasażerowie coś tam mruknęli, że nie, że im nie
      przeszkadza. Pani na mnie oczywiście napadła. Że na korytarz nie wyjdzie, bo
      hałas! Że to jest pociąg biznesowy (pomyliło jej się chyba z przedziałami
      biznesowymi, ale tam się wykupuje wszystkie 4 miejscówki) i że ja jakaś dziwna
      jestem, że mi to przeszkadza, i na koniec, że jej czas jest zbyt cenny, żeby ona
      go miała marnować. Nie wiedziała jednego. Otóż chałturzę nieco tłumaczeniami i
      większość z nich nagrywam na dyktafon i daję do przepisania. Są to oficjalne,
      opublikowane dokumenty, więc żadna tajemnica, a jednocześnie
      wysokospecjalistyczne i potwornie nudne teksty. Wzięłam ów tekst do torby na
      wypadek, gdybym była sama w przedziale Kraków-Tarnów i się nudziła, albo do
      porobienia wieczorem w hotelu, bo co można do ciężkiej Anielki w delegacji
      robić. Oświadczyłam zatem przedziałowi, że to miło, że im takie rzeczy nie
      przeszkadzają, i że mój czas również jest cenny, wyjęłam dyktafon.
      Gadałam miarowo przez godzinę. Pani się załamała i po paru jeszcze telefonach
      wyszła na korytarz. Kiedy jej nie było, w końcu ktoś w desperacji mnie poprosił,
      że może bym jednak przestała :-)))). No cóż, jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. Żeby
      trzech godzin nie móc się od pracy oderwać, toż to galery jakieś!
      • plonaca.zyrafa Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 11.07.05, 00:29
        Wlasnie, najgorsi sa Ci ktorzy wciaz chca gadac i gadac i gadac... Jak o
        pie..ch to pol biedy, ale kiedys jechalam w przedziale z facetem ktory popsul
        atmosfere w pociagu wykladem o Żydach...

        Innym razem jechalam z kolezanka ktora dwa dni wczesniej kapiac sie w morzu
        zostala rzucona przez fale na te belki ktore sa w morzu, nic sie jej nie stalo
        ale miala baardzo podrapane nogi. W pociagu (pelen przedzial) namietnie
        podwijala nogawki i zdrapywala strupy...
        • Gość: Pietrek Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.07.05, 00:37
          A ja kiedyś z żoną jechałem w Gorce - tłok niesamowity
          (przed 11.listopada). Wleiśmy gdzieś do przedziału
          siedzieli jacyś kolesie i żul. Było świetnie, kolesie
          (z branży reklamowej) wyjęli flaszkę i puścili w kólko.
          Żulowi oczy rozbłysły i też się załapał.
          Jeden z gostków przezwany był Leninem, a towarzystwo
          złożone było z bywalców szantowej knajpy Kliper.
          Fajna podróż się trafiła
          • plonaca.zyrafa Fajna podroz :) 11.07.05, 00:41
            Ja kiedys jechalam z mlodymi dziewczynami, moze pierwsza klasa ogolniaka.
            Czytaly na glos "Monologi waginy". Caly przedzial ich sluchal :)
    • supermacho Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 11.07.05, 01:24
      A ja miałem przygodę przed zeszłymi świętami Bożego Narodzenia. Wracałem z
      Berlina do którego pojechałem po laptopa dla dziweczyny. Pociąg z Frankfurtu
      nad Odrą zatrzymał sie w jakiejś wsi zaraz za granicą z Polską. Była chyba
      jedenasta w nocy a dworzec pełen bezdomnych, narkomanów i dresów grających na
      automatach w całodobowym barze. Pierwszy pociąg w stronę Poznania, z którego
      chciałem jechać dalej do Łodzi, odjeżdżał o szóstej rano. Jednak pani w okienku
      powiedziała, około dwunastej będzie jechał express do Kijowa i jeśli pogadam z
      kierownikiem pociągu to pewnie mnie zabierze. W obliczu spędzenia siedmiu
      godzin na nieciekawym dworcu (do tego zamykanym na noc, a była zima)
      postanowiłem zabrać się ukraińskim pociągiem.
      Pociąg przyjechał i wysiadł z niego konduktor w płaszczu co najmniej
      oficerskim. Naprawdę wyglądał super. Myśląc, że to on jest kierownikiem
      poprosiłem go o "podrzucenie" mnie do Poznania. Ten stwierdził, że w pociągu
      rządzi Dymitryj po czym wytoczył się ów "szef" ubrany w dres z kreszu,
      zarośniety i ledwo przetrzeźwiały stwierdzając, że jakoś się dogadamy i "dawaj,
      dawaj !". Wsiadłem z duszą na ramieniu myśląc, że juz po mnie.. Pociąg wyglądał
      w przejściu jak statek kapitana Nemo, za to korytarz jak w jakimś muzem. Wzdłuż
      była chomowana rura, której trzymali się ledwo żywi pasażerowie. Do tego lampy
      identyczne jak te oświtlające obrazy w muzeach. Po godzinie jazdy przyszedł
      szef i kilka razy upomniał się o "dingi", których nie miałem. One kozie dead -
      przeżyję albo nie zobaczymy.
      Przed Poznaniem konduktor, ten w mundurze, kazał mi się ukryć w przedziale
      bo "może mnie znaleźć policja podczas kontroli". No to juz po mnie, pomyślałem.
      Ale na stacji w Poznaniu faktycznie wsiedli polscy policjanci i przeszli przez
      cały pociąg. A korzystając z ich nieuwagi konduktor kazał mi szybko wysiąść i
      uśmiechając się powiedział, że skoro Polacy pomogli Ukraińcom to i "szef" mi
      pomógł. I dopiero wtedy przypomniałem sobie o ich pomarańczowej rewolucji.

      A raz jeszcze po "rybach" z kolegami spóźniliśmy się na pociąg i dla jaj
      postanowiliśmy zatrzymać lokomotywę na stopa. I udało się. Akurat jechał taki
      wolny parowóz do ustawiania wagonów na tory. Motorniczy zatrzymał sie i
      podrzucił nas z Koluszek do Łodzi. :)

      Ale dla równowagi dodam, że byłem też świadkiem jak okradziono dwójkę Polaków
      jadących z trzymiesięcznej pracy w Holandii. Złodzieje ukradli im 12000 zl.
      I naprawdę ostrzegam wszystkich przed nocnymi pociągami na trasie Zgorzelec-
      Wrocław a zwłaszcza przed Opolem. Do tego okradziono ich w pierwszym wagonie,
      gdzie siedzieli konduktorzy i gdzie byli sokiści !!!
      • supermacho Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 11.07.05, 01:30
        A i jeszcze ostrzegam przed bagażowym w pociągu Szklarska Poręba- Jeleia Góra.
        Oddaliśmy do przedziału bagażowego rowery z przypiętymi sakwami i k...s nas
        okradł. Na nasze pismo do DOKP jakis dyrektor "do spraw czegośtam" odpisał, że
        to nasza wina i sakwy się zabiera ze sobą i co najwyżej bagażowy zapomniał nam
        o tym powiedzieć. ChWDBagażowemu
        • Gość: gosc Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.nsw.bigpond.net.au 11.07.05, 07:17
          ... I kawalek szkla.
          • Gość: Pikla Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.wh17.tu-dresden.de 11.07.05, 18:08
            Z tym Zgorzelcem to racja! Dobrze ze ten pociag kryminalny z Drezna do Warszawy (nocny!) zlikwidowali. Teraz co prawda w ogole nie da sie z Niemiec wyjechac, ale podroz takim pociagiem to tez byla rosyjska ruletka:/
    • Gość: Lalka Próbuję jeszcze raz IP: 193.144.79.* 11.07.05, 01:36
      Ja jechaŁam kiedyś "nocnikiem" z Bydgoszczy do Berlina. Kuszetką, zapŁaciŁam
      jak za zboże więc liczyŁam na komfortowe warunki. Już od progu musiaŁam oddać
      swój bilet panu w kapciach, który okazaŁ się być konduktorem. PrzedziaŁy
      świeciŁy pustkami a pan zaprowadziŁ mnie do jednego z nich. UlokowaŁam się w
      kuszetce na dole i zamknęŁam drzwi na zamek. Już na następnej stacji kapciarz
      dokwaterowaŁ mi dwóch typków, którzy zapalili światŁo i rozpoczęli "nocne
      Polaków rozmowy" przy puszce piwa. ZestresowaŁ mnie koedukacyjny charakter
      przedziaŁów i haŁaśliwi wspóŁpasażerowie, jednak nie na dŁugo, wkrótce opuścili
      przedziaŁ. PO bliżej nieokreślonym czasie obudziŁo mnie pukanie do drzwi.
      OtworzyŁam, myśląc, że to kolejne dokwaterowania, jednak by to jeden z
      wcześniejszych typków, który bez specjalnych zaproszeń przysiadŁ się na
      przeciwlegŁej "pryczy". ZrobiŁo mi się trochę gorąco, bo oto siedziaŁam w
      ciemnym przedziale z nieznajomym, podchmielonym facetem więc zamiast wyprosić
      go, w obawie o jego reakcję, grzecznie wysŁuchaŁam jego monologu. Facio okazaŁ
      się jakimś prostym chŁopkiem z Pipidówki Dolnej, który z kolegą wybieraŁ
      się "do roboty" do NIemiec, "dali w Łapę" konduktorowi, żeby jechać w osobnym
      przedziale i nie przeszkadzać mi (!), a teraz nudziŁo im się i przyszedŁ
      obawiając się, że ja również umieram z nudów i zaoferować mi się na kompana
      podróży... normalnie cud miód, nawet Łyka piwa mi zaproponowaŁ. Wyraźnie byŁ
      podekscytowany samym faktem jazdy pociągiem. Jeszcze mi tam trochę
      poopowiadaŁ, po czym uprzedziŁ (oczywiście bez proszenia), że jeszcze wpadnie o
      6 rano (podróż miaŁa trwać do 7) i poszedŁ. Rzeczywiście przyszedŁ, a ja mu już
      nie otworzyŁam.
    • Gość: ewa Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.07.05, 07:59
      kiedys jechałam pociągiem relacji białystok - częstochowa. w przedziale był
      komplet. siedziałam przy oknie, obok mnie mężczyzna, który z mazur wiózł w
      słoiku żywe raki. po drugiej stronie siedziała starsza kobitka i ciągle mi sie
      przyglądała. pan, który siedział koło mnie wyszedł z przedziału na papierosa a
      wtedy ta kobitka do mnie tak ..."dlaczego pani jest taka niemiła dla męża, w
      ogóle pani nie chce z nim rozmawiać, nie mozna sie kłócić, a mozna wiedzieć za
      co pani sie na niego obraziła i jeszcze takie tam podobne" odpowiedziałam jej,
      że to nie jest mój mąż no i w ogóle nie znam tego pana. Kobitka bardzo sie
      zmartwiła i powiedziała, że szkoda bo ona była pewna na 100%, że jestesmy
      małżeństwem i okropnie do siebie pasujemy.
    • magdalena_daria Jak grubas z kotem, czyli rzecz o dzwonkach 11.07.05, 08:55
      Jechałam kiedyś IC z Warszawy do Krakowa, w tzw. otwartym przedziale. Facet
      kilka rzędów dalej (burak na 1. rzut oka – mokasyny, białe skarpety, wielka,
      święcąca łysina ociekająca perlistym potem) nagle wyjął komórkę i dawaj
      ustawiać dzwonki. Po pięciu minutach współpasażerowie wybili się z letargu i
      zaczęli go uciszać. A on nic. W końcu jeden ze złością mówi: „To może głośniej
      niech pan gra!” Na to ja: “Niech pan tak go nie podpuszcza, bo jeszcze na
      poważnie urządzi nam tu koncert!” A tu burak z dzwonkiem jak na mnie nie
      huknie: “GO?! GO?! GO to sobie może pani mówić do osób, którym się nos tak
      świeci jak pani!! Nie życzę sobie kumoterstwa!” Wbiło mnie w fotel, cały
      przedział gentlemanów nabrał wody w usta. Po chwili opracowałam plan B. Jako,
      że do Krakowa zostało dobre pół godziny, udało mi się obdzwonić pięć
      psiapsiółek, z głośnym tekstem typu: „Słuchaj Kasia, jaki czad! Jedzie tu ze
      mną facet, jakiś burak, z tłustą łysiną świecącą jak żarówa 100-watowa –
      wyobraź sobie, jak to wygląda przy tym upale - a on mi nagle mówi, że nos mi
      się świeci!! Mocne, co!! HA HA HA! Zadzwonię do Ciebie z Krakowa, buźka!“ Po 15
      minutach mojego monologu, burak-żarówka pozbierał torby i mamrcząc coś pod
      nosem, energicznym krokiem wyszedł na korytarz. Cały przedział miał ubaw, a ja
      tym większy, że na dworcu czekał na mnie tato.

      Drugie, kilka lat temu, na trasie z Olsztyna do Sopotu, z moją młodszą siostrą
      i kotem w klatce (czyściutkim i milutkim). Przemieszczaliśmy się wszyscy na
      wakacyjnej trasie, najczęściej podróżując pierwszą klasą - większa tolerancja
      dla zwierząt, jak myślałam. Do czasu. Na którejś stacji dosiadł się otyły,
      czerwony, spocony pan z bardzo grubym, kapkę śmierdzącym synkiem. Co tu tak
      śmierdzi – zapytali? Patrz, tato – kocur!!! Zaczęli machać rękami (smród spod
      ich pach rzucił nas na kolana), a troskliwy tatuś chwycił klatkę z kotem,
      wystawił za okno i wrzasnął: „Nie po to k...a, człowiek bilet na pierwszą klasę
      kupuje, żebym teraz z bydlakiem się użerał! Spuszczę ch...a za okno i tyle
      będzie!“ Kot zaczął miauczeć, ja kazałam siostrze lecieć po konduktora, a
      grubasom zagroziłam konsekwencjami karnymi, jak się nie uspokoją! Konduktor,
      który pojawił się za minutę, oniemiał, kazał „tatusiowi“ uspokoić się i
      obiecał, że znajdzie dla nich wolny przedział. Mnie i siostrę serdecznie
      przeprosił i obiecał, że do samej stacji doeclowej nie dokwateruje nam już
      nikogo. Słowa dotrzymał.
      • irenka82 Re: Jak grubas z kotem, czyli rzecz o dzwonkach 11.07.05, 10:15
        zabilabym tatusia za traktowanie kota!!!
        • Gość: b Re: Jak grubas z kotem, czyli rzecz o dzwonkach IP: 217.168.132.* 11.07.05, 10:32
          Świetne historie. A oto moje:

          1. wsiedliśmy w Pradze do nocnego pociągu do Polski, w przedziale już siedział
          czeski starszy pan z czeskim wnukiem. Nagle facet zaczął się łapać za serce,
          chłopiec (i my) krzyczeć doktora! Pana wyniesiono, a my spędziliśmy resztę
          drogi w przedziale po nieboszczyku, bo pociąg był bardzo przeludniony....
          2. pełen przedział ludzi, koło mnie starsza, ogromnych rozmiarów kobieta, która
          pół drogi mruczała coś do siebie, poza tym miałam wrażenie, że mnie naśladuje,
          ale to chyba bujna wyobraźnia. Nagle pani zdjęła buty i włożyła nóżki pomiędzy
          rozszerzone nogi drzemiącego naprzeciw niej młodego chłopaka. Kiedy otworzył
          oczy, trochę się zdziwił, ale nei powiedzial ani słowa i resztę drogi tak
          spędzili - ona b. wygodnie, on lekko połamany, bo przecież bal się ruszyć .
          • Gość: mimi Re: Jak grubas z kotem, czyli rzecz o dzwonkach IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.07.05, 11:04
            Wsiadłam do pociągu na stacji w wagon będący mniej więcej w połowie składu-
            usiadłam w ostatnim przedziale. Byłam sama. Przysnęłam. Po przebudzeniu
            zauważyłam przechodzącego korytarzem pasażera, który zwrócił moja uwagę
            pięknymi, dość długimi włosami i kolorową, wełnianą czapeczką.Po chwili wyszłam
            na korytarz zapalić papierosa i okazało się, że na którejś ze stacji odłączono
            wagony i mój jest ostatni. Postałam chwilę, popatrzałam na "uciekające" tory
            przez drzwi tego ostatniego wagonu i ze zdziwieniem stwierdziłam, że toaleta
            jest otwarta,nikogo nie ma...Gdzież zatem podział się pasażer "kolorowa
            czapeczka"? Zrobiło mi się nieswojo i "nierzeczywiście"...Jak w opowiadaniach
            Grabińskiego o kolejach.
          • braat1 Re: Jak grubas z kotem, czyli rzecz o dzwonkach 23.03.06, 10:30
            Widze, ze tutaj zaczyna sie mniej smieszna czesc watku

            >Pana wyniesiono, a my spędziliśmy resztę
            > drogi w przedziale po nieboszczyku,

            Ja dorzuce od siebie dwie opowiastki.

            1. Moja narzeczona jechala z Lublina do Chelma normalnie ta podroz trwa
            godzinke z groszami, w jej przypadku trwala ponad dwie godziny. Zaraz za stacja
            Lublin, a przed Lublin polnocny pociag stanal bo na slup od trakcji wszedl
            jakis wariat i grozil ze skoczy (sic) dlatego odlaczyli prad i pociag stal.
            Oprocz tego (bylo to w lipcu) jakis starszy pan zaslabl i trzeba bylo wezwac
            pogotowie. Na pogotowiu oczywiscie zdziwienie (wyobrazcie sobie:
            - dzien dobry, ptosze o karetke.
            - Gdzie?
            - Pociag relacji Lublin-Chelm.)
            Poza tym smieszny byl widok jak sanitariusze przedzierali sie przez krzaki i
            tory :)

            Druga historia mniej smieszna, Moj brat jadac w pociagu relacji Warszawa-Chelm,
            mial pecha bo pod pociag wpad jakis czlowiek (nie wiem czy samobojstwo, czy
            wypadek). Zdarzenie to mialo miejsce na jakiejs stacji, a pociag zatrzymal sie
            dobry kawalek za stacja, przez cala droge ciagnac cialo tego czlowieka.
            Konduktor kazal wszystkim wysiasc z pociagu i pojsc na stacje, a wzdluz torow
            bylo widac szczatki tego ciala na calej dlugosci drogi od pociagu do stacji...
            Makabryczny widok.
    • Gość: pkp Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.07.05, 11:22
      kiedyś jechałam pociągiem z Wrocławia w przedziale ja, całkiem normalnie
      wygladający pan i równie normalnie wyglądająca pani Wyszłam do toalety wracam
      po chwili a tu pan zajął moje miejsce przy oknie i zaczął sobie przebijać palce
      o wystające z rozbrojonego stolika śrubki Pani siedziała spokojnie Fajnie
      było :)
      • smiley4u Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 11.07.05, 12:09
        Jest gatunek ludzi, którzy natycyhmiast po tym, jak wsiądą do pociągu muszą coś
        zacząć jeść. Zawsze mnie tym zadziwiali, że nie poczekają, aż będą głodni,
        tylko pałaszują w ciągu pół godziny wszystko co mają. A matka z dzieckiem
        zaczynają jeść zanim jeszcze pociąg ruszy.
        Ostatnio pojawiło się nowe zjawisko - ludzie, którzy po zajęciu miejsca w
        przedziale natychmiast dzwonią do rodziny. Wydawało mi się, że powinno się
        dzwonić po podróży - że się dobrze dojechało, zaraz będzie w domu itp. Ale
        ludzie dzwonią, tylko po to, żeby powiedzieć, że mają miejsce siedzące (jakby
        sms nie wystarczył). I tu moja anegdota: Jedna z moich współpasażerek kiedyś
        zaraz po tym jak usiadła zadzwoniła do narzeczonego i powiedziała tak:

        "No już jestem. Siedzę, nie ma dużo ludzi. Towarzystwo w przedziale mam takie
        sobie, raczej średnio przyjemne".

        Oprócz mnie - świeżo po studiach - była jeszcze dziewczyna wyglądająca na
        studentkę, jakiś normalnie wyglądający 40letni facet i babcia z dzieckiem.
        Babcia chciała nawet pogadać, ale po tych słowach współpasażerki zapadła cisza
        na całą podróż.
        • plonaca.zyrafa "Makrela" czyli kulinarnie 11.07.05, 12:20
          Ja kiedys wracalam z uczelni do domu. W kolejce usiadl obok mnie (tzn po drugiej
          stronie przejscia) starszy pan, widac ze z pracy, wymeczony... Wyciaga z torby
          zawiniatko, rozklada je na siedzeniu naprzewciwko izaczyna jesc...

          Rozczulil mnie widok tego czlowieka jedzacego makrele i gotowane jajka
          popijajacego herbata z termosu...


          A innym razem (znow w pociagu Slupsk-WAwa) w moim przedziale usiadla szczupla
          dziewczyna z dwojka grubych-grubych dzieci. I od poczatku je karmila. Jeszcze
          nie ruszyylismy a juz dala dzieciakom po torebce chipsow. Potem coca-cola,,
          potem kanapki, potrem cukierki, potem znow chipsy i tak przez 5 godzin do
          WAwy... A te dzieci jadly i jadly... Paranoja...
          • soren Re: "Makrela" czyli kulinarnie 11.07.05, 15:18
            > A innym razem (znow w pociagu Slupsk-WAwa) w moim przedziale usiadla szczupla
            > dziewczyna z dwojka grubych-grubych dzieci. I od poczatku je karmila. Jeszcze
            > nie ruszyylismy a juz dala dzieciakom po torebce chipsow. Potem coca-cola,,
            > potem kanapki, potrem cukierki, potem znow chipsy i tak przez 5 godzin do
            > WAwy... A te dzieci jadly i jadly... Paranoja...

            Baba Jaga dzieci karmiła.
      • jan.kulczyk Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 12.07.05, 10:06
        Cholera, głowię się i głowię, ale nie skumałem, co znaczy "przebijać palce o śrubki".
    • ian_curtis Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 11.07.05, 12:14
      Jakieś 10 lat temu na trasie Działdowo - Olsztyn wsiadł do mnie jakiś starszy jegomość (raczej bezdomny) żal mi się go zrobiło i grzecznie spytałem czy nie jest głodny, poczęstowałem go kanapkami. Wszystko było by OK gdyby on w podzięce nie zaczął mi śpiewać na cały regulator zaangażowanych pieśni kościelnych !!! Natomiast na trasie Kielce - Kraków zawsze w Miechowie wsiadali jacyś podpici gostkowie i zawsze było jakieś mordobicie w pociągu. Natomiast opowieść już historyczna, raz że było to xxx lat temu, dwa że ta linia już nie istnieje. Działo się to na linii KORSZE - BARTOSZYCE, w wagonach bezprzedziałowych typu "bonanza" od samych Korsz do Bartoszyc trwała impreza na 100 fajerek łącznie z konduktorem. Śpiew, gorzałka, tańce nigdy czegoś takiego nie widziałem... A całym sprawcą był Janek.G
      • Gość: salmon Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.crowley.pl 11.07.05, 13:29
        jaki janek g.?

        powinienem wiedziec kto to jest? :)
        • plonaca.zyrafa Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 11.07.05, 17:39
          No Janusz Gajos ;)
      • Gość: echtom Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.07.05, 23:37
        Tak, wdzięczność ludzka w środkach komunikacji to rzecz straszna. Jechałam
        kiedyś pekaesem ze Świecia do Bydgoszczy i kupiłam bilet chłopakowi, którego
        właśnie wypuścili ze szpitala i nie miał przy sobie pieniędzy. Chciałam
        poczytać książkę, ale chłopak w wyrazie wdzięczności usiadł koło mnie i całą
        drogę zanudzał mnie opowiadaniem o jakichś nieznanych mi zespołach
        heavymetalowych i swoich kumplach - fanach metalu. Chciał dobrze i nie miałam
        serca go spławić, ale się umordowałam i czytanie diabli wzięli.
    • Gość: bambus Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.wawel.astech.pl 11.07.05, 13:14
      Mam super niefajne przygody z babciami. Raz jechałem słuzbowo z Wrocławia do
      Krakowa. Babcie (cała ekipa) dosiadły się w Opolu a że wracały z sanatorium to
      przez całą drogę do Katowic omawiały ze szczegółami swoje problemy gastryczne
      tzn która jaką kupę robi z z jaką częstotliwością jak wygląda jej jelito grube
      itp historie. Niestey nie miałem ani walkmana ani żadnych mozliwości przejścia
      gdzie indziej. Horror.
      Innym razem jechałem intercity z Krakowa do Warszawy i wsiadły bacie
      radiomaryjne. Omawiały kwestie walki z szatanem. Dowiedziałem się m.in. że
      jedna dziesiątka różańca to posick wystrzelony w Szatana i dalej w tym stylu.
      Była godzina 6.00 więc chciałem spać ale niestety babcie czując swoją przewagę
      po omówieniu podstawowych problemów walki z szatanen oraz odżydzenia Polski
      zaczęły się głośno modlić. Po prostu dziki szał. W pociągach jednak nigdy nie
      wkurzam się na współpasażerów bo w końcu to wolny kraj
      • plonaca.zyrafa Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 11.07.05, 17:39
        Mogles zaczac odprawiac jakies modly tez :) sZatanskie modly dodam :)
        • Gość: żyd Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.roemd1.lb.home.nl 13.07.05, 21:46
          Coś ty, jeszcze by mu urządziły egzorcyzmy "Made in Romania" :-)
      • katmoso Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 17.07.05, 00:48
        ja kiedyś w porannym pociągu do Warszawy przymknęłam oczy. pociąg akurat
        zatrzymal się na stacji. i nagle słyszę zza ściany takie miarowe mamrotanie.
        zaskoczona wsłuchuję się i okazuje się, że jakieś kobiety chórem odmawiają
        różaniec.
        przynajmniej podróż obyła się bez przykrych neispodzianek
      • Gość: PinioMaster Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.08.05, 15:40
        Trasa Kołobrzeg - Poznań czyli sporo senatoryjnych babć. zawsze jak nim jadę to
        dosiadam się do takiej grupy. a co?? ciekawie:
        horror - opowieść o wypadającej macicy, ze szczegółami dokąd zwisała, jaki
        miała kolor, itp.
        miłość - podstarzały dziadek opowiadający o swoich miłosnych podbojach na
        kolejnych turnusach w sanatorium.
        poza tym oglądanie zdjęć roentgenowskich i ekg to podstawa. i jak tu nie jechać
        tym pociągiem
    • Gość: wielbicielka Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.chello.pl 11.07.05, 13:16
      1. przychodzi koleś z warsa i pyta czy sobie pasażerowie czegoś życzą - facet z naprzeciwka kładzie mi rękę na kolanie i pyta: może kawę? nie, nie... może herbatę? odsuwam się, zdejmuję jego rękę z kolana i powtarzam: nie, nie. może coś słodkiego? nie. i kupił mi snikersa.
      2. godzina 23 z minutami. w całym wagonie gaśnie światło. nie tracę zimnej krwi i czekam aż włączą nie ruszając się z pustego przedziału. po chwili zaczynają się schodzić ludzie. nie wiedzieć dlaczego akurat do mnie. po chwili mam w przedzaiale jakieś 10 osób. nie ma miejsca żeby siedzieć, ale wszyscy w doskonałych nastrojach gadają, śmieją się, palą na korytarzu. impra na całego z kanapkami i cukierkami wyciąganymi z toreb, częstowaniem się kawą z termosu, a to wszystko przy świetle zapalniczek. bajer:)
      3. samotne przechodzenie przez wagony pełne wojaków w godzinach mocno zaawansowanych to w przypadku dziouchy przeżycie dość szczególne:) kilka propozycji małżeńskich zapewnione!
      4. jazda z psem w przedziale to fajna odmiana:)
      5. fajnie jest zawsze pogadać sobie ze współpasażerami! polecam, również rozmowy z obcokrajowcami. można dowiedzieć się sporo ciekawych rzeczy, a i pogawędka z autochtonem jest dla nich często dobrym źródłem informacji. w zeszłym roku na przykład spotkałam niemiecko-francuską parę naukowców, od których dostałam mnóstwo informacji dotyczących niemieckich programów stypendialnych, z których potem skorzystał mój znajomy.
      6. a nawet jak się nikogo nie spotyka to i tak w pociągach zawsze coś się dzieje! uwielbiam je:)
    • Gość: hermonia Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.07.05, 13:35
      dojeżdzam codziennie i uwielbiam obserwować;
      -panie które wsiadają na stacji S w liczbie powyżej 5 (pociąg pasażerski-
      zazwyczaj juz tylko miejsca stojące) pchające sie na koniec przedzialu, pomimo
      ze stoja ludzie to one tak lawirują że stoją obok siebie tworząc koło - utkwiła
      mi w pamięci rozmowa o "paleniu zwłok" - kremacja ciała. Ale głupoty
      opowiadały;

      -panią która chyba miała operacje biodra; jest duża i porusza sie jak taran,
      trzeba zwolnić miejsce bo na stojaka to ona nie dojedzie;

      - raz zemdlał na mnie facet ok 2m wzrostu wysoki postawny, nikt nie chciał mi
      pomoc, zero reakcji - mam 168 cm i 50 kg wagi! koleżanka pomogła mi pana
      wyprowadzić z pociągu - swoja drogą Pan miał neseser zapinany na szyfr waga ok
      15 kg, nie miałam siły podnieść, pogotowie wezwane, lekarstwo podana, widuje go
      czasem,

      - raz na peronie młody męzczyzna dostał padaczki i oczywiście wywrotka pod moje
      stopy, pogotowie wezwane, próbowałam mu pomoc - znowu sama, pożniej jakiś koleś
      mi pomógł; szok;

      Najgorsze z czym sie spotykam:
      -nieuprzejmość - stoje w przedziale tłok, duszno a tu baba w kurtce śpi -
      uchylam okno i podnosi sie wrzask ze zimno, ja mało nie mdleje z tej duchoty;
      -wkładanie nóg pod moje siedzenie; raz trafiła mi się babka ze śmierdzącymi
      nogami siedziałła naprzeciw mnie wyciągneła nogi tak ze wylądowały pod moim
      siedzeniem smród do wyobrażenia!
      -bródni, niewyspani, niedomyci, skacowani, chrapiący ludzi - zakała PKP
      -grube zajmujące całe siedzenie kobiety uwalające obok siebie siaty a ty stoich
      i nogi w dupe ci włażą
      • Gość: piootr Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: 217.168.133.* 11.07.05, 15:30
        To teraz ja. Pewnego razu napiłem się nieco w Bydgoszczy i zapaliłem też, a
        tutaj rano następnego dnia zajęcia ze studentami zaocznymi w Poznaniu. Rad,
        nie - rad, pijany, powlokłem się na dworzec i wsiadłem do Exspresu, gdzieś
        koło 3 - 4 nad ranem. Ponieważ był pusty, położyłem się w poprzek i niemal
        natychmiast usnąłem. Po obudzeniu, ujrzałem naprzeciko siebie 4 (nie 3!) osoby,
        które grzecznie, nóżka w nóżkę siedziały, podczas gdy ja jak ten basza...
        Byłoby nawet zabawnie, gdyby nie fakt, że dojezdżalem już do Leszna :)))
      • plonaca.zyrafa Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 11.07.05, 17:43
        > -wkładanie nóg pod moje siedzenie; raz trafiła mi się babka ze śmierdzącymi
        > nogami siedziałła naprzeciw mnie wyciągneła nogi tak ze wylądowały pod moim
        > siedzeniem smród do wyobrażenia!

        Moj horror to namietnie spotykane baby z zarosnietymi pachami, w koszulkach na
        ramiaczkach, stojace nademna z podniesiona reka...


        > -grube zajmujące całe siedzenie kobiety uwalające obok siebie siaty a ty stoich
        >
        > i nogi w dupe ci włażą

        A sprobuj poprosic zeby polozyla je na gore.. To dopiero sie raban zacznie.


        pozdr :)
    • kaja76 Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 11.07.05, 16:03
      w ostatni weekend jechalam z W-wy do Lublina. Na poczatku podrozy w przedziale
      byly chyba tylko 2 czy 3 osoby, z czego jedna mloda kobitka. Jej sposob
      siedzenia wprawil mnie w zdumienie - pani wygladala jakby kil polknela (i jeden
      jego koniec tkwil jej w tylku, utrudniajac swobodne siedzenie), tudziez miala
      go wlozonego za plecami i przytrzymywanego pod lokciami, jak sie kiedys
      panienki z dobrych domow uczylo prosto siadac. Zero rozluznienia i siedzenia po
      prostu wygodnie, w pozycji tak naturalnej, jak tylko pozwala na to pociagowe
      siedzisko! Sztywny kregoslup wygiety w luk, piers maksymalnie wypieta do
      przodu - no po prostu babka siedzala na bacznosc (uprzedzajac - kompletnie nic
      jej nie dolegalo)! Gdybym ja byla na jej miejscu - po 2,5-godzinnej podrozy -
      wszelkie przykurcze calego ciala gwarantowane! Pani miala do tego bardzo
      wyniosla mine, sugerujaca, ze tylko z koniecznosci podrozuje w "takich
      warunkach" z "motlochem". W ogole nie liczyla sie ze wspolpasazerami, nie
      obchodzilo ja, ze w przedziale jest duszno, zyczyla sobie zamykania okna, a
      kiedy jeden z pasazerow zaprotestowal przeciwko zamknieciu rowniez drzwi -
      oburzona stwierdzila, ze jak to - przeciez na korytarzu jest otwarte okno i
      wlasnie nachlapal na nia deszcz (akurat zaczelo padac). Nie przyszlo jej do
      glowy, ze moglaby wstac i po prostu to okno zatrzasnac, czekala, az "ktos jej
      gotowe na tacy poda", bo sie jej nalezy. Generalnie byla nastawiona do
      pozostalych podroznych bardzo niezyczliwie, ale wszelkie rekordy pobila, kiedy
      do przedzialu wsiadl mlody chlopak z dziewczyna w ciazy. Po tej parze zajrzala
      jeszcze jedna dziewczyna, pytajac, czy znajdzie sie jeszcze jedno wolne
      miejsce. Bylo kolo mnie, choc zajal je chlopak od ciezarnej, zeby tamta miala
      wiecej miejsca na siedzeniu naprzeciwko, tuz obok "wynioslej". Ciezarna
      przywolala wiec lubego, zeby przesiadl sie kolo niej i zwolnil miejsce dla
      ostatniej pytajacej osoby. Chlopak sie zastosowal, siadajac bardzo delikatnie,
      aby nikogo nie tracic. I wtedy "wyniosla" (ktora rozsiadla sie na ukos na dwoch
      miejscach, zakladajac nozke na nozke!), zmuszona do przesuniecia sie na jedno
      tylko siedzisko, z przekasem wypalila: "no ja wiem, ze jestem szczupla, ale
      moze bez przesady! To jest niemozliwoscia jechac tutaj w osiem osob!". Kopara
      mi opadla! Choc nie jestem osoba wojownicza i wole sie do ludzi usmiechac niz z
      nimi "przepychac" - mialam nieprzeparta chec powiedzenia paniusi, ze to nie
      prywatna limuzyna, tylko pociag pospieszny, z miejscami dla osmiu osob w
      przedziale i ze wstydzilaby sie takie fochy wyczyniac chocby ze wzgledu na te
      ciezarna, ktora nie dosc, ze musiala sie "gniesc" jak wszyscy, to jeszcze ledwo
      dyszala z powodu zamknietego okna...
      Tacy ludzie naprawde potrafia zatruc podroz... Ale w koncu nikt nic nie
      powiedzial, tylko sie pousmiechalismy poblazliwie pod nosami, zalujac chyba
      paniusi z calego serca :-P
      • Gość: dorisday Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: 212.* / *.cza.warszawa.supermedia.pl 11.07.05, 16:55
        Ja z kolei wracałam z delegacji ze Skarzyska-Kemiennej, około 17, a ze musiałam
        rano wstac na 6 na pociąg do Skarzyska, to w miare szybko zmożyl mnie sen.
        Przedzial puściutki, tylko jedna starsza pani ze mna, siedziała przy oknie, ja
        na miejscu przy drzwiach. Drzemie sobie spokonie, nagle czuje ktos mnie
        szturcha energicznie. Nie bardzo wiedzac o co chodzi jeszcze w półsnie widze
        przed soba siedzaca naprzeciwko mnie kobiete około 40tki, niesamowice
        zdenerwowana, wygladajaca nieco podejrzanie, ale takie nagłe wybicie ze snu nie
        pozwala zbyt trzeźwo myslec, i slysze: „proszę pani, proszę pani, musze
        koniecznie z telefonu skorzystac, czy ma pani komorke, ja zapłace” Rece się
        kobiecinie trzesa, glos zalamuje, mysle może rzezcywiscie jakies nieszczęście
        się jej przytrafilo. Ona wpatrzona we mnie wyczekuje, ja wyciągam komorke, ale
        patrze nie ma zasiegu. Akurat przejeżdżaliśmy przez jakies pola, lasy. Mowie
        jej ze mi przykro, ze nie ma zasiegu… Ona zalamana, widac ze jej zdenerwowanie
        siega zenitu, pyta się mojej wspolpasazerki, ta ją zbywa, mówiąc ze nie ma
        komorki. I nagle wpada do przedziału grupa policjantow ze slowami: „ Tu jest”
        wyprowadzaja ja z przedzialu i gdzies prowadza. Za jakies 5 minut pociąg
        zatrzymuje się na jakiejs stacji i widze policjantow wyprowadzających kobiete i
        jej slowa „Ale ja musze jeden telefon, koniecznie” na to policjant „nie wolno,
        wie pani, ze nie wolno”
        Ciekawe do kogo mogl trafic moj nr telefonu...
        • sierzant.podsiadlik Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 11.07.05, 18:14
          Opowieść pierwsza - pociąg relacji Warszawa - Poznań, krótko po wysłaniu
          pierwszego kontygentu polskich żołnierzy do Iraku, cały wagon terroryzuje ośmiu
          żołnierzy na przepustce, konduktora ani widu ani słychu, za to śpiewy donośne i
          odgłosy demolki.W połowie drogi jeden staruszek zdobywa się na interwencję,
          idzie do przedziału żołnierzy - a cały wagon obstawia, czy staruszek wróci cały
          i zdrów - i słychać następujące hasło "Bardzo panów przepraszam, ale obawiam
          się, że panowie pomylili kierunki, bo do obozu w Bablonie to chyba, ku.. mać,
          w przeciwną stronę...". Żołnierze zbaranieli, staruszek się oddalił i odtąd
          cisza była jak makiem zasiał :-)
          Opowieść druga; pociąg podmiejski relacji Warszawa - Działdowo, jadę z kumpelą
          w bydlęcym przedziale (taki na końcu, bez siedzeń), dookoła panowie rozlewają
          samogon i palą papierosy marki Żubr, w Legionowie do przedziału wtarabania się
          dziesięciu napakowanych łysoli z groźnymi minami i w dresach. Cały przedział
          ogarnia nagła zgroza, w końcu po długiej chwili jeden z panów proponuje łysolom
          wódkę. Łysole nic. Pan proponuje papieroska. Łysole nic. Jedziemy tak sobie
          ładny kawałek, podejrzliwie patrząc wzajemnie na siebie, aż tu nagle łysole
          zdejmują dresiki i się okazuje, że są ubrani w jednakowe tiszerty z
          napisem "Ogólnopolskie zawody policjantów w strzelaniu"...
      • braat1 Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 23.03.06, 10:43
        A propos takich panienem z "wyzszych sfer". Stoje sobie z kolego w kolejce do
        kasy a przed nami stoi taka panienk z ojcem. Nie slyszalem calej rozmowy, ale
        fragment, mniej wiecej taki: "Nawet o ty nie mysl!! Ja druga klasa nie pojade!!)
    • Gość: trudny pasażer A mi zdarzyło się być owym dziwnym co się dosiada IP: *.telpol.net.pl 11.07.05, 18:53
      Oczywiście robiłem to niechcący, ale czytając forum doszedłem do wniosku, że to mnie mógłby ktoś opisać jako tego freaka. Jechałem
      kiedyś (jeszcze za komuny) ekspresem "Górnik" z Katowic do Warszawy. Elegancki jak na tamte czasy przedział, naprzeciw mnie tylko
      jeden, ubrany w ładny brązowy garnitur pasażer. Nagle pojawił się gosć z Warsem na kółeczkach i pech chciał że zapragnęło mi się
      coca-coli. Kupiłem, odkapslowałem bez problemu butelkę. Do tego momentu wszystko było ok jednak za chwilę... i tu muszę zrobić
      małe wyjaśnienie historyczne dla młodszych czytelników. Za komuny oprócz napojów bardziej ekskluzywnych typu cola, czy pepsi,
      znaczniej łatwiej i taniej można było kupić butelkę tzw. "oranżady" - napoju gazowanego, którego zachowanie zdawało się przeczyć
      prawu dyfuzji, gdyż niejednokrotnie rozwarstwiał się na kolorową warstwę jakiegoś słodzika na dnie butelki i bezbarwną część
      niesłodkiej wody sodowej ponad. Warstwy należało przed konsumpcją ze sobą wymieszać. Reszty historii z pociągu możecie w zasadzie
      się już domyślić. Coś mi sie pokiełbasiło w móżdżku, że z coca-colą winienem uczynić podobnie jak z ową "oranżadą". Po otwarciu
      więc butelki, zatkałem więc jej wylot dłonią i szybkim ruchem przechyliłem do góry dnem. Zacisk dłoni na szyjce okazał się jednak
      niezbyt szczelny i w tej samej sekundzie... facet w garniturku dostał połową zawartości flaszki niczym z gaśnicy ciśnieniowej.
      Najlepsze, że ja sam byłem suchutki. Oczywiście przeprosiłem. Gość jednak był tak bezradnie skołowany i przestraszony, że nawet
      mnie nie ochrzanił.
      Była jeszcze jedna podobna sytuacja, której niestety stałem się sprawcą. Tym razem naprzeciwko siedziała pani w białej bluzeczce,
      a ja wpadłem na pomysł żeby sobie skonsumować pomidora. Miałem świadomość, że pomidory lubią pryskać więc osłoniłem ręką. Pani nie
      zbryzgał jednak pokaźny glutek spadł mi na spodnie. W głupim odruchu pstryknąłem go ze spodni, no i, jak możecie zgadnąć, poszedł
      rykoszetem prosto w pani osłonięty bluzeczką biust. Na szczęscie dla mnie w ogóle się nie zorientowała, więc czym prędzej
      ewakuowałem się z przedziału, zostawiając panią z wiszącą galaretką. Wiem, że nikt z was nie chciałby być w skórze owych
      nieszczęsnych współpasażerów, mimo to nadal duszę się ze śmiechu, kiedy sobie przypominam te sytuacje.
      • Gość: woody Re: A mi zdarzyło się być owym dziwnym co się dos IP: *.aster.pl / *.aster.pl 11.07.05, 21:40
        1984 rok pociąg do Kołobrzegu, wracam do jednostki w Ustce.Warszwa Zach. ludzi
        multum.Wpadam pierwszy do wagonu , z rozpędu zamiast do przedziału to do
        klopa.Wywalczyłem miejsce w przedziale -towarzystwo mieszane zapoznaje się, ja
        zmęczony po przepustce zasypiam.Odsłona pierwsza:rozpoczęcie picia,wszyscy
        mili,serdeczni,zasypiam. Odsłona 2:sąsiad z naprzeciwka trzyma głowę w moim
        kroczu i śpi,kobieta obok płacze- wszyscy mówią,że jest curwą ,zasypiam.Odsłona
        3:mam zarzygane buty -wycieram o faceta z naprzeciwka,melanż zapachowy ,że nos
        urywa ,bractwo dogorywa ,przepraszają domniemaną curwę.Czarodziejska dorożka ,
        czarodziejski pociąg.
      • Gość: fasola Re: A mi zdarzyło się być owym dziwnym co się dos IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.07.05, 21:51
        Bomba! Faktycznie nie chciałabym z Tobą jechać :D Jestes bombastyczny pheheh

        Mi się przypomniało jak kiedyś jechałam Intercity do Wa-wy i zeby umilić sobie
        czas włączyłam walkmana. Jaki był mój żal gdy okazało się, ze w moim przedziale
        sami biznesmani, na korytarzu to samo, wszyscy z komórkami. Przy takich
        zakłóceniach dojechałam w milczeniu do Wawy, z walkmana of course nici ;/
        • Gość: Tomek Re: A mi zdarzyło się być owym dziwnym co się dos IP: *.b.jawnet.pl 11.07.05, 22:47
          Pospieszny Kraków Częstochowa. Pociąg typu Elektryczny zespół Trakcyjny. Byłem
          skromnym studenciną i doczepiła się do mnie na stacji jedna Bułgarka
          zarabiająca na naszej trasie szybkiego ruchu. Miala ciemną karnacje i ostry
          makijaż. Jechaliśmy sobie w dwoje, bardzo miło się rozmawiało a nikt sie do nas
          nie dosiadł tylko cały wagon łypał na nas spode łba i słuchał o czym gadamy.
          Ludziska jakby mogli to by chyba wzrokiem zabili ta panienke i uatowali mnie
          przed jej zgubnym towarzystwem.

          Najgorsze są dziadki typu wiejski filozof co szukają rozmówcy. Takiego nikt nie
          słucha poza pociągiem wieć szuka sobie słuchacza. Będzie taki zagadywał i
          zagadywał. Jak tylko raz na odczepne odpowiesz "yhy" to już przepadłeś. Możecie
          być pewni że opowie wam cały życiorys swój i jeszcze kilku osób.

          Kiedyś jechaliśmy w kilku w przedziale bagażowym bo tam najczęsciej są miejsca
          siedzące a konduktor z Krakowa chciał nam wmówić ze jedziemy 1 klasą i dawaj za
          wypisywanie dopłaty do pospiesznego, ale go wyśmialiśmy to sobie poszedł.
    • lilarose Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 12.07.05, 09:52
      Jak byłam mała, jechałam z rodzicami na wakacje pociągiem na trasie Warszawa -
      Suwałki. Byłam strasznie ciekawska i zadawałam mnóstwo pytań. Pociąg zatrzymał
      sie na jakiejś stacji.

      Ja: Co to za stacja?
      Rodzice: Łapy.
      Ja: A czyje łapy? Psa czy kota?

      Inni pasażerowie w śmiech.


      Albo słyszałam taką historię: w pustym przedziale siedziała elegancko ubrana
      pani pachnąca perfumami o dość intensywnej woni. Wchodzi rodzinka z dwójką
      dzieci. Mała dziewczynka pociąga nosem i pyta:
      - Tata, a co tu tak pachnie?
      Ojciec, mocno speszony na to:
      - Nic, córeczko, tu nic nie pachnie.
      Córeczka po zastanowieniu:
      - Tata, a co tu tak śmierdzi?

      • irenka82 Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 12.07.05, 10:18
        heheh,niedawno jechalam pociagiem z zielonej gory do poznania,osobowym.wlazimy
        do wagonu i od samego wejscia slyszymy jakiegos grubego faceta,co gada do
        jakiegos zolnieza,strasznie glosno gada.zajmujemy miejsca w odleglym kacie.facet
        z daleka krzyczy ze on tam siedzi,tylko przesiadl sie na chwile porozmawiac.no
        pech-wlasnie kolo mnie siedzial.po paru minutach wali sie kolo mnie na siedzenie
        i zagaja: "a panie to zapewne studentki.zapewne z wydzialu sztuki.moze z
        plastyki?nie?to na pewno taniec?tez nie?wiec moze muzyka?ah nie?bo wiedza
        panie,ja pracuje na uniwersytecie.a panie z jakiego kierunku?aaaaaaaaa z
        pedagogiki,od razu wiedzialem.ja wykladam taki przedmiot jak biomedyka.panie nie
        mialy ze mna biomedyki?ah szkoda.a panie na ktorym roku?na 4?a u kogo panie
        prace pisza?" powiedzialam ukogo pisze,a pan na to "oooo...a na jaki
        temat?tkanka tluszczowa? to swietnie,ja bede recenzentem pani pracy,bo to moj
        temat ulubiony" zmartwialam..i zmienilam temat pracy.
        • hamsterek Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 12.07.05, 14:10
          Moja koleżanka jechała kiedyś sama pociągiem nieważne skąd nieważne gdzie,
          nawiasem mówiąc niezła laseczka blond (nieszkodzi że trochę farbowana) piękny
          uśmiech i nie jedn mój kumpe za nią się ogladał z ciekncą slinką. Na przeciwko
          niej usiadł młody chłopak też podobno nawet niczego sobie i tak przez jakiś czas
          się do niej ładnie uśmiechał. Miała nadzieję że może coś zagada, poderwać będzie
          chciał a tu nic i tylko co jakś czas ładny uśmiech jej posyłał. Pora wysiadać,
          wysiadają razem a współpasażer łaps za torebkę i w długą po peronie. Oj źle
          chłopak trafił. Ludzi było sporo to nie łatwo było uciekać, koleżanka za nim.
          Dopała go przy schodach na peronie i w ruch poszły kopy, pazury orające jego
          twarz do krwi i wyzwiska oraz obelgi których nie powstydził by się bosman
          którego kuter zaplątał się w sieci. Chłopaszek początkowo próbował się bronić
          wyrzucił torebkę i krzyczał że nie wie o co chodzi ale dalej dostawał lanie po
          czym uciekł z podkulonym ogonem.

          --
          Поздравляю,
          Hamster
          • Gość: el__ Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.lubin.dialog.net.pl 12.07.05, 15:47
            Trasa Z.Góra - Głogów. Dosiadł się do mnie jakiś facet, dodam że
            wagon "bydlęcy", to chyba czech był po polsku coś tam kaleczył i dawaj do mnie
            a pani dokąd? a do szkoły... a co pani studjuje i tak przez godzinę. A jak
            wspomniałam facet strasznie kaleczył po polsku i nie mogłam zrozumieć o co pyta
            więc powtarzała co chwilę "słucham" gościu chyba pomyślał że jestem
            przygłuchawa i darł morde na cały wagon...a w wagonie cisza jak makiem zasiał
            bo wszyscy się przysłuchiwali...
        • kochanica-francuza Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 12.07.05, 23:17
          siedzeni
          > e
          > i zagaja: "a panie to zapewne studentki.zapewne z wydzialu sztuki.moze z
          > plastyki?nie?to na pewno taniec?

          gdzie on widział wydział tańca? buahahahaha

          • Gość: X Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.07.05, 10:34
            Kiedyś wracałem z Laskowic Pomorskich do Częstochowy. Zaraz miał być pociąg a
            mi się potwornie chciało lać. Bałem się że nie zdążę wrócić z kibla dworcowego,
            więc poszedłem za budkę na peronie i olałem latarnię. Minutę później, latarnia
            zgasła, bo jak się okazało olałem tą klapkę (tą na której jest trupia czacha)
            gdzie są wszystkie bezpieczniki. To jeszcze nie koniec. Zaraz zgasła następna,
            a potem zgasł cały peron :D Jak już pociąg odjeżdżał spojrzałem na ową
            latarnię, kopciło się z niej jakby ktoś to podpalił, a ja przez parę minut
            tarzałem się ze śmiechu w przedziale.
          • wampuka Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 10.06.07, 13:17
            A w Bytomiu się szykuje.
          • yabol428 Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 07.09.13, 21:10
            kochanica-francuza napisała:


            > gdzie on widział wydział tańca? buahahahaha
            >
            Taki wydział istnieje:
            www.wydzialtanca.info/
    • Gość: Magda_May Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.warszawa / *.crowley.pl 15.07.05, 11:03
      No to teraz moja historia .
      Znajomi jechali W-wa - Poznań i siedzieli w przedziale ze śliczną jak aniołek
      małą dziewczynką i jej dziadkiem . Ponieważ lubią dzieci zaczęli zagajać . Moja
      koleżanka - może byś nam coś narysowała ? Dziewczynka : Narysuję jego ( tzn jej
      chłopaka ) gołą dupę jak sra !!! Konsternacja . Chłopak wyszedł na chwilę z
      przedziału , dziewczynka się pyta - gdzie on poszedł ? Kumpela : Poszukać pana
      konduktora . Dziecko : kłamiesz ,na pewno polazł do klopa postawić klocka ! I
      tak całą drogę , reszta zatarła się w pamięci bo to dawno było ale autentyk .
      Dodam że dziadek siedział całą podróż z nosem zatopionym w książce i udawał że
      to nie jego dziecko :-)
      • Gość: ciotka Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.06, 18:16
        Gość portalu: Magda_May napisał(a):

        > No to teraz moja historia .
        > Znajomi jechali W-wa - Poznań i siedzieli w przedziale ze śliczną jak aniołek
        > małą dziewczynką i jej dziadkiem . Ponieważ lubią dzieci zaczęli zagajać .
        Moja> koleżanka - może byś nam coś narysowała ? Dziewczynka : Narysuję jego (
        tzn jej> chłopaka ) gołą dupę jak sra !!! Konsternacja . Chłopak wyszedł na
        chwilę z przedziału , dziewczynka się pyta - gdzie on poszedł ? Kumpela :
        Poszukać pana konduktora . Dziecko : kłamiesz ,na pewno polazł do klopa
        postawić klocka ! I > tak całą drogę , reszta zatarła się w pamięci bo to dawno
        było ale autentyk .> Dodam że dziadek siedział całą podróż z nosem zatopionym w
        książce i udawał że > to nie jego dziecko :-)

        Wierzę... Mój 6-letni bratanek też ma teraz taką fazę, jescze 'śmierdzisz' i
        śmierdziel do tego dochodzi...

        no ale rysunków jeszcze nie robi takich, to pocieszające/..
        • jorn Trochę obok tematu, ale niedaleko. 23.08.06, 01:17
          Belgia: Kilka tygodni temu jechałem pociągiem z Antwerpii do Dilbeeku
          (miasteczko pod Brukselą) z przesiadką w Brukseli. Pociąg mniej więcej zgodnie
          z planem wjechał na brukselski Dworzec Północny, gdzie wysiadłem i sprawdziłem,
          kiedy mam pociąg, którym odbędę dalszą część podróży. Niestety okazało się, że
          odjechał kilka minut temu, a następny za godzinę. Nie chciało mi się czekać,
          więc postanowiłem pojechać na stację Bruksela-Schuman, bo wiedziałem, że tam
          złapię pociąg sporo wcześniej. Wymagało to pojechania kawałek w kierunku mniej
          więcej przeciwnym do docelowego. Po kilku minutach przyszedł konduktor
          sprawdzać bilety, podszedł do pary turystów (wagon był bezprzedziałowy, więc
          wszystko widziałem i słyszałem) i zaczął im tłumaczyć, że są w niewłaściwym
          pociągu, bo bilety mają do Leuven (fr. Louvain), a ten pociąg jedzie do Louvain-
          la-Neuve. W kilku zdaniach odpowiedział im historię Louvain-la-Neuve i czym to
          miasto różni od Leuven / Louvain oraz poradził im, co mają zrobić, żeby złapać
          właściwy pociąg. Sprawdził bilety jeszcze kilku osobom i podszedł do mnie.
          Widziałem wyraz kompletnego załamania w jego oczach, jak zobaczył na moim
          bilecie stację docelową w kierunku przeciwnym do tego, w którym jechaliśmy.
          Szkoda mi sie go zrobiło, więc szybko powiedziałem, że na Schumanie się
          przesiadam i odetchnął z ulgą.

          Pozdrawiam
    • Gość: Sineira Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.05, 13:23
      Na studiach często jeździłam trasą Poznań - Słupsk. 5 godzin jazdy, różni
      ludzie się trafiali, ale chyba najgorszy był facet, kóry czytał na głos Biblię.
      Wytrzymałam bohatersko 2 godziny, bo myślałam, że się zmęczy i przestanie, ale
      gość był nie do zdarcia. Nie mogłam czytać ani słuchać muzyki, bo pan przebijał
      się przez walkmana. Nie chciałam też właczać muzyki na cały regulator, bo
      szanuję uszy bliźnich. W końcu poprosiłam grzecznie, coby przestał, bo obraża
      moje uczucia religijne. (Wtedy to był dość "modny" tekst). Następne 3 godziny
      pan przesiedział w milczeniu, z opadniętą szczęką, wpatrując się we mnie
      podejrzliwie:)
      • makary21 Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 15.07.05, 14:48
        Kiedys ze znajomymiwracalismy z Krakowa do trojmiasta. Poniewaz mielismy reszte
        kasy to pojechalismy nocnym pospieszym. Ponieważ było nas troche zalielismy dwa
        przedzialy.Podroz uplynela bardzo spokojnie az go Gdanska, gdzie nagle na
        rowne nogi poderwalna krzyk w drugim zzajmowanych przez znas przedziałów.
        wyskoczylismy jak oparzeni wskakujemy do drugie przedzialu a tam... siedzi
        jakis facet i ... placze. Pytamy sie znajomych co sie stalo? A oni na to ze
        facet wsiadl w Krakowie Glownym i praktycznie zaraz usnal. (mysmy jechali od
        jakiegos innego Krakowa nie pamietam jakiego) I kiedy sie obudzil w Gdansku to
        spytal sie gdzie jest. Wiec znajomi usuznie powiedzieli ze w Gdansku a on na to
        kiedy bedzie Radom. Jak sie dowiedzial ze Radom juz byl jakies czas temu i
        Warszawa juz byla to poprostu zaczal plakac. A i tak mial szczescie bo pociag
        jechal do Kolobrzegu czy koszalina? W kazdym badz razie dalej.

        z innych przygot to wsiadlem kiedys do nocnego ( nie pamietam trasy) i slysze
        jak w przedziale cos sie obija. Nagle dzwi sie otwieraja w nich pol naga
        panienka i facet. On wyszdl dopial rozporek i wysiadl na stacji do ktorej
        dojezdzalismya. ona zasunela zaslonki i ubierala sie. Co rozbila dalej nie wiem
        bo ja wysiadlem wczesnej :>
        • Gość: MARCELA Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.class144.petrotel.pl 15.07.05, 20:39
          Przypomniała mi się moja podróż z Płocka do Wrocławia - wprawdzie autobusem,
          ale co tam...:-)

          Po drodze - gdzieś w Turku chyba - nieważne, wsiadł chłopak z torbą nie bardzo
          wypchaną, w podkuszulku i jeansowej kurtce. Usiadł na końcu, ja siedziałam po
          środku, a na przedzie siedziały z 4 babcie - ale takie bardziej postępowe;-)

          Chłopak siedział cicho i cała podróż mijała monotonnie. Nagle kierowca
          gwałtownie zahamował i usłyszeliśmy głośne: "A to skurrrrrrrr...!!!!!". Każdy
          się obudził, a kierowca pobiegł do tego chłopaka na tył. Okazało się, że
          chłopak nawalił się piwem i je zwrócił na podłogę...błee. Dobrze, że w stanie
          podobnym do wciągniętego, bez resztek pokarmowych.

          Kierowca tak się wpienił, że chciał go wysadzić na trasie - a przejeżdżaliśmy
          przez jakies głębokie lasy... Wyzwał go od narkomanów i że w tej torbie na
          pewno ma "makowiny" i że on takich zaraz rozpoznaje. W końcu dał się uprosić i
          zostawić go w autobusie pod warunkiem, że powyciera podkoszulkiem podłogę ;-))))

          Chłopak do niego :"No co ty, nie świruj", ale on twardo - albo wyciera, albo
          ląduje w lesie. No i chłopaczyna powycierał...i dobrze!

          Potem babcie wzięły chłopaka w obroty w stylu - by się pan wstydził, taki pan
          młody, a tak pan pije. Chłopak siedział jak mysz pod miotłą, a kierowca jeszcze
          dodał - "ja bym go wziął na miesiąc do NASZ do pekaesów, to by dopiero poznał,
          co to dyscyplina!":-))))))))

    • frred Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 16.07.05, 15:49
      Przepraszam wszystkie Złotowłose, ale historia jest autentyczna i tak
      zajavista, że muszę ją opowiedzieć (być może po raz drugi, ale pierwszy na
      pewno nie był na tym wątku):

      Jest przełom 1997/98r., a więc szczyt kawałów o blondynkach.

      Wsiadam do pociągu, ze mną w przedziale blondynka - mogłaby leżeć w Sevres jako
      wzorzec blondynki. No, prawie - była bardzo niska, ale proporcje idealne i w
      ogóle bardzo urodziwa (ale, pocieszę PT Blondynki, chyba farbowana).

      Bardzo zadbana, wszystkie ciuszki wyprasowane idealnie, na wieszaczku jakaś
      marynareczka, żakiecik, kostiumik, Bóg jeden wie co to było, zresztą nieważne.

      Pociąg ujechał jakieś 500m, nagle laska zwraca się do mnie:

      - Przepraszam, mógłby mi pan to gdzieś powiesić? -

      Trzeba trafu, w tym wagonie były dosyć niestandardowe obłe półki, haczyki itp. -
      zewsząd to coś spadało. Po kilkunastu próbach mówię do niej:

      - Wie pani co, bardzo chętnie to pani powieszę, tylko chyba nie ma gdzie. -

      Laska rozejrzała się po przedziale i nagle z triumfującą miną:

      - Tu!!! -

      Wiecie, na co pokazała?

      ...
      ...
      ...

      Na hamulec bezpieczeństwa.
    • aagata4 Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 16.07.05, 21:09
      jakies 8-10 lat temu w pociagu osobowym relacji Radom Warszawa mialam swietna
      podroż.. tyle sie wydarzylo w ciągu tych 4 godzin (tak 4 bo maial niesaowite
      opóźnienie - ale nie rozpaczalam z tego powodu - bo mialam swietna zabawę ...)

      1. na jednym z przystankow gdzie nie ma kasy wsiadla do wagonu rodzina chyba z
      15 osob i byl wsrod nich dzieciak okolo 2-3 lat. Oczywiscie zawolali konduktora
      aby przyszedl do nich sprzedać im bilety... praktycznie każdy jechał gdzide
      indziej... konduktor wziął pieniadze od jednej osoby co placila 100 zł i zaczął
      ustalac gdzei kto jedzie i jakie ma bilety czy 100% czy 50% a nastepnie usiadl i
      zaczął wypisywać ...

      w trakcie wypisywania biletow pociag zatrzyalm sie na stacji i konduktor bez
      slowa wyszedl z przedzialu aby dać znak odjazdu ....

      a tu sie rozlegl krzyk tego 2 lub 3 latka :

      H E J K O L E Ś !!!!! A B I L E T Y !!!!!!!

      usmialam sie niesamowicie :) ( wkońcu skad dzeicko mialo wiedziec ze konduktor
      nei ucieka z pieniedzmi tylko idzie dac znak odjazdu i zaraz wroci ....)

      2 Ale to nie koniec ....cala ta rodzina jechala niedaleko i w pewnymm momencie
      zostalysmy same z koleżanka w przedziale...

      na jednym z miejsc gdzei oni siedzieli usiadla teraz jakas inna Pani ....

      przyszedl konduktor i poprosil ja o bilet. ona sie popatrzyla na niego
      nieprzytomnie ... potem jakos nie patrzylam w ich strone bo mie nie interesowalo
      .. za chwilke zobaczylam jak konduktor co chwila zerkajac czy sie patrzymy na
      nich trzyama swoje rece pod jej spódnicą ....

      oczywiscie odwrocialm sei i w ich strone nie patrzylam, udawala ze nic nei widze....

      a ze smiechu sie juz dusilam...



      3. gdy juz dojeżdzałiśmy do Warszawy, (pani juz dawno wysiadla) dosiadlo sei
      troche ludzi . a na jej miejsce siadło dwóch facetow....poniewaz juz bylo duzo
      ludzi w przedziale wiec jedej duzy i gruby wział takiego malego i szczupłego na
      kolana... faceci mogli miec od 30 do 50 lat, w sweterkach bardzo powyciaganych,
      wlosy tluste ... troche sie calowali i obsciskiwali... ludzie sie dziwnie
      ogladali, smieli ale nikt nic nie mowil... po jakims czasei wyciągneli flaszke,
      rozlozyli gazete na półeczce pod oknem i zaczeli wcinac kielbaske z czosnkiem i
      kaszane i popiac wodka....

      mowie wam widok byl niesamowity... a podroz zostanie mi do konca w pamieci....

      inne smieszne rzeczy co mi sei przytrafily w pociagach:

      kiedys jechalam na WSZYSKICH ŚWIETYCH wsiadlyśmy z mamą do pociagu pośpiesznego
      w Otwocku i jechalysmy do Celestynowa. Tłok niesamowity nie mozna wejsc dalej
      niz na korytarz... w kiblu kilka osob rece mi dretwialy od trzymania kwiatow w
      gorze a przejsciu miedzy wagonami stala też staruszka i zaszela zawodzić
      przeciąglym glosem:

      o Boooożeeee, żeeeeeeby pociąąąąąąąągi sie nie rozczepiiiiiły

      zal mi tej kobiety ale wtedy malo sienie posikalam ze smiechu ....

      innym raziem jak jechalam tą samą trasą na Wszyskich świetych to z kolei jakas
      pani potrzebowala do ubikacji... Tłok byl niesamowity a w ubikacji oczywiscie 5
      facetów... i w zaden sposob nie moga wyjsc z kibla bo nie mozna bylo w zaden
      sposob sei przesunac aby ich puscic...

      rozmowa wygladala mniej wiecej tak...

      - prosze z tad wyjsć bo ja musze do toalety ...
      - chetnie ale nie mamy jak...
      - ale ja musze ....
      - to prosze wejsc do nas, ael nie widze mozliwosci zamkniecia drzwi....

      cyrk byl nie ztej ziemi ale nie chcialabym byc w jej skórze...


      kiedys przytrafilo mi sie jechac z pijakiem co ciagle przejeżdzal swoj
      przystanek w relacji Warszawa - MInsk Mazowiecki. i mial widocznie takie
      szczescie, że co sei budził to akurat jechal nie w ta strone co potrzeba i tak
      juz staral sie uwazac aby wysiaśc na nastepnycm przystanku i okazywalo sei ze
      jest dwa przystani od miejscowosci do ktorej jechal... nie umiem przytoczyc ani
      jednego slowa co bluzgal .. ale sie usmialam...

      opowiem swoje zdarzenia jak po raz pierwszy podrózowalam sama bez rodzicow....
      W Celestynowie pociagi pomimo iż jada w przeciwnych kierunkach sa podstawiane w
      tym samym miejscu i za kazdym razem trzeba sei zorientowac gdzie on jedzie (nie
      wiem czy tak jet nadal) oczywiscie wsiadlam w ten pociag jadacy w przeciwna
      strone... wspolpasazerownie, pomogli mi sie uspokoic bo oczywiscie wybuchnelam
      wielkim placzm (to przeciez byla moja pierwsza samodzielna podróż) i porazili
      abym pojechala do Pilawy i kupila bilet powrotny i wsiadla do wlasciwego pociagu
      ..Jeden pan nawet mnie odprowadził do kasy a potem do wlasciwego pociągu ...

      i wiedzialam ze bede miala tylko 3 minuty aby zdazyc na ostatni PKS w Otwocku...
      pociag sie na szczescie nie opóxnil wiec pobieglam na skróty. przez tory
      ogladajac sei czy nei jedzie żaden pociag... tak uwazalam przy przebieganiu
      przez tory ze nie zauwazylam ze pobieglam na skroty w przeciwna strone (znalam
      ten skrót bo mama czesto tędy chodzila ze mną).... dopiero jak nie znalazlam
      odpowiedniej dziury w płocie to sie zorientowalam ze biegne w zlym kierunku... i
      szybko zmienilam kierunek...

      dobieglam do kasy PKS zadyszana jako dziecko bylam kaleka i nie potrafilam
      przebiec nawet krotkich dystansow i przytocze rozmowe:

      - czy był , czy zdążylam, czy bedzie pociag do Brzezin?
      - chachacha to nie PKP tylko PKS, a autobus juz podstawiamy
      - to poprosze bilet
      - jaki?
      - caly :)
      - dokąd?
      -do Brzezin !!! i tak dotarlam do domu .. zaplakana...

      innym razem przytrafila mi sie troche nieprzyjemna historia...

      otoz w tym samym Celestynowie jakos na przelomie lat 80/90 w czasei deszcu,
      bieglam i tak nieszcesliwie sie przewrocilam ze pobrudzilam sobie krtke i
      spodnie.... wrocilam do cioci i zmienilam spodnie ale juz nie bylo czasuna
      czyszczenie kurtki wiec ciocia dala mi swoj płaszc... ledwo zdazylam kupic bilet
      w biegu wrzucilam portwel i blilet do kieszeni od plaszcza i wepchnelam sie do
      zatłoczonego pociagu .... plaszcz mialam rozpiety i został mi z tylu (to taka
      głupota nstolatki)...w pewnym momencie pomyslam sobie ze moze wyjme z kieszeni
      portfel i bilet i przeloze go do plecaka ... i wyjełam ten portfel... ael jakie
      bylo moje zdziwienie gdzys ie okazalo ze to nie moj !!!!! krzyknelam
      przerażona: o Boże, komu wyciagnelam portfel !!!!!

      nie jestem pewna czy wspolpasazerowie uwiezyli mi ze iechcacy i na wszelki
      wypadek posprawdzali czy maja swoje portfele - czulam sie bardzo glupio ...

      mam nadzieje ze nikogo nie zanudzilam ... ale przez prawie 15 lat [podrózowalam
      duzo pociagami to sienapatrzylam...

      acha jeszce cos mie sie przypomialo....

      kiedys jak jechalam z Warszwy do Kolobrzegu, poznalismy w pociagu mlodego Pana,
      bardzo nam sei sympatycznie rozmawialo ale w pewnym momencie wszyscy sobie
      przysnelismy.... budzimy sei i patrzymy ze obok niego siedzi starsza pani ze
      wsi z koszykiem z jajami i chrapie głosno... i pytamy sei tego chlopaka:

      Witus - jak sei spało? a on na to: hmmm ta baba sie rozwalila...

      a ona na to ( a przeciez chcrapala) pogardliwie: hmmm ta baba sei rowalila? a
      jak Pan sie oparł o mie to ja ic nie mowilam !!!!!

      na tm skoncze

      pozdrawiam

      • Gość: ??? Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.07.05, 11:10
        Cóż za bujna wyobraźnia!!!
      • Gość: maprin Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: 62.87.102.* 02.09.06, 19:24
        Pociag nocny relacji Wawa - bodaj Swinoujscie przez Pozanan i Szczecin. Jade
        odwiedzic kumpla w Kopnehadze, musze zdazyc na prom. Mam tylko godzine czasu od
        momentu wysiadki, wiec nie chcialabym sie spoznic. Do Poznania dojezdzamy w
        normie, spie, budze sie po jakis dziki halas na zewnatrz. Otwieram oczy, za
        oknem pociag, z tym osobowek dwupietrowych wypelniony tak, ze gdy otwieraja sie
        drzwi, pierwsi wylatuja na peron doslownie. Dowiaduje sie ze jada na Woodstock.
        Great. jak mozna sie domyslac, trzezwych bylo juz malo, a piwie jednak sie
        chce. Wiec staje mi za oknami rzad jakichs 25 facetow, kazdy wyciaga co ma i
        odlewa sie na nasz pociag. Kazdy rozmiar, kazdy kolor, dosc dobrze widac.
        Nastepnie przychodzi drugi rzad. czuje sie jak na przesluchaniu gwiazdek porno,
        ale w sumie mi weselo. Woodstock odjezdza, my stoimy. 15 minut po czasie
        postanawiam poszukac jakies zwiadowce. Pytam sie kiedy odjedziemy, no bo ja na
        ten prom etc. A nie wiem - slysze. Jak to nie wiem - mowie. Nie wiem, bo
        maszynista zaginal... Jak to zaginal?????? - pytam. No wyszedl z pociagu i
        zaginal, pani, albo pijany albo co...zesmy juz obudzili nastepnego, ale nie
        wiemy kiedy dojedzie... Ruszylismy po godzinie.
        Na prom zdazylam, ale pobilam rekord biegu na 100 metrow. Swoja droga ciekawe
        czy maszynista sie znalazl... pozdrowienia dla niego...
        • Gość: kk Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.gprspla.plusgsm.pl 02.03.07, 12:08
          akcje ze znikajacym maszynista mialam w krakowie jadac do krynicy - przez
          megafon wzywano pana maszyniste X do zgloszenia sie do lokomotywy pociagu Y...
          obled + 2h opoznienia... okazalo sie, ze pan zapil ;)
      • Gość: kk Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.gprspla.plusgsm.pl 02.03.07, 12:03
        aagata4 - popracuj nad ortografia...
    • 3promile Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 16.07.05, 21:12
      Coś tam w pociągu przeżyłem...
      trzypromile.blox.pl/html/1310721.html;jsessionid=A7FDAD4E1020515355C8BFB06CCA41E1.tomcat3
    • Gość: Daniel Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.piotrkow.net.pl 16.07.05, 22:03
      jak wieczorem 12 X 2002 wsiadłem do pociągu w Rzeszowie /wracałem z Ukrainy/,
      miałem zegarek nastawiony na czas ukraiński (1 godz. różnicy), czytałem
      opozycyjną ukraińską gazetę (dostałem na wiecu antykuczmowskim we Lwowie).
      Najpierw do współpasażerów-kolegów z wycieczki powiedziałem coś po ukraińsku, a
      do przypadkowej współpasażerki po polsku (czytałem tę gazetę, ciekawe czy
      wpadła na to że mieszkam jednak w Polsce:))
      • castaneta Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 17.07.05, 12:59
        Swojego czasu na dworcu w Poznaniu przed odjazdem pociągu wsiadali panowie
        oferujący piwo w sprzedaży obnośnej;-) Oblatywali szybko przedziały z
        charakterystycznym zapiewem " piwo jassssneee, piiiweczko!"
        • castaneta Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 17.07.05, 13:05
          A jeszcze mi się przypomniało, jak jechałam z Poznania do Kutna i bardzo źle
          się czułam. Byłam blada jak ściana, miałam okropne sensacje żołądkowe i
          dziesiąte poty na mnie biły od zatrucia. Siedziałam naprzeciwko pana - teraz
          juz wiem, że sobowtóra E. Gierka. Pan był bardzo uprzejmy, otworzył mi okno, bo
          widział, że się jestem trochę słabo narysowana, a ja byłam pod takim wrażeniem,
          że to może Były Pierwszy, że aż mi się chwilowo lepiej zrobiło :-)
          • Gość: MARSUPILAMI Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.w83-196.abo.wanadoo.fr 11.06.06, 21:00
            up, bo wakacje blisko, przybędzie nowych obserwacji.
        • kasia_x Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 19.07.05, 10:40
          to akurat zjawisko powszechne :> przynajmniej w wawie na centralnym, nie ma
          pociągu bez "piwo jasne, piwo piiiwo..."
    • Gość: bethi Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.spray.net.pl 18.07.05, 13:10
      Przygody w pociagu spotykaja mnie prawie zawsze.. ale ta byla smiesznie-
      tragiczna..: otoz jechalam pociagiem z Warszawy do Ilawy.. siedzialam przy
      oknie, a na przeciwko mnie starsza pani z twarza alkoholiczki zajadala sie
      rodzynkami w czekoladzie, ktore rozsypala na siedzenie i nadal na nich
      siedziala, az sie rozpuscily.. zasnela.. patrze, a ona z otwarta paszcza.. no
      nic mysle, zdarza sie.. chwile po tym zaczela energicznie przesuwac zuchwa, az
      wyskoczyla z niej jej sztuczna szczeka, prosto na jej dlon, ktora trzymala na
      wysokosci brody. Nawet sie nie przebudzila! dalej spala trzymaja szczeke w
      reku, a ja myslam ze zwymiotuje! wiec czym predzej opuscilam przedzial i reszte
      podrozy spedzilam na korytarzu.. ta pani wysiadla na tej samej stacji co ja..
    • Gość: woody Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.07.05, 18:28
      Przypomniały mi się jeszcze 2 historie. 1 Popiliśmy kiedyś w pracy i ciężko
      było niektórym dojechać do domu.Kolega Rysio zajął się starszym facetem zwanym
      dziadkiem.Po wejściu na wschodnim do pociągu do Siedlec ,słyszy jak podopieczny
      zaczyna bekać , aż w pewnym momencie puścił pawia.Przy tym wypadła mu sztuczna
      szczęka ,tak niefartownie ,że pod grzejnik.Zima,wymiociny gotują się pod
      grzejnikiem , a dziadek ze szczęśliwą miną znajduje zgubę.Utytłaną dodatkowo w
      podłogowych kotach ładuje do buzi.Podobno ludzie nie patrząc na zadymkę za
      oknem rwali okna do dołu i sami rzygali. 2 historia jest mocniejsza i nie
      opowiem.
      • kraciak Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerac 19.07.05, 00:45
        No jak to? Narobiłeś apetytu i nic? pewnie tak specjalnie robisz, żebyśmy Cię
        wybłagiwali :-D
      • plonaca.zyrafa OPOWIEDZ! /ntxt 19.07.05, 18:03
        OPOWIEDZ!
    • yabol428 Re: "Wsiasc do pociagu..." czyli o wspolpasazerach 19.07.05, 01:56
      Gdy miałem 16 lat (w pamiętnym roku 1989) po raz pierwszy pojechaliśmy z kolegą
      samodzielnie w góry, pod namiot. W drodze powrotnej tak byliśmy zadowoleni z
      udanej wycieczki, że w pociągu robiliśmy różne dziwne rzeczy. Np. gdy do
      przedziału weszła kobieta i zapytała, czy jest to przedział dla palących,
      zamiast odpowiedzi odśpiewaliśmy piosenkę (wówczas wielki przebój): "a ja palę
      faję, palę faję za fają...". Kolegę największa głupawa naszła, gdy
      dojeżdżaliśmy już do Krakowa, zmierzchało się już. Na jednej z ostatnich
      stacji, gdy konduktor dawał latarką sygnał do odjazdu, kolega... wyciągnął
      swoją latarkę i pomachał nią przez okno, mówiąc: "ja się z panem zgadzam,
      odjazd". Konduktor potem przeszedł korytarzem koło naszego przedziału, dziwnie
      się popatrzył, ale nic nie powiedział.
      Fakt, z dzisiejszej perspektywy brzmi to niezbyt mądrze. Ale miło jest czasem
      powspominać, co się robiło jak się miało 16 lat.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka