Reaktywacja znanego i lubianego tematu.
Kiedyś razem z moim przyjacielem powędrowałem do sklepu z tuszami do rzęs, spoiwami do fryzury i pachnidłami oraz detergentami. Kolega został bowiem wysłany przez swoją ówczesną oblubienicę z misją bojową: kupić tak zwane podpaski, a do tego mieliśmy kupić jakieś mydła i odplamiacz do naczyń. Tak więc dziarsko wmaszerowaliśmy do budynku pełnego dziesięcioletnich dzieci płci żeńskiej rozpaczliwie probujących uchodzić za nastolatki oraz mniej lub bardziej bojowo nastawionych ochroniarzy. Z detergentami nie było problemu, ale ostatnia pozycja na liście przerażała nas obu. W końcu stanęło na tym, że ja zacząłem oglądać jakieś farby do włosów, ostentacyjnie porównując kolor swojej koafiury a la "Henryk IV Probus prądem rażony" z tak zwanymi "próbkami koloru", podczas gdy mój kolega mną osłonięty od gapiów, odstawiał partyzantkę, rozpaczliwie próbując wybrać coś. Niestety, jak mówią Niemcy: "Wer die Wahl hat, hat die Qual". Obfitość wyboru tak przeraziła biedaka, że poprosił, abyśmy skończyli z tą szopką i zapytali kogoś o pomoc.
I jak na zawołanie, za nami pojawił się Cerber, co prawda jednogłowy, ale z imponującymi bicepsami. Popatrzył na nas wzrokiem wygłodzonego amstaffa i ostentacyjnie zaczął nas lustrować, co wykorzystał mój przyjaciel, który uśmiechnął się przyjaźnie i głośno, z ulgą oznajmił:" Dobrze, że pan przyszedł! Co jest lepsze: podpaski ze skrzydełkami, czy bez??"
Cerber aż pisnął z przerażenia i śpiesznie oddalił się, co sprawiło, że w całym sklepie zapadła cisza, tylko pojedyncza mucha nie przejęła się tym incydentem i nadal bzyczała. Cały sklep patrzył na nas z zainteresowaniem zmieszanym z oburzeniem.
Wzruszyłem ramionami i usiadłem na podłodze koło kolegi. Razem spokojnie pooglądaliśmy opakowania, porównaliśmy ceny, przedyskutowaliśmy przypuszczalne wady i zalety produktów i w końcu wybraliśmy kilka, starając się nie zwracać uwagi na lud wpatrzony w nas jak w plugawych zboczeńców, wyżywających swe chore instynkty na niewinnych dziewkach, młodzieńcach i budkach telefonicznych. Podeszliśmy do kasy z wyładowanym koszykiem (stojąca przed nami starsza pani rzuciła nam nieodgadnione spojrzenie i przysunęła swoją kilkuletnią wnuczkę bliżej siebie), zapłaciliśmy i śpiesznie oddaliliśmy się z miejsca zdarzenia.
A jakie Wy macie przygody na zakupach?
--