IP: 217.99.155.* 24.10.03, 01:55
Co za próżność żeby zakładać wątek o samym sobie.Ale co tam.Co za bezczelność
żeby się tyle nie odzywać.(z resztą mam nadzieję,że mnie nie pamiętacie;piszę
tak żeby mieć czyste sumienie:)W międzyczasie zaglądałem tu co prawda,ale nie
chciało mi się pisać(w sumie nie ma o czym).W pewnym momencie ucieszyłem
się,że wątki ze mną w głównej roli zniknęły,ale ktoś znowu musiał je wywlec
(ten nie jest problemowy więc pewnie będzie mieć krótki żywot).Widziałem,że
ktoś się tam mną przejął,więc piszę.
A więc.
Z obowiązkowych wybrałem rzym.Już widzę jak się cieszycie z mojego
nieszczęścia.Jakbyście zapomnieli to przypominam,że bardzo się do tej decyzji
przyczyniliście.Zaczyna się od drugiego semestru,ale już czuję smród tego
gówna,w które się wpakowałem.Żeby poznać wroga chodzę na zajęcia z TBSP.Coś
mi się wydaje,że Litewski będzie obowiązywać(fuck)tylko okrojony
Z podstawowych wybrałem historię pol. i powsz.Czyli uczę się tego,co wy
(pozwólcie,że zrezygnuję z kurtuazyjnej dużej litery,wkurza mnie to,nie
jesteśmy po 60-tce,a że się szanujemy to chyba nie ma wątpliwości:)Niestety z
tych przedmiotów mam kiepską ekipę.Z "grubej czwórki" poziom trzyma tylko
Baran:(nie mam Migdy).Na korone też chodzę na TBSP.Może to coś da.
Ze specjalizacyjnych-filozofia interpretacji(brzmi nieciekawie,ale Stelmach i
5 pkt.)i organizacje międzynarodowe.
W sumie uzbierała się zawrotna liczba 57.Czyli stąpam po cienkim lodzie-
wystarczy,że nie zaliczę ćwiczeń z obydwu historii i wulatuję(hm...Melbourn
czy Sydney?)Nie ma jak komfort psychiczny.
Sam siebie zaskoczyłem w jednym względzie-rozumiem logikę(ccc-Czaja czyni
cuda).Co prawda dopiero zaczęliśmy tautologię,ale jest dobrze.Zwłaszcza w
porównaniu z resztą.Kompletnie nie odpowiada mi taka forma nauki.Nie mam na
tyle samodyscypliny,żeby uczyć się regularnie(najbliższe kolokwium(tak to się
pisze?)w styczniu).Na razie jeszcze się nie uczę.Czytam trochę
podręczniki.Ale niewiele z tego rozumiem i jeszcze mniej zapamiętuję.Nie
cierpię prawoznawstwa(będę zdaje się kontynuować to cholerstwo w 2 sem.jako
filozofię prawa).
Nie omieszkam się pochwalić,że dostałem się na lektorat z angielskiego(mało
co,a byłyby 4 lata męki z niemieckim).
Ludzie są naprawdę różni,różniaści i to pod każdym względem(buców w
garniturach-0).Poznałem dotąd niewiele osób(moja dewiza:przebojem przez
świat),pewnie okażą się tacy lewi jak ja(cięgnie swój do swego).Jesteśmy tacy
cwani,że klaszczemy po każdym wykładzie(nawet po Sarneckim!-szczyt
obłudy).Czy to jest normalne?Baran zawsze upomina,że nie ma takiego
zwyczaju.Myślicie,że są przez to szanse na prostsze pytania?
Przechodzimy do rozważań egzystensjalnych.Często tak sobie siedzę,słucham
tych bredni i myślę:co ja tu robię?Mam wrażenie,że jestem nie na miejscu,że
znalazłem się tu przez przypadek i tylko na chwilę.W sesji zimowej mam 2
egzaminy(logika prawoznawstwo)w letniej 6.I ja sobie tego po prostu nie
wyobrażam.To mi się wydaje niewykonalne jak można w ogóle zdać jakikolwiek
egzamin.To mnie przerasta.Cały czas mam wizję,że mnie wywalają.I nie wiem co
potem.Nie widzę dla siebie żadnej alternatywy(ani zwykłej ani
rozłącznej:).Przecież tego jest tyle i to takie ciężkostrawne,że to wy z
perspektywy czasy możecie sobie mówić,że "1 rok jest do przeskoczenia".
Mocno postanowiłem to samo co przed egzaminem wstępnym-zrobię wszystko co
tylko będę mógł,aby się utrzymać,żebym później,gdyby mnie wyrzucili,nie miał
do siebie pretensji,że za mało się starałem.
W sumie tyle.

A co u was?Wiecie o mnie prawie nic,a ja o was nic zupełnie.

ps.piątki mam wolne-więcej czsu żeby się uczyć:((
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka